Historia

Tolek Banan w sidłach SB

Jego kariera aktorska świetnie się zapowiadała. Był młody, przystojny i utalentowany. Serialowy Tolek Banan, idol młodzieży lat 70. XX wieku. Ale równolegle do życia aktorskiego, Jacek Zejdler prowadził drugie – opozycyjne. I zapłacił za to wysoką cenę: został zepchnięty – prawdopodobnie za sprawą bezpieki – na zawodowy margines. W sobotę 2 stycznia przypadała 41. rocznica jego tragicznej śmierci.

We wtorek 19 stycznia o godzinie 19:00 odbędzie się premiera filmu dokumentalnego „W starej koszuli. Z odwagą w sercu” na antenie TVP3 Opole. Tego samego dnia o godz. 23:20 film zostanie wyemitowany w TVP2, zaś 20 stycznia o 21:20 i dzień później o 12:00 w TVP Dokument. Dziennikarze Dariusz Deberny i Zbigniew Górniak, którzy wyprodukowali ten film dla TVP 3 Opole, odkrywają mało znane fakty z życia młodego aktora i opozycjonisty.

Morderstwo czy samobójstwo?

Wieczór 31 grudnia 1979 roku. W mieszkaniu Bohdana Cybulskiego, reżysera teatralnego i dyrektora Teatru im. Jana Kochanowskiego w Opolu, odbywa się przyjęcie sylwestrowe. To na nim po raz ostatni widziano Jacka Zejdlera. Dwa dni później, w opolskim mieszkaniu aktora, zostanie odnalezione jego ciało: w śpiworze, z głową przy włączonym piecyku gazowym.

Według relacji rodziny: śledztwa nie było; sekcji zwłok – też nie. Po oględzinach lekarz i milicjanci stwierdzili zatrucie gazem – samobójstwo.

Ale śmierć Jacka Zejdlera, który miał zaledwie 25 lat, rodzi wiele domysłów i plotek. Jedna z nich głosi, że w chwili odnalezienia ciała miał ręce skrępowane sznurem. Inna, że został potrącony samochodem przez esbeków.

Dziennikarskie śledztwo Debernego i Górniaka nie wykazało, by Zejdler został zamordowany przez SB. Choć autorzy filmu zaznaczają, że całkowicie tej hipotezy odrzucić nie można. – Niektórzy opozycjoniści mówili nam: „Zdarzały się takie zabójstwa, po których nie było śladu. Tu też nie można tego wykluczyć” – stwierdza w rozmowie z Tygodnikiem TVP Dariusz Deberny. I dodaje, że aby dogłębnie zbadać tę hipotezę, sprawą musiałaby zająć się prokuratura Instytutu Pamięci Narodowej, m.in. przesłuchując wszystkich żyjących byłych esbeków z Opola, a „było ich w tamtym czasie dwustu pięćdziesięciu (wielu z nich oczywiście już nie żyje)”.
Mimo ostrożności, Zejdler znalazł się na celowniku SB. Był zresztą popularnym aktorem młodego pokolenia – przede wszystkim za sprawą głównej roli w popularnym serialu „Stawiam na Tolka Banana” (1973, reż. Stanisław Jędryka), co na pewno nie ułatwiało mu konspiracji. Fot. arch. TVP/ EAST NEWS Serial TVP
Jacek Zejdler był nękany przez Służbę Bezpieczeństwa. Hipotetycznie mogło dojść do sytuacji, w której esbecy przyszli do aktora, chociażby próbując wymusić podpisanie zobowiązania do współpracy, a gdy ten odmówił, został pobity na śmierć; a następnie zostało upozorowane samobójstwo. Dowodów na to jednak nie ma.

Autorzy dokumentu nie rozstrzygają sprawy śmierci Jacka Zejdlera. Bliżej im jednak do wersji z samobójstwem. Tym bardziej, że ostatnie miesiące życia były dla młodego aktora pasmem przykrych doświadczeń i rozczarowań.

Ale po kolei.

Msza w intencji Stanisława Pyjasa

Kwerenda w IPN wykazała, że w latach 70. zeszłego wieku Jacek Zejdler aktywnie uczestniczył w życiu opozycji antykomunistycznej. Skarbnicą wiedzy dla autorów dokumentu był także Adam Hohendorff, działacz łódzkiej opozycji w latach 80., a także współautor wydanej w 2017 roku książki „W trybach systemu. Z dziejów łódzkiej opozycji studenckiej w latach 1968-1989”.

