Cywilizacja

Polska „kosmitka” idzie zimą na szczyt K2. Himalaiści życzą jej sukcesu, w który nie wierzą

Pomijając konwenanse jest tak: gdyby była lekkoatletka z małym doświadczeniem wspinaczkowym zdobyła K2, padłby pewien mit. Legenda wysokogórskiej elity mocno by przybladła.

K2 to drugi co do wysokości szczyt na Ziemi (8611 metrów nad poziomem morza) po Mount Everest (8848,86 m n.p.m). Góra jest na granicy Chin i Pakistanu. Jeszcze nikt jej nie zdobył zimą. Obecnie bazują tam 4 wyprawy. A w jednej z nich jest Polka, Magdalena Gorzkowska.

Pierwszą kobietą na świecie, która zdobyła K2, była Wanda Rutkiewicz – dopięła tego 23 czerwca 1986 roku. W sumie latem na tym szczycie stanęło 13 polskich himalaistów. Ponadto kilkudziesięciu wspinaczy z różnych krajów, lecz tylko w letnim sezonie.

Polacy próbowali zimowych wejść na „Górę śmierci”, jak bywa nazywana K2. Ostatnia wyprawa narodowa, kierowana przez zdobywcę m.in. Korony Himalajów Krzysztofa Wielickiego, odbywała się na przełomie roku 2017/2018. Jednak nie zakończyła się powodzeniem.

K2 z perspektywy wygląda monumentalnie i pięknie, ale zabija bezwzględnie. Lista ofiar tej góry przekroczyła 70 osób. Niestety lista nie jest zamknięta, bo ludzie ciągle próbują złamać jej opór zimą. Dlaczego to robią mimo takiego zagrożenia?

Dobry temat literacki

Lata temu na pytanie: „Dlaczego ludzie wspinają się w góry”, padała odpowiedź: „Bo są”. To miało być proste wyjaśnienie, które niczego nie wyjaśniało, a zwłaszcza śmiertelnego ryzyka, jakie podejmują wspinacze.

To trochę tak, jakby postawić pytanie, dlaczego ludzie chodzą po chodnikach i odpowiedzieć: „Bo są”. Choć prawdę mówiąc to drugie pytanie i druga odpowiedź wydają się bardziej logiczne od pierwszych.
Himalaizm nieuchronnie wkręcany jest w tryby szołbiznesu jak cały sport wyczynowy. Są sprzedawcy i są nabywcy. Góry sprzedają Nepalczycy. Klientelą jest reszta świata. Jest nawet pomysł, żeby Koronę Himalajów rozszerzyć do 20 szczytów.
Nonszalanckie tłumaczenie powodów wychodzenia z domu, z ograniczoną nadzieją powrotu żywym, jakoś zupełnie się nie broni. Himalaiści nie należą do tajnej sekty samobójców, chociaż świadomie utrudniają sobie życie i przeżycie. Dlaczego?

Niełatwo jest to wytłumaczyć. Piotr Pustelnik, ikona polskiego himalaizmu, ma na ten temat własną teorię, a brzmi ona następująco: – Ludzie dzielą się na tych, którym nie trzeba tej pasji tłumaczyć i tych, którym nigdy się jej nie wytłumaczy…

Teoria Pustelnika przypomina jednak kota, który goni za własnym ogonem. Przecież jedyni ludzie na świecie, którym nie trzeba niczego tłumaczyć, to himalaiści. Cała reszta jest zielona jak szczypiorki i taką pozostanie, gdyż nie należy do tego środowiska.

Na pozór wspinaczy nie obchodzi, czy ktokolwiek ich rozumie. Z drugiej strony prawie wszyscy piszą jakieś książki, więc odczuwają potrzebę bycia zrozumianym oraz wyjaśniania niewyjaśnialnego.

Góry i ludzie to dobry temat literacki. Każda wyprawa w Himalaje to psychodrama. W górach rządzi natura. A natury nie można pokonać. Można liczyć na jej łaskawość. Na przykład długo i pokornie czekać z atakiem na szczyt na okno pogodowe.

