Historia

W lagrze Krystyna nr 32.293

Krakowski psychiatra prof. Antoni Kępiński, znawca syndromu KZ pisał: „Więzień, aby przeżyć musiał znaleźć w piekle obozu swego »anioła«, tj. człowieka lub grupę ludzi, którzy zachowali wobec niego ludzką postawę, pozwalając ocalić resztkę dawnego świata”.

W widłach Wisły i Soły, na terenach opuszczonych koszarów, wysiedlonych wsi i podmokłych łąk w latach 40. ubiegłego wieku rozrastał się potężny niemiecki kompleks Auschwitz – Birkenau – Monowice. Planowano wybudować osiedle domów jedno- i dwurodzinnych, otoczonych ogrodami, z garażami, parkiem, szkołą, przedszkolem, szpitalem, kasynem, koszarami wojskowymi, stajniami i ujeżdżalnią dla koni, ogromnym koncernem chemicznym i niezbędnymi dla funkcjonowania kompleksu barakami dla więźniów, komorami gazowymi i krematoriami. Wszystko musiało się pomieścić na 40 kilometrach kwadratowych, czyli na obszarze równym mniej więcej warszawskiej dzielnicy Ursynów.

Jedną z pracujących tam osób była młoda dziewczyna z podkrakowskiej wsi, Józefa Leśniowska. Oczywiście nie była tak ważna jak Heinrich Himmler, który zdecydował o jego powstaniu, ani jak Max Faust główny inżynier budowlany IG Farbenindustrie – fabryki dostarczającej materiały strategiczne dla niemieckiej armii, ani jak starszy kapral SS Walter Dejaco, szef sekcji projektowej przygotowującej plany krematorium.

Zakurzony zeszyt

Zresztą dla nich polska dziewczyna nie była Józefą Leśniowską, tylko numerem 32.293, zwykłym niewolnikiem. Swoje wspomnienia z czasów wojny zapisała w szkolnym zeszycie w szeroką linię, 36 spośród 48 stron wypełniła notatkami z pobytu w Birkenau.

Panią Józefę znałam od dziecka. O tym, że była więźniarką niemieckiego obozu, wiedziałam od moich rodziców. Pewnego dnia przyszła do nas, aby obejrzeć w telewizji jakiś film, którego akcja toczyła się w obozie. Utkwił mi w pamięci obraz: siedzę razem z nią w pokoju, na ekranie telewizora widzimy czarnobiałe kadry – wnętrze baraku, piętrowe drewniane prycze, kobiety w pasiakach. Nagle pojawia się umundurowana kobieta i pani Józefa mówi: „Ta, pamiętam, była najgorsza, biła nas bardzo”.

Dziś na podstawie notatek pani Józefy dochodzę do wniosku, że chodziło o Stenię Starostę, która była wyjątkowo okrutną blokową. To był jedyny raz, kiedy słyszałam wypowiedź pani Józefy na ten temat.
Zeszyt znalazła jej córka Grażyna, gdy po śmierci mamy w 1983 roku porządkowała jej rzeczy. Zaczęła go czytać, ale lektura była dla niej zbyt trudna, więc schowała zapiski bardzo starannie wraz z listami z obozu, pisanymi po niemiecku, legitymacją „Związku Więźniów Ideowo-Politycznych z czasów wojny 1939-1945”, wydaną w Dzierżoniowie w 1945 roku, drugą legitymacją ZBOWiD-owską, a także pismami z KL Auschwitz i Czerwonego Krzyża, potwierdzającymi jej wojenne losy. W tej najstarszej legitymacji jest podpis: Krystyna Lesnowska. Krystyna to drugie imię pani Józefy, zapisane w dowodzie osobistym. Tak zwracali się do niej rodzice, tym imieniem posługiwała się w obozie, co zaznaczyła na tytułowej stronie swoich wspomnień.

