Historia

Kołacz Kaufmana. Polska miała sięgać aż po Ren

Województwo saskie i powiat magdeburski jako część naszych ziem? Brzmi to niemal równie atrakcyjnie jak sławetna „granica polsko-chińska na Uralu”. Tylko dlaczego te zdobycze terytorialne zaoferował nam nie Franklin Delano Roosevelt, w czasie II wojny światowej będący prezydentem USA, lecz jakiś sprzedawca biletów kinowych z New Jersey?

Całkowity, co do okruszka rozbiór państwa między jego sąsiadów jest szczególnym rozwiązaniem w polityce międzynarodowej. Proste podboje, okupacje i zabór części lub całości terytorium zdarzają się, niestety, zbyt często, by o nich mówić. Również rozpad na części składowe jest przypadkiem nierzadkim: albo dlatego, że imperium okazało się zbyt wielkie i nieruchawe, by nim zarządzać z jednego centrum (przypadek Rzymu); albo, bo w sprawę wmieszały się dwa mocarstwa, które postanowiły toczyć „zdalną wojnę” (proxy war) na możliwie odległym od nich terytorium (to casus Korei czy Wietnamu); albo wreszcie, bo złożony z cząstek kraj zbyt słabo się zrósł (tu kłaniają się: Czechosłowacja – bezkrwawo, Jugosławia – krwawo). Ale rozkroić na części istniejące, posiadające swoją tożsamość państwo, tak, żeby nic się nie ostało?

Zestresowany mężczyzna w gustownym garniturze

Oczywiście – i to się zdarza, czego najbardziej krzyczącym (dla nas) przykładem jest los Rzeczpospolitej. Jak wiadomo zresztą, szykowany był jej już na wiek z okładem przed nieszczęsnym rokiem 1795: sławny Traktat z Radnot (6 grudnia 1656), zawarty przez króla Szwecji Karola Gustawa z księciem Siedmiogrodu Jerzym II Rakoczym, przewidywał podzielenie ziem od Gdańska po Kamieniec między wyżej wymienionych sygnatariuszy oraz Moskwę, Brandenburgię, Bohdana Chmielnickiego i Bogusława Radziwiłła.

Pomysł ziścił się w innej konfiguracji, Sarmatom zaś na otarcie łez zostały wówczas krążące po Europie karykatury, zatytułowane „Królewski kołacz” (Le gâteau des rois). Miedzioryt Jeana-Michela Moreau zyskał ogromną popularność i często był parafrazowany przez karykaturzystów: na niektórych rysunkach pojawiał się łakomie patrzący na talerz Turczyn w turbanie, na niektórych Leopold II obłudnie krzywił się, że krem za słodki, lecz tak czy owak – zjedli nas, zgodnie z przestrogami Jeana-Jacquesa Rousseau, z kretesem.
Kołacz królewski – alegoria rozbioru Polski, miedzioryt wykonany na podstawie rysunku przez Nicolasa Noëla Le Mire'a, na podstawie rysunku Jeana-Michela Moreau'a. Fot. http://www.kolekcjonerzy.mnw.art.pl/64483.html, Domena publiczna
Nasze rozbiory nie były przypadkiem aż tak odosobnionym: pokój pirenejski (1659) położył ostateczny kres odrębności Księstwa Katalonii, oświeceniowi politycy co i raz kreślili linie podziału już to Prus, już to Niderlandów, aż Napoleon sięgnął po ich know-how i gracko poradził sobie z półtuzinem starych państewek, z Republiką Wenecji na czele. Sowiety i Turcja poradziły sobie w 1920 roku z niepodległą Armenią, największym zaś aktem rozbiorowym był bez wątpienia XIX-wieczny podbój Afryki.

Z reguły jednak im bardziej peryferyjny kraj, tym łatwiej: na temat praw Afryki nikt się nie zająknął, za Wenecją wzdychano, Polsce współczuto. Ale rozbiory w sercu Europy? Owszem, traktaty pokojowe podpisane w Wersalu, Saint-Germain-en-Laye i Trianon były nader surowe dla przegranych w wojnie światowej Niemiec, Austrii i Węgier – ale, choć rzuciły je na kolana, nie likwidowały samej państwowości.

Na to trzeba było dopiero Theodore N.Kaufmana.

