Cywilizacja

Wierzyła w komunizm, Titę i Jugosławię

Babcia nauczyła mnie salutować na widok Marszałka (w telewizji rzecz jasna), miała zresztą w domu popiersie Tity i liczne portrety. Był on dla niej najprawdziwszym bogiem.

Poczujemy tu zapach pljeskawicy i burki, napijemy się rakiji i spotkamy Gorana Bregovicia czy Emira Kusturićę. Autorka książki „Balkan Express” Dominika Ćosić, od wielu lat korespondentka Telewizji Polskiej w Brukseli, bałkanistka i poliglotka, uczestniczka wielu międzynarodowych spotkań i autorka licznych publikacji, opisuje swoje niezliczone podróże do Belgradu, Zagrzebia, Skopje, Prisztiny i wielu innych miast znanych z medialnych doniesień, nie wyłączając Medjugorje. I ludzi, których spotkała.

Przypomina na wszelki wypadek – bo pamięć jest zawodna – że „Jugosławia ze schyłkowych czasów Tity nie bez kozery nazywana była »małą Ameryką«. Polaków i mnie zachwycała bogactwem: pachnącym, delikatnym papierem toaletowym, bananami, pomarańczami, czekoladami, Coca-Colą, adidasami, lalkami Barbie, pięknie wydawanymi kolorowymi bajkami dla dzieci, luksusowymi (jak na ówczesne warunki) samochodami na ulicach i mnóstwem prezentów, jakie dostawałam od bliższych i dalszych znajomych. I przede wszystkim swobodą podróżowania, słynne jugosłowiańskie czerwone paszporty pozwalały bowiem na wyjazdy na Zachód, na zakupy we Włoszech, wycieczki do Paryża czy do Londynu. Kontrast między Polską a Jugosławią był olbrzymi.”

„Wciąż nie udało mi się pogodzić z tym, że za mojego życia, na moich oczach przestał istnieć pewien kraj, że umarł w tak strasznych konwulsjach, że stało się to wszystko po doświadczeniach II wojny światowej, w samym centrum Europy” – pisze dziennikarka.

Fragmenty książki „Balkan Express”, którą wydał krakowski Ośrodek Myśli Politycznej, publikujemy za zgodą wydawcy.
Dominika Ćosić w czasie programu TVP "Wielki test o Europie". Fot. Jan Bogacz/TVP
Kiedy byłam dzieckiem, na pytanie: „kim jesteś?”, bez wahania odpowiadałam: „jestem pół Polką, pół Jugosłowianką” (…), gdy widziałam w telewizji Jugosłowian (na przełomie lat 70. i 80. były to przede wszystkim zespoły folklorystyczne tudzież sportowcy), krzyczałam z dumą i radością: „to są moi bracia!”. Bracia to bracia, nie rozróżniałam ich i nie dzieliłam na poszczególne nacje. Tym bardziej, że przecież w Jugosławii mieszkałam do zaledwie czwartego roku życia.

Wiedziałam oczywiście, że są Jugosłowianie w Belgradzie – jak mój tata i babcia – w Zagrzebiu, Sarajewie, Skopje, Titogradzie i Lublanie. Bracia wzbudzali we mnie szczerą sympatię i poczucie przynależności do świata południa. Rosłam więc z sympatią do braci, którą ugruntowywały wakacyjne wizyty u babci i taty.

Zegarek od Tity

Żeby było jasne, moja babcia była prawdziwą Jugosłowianką, która całą młodość, całą wojnę spędziła w partyzantce, w lesie, która była jedną z ostatnich wyznawczyń Tity, wierzącą w niego nawet wtedy, gdy wszyscy pozostali przejrzeli na oczy. Poznała go w czasie wojny i największą relikwią był dla babci złoty zegarek z dedykacją imienną od towarzysza Josipa Broz Tito.

Babcia nauczyła mnie salutować na widok Marszałka (w telewizji rzecz jasna), miała zresztą w domu popiersie Tity i liczne portrety. Był on dla niej najprawdziwszym bogiem.

Babcia była piękną kobietą, wysoką brunetką o jasnej karnacji, ciemnych włosach i zielonych oczach w czarnej oprawie, Jeżeli chodzi o charakter, to była bardzo nietypową kobietą. Miała trzy wielkie miłości i pasje: politykę, piłkę nożną i Jugosławię.

