Historia

Tajna grupa, która myślała odważniej niż KOR-owska opozycja

Zdzisław Najder założył Polskie Porozumienie Niepodległościowe w czasach, gdy nikt nie mówił o niepodległej Rzeczpospolitej.

15 lutego zmarł „najbardziej znany conradolog na świecie, profesor uniwersytetu, były dyrektor Radia Wolna Europa, skazany na śmierć przez władze komunistyczne. Człowiek wybitny, ale też kontrowersyjny i pełen sprzeczności” – napisał jego syn Krzysztof Najder w nekrologu opublikowanym w mediach społecznościowych.

Zdzisław Najder urodził się 31 października 1930 roku w Warszawie w rodzinie o tradycjach legionowych i pepeesowskich. Choć w czasie wybuchu drugiej wojny światowej skończył dopiero osiem lat, to zdążył pokochać niepodległe państwo polskie, jak mówił później w wywiadach. Tradycja II RP wpłynęła na jego wybory życiowe i zainteresowania intelektualne. Studiował na Uniwersytecie Warszawskim i w Oxfordzie. Doktoryzował się na UW z filozofii, habilitował z literaturoznawstwa w Polskiej Akademii Nauk.

Conrad, sukces i cel

Jego studia na UW przypadły na lata stalinowskie, ale przed tzw. ukąszeniem heglowskim (późniejszej wymówce wielu stalinistów) i wiarą w konieczność historyczną uchroniła go młodzieńcza lektura Kazimierza Ajdukiewicza. Z uniwersytetu, z równolegle studiowanych polonistyki i filozofii wyrzucono go tuż przed magisterium za napisanie, pod pseudonimem, artykułu o Josephie Conradzie (Józefie Konradzie Korzeniowskim) do „Tygodnika Powszechnego”. Tygodnik wychodził legalnie, ale władze UW nie tolerowały współpracy studentów z pismem katolickim. Na studia przywróciła Najdera interwencja szarej eminencji ówczesnej humanistyki, profesora Stefana Żółkiewskiego z Instytutu Badań Literackich PAN.
Dyrektor Muzeum Literatury w latach 1972-2009 Janusz Odrowąż-Pieniążek i historyk Zdzisław Najder (z lewej) podczas konferencji prasowej dotyczącej przesunięcia terminu wprowadzenia do obiegu monet upamiętniających 150. rocznicę urodzin Konrada Korzeniowskiego - Josepha Conrada, 13 listopada 2007 r. w NBP w Warszawie. Fot. PAP/Paweł Supernak
Po dyplomie Zdzisław Najder pracował w IBL PAN i w „Twórczości”, miesięczniku poświęconemu literaturze na niespotykanie wysokim poziomie, szczególnie zważywszy okoliczności ustrojowe. Na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych Najder uzyskał stypendium Fundacji Forda, co pozwoliło mu na studia uzupełniające na Uniwersytecie w Oxfordzie oraz badania w archiwach europejskich i amerykańskich. Przedmiotem jego badań była twórczość Josepha Conrada, jedynego polskiego pisarza, któremu udało się zdobyć uznanie poprzez pisanie w obcym języku. Przypomnieć warto, że sztuka ta nie udała się nawet Adamowi Mickiewiczowi.

Joseph Conrad fascynował młodzież akowską i Polaków ceniących tradycję Armii Krajowej. Postulowana przez pisarza wierność ideałom i marzeniom, a także obowiązkom bez względu na okoliczności, pomagała czytelnikom przetrwać trudne lata okupacji i przyszłego po niej „wyzwolenia”. Zdzisław Najder w ostatnim wywiadzie udzielonym „Plusowi Minusowi” wyłożył współczesnym Polakom lekcję z Conrada: „Jeśli dążymy do celu z autentycznym przekonaniem, sukces nie jest niezbędnym potwierdzeniem słuszności naszego celu”.