Jest zjawiskiem dość niezwykłym, że człowiek, który z takim rozmachem rozkrawał mapę XX-wiecznej Europy i, przynajmniej pośrednio, przyczynił się do uruchomienia mechanizmów Zagłady, do dziś pozostaje niemal anonimowy. Wiemy, że urodził się w nowojorskiej rodzinie żydowskich imigrantów w lutym 1910, że jego ojciec przed emigracją do Stanów pracował jako dziennikarz „Berliner Morgen-Zeitung” – nietrudno wywnioskować, że w domu mówiło się: a) po niemiecku, b) o polityce. Wiemy o szkole średniej Kaufmana, o zaplątaniu w jakąś aferę z oszustem podatkowym (nie odegrał w niej głównej roli) i o tym, że Wielki Kryzys przetrwał, prowadząc małą agencję ogłoszeniową i punkt sprzedaży biletów. Zawsze jednak interesowały go sprawy publiczne: jeszcze w roku 1939 był żarliwym izolacjonistą, wzywającym do… dwutygodniowego zaprzestania zakupów, by zademonstrować w ten sposób rządowi, jak bardzo Amerykanie nie chcą iść na jakikolwiek front.
Theodore Newman Kaufman około 1940 roku. Obiekt w zasobach działu Druki i Fotografie Biblioteki Kongresu Stanów Zjednoczonych, digital ID cph.3c11443, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=5240376
Ze zdjęcia z marca 1941 (jedynego, jakie się zachowało), zrobioego w magnezjowym błysku chwilowej sławy, patrzy na nas wyraźnie zestresowany mężczyzna w średnim wieku, w gustownym garniturze. Po przygryzionych ustach widać niepewność, po podbitych oczach – bezsenne noce. A jednak rzucił właśnie propozycję, nie mającą sobie równej od czasów Katona Starszego: Germania delendam esse! (Niemcy muszą zginąć)

Wysterylizować 48 milionów dorosłych… Niemców

Broszura – z tytułem przełożonym, z myślą o szerokiej publiczności, na angielski – ukazała się osiemdziesiąt lat temu, w pierwszych dniach marca 1941 roku. Stany Zjednoczone nie były jeszcze w stanie wojny z III Rzeszą, III Rzesza – z Sowietami, Endlösung jeszcze się nie rozpoczął. Kto jednak umiał patrzeć politycznie, widział już jednak, ku czemu sprawy zmierzają. A kto umiał współczuć, przeczytał dość relacji o bombardowaniach, obozach, głodzie i gettach.

Lektura „Germany must perish!” pozwala dość dobrze zrekonstruować horyzonty intelektualne absolwenta South Side High School w Newark, hrabstwo Essex w stanie New Jersey, i namiętnego czytelnika gazet. Kaufman, posługując się wiedzą na poziomie podręcznika historii powszechnej, dowodzi, że „Niemcy zawsze były przyczyną i winowajcą wojen w Europie” (przykłady: Germanie u wrót Rzymu, wojna trzydziestoletnia, Wielka Wojna 1914-1918). Z zapałem czytelnika dodatków niedzielnych roztkliwia się nad „miłującymi pokój narodami” – znaleźliśmy się w tym gronie na pierwszym miejscu, poprzedzając Czechów, Słowaków, Austriaków (!), i tak aż po Irlandczyków i Szkotów – padającymi ofiarą germańskiej agresji. Wreszcie z błyskotliwością domorosłego eugenika (kłania się „Skok do nowoczesności” Magdaleny Gawin, pokazujący niektóre odłamki idei Postępu) rozważa nader chłodno szereg sposobów, na jakie można uporać się z „problemem niemieckim” raz i na zawsze.
Okładka pierwszego wydania książki Theodore N. Kaufmana. Broszura – z tytułem przełożonym, z myślą o szerokiej publiczności, na angielski (pol. Niemcy muszą zginąć)– ukazała się 80 lat temu, w pierwszych dniach marca 1941 roku. Fot. http://www.danwymanbooks.com/spec6.php, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=52405497
Nie posunął się na szczęście tak daleko, jak jego bliźniacy intelektualni po drugiej stronie frontu. Endlösung w wersji Kaufmana to… przymusowa sterylizacja zdecydowanej większości Niemek i Niemców – humanitarna, chirurgiczna. Przeprowadził w tym celu precyzyjne wyliczenie: należy wysterylizować wszystkich dorosłych mężczyzn i kobiety, czyli 48 milionów osób. „Przy sprowadzeniu ze Stanów 20 tys. chirurgów i założeniu, że każdy z nich przeprowadzić może do 25 zabiegów dziennie, całą sprawę da się załatwić w miesiąc” (jak widać, arytmetyka nie była jego najmocniejszą stroną). Ale co zrobić, żeby ziemie między Renem a Wartą nie zamieniły się w pustkowie? Odpowiedź jest prosta: dokonać podziału państwa-winowajcy między sąsiadów.

