Cywilizacja

Po siódme: nie kradnij. Czy pamiątki z getta naprawdę zniknęły?

Na terenie budowy w Warszawie odkryto bunkier z czasów istnienia getta żydowskiego. Znalezione w nim przedmioty nie trafiły jednak do muzeum, potajemnie wywieziono je do Izraela. Fake news czy międzynarodowy skandal?

Niemcy w Polsce stworzyli około 600 gett. Pierwsze z nich powstało już w październiku 1939 roku w Piotrkowie Trybunalskim, 16 listopada 1940 roku – jesienią przypadła 80. rocznica – zamknięto bramy dzielnicy żydowskiej w Warszawie. Jej wytyczenie było kulminacyjnym momentem eliminacji Żydów z życia publicznego w stolicy: wcześniej zakazano im jazdy pociągami i tramwajami (oprócz żółtego wagonu „tylko dla Żydów”), odwiedzania restauracji i kawiarni, korzystania z bibliotek i parków, rytualnego uboju, modłów w synagogach; nałożono za to obowiązek pracy przymusowej.

Zamknięci na dobre

Warszawskie getto początkowo miało być na Pradze, ale jeszcze w 1939 roku żydowski Muranów, zwany Dzielnicą Północną, otoczono ogrodzeniem z drutu kolczastego i tablicami: „Obszar zagrożony tyfusem. Dozwolony tylko przejazd”.

Z czasem Judenrat (Rada Żydowska) dostał polecenie zbudowania ogrodzenia, które rzekomo miało chronić Żydów przed atakami – trzymetrowy mur powstał wiosną 1940 roku. Miejscami granicę stanowiły ściany budynków, drewniany parkan lub drut kolczasty. Ich wytyczanie trwało długo, do niemieckiego projektu poprawki wnosił Judenrat – przebieg ostatecznie zatwierdzono w październiku 1940 roku.

16-kilometrowa pętla otaczała obszar 307 hektarów: Śródmieście, Muranów, Nowe Miasto i Powązki. Na wschodzie granica biegła Bonifraterską i Marszałkowską, na południu – kwartałami ciasnej zabudowy Siennej, na zachodzie – Żelazną do Cmentarza Żydowskiego, od północy sięgała torów kolejowych przy Stawkach. Niemcy stworzyli w tym celu Wydział Przesiedleń, który 2 października powołał „Żydowską Dzielnicę Mieszkaniową”, jak eufemistycznie nazwał ją hitlerowski gubernator Ludwig Fischer.

Decyzję ogłoszono 12 października i wiązała się z wysiedleniem z tego obszaru 113 tys. Polaków, w ich miejsce sprowadzono 138 tys. Żydów z podręcznym bagażem i kompletem pościeli. Operacja miała się zakończyć do końca października, lecz termin przesunięto, bo nazistowska machina szwankowała.

„Poranek 16 listopada stał się wielkim szokiem dla wszystkich. Okazało się bowiem, że wyloty getta zostały gęsto obstawione przez żandarmerię, byliśmy zamknięci na dobre. Żandarmi nie tylko nie przepuszczali przechodniów, ale brutalnie odpędzali ludzi zatrudnionych po tzw. stronie aryjskiej, właścicieli sklepów i fabryk. Interwencje Gminy pozostawały bez skutku. Wszystkie przedsiębiorstwa żydowskie po stronie aryjskiej zostały zapieczętowane i skonfiskowane” – pisał lekarz Henryk Makower („Pamiętnik z getta warszawskiego”, 1987).
Granicę getta stanowiły ściany budynków, drewniany parkan lub drut kolczasty. Fot. Keystone-France/Gamma-Keystone via Getty Images
Przed wojną co trzeci mieszkaniec stolicy był Żydem: w stolicy mieszkało ich prawie 370 tysięcy, dołączyli do nich przesiedleni z innych okupowanych miast.

