Historia

100 tysięcy ludzi w więzieniach. Miliony zastraszonych. Jak wykończyć opozycję i wygrać wybory

Czas kampanii wyborczej upłynął pod znakiem terroru. Niepokornych chłopów wywożono do lasu, gdzie ich bito i grożono „wysłaniem na białe niedźwiedzie” (powiat Stargard). W Wielkopolsce konfiskowano im maszyny rolnicze, materiały budowlane, konie. O wywieranej presji niech świadczą słowa pułkownika UB z Kłoczewa (woj. warszawskie), który groził, że jeśli chłopi nie będą głosować na komunistów, to „wypalimy całe wsie”.

29 stycznia o godz. 20.35 na antenie TVP Historia będzie można zobaczyć spektakl Teatru Telewizji „O prawo głosu” opowiadający historię ucieczki Stanisława Mikołajczyka z Polski.

Gdy Stanisław Mikołajczyk decydował się w połowie 1945 roku na nawiązanie współpracy z komunistami i powrót do kraju (wszedł w skład Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej jako wicepremier i minister rolnictwa), wiedział, że w polskim Londynie i innych ośrodkach emigracyjnych wywoła nie tyle kontrowersje, ile powszechny sprzeciw.

Na jeden z najostrzejszych komentarzy pozwolił sobie Kazimierz Sosnkowski, były Naczelny Wódz i przeciwnik polityczny prezesa PSL, stwierdzając jakiś czas później, że „raz jeszcze Mikołajczyk odegra wobec świata rolę agenta, ratującego » twarz« sojuszników, którzy nami cynicznie handlują. […] uspokoi się dopiero wówczas, gdy ostatnim aktem będą kule plutonu egzekucyjnego, wpakowane w jego tępą głowę”.

Zgoła odmienne nastroje panowały nad Wisłą, gdzie Mikołajczyk spotkał się z entuzjazmem i nadzieją rodaków na przełamanie politycznego monopolu PPR. Nie minęło kilka tygodni od lipca 1945, gdy ludowcy wyszli z podziemia i zaczęli działać legalnie, a partia przebiła liczebnością przedwojenne Stronnictwo Ludowe.


W grudniu 1945 legitymację PSL miało co najmniej 200 tys. osób, a do lata 1946 stronnictwo osiągnęło stan między 800 tys. a milionem członków. A ponieważ o ludowej sile stanowili nie tylko chłopi, ale i robotnicy, mieszczanie czy inteligencja – niebezzasadne będzie nazwanie partii ogólnopolskim ruchem społecznym. Do tego przeciwnym komunie. Solidarność nie była zatem pierwsza...

Dodajmy, że w szeregi PSL masowo wstępowali członkowie Stronnictwa Ludowego, podporządkowanej komunistom partyjki powołanej jako rzekomo niezależny ruch ludowy. Mnożyły się deklaracje podobne do tej z Walnego Zjazdu Powiatowego SL w Sandomierzu: „Odtąd musimy iść pod rozkazami Wincentego Witosa i Stanisława Mikołajczyka. Stronnictwo Ludowe Powiatu Sandomierskiego staje się dziś Polskim Stronnictwem Ludowym”.
Styczeń 1946 r. Na Kongresie PSL wybrano nowe kierownictwo – prezesem Naczelnego Komitetu Wykonawczego został Stanisław Mikołajczyk (z prawej). Fot. PAP/CAF
Napawały one optymizmem. Mikołajczyk liczył, że komuniści nie będą mogli sobie pozwolić na sfałszowanie wyników referendum, zorganizowanego 30 czerwca 1946 roku. W swoich przewidywaniach kierował się też zapewne doświadczeniami płynącymi z zagranicy – rok wcześniej w wyborach parlamentarnych na Węgrzech zdecydowanie wygrała Niezależna Partia Drobnych Rolników.

Zimny prysznic nadszedł jednak szybko, wraz z referendum z czerwca 1946 roku.