W drugim wydaniu „„Germany must perish!” (oba wydała oficyna Argyle Press, założona w tym celu przez Kaufmana) znalazła się narysowana przezeń mapka, mająca zilustrować przyszłe cesje terytorialne. Jeśli idzie o finezję kartograficzną, szkic Kaufmana przypomina nieco sławetne plany bitew, rysowane w zeszyciku przez kadeta Bieglera w „Przygodach dobrego wojaka Szwejka”. Linią przerywaną zaznaczył Kaufman (gdzieniegdzie) przebieg granicy przedwojennej, grubą kreską – postulowane granice.
Mapa Theodore N. Kaufmana, przedstawiająca proponowany przez niego podział Niemiec (i Austrii) po zwycięstwie aliantów w II wojnie światowej. Rys. Kaufman - „Germany must perish!”, Public Domain, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=31853706
Dzieją się na tej mapie rzeczy niezwykłe: Francji przyznana zostaje cała Bawaria, w wyniku czego gdzieś przez Szumawę biegnie pierwsza w dziejach granica francusko-czeska. Biednej Danii, nie wiedzieć czemu, odebrana została reszta Holsztyna, za to Holandia sięga aż po Łabę i Szczecin, stykając się tu z Polską. Tej ostatniej Kaufman przyznał zresztą hojnie również Prusy Wschodnie, choć nie był tak szalony, by oddać nam również Nowogródek i Wołyń – te, jak widać, pozostać mają przy Sowietach. Co do Słowacji, Kaufman jeszcze się waha, nie ma za to wątpliwości, że kawałek germańskiej ziemi należy się również Szwajcarom. Luksemburgiem nie zawraca sobie za to głowy.

Wiele podobnych szkiców pojawia się w zeszytach piętnastoletnich kapitanów, żaden z nich nie odegrał jednak takiej roli w dziejach. Niezwykła – nazwijmy to uprzejmie – śmiałość intelektualna Kaufmana jest inspirująca również dzisiaj.

Germański lęk przed „plutokratyczno-żydowskim Zachodem”

Amatorzy kartografii, specjalizujący się w rysowaniu „nieistniejących krain”, rozrysowali propozycję z broszury na wiele sposobów. Bodaj najbardziej imponująca i szczegółowa jest praca rysownika, publikującego na portalu Reddit pod pseudonimem Kuhx. Artysta (który podkreśla, że mapa nie odzwierciedla jego poglądów) zmodyfikował nieco wizję z roku 1941: okolice Hanoweru zajęli Brytyjczycy (co wydaje się zgodne z ambicjami Londynu), pod skrzydłami PRL wyrosła autonomiczna Połabska Socjalistyczna Republika Ludowa i druga – saska. Tak czy owak, Polska w tej projekcji jest gigantem, sięgającym od linii Curzona po Ren!

„Skromna propozycja": co by się stało, gdyby sojusznicy zrealizowali plan Theodore'a N. Kaufmana dla Europy? from r/imaginarymaps

Po stronie aliantów broszurą ani mapą Kaufmana nikt się specjalnie nie przejął, nowojorska i kanadyjska prasa przeprowadziła z nim kilka wywiadów. W tym czasie miał już jednak miliony innych czytelników.

Fantazje Kaufmana o sterylizacji i rozbiorach trafiały bowiem w sedno niemieckich lęków przed „plutokratyczno-żydowskim Zachodem”, w 1941 roku rozdmuchiwanych już od blisko dekady przez nazistowską propagandę. Amerykański Żyd (syn emigrantów) o nazwisku „Kaufman”, propagujący przymusową sterylizację i zagładę Niemiec? Czy Joseph Goebbels mógł pragnąć czegoś więcej?

Już we wrześniowym „Der Stürmerze” jego naczelny, Julius Streicher, deklarował w swoim stylu: „Żydzi, niszcząc naród niemiecki, chcą zarazem zniszczyć odwieczne źródło piękna, szlachetności i dobra”. W tym samym miesiącu Goebbels poświęcił Kaufmanowi długie przemówienie na falach radia. A potem, po przystąpieniu USA do wojny, było już tylko lepiej. Przed „planem Kaufmana” przestrzegał sam führer. Dość zresztą spojrzeć na plakat propagandowy z roku 1943 pod budzącym grozę tytułem rozważanej publikacji „Deutschland Muss Sterben!” – złożonym zresztą, by nikt nie miał wątpliwości, czcionką skrojoną na wzór liter hebrajskich.

