Rozmowy

Kozioł ofiarny wygnany z cyfrowej wspólnoty. Symboliczna egzekucja odchodzącego prezydenta

Media społecznościowe często zwielokrotniają i wyolbrzymiają negatywne cechy osobowości. Dlatego kontrowersyjny biznesmen i celebryta telewizyjny po wejściu w ekosystem cyfrowy stał się personą jeszcze bardziej agresywną i napastliwą, przekraczającą kolejne granice - mówi dr Maciej Gurtowski ekspert ds. bezpieczeństwa Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego.

TYGODNIK.TVP.PL Czy Donald Trump jest męczennikiem wolności słowa ery cyfrowej?

MACIEJ GURTOWSKI:
Męczeństwo oznacza ofiarę na rzecz jakiegoś wyższego dobra, rezygnację z czegoś, czy wręcz cierpienie, akt bohaterski i kojarzony pozytywnie. Trudno nazwać sytuację z usunięciem Donalda Trumpa z przestrzeni cyfrowej jako akt „męczeństwa”.

Ja znajduję inne i bardziej adekwatne określenie odpowiadające sytuacji z ostatnich dni. To rytuał kozła ofiarnego. René Girard już w latach 80. XX wieku opisywał ten mechanizm powszechnie występujący w kulturze. Społeczność w chwili zagrożenia, kryzysu czy epidemii znajdowała winnego, którym była jakaś osoba, mniejszość czy zwierzę. Faktyczna lub tylko symboliczna egzekucja, kara i wypędzenie takiego kozła było rytualnym obmyciem własnych win i grzechów danej wspólnoty. Po rytuale wypędzenia kozła ofiarnego życie mogło wrócić do normy.

Takim kozłem ofiarnym dla współczesnego, targanego ostrymi konfliktami amerykańskiego społeczeństwa stał się obecnie prezydent Trump. Czy nie jest to mechanizm znajdujący doskonałe odbicie w obecnej sytuacji?

I Ameryka będzie znowu wielka?

Cywilizacja zachodnia, której reprezentantem są Stany Zjednoczone znalazła się w głębokim kryzysie. Społeczeństwo jest szargane potężnymi konfliktami wewnętrznymi i jak kania dżdżu potrzebuje rytuału integrującego. To się właśnie dzieje. Ich odchodzący przywódca został symbolicznie napiętnowany i wreszcie wypędzony, czyli cyfrowo eksmitowany z mediów społecznościowych i innych platform cyfrowych.
Wygnanie kozła ofiarnego, ilustracja z Księgi Kapłańskiej Starego Testamentu. Fot. Culture Club/Getty Images
Sam Donald Trump prawdopodobnie nie sądził, że do dojdzie do takiej sytuacji. Raczej dał się ponieść swojemu wybuchowemu charakterowi, nie do końca chyba zdając sobie sprawę z konsekwencji podejmowanych działań.

Twitter, Facebook też się dały ponieść emocjom decydując o usunięciu konta prezydenta? Czy to może tzw. społeczna odpowiedzialność biznesu?

Próba zbudowania wizerunku firmy odpowiedzialnej społecznie poprzez zawieszenie konta najbardziej znanego polityka świata wydaje się dość osobliwa. Wszystko tu ostatecznie sprowadza się do czysto biznesowej logiki funkcjonowania platformy.

Nie zapominajmy, iż z tego punktu widzenia Donald Trump był niezwykle wartościowym użytkownikiem. Autoryzował istnienie platform w debacie publicznej, działał przy tym z pewnym pominięciem mediów tradycyjnych, generował dla Twittera wymierne zyski, pobudzając ruch dzięki kontrowersyjnym treściom. Pamiętajmy, że media społecznościowe zarabiają najwięcej, gdy emocje ich użytkowników są rozgrzane do czerwoności.

Dziś mówimy o cenzurze, ale czy Trump i inni kontrowersyjni politycy nie są tak naprawdę wytworem tych platform?

