Cywilizacja

Ryzykujemy życie, by stać się nadludźmi. Czy da się wytrenować bycie icemanem?

Niemłody już mężczyzna pływa w lodowatej wodzie, idzie w samych butach i szortach na Mount Everest (nie dochodzi, ponoć z powodu zwichniętej kostki), a mniejsze górki typu Kilimandżaro „zalicza” w tych szortach truchtem. Biegnie w nich półmaraton, boso po śniegu przy -16 st. C. Pozwala sobie nawet wstrzyknąć dawkę endotoksyny bakteryjnej, która „normalnych ludzi” doprowadziłaby do gorączki i stanu zapalnego, a on nic… Chcemy też tacy być. A możemy?

Wim Hof. Lodowy szaman, czy nadczłowiek, którym każdy z nas może zostać w ramach dwudniowego kursu za 350 euro od głowy w jednej z rosnących jak grzyby po deszczu szkół uczących jego metody? Choć bywa taniej, gdy kurs trwa jeden dzień, a nawet UWAGA: 5 godzin! Nie obejmuje jogi ani tai chi, za to zdarzy się koncert gongów i mis, pozwalający poznać tajemnice częstotliwości 432 Hz [1].

Oczywiście sprawa robi się bardzo poważna, gdy konsekwencją naśladownictwa „człowieka lodu” są zgony, jak ostatnio morsa w skutym lodem jeziorze w Urszulewie koło Rypina, w efekcie pływania od przerębli do przerębli, czy ciężkie i nieodwracalne odmrożenia ciała turystki, ściąganej przez GOPR z Babiej Góry, którą próbowała zdobyć w mroźny dzień, idąc w samej bieliźnie. Metoda Wima Hofa w akcji . Takich przypadków jest i niestety będzie więcej, bo przyszła wreszcie prawdziwa zima. I w dodatku, „na przekór zimie i pandemii, gwiazdy odnalazły radość w lodowych kąpielach. A wraz z nimi pół Polski!”, jak donosi w niedawnym numerze pismo „Show”. Wykreowano modę.

Zepsucie i moda wieku silikonu

Piękne i pradawne ludzkie marzenie: być w bezpośrednim kontakcie z naturą, dobrze się odżywiać, kontrolować umysłem słabości swego ciała, nie chorować, długo i radośnie żyć. No raj! Niestety, „duch ci jest ochotny, ale ciało mdłe” – powiada Jezus na kartach Ewangelii według Mateusza (26, 41b, tekst z Biblii Gdańskiej).
Holender Wim Hof w wieku 51 lat zanurza się w lodowatej wodzie podczas imprezy w Hongkongu mającej podnieść społeczną świadomości na temat globalnego ocieplenia, 29 grudnia 2010 r. Fot. REUTERS/Tyrone Siu - GM1E6CT1A4001
Wieloletnie ćwiczenia ciała i ducha, zwłaszcza gdy podparte genetycznym fundamentem danej jednostki, potrafią czasem wykrzesać z materiału ludzkiego tak jogina leżącego godzinami na desce ponabijanej gwoździami, bez wyraźnych uszkodzeń ciała, jak i Usaina Bolta – rekordzistę w sprincie na 100 metrów, czy zdolną do oddania się długotrwałej ekstazie św. Teresę z Avili. Ale dwa dni czy 5 godzin? Własna prezentacja Hofa stosownej i niezbędnej metody oddechowej, nazwana samouczkiem, to filmik trwający ok. 10 minut [2]! Po co zatem siedzieć latami w tych klasztorach buddyjskich, w klasie, nie wie nikt.

Mamy dziś wrażenie, że życie w cywilizacji nas osłabia (a żyjemy w niej od co najmniej 10-12 tys. lat ). To wielki mit ludzkości o wieku złotym, co minął, zastąpiony przez żelazny, by wreszcie nastał obecny wiek silikonu – tak to ujmę. Dookolny komfort miałby nas psuć i niejako „rozmiękczać” nam fizjologię.

Wrażenie nas nie opuszcza, choć żyjemy statystycznie coraz dłużej. Zwłaszcza od 50-80 lat, czyli po tzw. przejściu epidemiologicznym, gdy w wyniku masowych szczepień, rozpowszechnienia zasad higieny i dostępu do bieżącej wody oraz antybiotyków, choroby zakaźne przestały globalnie trapić ludzkość. Za to zaczynamy umierać na starość od chorób chronicznych (nowotwory, krążenie i serce, choroby cywilizacyjne i społeczne). I tego nie potrafimy zaakceptować.