Sukces nie jest niezbędny w potwierdzeniu słuszności celu, ale przecież nie zaszkodzi, gdy się zdarzy, jak samemu Najderowi na dwóch polach jego działalności. Zajął niewątpliwie pierwsze miejsce wśród badaczy Conrada, nie tylko polskich. Wydał po angielsku biografię pisarza i pełny polski zbiór jego dzieł.

Niepodległość Polski pojawiła się na transparentach demonstrujących w Poznaniu w 1956 roku. Po raz drugi w PRL publicznie podjął temat Zdzisław Najder. Nie można powiedzieć, że to on załatwił nam suwerenność, ale jako pierwszy postulował ją w pogłębiony intelektualnie sposób, czyli nie niezbędny, ale jednak sukces.

Uśpione sumienie Zachodu

W maju 1976 roku z inicjatywy Zdzisława Najdera powstało Polskie Porozumienie Niepodległościowe, tajne porozumienie intelektualistów, którzy w czasach Leonida Breżniewa myśleli poważnie o suwerennej Polsce. Pierwszy druk Porozumienia wyprzedził nieznacznie powstanie Komitetu Obrony Robotników i późniejszego Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela.

Można było powiedzieć „nie”

Ciągle myślę, że stanu wojennego można było uniknąć, ale za cenę dużego ryzyka. Na pewno bym zaryzykował – spekuluje Zdzisław Najder w rozmowie z Krzysztofem Ziemcem.

zobacz więcej
Ani KOR, ani ROPCiO nie mówiły w swoich proklamacjach o niepodległości Polski. Nie znaczy to, że te organizacje jej nie chciały. Nawet gdyby chciały, to w ówczesnych warunkach i stanie umysłów w obozie socjalistycznym i na Zachodzie, nie mogły chcieć. W stosunkach pomiędzy dwoma antagonistycznymi blokami państw tzw. socjalistycznych i tych nazywających siebie „wolnym światem” nastąpiła era odprężenia. Dla przymusowych satelitów ZSRR znaczyło to paradoksalnie stagnację, bo upominanie się o prawa człowieka za kurtyną usypiało sumienia Zachodu. Z ucywilizowanym po wierzchu reżimem w Polsce można już było bez skrępowania robić interesy, na skalę większą niż dotychczas.

Związek Radziecki i Stany Zjednoczone przestały zagrażać sobie bezpośrednio, toczyły wojny pozycyjne w Trzecim Świecie nie swoimi siłami. Ogólną atmosferę zastoju politycznego świetnie oddawały w zachodnim świecie akademickim sukcesy teorii konwergencji, czyli upodobniania się do siebie wrogich ustrojów. Wiadomo było, że naiwny i uśpiony Zachód nie zrobi nic dla Polski, inna sprawa, czy mógłby coś zrobić poza międzynarodowym układem z Helsinek. W 1975 roku w Helsinkach kraje socjalistyczne, w tym Polska, zobowiązały się do przestrzegania praw człowieka i teoretycznie obywatelowi demoludów wolno było to samo, co obywatelowi na Zachodzie.

„Nie będzie pisał oszczerczych bredni/ drań, co Helsinki bierze za Jałtę” – śpiewał już w latach osiemdziesiątych Jacek Kaczmarski, parodiując sposób myślenia zwolennika władzy ludowej. I rzeczywiście, po układzie z Helsinek postanowienia, a szczególnie duch porozumień jałtańskich obowiązywały nadal., a może nawet zostały przewrotnie potwierdzone. Wiedział o tym każdy myślący realista po obu stronach żelaznej kurtyny, chyba, że zamarzył o niepodległej Polsce i naczytał się Conrada, u którego za marzeniem należy iść do końca.
Jan Olszewski i Zdzisław Najder współpracowali w latach 70., jak i po 1989 roku. Na zdjęciu konferencja Komitetów Obywatelskich w Sali Kolumnowej Sejmu w lutym 1991 roku, podczas której politycy oceniali sytuację polityczną w kraju. Fot. PAP/Adam Urbanek
Opozycja demokratyczna, KOR i ROPCiO, przypominały władzom do czego się zobowiązały w Konstytucji PRL, kodeksach i układzie z Helsinek. Działały jawnie w ramach systemu tego samego, w którym uczciwe mówienie o niepodległości było co najmniej egzotyczne, a rzeczywiście grożące dłuższym kryminałem. Oczywiste dla rządzących było, że niepodległa Polska to właśnie zależna od Moskwy PRL.