Telewizyjna kronika agonii

Trudno w najnowszej historii znaleźć przykład konfliktu lepiej udokumentowanego audiowizualnie niż rozpad Jugosławii.

zobacz więcej
Codziennie po pracy szła na zebrania partyjne, po czym w domu słuchała bądź oglądała wiadomości i programy polityczne w radiu i telewizji. Ta spokojna, zdystansowana kobieta zmieniała się nie do poznania podczas meczy Partizana Beograd. Była kibicem całym sercem. Była także ideową komunistką, dla której prawdziwy komunista powinien być uczciwy, skromny i pracowity. Podczas gdy jej koledzy z partii komunistycznej wykorzystywali przynależność partyjną do dorabiania się i życiowego ustawiania, babcia wierzyła w czysty komunizm, Titę i Jugosławię i żyła w spartańskich niemal warunkach.

Jako prawdziwa komunistka nie weszła na cmentarz, gdy odbywał się pogrzeb jej ojca, bo na tym pogrzebie był także prawosławny pop. Stała po drugiej stronie ulicy. Na baczność. Podobnie było z moim chrztem, który odbywał się w Krakowie. Babcia, oczywiście na baczność, stała naprzeciwko kościoła. I zdaje się salutowała.

Co ciekawe, doskonale dogadywała się z moją mamą. Jak to powiedziała kiedyś babcia mamie: Ty, Elżbieta, masz swojego Boga katolickiego, ja mam Titę. Ty masz religię, ja mam komunizm, obie w coś wierzymy i mamy zasady.
Josip Broz Tito jako przywódca jugosławiańskiej partyzantki z czasów II wojny świtowej. Fot. Getty Images
Z komunizmem Dobrila zetknęła się jako dwudziestolatka, tuż po wybuchu wojny. Komunizm połączył się u niej z jugosłowiańskim patriotyzmem.

Czasem zastanawiam się, jak ciężko było jej umierać ze świadomością, że wszystko, w co wierzyła, okazało się złudą. Zmarła w październiku 1993 roku, gdy na dobre trwała wojna w Chorwacji, w Bośni i Hercegowinie, z Jugosławii zostały resztki, w Serbii panowały mafia i hiperinflacja, a Titę wiele osób nazywało już oficjalnie tyranem i oszustem. Upadł mit Tity, komunizmu, a Jugosławia, której poświęciła całe życie, przestała istnieć. Chciałabym mieć nadzieję, że jakimś cudem ta świadomość do niej nie dotarła.

Pociąg wypadł z torów

Jeszcze za życia Jugosławii Słowenia i Chorwacja były najbardziej uprzemysłowionymi i najbogatszymi republikami. Były też w każdym tego słowa znaczeniu najbardziej zachodnie i zwłaszcza w przypadku Słowenii niechętnie utożsamiały się z resztą żywiołu bałkańskiego. Przed laty opowiadano dowcip, porównujący Jugosławię do pociągu. Słowenia była lokomotywą, tuż za nią jechała Chorwacja, dalej Serbia, następnie Czarnogóra, Bośnia i Hercegowina, Macedonia. Mieszkańcy Kosowa dopowiadali, że gdyby nie oni, jadący na samym końcu, to pociąg przez nadmierną prędkość wypadłby z torów.

Polska – Chorwacja, wspólna sprawa? Szkodliwy mit jedności słowiańskiej

Filip Memches: Polska szlachta postrzegała swoje państwo jako przedmurze nie Słowiańszczyzny, lecz chrześcijaństwa.

zobacz więcej
W 1991 roku to Słowenia jako pierwsza zdecydowała o opuszczeniu Jugosławii. Wojna trwała zaledwie kilka dni.

Secesja Chorwacji, która nastąpiła niedługo później, przerodziła się już w poważną wojnę. Chorwacja została zaatakowana przez armię jugosłowiańską. Obie strony do dziś przerzucają się odpowiedzialnością za sprowokowanie konfliktu. W ostatecznej rozgrywce wojnę pod każdym względem wygrała Chorwacja. W sukurs przyszły jej Niemcy, które od razu uznały nową republikę i wspierały ją także finansowo. Watykan był jednym z pierwszych krajów, które uznały Chorwację. Ostatnim akordem wojny było wypędzenie w ramach akcji „Burza” kilkuset tysięcy Serbów z Krajiny – dawnego pasa pogranicznego – w sierpniu 1995 roku.

Chorwacja nie była monolitem. Abstrahując od mniejszości narodowych, podział kraju na północ – z Zagrzebiem na czele – i nadmorskie regiony był wyczuwalny. Ścierały się wpływy cywilizacji śródziemnomorskiej i środkowoeuropejskiej. Przejawiało się to w mentalności mieszkańców, także w języku.

