Historia

Na odsiecz Finom! Wojna zimowa a sprawa polska

Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem – zgodnie z tą zasadą, gdy Armia Czerwona zaatakowała Finlandię, rząd generała Władysława Sikorskiego szybko nawiązał kontakt z władzami w Helsinkach. Emigracyjny gabinet zaoferował Finom wsparcie żołnierzy, lecz ostatecznie polskich marynarzy, lotników czy piechoty nikt w Skandynawii nie widział. Kluczem do naszego braterstwa na froncie była bowiem postawa aliantów, a ci woleli Polaków jako obrońców brytyjskiego nieba.

Jeśli posłużyć się metaforą drogową, Józef Stalin otrzymał zielone światło na agresywne kroki wobec Finlandii przy podpisywaniu umowy między III Rzeszą a ZSRR 23 sierpnia 1939 roku. Tajny protokół paktu Ribbentrop-Mołotow przewidywał, że skandynawski kraj znajdzie się w sowieckiej strefie wpływów, a że dyktator kuł polityczne żelazo póki gorące, już w październiku zaprosił Finów do Moskwy. Cel? „Przedyskutowanie kwestii politycznych”, a w praktyce – przyjęcie dyktatu Związku Sowieckiego, zakładającego m.in. 30-letnią dzierżawę portu Hanko na skraju Zatoki Fińskiej i przesunięcie ku północy granicy radziecko-fińskiej na Przesmyku Karelskim.

Finowie prawie 2 miesiące grali na czas, wysuwając wobec Sowietów własne propozycje korekt granicznych. Taktyki tej nie dało się jednak ciągnąć w nieskończoność, a jej złowrogim podsumowaniem stały się słowa Wiaczesława Mołotowa, ministra spraw zagranicznych ZSRR, skierowane do fińskiego dyplomaty Juho Paasikiviego: „Skoro my, cywile, nie potrafimy niczego osiągnąć, to może kolej, żeby przemówili żołnierze”. Armii Czerwonej do agresji potrzebny był tylko pretekst i aby go uzyskać, Sowieci posłużyli się prowokacją.
Satyra na powód wybuchu wojny zimowej (104 dni: 30.11.1939 – 13.03.1940), czyli sowiecką prowokację: rzekomy atak na swoje wojska zrzucili na Finlandię. Napis brzmi: „Nie prowokuj mnie, ty mały podżegaczu wojenny”. Prześmiewczy opis rysunku: „Słabi nagle atakują silnych – tylko dla przyjemności bycia zmiażdżonym. Wygląda na to, że ci odważni Finowie w małej Finlandii naśladują Polaków. Zarzuca się im atak na Rosję. Ci źli fińscy imperialiści!”. Fot. Daily Mirror/Mirrorpix via Getty Images
Czy korzystali z rad niemieckiego sojusznika (prowokacja gliwicka!) – nie wiadomo, ale faktem jest, że 26 listopada „fińscy artylerzyści” ostrzelali sowiecki posterunek graniczny w Karelii. Ta szopka przyniosła 4 czerwonoarmistom śmierć, a ich 9 kolegom poważne rany, a był to tylko wstęp do rozlewu krwi, jaki Stalin planował urządzić fińskiej armii. Czerwony satrapa posłał na front 500 000 żołnierzy i oczekiwał od nich co najmniej uszczuplenia terytorium Finlandii na rzecz ZSRR, a najchętniej – zajęcia kraju, zmienionego potem w republikę radziecką. Termin naglił, bo w grudniu przypadały urodziny dyktatora.

Dowództwu Armii Czerwonej tak zależało na przyniesieniu Stalinowi ziem sąsiada w prezencie, że na realizację ofensywy przeznaczyli tylko 12 dni. Więcej, sowiecka generalicja była na tyle pewna rzucenia przeciwnika na kolana, że krasnoarmiejcy otrzymali jasny komunikat: w pogoni za wrogiem nie zapędźcie się aby za granicę fińsko-szwedzką! Przewaga agresora była druzgocąca: na samym Przesmyku Karelskim naprzeciw 21 000 Finów stanęło 120 000 Sowietów, a naprzeciw 71 dział i 29 fińskich armat przeciwpancernych – 1400 radzieckich czołgów i 900 dział polowych. Widmo sowietyzacji zajrzało Skandynawom w oczy.

