Historia

Wydarzenie, które miało skalę lotu na Księżyc

Dlaczego my – świadkowie tamtego czasu – upieramy się, że ta historia wciąż jest żywa?

„Oddając w ręce czytelników »Alfabet Solidarności«, chcemy pokazać tę jaśniejszą stronę naszej historii, która dzisiaj nadal inspiruje pozytywną energią tamtego czasu, bo…. »Nie ma wolności bez Solidarności« – pisze Krzysztof Nowak, redaktor świeżo wydanego przez Instytut Dziedzictwa Solidarności tomu dofinansowanego przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Książka jest adresowana „w pierwszej kolejności do młodych czytelników, którzy nie pamiętają tamtych wydarzeń i zazwyczaj wiedzą niewiele na temat historii Solidarności”.

Ośmioro autorów zaproszonych do projektu – Barbara Fedyszak-Radziejowska, Andrzej Horubała, Paweł Janowski, Jan Pietrzak, Piotr Semka, Barbara Sułek-Kowalska, Wojciech Tomczyk i Mateusz Wyrwich – w formie autorskich felietonów próbuje „wyjaśnić, dlaczego my – świadkowie tamtego czasu – upieramy się, że ta historia wciąż jest żywa, że jest tak bardzo ważna nie tylko dla nas, lecz także dla młodych Polaków.”

Książka zawiera alfabetyczny zbiór nazw, pojęć, haseł lub nazwisk, które stanowią swoisty, syntetyczny przewodnik po historii karnawału Solidarności w latach 1980–1981.

Przedstawiamy Państwu kilka haseł „Alfabetu” za zgodą wydawcy, który zaprasza wszystkich chętnych – zwłaszcza szkolne biblioteki i komisje Solidarności – do zamawiania i rozpowszechniania książki, która wysyłana jest bezpłatnie.


Aktorzy
Czerwiec 1980. W gmachu Politechniki Warszawskiej, obraduje I Walne Zebranie Delegatów NSZZ Solidarność Regionu Mazowsze. W środku Halina Mikołajska. Fot. PAP/Tomasz Prażmowski
Wojciech Tomczyk: Kiedy jeden z aktorów dał po twarzy nielubianemu synowi niecierpianego polityka, stał się natychmiast bohaterem narodowym.

Aktorzy stanowili w Peerelu bardzo widoczną grupę zawodową. Byli obok nielicznych sportowców, kilkunastu pisarzy, artystów i naukowców jedynymi ludźmi znanymi z imienia, nazwiska oraz twarzy. Dla wielu z nich twarz była najważniejsza. Kilkudziesięciu aktorów cieszyło się prawdziwą popularnością. Niektórzy z nich dobrze zarabiali. Co ważne, nieliczni zarabiali znacznie lepiej od innych grup zawodowych. Szczególnie dobrze płaciły kinematografie sowiecka i enerdowska. Także rodzima kinematografia dawała pewn e możliwości.

Publiczność identyfikowała się z bohaterami filmowymi. Naturalną koleją rzeczy publiczność przypisywała cechy swoich ulubionych bohaterów aktorom. Aktorzy byli więc autentycznie lubiani i cenieni. Reprezentowali nas. Kiedy jeden z aktorów dał po twarzy nielubianemu synowi niecierpianego polityka, stał się natychmiast bohaterem narodowym.

Dla władzy wszyscy ludzie popularni i lubiani stanowili łakomy kąsek. Mogli się przydać jako gwiazdy pochodów pierwszomajowych, odbieracze zaszczytów i odznaczeń. Mogli śpiewać, tańczyć, recytować, uświetniać rocznice rewolucji, wyzwolenia, a nawet rocznice powstania PRL. Aktorzy najczęściej zdawali sobie sprawę z trudności swego położenia. Większości z nich udawało się unikać zaangażowania w otwartą propagandę partii i systemu.