Jacek Zejdler związał się z Komitetem Obrony Robotników jeszcze jako student Szkoły Filmowej w Łodzi. Zbierał podpisy w obronie represjonowanych – wskutek protestów z czerwca ’76 – robotników z Radomia i Ursusa oraz przekonywał do tej działalności koleżanki i kolegów. Zbierał też pieniądze na zapomogi dla zwolnionych z pracy i aresztowanych robotników.

Zaangażował się m.in. w organizację mszy świętej w intencji Stanisława Pyjasa zamordowanego przez Służbę Bezpieczeństwa w maju 1977 roku, która odbyła się w kościele św. Teresy w Łodzi. Podczas mszy głos zabrało trzech opozycjonistów. Jednym z nich był Jacek Zejdler, jako przedstawiciel szkół artystycznych.

Niewiele osób, również z najbliższego otoczenia, wiedziało o jego działalności opozycyjnej. – W ogóle się tym nie chwalił. Nawet jego przyjaciel dowiedział się o działalności Jacka od nas, podczas kręcenia filmu. A przecież on był młodym mężczyzną, aktorem, a my – faceci, lubimy się chwalić swoją odwagą, bohaterstwem. Jacek jednak potrafił dochować tajemnicy – mówi Tygodnikowi TVP Zbigniew Górniak, współautor dokumentu.

Kronikarz epok Gomułki i Gierka, mistrz widowiska. Jerzy Gruza i jego telewizja

Wydawał mi się wieczny. A powinienem mieć świadomość, że w tych fantazyjnych szalikach, kapeluszach, nonszalanckich strojach, wiecznym być nie może.

zobacz więcej
Mimo ostrożności, Zejdler znalazł się na celowniku SB. Był zresztą popularnym aktorem młodego pokolenia – przede wszystkim za sprawą głównej roli w popularnym serialu „Stawiam na Tolka Banana” (1973, reż. Stanisław Jędryka), co na pewno nie ułatwiało mu konspiracji.

Pewnego dnia w łódzkiej Szkole Filmowej pojawił się napis: „Marzec ‘68. Pamiętamy”. – Od razu przypisano to Jackowi Zejdlerowi. Esbecy przyszli na uczelnię. Zejdler najpierw został wezwany do rektora, a następnie oficer SB przeprowadził z nim rozmowę ostrzegawczą, że jeżeli tego rodzaju sytuacja się powtórzy, to zostanie wyrzucony z uczelni – zdradza Dariusz Deberny.

Patriotyczne wychowanie

Z kolei Zbigniew Górniak przyznaje, że poznanie historii młodego aktora, w tym relacji „Tolka” z przyjaciółmi, zburzyło jego pierwsze wyobrażenie o „młodym gwiazdorze, który zagrał w kultowym serialu”, a do tego „miał dwadzieścia kilka lat, całe życie było przed nim, więc zapewne prowadził styl życia wirażki”. – Okazało się, że Jacek był zupełnie inny. Patriota. Skromny i bardzo wrażliwy człowiek – mówi dziennikarz.

Jacek Zejdler wychował się w patriotycznym domu. Jego mama, Barbara Zejdler (z d. Tomczak), pochodziła z rodziny nauczycielskiej. W czasie okupacji w jej domu rodzinnym odbywały się tajne komplety. Była żołnierzem Armii Krajowej, ps. „Barbara”, walczyła w Powstaniu Warszawskim. Po wojnie została lekarzem pediatrą. Była m.in. ordynatorem oddziału noworodków w Szpitalu im. Mikołaja Kopernika w Łodzi. Zmarła w 2016 roku.

Dziadek Jacka, mjr Antoni Tomczak, ps. „Helba”, przedwojenny nauczyciel, był członkiem Państwowego Korpusu Bezpieczeństwa, konspiracyjnej formacji policyjnej Delegatury Rządu na Kraj (działającej w latach 1940-1944). Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Po wojnie pracował jako nauczyciel. W 1953 roku został aresztowany przez UB, a następnie osadzony na trzy lata w stalinowskim więzieniu.

