Felietony

Nawalny nie odda Ukrainie Krymu

W Rosji bycie demokratą nie wyklucza ani nacjonalizmu, ani „wielkomocarstwowego patriotyzmu”. Rosjanin zatem może walczyć z rodzimym despotą, a zarazem być dumnym z tego, że jego ojczyzna to ekspansywne imperium.

W polskiej podświadomości zbiorowej Rosja jawi się jako odwieczny wróg, którym może przestać być pod warunkiem, że się zdemokratyzuje i zliberalizuje. Z tego powodu każdy rosyjski opozycjonista łatwo zaskarbia sympatię Polaków. Nie dość bowiem, że ktoś taki stawia czoła autorytarnej władzy, to jeszcze daje się we znaki imperium, któremu suwerenna Polska zawadza.

O tym, że tak jest, świadczy choćby entuzjazm, jaki nad Wisłą wywołuje działalność Aleksieja Nawalnego. To skądinąd zrozumiałe – chodzi o aktywność odważnego człowieka, który obnaża przestępstwa rządzącego Rosją układu. I za to Nawalnemu chwała.

Nie można jednak zarazem pomijać faktu, iż występuje on przeciw prezydentowi Władimirowi Putinowi jako rosyjski umiarkowany nacjonalista, a nie spełniający oczekiwania Zachodu liberał. Dlatego gdyby kiedykolwiek ster państwa rosyjskiego trafił w jego ręce – a na to się dziś nie zanosi – to naiwnością byłoby spodziewać się po kimś takim, że na przykład doprowadzi do zwrotu Ukrainie Krymu.

Postawa Nawalnego nie jest jednak w Rosji wyjątkowa. W tym kraju bycie demokratą nie wyklucza ani nacjonalizmu, ani „wielkomocarstwowego patriotyzmu”. Rosjanin zatem może walczyć z rodzimym despotą, a zarazem być dumnym z tego, że jego ojczyzna to ekspansywne imperium, które liczy się w świecie – zresztą jako potęga nie tylko na polu polityki, lecz i kultury.

Warto w związku z tym przypomnieć choćby Josifa Brodskiego (28 stycznia 2021 roku minie 25. rocznica jego śmierci). W Polsce jest on rozpoznawalny jako wybitny poeta (chyba najsłynniejszy jego wiersz to napisana w wieku 23 lat „Wielka elegia dla Johna Donne’a”), antysowiecki dysydent, emigrant polityczny, przyjaciel Czesława Miłosza, laureat literackiej Nagrody Nobla za rok 1987. W tym kontekście trzeba w jego biografii i twórczości zwrócić uwagę na wątki, które do tego wizerunku mogą w oczach Polaków nie przystawać.
Josif Brodski, laureat Literackiej Nagrody Nobla za rok 1987. Fot. JMN/Cover/Getty Images
Brodski przyszedł na świat w roku 1940 w Petersburgu (ówczesnym Leningradzie) w zasymilowanej rodzinie żydowskiej. To portowe miasto z jego monumentalną neoklasycystyczną architekturą istotnie ukształtowało imaginarium pisarza.

Marzył o wstąpieniu do marynarki wojennej – oczywiście sowieckiej, bo rosyjskiej nie było. Jego ojciec, Aleksander – dziennikarz i fotograf – dosłużył się w jej szeregach stopnia kapitana. Tyle że w roku 1950 został zdemobilizowany w ramach „walki z kosmopolityzmem”. Termin ten był eufemistycznym określeniem państwowego antysemityzmu, który w ZSRR rozpętano pod koniec lat 40.

Z tych właśnie przyczyn w roku 1954 Josif Brodski nie został przyjęty do szkoły morskiej. Ale znamienne, że fascynację marynarką wojenną wspominał z sentymentem do końca życia. To dużo mówi o poczuciu tożsamości pisarza, który żywił atencję wobec munduru morskich sił zbrojnych ZSRR, a jednocześnie zadarł z sowieckim systemem.

Przy czym jeśli już mowa o kłopotach Brodskiego – nie był bezpośrednio zaangażowany w jakąś nielegalną działalność polityczną. Natomiast zainteresowanie KGB wzbudziło to, że obracał się w kręgach opozycyjnych i publikował wiersze w samizdacie.

W latach 60. ruszyła na twórczość Brodskiego nagonka. Reżimowi recenzenci zarzucali jego poezji oderwanie od rzeczywistości, „formalizm”, „dekadentyzm”. Wreszcie w roku 1964 pisarz stanął przed sądem z oskarżenia o pasożytnictwo społeczne. Został skazany na pięć lat przymusowych prac w oddaleniu od swojego miejsca zamieszkania. Poetka Anna Achmatowa, która ceniła i promowała dorobek Brodskiego, werdykt sądu ponoć skomentowała gorzko ironicznie: „O jaki życiorys szykują naszemu rudemu! Można byłoby pomyśleć, że to on celowo kogoś do tego zadania wynajął”.