Kiedy usłyszałam od jej córki, że ma gdzieś zeszyt mamy z notatkami z czasów wojny, bardzo chciałam je przeczytać. Córka znalazła go na początku stycznia tego roku, po gorącej modlitwie do św. Antoniego. Byłam bardzo wzruszona, kiedy dostałam go do ręki. Stałam się pierwszą – po ponad pięćdziesięciu latach – czytelniczką notatek z zeszytu z wypłowiałą, oliwkową okładką, pożółkłymi kartkami i delikatnym zapachem kurzu. Zeszyt pani Józefa podpisała swoim małżeńskim nazwiskiem – Szkodzińska, dopisała tam: w lagrze Krystyna nr 32.293.

Wróciłam do Oświęcimia i już z niego nie wychodzę

Na podstawie powieści Zofii Posmysz „Pasażerka” powstały słuchowisko radiowe, film i opera.

zobacz więcej
Pisząc to miała 47 lat, męża (który nigdy nie ujawnił się jako żołnierz AK i więzień obozu jenieckiego w Ostaszkowie w latach 1944-46), dwoje nastoletnich dzieci, zajmowała się domem, zarabiała jako krawcowa. Notatki powstały prawdopodobnie w 1968 roku. Widzę każde jedno przeżycie jak było przed 23 laty, napisała na końcu.

Program oświęcimski

Zdiagnozowano u niej astenię poobozową – chorobę koszmarnych snów, przewlekłego zmęczenia, uporczywie powracających wspomnień. Wsparcie w zmaganiu się z nią miała najlepsze z możliwych. Dawał je dr Stanisław Kłodziński, lekarz z Krakowa, sam wieloletni więzień w KL Auschwitz.

Dr Kłodziński działał w Krakowskim Klubie Oświęcimskim, którego Józefa Leśniowska, wtedy już Szkodzińska, była członkiem. Leczył byłych więźniów i organizował dla nich pomoc. W 1959 roku zainicjował „program oświęcimski” – wraz z lekarzami z Kliniki Psychiatrycznej badał, jaki ślad w ciałach i psychice ludzi pozostawił pobyt w obozie koncentracyjnym.


Skala badań była niemała, np. w 1966 roku lekarze wysłali 500 ankiet, otrzymali 414 odpowiedzi, 74 nadesłały kobiety. Opracowania wyników badań publikowały „Zeszyty Oświęcimskie” i „Przegląd Lekarski”, znakomity periodyk, udostępniony obecnie w Internecie na stronie www mp.pl/auschwitz .

Józefa przez wiele lat uczestniczyła w „programie oświęcimskim”, być może wtedy nauczyła się, że zapisywanie wspomnień leczy pamięć i duszę.

– Trauma przeszłości może organizować naszą codzienność, a istotą poradzenia sobie z nią jest zrozumienie, iż jest ona tylko częścią naszego życia, może najtrudniejszą, ale nie możemy ciągle nią żyć, nie może nam wyznaczać tego, jak postrzegamy świat, jak traktujemy siebie i innych. W uporaniu się z nią pisanie wspomnień jest wtedy pomocne, kiedy człowiek jest gotowy do pracy z tą własną przeszłością, kiedy dokonuje wyboru powrotu do bardzo bolesnych rzeczy i widzi cel tej pracy – tłumaczy psycholog, dr Wanda Badura-Madej.

Nach Auschwitz

Nie lubię opowiadać o swoich przeżyciach, ale nie chcę milczeć – napisała Józefa – bo ten, kto tego nie przeżył nie jest w stanie uwierzyć, że się zdarzyło.
Kobiety na rampie dworca w niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz, około 1944 r. Fot. Ullstein bild/ullstein via Getty Images
Dla Józefy „biletem” do KL Auschwitz stało się znalezione przy niej po aresztowaniu zdjęcie z ulicznej egzekucji. Od tego momentu wypadki potoczyły się szybko: przesłuchanie przez gestapo, więzienie, usłyszane: „Morgen nach Auschwitz” i przyjazd 29 stycznia 1943 roku na obozową rampę.