Trudno dziś wyjaśnić, z czego wynikała owa legendarna już odporność dawnych pokoleń na trudy życia i choroby [3]. Najprościej – co wcale nie znaczny, że nietrafnie – jest uznać, że wszystkie słabsze dzieci, których układ odporności był „zwyczajny”, po prostu umierały, nie dożywając wieku reprodukcyjnego. Dlatego też nieczęstym zjawiskiem były alergie, choroby autoimmunologiczne etc. Przeżywali „superodporni”, co w kilku pierwszych latach życia dali radę grypie, odrze, tyfusowi, co salmonelle jadali na przystawki, zapijając cholerą.

Gdy Adam miał 130 lat, urodził mu się syn… Życie na 500 procent normy

„Wtedy Bóg rzekł: Nie może pozostawać duch mój w człowieku na zawsze, gdyż człowiek jest istotą cielesną; niechaj więc żyje tylko 120 lat”.

zobacz więcej
Oczywiście, aby pomyśleć tu o śmiertelności niemowląt, trzeba wejść w świat starych krypt i ksiąg parafialnych. Bo jak tak tylko oglądać „Potop”, to grupa facetów w średnim wieku pije na umór, co przytomności zmysłów im jednak nie odbiera i ścinają knoty płonące świecom jednym ruchem szabli, potem idą wykazać swą męskość wobec dziewek z czeladnej, a o poranku „bania”, czyli sauna i nacieranie się śniegiem, aż para leci. Kto zobaczył w tej scenie młodego Daniela Olbrychskiego i nie zrobiło mu się gorąco, niech pierwszy rzuci kamieniem.

Gdy zapomnieć o demografii, narastających procesach urbanizacyjnych i związanych z nimi stresach czysto biologicznych, że o psychicznych nie wspomnę, prosta recepta: „hartuj się!” wydaje się bardzo atrakcyjna. I wcale nie musi być nieskuteczna. Zależy jednak, co się chce osiągnąć. Jeśli przetrwanie sezonu grypowego bez zachorowania, bez powikłań, bez konieczności zażywania antybiotyków, to super. Jeśli wieczne życie w zdrowiu i szczęściu, to…

Kiedy w obiektywie mediów pojawia się dosłownie superman, który bije kolejne rekordy z Księgi Guinnessa w dziedzinie „wytrzymałość na ekstremalne zimno”, a zwłaszcza, gdy swą Mekkę, choć jest Holendrem, stawia w Karkonoszach („w Polsce, czyli nigdzie”, jak ujął to Alfred Jarry w swoim „Ubu Królu”), bierzemy wszyscy nieco głębszy oddech. Choć Wim Hof ma dziś 61 lat i nie wygląda ani jak młody bóg, ani nawet jak młody Daniel Olbrychski, robi się nam gorąco od samego patrzenia na niego w akcji. Robi karierę.

Gdy dodać, że już byli tacy dziennikarze śledczy, którzy próbowali go podejść, robiąc klasyczną wcieleniówkę i… raczej zostali jego wyznawcami lub choćby życzliwymi obserwatorami dalszych poczynań, rzecz przestaje być banalna. Tak było ze Scottem Carneyem, słynnym „łowcą szarlatanów”. Zajmuje się on Wimem Hofem od 2014 roku, co zaowocowało w 2017 roku książką „What Doesn't Kill Us” (Co nas nie zabija), przez dwa miesiące utrzymującą się na liście bestsellerów dziennika „The New York Times”. To nie jest nieznacząca opowieść o kolejnym uwielbianym przez rozentuzjazmowane tłumy iluzjoniście, wielkim jak David Coppierfield, tylko z bardziej monotematycznym emploi.
W Polsce książka ukazała się w 2019 roku, tylko w wersji obcojęzycznej. Fot. wydawnictwo Scribe Publications
Któż nie chciałby być lodowym supermenem?

Warto się chwilę skupić na tym, co widać okiem nieuzbrojonym w specjalistyczny medyczny sprzęt pomiarowy. Prawidłowo zbudowany, niemłody mężczyzna, od kilkunastu lat skupia na sobie coraz więcej zainteresowania. Bo pływa w lodowatej wodzie pomiędzy dwoma przeręblami, idzie w samych butach górskich i szortach na Mount Everest (nie dochodzi, ponoć z powodu zwichniętej kostki a nie odmrożeń, ale któż by doszedł nawet na kostce niewywichniętej), a mniejsze górki typu Kilimandżaro „zalicza” truchtem w tych szortach w dodatku w towarzystwie swych uczniów. Biegnie półmaraton też w samych szortach i boso po śniegu przy temperaturze powietrza -16 st. C, a nawet pozwala sobie wstrzyknąć eksperymentalnie niewielką, niezagrażającą życiu dawkę endotoksyny bakteryjnej, która „normalnych ludzi” doprowadziłaby do gorączki i stanu zapalnego po kilku godzinach, a on nic… [4]

