Cywilizacja

Odkryć nowego Steve'a Jobsa. Polska walczy o zagraniczne talenty

W związku z sytuacją polityczną na Białorusi trwa wyścig o białoruskie innowacyjne start-upy. Polska konkuruje z Niemcami, Litwą czy Łotwą. Czy mamy szansę przyciągnąć utalentowanych i innowacyjnych przedsiębiorców?

– Jesteśmy w Polsce i nie widzimy powodu, dla którego mielibyśmy się przeprowadzać, a otrzymaliśmy kilka ofert z innych krajów UE – mówi jeden z założycieli start-upu Dynamic Air Cooling, Pavel Panasjuk. Pochodzi z zachodniej Ukrainy, do niedawna mieszkał i pracował w czeskiej Pradze, ale zdecydował się na przeprowadzkę do Warszawy. Razem z liczącym sześć osób zespołem rozwijają start-up w Polsce.

Rewolucja nadejdzie z Elbląga

Firma siedzibę ma w Elblągu i to właśnie z tego miasta może wyjść światowa rewolucja w chłodzeniu. Bo Dynamic Air Cooling to start-up, który opracował technologię chłodzenia bez użycia szkodliwego freonu, a z tego w najbliższych latach będziemy musieli zrezygnować.

– Im bardziej zabiegamy o przyjemną temperaturę – choćby w domu czy w samochodzie – tym bardziej przyczyniamy się do globalnego ocieplenia. A to z kolei powoduje, że jeszcze chętniej sięgamy po klimatyzację. To spirala. ONZ uznaje, że klimatyzacja i chłodzenie to źródło nr 1 globalnego ocieplenia – tłumaczy Tygodnikowi TVP Pavel Panasjuk i dodaje, że 99 proc. urządzeń, które dziś używamy do chłodzenia jest oparte na freonie. – A to gaz cztery tysiące razy bardziej niebezpieczny niż CO2. Jeśli teraz nie zmienimy technologii chłodzenia, to do połowy tego stulecia 27 proc. globalnego ocieplenia będzie spowodowane chłodzeniem. Zgodnie z ustaleniami protokołu montrealskiego do 2035 r. mamy obniżyć wykorzystanie freonu do 15 proc. dzisiejszego poziomu – wylicza Panasjuk.

Skąd pomysł na ekologiczne chłodzenie? Założyciele start-upu zajmowali się zielonymi technologiami i podczas badań nad przepływami powietrza zauważyli, że przy dużych jego prędkościach obniża się temperatura. – Zjawisko to można zaobserwować w przyrodzie. Kiedy pojawia się trąba powietrza, jednocześnie bardzo obniża się temperatura. Kiedy zauważyliśmy to podczas badań, zaczęliśmy się zastanawiać, jak zjawisko wykorzystać – opowiada Pavel Panasjuk. I dodaje, że pomysłodawcy strat-upu zaczęli współpracę z Narodową Akademią Nauk Ukrainy w Kijowie.
Pavel Panasjuk i Oleksandr Razumtsev, wspólnicy z firmy Dynamic Air Coolnig. Fot. Archiwum Pavla Panasjuka
W 2018 r. stworzyli prototyp urządzenia. Za jego pomocą w dwie sekundy można obniżyć temperaturę aż o 60 stopni C. – Nasze rozwiązanie prezentowaliśmy na Kyiv Tech Hub podczas konkursu zorganizowanego w przez polskie fundusze rozwojowe i zostaliśmy zaproszeni do uczestnictwa państwowym programie Poland Prize – wyjaśnia Pavel Panasjuk, jak znaleźli się Polsce.

Na Unię, na wschód, na cały świat

Poland Prize to program Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, w którego ramach do naszego kraju zapraszane są najbardziej obiecujące zagraniczne start-upy. Poland Prize wspiera ich przeprowadzkę do Polski.

– Uczestnicy programu otrzymali granty na usługi doradcze i prawne, a także na rozwój samego produktu i wynagrodzenia dla osób zaangażowanych w projekt. Operatorzy pomagali start-upom w codziennych wyzwaniach związanych z osiedleniem i pobytem w nowym kraju, założeniem działalności gospodarczej – np. oferując wsparcie w kontaktach z urzędami przy rejestracji firmy czy z bankami przy założeniu konta. Maksymalne dofinansowanie nowo zarejestrowanej w Polsce spółki sięgało 250 tys. zł ze środków Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój – tłumaczy Jacek Bukowicki, ekspert z Departamentu Rozwoju Start-upów PARP.