Tydzień solidarnego głodowania

Kiepskie przygotowanie, fatalny moment, słaby rezonans wśród Polaków – oceniano protest, jaki od 3 do 10 października 1979 roku prowadzili działacze opozycji.

zobacz więcej
Z kompletnie innej strony – wybitna aktorka Halina Mikołajska została członkiem Komitetu Obrony Robotników, z KOR aktywnie współpracował też młody aktor Maciej Rayzacher. Byli za to przykładnie karani przez władze, przede wszystkim nie wolno im było pracować w zawodzie. Teatry były wówczas wyłącznie państwowe, podobnie jak państwowa była produkcja filmowa, radio i telewizja. Zaangażowanie opozycyjne oznaczało dla aktora koniec kariery.

Wtedy przyszedł szok Sierpnia ’80. Dotychczasowy podział społeczeństwa na inteligentów i roboli przestał istnieć. Aktorzy teatru Wybrzeże bardzo szybko zjawili się w Stoczni Gdańskiej, by wesprzeć strajkujących. Potem aktorzy gremialnie poparli Solidarność. W ciągu kilkunastu miesięcy legalnego istnienia Związku ludzie teatru uwijali się jak szaleni, by dotrzeć do jak najszerszej publiczności z tekstami świeżo upieczonego noblisty Czesława Miłosza, a także Zbigniewa Herberta. Teatry grały pisarzy emigracyjnych, także opozycyjnych pisarzy zakazanych w swoich krajach: Czechów, Rosjan, Słowaków. Sławomir Mrożek napisał świetne „Pieszo”. Próbowano nawet wystawić „Różę” Stefana Żeromskiego. Cenzura zelżała do tego stopnia, że w teatrach pojawiły się sztuki o Powstaniu Styczniowym. Wcześniej powstanie to było „antyradzieckie”.

Solidarność wyzwoliła w ludziach niezwykłą energię. Umożliwiła realizację przedsięwzięć szalonych, wręcz niemożliwych. W Katowicach dwaj studenci Wydziału Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego – Adam Gessler i Mirosław Kin postanowili wystawić dwa najsłynniejsze polskie dramaty romantyczne: „Dziady” i „Kordiana” w ciągu jednego wieczoru. Przedstawienie postanowili pokazać w największej hali widowiskowej w kraju – w katowickim Spodku. Przekonali do tego pomysłu śląską Solidarność, przekonali aktorów, m.in. Kalinę Jędrusik, Daniela Olbrychskiego, Krzysztofa Chamca, Jana Świderskiego, Wirgiliusza Grynia i Bogusza Bilewskiego. I wystawili maraton teatralny zatytułowany „Tragedia Romantyczna”. Osiem przedstawień pokazanych w największej hali widowiskowej w kraju zgromadziło ponad 50 tys. widzów. Działo się to w lipcu 1981 r. Dla teatru polskiego to wydarzenie miało skalę lotu na Księżyc. Nigdy przedtem ani nigdy potem nikomu nawet się nie śniły przedsięwzięcia o podobnym rozmachu.

Pięć miesięcy później Jaruzelski wprowadził stan wojenny. Zdecydowana większość aktorów odpowiedziała bojkotem mediów Radiokomitetu. W końcu 1982 r. ich nieobecność w telewizji i radiu ciągle przypominała o ofiarach, o tysiącach więźniów politycznych. Spontaniczny aktorski bojkot był wtedy ważnym świadectwem. Okazało się, że nieobecność może być najbardziej wymowną aktorską obecnością.

– Wojciech Tomczyk

EA – Element Antysocjalistyczny
Uczestnik solidarnościowej demonstracji na miesiąc przed wyborami 4 czerwca 1989 roku. Fot. PAP/Cezary Słomiński
Andrzej Horubała: Niektórzy ludzie oblepieni byli znaczkami gęściej niż dzisiaj sportowcy sponsorskimi logotypami.

Button (?), przypinka (?), wpinka (?) z takim skrótem i napisem pojawiła się w odpowiedzi na ataki moskiewskiej „Prawdy” i krajowej propagandy, zarzucające Solidarności upolitycznienie i obecność w ruchu związkowym „elementów antysocjalistycznych”. Jak to z wyrazistymi epitetami bywa, łatwo je uczynić orężem szyderstw. Podobne zjawisko oglądaliśmy przy okazji niektórych działań KOD, podchwytującego obelgi Jarosława Kaczyńskiego, choćby te o „gorszym sorcie”. A w karnawale oprócz EA był jeszcze PK – „pełzający kontrrewolucjonista”, ale chyba przyjął się słabiej.