Liga rządzi, lecz nie radzi

Mimo rażącej dysproporcji sił, Finowie stawili Armii Czerwonej opór, jak się miało niebawem okazać, nad wyraz skuteczny. Z pola walki przenieśmy się jednak do politycznych gabinetów – militarną defensywę Helsinki uzupełniły dyplomatyczną ofensywą. Już 3 grudnia delegat fiński w Lidze Narodów Rudolf Holsti wystosował list do sekretarza generalnego organizacji Josepha Avenola, który nie pozostawiał złudzeń: „Fińskie stanowiska graniczne i otwarte miasta fińskie zostały zaatakowane. Szaleje śmierć i spustoszenie wśród ludności cywilnej”.

Nim przedstawiciele Ligi odnieśli się do tego listu, zareagował Mołotow. Oświadczył, że ZSRR utrzymuje serdeczne relacje z władzami Demokratycznej Republiki Finlandii – czyli powołanego przez Sowietów marionetkowego państwa, na czele z komunistą Otto Kuusinenem – i w związku z tym „Związek Radziecki nie znajduje się w stanie wojny z Finlandią ani nie zagraża wojną narodowi Finlandii”. A Armia Czerwona wkroczyła na ziemie fińskie, „zaproszona” przez rząd Kuusinena w celu „zażegnania niebezpiecznego ogniska wojny”. Niewiele to dało – 14 grudnia Liga usunęła ZSRR ze swoich szeregów.

26 tys. zabitych Finów, 130 tys. Sowietów. Znacząca wojna, o której Zachód zapomniał

Osiem scen i terminów wojny zimowej, które proszą się o kamerę.

zobacz więcej
Niestety, na tym interwencja organizacji się skończyła, a Finom pozostało apelowanie o pomoc do poszczególnych krajów. Apele te padły na podatny grunt w Angers, gdzie od października 1939 roku urzędował polski rząd. Premier Sikorski liczył, że potencjalna walka naszych żołnierzy w Finlandii, u boku zachodnich aliantów, pozwoli wciągnąć tych ostatnich w wojnę z ZSRR. W związku z tym w pierwszych dniach grudnia poseł w Helsinkach Henryk Sokolnicki złożył prezydentowi Kyösti Kallio’emu oraz głównodowodzącemu, marszałkowi Carlovi Mannerheimowi „wyrazy podziwu i gorącej sympatii” dla narodu fińskiego.

Biało-czerwoni lotnicy uskrzydlą Finów?

Aby słowa wsparcia przeszły w czyn, 6 grudnia podpułkownik Mateusz Iżycki zaproponował generałowi Józefowi Zającowi, dowódcy lotnictwa polskiego we Francji, wysłanie polskich pilotów internowanych w krajach bałtyckich, jako ochotników na front fiński. Realizacja pomysłu od początku napotkała wiele przeszkód – trudno było oczekiwać, że znajdujące się pod sowiecką presją Litwa, Łotwa czy Estonia (w każdym kraju stacjonowało około 20 000 żołnierzy Armii Czerwonej) zgodzą się na wypuszczenie Polaków, mających docelowo walczyć przeciw Sowietom.

Jeszcze większą naiwność wyrażała myśl, że Bałtowie pozwolą internowanym lotnikom opuścić obozowe baraki wraz ze sprzętem wojennym. Niemniej, takie rozważania snuto w niektórych polskich kręgach politycznych i wojskowych, choć minister spraw zagranicznych August Zaleski stanowczo wykluczył taki obrót zdarzeń na posiedzeniu rządu 2 stycznia 1940 roku. Szef MSZ dodał, że „bez niego [sprzętu] pomoc polska w samym materiale ludzkim nie będzie przedstawiać wartości, […] bowiem Finlandia sprzętu nie posiada”. Deski ratunku upatrywał we Francji, która mogłaby zaopatrzyć pilotów w broń kupioną od Szwecji.