Zgadzam się. Mało tego, są nim także i dziennikarze oraz zwykli użytkownicy. Algorytm Twittera czy Facebooka działa w taki sposób, iż wybija na wierzch treści kontrowersyjne i prowokacyjne. Wyważona opinia, rozsądny argument pozostają często niezauważone.

To co dostajemy na górze tzw. timeline’u to najczęściej coś wzbudzającego skrajne emocje, zwłaszcza na Twitterze. Typ reakcji na treść nie jest ważny, bardziej liczy się ilość interakcji. To bez wątpienia przez lata ukształtowało postawy użytkowników, nauczyło ich, by byli coraz bardziej agresywni i zaczepni. Ci, którzy byli bardziej wyważeni doszli do wniosku, że taki rodzaj komunikacji nie przynosi zysku w postaci ekspozycji ich poglądów, dotarcia do odbiorców.

Czyli media społecznościowe wychowują barbarzyńców? Dlatego nie ma Pan konta na Twitterze?

Nie mam żadnego konta w mediach społecznościowych i jest to efekt mojego osobistego poglądu na to, jak wpływają one na funkcjonowanie człowieka. Marshall McLuhan już w latach 60. XX w. napisał słynne twierdzenie, iż to medium jest przekazem. To znaczy, że kanał komunikacji determinuje to, co może zostać zakomunikowane. A to, co i jak komunikujemy wpływa na naszą tożsamość. Dziś ta teza znajduje wyjątkowe wręcz potwierdzenie.

Co więcej, media społecznościowe często zwielokrotniają i wyolbrzymiają negatywne cechy osobowości. W przypadku Trumpa kontrowersyjny biznesmen i celebryta telewizyjny po wejściu w ekosystem cyfrowy stał się personą jeszcze bardziej agresywną i napastliwą, przekraczającą kolejne granice.

Ale on je przekraczał przez cały okres piastowania urzędu. Czy uważa pan decyzję o zablokowaniu jego konta za słuszną?

Nie mam twardego stanowiska w tej sprawie. Podzielam wyważony pogląd Angeli Merkel i rosyjskiego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego, którzy uznali iż mechanizmy cenzury w tym kontekście są nadmiarowe. Przenosząc go choćby na teren Rosji może oznaczać zablokowanie opinii i profili opozycjonistów.

Eksplozja popularności konserwatywnego Twittera. Odmienne stany wiadomości

Na Parlerze konta mają dzieci Trumpa: Ivanka (dołączyła 12 listopada, obecnie 452 tys. śledzących) oraz Donald junior (104 tys.).

zobacz więcej
Trump z pewnością jest postacią kontrowersyjną i zostanie zapamiętany jako jeden z gorszych prezydentów w historii USA. Fatalnie realizował politykę wewnętrzną, zaognił poważnie konflikty społeczne, uczynił z tego narzędzie swojej komunikacji. Prawdopodobnie podsycanie napięć wewnętrznych zostanie zapamiętane jako symbol jego prezydentury.

W Polsce mamy trochę inny obraz, gdyż z punktu widzenia naszych interesów jego prezydentura była korzystna. Jednak jako przywódca Amerykanów zachowywał się nieodpowiedzialnie, jak nigdy żaden prezydent w historii. Co najgorsze, sprowokował użycie przemocy.

Przecież nie wzywał do czynów karalnych. Gdyby tak było to chyba wkroczyłby prokurator.

Faktycznie, trudno uznać komunikat wzywający do marszu na Kapitol za przestępstwo, ale z pewnością można ocenić, iż było to wezwanie do buntu społecznego. Prezydent zachował się nieodpowiedzialnie, zwłaszcza iż był czas by zapobiec dalszym eskalacjom wydarzeń. Nie napisał w czas choćby tweeta studzącego emocje, ani tym bardziej nie pojawił się osobiście pod Kapitolem – czego można by oczekiwać od prawdziwego męża stanu.