Jest oczywistym, że poza naśladowcami i – z czasem – wyznawcami, obsiadają go naukowcy. Całe spektrum, od fizjologów po psychologów. Uczeni bowiem szukają odpowiedzi dotyczących wielu zagadek natury, jak regeneracja czy kontrola, jaką nasza świadomość (możemy to nazwać umysłem, oba pojęcia nie mają ani w psychologii, ani w neuronaukach jednej precyzyjnej definicji) sprawuje nad naszym ciałem, jego zdrowiem, bólem i odpornością na stres. Przy czym tę ostatnią dziedzinę nadal niezmiernie trudno badać na zwierzętach eksperymentalnych, co niepomiernie utrudnia uzyskanie niepodważalnych, powtarzalnych wyników. Zatem badanie ludzi o szczególnych zdolnościach czy cechach (ekstremalnie silnych, wydolnych intelektualnie, sprawnych manualnie, długowiecznych, odpornych na stres) są częścią wielu projektów uniwersyteckich czy wojskowych.

Zawsze istnieje nadzieja, że to, czego nauczymy się na temat ich biologii czy psychologii, wesprze nas w walce z chorobami czy niewydolnościami innych ludzi, choćby tak częstymi, jak artroza lub tak rzadkimi, jak choroba wysokogórska. A Wim Hof w każdym niemal wywiadzie podkreśla, że chce, aby nauka poznawała jego fenomen (czy raczej fenomen jego metody – ale to bardziej złożone).

Wyszukana medycyna… troglodytów

Uzdrawiająca moc kamieni i tatuaży. Nasz europejski przodek – Ötzi – 5 tysięcy lat temu ze znawstwem i pieczołowicie dbał o nadwyrężone zdrowie.

zobacz więcej
Medycyna nie szuka sposobów, aby każdy był nadczłowiekiem. I nigdy nie obiecuje, że istnieje sposób, aby każdy był zdrowy. Że można zapobiec wszystkim chorobom, albo wyleczyć je wszystkie – zwłaszcza jakimś jednym określonym działaniem, choćby morsowaniem. Tym się właśnie różni od pseudomedycyny. Wyczuwamy bezbłędnie różnicę miedzy stwierdzeniem: „hartuj się, nie będziesz się przeziębiał”, a: „morsuj, to nigdy nie będziesz chorował na nic, wyleczysz wszystko, nawet zespół stresu pourazowego, depresję, cyklofrenię, Parkinsona i raka”, nieprawdaż?

Zainteresowanie uczonych Wimem Hofem oraz jego metodą jest niemałe. To już dobre 10 prac eksperymentalnych, przeprowadzonych przez wiodące ośrodki naukowe i czasem opublikowanych w recenzowanych czasopismach naukowych, również tak renomowanych jak PNAS [5]. Oczywiście czym innym jest zaczytywanie się streszczeniami tych prac zamieszczonymi na oficjalnej stronie internetowej Metody Wima Hofa (WHM) przez osoby zafascynowane niezwykłością tego człowieka i rosnącą grupę jego naśladowców, a czym innym analiza tych dokumentacji medycznych przez specjalistów z zakresu medycyny i fizjologii oraz psychologii.

Któż nie chciałby być supermanem? A przynajmniej icemanem? Metoda na to ma być bardzo prosta i dająca się szybko opanować.

Uzależnienie od euforii

WHM składa się z trzech filarów: oddychania, terapii zimnem i medytacji. Nic nowego pod Słońcem zatem. Oddychanie WHM ma trzy fazy: 30-40 cykli hiperwentylacji, po których następuje zatrzymanie oddechu (hipowentylacja – powodująca hipoksję, czyli niedobór tlenu we krwi) i wreszcie oddech regeneracyjny. Zimno jest aplikowane w formie pryszniców i kąpieli lodowych. Trzeci filar trenuje mózg, aby poprawić siłę woli i samokontrolę: uczy obserwowania swoich myśli, emocji i impulsów, bez identyfikowania ich i bez reagowania na nie. Działa zatem na nieco podobnej zasadzie jak tzw. medytacja mindfulness [6].
Hof ma na koncie 8 rekordów Guinnessa. Pierwszy ustanowił w 2000 r. w pływaniu pod lodem, dystans 57,5 m. Ma też rekord w najdłuższej kąpieli w lodzie: 1 godzina 52 minuty i 42 sekundy – kontakt z lodem na całej długości ciała od szyi w dół, ubrany jedynie slipy. Rekord ten bił wielokrotnie, głównie podczas pokazów swoich możliwości w telewizyjnych show, m.in. w 2008 (na zdjęciu – na Manhattanie, wtedy 71 min.t), 2010 czy dwukrotnie w 2011 roku. Fot. Michael Albans / NY Daily News Archive via Getty Images
Co to takiego hiperwentylacja? To termin medyczny i oznacza każdą sytuację związaną z wymianą gazową, która sprawia, że z płuc wydostaje się więcej dwutlenku węgla, niż organizm go w danym momencie wytworzył w procesach oddychania komórkowego („spalania” pokarmu w mitochondriach). Hiperwentylacja powoduje nagły spadek stężenia dwutlenku węgla we krwi, co – o ile organizm nie poradzi sobie dzięki mechanizmom homeostazy – spowoduje podniesienie pH krwi, czyli tzw. alkalozę. Jej objawy to zawroty i ból głowy, mrowienie warg, dłoni lub stóp, osłabienie, omdlenia i drgawki. Do hiperwentylacji może dochodzić w wyniku stresu fizjologicznego, napadu lękowego, przebywania na dużych wysokościach, urazu głowy, udaru, ataku astmy, zapalenia płuc, zatoru tętnicy płucnej etc.