Ostatecznie – pod wpływem petycji w obronie pisarza kierowanych do władz przez cieszące się powszechnym autorytetem osoby – wyrok skrócono do półtora roku. O Brodskim robiło się coraz głośniej na Zachodzie, gdzie postrzegano go – wbrew temu, co on sam na swój temat uważał – jako bojownika z totalitaryzmem. W roku 1972 sowiecki resort spraw wewnętrznych postawił pisarzowi ultimatum: opuszczenie ZSRR lub represje. Brodski wybrał to pierwsze. Osiadł w USA.

Jeśli chodzi o stosunek do Rosji, Brodskiemu nie brakowało pod tym względem krytycyzmu. Niemniej nie podzielał on perspektywy, która powszechna była i jest wśród środkowoeuropejskiej inteligencji. Może o tym świadczyć choćby jego polemika z czeskim prozaikiem (także politycznym emigrantem) Milanem Kunderą z roku 1985.

Kundera przywołując w pamięci najazd wojsk sowieckich na swój kraj w roku 1968, zastanawiał się nad tym, czy jest w kulturze rosyjskiej coś barbarzyńskiego. I doszedł do wniosku, że tak – wskazując dzieła Fiodora Dostojewskiego. Według Kundery, afirmowane są w nich gorące emocje, którymi Rosjanie bombardują inne narody. Tymczasem – zdaniem Czecha – cywilizacja zachodnia oparta jest na chłodnym rozumie.

Nawalny to żaden liberał. Gdyby doszedł do władzy, prowadziłby politykę imperialną

Polak, który powiedziałby to co on, byłby uznany za „ruskiego agenta”.

zobacz więcej
I właśnie wobec takiego ujęcia problemu Brodski ostro zaoponował. Zarzucił Kunderze, że nie pojmuje on złożoności tego, co Dostojewski chciał przekazać w swoich utworach. Przede wszystkim jednak zaatakował rozrysowany przez czeskiego pisarza schemat, w którym oświecony Zachód przeciwstawiany jest zdziczałemu Wschodowi.

Rosyjski poeta przypomniał, że u podstaw systemu sowieckiego legła ideologia komunistyczna, a ta nie została wymyślona nad Wołgą, lecz w Niemczech. Sprowadzono ją zatem – konstatował – ze szczycącego się swoim racjonalizmem Zachodu.

Z kolei kiedy w roku 1991 rozpadł się ZSRR, Brodski opublikował wiersz „Na niepodległość Ukrainy”. W utworze tym pod adresem Ukraińców pada pogardliwe określenie „chochły”. Autor, nie przebierając w słowach, szydzi z ukraińskich aspiracji do uniezależnienia się od Rosji. I ogłasza wyższość kultury rosyjskiej nad ukraińską.

A przecież Brodski nie był słowianofilem. Podziwiał dziedzictwo europejskie (w kanonie jego mistrzów znaleźli się między innymi Wystan Hugh Auden, Konstantinos Kawafis, Rainer Maria Rilke). Daleki był od bałamutnej narracji o Zachodzie jako materialistycznej zgniliźnie, dla której alternatywę stanowi rosyjskie uduchowienie.

Dlatego przykładanie europejskich klisz do mentalności rosyjskiej jest błędem. Jeśli w Rosji jakiś człowiek się domaga jej liberalizacji i demokratyzacji, to nie oznacza, że przyjmuje dyskurs antykolonialistyczny, a w rezultacie – punkt widzenia innych narodów. I dotyczy to nawet tej niemałej części rosyjskiej inteligencji, która w przeszłości choćby okazywała sympatię Polakom.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Aleksiej Nawalny podczas manifestacji w Moskwie 15 grudnia 2012 r. Fot. Sasha Mordovets/Getty Images
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Czy Kościuszko da nam przykład, jak robić filmy mamy?
Najmniejszy przejaw antynazistowskiego oporu doczekał się w Niemczech swojej opowieści. Dobrych Niemców mamy też w „Pianiście” Polańskiego czy „Liście Schindlera” Spielberga.
Felietony Najnowsze wydanie
Otwórzcie drzwi kościołów
Złodzieje byli, są i będą. A świątynie są po to, aby ludzie tam mogli wejść w każdej chwili.
Felietony Najnowsze wydanie
Pochodzenie
Andrzej Krauze komentuje dla Tygodnika TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Na ulicach
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Tylko prawica bezobjawowa może istnieć w nowym świecie lewicy
Lewicowy radykał w roli bezstronnego badacza „faszystów”.