Pilotaż Poland Prize zainteresował ponad 3 tys. start-upów i pomysłodawców z 70 krajów świata, m.in.: Litwy, Łotwy, Estonii, Ukrainy, Węgier, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Chile, Chin czy USA. W efekcie w ciągu dwóch lat nad Wisłą powstało ponad 100 nowych innowacyjnych firm technologicznych.

Dynamic Air Cooling swoją technologię chłodzenia chce stosować w dużych obiektach – zakładach przemysłowych, biurowcach, centrach handlowych. Planuje produkcję urządzeń testowych w Polsce. – Można tu otrzymać wsparcie od instytucji naukowych, producentów. Mamy już w Polsce klientów, z którymi planujemy współpracę, podpisaliśmy umowy – mówi Pavel Panasjuk.

Nie raz przeczytałem o sobie, że jestem banderowcem

Jedyne, do czego mógłbym się w Polsce przyczepić to ulotki z nagimi kobietami wtykane za wycieraczki samochodu – mówi Dima Garbowski, autor książki „Polak z Ukrainy”.

zobacz więcej
Jak zagraniczni przedsiębiorcy postrzegają prowadzenie biznesu w naszym kraju?

Na pytanie o biurokrację i kontakty z urzędami pan Pavel się uśmiecha: – Oczywiście są kraje, w których księgowość, raportowanie wyników firmy są znacznie prostsze, ale jesteśmy w Polsce i dostosowujemy się do polskich warunków. Czasem natrafiamy na trudności, ale mogłyby one spotkać nas wszędzie. W Polsce widzimy wiele plusów, które równoważą trudności. To przede wszystkim ogromny, rozwinięty i aktywny rynek. Porównując Polskę, Ukrainę i Czechy, widzę, że w ostatnich 20 latach to Polska osiągnęła najwięcej. Kiedy zaczynałem podróżowanie do Polski, z Pragi do Warszawy była jedna droga – przez Cieszyn. Teraz mam trzy opcje, trzy autostrady. Bardzo ważnym powodem by przenieść się do Polski i otworzyć biznes jest to, że nie brakuje tu inwestorów, funduszy, które są przygotowane do tego, by aktywnie wspierać dobre pomysły. A to jest najważniejsze dla start-upów. Nie mogę też pominąć położenia geograficznego. Polska jest pomostem między wschodem i zachodem. To pozwala rozwijać działalność nie tylko na Unię Europejską, ale także na wschód, a może i na cały świat – wylicza.

Położenie Polski jest zaletą także dla Argentyńczyka Sebastiána Cerone, założyciela firmy Less Industries, która działa w branży internetu rzeczy. – Polska jest dla nas bardzo interesującym krajem. Jest częścią Unii Europejskiej, zatem będąc w Polsce, mamy dostęp zarówno do rynku polskiego, jak i unijnego. W porównaniu z innymi krajami regionu Polska ma dwie bardzo ważne zalety. Po pierwsze ponad połowa populacji mówi po angielsku, wiele osób zna także hiszpański. To dla nas duży plus. Język polski jest trudny, wiem, bo uczę się polskiego na kursie językowym. W środowisku biznesowym nie mamy żadnych problemów, żeby się porozumieć. Po drugie ceny w Polsce są bardzo konkurencyjne – wskazuje.
Sebastian Cerone i Sebastian Garcia Marra załozyciele Less Industries w Gdańsku. Fot. Archiwum Sebastiana Cerone
Na biurokrację w Polsce Sebastián Cerone też się nie skarży. – Pochodzę z Argentyny, gdzie prowadzenie biznesu jest bardzo skomplikowane. Jeśli ktoś nauczył się funkcjonowania w tak nieprzyjaznym przedsiębiorcom środowisku, to formalności w Polsce wydadzą mu się dość proste – mówi.

Sensory z Chile, Australii czy z Gdańska

Sebastián studiował inżynierię elektroniczną na Uniwersytecie w Buenos Aires. Od dwóch lat mieszka w Gdyni. – Jak to się stało, że trafiłem do Polski? Własny start-up zaczęliśmy rozwijać w Argentynie już 7 lat temu. Zauważyliśmy wówczas, że wiele krajów chcąc przyciągnąć innowacyjne projekty do siebie, oferuje start-upom granty i wsparcie w rozwoju firmy, w nawiązywaniu kontaktów, pozyskiwaniu klientów. Najpierw udało nam się uzyskać takie wsparcie w Chile, gdzie rozwinęliśmy działalność, potem w Australii. W 2019 r. zaproponowano nam grant na rozwój firmy w Polsce i stąd nasza obecność – wyjaśnia i pokazuje mi niewielkie urządzenia z antenami.