Gdzie się kupowało takie znaczki? Chyba najłatwiej przy wejściu na uniwersytet. No tak, tamten okres to przecież także święto znaczków i symboli identyfikacji. Ludzie w euforii chcieli potwierdzać swój wybór, deklarować udział w przemianach, dzielić się radością z przynależności do wspólnoty.


W 1978 r., wraz z wyborem Karola Wojtyły na papieża, spod bluzek i koszul wysunęły się na wierzch krzyżyki i medaliki. Po zwycięstwie sierpniowego strajku i eksplozji Solidarności znaczki z jej nazwą znaczyły mnóstwo swetrów i kurtek. W klapach pojawiły się orzełki z koroną.

Ale przecież było mnóstwo innych znaczków, wpinek. Do kolekcji wkrótce dołączyło mocne czarno-białe logo NZS, pojawił się znaczek z gdańskimi trzema krzyżami i z napisem: Grudzień 70. Ktoś obnosił hasło: „Uwolnić politycznych”.

Niektórzy ludzie oblepieni byli znaczkami gęściej niż dzisiaj sportowcy sponsorskimi logotypami. Ja chyba prezentowałem się dość skromnie, choć wyraziście. Na szyi miałem w tamtych czasach rzemyk ze sporym mosiężnym, stylizowanym na gołębicę krzyżem Taizé, no i – jako przewodniczący komisji wydziałowej – wpinałem w czarny sweter znaczek NZS.

– Andrzej Horubała

Ładni ludzie, normalny język
Przez cały PRL wszystko, co potrzebne do życia, zdobywać lub „załatwiać”. Na zdjęciu: plakat umieszczony w witrynie sklepu w Olsztynku, krytykujący decyzje IX Zjazdu PZPR, które w efekcie spowodowały drastyczne braki w zaopatrzeniu. Fot. PAP/CAF/Tadeusz Zagoździński
Piotr Semka: Zapominano na jakiś czas o wyścigu szczurów do rolki papieru toaletowego czy deficytowej paczki kawy.

„Jacy ludzie zrobili się nagle ładni” – to spostrzeżenie słyszało się często w pierwszych miesiącach powstawania Solidarności jesienią 1980 r. Ten być może zaskakujący dla młodego czytelnika cytat można zrozumieć jedynie wtedy, gdy pamięta się realia życia codziennego w PRL z epoki Edwarda Gierka.

Oprócz wąskiej elity partyjnej, wybrańców władzy ze świata sportu, sztuki i nauki oraz wąskiej grupy ludzi z prywatnej inicjatywy „umiejących się ustawić” – cała reszta obywateli musiała wszystko, co potrzebne do życia, zdobywać lub „załatwiać”: sprytem, układami lub wytrwałością każącą stać w wielogodzinnych kolejkach.

Prawda czasu i prawda ekranu. Stanisław Bareja, kronikarz życia w socjalizmie

Naprawdę zbytnio nie odrealniał. Daję słowo honoru. W okrągłą, czterdziestą rocznicę wejścia „Misia” do kin.

zobacz więcej
Te wszystkie bolączki dnia codziennego, uwiecznione kpiarsko w filmach Stanisława Barei, w realiach PRL doprowadzały do łez goryczy. Upokarzały i rozwścieczały, ale też skłaniały do najprostszej reakcji przypominającej tzw. falę w wojsku – odreagowywania swoich krzywd agresją i chamstwem wobec innych, tak samo udręczonych przez system komunistyczny.

Przepychano się „na chama” w tramwaju, zamykano innym drzwi przed nosem, łatwo dochodziło do kłótni, a nawet rękoczynów. Ludzie, aby zemścić się za swoją walkę o najprostszy produkt, korzystali z każdego wymiaru posiadanej władzy, aby upokorzyć innych. „Nie ma”, „Zamknięte”, „Nie podoba się, to proszę nie brać” – takimi burkliwymi odzywkami sprzedawczynie odreagowywały na klientach frustrację z powodu słabych zarobków czy przemęczenia. 