Hiperwentylację można również wywołać celowo, aby osiągnąć tzw. odmienny stan świadomości. Na przykład podczas pracy z oddechem lub w celu przedłużenia nurkowania na wstrzymanym oddechu, czy popularnej niestety ostatnio wśród nastolatków zabawy w podduszanie. Działa jak alkohol czy narkotyki, a nie zostawia śladów, no chyba, że ktoś za mocno przyciśnie…. Wtedy nastąpić może zgon (w USA w latach 1995-2007 odnotowano aż 82 takich zgonów dzieci, z czego najwięcej wśród 13-latków [7]).

Nie dziwi zatem, że wynikiem hiperwentylacji bywają stany euforyczne. To fizjologia, która może się otrzeć mocno o patologię i uzależnienie od owych stanów. Ponadto, podniesienie nawet chwilowe pH krwi w wyniku hiperwentylacji osłabia percepcję wrażeń bólowych – a odczucie silnego zimna jest właśnie m.in. takim wrażeniem.

Co więcej, hipoksja następująca w metodzie oddechowej Hofa w wyniku zatrzymania oddechu tuż po hiperwentylacji, to jeden z najważniejszym w naszym organizmie cyngli uruchamiających w mózgu autonomiczny układ nerwowy do odpowiedzi typu strach-walka-ucieczka. Po takiej stymulacji w mózgu uwalniają się endokanabinoidy. Mówiąc prosto – jesteśmy na haju.

Niewykluczone, że nasz ewolucyjny sukces zawdzięczamy pandemii

Woda jest wrogiem życia, tlen był zabójczy. Na początku było… bajoro

zobacz więcej
Medycyna zatem zdaje się mówić, że hiperwentylacja to nic szczególnie dobrego, choć kiedy ustaje, równowaga kwasowo-zasadowa we krwi szybko wraca do normy. A jeśli hiperwentylację utrzymywać, osoba zemdleje, a normalne, niezależne od naszej woli odruchowe mechanizmy kompensacyjne organizmu będą w stanie przejąć kontrolę i przywrócić homeostazę. W dłuższej perspektywie – i ten efekt był znany nauce zanim Wim Hof zaczął uprawiać swoje ekstremalne górskie wycieczki i siedzenie na śniegu nago w postawie lotosu – hiperwentylacja zmniejsza stan zapalny.

Wim Hof przestrzega przed stosowaniem hiperwentylacji podczas nurkowania lub jazdy, gdzie omdlenie mogłoby być śmiertelne. Zgłoszenia zgonów wynikających z mniej lub bardziej adekwatnego stosowania jego metody przez amatorów przestają jednak dziwić. Fizjologia ma swoje prawa, a rozum nakazuje je uszanować.

Co ujawnił brat bliźniak?

Teraz zimno. Nie jest tajemnicą i daje się prosto zaobserwować, że zimno konserwuje tkanki i dlatego mięso wsadzamy do lodówki, aby utrzymać jego świeżość. Oczywiście w rozsądnych granicach termiczno-czasowych. Przy stopniowym schładzaniu tkanek, ich metabolizm spowalnia, co oczywiście przedłuża im żywot. Jeśli zatem istnieje jakaś szansa na „wieczne życie ziemskie”, tkwi ona w hibernacji, i nie jest to zdanie wyjęte z „Seksmisji” Juliusza Machulskiego, tylko z licznych prac naukowych. Krioterapia to nie żadne szamanizmy, tylko uznana metoda lecznicza, zwłaszcza w chorobach reumatycznych i w obrębie stawów. Nie jest jednak jasne, jak trwałe są efekty jej działania, zwłaszcza te przeciwzapalne.