Pośrodku – mapa z „planem Kaufmana”. U dołu – osiem postulatów z jego drugiej broszury, „No more German wars!” (Żadnych wojen niemieckich) z 1942 roku. A po lewej – cztery twarze: alianccy Triumwirowie, a nad nimi, u szczytu piramidy – Theodore N. Kaufman. Żaden sprzedawca biletów nie zaszedł w dziejach tak wysoko.

Dał nazistom amunicję: wzbudził strach

Czy to możliwe, że Kaufman był niemieckim agentem? Lub marionetką w rękach Berlina, mającą za zadanie „zgalwanizować” 80 milionów Niemców i przekonać ich, że za wszystkimi postulatami Zachodu kryją się jedynie żydowskie projekty kastracyjne?
Po przeczytaniu broszury szef propagandy III Rzeszy Joseph Goebbels zanotował w pamiętniku: „Nie mógł tego zrobić korzystniej dla nas nawet gdyby pisał na zamówienie. Każę to rozprowadzić w milionach w Niemczech i na frontach, a przedmowę i posłowie napiszę sam". Nazistowska gazeta ścienna „Parole der Woche” w 1942 wydała na Kaufmana wyrok, po prawej plakat propagandowy z 1943. Fot. Zentralverlag der NSDAP - https://www.deutsche-digitale-bibliothek.de/item/SVHH2J55BYX63ZQDAHO3CUHAFTEXVJBC, CC BY-SA 3.0 de
To pierwsze wydaje się niemal niemożliwe. Mimo mnóstwa luk w życiorysie Kaufmana jesteśmy w stanie prześledzić jego dzieciństwo i młodość w Stanach, wiemy, że w 1942 został zwerbowany do armii amerykańskiej, że ożenił się z niejaką Jean, po wojnie prowadził skromny zakład farbiarski w tym samym stanie New Jersey, w którym toczyło się całe jego życie, i tam też zmarł, w domu starców, w miasteczku East Orange, w kwietniu 1986 roku. Agenci, zwłaszcza tacy, którzy wpływają na los wojen światowych, albo znikają, albo prędzej czy później ktoś upomina się o nich.


A przecież wpływowi Kaufmana na wojnę – więcej, na przebieg i dynamikę Zagłady – nie da się zaprzeczyć. Reporter Howard K. Smith, który do jesieni 1941 był ostatnim amerykańskim korespondentem w Berlinie, napisał w opublikowanej po powrocie do Stanów książce:

„Nikt nigdy nie wyrządził w równie nieodpowiedzialny sposób równie niedźwiedziej przysługi sprawie, za którą walczy i cierpi jego naród. Broszura Kaufmana dostarczyła Niemcom wymarzonej przez nich amunicji. Za jej sprawą pojawił się strach, który każe nawet Niemcom nienawidzącym nazistów wspierać ich, walczyć za nich i ginąć”.

Na publikację „Germany must perish!” nic już nie poradzimy. Losy tej broszury mogłyby jednak posłużyć za przestrogę wielu zapalczywym entuzjastom słusznych spraw, którzy – powodowani mieszanką adrenaliny, sentymentów i przekonania o własnej słuszności – pomagają zupełnie nie temu, komu chcieli.

– Wojciech Stanisławski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: „Skromna propozycja: co by się stało, gdyby sojusznicy zrealizowali plan Theodore'a N. Kaufmana dla Europy?" Wycinek mapy po rozbiorach III Rzeszy, postulowanych w publikacji „Niemcy muszą zginąć”. Grafika: Kuhx, https://www.reddit.com/r/imaginarymaps/comments/igc3xm/a_modest_proposal_what_if_the_allies_implemented/
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Walczyli w getcie, żeby nie zginąć w komorach gazowych Treblinki
Żydowski Związek Wojskowy – pomiędzy niebytem i kłamliwymi świadectwami.
Historia Najnowsze wydanie
Wstydzić się przeszłości nie potrzebujemy
Jedna zniszczona przez Niemców, druga przez Sowietów. Polskie katedry.
Historia Poprzednie wydanie
Nocą przechodzili przez front i brali jeńców. Po wojnie budowali...
1,5 tysiąca polskich weteranów po wojnie dzięki australijskim towarzyszom broni znalazło schronienie na Antypodach.
Historia Poprzednie wydanie
Rok 1966 – wojna tysiąclecia z milenium
Władze PRL wszędzie starały się konkurować z Kościołem.
Historia Poprzednie wydanie
Podwójne życie księżnej Anny Czartoryskiej
Uważa, że nic tak nie szkodzi wizerunkowi Polski we Francji jak bezdomni, głodni i często pijani Polacy.