Na tym tle zapał tworzenia Solidarności i ogólne nadzieje na jakąś lepszą egzystencję naprawdę rozjaśniały twarze. Zapominano na jakiś czas o wyścigu szczurów do rolki papieru toaletowego czy deficytowej paczki kawy. Można było wrócić do autentycznego patriotyzmu, niekiedy naiwnego, ale opartego na rodzinnych tradycjach poświęcenia dla dobra wspólnego. Dla ludzi wierzących był to krótki okres w PRL, gdy nie musieli drżeć, czy ich wiara nie zablokuje awansu w pracy.

– Piotr Semka

Taczki, czyli wyrzucamy naczelnego
Witryna z gazetami w 1985 roku, wśród nich „ITD”. Naczelnym tygodnika nie był już Aleksander Kwaśniewski, który szefował już „Sztandarowi Młodych”. Fot. PAP/Tadeusz Zagoździński
Barbara Sułek-Kowalska: W Komitecie Centralnym PZPR już zapewne wiedzieli, że kiedy nastąpi „przywrócenie porządku” , to „ich” prawomocnym naczelnym zostanie nie kto inny jak… Aleksander Kwaśniewski.

Pod hasłem „taczki” kryły się akcje pracowników, którzy zgodnie ze strajkowym programem „brali sprawy w swoje ręce” i żądali odwołania swoich szefów – partyjnych i niekompetentnych funkcjonariuszy usadowionych na ciepłych posadach przez PZPR. Biernych, miernych, ale wiernych w realizacji tak zwanej kierowniczej roli partii. Odwołanie, rzecz jasna, nie mogło być proste, stąd taczki do wywożenia dyrektorów za bramę!

W tygodniku studenckim „ITD” też panował zdrowy ferment, chęć odnowy i duch wolności. Była także Solidarność, choć istniała także komórka PZPR. Siedziała jednak na tyle cicho, że udało się niewielkiej grupie solidarnościowo-wyzwoleńczej (redakcja wielka nie była) doprowadzić do buntu wobec redaktora naczelnego – wyznaczonego oczywiście przez Wydział Prasy KC PZPR. Może litościwie będzie zamilczeć jego nazwisko, dość powiedzieć, że wypłynął potem w wolnej Polsce jako profesor dziennikarstwa (!!!) w uczelni na południu kraju.

Najpopularniejszy tygodnik Peerelu, czyli twierdza poczciwych cyników

Eile starał się lawirować, lecz w okresie bierutowszczyzny poszedł na zbyt daleko idące ustępstwa.

zobacz więcej
Wybraliśmy naczelnego spośród siebie! Ba… ale jeszcze musiał być uznany przez – także partyjne – władze wydawnictwa MAW. Był piękny skwarny lipiec 1981 r., do obrad szykował się nadzwyczajny zjazd PZPR, w zrewoltowanym Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich panowało permanentne wrzenie, a my szukaliśmy sojuszników. Przyjrzał się nam Stefan Bratkowski, prezes SDP, i bodaj pół godziny poświęciła nam odpowiednia komisja partyjnego zjazdu.

A potem, we wrześniu, nasz wybrany nowy naczelny – a był nim Zdzisław Pietrasik, przez lata krytyk filmowy tygodnika „Polityka” – wpadł do redakcji i powiedział: „Wiecie, chłopaki, jak to jest, oni tam k…a powiedzieli, że jak nie ustąpię zaraz z tej funkcji redaktora naczelnego, to nas rozwiążą! No to się zgodziłem ustąpić”. I tak to było z naszymi taczkami w „ITD”.

A w Komitecie Centralnym PZPR już zapewne wiedzieli, że kiedy nastąpi „przywrócenie porządku” (jak nazwał zdławienie oporu czeski dysydent Milan Šimečka) i powyrzuca się nas z pracy, to „ich” prawomocnym naczelnym zostanie nie kto inny jak… Aleksander Kwaśniewski. Komunista, późniejszy lider postkomunistów i prezydent III RP.