Zadżumieni

Autorzy filmu przekonują, że Jacek Zejdler był postacią bardzo niewygodną dla SB. Niepoprawny politycznie, a do tego młody, popularny aktor mógł swoją działalnością budzić niepokój. I dodają, że w latach 70., kiedy nie było jeszcze Solidarności, działalność opozycyjna wymagała szczególnej odwagi. W Łodzi, liczącej wtedy ok. 700-800 tys. mieszkańców, opozycjoniści stanowili grupę kilkudziesięciu, co najwyżej stu osób.
Pewnego dnia w łódzkiej Szkole Filmowej pojawił się napis: „Marzec ‘68. Pamiętamy”. Od razu przypisano to Jackowi Zejdlerowi. Esbecy przyszli na uczelnię. Zejdler najpierw został wezwany do rektora, a następnie oficer SB przeprowadził z nim rozmowę ostrzegawczą, że jeżeli tego rodzaju sytuacja się powtórzy, to zostanie wyrzucony z uczeln. Fot. arch. TVP/ EAST NEWS Serial TVP
– To była garstka ludzi. W dodatku, jak opowiadali nam łódzcy opozycjoniści, oni często byli traktowani przez społeczeństwo, a nawet przez kolegów, jak zadżumieni. Wiadomo było, że coś działają, a SB węszy, więc „lepiej się do nich nie zbliżać, bo po co mieć problemy?” – mówi Deberny. – Nie było wtedy w społeczeństwie nastroju, że „hurra, walczymy z komunizmem, jest Solidarność”. To dopiero nastąpi za kilka lat. Opozycjoniści z Łodzi mówili: „Na mszę w intencji Stanisława Pyjasa przyszło około dwieście osób. Nas było stu, kolejnych stu – to inni studenci. I do tego doszły przypadkowe osoby, które nie wiedziały, że jest msza w czyjejś intencji, a nawet kim był Stanisław Pyjas i co to była za sprawa” – dodaje.

Współautor filmu zaznacza, powołując się na relacje działaczy opozycji, że nie było wielką odwagą zapisać się do Solidarności, ruchu masowego, liczącego miliony ludzi. Wielką odwagą była działalność w latach poprzedzających karnawał Solidarności, bo „jak opozycjonistów było w danym mieście stu, a nie przykładowo sto tysięcy, to SB miała ich cały czas na celowniku”.

Opozycjoniści walczyli z licznymi trudnościami. Brakowało chociażby powielaczy czy materiałów poligraficznych, potrzebnych do przygotowywania ulotek. – Wydrukowanie zwykłej ulotki, dotyczącej np. jakiegoś wiecu, było bardzo skomplikowane. Ulotki często przepisywano, wykonywano też linoryty – opowiada Dariusz Deberny.

Zbigniew Górniak dodaje, że Jacek Zejdler „dostał jakąś fuchę w NRD”, skąd przywiózł papier maszynowy, kalki, taśmy do maszyny do pisania. Rzeczy proste, ale dla działaczy opozycyjnych – na wagę złota.

Zwolnienie z Teatru Jaracza

Jeszcze jako student, pod koniec 1976 roku, Zejdler zadebiutował na scenie Teatru im. Stefana Jaracza w Łodzi (rolą Gucia w „Ślubach panieńskich”). A od następnego roku, w którym ukończył szkołę filmową, należał już do zespołu teatru.

Został zwolniony już w 1979 roku. Być może było to związane ze zmianą dyrektora teatru (Jana Maciejowskiego zastąpił Bogdan Hussakowski). Jednak autorzy filmu przypuszczają, że doszło do nacisków ze strony SB. Że zadzwoniono do dyrektora, na przykład z poleceniem: „Proszę załatwić sprawę z Jackiem Zejdlerem”. Po czym „dyrektor wiedział, co ma zrobić; że ma go zwolnić”.

Przerysowywał, robił małpy, wyginał się we wszystkie strony. I był cudowny. Zmarnowany Chaplin polskiego kina

W pamięci zapisał się jako wyśmienity aktor komediowy, choć nigdy nie doczekał się wielkiej roli w filmie. Stał się natomiast mistrzem epizodu i legendą telewizyjnego dowcipu.

zobacz więcej
– Śladu w dokumentach nie ma, ale wszyscy mówią, że ewidentnie został zwolniony za działalność opozycyjną – komentuje Deberny. I dodaje, że w archiwum rodzinnym Zejdlerów znajdują się podpisane przez Jacka umowy na dwa filmy, ale – według relacji siostry Jacka – zrezygnowano z niego nie podając przyczyn.

Jacek Zejdler znalazł pracę w Teatrze im. Jana Kochanowskiego w Opolu. Zapewne nie był to szczyt marzeń dla młodego, dobrze zapowiadającego się aktora.