Zimno jednak jest w stanie także niszczyć komórki – bo są one wypełnione cytoplazmą, czyli rodzajem gęstego soku, zawierającego nadal sporo wody (ok. 70-80 procent). Wiadomo zaś, że woda jest cieczą przedziwną, która zamarzając powiększa swą objętość, zamiast ją zmniejszać, jak czyni reszta cieczy. Podczas zatem zamarzania wody w komórkach dochodzić może do nieodwracalnych zmian i zniszczeń w ich wnętrzu, np. wymrażania białek.
Mem Kaja Małachowskiego, nawiązujący do morsowania (fr. morceau - kawałek, wym. morso). Podstawą była rycina z druku „Heydenweldt vnd irer Götter anfängcklicher Vrsprun” z 1554 roku, obrazująca kanibalizm w czasach pogańskich, znajdująca się w Bibliotece Uniwersyteckiej w Toruniu - sygnatura Ob.6.III.636
Organizmy (i zmiennocieplne, jak gady, i stałocieplne, jak ssaki) starają się utrzymać odpowiednią temperaturę, umożliwiającą działanie białkowych enzymów komórkowych – czyli po prostu życie komórek. Większość z nich działa najwydajniej w temperaturze około 40 st. C (aczkolwiek są organizmy, np. bakterie psychrofilne, przystosowane optimum termicznym swoich enzymów do niskich temperatur, nawet stałego życia w lodzie, oraz termofilne, np. żyjące w gejzerach). Zwierzęta kręgowe utrzymują optymalną dla siebie temperaturę ciała albo na drodze stosownych zachowań (np. wygrzewanie na słońcu), a w przypadku organizmów stałocieplnych także dzięki wewnętrznym mechanizmom termoregulacji i homeostazy, regulowanym centralnie w mózgu (tzw. ośrodek termoregulacji w podwzgórzu, będący częścią autonomicznego układu nerwowego).

Gdy mamy dreszcze albo gdy się pocimy to nie odbywa się nic innego, jak właśnie uruchamianie mechanizmów termoregulacyjnych (dreszcze podnoszą temperaturę ciała, gdyż są szybkimi skurczami mięśni, a pocenie się ją obniża). Krew jest ogrzewana na bieżąco przez wątrobę i jej gigantyczny metabolizm. Komórki zaś, zwłaszcza w tzw. brunatnej tkance tłuszczowej, nic innego nie robią swymi mitochondriami w sytuacji zapotrzebowania na ciepło, tylko je produkują, zamiast robić podstawowy brykiet energetyczny, czyli ATP. Po prostu spalają pokarm i zapasy na bieżąco i zamiast być koksownią, są elektrociepłownią organizmu. Aczkolwiek owa brunatna tkanka jest właściwa noworodkom i dzieciom, a potem z wiekiem tracimy ją coraz bardziej, więc dorośli mają jej bardzo niewiele. Wreszcie jest i hormonalna regulacja tempa metabolizmu, a zatem i temperatury ciała. Taką rolę pełni przede wszystkim hormon tarczycy – tyroksyna.

To co zaś widać na pierwszy rzut oka, to oczywiście kolor skóry. Gdy organizm nasz chce oddać ciepło do otoczenia, dochodzi do rozkurczenia naczyń krwionośnych w skórze – jest zaróżowiona. Gdy chce ciepło zachować, naczynia włosowate skóry obkurczają się, a ona blednie. Tyle norma, od której istnieją liczne odchylenia i która ma swoje patologie.

Nawet bliźnięta jednojajowe wymagają odrębnej terapii. Medycyna „szyta na miarę”

Wszystkie choroby są genetyczne. A każdy z nas to genetyczny unikat. Indywidualnie dobrane kuracje nadchodzą więc wielkimi krokami.

zobacz więcej
Z klinicznego punktu widzenia, pacjenci z ciężką hipotermią (temperatura wnętrza ciała poniżej 35 st. C) są narażeni na arytmię serca, w tym migotanie przedsionków i komór [8]. I dlatego prawdziwe morsy i ich kluby nie wpuszczają w swoje szeregi osób cierpiących na choroby układu krążenia, takie jak nadciśnienie, zwłaszcza, jeśli osoba nie ma go dobrze wyregulowanego lekami.

Pytanie brzmi: czy powtarzająca się ekspozycja na zimno – swoiste przyzwyczajanie organizmu do niskich temperatur – ma znaczenie w metodzie Hofa? Naukowa odpowiedź istnieje, bo Wim ma brata bliźniaka, który prowadzi siedzący tryb życia i nigdy nie hartował swojego ciała w ekstremalnym zimnie. Badanie porównujące reakcje ich organizmów nie wykazało różnicy w bardzo wysokiej u obu termogenezie wywołanej zimnem, co sugeruje, że nawykowa ekspozycja Wima na ekstremalny chłód nie była tu czynnikiem istotnym. Jako wyjaśnienie pozostaje zaś genetyka lub/i praktyka właściwa obu braciom, a mianowicie technika oddychania podobna do buddyjskiego g-tummo [9] czy chandali yoga i pranayama – czyli praktyki głębokiego oddychania.

Prace naukowców nad organizmami braci Hof sugerują, że zwiększoną u nich produkcję ciepła powodowały energiczne, izometryczne skurcze mięśni oddechowych (międzyżebrowych). Tam ma też miejsce termogeneza mięśniowa bez dreszczy.