– Barbara Sułek-Kowalska

NSZZ „Solidarność” społeczny fenomen solidarności
Kraków 10.06.1987. III pielgrzymka papieża Jana Pawła II do Polski. Spotkanie Ojca Świętego z mieszkańcami Krakowa na Błoniach. Fot. PAP/Grzegorz Rogiński
Barbara Fedyszak-Radziejowska: W naszej wspólnej pamięci mało miejsca zajmują ci, którzy stanowili źródło siły Solidarności, czyli setki i tysiące zwyczajnych, anonimowych dzisiaj ludzi, którzy genialnie zachowali się w 1980 r.

Pierwsza Solidarność z 1980 r. była namiastką niepodległego, normalnego, demokratycznego państwa. Nadawała sens życiu w czasach PRL, gdy prawie w każdej innej aktywności publicznej o poczucie sensu było trudno. Wyjście ze sfery prywatnej w publiczną oznaczało najczęściej wejście w świat kłamstwa i cynizmu. Wraz z Solidarnością pojawiła się nadzieja na zbudowanie normalnych relacji w życiu publicznym, społecznym i zawodowym.

PRL był destrukcyjnym, totalitarnym, a po 1956 r. autorytarnym systemem politycznym, mocno osadzonym w strukturach państwa i w życiu społecznym. Dokonanie zmian było więc trudnym i skomplikowanym zadaniem. Nic dziwnego, że martwiły nas słabości III RP, jednak ich źródłem nie była nasza, solidarnościowa nieudolność, lecz sprawność i siła struktur władzy minionego systemu.

Nasza pamięć o Sierpniu i Solidarności najczęściej koncentruje się na solidarnościowych liderach i elitach, związanych z Komitetem Obrony Robotników, Wolnymi Związkami Zawodowymi Wybrzeża, Ruchem Młodej Polski. Zgadzamy się, że to Jan Paweł II zobaczył w nas cechy, których nie dostrzegaliśmy i obudził ducha rodaków.

Gdańsk przed Sierpniem '80: ludzie przestali się bać

Na środek wkroczył człowiek w amerykańskiej, zielonej kurtce, otworzył wolno zamek błyskawiczny i wyjął transparent z napisem: „Ruch Młodej Polski”.

zobacz więcej
Jednak w naszej wspólnej pamięci mało miejsca zajmują ci, którzy stanowili źródło siły Solidarności, czyli setki i tysiące zwyczajnych, anonimowych dzisiaj ludzi, którzy genialnie zachowali się w 1980 r. Doskonale rozumieli, że w Porozumieniach Sierpniowych nie chodzi o wczasy i marchewkę, lecz o zbudowanie niezależnej od PZPR, silnej i sprawnej struktury związkowej.

To ogólnopolska forma organizacji oraz solidarność przez małe „s” pozwoliły stworzyć namiastkę niepodległego państwa. Miliony ludzi znakomicie rozumiały, że do statutu NSZZ „Solidarność” nie można wpisać „kierowniczej roli PZPR”, nawet jeśli taki zapis istniał w obowiązującej w PRL Konstytucji. Więc wymusili pod groźbą strajku rejestrację Związku po przeniesieniu tego zapisu do załącznika.

Siłą Solidarności była związkowa struktura i niepodległościowy duch. W pismach związkowych publikowano więcej tekstów o Katyniu czy Jałcie niż o marchewce i wczasach pracowniczych. Nic dziwnego, że natychmiast po rejestracji miliony sympatyków Solidarności domagały się pomnika Poległych Stoczniowców. A na I zjeździe Związku najważniejszym dokumentem okazało się prorocze „Posłanie pierwszego Zjazdu Delegatów NSZZ »Solidarność« do ludzi pracy Europy Wschodniej”.

Zdajemy się także nie pamiętać, że pierwsze po 1945 r. demokratyczne wybory odbyły się w roku 1981, kiedy to 9 milionów członków NSZZ „Solidarność” wybrało swoich przedstawicieli, począwszy od komisji zakładowych po delegatów na I Zjazd.

Solidarność była niezwykłą wspólnotą republikańskiej Polski, tworzoną przez zwykłych ludzi, którzy mimo stanu wojennego, mimo represji, wierzyli w jej powrót. Nawet jeśli, jak w latach 1985–1989, zdawali się bierni, nadal płacili nielegalne składki związkowe, kupowali nielegalną bibułę, pomagali rodzinom represjonowanych działaczy i poważnie traktowali opinie i apele „podziemnej Solidarności i jej liderów”.