– Cieszył się popularnością, pracował w Teatrze im. Jaracza, jednym z najlepszych ówczesnych polskich teatrów, i nagle został zesłany na prowincję. Bo gdzie Łódź, a gdzie Opole… Teatr im. Kochanowskiego był wprawdzie niezłym, ale jednak początkującym teatrem. Nie znalazła się dla Jacka Zejdlera praca na uznanych scenach, to przyjechał tam, gdzie praca dla niego była – mówi Zbigniew Górniak.

Nie zrobią ze mnie kapusia

Możliwe, że również w Opolu Jacek Zejdler szukał kontaktów z lokalną opozycją. Jednakże jeden z opolskich opozycjonistów relacjonował Dariuszowi Debernemu: – W ogóle nie znałem Jacka Zejdlera. Nie wiedziałem, że taki młody człowiek przyjechał do Opola. A poza tym, wie pan co, nas [opozycjonistów] było w Opolu… trzech.

– Mógł szukać, ale w stutysięcznym mieście było tylko trzech facetów, którzy działali w KOR. Tak więc nie było szans, by mógł z nimi nawiązać kontakt – dorzuca współautor filmu.

Wiadomo, że SB podejmowała próby werbunku młodego aktora. Jacek Zejdler krótko przed śmiercią miał zresztą o tym wspomnieć Józefowi Śreniowskiemu, działaczowi Komitetu Obrony Robotników.

Deberny relacjonuje: – Śreniowski spotkał się z Jackiem w Łodzi w grudniu 1979 roku. Jacek powiedział, że pracuje teraz w Opolu, bo został wyrzucony z Teatru Jaracza. „Ale to co?” – rzucił pytająco Śreniowski. Na to Zejdler: „No wiadomo, że SB miała na to wpływ. Na pewno zadzwonili do dyrektora. Do tego chcą zrobić ze mnie kapusia. Nie zrobią ze mnie kapusia”.

Załamanie i perfidia SB

Zejdler doświadczył w ostatnich miesiącach życia nie tylko nękania przez bezpiekę i rozczarowania zawodowego, ale także zawodu miłosnego. Gdy w grudniu 1979 roku, w rocznicę swojego ślubu, pojechał do Łodzi, by odwiedzić żonę, dowiedział się o jej zdradzie. Kobieta odeszła od niego.
Sidła bezpieki i pasmo rozczarowań przekreśliły świetnie zapowiadającą się karierę Jacka Zejdlera, a ostatecznie zakończyła ją tragiczna śmierć. Na zdjęciu Zejdler jako Tolek Banan i Agata Siecińska jako Karioka w serialu TVP. Fot. arch. TVP/ EAST NEWS Serial TVP
Załamał się. Święta spędził w Łodzi. 26 grudnia, podczas spotkania z przyjacielem Konradem Sową, miał wspomnieć o zdradzie żony („Tak bardzo ją kochałem… Ja nie mam po co żyć”). Mówił o braku sensu życia i myślach samobójczych. Jednakże po wielogodzinnej rozmowie, spędzonej przy butelce jarzębiaku, wydawało się, że Jacek odszedł od tych planów. Konrad Sowa miał poczucie, że przekonał przyjaciela, dał mu nadzieję. Że Jacek wyszedł z jego domu silniejszy i nic złego nie może się stać.

Ale tydzień później dochodzi do tragedii. Możliwe, że czarę goryczy przelała kłótnia w noc sylwestrową w opolskim mieszkaniu Bohdana Cybulskiego, który „miał problemy z alkoholem, był niestabilny emocjonalnie”. Dyrektor teatru zbeształ publicznie Zejdlera. Prawdopodobnie chodziło o jego rolę Klausa w „Wojnie chłopskiej” Jonasza Kofty (premiera odbyła się 9 grudnia). Wanda Wieszczycka, aktorka i koleżanka Jacka, która była świadkiem sporu, wspominała jednak autorom filmu, że „była to absolutna bzdura, bełkot alkoholowy”.

Jacek był jednak bardzo wrażliwy. Z powodu kłótni opuścił przyjęcie, wsiadł do pożyczonego od Wandy Wieszczyckiej malucha i odjechał. Wtedy widziano go po raz ostatni. W Nowy Rok po południu Jacek Zejdler był umówiony z kolegą z opolskiego teatru Waldemarem Kotasem na jazdę konną, ale do spotkania nie doszło („Kotas wypił w sylwestra i nie poszedł do niego”). Z kolei Wanda Wieszczycka, która mieszkała w tym samym bloku co Zejdler, wracając z przyjęcia zobaczyła zaparkowanego przed blokiem malucha, więc była spokojna, że Jacek poszedł spać. Wróciła do mieszkania.