Niemcy zacieśniali granice – Chłodna stała się korytarzem komunikacyjnym, dzielącym getto na duże i małe; Żydzi mogli przemieszczać się między nimi po drewnianej kładce przerzuconej nad ulicą na wysokości Żelaznej. Panował coraz większe tłok: liczba ludności osiągnęła apogeum wiosną 1941 roku, gdy 460 tysięcy stłoczonych ludzi dziesiątkowały choroby i głód. Latem 1942 roku Niemcy wywieźli do Treblinki ok. 300 tys. osób, getto zmniejszyli do szczątkowych rozmiarów i przekształcili w obóz pracy przymusowej dla pozostałych przy życiu 60 tysięcy osób. Do likwidacji getta przystąpiono 19 kwietnia 1943 roku, ale Niemcy napotkali zbrojny opór. Ostatecznej pacyfikacji dokonali miesiąc później, po dzielnicy żydowskiej zostało morze ruin.

Dziesięć filakterii

Żydowscy bojownicy budowali bunkry, by przetrwać powstanie w getcie. Najważniejszym był schron Mordechaja Anielewicza na rogu ulic Miłej 18, gdzie ukrywali się członkowie Żydowskiej Organizacji Bojowej – i ponieśli tam śmierć 8 maja, co jest symbolicznym kresem powstania; dla Niemców było to 16 maja i wysadzenie wielkiej synagogi na Tłomackiem.

W 1946 roku w miejscu zniszczonego bunkra usypano pamiątkowy Kopiec Anielewicza. Przez wiele lat przy okazji oczyszczania terenu i nowych budów odkrywano inne kryjówki, wciąż nie wszystkie odnaleziono.

Mur miał chronić Żydów przed pogromami, Polaków przed tyfusem. Jak Niemcy przygotowali zamknięcie getta

W Warszawie przed wojną Dzielnica Północna była „naturalnie” zasiedlona przez Żydów. Niemcy musieli ją tylko ogrodzić i pilnować.

zobacz więcej
Okazuje się, że cały czas można trafić na ślady świadczące o życiu Żydów w getcie: sześć lat temu robotnicy remontujący ulicę Próżną odkopali plik kartek z początku okupacji – leżały w mokrym piasku na głębokości pół metra pod zerwanym asfaltem. Ziemia powoli odsłania swoje tajemnice: ukryte wejście do dawnego bunkra odkryli właśnie robotnicy podczas trwającej rozbiórki budynku na warszawskiej Woli. Ukrywający się w nim ludzie schowali tam książki, broń i 10 filakterii, pudełeczek z fragmentami Tory, które religijni Żydzi noszą na głowie podczas modlitwy.

„Jeden z polskich robotników, który wszedł do bunkra, aby go oczyścić, odkrył 10 filakterii ukrytych za książkami i innymi przedmiotami” – napisał dziennikarz Hanan Greenwood w artykule izraelskiego brukowca „Israel Hayom”, który jako pierwszy poinformował o odkryciu. Z publikacji, która ukazała się w styczniu, wynikało, że do budowlańców dotarli przedstawiciele izraelskiej organizacji zajmującej się zbieraniem pamiątek po Holokauście. „Słysząc o sensacyjnym odkryciu od lokalnych kontaktów, europejscy wysłannicy Shem Olam Faith and Holocaust Institute for Education, Documentation and Research potajemnie skontaktowali się z robotnikami budowlanymi. Po długich negocjacjach i zobowiązaniu do zachowania tajemnicy transakcji przed władzami polskimi, filakterie zostały przekazane emisariuszom. Niedawno przybyły do Izraela, gdzie zostały poddane dezynfekcji i konserwacji”.

Według cytowanego przez „Israel Hayom” rabina Abrahama Kriegera, założyciela i dyrektora wspomnianej organizacji, zwanej w skrócie Shem Olam, „odkrycie 10 filakterii skoncentrowanych w jednym miejscu świadczy o żydowskim stylu życia, jaki mieszkańcy prowadzili w getcie. Pomimo okropności i okrutnej rzeczywistości, w której żyli, nadal przestrzegali obyczajów i tradycji z którymi dorastali. Liczba filakterii wskazuje na podziemne minjany [10-osobowe kwora modlitewne], które udało im się utrzymać w bunkrze, pod ziemią i pod nosami nazistów. Filakterie ukryto obok broni i narzędzi łowieckich, które służyły w getcie, co świadczy o ich znaczeniu w oczach przebywających tam Żydów” – mówił rabin Krieger.