„Leć pan na skargę do Churchilla”

Przypomnijmy – komuniści nawoływali, aby na pytania o granice zachodnie Polski, reformę rolną i zniesienie Senatu odpowiedzieć „3 x TAK”. PSL apelował zaś o głosowanie 2 x TAK i NIE na pytanie o izbę wyższą parlamentu.

Dziś już wiemy, że tego apelu posłuchano – 75% głosujących opowiedziało się za obecnością Senatu w systemie politycznym.

Niestety, fałszerstwa w trakcie liczenia głosów (usuwanie głosów z „NIE”, przeprawianie kresek na krzyżyki, dodawanie czystych kartek itd.) oraz kneblowanie ust członkom komisji (np. w Katowicach przewodniczący komisji okręgowej zakazał im jakichkolwiek wypowiedzi na temat referendum) okazały się skuteczne.

Jana Olszewskiego przyjaciele z lat młodości. Wyklęci, torturowani, zamordowani, złamani

Nieznana opowieść byłego premiera o zaangażowaniu w mikołajczykowskie PSL i o tragicznych losach jego kolegów z tamtych czasów.

zobacz więcej
12 lipca władze podały, że frekwencja wyniosła 90,1%, a na pytanie o likwidację Senatu „TAK” odpowiedziało 68,2% osób.

Mikołajczyk mógł domagać się na forum rządu ogłoszenia wyników w poszczególnych obwodach (Władysław Gomułka odpowiedział mu: „Leć pan na skargę do Churchilla”), mógł zwołać zagranicznych dziennikarzy na konferencję prasową, gdzie poinformował o fałszerstwach, mógł wreszcie żądać unieważnienia referendum – niczego te kroki nie zmieniły.

Jak pisze jego biograf Andrzej Paczkowski, „to była generalna klęska, fiasko jego linii politycznej” i w PSL nasiliły się głosy, aby w kontekście kampanii sejmowej ratować, co się da, i przystąpić do sojuszu wyborczego z PPR i jej satelitami. Szczególnie że – padały argumenty – PPR-owcy wciąż kuszą startem ze wspólnej listy, dając ludowcom 25% mandatów.

Mikołajczyk odrzucił te propozycje i postanowił iść do wyborów samodzielnie. Dał temu wyraz 26 września, gdy podczas obrad Rady Naczelnej partii powiedział, że „PPR to totalizm” i nie godzi się na „niewolniczą służbę”.

Słusznie, ale mógł też pójść w ślady Karola Popiela, lidera opozycyjnego Stronnictwa Pracy, i zawiesić aktywność polityczną. Ten ruch mógłby uchronić tysiące ludowców przed represjami ze strony bezpieki, milicji czy wojska – po referendum było pewne, że komunistów nie da się odsunąć od władzy na drodze demokratycznej...

„Dobić faszystów z PSL”

Klamka zapadła, w związku z czym Gomułka, Bierut i reszta władz PPR przystąpili do ofensywy propagandowej przeciw PSL. Gomułka rzucił nawet hasło: „dobić faszystów z PSL”. Jego słowa potraktowano dosłownie.
Warszawa, 1946. Wszędzie pełno było haseł propagandowych zachęcających do głosowania 3 x TAK w referendum. Fot. PAP/Stanisław Dąbrowiecki
Ostre słowa pod adresem ludowców padały, jeszcze zanim ci zdecydowali się na start w wyborach z własnej listy. Weźmy choćby posiedzenie Krajowej Rady Narodowej (namiastka przedwyborczego parlamentu) z września 1946, gdy Władysław Bieńkowski zarzucił PSL sprzyjanie podziemiu zbrojnemu. Według reprezentanta PPR ludowcy szli ramię w ramię z „elementami, które odpowiadają na poczynania władzy strzałami z automatów i granatami”. A potem oskarżył ich o „współpracę z Niemcami” oraz „zniszczenie Warszawy” (!).

Machina propagandowa komunistów, jak zawsze, mogła liczyć na wsparcie Kremla. Tylko jeden przykład: gdy PSL sprzeciwiło się projektowi ordynacji wyborczej autorstwa PPR i PPS, sowiecka agencja prasowa TASS poinformowała, że „[opozycja] wypowiada się przeciwko pozbawieniu praw wyborczych ludzi związanych z faszystowskim podziemiem”.