To inteligentne sensory projektu Less Industries, które można zastosować min. w przemyśle czy rolnictwie. Łączą się z internetem, dzięki czemu możliwe jest przesyłanie konkretnych informacji w czasie rzeczywistym, a tym samym monitorowanie różnych procesów, np. poziomu nawodnienia upraw.

Rzuciła Wall Street, żeby robić ser w Tyliczu. Amerykanka za granicą mówi, że jest Polką

Jestem samotna, żyję w obcym kraju i jakimś cudem sobie radzę – mówi Beth Macatee.

zobacz więcej
W Polsce Less Industries zrealizowało już m.in. projekt dla Portu w Gdańsku. Zainstalowane w porcie sensory pozwalają na mierzenie poziomu wody w czasie rzeczywistym, co ułatwia pracę osobom odpowiedzialnym za nawigację w porcie.

Start-up rozwija też technologię pozwalającą na monitorowanie linii elektroenergetycznych. – W tej chwili spółki energetyczne, które posiadają setki tysięcy kilometrów linii elektroenergetycznych monitorują ich stan, wysyłając pracowników w teren lub co najwyżej robią to za pomocą helikopterów czy dronów. My możemy zainstalować na liniach elektroenergetycznych tysiące sensorów w krótkim czasie i w przystępnej cenie – opowiada Sebastián Cerone.

W branży, w której działa, trzeba mieć dużo cierpliwości. – Kiedy zaczynaliśmy siedem lat temu, było jeszcze za wcześnie na tę technologię. Nasze produkty sprzedają się od dwóch lat, ale wciąż jeszcze musimy wielu klientów przekonywać, że warto płacić za to, by otrzymywać informacje w czasie rzeczywistym – dodaje.

I zwraca uwagę, że wiele polskich firm, które mogłyby czerpać korzyści z zastosowania sensorów Less Industries to firmy publiczne lub publiczno-prywtane. – A to oznacza dużo dłuższy proces podejmowania decyzji, rozbudowaną biurokrację w procesie negocjacji czy podpisywania umów. Dlatego też nastawiamy się na współpracę z sektorem prywatnym, a także świadczenie usług firmom spoza Polski, z takich krajów jak Niemcy czy Norwegia. Na razie jesteśmy małą firmą. Na całym świecie pracuje z nami 10 osób. Dla rynku polskiego pracuję w tej chwili sam – mówi Cerone.

Kulturowa bliskość

Z przeprowadzką do Polski Sebastián nie miał trudności. – Polska jest czwartym krajem, w którym mieszkam. Przeprowadzka przychodzi mi łatwo. Jest dla mnie tym, czym dla studenta z Gdańska przeniesienie się do Krakowa na studia. Do Gdańska przyjechałem po raz pierwszy pod koniec stycznia 2019 roku. Dla mnie to najgorszy moment w roku. Nie lubię zimna i ciemności, a w styczniu bardzo wcześnie zapada tu zmrok. Ale gdańska starówka urzekła mnie już na początku – wspomina Argentyńczyk.

– Uważam, że Gdańsk jest, jeśli nie najpiękniejszym, to drugim najpiękniejszym miastem Polski. Uwielbiam mieszkać w mieście, uwielbiam architekturę, muzea. Kiedy przyjechałem do Gdańska, niewiele wiedziałem o tym mieście, ale chciałem się dowiedzieć czegoś o kulturze i historii. Kiedy zdałem sobie sprawę, że jestem w miejscu, w którym zaczęła się II wojna światowa i w którym swój początek ma koniec komunizm, było to dla mnie niesamowite. Jestem pod wrażeniem Muzeum II Wojny Światowej i Europejskiego Centrum Solidarności – mówi.
Gdańsk, a zwłaszcza jego starówka, zauroczył Sebastiana Cerone. Fot. Artur Widak/NurPhoto via Getty Images
Choć Gdańsk i Gdynia podobnie jak Buenos Aires są miastami portowymi, to ta jedna z największych metropolii Ameryki Południowej nie daje wielu szans na obcowanie z dziką naturą. – Nie mogłem uwierzyć, że w Gdyni wystarczy przemierzyć parę kilometrów z centrum i jest się w lesie. Zdarzyło mi się już spotkać dziki i lisa – opowiada Sebastián.

