Rozmowy

Disneyland z podgrodziami? Kraków powinien być czymś więcej

Prezydent myślał, że inwestycje będą jego pomnikami. Tymczasem wybuchła pandemia i pomniki zarastają chwastami, a spod lukrowej pokrywy wychodzą ślady rdzy – mówi Wojciech Mucha, autor filmu „Wygaszanie miasta”.

TYGODNIK TVP: We wtorek 12 stycznia o godz. 21:10 na antenie TVP Dokument w cyklu „Barbara Włodarczyk zaprasza” zostanie wyemitowany pana film dokumentalny „Wygaszanie miasta”, opowiadający o życiu Krakowa w dobie pandemii – miasta, którego strategia rozwoju, skierowana, jak wynika z filmu, w nadmiernym stopniu na turystykę, została w ostatnich miesiącach obnażona.

WOJCIECH MUCHA: W 2019 roku Kraków odwiedziło ponad 14 mln turystów. Obsługa takiego ruchu turystycznego wymaga bardzo dużych nakładów oraz przestrzeni. Mam tu na myśli głównie bazę noclegową. Problem jest poważny – turyści odwiedzają przede wszystkim Rynek Główny i Kazimierz. Część „wyskakuje” do Wieliczki i na teren b. niemieckiego obozu w Auschwitz i koniec. Tymczasem gdzieś tych ludzi trzeba umieścić, przenocować, nakarmić.

Historyczne centrum Krakowa, razem z przylegającym do niego Kazimierzem – ten obszar, który interesuje odwiedzających – ma powierzchnię ok. 3,5 km2. Miasto jest blisko sto razy większe (ponad 300 km2). To sprawia, że kolejne przestrzenie w obrębie dzielnicy Stare Miasto i szerzej – Podgórza, Salwatora, Krowodrzy są zawłaszczane pod obsługę ruchu turystycznego. Mam oczywiście na myśli wynajem krótkoterminowy, ale nie tylko – pod hotele przekształcane są nawet biurowce w dotychczas nieturystycznych dzielnicach, których jedyną atrakcją dla przybyszów jest to, że znajdują się w spacerowej odległości od historycznego centrum.

Pojawiło się znane z innych miast zjawisko gentryfikacji.

Tak. Krakowianie wyprowadzają się ze Starego Miasta i pobliskich dzielnic, ustępując miejsca turystom. W czasie pandemii okazało się, że mieszczańskie ulice zmieniły się w wymarłe korytarze – często nikt już tam nie mieszka. Przekonałem się o tym, gdy w czasie kręcenia filmu, nie chcąc narażać rodziny na kontakt z wirusem, wynajmowałem mieszkania w systemie AirBnB. Część kamienic, znajdujących się w sercu historycznego centrum miasta, jest niemalże wymarła. W kamienicy przy ul. Brackiej – tuż przy Rynku – byłem w kwietniu 2020 jedynym lokatorem. Świadczyły o tym zamontowane przy drzwiach do mieszkań skrytki na klucze, pomagające w samodzielnym zameldowaniu.
„Wygaszanie miasta”, reż. Wojciech Mucha. Fot. printscreen
Część budynków zbudowanych już w XXI wieku, jak na przykład kompleks Angel City w pobliżu Dworca Głównego, została w dużej części zawłaszczona przez wielkie firmy, obsługujące wynajem krótkoterminowy; powstają bloki specjalnie budowane pod taki wynajem. Kilkusetletnie kamienice są patroszone pod hotele. To jest obraz, który widać dopiero teraz, gdy opadły maski.

Jakie są negatywne skutki tego zjawiska?

Centrum miasta straciło swoją pierwotną – społeczną – funkcję na rzecz atrakcji turystycznej. Prof. Mirosław Mika, redaktor monografii „Kraków jako ośrodek turystyczny”, powiedział w jednym z wywiadów z rozbrajającą szczerością, że „centrum Krakowa to przestrzeń dla turystów” i że on tam nie bywa. Jeżeli mieszkaniec Krakowa, badacz tego miasta, nie bywa w centrum, to chyba mamy problem.

Potęguje go fakt, że w mieście nie ma alternatywnych miejsc, gdzie my – krakowianie – możemy spędzać czas. Nikt o to przez lata nie zadbał. Myślano, że się wszystko ułoży. Dziś, w trakcie pandemii, widać, że się nie ułożyło. Historyczne centrum to opustoszała dekoracja. Oczywiście – lockdown ma tu olbrzymie znaczenie, ale dopiero teraz widzimy, że nikt tu nie mieszka. Bo i po co by miał?

Ale podobnie jest chociażby w czeskiej Pradze, która też pojawia się w filmie.

