Cywilizacja

Jak Francja wykradła dzieci Reunionu. „Mają nie być zbyt czarne”

Odmówili jej, bo… nie miała pracy. To był tylko pretekst. Niektórym matkom odbierano dzieci jedynie dlatego, że paliły papierosy...

Mieszkająca niedaleko Tulonu Sylvie bardzo niewiele pamięta ze swego wczesnego dzieciństwa. Najtrwalszym wspomnieniem jest matka, a tak naprawdę, uczucie, jakim darzyła swoje dzieci – Sylvie i jej trzy lata młodszego brata. Pomimo, że byli bardzo biedni, matka próbowała zapewnić dzieciom godziwe życie. Nie było to łatwe. Gdy Sylvie miała 4 lata, na jej rodzinę do Departamentu Zdrowia i Spraw Socjalnych (DDASS), doniosła nowa żona ich ojca. Dzieci zostały matce odebrane. Oficjalnym powodem była bieda i brak stałego zatrudnienia.

Ostatnim, co Sylvie pamięta z Reunionu, jest płacz matki, która błaga pracowników placówki, w której zostały umieszczone jej dzieci, aby mogła się z nimi zobaczyć. Bezskutecznie. „Odmówili jej, bo… nie miała pracy. To był tylko pretekst. Niektóre matki traciły córki i synów jedynie dlatego, że paliły papierosy” – wspomina Sylvie. Niedługo później ona i jej roczny brat, Jean-Bernard, trafili na pokład samolotu, którym wylecieli do Francji. Nigdy więcej nie ujrzeli mamy ponownie. Był rok 1971.

Papa Debré

Reunion. Wyspa leżąca na Oceanie Indyjskim, 700 km na wschód od Madagaskaru. Zamorski departament Republiki Francuskiej ze stolicą w Saint-Denis, zamieszkały przez niespełna 850 tys. ludzi.
Wyspa Reunion leży na Oceanie Indyjskim, ponad 9200 kilometrów od Francji. Fot. Planet Observer/Universal Images Group via Getty Images
W latach 50. i 60. Reunion borykał się z licznymi problemami. Na wyspie istniało potężne bezrobocie, a większość ludzi żyła w biedzie. Boom demograficzny, który po II wojnie światowej miał miejsce w wielu krajach na świecie, dotarł także na wyspę. Rosnąca liczba mieszkańców nie poprawiała i tak trudnej sytuacji gospodarczej wyspy. Problem był we Francji dostrzegany, lecz niełatwo było znaleźć rozwiązanie.

W 1963 r. na Reunionie pojawił się Michel Debré, który w krótkim czasie zjednał sobie część prawicy i wygrał wybory, zostając deputowanym do francuskiego Zgromadzenia Narodowego z ramienia Reunionu (wypierając jednocześnie rosnące wtedy komunistyczne wpływy). Sprawował tę funkcję do 1988 r.

Debré nie był człowiekiem znikąd. W czasie II wojny światowej działał w ruchu oporu, później należał do środowiska politycznego związanego z Charles’em de Gaulle’em. Był ministrem sprawiedliwości, jednym z głównych twórców konstytucji V Republiki, a w latach 1959-1962 premierem Francji. Jego doświadczenie miało pomóc biednej i zacofanej względem metropolii wyspie. Pośród jego pomysłów, jednym z najważniejszych była powszechna edukacja wszystkich dzieci; zabiegał, aby we wszystkich regionach powstawały szkoły średnie.

Niestety, w dziejach Reunionu zapisał się zgoła z innego powodu. To właśnie Debré był twórcą programu przesiedleń z wyspy do Francji kontynentalnej. Francuski rząd zaaprobował tę politykę, określając ją eufemistycznie „przeszczepieniem”.

W 1963 r. „Papa Debré”, jak nazywali go wyspiarze, założył BUMIDOM (Biuro ds. Rozwoju Migracji w Departamentach Zamorskich) w celu zorganizowania relokacji dorosłych mieszkańców Reunionu, którym obiecano lepsze życie na kontynencie.