Główny problem nie polega bowiem na tym, że Twitter zbanował Trumpa, ale to co działo się przez lata, gdy prezydent USA uczynił z Twittera jedno z podstawowych narzędzi swojego panowania. Trump z trudnych do zrozumienia przyczyn zrezygnował z usług profesjonalnych, poważnych mediów i dziennikarzy, a zaczął samodzielnie prowadzić bezpośrednią komunikację za pomocą platformy będącej w istocie prywatnym przedsiębiorstwem.

To okazało się zgubną strategią?

W obecnej sytuacji eksmitowany z platform cyfrowych prezydent został praktycznie zupełnie sam. Odcięło się od niego i zaplecze z republikańskiego establishmentu i wspierające go wcześniej media.

Zresztą, z książki „Ogień i furia“ Michaela Wolffa opisującej kulisy działania administracji odchodzącego prezydenta wynika, iż Trump od początku był skrajnie nieufny wobec mediów, dziennikarzy i jakichkolwiek moderatorów jego przekazu. Wolał kierować komunikaty bezpośrednio i to w formie krótkich, ograniczonych do 280 znaków tweetów.

Teraz owe kilkadziesiąt tysięcy tweetów będzie przechowywane w National Archives dla następnych pokoleń, bo takie są zasady tzw. Presidential Records Act.

Może będzie to dobrą nauczką. Uznawałem za bardzo niepokojące to, że przywódca największego światowego mocarstwa uczynił z Twittera narzędzie sprawowania władzy. Ponadto wiele z tych komunikatów było niedopuszczalnych, nieprzemyślanych, czasem pisanych o dziwnych porach dnia i nocy.

Reasumując: dlaczego Trump został zablokowany?

Zakładam, że początkowo szefowie Twittera mogli zadziałać pod wpływem impulsu. Chcieli odciąć się do tego, że treść z ich platformy doprowadziła do zamieszek i ofiar w Waszyngtonie.
Prezydent Donald Trump podczas wiecu 6 stycznia 2021 wezwał swoich zwolenników do marszu na Kapitol w proteście przeciw wyborczym fałszerstwom. Gdy demonstranci wdarli się do siedziby parlamentu apelował, aby się wycofali. Fot. Tayfun Coskun/Anadolu Agency via Getty Images
Później jednak zadecydowała chłodna kalkulacja, inne korporacje podchwyciły trend i lista firm eksmitujących cyfrowo prezydenta USA zaczęła się powiększać. Do Twittera i Facebooka dołączyły Shopify, Instagram, Paypal, Snapchat. Twitch, Reddit i TikTok. W pewnym momencie akcja zaczęła wyglądać na noszącą pewne znamiona zorganizowania.

Skoordynowane wejście w łaski nowej władzy?

To najprostsze wyjaśnienie. Wielkie firmy technologiczne boją się regulacji, działań antymonopolistycznych ograniczających ich przychody, a takie inicjatywy planują Demokraci. Warto im się przypodobać.

Jakie reguły rządzą platformami społecznościowymi? Decyzje dotyczące blokowania profili są dość arbitralne. Kilka lat temu w Polsce została zablokowana strona „II wojna jakiej nie znacie”, zawinił wizerunek Hitlera i gen. Paulusa w artykułach. Po zbadaniu sprawy okazało się, że niemieccy naziści są zakazani, ale już Józef Stalin nie znajduje się na czarnej liście moderacji Facebooka.

Odnośnie interwencji w sprawie cenzury na polskich Facebooku, to szczęśliwie od dwóch lat funkcjonuje biuro interwencyjne przy Ministerstwie Cyfryzacji do którego można się zgłosić i uzyskać pomoc rozstrzygającą takie problemy. Podany przez pana przykład jest bardzo dobrym potwierdzeniem na wybiórczość zasad rządzących moderacją. Równie dobrze można zastanawiać się, w których krajach będą zakazani Augusto Pinochet, czy Che Guevara.

