Kultura

Zaniechała obserwacji bliźnich. Może to skutek uboczny podróży do Japonii?

Zwróciła się ku przedmiotom. Odbiera niemą „mowę” porzuconych, już niepotrzebnych rzeczy. I ocala je od zapomnienia. Im więcej krzyżyków na grzbiecie, im większe zużycie, tym obiekt staje się piękniejszy, ciekawszy, coraz bardziej „uczłowieczony”.

Pandemia mocno zmniejszyła frekwencję w galeriach – wreszcie znowu mogły się otworzyć i oby tak pozostało na zawsze, a nie „na razie”. W każdym razie przez COVID-19 coraz bardziej oswajamy się z wirtualnym zwiedzaniem wystaw. Obojętnie, w jakiej formie – polecam pokaz Elżbiety Baneckiej w Galerii Kordegarda, zatytułowany „Kata/Kami” (do 28 lutego 2021, oprowadzanie kuratorskie 20, 21 i 28 lutego). Co oznacza tajemniczy tytuł? Po japońsku to „Papier/Kamień”. To, co w japońskiej tradycji najważniejsze, a także materie najbliższe autorce.

Z papierem ma do czynienia od dawna. Jako aneks na dyplomie z malarstwa uzyskanym na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych (gdzie od wielu lat prowadzi Pracownię Rysunku i Koloru na Wydziale Scenografii) wybrała Grafikę Warsztatową – a w grafice papier odgrywa ważną rolę. To nie tylko podłoże, lecz również materia i faktura, zmieniające efekt końcowy pracy.



W Kordegardzie oglądamy kilka drzeworytów (połączonych z techniką własną autorki) gigantycznych rozmiarów. Okolone grubym obramieniem, nie kojarzą się z delikatnymi, papierowymi odbitkami. To monumentalne, wręcz panoramiczne pejzaże. Te oszczędne, ascetyczne krajobrazy zdają się nie należeć do zachodniego świata ani współczesnej kultury. To miejsca przeznaczone do kontemplacji. Ogrody, świątynie? Niemal puste kompozycje, w których szczegół przyciąga uwagę. Nie ma w nich perspektywy – jednak jest przestrzeń. Od pierwszego kontaktu prowadzą myśli odbiorcy ku sztuce dalekowschodniej i tradycji buddyzmu.

Emocje w przedmiocie

Zachłyśnięcie kulturą Japonii nastąpiło na początku lat 90. zeszłego wieku, po podróży do Osaki, gdzie odebrała Brązowy Medal na Międzynarodowym Triennale Grafiki. Jednak zainteresowanie filozofią zen pojawiało się wcześniej, niejako instynktownie. Im bardziej popkultura współczesności wiodła ku rozproszeniu i powierzchowności, tym bardziej ona starała się wyłowić sens tego, co nas otacza; czym się otaczamy; co jest niezbędne. Sedno natury i naturę materii.

Jej coraz bardziej minimalistyczne grafiki sytuowano w obszarze sztuki abstrakcyjnej. To mylny trop, czego dowodzą wychodzące w trzeci wymiar obrazy i mini-instalacje artystki: są o czymś, coś przedstawiają.

Za każdym razem, gdy patrzę na prace Eli, poruszają mnie widoczne w każdym obiekcie emocje. Co nie znaczy, że przywiązuje się do raz wypracowanej koncepcji. Nie ma oporów przed eksperymentowaniem. Jednocześnie odrzuca wszystko, co przynoszą mody. Trwa przy tym, co jej bliskie.

Bez nadęcia, moralizowania, rozdzierania szat. W świecie pomyłek

Najbardziej zachwyca mnie jej kunszt w tworzeniu napięć poprzez nieoczekiwaną zmianę skali. Proszę sobie wyobrazić lilipucią ogrodniczkę wygrabiającą spirale z czerwonego piasku.

zobacz więcej
Chodzi o wierność wartościom, które wyznaje się od momentu dojścia do dojrzałości – czyli wówczas, gdy uzyska się umiejętność samodzielnego dokonywania moralnych wyborów. Kto dziś tego oczekuje od artysty? Artysta ma dostarczać przede wszystkim rozrywki, a nie prawić morały. Tymczasem Banecka czuje się (także poza aspektem wizualnym) odpowiedzialna za przesłanie etyczne swych prac.

Rzetelność, uczciwość, odporność na tematy, które są aktualnie na topie – oto jej znaki firmowe. Lub, jak kto woli, cechy charakteru.

A obszar zainteresowań? Tak, to ciągle japońszczyzna, jednakże przetrawiona przez osobowość autorki, zespolona z nią w jedność. Wystarczy spojrzeć, jak się ubiera; jak urządza mieszkanie i pracownię. To nie są zachowania i gesty na pokaz – to wybory świadczące nie tylko o estetycznej świadomości, także o systemie wartości.

Nie-martwe natury

Elżbiety Baneckiej nie ciągnie do portretowania ludzi, choć w czasie studiów temu właśnie poświęcała wiele uwagi. Jednak w pewnym momencie ludzkie twarze przestały ją fascynować. Może to był uboczny skutek podróży do Japonii? Zainteresowania filozofią zen? Dość, że zaniechała obserwacji bliźnich, natomiast zwróciła się ku przedmiotom. Wypracowała własną wersję martwych natur.