(W listopadzie 2000 roku - przyp. red) odwiedziłam redakcję gazety „Vecernji list”, w której pracował znajomy dziennikarz. Bardzo życzliwy człowiek przekazał mi namiary na swoich znajomych w Belgradzie. Rozmawiając z nim, człowiekiem w wieku mojego ojca, miałam uczucie, że on sam w głębi serca wciąż uważa się za Jugosłowianina. Podobnie jak wielu jego rówieśników. To pokolenie, urodzone tuż po II wojnie światowej, dorastało w dostatniej i kosmopolitycznej Jugosławii. Często to były mieszane małżeństwa. To właśnie ci ludzie i pokolenie ich rodziców, partyzantów, z największym trudem przyjęli do wiadomości rozpad Jugosławii i nowe tożsamości. Zresztą dziennikarz sam się określił jako Jugosłowianin.

To właśnie w Zagrzebiu mieszkała i pracowała przez całe lata najsłynniejsza „wdowa po Jugosławii”, jak sama siebie, zresztą ironicznie, określała Dubravka Ugresić. Pół Bułgarka, pół Chorwatka nie identyfikowała się z nową Chorwacją. Krytycznie oceniała politykę prezydenta Franja Tuđmana i odgórne trendy. Opisywała je w felietonach charakterystycznym ciętym językiem. W efekcie wraz z kilkoma koleżankami – również wykładowczyniami, pisarkami, eseistkami – została nazwana „czarownicą z Zagrzebia” i po serii szykan zmuszona do wyjazdu z Chorwacji. Zamieszkała w Amsterdamie. Twórczość Ugresić była zresztą tematem mojej pracy magisterskiej.

Do kościoła jak do teatru

Wieczorem odwiedziłam jeszcze katedrę, na dłużej zatrzymując się przy grobie słynnego kardynała Alojzije Stepinaca. Mało która postać budziła równie silne kontrowersje i emocje.
Sarkofag z ciałem kardynała Stepinaca umieszczono niedaleko ołtarza. Fot. Rene MATTES/Gamma-Rapho via Getty Images
Stepinac miał to nieszczęście, że był głową Kościoła katolickiego w Chorwacji w czasie II wojny światowej. Serbowie i komunistyczna propaganda oskarżali go o kolaborowanie z faszystowskim rządem Ante Pavelicia. Mniej zajadli mówili o tym, że nie sprzeciwiał się Paveliciovi. Jego obrońcy przypominali z kolei, ilu Serbów i Żydów uratował, załatwiając im fałszywe świadectwa chrztu w obrządku katolickim.

Po wojnie nie podporządkował się nowym komunistycznym władzom i został przez nie uwięziony. Za sprawą swojej nieprzejednanej postawy wyrósł na obrońcę niezależności i chorwackości.

Po upadku komunizmu rozpoczął się jego proces beatyfikacyjny [ zakończony w 1998 roku – przyp.red.]. Po odzyskaniu/uzyskaniu (bo różnie to wydarzenie interpretowano) przez Chorwację niepodległości kardynał Stepinac stał się jednym z symboli tożsamości chorwackiej. Pochowano go w katedrze, sarkofag z jego ciałem umieszczono niedaleko ołtarza.

Z licznych portretów spoglądała twarz człowieka silnego i zdecydowanego. W katedrze sprzedawano gazetkę poświęconą kardynałowi „Nasz święty męczennik”, a wokół sarkofagu stały świeże kwiaty.

Tito wiecznie żywy. Postkomunistyczne elity kontra katolicka tożsamość

Spuścizna Jugosławii, a tym samym idea chorwackiej niezależności są dla Chorwatów ważniejsze niż klasyczne podziały na „lewicę” i „prawicę”.

zobacz więcej
Kult Stepinaca kojarzył mi się trochę z funkcją, jaką w Serbii pełniło prawosławie. Serbowie i Chorwaci za czasów Tity byli w jednakowym stopniu zlaicyzowani i zateizowani, podobnie jak większość mieszkańców Jugosławii. Religia nie odgrywała dla nich większej roli. Wraz ze śmiercią Tity, rozpadem Jugosławii i powstaniem nowych państw zaczął się gwałtowny, odgórnie sterowany proces odróżniania się od siebie.

Chorwaci, chcąc odciąć się od wszelkich powiązań z Serbami, zaczęli powoływać się na swój perski rodowód, czego dowodem miała być szachownica (rodem wszak z Persji), widniejąca w godle chorwackim. Język zaczął się coraz bardziej oddalać od serbskiego. Pojawiało się w nim coraz więcej neologizmów, najczęściej określanych jako słowa „rdzennie chorwackie”. Zastępowały one słowa tożsame z serbskimi, procesowi temu kibicowało wielu językoznawców.