Tak, mieszkańcy Pragi mówią wprost: „opuściliśmy historyczne centrum”. Ale oni mają wiele swoich alternatywnych centrów, m.in. dzielnicę Žižkov. A w Krakowie? Gdzie krakowianie mają się podziać, skoro centrum to – powtarzam za naukowcami – przestrzeń przede wszystkim dla turystów? Czym różnią się krakowskie osiedla oddalone od centrum miasta – od osiedli w Rzeszowie czy Radomiu? To jest oczywiście szersza dyskusja o tym, jak chaotycznie rozwijał i rozwija się Kraków po 1989 roku, a już na pewno w XXI wieku, za kolejnych kadencji rządzącego od 2002 roku prezydenta Jacka Majchrowskiego. O tym może będzie już jednak kolejny film.

Dla pana, który jest związany z Krakowem, ten film musi mieć również wymiar osobisty.

Jestem krakowianinem, tu mam rodzinę i przyjaciół, jestem tu często. Na co dzień mieszkam w Warszawie, co również wiąże się z tym, o czym opowiada film. Coraz trudniej jest szukać w Krakowie alternatyw, jeżeli chcielibyśmy podjąć pracę w branży, która nie jest związana z segmentem korporacji czy z obsługą ruchu turystycznego.

W „Wygaszaniu miasta” poruszony został m.in. wątek tzw. alkoturystyki, zmagań mieszkańców z pijanymi turystami.

Odkąd Polska weszła do Unii Europejskiej, Kraków przyciągał i dalej przyciąga zagranicznych turystów, skuszonych hasłem „kufel piwa za jednego funta” (pint for pound). Władze miasta, które same o to zabiegały, dziś twierdzą, że z tym walczą; że próbują przyciągnąć turystów z segmentu korporacyjnego, którzy będą przyjeżdżać na konferencje. Ale to nie sprawia, że tzw. alkoturystów jest mniej. Po prostu więcej było turystów i więcej trzeba było dla nich przestrzeni i atrakcji. To jest błędne koło, które chwilowo się zatrzymało.

Siostry z Łagiewnik zachorowały na COVID-19 niemal wszystkie. Już żegnały się z życiem…

Koronasceptyczki uwierzyły w wirusa, bo go doświadczyły. Jak na ironię, to one przechodziły infekcję najgorzej.

zobacz więcej
Wydaje się, że nastał dobry czas do refleksji i do budowania strategii, która mogłaby Kraków wydostać z impasu. Ale wygląda na to, że władze miasta nie są tym zainteresowane. Można odnieść wrażenie, że są spanikowane i że modlą się, by w końcu ruszył biznes, tanie licznie lotnicze, by strumień turystów znowu się pojawił. Czy jest to dobry kierunek? Mam wątpliwości.

Taka polityka na pewno generuje duże zyski.

Ale gdzie są te zyski i co z nich wynika dla krakowian? Cieszę się, że zbudowano Centrum Kongresowe czy Tauron Arenę, do której przyjeżdżają światowe gwiazdy, ale krakowianie raczej rzadko z nich korzystają. Jednocześnie mieszkańcy wielotysięcznego osiedla Azory czekają na linię tramwajową od lat 60. XX wieku! Tak więc priorytety gdzieś się zagubiły.

Inny przykład: polityka deweloperska. Na obszarze dawnej Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego (również bliskie centrum miasta), ustanowiono osiedle zwane „Nową 5 Dzielnicą”. Jest tam wiele tysięcy mieszkań i setki samochodów. Ale poza tym nie zbudowano odpowiedniej infrastruktury dla tych samochodów, które wpadają w wąską ulicę Wrocławską, budowaną jeszcze w latach 60. Nie ma wizji rozwoju, nie ma pomysłu na to „czym ma być Kraków”, no chyba że właśnie – Disneylandem ze smutnymi podgrodziami.

Jeden z bohaterów filmu, dr Krzysztof Mazur mówił, że Kraków podpiął się pod globalne tendencje i rozwijał się siłą inercji.

Tak było i oczywiście, przynosiło to profity. W 2019 roku turyści wydali w Krakowie 7,5 mld zł. Dziś już wiemy, że wpływy do budżetu w czasie pandemii będą po kilka miliardów niższe. Mimo to budżet miasta na 2021 jest rekordowy i zakłada rekordowy deficyt – ponad 700 mln zł. To dlatego stawiamy diagnozy, mówiące o tym, że koncepcja rozwoju miasta przypomina domek z piasku.

Jak inaczej bowiem wytłumaczyć sytuację, w której w Krakowie, gdzie turyści zostawili przed chwilą miliardy złotych – w trakcie kwietniowego lockdownu wyłącza się oświetlenie miejskie? Oszczędności z tego tytułu wynosiły każdego dnia 20 tys. zł. Niektórzy komentatorzy wskazywali, że jeżeli jednemu krakowianinowi zostałby ukradziony samochód, to te kwoty zostałyby zrównoważone (albo i koszt samochodu przewyższyłby wspomniane oszczędności). Więcej! Serwisy branżowe porównały ten krok z zabiegami stosowanymi przez małe gminy wiejskie.