Artystka zna się na rzeczach. Takich prostych, codziennych, których forma jest nierozerwalnie związana z funkcją i z niej wynika; których materia niczego nie imituje i starzeje się z godnością. A im więcej krzyżyków na grzbiecie, im większe zużycie, tym obiekt staje się piękniejszy, ciekawszy, coraz bardziej „uczłowieczony”. Banecka odgaduje przeszłość przedmiotów – „odczytuje” ją na podstawie widocznego zużycia. Potem portretuje te obiekty naznaczone historią z czułością i dyskrecją. Szanuje tajemnice nie-martwych natur.

To wbrew współczesnym trendom: na ogół pozbywamy się „starych” sprzętów, mebli, ubiorów – czyli tych niemieszczących się w katalogu nowości, rzekomo lepiej nam służących, lub, wedle obecnej komercyjnej nomenklatury, dedykowanych nam, właśnie nam, tylko nam!

Sztuka biedna, czyli bogata

Banecka odbiera niemą „mowę” porzuconych, już niepotrzebnych przedmiotów. I ocala je od zapomnienia.
Dostrzega urodę naddartej bibułki, zmiętej kulki celofanowej, wystrzępionej tacki ze styropianu, pożółkłego, wyschłego bodiaka, kawałka drewnianej belki pożłobionego przez wodę, ogień i czas. Z tego (i innych „rzeczy niższej rangi”) komponuje mini-instalacje. Są niewielkich rozmiarów, jednak nie potrzeba do nich mikroskopu – wystarczy uważne oko, które dostrzega coś więcej niż podsuwane przez reklamy obiekty zbiorowego pożądania. Nie ma dla niej „nieartystycznego” surowca; nie istnieje nieciekawa w swej prostocie forma; nie obawia się najbardziej nieoczekiwanych skojarzeń obiektów.

Podąża (instynktownie, nie z założenia) tropami poprzedników: twórców francuskiego nouveau réalisme czy włoskiego arte povera. Oni też, w latach 50., 60. i 70. XX wieku sięgali do surowców biednych, nagich, unikając ingerowania w ich materię, strukturę i wygląd. Podobnie traktował rzeczy Tadeusz Kantor, eksponując i tworząc teorię „przedmiotów niższej rangi”. Przypomnę najważniejszy jej fragment: „Im przedmiot jest »niższej rangi«, tym większą ma szansę ujawnienia swej przedmiotowości”.


Również Teresa Pągowska, zmarła przed 13 laty malarka, widziała przedmioty nie jako „martwe natury”, lecz jak żywe istoty, które ukształtowała ich własna historia; które zyskały „życie” za sprawą użytkownika. Przykładem – ulubiony fotel męża artystki Henryka Tomaszewskiego. Po jego śmierci Pągowska obrazem opuszczonego jak ona mebla wyraziła całą swą miłość i tęsknotę za nieobecnym.

Strój idealny

Od lat Elżbietę Banecką fascynuje kimono. Może długo opowiadać o tych dziełach sztuki nie tyle krawieckiej, co konstruktorskiej. Nic zbędnego, naddanego. Strój i forma doskonałe. Przemyślana konstrukcja, na której każdy może pozostawić swój indywidualny ślad. Sama chętnie zakłada kimona. Dla niej to najszlachetniejszy ubiór świata. Cała ideologia zen.
Kimono jest dla niej zarówno przedmiotem użytkowym, jak i inspiracją do obrazów i rzeźb.

Dlatego przenosi formę kimona na płótna lub lepi je (dosłownie) z pogniecionych papierów, bibuł, gazet. Stają się wówczas sztywnymi, dwustronnymi obiektami, zamkniętymi w szklanych gablotach jak archeologiczne wykopaliska. Do dwustronnego oglądania.

Kimono jest jak jej sztuka – wyrazem szacunku dla świata rzeczy. Tych, które mają życie.

– Monika Małkowska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Monograficzna wystawa grafiki prof. Elżbiety Baneckiej pt. „Kata/Kami” można oglądać do niedzieli 28 lutego 2021 roku w Kordegardzie. Galerii Narodowego Centrum Kultury w Warszawie, ul. Krakowskie Przedmieście 15/17.

Oprowadzanie kuratorskie po wystawie: 20 i 21 lutego w godz. 11.00-19.00
Finisaż i oprowadzanie kuratorskie: 28 lutego w godz. 16.00-19.00 Wystawę można również obejrzeć wirtualnie
Zdjęcie główne: Od lat Elżbietę Banecką fascynuje kimono. Dlatego przenosi jego formę na płótna lub lepi je (dosłownie) z pogniecionych papierów, bibuł, gazet. Fot. Kordegarda. Galeria Narodowego Centrum Kultury w Warszawie
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Po co żyjemy i dlaczego cierpimy? Kłębowisko emocji w Narodowym
Tak, łzy mi pociekły w finale „Trzech sióstr”.
Kultura Najnowsze wydanie
W tym roku mija 40 lat od karnawału Solidarności w Jugosławii.
Zachód był dla nich otwarty. Brytyjscy dziennikarze z uznaniem pisali o ich scenie rockowej.
Kultura Poprzednie wydanie
Spektakle oglądane „przez szybkę”
Czy teatry tak jak inne instytucje będą skazane na hybrydowość? Ledwie odmrożono sceny, a mówi się o ich ponownym zamrożeniu.
Kultura Poprzednie wydanie
W PRL nie istniał James Bond ani „Łowca jeleni”
Filmy, o których wszyscy słyszeli, a nie mogli zobaczyć przed 1989 rokiem.
Kultura wydanie 12.02.2021 – 19.02.2021
Męczennicy z banderolą „16+”
Czerwień zrywanej płatami skóry może porazić oczy niedoświadczonego widza.