Duże zaskoczenie w Warszawie

I wybuchł skandal, bo takie znaleziska niezwłocznie należy zgłosić. Tymczasem wszystkie zainteresowane instytucje o sprawie dowiedziały się wraz z opinią publiczną z publikacji izraelskiej gazety. Nic dziwnego, że Anna Pawłowska-Pojawa, dyrektor centrum informacyjnego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, mówi o „dużym zaskoczeniu”. Wiceminister Magdalena Gawin, zarazem Generalny Konserwator Zabytków, zwróciła się do mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków o ustalenie dokładnego miejsca i okoliczności odnalezienia bunkra i filakterii, bo z publikacji nie wynikało, gdzie dokładnie zlokalizowany jest bunkier. „Sprawa zostanie poddana wnikliwej analizie” – obiecało ministerstwo.
Monument, gdzie znajdował się bunkier Mordechaja Anielewicza jest miejscem pilegrzymek Żydów z całego świata, zwłaszcza w czasie rocznic wybuchu powstania. Fot. Sean Gallup/Getty Images
Okazało się również, że konserwator nie dostał zgłoszenia o odnalezieniu bunkra, więc zawiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa: wywiezienie zabytku za granicę „bez pozwolenia wojewódzkiego konserwatora zabytków oraz niepowiadomienia go o odkryciu w trakcie prowadzenia robót budowlanych lub ziemnych przedmiotu, co do którego istnieje przypuszczenie, iż jest on zabytkiem”. Ba, wszystkie wydawane na terenie byłego getta pozwolenia na budowę nakładają na inwestora obowiązek poinformowania konserwatora o każdym takim znalezisku, więc nie ma miejsca na tłumaczenie się niewiedzą.

Również Miasto Warszawa nic nie wiedziało o skarbie. Rzeczniczka Karolina Gałecka powiedziała, że jeśli Shem Olam mówi prawdę, „doszło do przestępstwa”, ponieważ Polska wymaga, aby każdy znalazca przedmiotów archeologicznych zgłosił swoje odkrycie władzom. Również powstające Muzeum Getta Warszawskiego było „zaskoczone odnalezieniem i wywiezieniem w tajemnicy do Izraela reliktów warszawskiego getta”. „Liczymy na wyjaśnienie sprawy przez właściwe do tego organy” – mówił dyrektor placówki Albert Stankowski.

Historia, wedle żydowskiej narracji, jest jak western. Są dobrzy Żydzi i pozostałe narody – złe i zaczadzone antysemityzmem

Norman Davies został zakrzyczany, kiedy zaoponował przeciw tezie o tym, że Polacy biernie patrzyli na Holokaust. Czy lobby żydowskie zablokowało jego karierę naukową w USA?

zobacz więcej
Cóż za koincydencja: otwarcie zaplanowano pod koniec 2024 roku i właśnie ogłoszono trzy oferty na budowę muzeum, wyboru wykonawcy komisja przetargowa dokona w ciągu dwóch miesięcy. Wartość inwestycji, z uwzględnieniem realizacji wystawy, wyniesie 100 mln zł. Wiadomo, że w zbiorach będzie o 10 filakterii mniej.

Stankowski z dwójką innych dyrektorów – Moniką Krawczyk z Żydowskiego Instytutu Historycznego oraz Zygmuntem Stępińskim z Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN – napisali wspólnie: „Jako instytucje powołane do ochrony i upamiętniania historii Żydów polskich, przypominamy, że w przypadku wykrycia w trakcie robót budowlanych, ziemnych lub przypadkowego znalezienia zabytku archeologicznego, należy go zabezpieczyć, wstrzymać wszelkie prace, które naraziłyby go na uszkodzenie oraz bezzwłocznie zgłosić taki fakt właściwym instytucjom: urzędom konserwatorów zabytków oraz starostom (w Warszawie – Urzędowi Miasta) lub policji. Podobnie prowadzenie badań archeologicznych czy poszukiwanie zabytków wymaga uzyskania stosownego pozwolenia wojewódzkiego konserwatora zabytków, a wywóz artefaktów za granicę jest ograniczony i ściśle unormowany przez przepisy prawa. Nasze oburzenie budzi fakt, że zabytki związane z okresem Holokaustu mogą stawać się przedmiotem nielegalnego obrotu. Stąd apelujemy do wszystkich osób, które mają wiedzę o tego typu pamiątkach, o przekazywanie informacji powołanym do tego instytucjom. To gwarantuje, że zostaną we właściwy i profesjonalny sposób zabezpieczone i tym samym ocalone. (…) Mamy nadzieję, że opisywana wyżej bulwersująca sytuacja zostanie wyjaśniona, a w przyszłości nie dojdzie do podobnych incydentów”.