Zobaczą Paryż i wieżę Eifla

Ale dorośli nie byli jedynymi, którzy wzięli udział w programie. Przesiedlano również dzieci i nastolatków, lecz tej akcji władze nie nagłaśniały. Pomysł mógł wydawać się wówczas prosty – dzieci, głównie sieroty lub pochodzące z, jak dzisiaj byśmy to określili, patologicznych rodzin, które na wyspie nie miały szansy na edukację i lepsze życie, miały tę szansę otrzymać po przybyciu do Francji. Presja demograficzna, która była jednym z problemów wyspy zostałaby zahamowana.

Jednocześnie reuniońskie dzieci miały być szansą dla metropolii, która, dla odmiany, borykała się z problemem zbyt małej liczby narodzin. „Zbyt wielu młodych ludzi opuszczało obszary wiejskie na kontynencie, takie jak departamenty Creuse, Tarn i Lozère”, powiedział, w rozmowie z portalem Vice News, socjolog Philippe Vitale, który kieruje Komitetem ds. Dzieci z Creuse. „Ludzie tacy jak Debré szczerze wierzyli, że asymilacja dzieci z Reunionu jest możliwa. Nie prowadzono wówczas zresztą zaawansowanych badań w zakresie psychologii dziecięcej” – mówił Vitale w wywiadzie dla francuskiego serwisu The Local.

Żywym ludziom obcinali dłonie i stopy. Potem je wędzili. Miliony ofiar króla

Urzędnicy pracujący w najważniejszych instytucjach Unii Europejskiej codziennie mijają pomnik zbrodniarza.

zobacz więcej
Tym samym, w latach 1963-1984 władze francuskie wywiozły z Reunionu ponad 2 tys. dzieci i nastolatków. Urzędnicy zajmujący się selekcją i odbieraniem dzieci, nie mieli w tym zakresie żadnych skrupułów. Dzieci, których rodzice nie chcieli zgodzić się na wyjazd, odbierano siłą, a ich dokumenty były później fałszowane – zmieniano im nazwisko, imię oraz miejsce urodzenia.

Innych rodziców, często słabo wykształconych i biednych, przekonywano, że oddając potomka zapewniają mu lepszą przyszłość, dobrą szkołę, a na miejscu ich dziecko zobaczy przecież „Paryż i wieżę Eiffla”. Wszystkie dzieci miały wracać na Reunion każdego roku, w czasie wakacji. Tej obietnicy jednak nigdy nie spełniono.

Większość przesiedlonych dzieci przez lata nie miało pojęcia o swojej przeszłości, nieodwracalnie straciło więzi rodzinne i nigdy więcej nie postawiło stopy na Reunionie. „Zostaliśmy pozbawieni naszej rodziny, historii i tożsamości” - mówi Valérie Andanson, obecnie przewodnicząca organizacji pod nazwą Federacja Ludzi Wypędzonych z Departamentów i Regionów Zamorskich (FEDD), która była jedną z nich.

Rząd francuski, który ściśle współpracował z Departamentem Zdrowia i Spraw Socjalnych (DDASS), skierował reuniońskie dzieci i młodzież (wśród nich znajdowały się osoby od kilku miesięcy do kilkunastu lat) do wyludnionego interioru kraju. Wiele z nich wylądowało w Guéret, prefekturze departamentu Creuse w centrum Francji, stąd powszechnie nazywa się je „dziećmi z Creuse”.

Nie mają być zbyt czarne

Zdaniem Philippe’a Vitale’a urzędnicy pracujący dla DDASS celowo okłamywali rodziców, aby przekonać ich do rozstania z dziećmi. Jak się bowiem później okazywało, reuniońskie dzieci nie trafiały do żadnych szkół, lecz zostawało np. parobkami w gospodarstwach rolnych lub służącymi w bogatych domach. Wiele z nich było źle traktowanych, z powodu pochodzenia oraz ciemnego koloru skóry.

„Rodzicom mówiono, że ich dzieci będą jakiś czas zajęte, zanim będą mogły odwiedzić wyspę. Jednak, kiedy ci zaczynali dopytywać, poszukiwać dzieci, dowiadywali się, że one nie wrócą” – mówił Vitale. Niektórzy rodzice, tak jak ojciec wspomnianej na początku Sylvie, próbowali odzyskać swoje dzieci przez trzy dekady. Z informacji, które kobieta uzyskała już jako dorosła, wynikało, że jej ojciec aż do śmierci (na początku lat dwutysięcznych) nie tracił nadziei, że kiedyś ją i jej brata jeszcze spotka.