Na dodatek okazuje się, że Polakom nie jest wcale tak daleko do Argentyńczyków. – Zaskoczyło mnie to, że w Polsce stosunki rodzinne, jak i relacje przyjacielski są podobne do tych, jakie mamy w Argentynie. Święta obchodzicie w rodzinie, na stole jest dużo różnych potraw, każdy przynosi coś do jedzenia. W Argentynie wygląda to podobnie. Mieszkałem również w Australii i mogę powiedzieć, że kulturowo Polakom jest bliżej do Argentyńczyków niż Australijczykom – ocenia Cerone.

Nasi naukowcy mają to „coś”. Stwórzmy polską Dolinę Krzemową

Polscy naukowcy mogą się wykazać dopiero, gdy wyjadą z Polski – mówi prof. Wiesław Nowiński.

zobacz więcej
Także Pavel Panasjuk zaznacza, że przyjeżdżającym do Polski z innych krajów słowiańskich łatwo jest się u nas odnaleźć. – Z Polską mam długoletnie doświadczenie. Na początku lat 2000 pracowałem w firmie, która miała filię w Warszawie, więc miałem okazję podróżować do Polski. Nie było żadnego szoku kulturowego, nie przypominam sobie, żeby cokolwiek było dla mnie niezrozumiałe. Szoku kulturowego mógłbym doznać, gdybym założył start-up gdzieś w Ameryce Południowej, ale nie w Polsce. Kultury krajów słowiańskich są do siebie zbliżone, wzajemnie powiązane. Nawet to, że mówimy różnymi językami, nie stanowi problemu. Kiedyś byłem na spotkaniu w czeskiej Ostrawie. Brały w niej udział osoby z Polski, Czech i Słowacji. Każdy mówił w swoim języku i nie było problemu ze zrozumienie – wspomina Panasjuk, który po polsku mówi z dużą swobodą.

– Jeśli mam możliwość, to zawsze staram się zainteresować kulturą, zwyczajami i historią kraju, w którym przebywam – dodaje.

Polska, nie taki zły kierunek

Maciej Sadowski prezes fundacji Startup Hub Poland, która od 9 lat szuka ciekawych zagranicznych start-upów i pomaga im sprowadzić się do Polski (także w ramach programu Poland Prize, którego Startup Hub Poland był jednym z operatorów) tłumaczy, że na świecie trwa zażarta wojna o talenty, a Polska nie może sobie pozwolić na to, żeby nie brać w niej udziału.

– Start-upy technologiczne tworzą szanse na znaczące korzyści dla gospodarki. Jeśli uda się je rozwinąć, powstają miejsca pracy dla wysoko wykwalifikowanych pracowników: grafików komputerowych, programistów, prawników czy business developerów – mówi Maciej Sadowski. Zaznacza, że inwestycje w start-upy niosą za sobą duże ryzyko, bo niewielki odsetek odnosi spektakularny sukces. Żeby jednak odkryć nowego Steve'a Jobsa czy Billa Gatesa, trzeba to ryzyko podjąć. – Bitwę o talenty wygrywają Amerykanie. Już około połowa doktoratów z matematyki obronionych na amerykańskich uczelniach należy do obcokrajowców. W związku z sytuacją polityczną na Białorusi trwa wyścig o białoruskie innowacyjne start-upy. Polska konkuruje tu z Niemcami, Litwą cz Łotwą – wskazuje Maciej Sadowski.

– Talentów szukamy przede wszystkim w Europie Środkowo-Wschodniej i w krajach byłego ZSRR. Zwłaszcza te ostatnie mają znakomitą kadrę naukową, na noblowskim poziomie. Niezagospodarowaną, bo państwa te zredukowały nakłady na wielkie projekty wojskowe czy kosmiczne w latach 90. XX wieku. Jeśli chodzi o specjalistów od kodowania, to Białorusini i Rosjanie obok Polaków w międzynarodowych konkursach zwykle plasują się w pierwszej trójce czy czwórce najlepszych – zachwala prezes Startup Hub Poland.
Przewagą Polski nad zachodnimi rynkami są niższe koszty. Na zdjęciu start-up w Utrechcie w Holandii. Fot. Jasper Juinen/Bloomberg via Getty Images
Szukając technologicznych start-upów, które warto sprowadzić do Polski, fundacja musi prowadzić ostrą selekcję. – Napływają do nas tysiące zgłoszeń – przyznaje Maciej Sadowski i dodaje, że wbrew temu, co wielu z nas myśli, Polska jest atrakcyjnym kierunkiem dla innowatorów.