Kolejnym elementem była religia. Katoliccy Chorwaci odróżniali się od prawosławnych Serbów, Macedończyków, Czarnogórców. Niestety, w wielu przypadkach, we wszystkich eks-republikach, nie były to autentyczne nawrócenia, lecz próby instrumentalizacji religii.

Nierzadko dochodziło do śmiesznych sytuacji. Słynny serbski pisarz opozycjonista Vuk Drašković był jednym z prawosławnych neofitów. Dzięki telewizyjnej transmisji jednego z nabożeństw widzowie mogli zobaczyć, jak niedbale siedzi w cerkwi, z nogą założoną na nogę i papierosem w ręce. Także część chorwackich polityków do kościoła chadzała jak do teatru, nie mając pojęcia o liturgii i jej znaczeniu.

Potrójny pogrzeb

Tata zmarł 14 kwietnia 2012, dzień po swoich sześćdziesiątych szóstych urodzinach. Byłam wtedy jeszcze po Wielkanocy w Krakowie. Z Krakowa dotarłam do Brukseli i stamtąd kilka dni później poleciałam na pogrzeb taty do Belgradu (…). Dzień po przylocie poszłam do mojej macochy. Nie tylko na drzwiach klatki, ale i na drzwiach wejściowych mieszkania wisiał nekrolog taty z jego zdjęciem. W środku było pełno ludzi, każdy z gości pił alkohol. (…)


Zgodnie z miejscowym zwyczajem każda, nawet obca osoba, która przeczytała nekrolog czy to w gazecie czy na drzwiach do budynku i znała adres, mogła przyjść do rodziny zmarłego i zadać szereg okolicznościowych pytań: na co zmarł, a ile miał lat, a jak długo chorował, a kogo osierocił, następnie złożyć kondolencje rodzinie i wreszcie rodzina miała wręcz obowiązek poczęstować gościa alkoholem. Po to, by ten mógł następnie najpierw ulać kilka kropli trunku na dywan czy podłogę, a resztę wypić „za pokój duszy zmarłego”.

Podziwiałam cierpliwość Liljany i moich przyrodnich braci, którzy uprzejmie tłumaczyli nawet obcym ludziom: miał 66 lat, rak płuc, kilka miesięcy choroby, tak, zostawił córkę i dwóch synów, nie, na szczęście nie zdążył bardzo cierpieć. (…)
Plac Republiki w Belgradzie to popularne miejsce spotkań. Fot. Marco BULGARELLI/Gamma-Rapho via Getty Images
Po wyjściu od nich poszłam jeszcze na długi spacer. (…) Zdałam sobie sprawę, że Belgrad zaczyna powoli odzyskiwać dawny blask i urodę, zwłaszcza jego stara część. W okolicach reprezentacyjnego deptaka, Kneza Mihaila, pełno było urokliwych kawiarni, życie towarzyskie toczyło się głównie długimi wieczorami, pojawiało się także coraz więcej zagranicznych turystów. Znów widziałam ładnie, gustownie ubranych ludzi. Wracał dawny Belgrad.

W dniu pogrzebu (…) zobaczyłam szpakowatego, wysokiego mężczyznę z wąsami. Jego twarz wydawała mi się bardzo znajoma. W końcu powiedziałam: Przepraszam, ale jest pan niesamowicie podobny do aktora z serialu „Kursadzije”. Był to sitcom, którego oglądaniem zaraził mnie tata. Sparodiowano w nim policjantów z wszystkich republik byłej Jugosławii, a rolę każdego z bohaterów grał aktor z danej części dawnej Jugosławii. Ulubionym bohaterem i aktorem taty był Czarnogórzec i to on siedział właśnie w samochodzie. Mój brat wiedząc, jak tata lubił ten serial i aktora, zaprosił go na pogrzeb.

W domu znów było pełno ludzi, tym razem liczna rodzina mojej macochy z Macedonii. – Dominika, za pokój duszy twojego taty musisz wypić kieliszek rakiji! I jeszcze jeden, i jeszcze. Kiedy jechaliśmy na pogrzeb, kręciło mi się już mocno w głowie.