Władze miasta chwalą się, że Kraków wygrywa europejskie rankingi, np. ranking Brytyjczyków na najlepsze miasto na city break. Ale już w światowych rankingach na najlepsze miasta do życia próżno szukać Krakowa. Przegrywa w nich również z innymi dużymi polskimi miastami: Gdańskiem, Warszawą, Wrocławiem, Poznaniem.

W październiku, po emisji filmu w TVP1, w „Gazecie Wyborczej” opublikowano tekst „Czy autorom filmu «Wygaszanie miasta», wyemitowanego w TVP1, marzy się Kraków z centrum jak z lat 90.?”, w którym Michał Olszewski pisał, że wpisuje się pan w trend krytykowania władz Krakowa, wylewania kubłów pomyj na turystów.
„Wygaszanie miasta”, reż. Wojciech Mucha. Fot. printscreen
Rozumiem, że krakowska „Gazeta Wyborcza” lubi mówić tym samym głosem, co magistrat i prezydent Jacek Majchrowski. Gdybym był złośliwy, to bym powiedział, że ma to związek z udziałem miejskich pieniędzy w wypłatach jej pracowników. Cóż, pamiętam Kraków z lat 90. I choć darzę go sentymentem, to nie chciałbym powrotu do takiego miasta: ze starym taborem komunikacyjnym, z zabytkami, które wołają o remont, z poważnie rozwiniętą przestępczością. Tylko to nie tak, że jest tu dychotomia: albo będą turyści, albo ich nie będzie wcale i wrócimy do miasta z lat 80. czy 90.

Padł też zarzut, że film nie wskazuje alternatywnych rozwiązań, dotyczących strategii rozwoju miasta.

Ależ ja nie będę wyręczał władz miasta. Rolą dziennikarza jest opisywanie rzeczywistości, a nie jej zmiana. Mamy demokrację, w ramach której wybierane są również władze samorządowe, i to one mają obowiązek jak najlepiej zarządzać. W Krakowie jest to prezydent Jacek Majchrowski, który zarządza Krakowem od osiemnastu lat i to on jest za to wszystko odpowiedzialny. Zapewne myślał, że inwestycje, takie jak Centrum Kongresowe czy Tauron Arena, będą jego pomnikami. Tymczasem wybuchła pandemia i pomniki zarastają chwastami, a spod lukrowej pokrywy wychodzą ślady rdzy.

To jednak nie oznacza, że alternatywą dla Krakowa są miliony turystów, którzy zawłaszczają miasto, wypychają mieszkańców do podkrakowskich miejscowości, a w najlepszym wypadku – na osiedla monofunkcyjne, gdzie mieszkańcy poruszają się jedynie z osiedlowego garażu podziemnego do miejsca pracy. Mam wrażenie, że Kraków powinien być jednak czymś więcej.

Mówił pan, że centrum miasta jest wyludniane i krakowianie nie mają się gdzie podziać. „Wygaszanie miasta” opowiada historię Bezogródka, klimatycznego i popularnego wśród mieszkańców miejsca z food truckami, które niedawno zostało zamknięte.

Zarzucano nam, że pokazaliśmy bardzo lokalny przykład. Otóż jest to jeden z wielu przykładów na to, że władze miasta nie liczą się z mieszkańcami. Wchodzą bowiem w przestrzeń, którą krakowianie sami sobie zagospodarowali. Władze tymczasem twierdzą, że zrobią to lepiej od nich – zostanie tam wybudowane Centrum Muzyki, którego oferta – znów – będzie skierowana przede wszystkich do przyjeżdżających na koncerty turystów. Stanie się tak pomimo tego, że Centrum miało powstać w zupełnie innym miejscu, i że „Cichy Kącik”, obszar o którym opowiadamy, to ostatnia zielona enklawa w pobliżu centrum miasta.

I znów będziemy słuchać pochwał, że przyjeżdżają do Krakowa największe muzyczne sławy. Super, tylko jako mieszkańcy kolejny raz będziemy zmuszeni uciekać. A za chwilę nie będzie gdzie.

Rzeczywiście dopiero w czasie pandemii problemy miasta zostały dostrzeżone?

Sygnały oczywiście były wcześniej. Jest w Krakowie grono ludzi, które o nich mówiło, opierając się m.in. na doświadczeniach innych miast, choćby Wenecji.