Wcześniej, bo już w latach 80. XX wieku, opisano również naukowo występujące we wspomnianej wyżej praktyce religijnej buddyzmu tybetańskiego rozszerzanie obwodowych naczyń krwionośnych w odpowiedzi na zimno, zamiast typowego ich obkurczania. Psycholodzy z Uniwersytetu w Singapurze w 2013 roku opisali też zauważoną w tej praktyce zdolność do podnoszenia „siłą woli” (a de facto sposobu oddychania) temperatury ciała na drodze termogenezy bez dreszczy, ale wyłącznie jeśli podtrzymuje się technikę oddechową. Jeśli jej zaprzestać, temperatura ciała spada [10].
Badania naukowe przeprowadzone na oganizmie Wima Hofa wykluczyły, by w jakikolwiek nieznany dotąd nauce sposób umiał on aktywować swoją brunatną tkankę tłuszczową do termogenezy. Pod tym względem jest taki sam, jak my wszyscy i nie jest jej w stanie „kontrolować umysłem”. A jej aktywacja ani ilość (nieco większa niż norma dla ludzi w jego wieku) nie wynikają ze zwiększonej, częstej ekspozycji ciała na zimno. Wiadomo to na pewno, bo nietrenujący metodą WHM brat-bliźniak Hofa też ma brunatnej tkanki tłuszczowej więcej, niż średnio ludzie w jego wieku, a nawet… więcej niż sam Wim. Grają tu zatem geny, a nie żadne aktywności ciała bądź umysłu.

Medytacja nad bakterią

I wreszcie trzeci filar MWH – medytacja. Na łamach czasopisma „Psychosomatic medicine” z 2012 roku można przeczytać krótką analizę tego, co się klinicznie stało z ciałem Wima Hofa, gdy podano mu dożylnie endotoksynę bakteryjną, czyli znajdujący się w osłonach wielu bakterii gramujemnych lipo polisacharyd (LPS). W konkluzjach z tej pracy czytamy: „Technika koncentracji/medytacji stosowana przez tę konkretną osobę wydaje się wywoływać kontrolowaną reakcję na stres. Ta odpowiedź charakteryzuje się aktywacją współczulnego układu nerwowego i późniejszym uwolnieniem katecholaminy/kortyzolu, co wydaje się osłabiać wrodzoną odpowiedź immunologiczną” [11].

Prostymi słowy: medytacja i ćwiczenie oddechowe g-tummo podnoszą u Hofa kontrolowany stres, a obniżają stan zapalny. Co z klinicznego punktu widzenia może być w danym momencie pożądane, albo wcale nie i może stać się wręcz dla jednostki szkodliwe, np. gdyby zamiast LPS bakterii pojawiła się w jego organizmie sama gramujemna zjadliwa bakteria, typu Salmonella czy enterotoksyczna Escherichia coli.

Do PNAS, czyli na najwyższą półkę publikacji naukowych, trafiła w 2014 roku praca na temat doświadczenia z lipopolisacharydem zrobionego na 28 mężczyznach, z których połowa została przeszkolona przez Wima Hofa w technice medytacyjnej „trzeciego oka”, technice oddechowej oraz była hartowana na zimno. U przeszkolonych, w porównaniu z kontrolą po kontakcie z endotoksyną bakteryjną, statystycznie istotnie wzrósł poziom epinefryny i markerów przeciwzapalnych, a spadł markerów prozapalnych i charakterystycznych objawów „grypopodobnych”, które na ogół wynikają z podania tej bakteryjnej substancji ludziom. Były to jednak poziomy bez porównania niższe, niż te obserwowane u samego Wima.

Co więcej, uczestnicy badania wylosowani do grupy placebo byli szczerze zawiedzeni, że nie zostaną nauczeni WHM i dopiero obietnica, iż przeszkolenie będzie miało miejsce po przeprowadzeniu eksperymentu, skłoniła ich do dalszego udziału w badaniu. Ergo – ochotnicy, którzy zgłosili się do eksperymentu, już z góry byli pozytywnie nastawieni do tej metody, znali ją „z opowieści” i ufali w jej skuteczność. Holenderscy autorzy konkludują mimo to, iż wykazali, że „zależna od woli aktywacja współczulnego układu nerwowego tłumi wrodzoną odpowiedź immunologiczną” [12]. Oczywiście ludzie ci nie wyleczyli się z żadnej choroby, tylko wiedząc, jaki powinien być skutek podania endotoksyny oraz podjąwszy swoje ćwiczenia oddechowe i medytację w momencie jej podania, nie zgłaszali objawów zapalnych.