Sylvie i jej brat wylądowali we Francji 6 lutego 1971 r. Na lotnisku czekali na nich mężczyzna i kobieta. Ktoś powiedział, że od dzisiaj będą do nich mówić „tato i mamo”. Jak po latach dowiedziała się kobieta, jej przybrana matka niezbyt chętnie zgodziła się adoptować dzieci z Reunionu, zastrzegając wyraźnie, że mają nie być zbyt czarne.
Michel Debré, deputowany do francuskiego parlamentu z wyspy Reunion podczas rozmowy z reuniończykami na przyjęciu w ogrodach zamku Champs-sur-Marne we Francji 19 czerwca 1967. Fot. KEYSTONE-FRANCE / Gamma-Rapho via Getty Images
W nowym domu dzieci nie zaznały ciepła. Miały raczej wychowawców, a nie rodziców. Sylvie wspomina, że surowa była zwłaszcza przybrana matka, która często karciła, a niekiedy biła dzieci: „To brat był zawsze przy mnie, chronił mnie. Raz nawet uderzył matkę, kiedy chciała mnie uderzyć.” Sytuacja pogorszyła się, kiedy jej brat, w wieku 12 lat został wysłany do szkoły z internatem. Sylvie została sama.

Z tego okresu najgorzej wspomina chwile, kiedy w domu zostawała tylko ona i ojciec. Bała się go, jego wybuchów gniewu i tego, że ją molestował. Nie powiedziała o tym matce obawiając się, że to jeszcze pogorszy sytuację.

Odkąd była nastolatką, Sylvie czuła, że w jej życiu brakuje jakby kawałka historii. Jedyne, co wiedziała od przybranych rodziców – którzy najpewniej wiedzieli tak samo niewiele – to, że ona i jej brat pochodzą z Reunionu i zostali oddani do adopcji. Kiedy skończyła 20 lat, Sylvie postanowiła dowiedzieć się, kim byli jej biologiczni rodzice. Pierwszym krokiem był kontakt z ratuszem w Saint-Denis na Reunionie. Tam uzyskała informację, jak nazywała się jej matka. To skłoniło ją do dalszych poszukiwań.

Francja zniszczyła moje życie

Od tamtej pory kilka razy wyjeżdżała na Reunion, choć każda podróż wiązała się z dużymi kosztami (wyspa leży ponad 9 tys. kilometrów od Francji). Udało się jej poznać rodzeństwo, które pozostało na wyspie, a także nauczyła się języka kreolskiego. W 1998 r. odkryła, że jej matka nigdy nie podpisała aktu adopcyjnego. Ta wiadomość była najbardziej wstrząsająca.

Odkrycie prawdy na temat okoliczności jej wyjazdu do Francji doprowadziło kobietę do głębokiej depresji. Udało się jej przezwyciężyć chorobę. Resztę życia, Sylvie, dojrzała dzisiaj kobieta, pragnie spędzić na Reunionie. Jej mąż wspiera ją w tym zamiarze. Oboje wiedzą, że to wyspa jest jej prawdziwym domem i tylko tam poczuje się jak u siebie: „Nie czuję, jakbym pochodziła z Bretanii czy z Tulonu” - powiedziała. „Jestem zła na system, który zdecydował, że będę szczęśliwsza gdzie indziej. W ten sposób Francja zniszczyła nie tylko moje życie, zmasakrowała całe rodziny”.

Nieco łaskawiej los obszedł się z Valérie Andanson, przewodniczącą FEDD. Valérie została wywieziona z Reunionu w wieku 3 lat wraz z pięciorgiem rodzeństwa. Na miejscu dzieci rozdzielono, a Valérie trafiła do rodziny w departamencie Creuse. Dziewczynka była bita i poniżania. W wieku 7 lat została odebrana przybranej rodzinie i oddana innej, gdzie, szczęśliwie, została otoczona miłością. Jak wspomina, trauma po poprzedniej adopcji była tak duża, że przez rok nie pozwalała się do siebie zbliżyć.