… prędko otwarły się drzwi wagonu, widzimy pełno gestapowców, każdy z karabinem i grubym kijem, wszyscy krzyczą, prędko wyskakujemy skacząc jak gdyby w jakąś przepaść, popychają, biją, coś mówią, niektóre więźniarki i więźniowie zostali zaraz przy wagonach leżeć, nie mogli wstać, dużo było starszych, chorych, tych od razu dobijano na miejscu… – zapisała w zeszycie i dalej, w powolnym rytmie długich, zdających się nie mieć końca zdań opowiedziała o brutalnych „rytuałach powitalnych”, którym zostały poddane po dotarciu na lagier kobiecy w Birkenau.

O trzymaniu ich grupy przez dobę bez wody i chleba, w nieogrzewanym baraku, o rozebraniu do naga, ogoleniu głów, wytatuowaniu numerów, dusząco gorącej saunie i lodowato zimnym prysznicu, o drelichach , raniących stopy drewnianych trepach, przyszywanych do ubrania „winklach” – trójkątach oznaczających rasę, narodowość, wyznanie i rodzaj „przewinienia”.

Wstrzykiwali kobietom żrącą chemię. Parzyli rentgenem. Potem kastrowali

Nie zostali za to skazani. Clauberg wręcz chwalił się po wojnie swoimi „badaniami”.

zobacz więcej
O tym, że w bloku spały w pięć na jednej koi, wprost na deskach, przykryte jednym kocem i z trepami pod głową, jak budzono je o czwartej rano, czym karmiono i jak wychodziły do pracy.

….przed bramą grała muzyka, same kobiety, dyrygentką była ruska, iść musiałyśmy równo, pod nogę: links, links i links, gdy ktoś zmienił krok, bito….

Kiedy pisała te słowa, minęło już ponad dwadzieścia lat od czasu jej pobytu w KL Auschwitz, mogła więc pewnych spraw nie pamiętać albo wciąż jeszcze nie odblokowała w sobie tej wiedzy, że kobieca Lagerkapelle powstała w kwietniu 1943 roku, i nie „ruska”, a Polka Zofia Czajkowska była pierwszą dyrygentką, kolejną – Żydówka, znakomita skrzypaczka, piękna i charyzmatyczna Alma Rose, siostrzenica Gustawa Mahlera, dopiero po jej tragicznej śmierci, na początku kwietnia 1944 roku kapelmistrzem została Rosjanka Sonia Winogradowa.

Orkiestra grała zarówno dla tych, którzy szli do pracy, jak i dla tych, którzy szli do krematorium. W ciągu 20 miesięcy Józefa przeszła przez bramę obok muzyków pewno ponad tysiąc razy.

Zamknąć się w sobie, stępieć, zobojętnieć

Wybitny krakowski psychiatra, humanista i filozof, prof. Antoni Kępiński, pisząc w 1970 roku w „Przeglądzie Lekarskim” o KZ-syndromie zauważył: „Wszyscy autorzy zajmujący się przeżyciami obozowymi podkreślają ogólne występowanie pierwszej reakcji na pobyt w obozie, która u wielu więźniów kończyła się śmiercią. Więzień musiał w ciągu kilku tygodni lub miesięcy jakoś przystosować się do życia w obozie, inaczej zginął. (…) Musiał on znieczulić się na to, co się dzieje koło niego, zamknąć się w sobie, stępieć i zobojętnieć, nie przechodząc jednak w stan „muzułmaństwa”, tj. całkowitego zobojętnienia. Tę obronną znieczulicę określano tu pojęciem „autyzmu obozowego”.
Styczeń 1945. Więźniarki KL Auschwitz po wyzwoleniu przez wojsko sowieckie. Fot. Galerie Bilderwelt/Getty Images
Józefa pracowała w komandzie polnym, tak o tym napisała: chodziłyśmy do pracy bardzo daleko, tam karczowałyśmy z krzewów kilofami bagna, nosiłyśmy je na wielkie stosy, jeśli któraś nie mogła pracować, bito bez litości, niektóre już po kilku dniach się wykańczały. Burzyłyśmy również domy, my – kobiety, rozbijałyśmy mury, brałyśmy stragarze i biłyśmy tym drzewem dotąd w ścianę, aż wybiłyśmy dziurę (…) musiałyśmy być bardzo ostrożne, bo jeśli nie uciekłyśmy, cegła nas przywalała.