Poczucie zaś szczęścia czy euforii związanej z działaniem zimna, poza kwestiami czysto fizjologicznymi, może wynikać – zdaniem naukowców – z efektu placebo. Placebo zaś nie musi być pigułką czy tabletką i wcale nie musimy być nieświadomi jego podania, aby działało, o czym pisałam już wcześniej . Analizy dopełniają badania Wima Hofa w akcji za pomocą neuroobrazowania, wykorzystujące klasyczne metody rezonansu magnetycznego i tomografii (fMRI i PET/CT).Takie studium przypadku opublikowano w roku 2018 w czasopiśmie „NeuroImage” [13]. Hof był w stanie aktywować pierwszorzędowe centra neurokontroli odczuwania zimna. Przy czym może to wynikać ze zmiany przepływu krwi przez mózg wynikłej właśnie z naprzemiennej hiperwentylacji i hipowentylacji. Nie da się jednak wykluczyć, że mamy tu do czynienia ze zjawiskiem, w którym świadomość/umysł Hofa nakazuje mózgowi ignorować zimno.
Metoda Wima Hofa – czy oddech, medytacja i zimnoadaptacja poprawiają kondycję i chronią przed chorobami?
Według Wima Hofa jego metoda ma dawać życiową energię, lepszy sen, zwiększać skupienie i determinację, siłę woli i kreatywność, poprawiać wyniki sportowe, obniżać stres i oczywiście zwiększać tolerancję na zimno i zdolności regeneracyjne oraz wzmacniać układ odpornościowy (aczkolwiek działanie przeciwzapalne niekoniecznie wzmacnia ten układ – równie dobrze wzmacniałaby go zatem aspiryna). Gdyby nie szedł dalej, sugerując benefity z WHM dla długotrwałej aktywacji układu odporności, w leczeniu astmy, artrozy, choroby Parkinsona, a nawet raka, poważnych depresji czy cyklofrenii, zwłaszcza zaś gdyby znacznie dalej nie szli wszelcy uczniowie i naśladowcy tego guru, niewątpliwie nauka patrzyłaby na niego nadal szczerze zaciekawionym i może mniej krytycznym okiem.

W dużej mierze bowiem rozszyfrowała fizjologiczne i neurologiczne podłoże jego nietuzinkowych umiejętności oraz zaproponowanej przez niego metody treningowej. Choć niestety znacznie mniej jest prac naukowych o metodzie, a znacznie więcej o samym herosie. Ciekawe byłoby poznanie podłoża genetycznego jego umiejętności, zwłaszcza, że kosmicznym zrządzeniem losu istnieje jego brat bliźniak. Nauka nie wyklucza, że jego metoda – zwłaszcza filar oddechowo-medytacyjny, bo to tu odkryto najwięcej skutków dla fizjologii Wima – mogłaby być dobrym treningiem dla ratowników wysokogórskich, którzy muszą czasem dosłownie truchtem wejść zimą na spore góry, czy też dla osób zasypanych lawiną, ale przytomnych i bez ran, aby dać im szansę na opóźnienie wyziębiania organizmu i doczekanie pomocy z zewnątrz

Skoro istnieją psychosomatyczne choroby, czy nie da się poszukiwać psychosomatycznych terapii? Nic jednak, nawet siedzenie w wannie z lodem przez godzinę albo więcej, hiperwentylacja i „oczyszczanie umysłu”, nie leczy ze wszystkiego. A gdy po 5-godzinnym kursie albo 10-minutowym filmiku na YouTube próbować naśladować guru trenującego od wielu lat, nietrudno o tragedię.

Prawa fizyki i biologii zasadniczo dotyczą nas wszystkich. Kult paradygmatu „chcieć to móc” może się skończyć fatalnie. Nie każdy jest nadczłowiekiem (tak Wimem Hofem, jak i Usainem Boltem), a anegdoty czy promocyjne filmiki internetowe, choć potrafią rozpalić wyobraźnię, nie stanowią podstawy poznania naukowego. Pełne są naukowych nieścisłości i błędów oraz pseudonaukowych twierdzeń, trudnych do wykrycia przez laików.

– Magdalena Kawalec-Segond

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Przypisy:

[1]. https://lodowigiganci.pl/trening/warsztaty/warsztaty-2-dniowe/;
http://boutdoor.pl/metoda-wima-hofa-warsztaty/;
https://siwacki.com/warsztaty-integracji-z-matka-ziemia-10-12-maja-2019/

[2]. https://www.youtube.com/watch?v=nzCaZQqAs9I

[3]. Podczas mojej niedawnej rozmowy z antropologiem, profesorem UMK w Toruniu dr. hab. Tomaszem Kozłowskim, padło kilka istotnych uwag na ten temat. W kościach naszych przodków zmarłych przed XIX wiekiem wyczytać można nie tylko tę informację, że średnia długość życia to było 20-30 lat, a gigantyczna śmiertelność dotykała zwłaszcza noworodki i niemowlęta oraz młode kobiety rodzące dzieci (gorączka połogowa, komplikacje porodowe). Analizując „odciśnięte” na kościach, zwłaszcza czaszki i piszczeli, rany kłute, cięte i inne widać, że one się dobrze goiły i nie były źródłem zgonu. A zatem nie ulegały zakażeniu ze skutkiem śmiertelnym, choć to nie były czasy antyseptyki. Ewidentnie ludzie ci byli bardziej odporni na zakażenia. Więcej na ten temat: CZYTAJ TU