O swoim pochodzeniu dowiedziała się od matki, mając 16 lat. „To było jak uderzenie młotkiem. Powiedziałam mamie, że muszę wiedzieć, co się stało, a ona odparła: masz na imię Marie-Germaine Perigonne, urodziłaś się na Reunionie i masz pięcioro rodzeństwa. Czy możesz sobie wyobrazić, jaki to był szok? ” – mówiła kobieta w rozmowie z serwisem RFI.

Na Madagaskar? Syjonistyczne plany przesiedlenia Żydów z Europy

Rozważano stworzenie państwa żydowskiego w Ugandzie, na Cyprze, w Nowej Gwinei lub w Gujanie.

zobacz więcej
Jednak dzięki rodzinie, do której ostatecznie trafiła, Valérie poradziła sobie z traumą lepiej niż wielu innych. Części rodzeństwa nie miała już jednak szansy pomóc – jeden z jej braci popełnił samobójstwo, a siostra znalazła się w szpitalu psychiatrycznym.

Sylvie, jak inni dorośli, których jako dzieci wywieziono z Reunionu, musieli samodzielnie płacić za wyjazdy na wyspę. Organizacja skupiająca tzw. dzieci z Creuse walczyła o to, aby państwo francuskie udzielało stałego wsparcia finansowego wszystkim, którzy chcą na Reunionie odwiedzić rodzinę lub osiąść tam na stałe.

Rezolucja parlamentu

Jean-Jacques Martial, wywieziony z Reunionu w 1966 r., w roku 2003 zaskarżył państwo francuskie za „porwanie i deportację nieletnich”, żądając od Francji miliarda euro odszkodowania. Jego autobiografia „Une enfance volée” („Skradzione dzieciństwo”), która ukazała się w 2003 r. zwróciła uwagę opinii publicznej na ten zapomniany (czy raczej wyparty ze świadomości) epizod francuskiej historii.

Zaangażowanie Martiala zachęciło również inne ofiary polityki „przeszczepień” do dochodzenia odszkodowania i informowania mediów o swojej historii. Niedługo później powstały stowarzyszenia „Les Reunionnais de la Creuse” (Reuniończycy z Creuse) i „Rassin anlèr” (j. kreolski; pol. Korzenie w powietrzu). Około 50 osób wniosło skargę o odszkodowanie finansowe od Francji, jednak w latach 2006-2007 skargi te zostały odrzucone. W 2011 roku Europejski Trybunał Praw Człowieka również oddalił wniesioną sprawę.

Państwo francuskie przez lata nie przyznawało się do roli, jaką odegrało w przymusowych przesiedleniach reuniońskich dzieci do metropolii. Dopiero na początku 2014 r. Zgromadzenie Narodowe przyjęło rezolucję „w sprawie dzieci z Reunionu, umieszczonych we Francji metropolitalnej w latach 60. i 70. XX wieku”. Dokument stwierdza, że „państwo nie wywiązało się z moralnej odpowiedzialności wobec podopiecznych” wywiezionych z wyspy, skłania do „pogłębiania i rozpowszechniania wiedzy historycznej na ten temat” oraz do „uczynienia wszystkiego, co możliwe, aby umożliwić ofiarom odtworzenie ich osobistej historii”. Niemniej nadal jest to tylko rezolucja, a nie obowiązujące prawo.

Niedługo później organizacja FEDD wysunęła pięć postulatów: uznanie „przestępstwa przeciwko dzieciom”, wypłatę odszkodowań, sfinansowanie podróży na wyspę, dostęp do akt osobowych oraz repatriację na Reunion ciał zmarłych.

2015 przesiedlonych

Nadzieja na zadośćuczynienie pojawiła się w styczniu 2016 r., gdy szef resortu ds. Terytoriów Zamorskich, George Pau-Langevin ogłosił utworzenie Komisji Śledczej i Badań Historycznych. Philippe Vitale, zajmujący się sprawą dzieci z Creuse, został mianowany jej przewodniczącym.
Przez niemal dwa lata poszukiwano osób, które w dzieciństwie zostały wywiezione z wyspy, badano też reuniońskie archiwa. W listopadzie 2017 r. nowo wybrany prezydent Francji, Emmanuel Macron wystosował pismo do przedstawicieli FEDD, w którym przyznał, że za przymusowe przesiedlenie dzieci odpowiadają władze Francji. A pół roku później komisja pod przewodnictwem Vitale’a opublikowała liczące 700 stron sprawozdanie pt. „Badanie dotyczące «przeszczepiania» nieletnich z wyspy Reunion do Francji”. Ustalono, że do Francji zostało przesiedlonych 2015 dzieci, a 1800 z nich wciąż żyje. Zdaniem komisji państwo ma obowiązek zadośćuczynić ludziom, których kiedyś skrzywdziło.