Ciszej nad tym bunkrem

Organizacja Shem Olam Faith and Holocaust Institute for Education, Documentation and Research została założona w 1996 roku w Kfar Haroeh, religijnym mieście na północy Izraela. Jej zadaniem ma być dokumentowanie Holokaustu, przede wszystkim zmiana narracji go dotyczącej: trzeba pokazać „radzenie sobie” w nieludzkim czasie i „życie”, nie tylko tragedię narodu i niewyobrażalną stratę. Czy nie dlatego przejęcie filakterii ujawniono w przeddzień Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu przypadającego 27 stycznia?
Mur oddzielający getto (z prawej) od reszty Warszawy. Fot. ullstein bild/ullstein bild via Getty Images
Izraelski instytut miał zorganizować wówczas wirtualną konferencję, otwartą dla publiczności, z panelem poświęconym międzynarodowej pamięci Holokaustu, w której planowano udział „polityków, przywódców duchowych, rabinów i historyków z całego świata”. Skromna konferencja rzeczywiście się odbyła, filakterii jednak nie pokazano. Za to dzięki przedrukowi artykułu z „Israel Hayom” o wywiezieniu filakterii pisano w Ameryce, w Izraelu przedruki zamieściły „Jerusalem Post”, „Times of Israel” i Żydowska Agencja Telegraficzna, nikt jednak nie poszedł tym tropem.

Kontaktowałem się z Hananem Greenwoodem, autorem artykułu w „Israel Hayom” – nie odpowiedział na wiadomość. Napisałem do cytowanego przez niego rabina Abrahama Kriegera, szefa Shem Olam Faith and Holocaust Institute for Education, Documentation and Research – nie dostałem żadnej odpowiedzi. Podobne pytania wysłałem do innych pracowników tej placówki – również przepadły bez wieści. Wstydliwe sprawy najwyraźniej lubią ciszę.

Krieger pytany przez Żydowską Agencję Telegraficzną odmówił bezpośredniej odpowiedzi na zarzuty polskich władz. „Nikt inny nie wie, w jaki sposób [znalezisko] dotarło do nas, z wyjątkiem kilku zdań w gazecie, która próbuje to wyolbrzymić” – mówił. I dodał, że podobne judaika, w tym z warszawskiego getta, są szeroko dostępne w sprzedaży w polskich antykwariatach i internecie.

O reakcję pytam Marka Magierowskiego, polskiego ambasadora w Izraelu, ale odsyła do MSZ. Oficjalna odpowiedź ministerstwa jest asekuracyjna: „Uprzejmie informujemy, że w myśl polskich przepisów regulujących wywóz zabytków za granicę, w zakresie opisanej w mediach sprawy potajemnego wywozu 10 filakterii znalezionych podczas prac budowlanych na terenach byłego Getta Warszawskiego, w pierwszym rzędzie istotnym jest stwierdzenie przez właściwe instytucje – MKiDN, Policję i Prokuraturę, czy doszło w istocie do nielegalnego wywozu ww. artefaktów”.

I dalej przypomina: „Każda znaleziona w ziemi rzecz w myśl przepisów prawa powinna przejść na własność Skarbu Państwa, zaś przedstawicielem Skarbu Państwa w interesującej nas sprawie jest Generalny Konserwator Zabytków (w terenie – Mazowiecki Konserwator Zabytków), do którego sugerujemy zwrócić się z pytaniami w wyżej opisanej sprawie. MSZ jest gotowe niezwłocznie pomóc, lecz nie podejmuje w takich przypadkach odrębnych działań, w tym nie kontaktowało się z Shem Olam Faith and Holocaust Institute for Education, Documentation and Research”.