Ręcznie zarządzał systemem opresji. Bierut to typowy radziecki aparatczyk, miałki i bezbarwny

Po wojnie komuniści politycznie istnieją tylko dlatego, że mają poparcie Armii Czerwonej – mówi Piotr Lipiński, autor książki „Bierut: kiedy partia była bogiem”.

zobacz więcej
W komunikacie Sowieci zarzucili też ludowcom niechęć wobec przyznania 100 miejsc w Sejmie dla posłów wybranych przez mieszkańców tzw. Ziem Odzyskanych. Zarazem, Stalin już w sierpniu 1946 ustalił podział mandatów w polskim parlamencie – polecił PPR-owcom, by PSL nie zdobył więcej niż 10% miejsc (w razie niezależnego startu).

Komuniści wzięli sobie do serca radę. Żeby przyćmić kampanię ludowców, sięgali na potęgę do kasy państwowej. Z publicznych pieniędzy finansowali swoje broszury, plakaty i odezwy, liczone w milionowych nakładach. Za ich treść niech wystarczy kilka cytatów poświęconych PSL: „partia elementów wstecznych”, „reprezentacja zwolenników prawicowej dyktatury”, „przytułek dla bandytów leśnych”.

Do propagandy zaangażowano artystów. Leon Schiller wystawił, utrzymanych w skrajnie lewicowym tonie, „Krakowiaków i górali”.

Premier Edward Osóbka-Morawski na spotkaniu we Wrocławiu (listopad 1946) ogłosił natomiast wprost, że „reprezentuje rząd, który wyborów na pewno nie przegra. Nie jest taki głupi, żeby się bawił w demokrację parlamentarną”.

„Nieznani sprawcy” wchodzą do gry

Ataki słowne bywały bolesne, ale i tak należały do najłagodniejszych środków w arsenale wymierzonym przeciw PSL. Konfiskata sprzętu gospodarskiego, zdemolowane mieszkanie, stanie na mrozie pod lufami UB, aresztowanie, a nawet śmierć – z tym wszystkim musieli się liczyć działacze i szeregowi członkowie ludowej partii.
Członkowie PSL byli zastraszani, wsadzani do aresztów. Na zdjęciu: zwolennik ludowców z zarekwirowaną przez milicjantów bronią. Fot. Archiwum IPN
Dość wspomnieć, że w latach 1944-1947 z rąk „nieznanych sprawców” zginęło, według różnych szacunków, od 118 do 147 PSL-owców. W tym gronie znalazł się jeden z kandydatów do Sejmu, Stefan Szyguła. Komunistyczni siepacze zorganizowali też zamach na Wincentego Bryję, jednego z najbliższych współpracowników Mikołajczyka i członka Rady Naczelnej. Próbowano rozjechać go samochodem wojskowym, ledwo uszedł z życiem.

PSL nie zamierzało puszczać skrytobójstw płazem i wielokrotnie interweniowało u rządzących m.in. za pośrednictwem interpelacji. Jedną z nich, pod koniec września, złożyła posłanka Hanna Chorążyna, pytając o pochodzenie kilkunastu zwłok, które ujawniono na terenie Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Kępnie (koło Wielunia). Odpowiedź? Padła, ale równie dobrze mogło by jej nie być. Sugestię o mordach popełnionych przez ubeków władze uznały za „obraźliwą” i ucięły temat.

PRL? Dyktatura „prawdziwych Polaków”

Rozmówcom Krystyny Naszkowskiej chodzi o to, żeby wykazać, iż komunizm w Polsce miał tak naprawdę charakter… kryptoprawicowy.

zobacz więcej
W związku z tym, żaden funkcjonariusz nie został ukarany, konsekwencje swojej działalności ponosili za to czołowi politycy PSL. Kilka dni przed interpelacją Chorążyny został aresztowany sekretarz Naczelnego Komitetu Wykonawczego Stanisław Mierzwa, a w październiku pozbawiono wolności kierownika Wydziału Prasy i Propagandy Kazimierza Bagińskiego. Dodajmy, że obydwaj zdążyli jużpoznać uroki Łubianki – byli podsądnymi w „procesie szesnastu” (to był pokazowy proces polityczny przywódców Polskiego Państwa Podziemnego, przeprowadzony w dniach 18–21 czerwca 1945 roku w Moskwie).