W wielu opracowaniach poświęconych wydarzeniom z lat 1980–1989 dominują analizy roli, jaką odegrali poszczególni liderzy Solidarności, przywódcy PZPR, a nawet Michaił Gorbaczow. Dlatego przypominam, że kluczową rolę w odzyskaniu niepodległości odegrały miliony zwyczajnych i niezwyczajnych zarazem Polaków, którzy w sierpniu 1980 r. odkryli siłę narodowej wspólnoty i solidarności.

Klasowe i zawodowe podziały straciły znaczenie; ludzie należący do „klasy robotniczej”, rolników indywidualnych i „pracującej inteligencji” okazali się przede wszystkim Polakami szukającymi swoich korzeni i swojej tożsamości pod biało-czerwoną flagą, w mszach św. odprawianych w zakładach pracy, w krzyżach i portretach św. Jana Pawła II wieszanych na ścianach związkowych pomieszczeń i płotach okalających tysiące zakładów pracy.

Pamiętajmy o roli milionów zwyczajnych ludzi, bo to oni zadecydowali o sukcesie fenomenu, jakim był Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność”.

– Barbara Fedyszak-Radziejowska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Tytuł od redakcji
„Alfabet Solidarności" wyd. Instytut Dziedzictwa Solidarności.
Wojciech Tomczyk jest dramaturgiem, scenarzystą teatralnym i filmowym, producentem i krytykiem filmowym.
W teatrze debiutował sztuką „Wampir” w 2003 roku, inscenizacja zdobyła Nagrodę Ministra Kultury. Autor wielu scenariuszy do filmów fabularnych, dokumentalnych, seriali oraz sztuk teatralnych. Laureat m.in. Grand Prix festiwalu Dwa Teatry Sopot 2007 (za sztukę „Norymberga”) i nagrody Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego za wybitne osiągnięcia w dziedzinie teatru – 2007.
„Norymberga” została przełożona na angielski, niemiecki, bułgarski, rosyjski, białoruski, czeski, łotewski, ukraiński i estoński. Autor otrzymał za nią także Grand Prix za najlepszy tekst dramatyczny na IV Międzynarodowym Festiwalu Teatru Niezależnego – Białoruś 2008/2009. Jest także autorem sztuki „Bezkrólewie” (2011).

Andrzej Horubała – pisarz, krytyk literacki, producent i reżyser telewizyjny.
Od grudnia 1980 przewodniczący NZS Wydziału Polonistyki UW, po wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce 13 grudnia 1981 – aktywny w strukturach „Solidarności”. Po 1989 związany z „Tygodnikiem Literackim” i magazynem „Debata”. Autor monodramu „Mono" (1991), powieści: „Farciarz" (2003), „Umoczeni” (2004), „Przesilenie” (2010), opowiadania „Mniszek” (2019) oraz zbiorów szkiców krytycznych „Marzenie o chuliganie” (1999), „Żeby Polska była sexy i inne szkice polemiczne” (2011), „Droga do Poznania i inne zapiski” (2015), „Byliśmy tacy zakochani”(2018) i „Ostatni akord” (2020).
W latach 1994–1996 szef widowisk artystycznych i rozrywkowych w TVP1. Członek tzw. ekipy Pampersów. Dyrektor Festiwalu w Opolu oraz w Sopocie w 1995. Współtwórca nagrody branży muzycznej „Fryderyk”.
Reżyserował cykle telewizyjne m.in.: „Tygodnik Moralnego Niepokoju”, „Wojciech Cejrowski – Boso przez świat”, „Lekka jazda Mazurka i Zalewskiego”, „Wieczór z wampirem”, „Wieczór z Jagielskim” oraz filmy dokumentalne „2 Tm 2,3 – rock chrześcijański” (o grupie muzycznej 2 Tm 2,3), „Gugul – rzecz o nauczycielu”, „Rodowody niepokornych” i – wspólnie z Wojciechem Klatą – „System 09”. Współpracował m.in. z TVP, TV Puls, RTL7.