Cenzura treści bazuje na algorytmach, które są wcześniej zaprogramowane przez ludzi. Tymczasem, pracownicy i właściciele tych firm to często sympatycy światopoglądu lewicowo-liberalnego, afirmującego grupy mniejszościowe.

Konserwatywnym medium społecznościowym miał być Parler, ale został przez wymienione środowiska odcięty od serwerów, eksmitowany ze sklepów z aplikacjami.

Przypadek zablokowania Parlera przez wielkie platformy cyfrowe jest raczej dla nich typowy niż wyjątkowy. W raporcie z października ubiegłego roku z postępowania amerykańskiej parlamentarnej podkomisji antytrustowej, która badała działalność Google’a, Facebooka, Amazona i Apple’a wprost stwierdzono, że w ich przypadku blokowanie ekspansji konkurencyjnych firm jest standardową strategią obrony dominującej pozycji.

Tak więc nie widziałbym tutaj jakiejś szczególnie motywowanej ideologicznie zmowy, a raczej wykorzystanie sytuacji i nastrojów w stylu „business as usual”.

Czy poglądy polityczne pracowników wpływają na politykę platform? Może Mark Zuckerberg jest zakładnikiem swoich pracowników z Doliny Krzemowej?

Zuckerberg musi słuchać się swojej dyrektor operacyjnej Sheryl Sandberg, która odpowiada za stroną biznesową Facebooka, a pod pewnymi względami jest ona wręcz przeciwieństwem Zuckerberga. On sam łączy w sobie pewne elementy ideologii hippie i yuppie, czyli umiłowania wolności i luzu połączonego z dbaniem o karierę i milionowe przychody.

Masz dobry humor? Dopadła Cię chandra? To Facebook może manipulować Twoimi nastrojami

Cambridge Analytica nie wpłynęła istotnie na zwycięstwo Donalda Trumpa lub zwolenników Brexitu – mówi socjolog Krzysztof Pietrowicz

zobacz więcej
Kiedyś w siedzibie Facebooka królowała atmosfera akademika, były np. graffiti z roznegliżowanymi kobietami, luźny styl i sposób bycia. Dziś to ogromna korporacja notowana na giełdzie, działająca zgodnie z rachunkiem ekonomicznym, dbająca przede wszystkim o interes swoich akcjonariuszy.

W przeciwieństwie do młodego, niewykształconego i pozbawionego doświadczenia biznesowego Zuckerberga, Sandberg cechuje się bogatym doświadczeniem zawodowym oraz kontaktami z amerykańskimi elitami biznesowymi i politycznymi. Z czasem to technokratyczny styl Sandberg zaczął dominować w kulturze organizacyjnej Facebooka.

Mamy do czynienia z usuwaniem z portali społecznościowych treści uznanych za rasistowskie i homofobiczne, a równocześnie utrzymywane są konta autokratów takich jak prezydent Wenezueli Nicolas Maduro, prezydent Rosji Władimir Putin, czy okrutnych buddyjskich bojówek z Birmy.

I to jest ważna kwestia. Tego rodzaju osoby, jak autokraci czy ruchy promujące przemoc często wciąż funkcjonują w najlepsze. Pamiętajmy o tym, iż ONZ uznał zaniechania Facebooka za prowadzące do ludobójstwa w Birmie, serwis pozwolił na mowę nienawiści wobec muzułmanów w tym kraju, co mogło przyczynić się do licznych samosądów i morderstw.

Platforma, która zablokowała Trumpa, jednocześnie nie usuwa kont dyktatorów. Mnie to zasadniczo nie dziwi – nawet Google podkreślające dbanie o prawa człowieka dopuszcza cenzurowanie wyszukiwania w Chinach.