By mógł powstać obóz Birkenau wysiedlono dwie wsie i wyburzono co najmniej 400 domów. Dopiero pod koniec pobytu w KL Auschwitz dostała pracę siedzącą.

W tym samym czasie, kiedy Józefa karczowała podmokłe tereny, burzyła domy i plotła pasy, przez zakłady chemiczne wybudowane pod nadzorem inż. Fausta w Monowicach przewinęło się od 300 do 500 tys. przymusowych robotników. Większość z nich została wymordowana.

Numer obozowy starałam się zakleić plastrem, żeby nikt nie pytał

Historia Lidii Maksymowicz, która do niemieckiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau trafiła jako 3-letnia dziewczynka.

zobacz więcej
Produkowano tam m.in. cyklon B, niezbędny w zaprojektowanych przez zespół Dejaco komorach gazowych Birkenau – w nich i w wybudowanych obok przez firmę Top fund Sohne krematoriach, w półtora roku uśmiercono ponad milion osób.

Dlaczego przeżyła?

Dlaczego Józefa przeżyła? Bo nie zaśmiała się przy rozbiórce domu, jak zrobiła to jej koleżanka, więc strażniczka napuściła na tamtą rozjuszonego psa, bo nie spuściła wzroku z pleców biegnącej przed nią kobiety, nie zachwiała się ani nie potknęła, choć wtedy wracały z pracy i były tak zmęczone, że gdy kazano im przez kilometr biec, nogi same odmawiały posłuszeństwa, ale biegła, więc kij kapo nie wypchnął jej jako przeznaczonej do gazu. Przeżyła, bo nie była Cyganką, a wszystkich Cyganów jednej nocy zagazowano. Kiedy dopadł ją tyfus i była tak chora, że aż nieprzytomna, w szpitalu nie leżała na najniższej pryczy, więc szczury nie obgryzały jej ciała.

Przeżyła też dlatego, że gdy w obozie pojawiła się plaga wszy, zorganizowałyśmy w zamian za chleb grzebień. Wszy trzymały się skóry, były w ubraniu, w dzień nie miałyśmy czasu, by je tępić, a po apelu w bloku było ciemno… grzebieniem wyczesywały je ze skóry, z obozowych drelichów, z derki, którą się przykrywały, razem z wszami pojawił się świerzb, kobiety rozdrapane rany na skórze leczyły moczem.

W zeszycie zapisała: Nocami często robili selekcję, prowadzili nas do łaźni, tam rozbierałyśmy się do naga, przychodził lekarz łagrowy i jeśli ktoś miał podrapane ciało, albo był muzułmanem, zabierali go do komina. Grzebień uratował jej życie.

Prof. Antoni Kępiński napisał: „Więzień, aby przeżyć musiał znaleźć w piekle obozu swego »anioła«, tj. człowieka lub grupę ludzi, którzy zachowali wobec niego ludzką postawę, pozwalając ocalić resztkę dawnego świata. Wydaje się, że to odnalezienie drugiego człowieka było równym wstrząsem, jak wejście do obozu. Był to wstrząs o znaku dodatnim, »niebo« w piekle obozu”.
Rok 1943. Transport do KL Auschwitz grupki kobiet z dziećmi. Fot. Three Lions/Hulton Archive/Getty Images
Czyli ani grzebień, ani równy krok, ani obozowy autyzm ostatecznie nie ocaliłyby Józefy. Ocaliło ją to, że pozostała człowiekiem i spotkała takich, którzy nimi byli.