Zresztą, w przedwyborczych tygodniach aresztowania stały się dla PSL-owców codziennością. Na przykład w województwie krakowskim do 26 grudnia 1946 za kratki trafiło ponad 5000 działaczy, a przed siedzibami partii, wojewódzką i powiatowymi, na ludowców czatowali ubecy. Łącznie przed 19 stycznia 1947 (dzień wyborów) komuniści uwięzili około 100 tysięcy członków PSL (!), w tym 149 kandydatów na posłów.

Opócz tępej siły i terroru, komuniści prowadzili też bardziej perfidne działania. Działacze ludowi byli więc zmuszani do rezygnacji z członkostwa w partii, potem nakazywano im zrzeszanie się w lokalnych komitetach. 15 stycznia 1947 odbył się w Krakowie ich „zjazd” – ponad 400 osób miało oświadczyć, że są „przeciwko PSL i Mikołajczykowi”.

O takich represjach, jak rewizje w partyjnych lokalach, pobicia, cenzura prasy ludowej, zakazy wieców czy zrywanie plakatów i odezw PSL nie warto nawet wspominać.

Szykany nie ominęły nie tylko chłopów będących członkami partii, ale też tych ją popierających. Przykładowo we wsiach powiatu Pszczyna bezpieczniacy zgonili gospodarzy na jedno z podwórek, a potem trzymali na mrozie, pod lufami, do czasu aż ci nie wycofają podpisów poparcia pod listami PSL. Z kolei w województwie łódzkim do antychłopskich akcji wciągnięto wojsko – żołnierze jeździli po wsiach, rekwirując legitymacje PSL, a opornym „oferowali kołchozy dla ludowców”.
Komuniści nie szczędzili pieniędzy na propagandę. Na zdjęciu: samochód z hasłem Bloku Demokratycznego na ul. Piotrkowskiej w Łodzi. Fot. PAP/Stanisław Urbanowicz
Niepokornych wywożono do lasu, gdzie ich bito i grożono „wysłaniem na białe niedźwiedzie” (powiat Stargard). W Wielkopolsce działacze tzw. Bloku Demokratycznego (koalicja PPR i jej sojuszników) tworzyli komitety obywatelskie, konfiskujące chłopom-ludowcom maszyny rolnicze, materiały budowlane, konie itd. O wywieranej presji niech świadczą słowa pułkownika UB z Kłoczewa (woj. warszawskie): „jeśli któraś wieś nie będzie głosować jawnie na Blok, to wypalimy całe wsie”.

Pół miliona skreślonych wyborców

Mało? Dopowiedzmy więc, że komuniści ułatwili sobie sytuację, manipulując ordynacją – na jej podstawie powoływaniem komisji wyborczych zajęły się władze wojewódzkie, podporządkowane PPR. PSL-owi utrudniano też życie na wszelkie sposoby przy czynnościach poprzedzających wybory. Przyznany numer listy? Różny w różnych okręgach, podczas gdy lista Bloku w całej Polsce nosiła numer 3.

Unieważnianie list? Jak najbardziej – dokonano tego w 10 na 52 okręgi, wskutek czego, jak ogłosił Naczelny Komitet Wykonawczy PSL, ponad 5 milionów Polaków zostało skazanych na głosowanie na PPR. Mało tego tylko w okręgu Poznań z list uprawnionych mieszkańców skreślono 40 tys. osób, a w całym kraju ofiarami tego procederu padło 500 tys. wyborców.