Niestety, dzień później – 2 stycznia 1980 roku – znalazła jego ciało przy piecyku gazowym. Jej uwagę przykuły wykręcone w mieszkaniu korki.

Kilka dni później Wieszczycka została wezwana przez milicję. Okazało się, że rozmowy z nią nie prowadził milicjant, tylko oficer SB. – Mówiła, że była w szoku, bo ten esbek wiedział o niej wszystko: co robiła trzy dni temu, tydzień temu, jakie próby w teatrze obecnie się odbywają, z kim się widziała itd. Mieli pełną inwigilację środowiska artystycznego w Opolu – mówi Deberny.

Jak dodaje dziennikarz, oficer bezpieki nie pytał Wandy Wieszczyckiej o śmierć Jacka (czego zapewne się spodziewała), tylko próbował ją zwerbować. – To pokazuje, w jaki sposób działała Służba Bezpieczeństwa; była tak perfidna, że próbowała wykorzystać śmierć Jacka do werbunku osoby, z którą się przyjaźnił – ocenia dziennikarz.

Sidła bezpieki i pasmo rozczarowań przekreśliły świetnie zapowiadającą się karierę Jacka Zejdlera, a ostatecznie zakończyła ją tragiczna śmierć. Krzysztof Kiersznowski, który studiował z nim w łódzkiej Szkole Filmowej, wspominał autorom filmu: – My na studiach byliśmy leserami, zaś najlepszymi potencjalnymi aktorami, największymi młodymi talentami w tamtym czasie byli Jacek Zejdler i Andrzej Wichrowski. Oni byli wybitni, a my wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, co to jest aktorstwo.
– Komunistyczny aparat władzy dołożył starań, aby historia Jacka Zejdlera i jego tragiczna śmierć w wieku 25 lat zostały zapomniane. Dziennikarskie śledztwo Zbigniewa Górniaka i Dariusza Debernego ujawnia wiele szczegółów z mechanizmu uporczywego nękania serialowego „Tolka Banana" – opowiada Tygodnikowi TVP dyrektor TVP3 Opole Mateusz Magdziarz.

To właśnie ta antena wyprodukowała dokument o Zejdlerze i tam ten materiał będzie miał premierę we wtorek 19 stycznia 2021 o godzinie 19:00. Tego samego dnia o godz. 23:20 film „W starej koszuli. Z odwagą w sercu” pokaże TVP2, zaś 20 stycznia o 21:20 o 12:00 będzie można go obejrzeć w TVP Dokument.

Magdziarz podkreśla, że to drugi, najważniejszy projekt tożsamościowy TVP3 Opole po filmie „Ziemia przemówiła" z 2016 roku, który poświęcony był zbrodni Urzędu Bezpieczeństwa na oddziale Henryka Flamego "Bartka" z NSZ.

– Łukasz Lubański

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: „Stawiam na Tolka Banana” z 1973 roku, reż. Stanisław Jędryka, na podstawie powieści Adama Bahdaja o tym samym tytule. Na zdjęciu od lewej: Andrzej Kowalewicz, Henryk Golębiewski, Jacek Zejdler, Sergiusz Lach. Fot. arch. TVP/ EAST NEWS
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Bohater tak wyjątkowy, aż niemożliwy. Więc ogłoszono, że sypał
Najnowsza historia jest w Polsce bieżącą polityką.
Historia Najnowsze wydanie
„Pamiątki” po Hitlerze. Kłopot czy biznes?
Aligator Führera zdechł rok temu w moskiewskim zoo mając 84 lata. Wypchano go i umieszczono w Muzeum im. Darwina.
Historia Najnowsze wydanie
KGB na tropie Jana Pawła II
Sowieckie służby szybko zrozumiały, jakie zagrożenie dla systemu komunistycznego może stanowić pontyfikat papieża Polaka.
Historia Najnowsze wydanie
Stanął przeciw Piłsudskiemu i nie zamierzał się patyczkować
Gen. Rozwadowski rozkazał „użyć bomb i karabinów maszynowych celem całkowitego rozproszenia nieprzyjacielskich oddziałów”
Historia Najnowsze wydanie
Idę po swoją kulę w brzuch
Słychać było pojedyncze wystrzały z AKS-74: to nasi dobijali rannych duszmanów. Duszmani też nie brali komandosów do niewoli.