Jak to wszystko, o czym rozmawiamy, będzie opisane w podręcznikach historii za 100 lat?

To bardzo trudne pytanie, ale wyjdźmy od niepisanej zasady, iż historię napiszą zwycięzcy. Dziś na naszych oczach rozgrywa się wielka próba sił pomiędzy władzą polityczną, a wielkimi firmami technologicznymi. Ma to miejsce także w takim kraju jak Chiny, które próbują ujarzmić swoje wielkie cyfrowe korporacje.

Czy wierzy pan w mechanizm społecznej cenzury internetu?

Ta przestrzeń musi być uregulowana, tak jak regulowane jest wydobycie surowców, hazard, dostęp do alkoholu czy innych używek. Media społecznościowe, czy gry online często bywają nie mniej uzależniające. Nadziei upatruję w zorganizowaniu społeczeństw i państw w ponadnarodowej koalicji, która wypracuje zasady regulacji, które będą transparentne dla użytkowników i władzy. Może taka organizacja przyjmie formę agendy działającej przy ONZ.

Proces takiej regulacji już się rozpoczął, gdyż Komisja Europejska opracowuje Digital Service Act, dyrektywę nakładającej na platformy m.in. obowiązek ujawnienia algorytmów i zasad moderacji treści. Osobiście wierzę także w oddolne działania edukacyjne, mające na celu samoograniczenie się użytkowników, wypracowania zasad „cyfrowej kindersztuby”, o której piszemy w Klubie Jagiellońskim.
Przeciwnicy Donalda Trumpa utożsamiają jego zwolenników z faszyzmem. Fot. Scott Olson/Getty Images
W kontekście wydarzeń na Kapitolu widzimy jakie konsekwencje może przynieść ślepe odczytywanie przekazu w mediach społecznościowych przez użytkowników.

- rozmawiał Cezary Korycki

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Dr Maciej Gurtowski jest ekspertem ds. bezpieczeństwa wewnętrznego Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego, socjologiem, doktorem nauk humanistycznych. Uczeń Andrzeja Zybertowicza. Naukowo zainteresowany głównie ciemną stroną relacji międzyludzkich: korupcją, przestępczością, szpiegostwem, propagandą, a także wpływem technologii na człowieka. Współpracował przy projektach oraz programach badawczych dotyczących bezpieczeństwa państwa, realizowanych na zlecenie instytucji państwowych m.in. Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Centralnego Biura Antykorupcyjnego oraz Departamentu Bezpieczeństwa Narodowego w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Brał także udział w projektach badawczych innych instytucji i organizacji pozarządowych m.in. Polskiej Platformy Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Transparency International, Spółdzielczego Instytutu Naukowego oraz Instytutu Spraw Publicznych. Pracował także jako ekspert przy badaniach realizowanych m.in. przez sopocki PBS Spółka z o.o. oraz Europejski Instytut Studiów i Analiz w Lublinie.
Zdjęcie główne: Donald Trump wygnany z cyfrowego świata. Fot. Florian Gaertner/Photothek via Getty Images
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Na koniec zestrzelili aż cztery odrzutowe Messerschmitty
Brytyjczycy rozważali kupienie najnowocześniejszego myśliwca na świecie od… Polski.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Dlaczego Rosja kocha Putina?
Barbara Włodarczyk: Władimir Władimirowicz nigdy nie zapomina, że ktoś go uraził.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Nauczycielom wygodniej jest mówić o Sumerach niż o bezpiece
Historia – obok kultury i języka – tworzy wspólnotę.
Rozmowy wydanie 19.02.2021 – 26.02.2021
Kto był gwiazdą jednego sezonu? Kto trafi do podręczników?
Poczet polityków III RP.
Rozmowy wydanie 19.02.2021 – 26.02.2021
Bosonoga dziewczynka, która została gwiazdą
Znała gwarę góralską. W powstaniu była łączniczką, nosząc córkę w plecaku.