W lagrze byłyśmy z różnych krajów, ale tak kochać i żyć ze sobą jak w tej niedoli, nie potrafi nikt na wolności, między nami nie było różnic: czy to Polka, czy żydówka, czy Greczynka, czy Francuzka każda z nas była zwykłym haftligiem (więźniem), każda chciała żyć i jedna drugiej pomagała, by to się udało. Gdy zachorowała Marysia Żyła z Kielc, wieczorami wkradałam się na rewir i co mogłam wymieniałam tam za chleb, by utrzymać ją przy życiu, Marysia wyzdrowiała.

Chłopak z numerem 77. boksował Niemców jak chciał

Pietrzykowski przetrwał w Auschwitz nie tylko katorżniczą pracę, głód i chłód, ale także kilkadziesiąt walk bokserskich, które stoczył za drutami.

zobacz więcej
Obok zapisała: do łagru przywieźli dzieci z matkami, dzieci były w różnym wieku. Przekradałyśmy się do nich przeważnie wieczorem po apelu, po kryjomu chodziłyśmy na ich blok i zanosiłyśmy im albo coś z paczki, jeśli akurat coś dostałyśmy, albo swój dodatek za pracę „zu lage”, trochę chleba i margaryny.

„Ciężar życia obozowego można było wytrzymać tylko w poczuciu wspólnoty ze współwięźniami” – pisał dr Stanisław Kłodziński w tekście „Swoisty stan chorobowy po przebyciu obozów hitlerowskich”.

–W każdej historii życia człowieka jest poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, kim jako ludzie jesteśmy – mówi dr Wanda Badura- Madej. – Człowiek ma wolną wolę i może czynić dobro lub zło, i kiedy zaczyna pytać, czym jest to dobro, a czym zło, powinno nas martwić, gdy zaczynamy się różnić w ich rozumieniu. Czasem się zastanawiam, czy Pan Bóg wiedział, co robi, dając człowiekowi wolną wolę.

Szacuje się, że zginęła co najmniej połowa z ok. 130 tys. zarejestrowanych w Auschwitz kobiet. Józefa w październiku 1944 została wywieziona z KL Auschwitz – Birkenau do drezdeńskiego podobozu KL Flössenburg. Uciekła z marszu śmierci. Daty powrotu do rodzinnego domu w zeszycie nie zapisała.

– Iwona Budziak

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



27 stycznia o godz. 22.35 na antenie TVP Historia zostanie wyemitowany film „Życie za życie. Maksymilian Kolbe” w reżyserii Krzysztofa Zanussiego.
Zdjęcie główne: Legitymacja „Związku Więźniów Ideowo-Politycznych z czasów wojny 1939-1945”, wydana na nazwisko Krystyna Leśniowska w Dzierżoniowie w 1945 roku. Fot. Archiwum rodzinne
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Jak pomogliśmy wygrać II wojnę światową. Polscy geniusze techniki
Polski wynalazca wygrał proces i wywalczył ogromne odszkodowanie za bezprawne wykorzystanie opatentowanego przez niego peryskopu.
Historia Najnowsze wydanie
Francja rozbita. Wielka ewakuacja polskich żołnierzy
Sikorski wierzył we Francję ślepo i bezgranicznie.
Historia Najnowsze wydanie
PRL miał być drugim Kuwejtem. Ropa w Karlinie
To był największy pożar szybu naftowego w Europie.
Historia Poprzednie wydanie
Zieloni powstańcy, zielony gaz
Tuchaczewski pokonał „bandytów” bronią chemiczną, egzekucjami, głodem, obozami koncentracyjnymi dla dzieci (matki wyły, by dopuszczono je do trzylatków).
Historia Poprzednie wydanie
Brytyjczycy uważali ich za psychopatów. Rozprawa była bezwzględna
Żadna rewolta nie budziła takiego przerażenia jak Mau Mau.