Zgodnie z radą piszę więc do Mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków – bez odzewu.
Dziś w okolicy ronda ONZ trwa zaskakująco wiele mniejszych i większych budów. Fot. PAP/Jakub Kamiński
Tymczasem wciąż nie wiadomo praktycznie nic: ani kiedy odkryto bunkier, ani gdzie się on znajduje. Samochodowa wycieczka po terenie dawnego getta, nawet w jego skurczonych granicach tuż przed wybuchem powstania w 1943 roku, na niewiele się zdaje. W okolicy trwa zaskakująco wiele mniejszych i większych budów. Przy Alei Solidarności, Żelaznej, Chłodnej, Żytniej, rondzie ONZ – robotnicy niczego nie wiedzą, ktoś coś słyszał lub czytał. „To na pewno nie tutaj, bo byśmy wiedzieli” – słyszę.

Przy Prostej, w budynku dawnej metalowej fabryki Norblina, powstaje centrum handlowe, dawno już wyrosło z ziemi, na rusztowaniach kłębią się robotnicy. Jeden się uśmiecha i mówi, że odpowiedź jest tajna łamana przez poufną. Inżynierowie nie potwierdzają jednak znaleziska; mówią, że skrupulatnie podchodzą do reliktów z przeszłości i każdą cegłą oglądają pieczołowicie, bo to ich obowiązek. Co prawda ktoś słyszał historię o znalezionym bunkrze, ale okazuje się, że dotyczy nieodległej mennicy i pochodzi sprzed 20 lat. Znów pudło. Wracam do punktu wyjścia.

Trzy scenariusze. Wszystkie możliwe

Tomasz Cebulski jest krakowskim doktorem politologii. Wychował się w Oświęcimiu, za młodu społecznie porządkował Cmentarz Żydowski w Warszawie, w Izraelu uczestniczył w programach edukacyjnych i odwiedzał kibuce. Na Uniwersytecie Jagiellońskim kończył stosunki międzynarodowe, politologię i studia bliskowschodnie. Pisze o zmieniających się wzorcach pamięci o Holokauście, wydał książkę „Auschwitz po Auschwitz”. Pracuje jako genealog i przewodnik „po skomplikowanych sprawach i miejscach”. Na stronie izraelskiego dziennika „Times of Israel” prowadzi anglojęzycznego bloga, gdzie opisał sprawę wywiezienia filakterii z Polski przez „organizacje izraelską, nie wspominam o jej nazwie, ponieważ chce stać się globalna”. Gratuluję autorowi użytej figury retorycznej. Odpowiada z uśmiechem, że nazwa organizacji po hebrajsku znaczy „Global Name”.

Cebulski mówi, że Shem Olam Faith and Holocaust Institute for Education, Documentation and Research to raczej „ghost organization”. – Po 20 latach funkcjonowania w przestrzeni polsko-żydowskiej, pierwszy raz spotkałem się z taką nazwą, ale kilku moich znajomych miało z tą organizacją niezbyt przyjemne doświadczenia i trudno traktować ją poważnie. Ona nie ma ani doświadczenia, ani zasobów do prowadzenia badań historycznych na miejscu znaleziska lub do przeprowadzania jakichkolwiek porównawczych badań na temat posiadanych przedmiotów. Teraz zdyskredytowała się sposobem obchodzenia się z tefilin [inna nazwa filakterii – red.] i jawnym przyznaniem się do przemytu – wyjaśnia. 