Francuzi niespecjalnie byli zainteresowani tą koncepcją, w przeciwieństwie do planu zorganizowania polskiego dywizjonu myśliwskiego z lotników znajdujących się nad Sekwaną i przerzucenia go do Finlandii. Temat ten wypłynął w trakcie styczniowej konferencji polsko-francuskiej z udziałem szefa misji wojskowej przy rządzie RP, generała Victora Denaina i wspomnianego generała Zająca. Premier Sikorski natomiast nie był początkowo zachwycony perspektywą dywizjonu. Argumentował, że jego formowanie opóźni odbudowę polskiej armii we Francji.
Dwa owczarki niemieckie na służbie wojskowej w Finlandii. Litery „SA” widoczne na ich białych mundurach oznaczają Suomen Armeija (armia fińska). Fot. © Hulton-Deutsch Collection / CORBIS / Corbis via Getty Images
Niemniej, siła francuskiej perswazji przeważyła i prace nad tworzeniem dywizjonu ruszyły. Na razie na papierze. W założeniu jednostka miała składać się z 2 eskadr i walczyć pod fińskim niebem jako część Polskich Sił Powietrznych, podporządkowana operacyjnie dowództwu fińskiemu. O jej przeszkolenie i wyposażenie mieli zatroszczyć się Francuzi, a było kogo szkolić. Zgodnie z planem, kadrę dywizjonu stanowiło bowiem 30 pilotów, 1 oficer techniczny, 24 mechaników samolotowych, 2 radiomechaników, 2 rusznikarzy i 1 reflektorzysta.

Churchill krzyżuje polskie plany

Tyle dokumenty, a jak ich realizacja? Otóż nijak, bo Paryż przy poważniejszych wojennych przedsięwzięciach oglądał się na Londyn, zaś RAF podejrzliwie patrzył na udział biało-czerwonego lotnictwa w wojnie zimowej. Oficjalnie chodziło o braki materiałowe aliantów i niemożność wyekwipowania pilotów, ale nie miejmy złudzeń – w zamyśle Brytyjczyków Polacy mieli przede wszystkim bronić Zjednoczonego Królestwa przed potencjalnymi nalotami Luftwaffe. Sprzeciw Londynu okazał się skuteczny i wizja polsko-sowieckich walk powietrznych pozostała w sferze pobożnych życzeń.

Skoro Polakom nie było dane wesprzeć Finów lotniczo, może powalczyć „za wolność naszą i waszą” drogą morską? I tu nasze władze czekało rozczarowanie, również za sprawą Brytyjczyków. Nim generał Sikorski usłyszał od nich „nie”, w grudniu 1939 roku spotkał się z fińskim attaché wojskowym we Francji, pułkownikiem Aladarem Paasonenem. Dyplomata zapewnił polskiego premiera, że Finom zależy na wsparciu Rzeczpospolitej, zwłaszcza na udziale polskich okrętów wojennych w „akcji Petsamo”.

Pod tą nazwą kryły się plany brytyjsko-francuskiego desantu w okolicach fińskiego miasta Petsamo, a w dalszej kolejności – ewentualnego zajęcia Murmańska. Polacy pozytywnie odpowiedzieli na prośbę Helsinek i nasz ambasador nad Tamizą Edward Raczyński 15 grudnia poinformował o tym fińskiego posła Georga Gripenberga. Z ust dyplomaty padło jednak „ale”: polska dobra wola nie wystarczy i o obecności ORP „Błyskawica” czy „Grom” wśród sił ekspedycyjnych zdecyduje brytyjska admiralicja.

Blefowali, że pomogą Polsce. Rzeźnikowi cywili postawili pomnik. I pytają: po co nam była ta wojna? Nocne Anglików rozmowy

Brytyjczyków zmanipulował „mały, antysemicki szakal z Cieszyna”, pretensje Niemiec do Polski były uzasadnione, Churchill był niekompetentny, a potęga imperium i legendarne bitwy to złudzenie – tak konserwatysta obala mity swego narodu o „słusznej wojnie”.

zobacz więcej
Ta zaś 18 grudnia odniosła się negatywnie do udziału polskich marynarzy w operacji Petsamo. Dlaczego? Podobnie, jak w przypadku lotnictwa, górę nad polskim i fińskim interesem wziął interes brytyjski. Winston Churchill, wówczas Pierwszy Lord Admiralicji, i Edward Wood, kierujący dyplomacją Albionu lord Halifax, uznali, że polskie niszczyciele i łodzie podwodne mogą się im jeszcze przydać do zabezpieczenia własnego wybrzeża przed zakusami Kriegsmarine. Skądinąd trudno się temu dziwić – dbali po prostu o swoje, ale polskim władzom po raz kolejny pokazano miejsce w szeregu.