Czary nad urną w trakcie wyboru Jaruzelskiego

To ja wpisałem do konstytucji małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny – mówi były minister.

zobacz więcej
Okres kampanii upłynął pod znakiem komunistycznego terroru, nie inaczej było w dniu wyborów, 19 stycznia. PPR-owcy postanowili uniemożliwić ludowcom kontrolę nad głosowaniem – mężów zaufania nie dopuszczano do lokali wyborczych, a jeśli jakimś cudem tam trafili, zmuszano ich do opuszczenia sali. Efekt? Do końca dnia w lokalach wytrwało tylko 100 mężów zaufania na 6726 obwodowych komisji.

Z relacji tych nielicznych wynika, że było to głosowaniem pod karabinami. I tak: w Warszawie normą była obecność w lokalach milicji, wojska, UB czy ORMO. W Węgrzycach (woj. krakowskie) okolice budynku wyborczego patrolowali uzbrojeni żołnierze, milicjanci i ubecy, a w Skierniewicach wojsko sprawdzało głosy przed wrzuceniem kartki do urny. „Głosujący na PSL wyborcy byli aresztowani, a następnie znieważani i bici”.

„Naród będzie was nienawidził”

Oficjalny rezultat mógł być jeden – Blok Demokratyczny z PPR na czele otrzymał 80,1% poparcia, a PSL 10,3%, co przełożyło się na 28 miejsc w Sejmie (dane zebrane przez ludowców z niektórych obwodów dowodzą, że w rzeczywistości poparło ich 63-69% wyborców). Klęska? Pogrom? Koniec złudzeń? Każde z tych określeń będzie zasadne i Mikołajczyk znalazł się w arcytrudnym położeniu.

Z jednej strony uaktywniła się wewnątrzpartyjna opozycja, stawiająca na kompromis z PPR i otwarcie podważająca jego pozycję lidera. Z drugiej, władze wzmogły naciski na ludowe doły – na Ziemiach Odzyskanych PSL-owcom odbierano ziemię, a w chorzowskiej hucie wyrzucono na bruk kilkudziesięciu robotników popierających stronnictwo. Nic dziwnego, że nastąpił masowy odpływ członków partii, którzy nie wykupywali legitymacji na 1947 rok albo wręcz wstępowali do SL, PPS czy PPR.
19 stycznia 1947 roku. Cisza wyborcza nie obowiązywała, wypadało pokazać na kogo się głosuje, zwłaszcza jeśli byli to komuniści i ich akolici. Fot. Archiwum IPN
W tej sytuacji prezes ludowców zdecydował się na powyborcze tournée po Polsce. Warszawa, Kraków, Poznań i Łódź – wszędzie, gdzie się zatrzymał, Mikołajczyk nawoływał, by trwać przy PSL, bo komuniści chcą od ludzi „plucia na to wszystko, co wczoraj było święte” i „żądają od obywateli upodlenia samych siebie”. Równie stanowczy ton przybrał w Sejmie – 4 lutego przekonywał, że „wy [komuniści] reprezentujecie tylko tę uzbrojoną garstkę, która wam zapewniła miejsca”.

Kolejne miesiące pokazały, że PSL będzie jako opozycja bezwzględnie zwalczany. Komuniści nie mogli jeszcze dosięgnąć samego Mikołajczyka, ale pętla wokół prezesa zaczęła się zaciskać – 17 kwietnia przed sądem stanął Kazimierz Bagiński.

PPR nie widziała też miejsca dla niepodległościowej lewicy – symbolem zaostrzenia kursu stało się uwięzienie 8 czerwca 1947 roku Kazimierza Pużaka.