Od Targowicy przez SB po pijaństwo w PRL

Zakonspirowane Polskie Porozumienie Niepodległościowe wydało 46 tekstów, początkowo w formie fotokopii, później odbitek powielaczowych. PPN nie prowadziło żadnej działalności organizacyjnej, skupiało się na publikacji opracowań programowych i analitycznych. Jego pracami kierował czteroosobowy zespół, do którego poza Zdzisławem Najderem należeli: Andrzej Kijowski, Jan Olszewski, Jan Józef Szczepański (w styczniu 1981 roku zastąpiony przez Kornela Filipowicza). Stałymi współpracownikami byli: Wojciech Włodarczyk, Jan Zarański, Jerzy Holzer, Wojciech Roszkowski. W opracowywaniu programów, analiz i ekspertyz wzięło udział łącznie ok. 60 osób.

Za główne cele PPN uznano odzyskanie przez Polskę suwerenności, wprowadzenie swobód obywatelskich, stworzenie ram prawnych i organizacyjnych umożliwiających rozwój wielopartyjnej demokracji, swobodny i wszechstronny rozwój kultury i nauki oraz swobodę poruszania się, wymiany myśli i wiadomości.

PPN, a naprawdę to raczej jeszcze sam Najder rozprawiał się już w swoim „Programie”, czyli pierwszym wydanym tekście, z nonsensami ekonomicznymi niereformowalnego ustroju, jego opresyjnością, strachem, beznadzieją, powszechnym zakłamaniem i cenzurą. Po prostu swobodnie i wnikliwie została tam opisana rzeczywistość polityczna i społeczna PRL. Postulat możliwości, a nawet konieczności suwerenności państwowej pojawił się w trzecim z kolei tekście „Tradycja niepodległościowa i jej wrogowie”, gdzie autor (autorzy) opisywał motywacje postaw wasalistycznych od Targowicy poprzez czas zaborów do dnia wydania tekstu. Teksty PPN przewidywały zjednoczenie Niemiec, rosnącą integrację zachodniej Europy i konieczność uczestniczenia Polski w tym procesie, jeżeli kraj ma być wierny swoim tradycjom i mieć szansę rozwoju oraz bezpieczeństwo.

Księży Niedzielaka, Suchowolca i Zycha zabiły sowieckie służby? Hipoteza Jana Olszewskiego

Czy księży Niedzielaka, Suchowolca i Zycha zabiły sowieckie służby?

zobacz więcej
Teksty PPN były programowe, analityczne, poradnikowe i autorskie. Te pierwsze to przede wszystkim „Program PPN” i „Oświadczenia” będące reakcją na wydarzenia czerwca 1976 i sierpnia 1980 roku, ale także „Program dla polskich rodzin”. Autorzy nie stronili od spraw życiowych i powszednich, jak w tekście „Pijaństwo w Polsce”. Służyli wsparciem każdemu, kim zainteresowała się SB w tekście Jana Olszewskiego „Obywatel a Służba Bezpieczeństwa”, wtedy podpisanym jak inne: PPN lub Zespół Problemowy PPN. To był tekst poradnikowy, najpopularniejszy, potrzebny i wznawiany. Mówił o tym, do czego SB ma prawo wobec obywatela PRL i o tym, że będzie sugerować swoją wszechmoc. Dla rozwijającej się opozycji tekst był bardzo pomocny.