Brygada, która nie zdążyła na front

Mówimy „Samodzielna Brygada Strzelców Podhalańskich”, myślimy „bitwa o Narwik”, ale skojarzenie podhalańczyków z wojną zimową jest również właściwe. Jednostkę powołano wszak do życia z myślą o skierowaniu jej do Finlandii i działaniu ramię w ramię z podkomendnymi marszałka Carla Gustawa Mannerheima. Na przeszkodzie stanęło zawarcie przez Finów pokoju z Moskwą 13 marca 1940 roku, a jako ciekawostkę warto wspomnieć, że helsińskie kręgi wojskowe w pewnym momencie oczekiwały bojowego wsparcia nie tyle brygady, co wszystkich polskich żołnierzy stacjonujących nad Sekwaną (!).

Brzmi jak mission impossible, lecz dokumenty nie kłamią. Jak pisał w raporcie z 7 stycznia attaché wojskowy w Helsinkach, podpułkownik Władysław Łoś, „wiele poważnych fińskich osobistości […] w rozmowach z Posłem RP, względnie ze mną, zaczęło lansować myśl uzyskania wojskowej pomocy dla Finlandii od Polski. […] Insynuacje te szły w czterech kierunkach: 1) przetransportowanie całej armii polskiej z Francji do Finl[andii]”. Autorowi tego pomysłu nie sposób odmówić kreatywności, zdecydowanie gorzej z realizmem politycznym.

Tymczasem Francuzi zaproponowali Sikorskiemu posłanie części sił lądowych Wojska Polskiego (odtwarzanego we Francji) na odsiecz Finom. Naczelny Wódz nie podszedł do tej idei ze specjalnym entuzjazmem, ale z czasem – podobnie jak w przypadku dywizjonu myśliwskiego – zmienił zdanie. Pomoc polskiej piechoty obwarował jednak warunkami: żołnierze mieli walczyć przeciw Armii Czerwonej w ramach alianckich sił ekspedycyjnych, ponadto Finowie powinni uznać polskie władze na uchodźstwie (dotychczas Helsinki nie akredytowały przy rządzie w Angers swojego przedstawiciela).
Wojska fińskie w maskach przeciwgazowych podczas wojny zimowej między Związkiem Radzieckim a Finlandią, początek 1940 r. Fot. Three Lions / Hulton Archive / Getty Images
9 lutego Sikorski nakazał sformowanie Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich i machina organizacyjna ruszyła. Wśród rekrutowanych szeregowców dominowali przedwojenni emigranci zarobkowi, ale spory odsetek stanowi weterani hiszpańskiej wojny domowej. Weterani, dodajmy, walczący po stronie republikanów, co rodziło pewne wątpliwości, czy okażą się lojalności – przeważył jednak pogląd, że patriotyzm wygrywa u nich z rewolucyjnym zapałem. Pod koniec lutego żołnierzy brygady przeniesiono pod Rennes i tam dowiedzieli się o zakończeniu wojny zimowej.

Niepewny pokój lepszy niż niepewna pomoc

Brygada Podhalańska nie zdążyła postawić stopy na fińskiej ziemi, ale nawet, gdyby jej tworzenie przebiegało szybciej, Finowie raczej nie byliby nią zainteresowani. Luty 1940 roku to czas utwierdzania się Skandynawów w przekonaniu, że efektywne wsparcie ze strony Polski wymaga dodatkowych zabiegów u Francuzów i Brytyjczyków. Na to zaś nie mieli cierpliwości, skoro od początku konfliktu nie mogli się doczekać alianckich posiłków – niezrealizowany desant na Petsamo był tu najlepszym przykładem. Rolę w rosnącym dystansie Finów do polskiej pomocy odegrał też czynnik sowiecki.