Chociaż w sprawozdaniu przedłożonym przez Komisję, jak również zarekomendowanych przez FEDD znalazł się szereg propozycji, w jaki sposób pomóc ofiarom przesiedleńczej polityki (m.in. dostęp do dokumentów archiwalnych, pomoc w odzyskaniu pierwotnej tożsamości, wsparcie w repatriacji zmarłych na Reunion oraz utworzenie miejsca pamięci), to jeszcze w 2020 r. żadne z rekomendowanych środków nie zostało wcielone w życie.

Jedyne, co do tej pory zrobiło państwo francuskie – i to już od 2017 r. – to zapewnienie sfinansowania biletu lotniczego oraz kilkudniowego pobytu na Reunionie. W listopadzie 2019 r. przedstawiciele FEDD na konferencji prasowej w Paryżu zażądali od państwa francuskiego ostatecznego uwzględnienia ich postulatów, jednak Ministerstwo ds. Terytoriów Zamorskich odpowiedziało, że całą sprawę musi ponownie omówić oraz podpisać stosowne porozumienia z władzami departamentu wyspy Reunion. Kolejne spotkanie zapowiedziano na kwiecień 2020 r., lecz uniemożliwiła je pandemia.

Trudno opisać, co czujesz

Philippe Vitale, który sprawie dzieci z Creuse poświęcił 20 lat swojego życia oraz przewodniczył Komisji powołanej przez Ministerstwo ds. Terytoriów Zamorskich, uważa to za porażkę. Jest rozgoryczony i nie rozumie, dlaczego państwo wciąż nie podjęło żadnych działań: „Zalecenia naszej Komisji dały wskazówki, jak zmniejszyć cierpienie ludzi, aby mogli pogodzić się z bolesną przeszłością. Minęły dwa lata i wciąż niewiele się zmieniło”.

Wszyscy, których przed laty wywieziono z Reunionu, deklarują, że pragną powrócić do miejsca swego urodzenia. Część „skradzionych dzieci” po raz pierwszy przyleciała na wyspę dopiero wtedy, gdy rząd francuski zapewnił im pokrycie kosztów podróży. Spotkanie z rodziną, o której wiedziano jedynie, że istnieje, nie było jednak łatwym i wolnym od emocji wydarzeniem. „Trudno opisać, co czujesz. To tak, jakbyś wszystkich znał od zawsze, ale tak nie jest. Tak naprawdę musimy się dopiero poznać, to zajmie trochę czasu” – mówiła po spotkaniu z czterema przyrodnimi siostrami 50-letnia Maryse Ferragut, która została wywieziona z wyspy w wieku 5 lat.

Takich ludzi jak ona Vitale opisuje jako „złamanych przez własną historię”. Polityka „przeszczepiania” była haniebnym procederem, który pozostawił piętno na życiu setek dzieci, które wyrosły na zagubionych dorosłych.

– Anna Szczepańska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Wyścig szaleńców
Zdjęcie główne: Dzieci ze slumsów w mieście Le Port na wyspie Reunion w 1973 roku. Fot. Alain MINGAM / Gamma-Rapho via Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Trzeba rozmawiać. Tylko czy to wciąż możliwe?
Cóż, chciałem tylko opisać okradzionych romantyków…
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Polski „doktor fizyki z bratem” obalają Einsteina. Czyli naukowo...
Uczony mówi rzeczy trudne. Pseudonauka wskazuje, na kogo zwalić winę.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czy brodacze lepiej się rozmnażają?
Drwal – to dziś wzorzec z Sèvres męskości.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Francuskie marzenia o oświeconym islamie
Emmanuel Macron między poprawnością polityczną a „islamofobią”.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
„Wnuczek” zatrudnia taksówkarza
Jedna podniosła koszulkę i starszemu panu pokazała piersi. Druga obszukiwała jego szafki.