Start-uprzy cenią sobie to, że sprowadzając się do Polski, mają dostęp do dużego rynku – nie tylko polskiego, ale też unijnego. Mogą korzystać z coraz lepszej infrastruktury, zyskują dostęp do specjalistów. Dla start-upów ze Wschodu, z krajów takich jak Ukraina, Białoruś czy Rosja, nie bez znaczenia jest także bliskość geograficzna i kulturowa Polski. Rozwijając firmę u nas, nie tracą kontaktu z własnym krajem – wylicza Maciej Sadowski i dodaje, że dla wielu start-uperów ważna jest ochrona patentowa w Polsce, stabilny system prawny. – Są takie państwa, w których najgorsze, co może się przydarzyć start-upowi... to sukces. Wówczas w takiej firmie często pojawiają się podejrzani ludzie, którzy wskazują kogo trzeba zatrudnić i ile mu zapłacić...


Przewagą Polski nad zachodnimi rynkami są też niższe koszty. – Jeśli start-up dostanie np. wsparcie w wysokości miliona euro na badania i rozwój, to w Polsce za te pieniądze jest w stanie zrobić nawet trzy razy więcej niż w Izraelu czy USA, gdzie koszty prowadzenia badań i specjalistów są dużo wyższe niż u nas. Także dlatego, zwłaszcza dla start-upów na wczesnym etapie rozwoju, opłaca się założyć biznes w Polsce – wyjaśnia Maciej Sadowski.

Łowcy start-upów

Mikołaj Różycki, zastępca prezesa PARP jest zdania, że po tym, jakim zainteresowaniem cieszyła się pierwsza edycja programu Poland Prize widać, że Polska ma szansę przyciągać utalentowanych obcokrajowców.

– Mamy dobre położenie geograficzne, nienajgorsze laboratoria, świetnych specjalistów IT i sektor bankowy. A także coraz atrakcyjniejsze rozwiązania prawne, takie jak „ulga na b+r” (badania i rozwój – przyp. red.) czy tzw. estoński cit. Na traktowaniu naszego kraju jako swoistej platformy startowej możemy tylko skorzystać. Relacje, wiedza, kapitał, know-how są dla Polski bezcenne – tłumaczy Różycki.

Jacek Bukowicki, ekspert z Departamentu Rozwoju Startupów PARP podkreśla, że na utalentowanych innowatorów z zagranicy czeka kolejna edycja programu. Już w marcu spośród 33 podmiotów, które się zgłosiły, zostanie wybranych kilku operatorów, czyli de facto łowców start-upów, którzy ruszą w świat szukać firm wartych przeniesienia do Polski. W kwietniu operatorzy funduszy zaczną przyjmować do programu najciekawsze start-upy – W puli nowego Poland Prize jest 60 mln zł – informuje Jacek Bukowicki.

Maciej Sadowski przypomina, że przeprowadzki innowacyjnych start-upów do Polski to także sygnał dla młodych polskich specjalistów. – Nie zapominajmy, że nasz rynek talentów też podlega rywalizacji ze strony innych gospodarek. Jeśli jednak nasi specjaliści widzą, że do Gdańska czy Wrocławia sprowadzają się firmy technologiczne z zagranicy, mają większą motywację do tego, by zostać w Polsce zamiast szukać ofert pracy za granicą. Nie muszą jechać za granicę, żeby pracować w międzynarodowym środowisku, gdyż twórcze i zróżnicowane środowisko mogą mieć u siebie – podkreśla Sadowski.

– Agnieszka Niewińska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Less Industries w Polsce zrealizowało już m.in. projekt dla Portu w Gdańsku. Zainstalowane w porcie sensory pozwalają na mierzenie poziomu wody w czasie rzeczywistym. Fot. Archiwum Sebastiána Cerone
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Sport przy pustych trybunach
Premier ogłosił grzywny: za chodzenie bez maseczki – 540 zł, za przemieszczanie się bez zezwolenia – 4500 zł, za publiczne zgromadzenie powyżej 5 osób – 13 500 zł.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Zaszczuci przez skarbówkę. Jak urzędnicy niszczyli homeschooling
W obronie tej sprawy ramię w ramię głosowali posłowie PiS, KO, PSL, Kukiz'15, a nawet Konfederacji i Polski 2050.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Vacunas o muerte! Cud kubańskiej szczepionki przeciw COVID-19
Nazywa się „Soberana 02”. Czyli „Suwerenność 02”.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Ostatni taki książę
Większość Brytyjczyków nie zna świata bez Elżbiety II, z Filipem u boku.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Czy inteligencji można się „nauczyć”? I czy mierzą ją testy IQ?
Tracimy średnio ok. 7 punktów IQ na pokolenie.