Emigranci świadczyli, że to nie prowokacja

Wspomniany poradnik napisał adwokat, teksty autorskie pod pseudonimami pisali np. historycy, jak Wojciech Roszkowski, czy eseista i literat Andrzej Kijowski. Pod pseudonimem „Chochoł” pisywał Stanisław Lem. Sam inspirator i nieformalny lider przedsięwzięcia Zdzisław Najder napisał przynajmniej jeden tekst autorski. [1] Większość jednak to prace zbiorowe wielokrotnie konsultowane, a że ze względów konspiracyjnych panowie z nieformalnego kierownictwa spotykali się z kręgiem współpracowników w nie więcej niż dwie osoby naraz, to wszystko musiało trwać. W takich warunkach 46 tekstów do 1981 roku to wydaje się niemało.

Niepodległa Polska musi przemyśleć historię swoich stosunków z mniejszościami i sąsiadami i planować z nimi przyszłość. Temu służyły teksty: „Polacy – Żydzi”, „Wschodnie granice Polski”, „Polska a Niemcy”. Zjednoczenie Niemiec było uważane w PPN za nieuchronne i analizowano, co to znaczy dla Polski.
Strona tytułowa poradnika „Obywatel a Służba Bezpieczeństwa”. Wydawnictwo podziemne Nowa. Materiał dowodowy w aktach prokuratora PRL prowadzącego śledztwo przeciwko działaczowi „Solidarności”. Fot. z zasobów IPN
Pisano o roli Kościoła w tekście „Kościół i katolicy w Polsce Ludowej”, przyszłości w Europie – „Polska i Europa”, charakteryzowano ważne postaci dla tradycji PPS, jak Feliks Perl czy Ignacy Daszyński. W czasach, kiedy w obiegu oficjalnym i dla większości opozycji słowo „endek” było obelgą, powstał tekst „Dwa oblicza Romana Dmowskiego”, gdzie bez emocji opisywano zasługi wybitnego męża stanu w młodości i wieku dojrzałym, jak i mętne wywody, absolutyzujące naród w niemal mistycznym sosie i ostrzegające przed złowrogim żydostwem oraz masonerią z lat ostatnich polityka. Czytelnik dowiadywał się, że istniał nie tylko ten późny Dmowski.

Opisano wnikliwie funkcjonowanie PZPR w państwie – „Po co Partii potrzebna jest Partia?”. Pisano „O zdobywaniu wiadomości” w czasach cenzury i powszechnego zakłamania. Można przytaczać jeszcze tytuły, ale najważniejsze było, że pisano tak, jakby otaczająca rzeczywistość była tymczasowa, co w końcu lat siedemdziesiątych nie było powszechną świadomością nawet w opozycji.

Z uwagi na tajność PPN i zdecydowanie antykomunistyczny ton publikacji pojawiła się konieczność, by stworzyć możliwości zaświadczenia przez niezależnych mężów zaufania, że inicjatywa nie jest prowokacją Służby Bezpieczeństwa. Polskie Porozumienie Niepodległościowe uwiarygodniali Leszek Kołakowski, Gustaw Herling – Grudziński, Jerzy Lerski i Maria Winowska – emigranci, więc poza wpływem SB.

Zasięg druków PPN nie był szeroki. Porozumienie nie mogło konkurować z takim potentatem, jak korowski „Robotnik”, który przed sierpniem 1980 roku dochodził do 30 tysięcy egzemplarzy. Nie o to chodziło. Ważny był impuls do myślenia wśród opozycyjnych i kulturalnych elit.

Wyrok śmierci, który skazaniec uczcił szampanem

Powstanie Solidarności położyło naturalny kres działalności Polskiego Porozumienia Niepodległościowego. Uczestnicy przedsięwzięcia włączyli się w różne formy działania solidarnościowego i zabrakło samego Najdera, który na fali liberalizacji paszportowej w tzw. Karnawale Solidarności pojechał do Oxfordu.