Piotr Semka – publicysta i dziennikarz.
Jako licealista współpracował z Ruchem Młodej Polski. Od 1980 uczestniczył w protestach antyrządowych. Działał w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów.
Od 1989 współpracował z „Tygodnikiem Gdańskim”. Od 1991 do 1992 był dziennikarzem Telewizji Polskiej. Prowadził wraz z Jackiem Kurskim program „Refleks”, a w 1994 był wydawcą „Pulsu Dnia”. W 1994 zrealizował dla TVP film dokumentalny „Wandea – sumienie Francji”. Publikował m.in. w „Tygodniku Solidarność”, „Nowym Państwie”, „Życiu” i „Rzeczpospolitej”. Współautor książki „Lewy czerwcowy”, autor m.in. publikacji: „Wojna światów”, „Obrazki z wystawy”, „My reakcja”, „Lech Kaczyński. Opowieść arcypolska”, „Za, a nawet przeciw. Zagadka Lecha Wałęsy”.
Publikuje m.in. w tygodniku „Do Rzeczy” oraz w Tygodniku TVP.

Barbara Sułek-Kowalska – dziennikarka, publicystka i nauczyciel akademicki. Pracowała w tygodniku „ITD” (usunięta po weryfikacji dziennikarzy w 1982 r.), „Tygodniku Solidarność”, „Tygodniku Gdańskim”, prasie katolickiej i podziemnej. Przez wiele lat była sekretarzem Edmunda J. Osmańczyka. W 1987 r. była pomysłodawczynią pierwszej od 1945 r. gazety parafialnej – wydawanego do dziś na warszawskim Ursynowie pisma „Wiadomości Parafialne. Pismo Dekanatu Ursynowskiego”. Współtworzyła tygodnik „Idziemy”, gdzie do 2020 roku pracowała jako sekretarz redakcji.
Obecnie współpracuje z Tygodnikiem TVP.

Barbara Fedyszak-Radziejowska jest socjologiem i etnografem, była przewodniczącą Kolegium IPN.
Ukończyła etnografię na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego, a w 1993 uzyskała w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN stopień doktora nauk humanistycznych w zakresie socjologii. Specjalizuje się w zakresie socjologii wsi i rolnictwa.
Publikowałą w tygodniku „Gość Niedzielny”, dwumiesięczniku „Arcana”, dzienniku „Rzeczpospolita”, kwartalniku „Nowe Państwo", „Gazecie Polskiej Codziennie” i „Naszym Dzienniku”.
We wrześniu 1980 wstąpiła do NSZZ „Solidarność”. W latach 1982–1988 kierowała pracami zespołu doradców RKW Mazowsze, prowadzących analizy stanu nastrojów środowisk społecznych działających w niejawnych strukturach Solidarności. Publikowała w podziemnym piśmie „Arka”. 24 września 2015 została doradcą prezydenta RP Andrzeja Dudy.
Zdjęcie główne: Zdjęcie Bogusława Nieznalskiego ze Stoczni Gdańskiej z 15 grudnia 1981 roku, zatytułowane „No pasaran!” na wystawie z okazji 37. rocznicy Sierpnia '80. Fot. Artur Widak/NurPhoto via Getty Images
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Jak pomogliśmy wygrać II wojnę światową. Polscy geniusze techniki
Polski wynalazca wygrał proces i wywalczył ogromne odszkodowanie za bezprawne wykorzystanie opatentowanego przez niego peryskopu.
Historia Najnowsze wydanie
Francja rozbita. Wielka ewakuacja polskich żołnierzy
Sikorski wierzył we Francję ślepo i bezgranicznie.
Historia Najnowsze wydanie
PRL miał być drugim Kuwejtem. Ropa w Karlinie
To był największy pożar szybu naftowego w Europie.
Historia Poprzednie wydanie
Zieloni powstańcy, zielony gaz
Tuchaczewski pokonał „bandytów” bronią chemiczną, egzekucjami, głodem, obozami koncentracyjnymi dla dzieci (matki wyły, by dopuszczono je do trzylatków).
Historia Poprzednie wydanie
Brytyjczycy uważali ich za psychopatów. Rozprawa była bezwzględna
Żadna rewolta nie budziła takiego przerażenia jak Mau Mau.