O ile grudzień i styczeń okazały się miesiącami pomyślnymi militarnie dla Helsinek, luty przyniósł sukcesy Armii Czerwonej. Nie mogło być inaczej, jeśli w ofensywę na Przesmyku Karelskim zaangażowano 600 000 krasnoarmiejców, a tylko artylerzyści przygotowujący grunt pod radziecki atak wystrzelali 300 000 pocisków. Mannerheim i politycy skłaniali się coraz bardziej ku pokojowi, zaś pojawienie się Polaków na froncie mogło utrudnić lub wręcz uniemożliwić rokowania z Kremlem. Osobisty wysłannik Sikorskiego, podpułkownik Tadeusz Rudnicki, nie spotkał się więc w Helsinkach z ciepłym przyjęciem.


Od gospodarzy usłyszał, że w sumie niepotrzebnie przyjechał – w kwestii pomocy wojskowej Polacy powinni rozmawiać z oficerem fińskim, rezydującym w Paryżu... W zasadzie można by tu postawić kropkę, ale zadajmy jeszcze jedno pytanie: skoro nie Polska, to może Francja i Wielka Brytania wydatnie wspomogły wysiłek obronny Finów? Najpierw liczby: Anglicy przekazali im m.in. 214 dział, 10 000 min przeciwczołgowych, 50 000 granatów oraz 15 700 bomb lotniczych. Z kolei z Francji na przełomie grudnia i stycznia dotarło do Finlandii m.in. 100 granatników, 200 000 granatów ręcznych, 5000 karabinów i 28 traktorów.

Imponujące statystyki, tyle że bledną, jeśli przyjrzymy się losom wyprawy ekspedycyjnej aliantów. Francuzi i Brytyjczycy wybierali się na odsiecz Finom niczym sójki za morze – ważniejsze, zwłaszcza dla Londynu, były plany zablokowania portu w Narwiku i odcięcia w ten sposób Niemców od dostaw rud żelaza. Do tego stopnia, iż Churchill w połowie grudnia proponował, aby tę akcję zorganizować pod płaszczykiem antyradzieckiej ekspedycji. Przez następne tygodnie alianccy sztabowcy grzęźli w szczegółach dotyczących desantu na Petsamo, aż Finowie podjęli rozmowy pokojowe z ZSRR. Słusznie, bo gdyby dalej czekali na pomoc aliantów, zostaliby na lodzie. Najpewniej sowieckim.

– Tomasz Czapla

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



Wykorzystane w tekście cytaty pochodzą z publikacji: „Rząd RP na wychodźstwie wobec wojny sowiecko-fińskiej (1939-1940)” Marcina Adamiaka, „Pakt diabłów. Sojusz Hitlera i Stalina” Rogera Moorhouse’a, „Wojna radziecko-fińska (zimowa) 1939-1940. Legendy, niedomówienia, realia” Bernarda Piotrowskiego oraz „Polska Samodzielna Brygada Strzelców Podhalańskich w kampanii norweskiej 1940 r.” Juliusza S. Tyma.
Zdjęcie główne: Fińskie oddziały narciarskie w zimowej wojnie z Sowietami, styczeń/luty 1940. Fot. Keystone-France / Gamma-Keystone via Getty Images
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Historia niezłomności i kolaboracji aktorów od czasów okupacji
Chłopcy z konspiracji strzygli i chłostali zdrajców podczas spektaklu, na oczach publiczności.
Historia Najnowsze wydanie
Totalna inwigilacja
Czy żyliśmy w Ubekistanie? Nasza rodzina na pewno.
Historia Poprzednie wydanie
„Podobno są jatki, gdzie z ludzi robią kiełbasy”. Mięso w PRL-u
Skazano za nie na śmierć. Było powodem strajków w 1970, 1976 i lipcu 1980 roku.
Historia Poprzednie wydanie
Kołacz Kaufmana. Polska miała sięgać aż po Ren
To był plan zagłady Niemiec: rozbiór ziem i sterylizacja 48 milionów ludzi.
Historia wydanie 19.02.2021 – 26.02.2021
Tajna grupa, która myślała odważniej niż KOR-owska opozycja
PPN Zdzisława Najdera przewidziało zjednoczenie Niemiec i Polskę w Unii Europejskiej.