Polskie marzenia Serbów i Chorwatów. Jak przyczyniliśmy się do powstania Jugosławii

Z Rzeczypospolitej szedł przykład jedności językowej i duchowej, to Polacy uczyli spiskowania przeciw Wiedniowi, a poemat „Zgoda Chorwatów” zaczynał się od słów: „Još Hrvatska ne propala, dok mi živimo”. Na wzór: „Jeszcze Polska…”

zobacz więcej
Stojąc przy trumnie taty, uświadomiłam sobie, że to dla mnie potrójny pogrzeb: oprócz taty żegnam babcię, na której pogrzebie nie dałam być rady i Jugosławię, której też jeszcze nie opłakałam. W pewnym momencie zrobiło mi się słabo, lekko się zachwiałam. – Ludzie, popatrzcie, jak kochała tatę, że aż mdleje – usłyszałam i natychmiast zaczęły mnie przytulać obce kobiety. I wtedy z gorąca faktycznie zemdlałam.

Pogrzeb był świecki, zatem bez części religijnej i bez popa. Zamiast popa mowę już przy grobie taty, właściwie babci, bo tata został pochowany w grobie swojej mamy, wygłosił jego przyjaciel ze studiów i pracy, z którym znali się ponad czterdzieści lat.

– Nasz drogi Dragan Ćosić, miał niezwykłe poczucie humoru, jak jeździliśmy na poligon, zawsze nas rozśmieszał. Zostawił córkę, Dominikę z Krakowa i dwóch synów: Milorada i Nenada oraz żony, Elizabetę i Liljanę – wyliczał monotonnym głosem.

Nagle zastrzygłam uszami: – Nasz drogi Dragan był najwybitniejszym specjalistą od balistyki w armii jugosłowiańskiej, to on zaprojektował i zbudował rakiety krótkiego zasięgu typu… – mało brakowało, a padłyby jeszcze dokładne parametry techniczne i lokalizacja.

Tak oto podczas pogrzebu taty dowiedziałam się, czym dokładnie się zajmował. Z emocji złapała mnie głupawka. Na szczęście miałam czarne okulary, dłońmi zasłoniłam usta i znów moje zachowanie zostało wzięte za przejaw żalu i żałoby.
Dominika Ćosić „Balkan Express”
Kiedy skończyła się ceremonia, podeszliśmy kilka kroków dalej, na sąsiedniej alei stał stolik z kieliszkami rakiji. I znów, zgodnie z bałkańskim zwyczajem, trzeba było wypić za pokój duszy zmarłego, uprzednio ulewając kilka kropli na ziemię.

Także i podczas wystawnej stypy co chwila ktoś podchodził do mnie, przedstawiał się, siarczyście całował, składał kondolencje i podawał kieliszek. W życiu nie wypiłam chyba tyle alkoholu, co podczas pogrzebu własnego taty.

W pewnym momencie wydało mi się, że widzę innych aktorów z sitcomu „Kursadžije”. To nie były omamy, bratu faktycznie udało się sprowadzić prawie całą ekipę. Tata byłby szczęśliwy. Byłby też szczęśliwy, widząc, że ludzie dobrze się bawią na jego pogrzebie, wspominając go na wesoło.

Sam lubił rozśmieszać na pogrzebach pogrążone w rozpaczy wdowy i wdowców. Miał faktycznie niesamowite poczucie humoru, a jednocześnie był bardzo smutnym, nieszczęśliwym człowiekiem. Uśmiechem i żartami maskował smutek. (…)

Kiedy następnego dnia leciałam z powrotem do Brukseli, wiedziałam, że nieprędko wrócę do Belgradu. Powrót do miasta, w którym nie ma już ani taty, ani babci, byłby bardzo trudny emocjonalnie. Coś się skończyło.

– Dominika Ćosić

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Tytuł i śródtytuły od redakcji
Zdjęcie główne: Na Bałkanach wciąż żyją ludzie, którzy mają sentyment do Jugosławii i jej prezydenta Josipa Broz Tito. Na zdjęciu: obchody 128. rocznicy urodzin marszałka Tito w Belgradzie 25 maja 2020 roku. Fot. EPA/ANDREJ CUKIC Dostawca: PAP/EPA.
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Trzeba rozmawiać. Tylko czy to wciąż możliwe?
Cóż, chciałem tylko opisać okradzionych romantyków…
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Polski „doktor fizyki z bratem” obalają Einsteina. Czyli naukowo...
Uczony mówi rzeczy trudne. Pseudonauka wskazuje, na kogo zwalić winę.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czy brodacze lepiej się rozmnażają?
Drwal – to dziś wzorzec z Sèvres męskości.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Francuskie marzenia o oświeconym islamie
Emmanuel Macron między poprawnością polityczną a „islamofobią”.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
„Wnuczek” zatrudnia taksówkarza
Jedna podniosła koszulkę i starszemu panu pokazała piersi. Druga obszukiwała jego szafki.