Dwa tygodnie później Mikołajczyk po raz ostatni przemówił z sejmowej mównicy. Bezlitośnie wypunktował komunistów, jakby zdając sobie sprawę z tego, że walka między PSL a PPR zbliża się do smutnego finału. Garść cytatów: „Tam, gdzie raz PPR trzyma i kieruje siłą policyjną, tam nie ma miejsca na wolność człowieka” – mówił Mikołajczyk. „Nie ma demokracji, a jest tylko szyld tak zwanej demokracji ludowej. Tam można usłyszeć tylko totalistyczny slogan”; „Naród będzie was nienawidził i w cichości Boga prosił o koniec waszych rządów”.
W ciężarówce, za skrzyniami

W lecie 1947 roku na PSL spadły potężne ciosy. Toczący się właśnie proces tzw. drugiej komendy WiN, władza komunistyczna wykorzystała do zdemaskowania PSL jako sojusznika Zrzeszenia – na ławie oskarżonych razem z WiN-owcami zasiedli ludowcy tej miary, co Stanisław Mierzwa czy Karol Buczek, były redaktor naczelny partyjnego tygodnika „Piast”. Wyroki, ogłoszone 10 września, w pełni zaspokoiły oczekiwania komunistów – pierwszy z nich został skazany na 10 lat więzienia, drugi na 15.

Wreszcie, przyszła pora na przesłuchanie lidera PSL – na początku października Mikołajczyk stawił się przed osławionym wicedyrektorem Departamentu Śledczego MBP Adamem Humerem jako świadek – chodziło o rzekomy nielegalny transfer pieniędzy między jednym z łódzkich banków spółdzielczych a partią.

Kolejną rolą przewidzianą dla Mikołajczyka przez PPR miała być rola oskarżonego. Jak daleko komuniści posunęliby się w represjach? Skończyłoby się na wieloletnim więzieniu czy na karze śmierci? Tego się nie dowiemy – Mikołajczyk uprzedził Gomułkę i skontaktował się z ambasadą USA.

Amerykanie razem z Brytyjczykami zorganizowali mu ucieczkę z kraju. 20 października Mikołajczyk „pojechał na umówione miejsce, wsiadł do ciężarówki ambasady brytyjskiej i ukrył się za specjalnie ułożonymi skrzyniami”. Choć kilka razy zatrzymywany przez KBW, pojazd dotarł do Gdyni, skąd Mikołajczyk odpłynął statkiem „Baltavia”.

Dni niezależnego PSL-u były policzone – 25 października do siedziby Naczelnego Komitetu Wykonawczego wkroczyli, przy aplauzie prokomunistycznych ludowców, funkcjonariusze MO, UB i bojówkarze PPR.

– Tomasz Czapla

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



Wykorzystane w tekście cytaty pochodzą z publikacji „Walka o demokrację. Polskie Stronnictwo Ludowe w latach 1945-1947" Marzeny Grosickiej, „Stanisław Mikołajczyk” Andrzeja Paczkowskiego, „Polskie Stronnictwo Ludowe w obronie demokracji 1945-1949" Romualda Turkowskiego i „Kazimierz Sosnkowski podczas II wojny światowej. Książę niezłomny czy Hamlet w mundurze?” Ireneusza Wojewódzkiego.
Zdjęcie główne: Bąków k. Łowicza, 19 stycznia 1947. Wybory do Sejmu Ustawodawczego. Mieszkanka wsi głosuje w lokalu Komisji Obwodowej Wyborczej nr 141. Fot. PAP/Stanisław Urbanowicz
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Jak pomogliśmy wygrać II wojnę światową. Polscy geniusze techniki
Polski wynalazca wygrał proces i wywalczył ogromne odszkodowanie za bezprawne wykorzystanie opatentowanego przez niego peryskopu.
Historia Najnowsze wydanie
Francja rozbita. Wielka ewakuacja polskich żołnierzy
Sikorski wierzył we Francję ślepo i bezgranicznie.
Historia Najnowsze wydanie
PRL miał być drugim Kuwejtem. Ropa w Karlinie
To był największy pożar szybu naftowego w Europie.
Historia Poprzednie wydanie
Zieloni powstańcy, zielony gaz
Tuchaczewski pokonał „bandytów” bronią chemiczną, egzekucjami, głodem, obozami koncentracyjnymi dla dzieci (matki wyły, by dopuszczono je do trzylatków).
Historia Poprzednie wydanie
Brytyjczycy uważali ich za psychopatów. Rozprawa była bezwzględna
Żadna rewolta nie budziła takiego przerażenia jak Mau Mau.