Korowcy, radykałowie, klerykałowie i „prawdziwki”. Solidarność podzielona

Przez cały okres Karnawału w związku trwała otwarta wojna na wielu frontach.

zobacz więcej
Stan wojenny zastał go za granicą. Miał informacje, że grozi mu aresztowanie i postanowił nie wracać. W1982 roku z rekomendacji Jana Nowaka-Jeziorańskiego i Jerzego Giedroycia został dyrektorem Sekcji Polskiej Radia Wolna Europa.

Władze w kraju natychmiast po objęciu przez Najdera tego stanowiska rozpoczęły wobec niego proces o szpiegostwo, zakończony wyrokiem śmierci. Jedna z ekspertyz wykorzystana w procesie głosiła: „Obiektywnie stwierdzić należy, że nie ma dowodów na to, że oskarżony Najder współpracował z wywiadem amerykańskim od 25 lat, choć praktycznie nie jest to wykluczone”. Inne dokumenty z procesu brzmią równie kabaretowo. Trzeba było skazać, by pokazać zdecydowanie Polakom w kraju i na emigracji i pewnie też towarzyszom radzieckim, a przecież pracując w RWE jest się oczywistym amerykańskim szpiegiem i po co komu dowody.

Zdzisław Najder dowiedział się o wyroku w towarzystwie goszczonego właśnie przyjaciela z radia, który poszedł po szampana – nie co dzień dostaje się wyrok śmierci. Żarty żartami, ale czy Najder czul się bezpieczny? Po latach opowiadał o czasach po wyroku raczej w lekkim tonie. KGB w takim przypadku starałoby się wyrok wykonać, „nasza” SB miała w tym mniej doświadczenia.

Ochronę siedziby RWE w Monachium wzmocniono przed wyrokiem na Najdera, na skutek ataku bombowego na redakcję czeską. Podobno rząd RFN nieoficjalnymi kanałami poinformował władze PRL, że w razie porwania lub zabójstwa Najdera podejmie zdecydowane kroki. W archiwach MSW nic nie ma o przygotowaniach do takiej akcji. Sam Najder mówił w wywiadach po latach, że jeden „gadatliwy dowódca sił specjalnych” w latach 90 – tych chwalił się, że przygotowywał porwanie, gdy był rezydentem wywiadu PRL w krajach skandynawskich.
Zdzisław Najder zakończył pracę w RWE w 1987 roku, współpracował z „Kulturą” i także paryskim „Kontaktem”. W 1990 roku wyrok uchylono i mógł wrócić do kraju. Został doradcą najpierw prezydenta Lecha Wałęsy, potem premiera Jana Olszewskiego.

Zasłużony dla Polski TW „Zapalniczka”

Jeszcze w trakcie walki Wałęsy o prezydenturę Najder opowiedział się po jego stronie w tzw. wojnie na górze, jako przewodniczący Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie. Gdy wsparł nielubiany przez Wałęsę prolustracyjny rząd Jana Olszewskiego, z kręgów Kancelarii Prezydenta wyszła informacja, że w otoczeniu premiera jest były agent SB. Uderzono w ten sposób w rząd za wykonanie przezeń Uchwały Lustracyjnej Sejmu RP.

Zdzisław Najder w wywiadzie dla RWE przyznał, że w 1958 r. „samodzielnie zgodził się” na „dłuższe rozmowy” z SB, które miały na celu „wprowadzenie SB w błąd i ukrywanie tego, co rzeczywiście robili moi przyjaciele (...) i co robiłem ja sam”. Prof. Paweł Machcewicz i prof. Andrzej Paczkowski w artykule „Tajny agent”, zamieszczonym w „Rzeczpospolitej” w październiku 2005 roku, pisali: „Zachowana dokumentacja nie potwierdza wersji o prowadzeniu gry z SB, którą Najder przedstawiał w 1992 r. (...) Wygląda na to, że wersja o grze była racjonalizacją działań, do których sam miał stosunek negatywny”.