[4]. https://www.youtube.com/watch?v=BqsvJedwUyg&feature=youtu.be

[5]. https://www.wimhofmethod.com/science

[6]. https://pl.wikipedia.org/wiki/Medytacja_mindfulness
To jest materiał na osobną opowieść, ale i aspektami terapeutycznymi tego podejścia naukowcy zajmują się coraz intensywniej od kilku lat, i to nie w jakiś niszach, tylko na Harvard Medical School. Skuteczność w radzeniu sobie np. z depresją zdaje się porównywalna lub niższa od terapii klasycznych, problem w tym, że nie do końca nadal jest jasne, jak to działa – natomiast w kwestii podstawowych grup antydepresantów czy psychoterapii jest to raczej jasne (https://news.harvard.edu/gazette/story/2018/04/harvard-researchers-study-how-mindfulness-may-change-the-brain-in-depressed-patients/)

[7]. https://www.cdc.gov/mmwr/preview/mmwrhtml/mm5706a1.htm

[8]. https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S1566070216300017

[9]. https://pl.wikipedia.org/wiki/Tummo

[10]. https://journals.plos.org/plosone/article?id=10.1371/journal.pone.0058244

[11]. https://journals.lww.com/psychosomaticmedicine/Abstract/2012/06000/The_Influence_of_Concentration_Meditation_on.10.aspx

[12]. https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4034215/

[13]. Neuroobrazowanie pokazało, że „WHM angażuje obszary korowe wyższego rzędu (lewa przednia i prawa środkowa wyspa), które są wyjątkowo związane z autorefleksją i które ułatwiają zarówno wewnętrzne skupienie, jak i utrzymywanie uwagi w obecności niesprzyjających bodźców zewnętrznych (np. zimna)”. Naukowcy odkryli u Hofa podczas medytacji zmiany w obrębie unerwienia współczulnego, a także odmienne zużycie glukozy.
https://www.sciencedirect.com/science/article/abs/pii/S1053811918300673

Źródła:

https://sciencebasedmedicine.org/wim-hof-the-iceman/?fbclid=IwAR3xZmiJYAK6BsY_8U7EV5rtF30q75GcffUNmUvLBZDi70JB6itI-QMqxLM

https://www.youtube.com/watch?v=D6EPuUdIC1E&fbclid=IwAR26nV4IxDhvC7k0CfY5uVe8W6zgGaak8q8zfFbxNKlBQQsON6rCkffuYRs

https://www.wimhofmethod.com/science?fbclid=IwAR03o7uPjh23vOgC59YWzD1sgVlu4GM5M3OubHLcX83lEUE-VqZHuYTjxg8#

https://www.sciencedirect.com/science/article/abs/pii/S1053811918300673?fbclid=IwAR0utbOxmgMJp-GN2F6fo5mhWKCaevdXBwOF7WZitzis3uPUU0ygs_X7Q5s

https://www.donald.pl/artykuly/dDB2HbMJ/turystka-w-ramach-gorskiego-morsowania-ruszyla-w-samej-bieliznie-na-babia-gore

https://www.tvp.info/51841432/morsowanie-nie-zyje-mezczyzna-kapiel-w-przereblu-nowa-moda-okazuje-sie-niebezpieczna-tvp-info

https://www.youtube.com/watch?v=ivLcmB_Gogc
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czy potomkowie chłopów nadal jęczą pod butem panów?
Warto się zdecydować, czy polski lud niósł ze sobą błogosławione egzorcyzmowanie kultury szlacheckiej czy naganną brutalność.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Geny kreatywności. Co nas różni od szympansa i neandertalczyka?
Stał się być może bardziej kreatywny w swoich prapraprawnukach. W nas.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Sto lat podzielonej Irlandii. Czy skutkiem brexitu będzie terror?
Partie katolickie odrzuciły propozycję udziału w zespole przygotowującym obchody rocznicy.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Otworzyli albumy i pudła ze starymi gazetami, odkryli rodzinne...
Miałam nadzieję, że nowi mieszkańcy zobaczą, że to miejsce ma swoje życie, swoją tożsamość i historię, z której można być dumnym – mówi autorka wystawy.
Cywilizacja wydanie 23.04.2021 – 30.04.2021
Panie i panowie w sporcie. A co z transseksualistami?
Organizm mężczyzny, bez względu na to kim się on czuje, i jakie wybrał sobie imię, będzie produkował określone dawki testosteronu.