Pytam, co jego zdaniem się wydarzyło. Jest sceptyczny wobec tekstu „Israel Hayom” i snuje trzy scenariusze. Mimo wszystko mogło być tak, jak opisuje gazeta. Albo też kierownik budowy po odkryciu bunkra z zawartością, bał się wywiązać z prawnego obowiązku poinformowania konserwatora zabytków, gdyż mogło to oznaczać dalsze wykopaliska przez historyków i opóźnienia w budowie; kierownik zaś nie chciał żadnych opóźnień w pracach i postanowił pozbyć się uciążliwego znaleziska – szukał więc nieoficjalnego rozwiązania i znalazł osobę, która była gotowa wynieść zrabowane przedmioty do Izraela i do tego jeszcze za to zapłacić!
Ortodoksyjni Żydzi z Londynu przy resztkach muru getta przy ulicy Złotej w 2018 roku. Fot. Sean Gallup/Getty Images
Wreszcie – trzeci scenariusz: to fake news i izraelska organizacja wymyśliła całą fabułę wyłącznie na potrzeby kampanii marketingowej. „Wszystkie wersje zakładają – od odnalezienia przedmiotów do ich potajemnego wywozu do Izraela – złamanie licznych polskich i międzynarodowych przepisów. Z punktu widzenia stosunków międzynarodowych jest to poważne naruszenie zaufania w stosunkach polsko-izraelskich. Sposób, w jaki rzecz została ogłoszona, jasno pokazuje, że nie chodziło o jakiekolwiek wspomnienie o Holokauście, ale marketing i ‘gorączkę złota’ dotyczącą pamiątek po Zagładzie. W każdym z powyższych scenariuszy trudno oprzeć się wrażeniu, że pamięć o Holokauście była wykorzystywana i nadużywana przez organizację, która rzekomo działa w jej imieniu” – pisał Cebulski.

W rozmowie z nami Cebulski dodaje, że „w kategoriach ludzkich i religijnych akt ten może być uznany jako grabież grobów, bo ta część Warszawy jest zbiorową mogiłą tysięcy Żydów. Szacuje się, że w trakcie powstania w getcie było 13 tysięcy ofiar, z czego połowa pogrzebana lub spalona w gruzach”. – Straciliśmy historyczną okazję, aby w badaniach porównawczych dowiedzieć się, kim byli ukrywający się tam ludzie, jaka była ich historia. Może są jeszcze ich bliscy, którzy od 78 lat szukają śladu życia? To ważniejsze niż uczynienie z tego znaleziska okazji do robienia zdjęć w mediach społecznościowych – grzmi historyk.

I zaznacza, że „wciąż trwa nadzieja na odnalezienie ostatniej części archiwum Ringelbluma, w północnej części Getta Warszawskiego, od lat planowane jest ustanowienie prawnej ochrony archeologicznej terenu byłego getta, w takie zabezpieczenie miejsca pamięci wiele żydowskich instytucji wkłada ogromny wysiłek”. Tym bardziej zaleca ostrożność w działaniach, bo „uruchomienie aparatu sprawiedliwości z jednej strony wydaje się konieczne, aby postawić tamę dalszemu niszczeniu źródeł historii, z drugiej zaś strony może zaognić stosunki polsko-izraelskie, co przyniesie opłakane skutki. Nie racjonalnej debaty, a wykrzyczenia stanowisk najbardziej radykalnych. Jedno jest pewne: wymiar sprawiedliwości nie powinien być wykorzystywany dla kształtowania polityki pamięci.”.

Mówi Cebulski: – Niezależnie od tego jak było, powiedzmy „stop” takim działaniom i zróbmy wszystko, żeby nie było ich w przyszłości.

– Jakub Kowalski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Szabas w warszawskim getcie, 24 maja 1941 roku. Fot. ullstein bild/ullstein bild via Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czy potomkowie chłopów nadal jęczą pod butem panów?
Warto się zdecydować, czy polski lud niósł ze sobą błogosławione egzorcyzmowanie kultury szlacheckiej czy naganną brutalność.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Geny kreatywności. Co nas różni od szympansa i neandertalczyka?
Stał się być może bardziej kreatywny w swoich prapraprawnukach. W nas.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Sto lat podzielonej Irlandii. Czy skutkiem brexitu będzie terror?
Partie katolickie odrzuciły propozycję udziału w zespole przygotowującym obchody rocznicy.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Otworzyli albumy i pudła ze starymi gazetami, odkryli rodzinne...
Miałam nadzieję, że nowi mieszkańcy zobaczą, że to miejsce ma swoje życie, swoją tożsamość i historię, z której można być dumnym – mówi autorka wystawy.
Cywilizacja wydanie 23.04.2021 – 30.04.2021
Panie i panowie w sporcie. A co z transseksualistami?
Organizm mężczyzny, bez względu na to kim się on czuje, i jakie wybrał sobie imię, będzie produkował określone dawki testosteronu.