W o wiele lat późniejszym wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” Najder żałował, że w ogóle rozmawiał z SB, po czym ma wrażenie „upaprania”, przyznał się do jednego meldunku podpisanego „Zapalniczka” i utrzymywał, że nikomu nie zaszkodził. Pewnie też nie za bardzo pomógł SB, wyrok śmierci świadczy, że MSW nie zachowało go we wdzięcznej pamięci. Wiadomo, że gdyby się nie zgodził, to by nie skorzystał ze stypendium Fundacji Forda. Badania nad Conradem nie potoczyłyby się tak intensywnie, jeżeli w ogóle, bo paszportu pewnie by nie dostał przez lata.

Po wybuchu afery z „Zapalniczką”, Zdzisław Najder wycofał się z życia politycznego. Profesor Andrzej Friszke powiedział „Gazecie Wyborczej” w poniedziałek, 15 lutego: „Kilkuletniej współpracy nie można lekceważyć – to było pójście fałszywą drogą. Równocześnie trzeba zadać pytanie, czy w ogólnym bilansie czyny nawet kompromitujące przesądzają o całym życiu. A Zdzisław Najder to postać politycznie ważna i zasłużona dla Polski. Życie Zdzisława Najdera warte jest biografii”.

„Ja Conrada nie lubię, zakochałem się w jego ojcu” – powiedział „Wyborczej” przed czterema laty Zdzisław Najder, jak głosi nekrolog: „najbardziej znany conradolog na świecie”. Ojciec Conrada, Apollo Korzeniowski, też był pisarzem i działaczem „czerwonych” w przygotowaniach do powstania styczniowego. Zdzisław Najder powiedział ponownie na końcu wspomnianego wywiadu, po wielu szczegółowych odpowiedziach na pytania o Conrada: „Samego Conrada nie lubię, bo wiecznie płakał nad sobą, ale mam poczucie, że swój obowiązek naukowy wobec niego spełniłem”. Nekrolog mówi o Zmarłym jako o „człowieku kontrowersyjnym i pełnym sprzeczności”.

– Krzysztof Zwoliński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


[1]. Kto był wśród autorów PPN i jakie poruszano tematy, można się zorientować choćby po „spisie treści” publikacji „Polskie Porozumienie Niepodległościowe: wybór tekstów”, wydanej w 1989 roku w Londynie: ZOBACZ . [WRÓĆ]
Zdzisław Najder. Chciałem być lotnikiem
Zdjęcie główne: Program Polskiego Porozumienia Niepodległościowego wydrukowany na pierwszej stronie emigracyjnego pisma „Tydzień Polski”. Fot. ze zbiorów Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Bohater tak wyjątkowy, aż niemożliwy. Więc ogłoszono, że sypał
Najnowsza historia jest w Polsce bieżącą polityką.
Historia Najnowsze wydanie
„Pamiątki” po Hitlerze. Kłopot czy biznes?
Aligator Führera zdechł rok temu w moskiewskim zoo mając 84 lata. Wypchano go i umieszczono w Muzeum im. Darwina.
Historia Najnowsze wydanie
KGB na tropie Jana Pawła II
Sowieckie służby szybko zrozumiały, jakie zagrożenie dla systemu komunistycznego może stanowić pontyfikat papieża Polaka.
Historia Najnowsze wydanie
Stanął przeciw Piłsudskiemu i nie zamierzał się patyczkować
Gen. Rozwadowski rozkazał „użyć bomb i karabinów maszynowych celem całkowitego rozproszenia nieprzyjacielskich oddziałów”
Historia Najnowsze wydanie
Idę po swoją kulę w brzuch
Słychać było pojedyncze wystrzały z AKS-74: to nasi dobijali rannych duszmanów. Duszmani też nie brali komandosów do niewoli.