Ocalił przed Niemcami arrasy wawelskie, odzyskał ołtarz mariacki i „Damę z gronostajem”

Stanisław Wyspiański był kolegą szkolnym jego ojca i razem uruchomili kiedyś dzwon Zygmunta. On z kolegami zrobił to samo. Na wagarach, 11 listopada 1918 roku.

zobacz więcej
Mówi się o „syndromie weneckim miast dziedzictwa”. Chodzi o miasta, które nie są stolicami, a największą atrakcję stanowi w ich przypadku dziedzictwo kulturowe. To z niego czerpie się zyski. Turystów przybywa, więc buduje się infrastrukturę; więc ruch turystyczny rośnie, aż w końcu miasto zaczyna przypominać – znowu – Disneyland, którego mieszkańcy są zatrudnieni do jego obsługi. Kraków takim miastem nie był, ale stał się nim w wyniku świadomych decyzji władz. Usiłowano to równoważyć przyciąganiem do miasta korporacji – centrów usług wspólnych. Tyle że i tu pandemia pokazała, jak kruchy to segment.

Kraków określany jest mianem kulturalnej stolicy Polski. Nadal jest to aktualne?

Zapewne tak, choć w nieoficjalnych rozmowach z pracownikami sektora kultury, usłyszałem, że byli oni zmuszeni, by obniżać poziom. Masowi turyści są siłą rzeczy coraz mniej wymagający, trzeba więc dostosować do nich ofertę, żeby byli w stanie zrozumieć, z czym mają styczność. Ta kwestia, a także ogólny klimat sprawiają, że miano „kulturalnej stolicy Polski” odchodzi trochę w zapomnienie. Coraz częściej mówi się, że Kraków to „turystyczna stolica Polski”. Wcześniej w ten sposób określano miejsca, takie jak Łeba, Sopot czy Zakopane (zimowa stolica Polski). Tylko czy Kraków z serca polskiej kultury, powinien stać się sercem polskiej turystyki? Powtarzam, wizji nikt nie szuka, a w zamian za to miasto serwuje nam pomysły w typie rzekomo niezbędnego hostelu dla osób LGBT czy radykalnej feministki na stanowisku tzw. prezydenckiego pełnomocnika polityki równościowej. Oczywiście wiadomo po co to się dzieje – znamy to z Warszawy – ma to przekierowywać dyskusję o mieście w obszary wywołujące ideologiczne dysputy, tak byśmy nie mówili o realnych problemach i błędach władz miasta.

Z ust niektórych bohaterów „Wygaszania miasta” padły słowa, że pandemia jest szansą na oddech dla miast, jak i szansą na przedefiniowanie strategii rozwoju. Również pan dzisiaj o tym wspominał. Ale nawet zakładając, że w Krakowie byłaby rozważana zmiana koncepcji, to czy nie jest już na taką zmianę za późno?

Niedawno wydział ds. Turystyki Urzędu Miasta Krakowa opublikował dokument: „Polityka zrównoważonej turystyki Krakowa na lata 2021-2028”. Zrównoważenie – dodajmy, że słowo to pojawia się w dokumencie sto czterdzieści siedem razy – nie może jednak polegać na tym, co obserwowaliśmy dotychczas. Nie może być tak, że interesy turystów, jak i wąskiej branży, która zarabiała miliony za sprawą tego, jak miasto funkcjonowało są równoważne z interesami mieszkańców.

– rozmawiał Łukasz Lubański

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Wojciech Mucha jest, kulturoznawcą, dziennikarzem i publicystą (pracował m.in. w „Gazecie Polskiej”), autorem filmu „Wygaszanie miasta” i osadzonej w krakowskiej rzeczywistości lat 90. powieści „Miasto noży”.
Zdjęcie główne: „Wygaszanie miasta”, reż. Wojciech Mucha. Fot. printscreen
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Bezdomni szefowie warsztatu ślusarskiego, stolarni, pizzerii...
Produkują ławki, kosze na śmieci, przystanki autobusowe. Uprawiają warzywa, a włoski kucharz Iwo sprzedał im know-how swojej kuchni.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Dzikie zwierzęta otoczyły nas w tajdze syberyjskiej, a w Iranie...
Ida Nowakowska: Powierzam swoje życie Panu Bogu i Jego decyzjom.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Jak przebrać wołowinę za sarninę. Tajniki dawnej polskiej kuchni
Ptaki uznawano za mięso lepsze z tego powodu, że to zwierzęta będące bliżej nieba - nawet, jeśli są nielotami.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Kozioł ofiarny wygnany z cyfrowej wspólnoty
Blokując profile odchodzącego prezydenta USA portale społecznościowe chciały się przypodobać nowej władzy.
Rozmowy wydanie 1.01.2021 – 8.01.2021
To nie jest mój wróg, to przeciwnik, szanujemy się
Ostatnia rozmowa z Wojciechem Borowikiem, prezesem Stowarzyszenia Wolnego Słowa, który zmarł 21 grudnia 2020 roku.