A potem powstaje z tego książeczka. Kto przeczyta, ten się dowie jak to widział i przeżywał autor. Niekoniecznie tego, jak było. Jednak nie ma to wpływu na ugruntowaną opinię o ludziach napędzanych bezinteresowną pasją zdobywców.

W realu wejście na szczyt – zwłaszcza pionierskie – związane jest z interesami tych, którzy wykładają na to pieniądze. Tak było przy pierwszym wejściu na Mount Everest. I tak jest teraz przy próbie zimowego zdobycia K2.

Pszczelarz z analfabetą

Nowozelandczyk Edmund Hillary i Szerpa Tenzing Norgay stanęli pierwsi na Evereście 29 maja 1953 roku. To był dziewiąty atak brytyjskich wypraw na najwyższą górę świata. Ekipa działała pod presją.

10 największych dokonań Polaków w historii światowego himalaizmu

Biało-czerwoną flagę, krzyżyk i różaniec wnieśli 40 lat temu na Mount Everest Leszek Cichy i Krzysztof Wielicki. Było to pierwsze zimowe wejście na „dach świata”, a to tylko jeden z sukcesów Polaków we wspinaczkach w najwyższe góry Ziemi.

zobacz więcej
Gdyby się nie udało, Brytyjczycy mogli ponowić kolejną próbę dopiero trzy lata później, gdyż wszystkie wcześniejsze terminy były już zabukowane. Kierownik wyprawy, pułkownik John Hunt wyznaczył inną dwójkę do ataku szczytowego.

Dwaj Brytyjczycy dotarli do wysokości 8750 metrów i musieli zawrócić, bo byli zbyt wyczerpani, pora był zbyt późna i wystąpiły kłopoty z aparaturą tlenową. W odwodzie czekali Hillary i Tenzing i oni ruszyli na górę 27 maja.

Ekipa liczyła 14 himalaistów, 35 Szerpów i 362 tragarzy. Koszty wyprawy były znaczne, płacili Brytyjczycy, bo chcieli mieć sukces, ewidentnie propagandowy, odpowiedni do wielkości imperium, które zresztą konało w konwulsjach ruchów wyzwoleńczych.

I sukces był – tyle, że nie taki, na jaki Korona czekała. Na szczycie stanął biedny, nowozelandzki pszczelarz z nepalskim analfabetą, co lordowe przyjęli kwaśno i krytycznie. Tylko królowa zachowała się przytomnie.

Kiedy 2 czerwca Elżbieta II został koronowana, przyznała Hillaremu tytuł szlachecki oraz Komandora Orderu Imperium Brytyjskiego. Tanzing został odznaczony Medalem Jerzego. A obaj zyskali globalną popularność.

Sir Hillary pewnie rozczarował wiele osób relacją o swoich wrażeniach. Pierwszy człowiek, który stanął na najwyższym szczycie Ziemi nie odczuwał tam na górze żadnej euforii czy egzaltacji. Nie było w tym żadnej metafizyki.

Był potwornie zmęczony. Jego myśli zajmował problem, jak zejść żywym z tego „skurczybyka”, jak ciepło nazywał Everest. Zatknęli brytyjską flagę. Strzelili parę fotek, po czym ruszyli w dół. Heroiczne eposy napisano długo potem.

Event reklamowy

Między tamtym wydarzeniem a obecną wyprawą na K2 są ciekawe podobieństwa i zasadnicze różnice. Tamto wejście na górę było pierwsze w historii i to będzie pierwsze, tyle że zimą. Rzecz jasna, jeżeli się powiedzie.
Komercjalizacja wspinaczki wysokogórskiej przesłoniła zdrowy rozsądek, obniżyła standardy bezpieczeństwa. Uczestnik podpisuje papierek, że jest zdrowy i ma doświadczenie. Ponadto, że wie, że góry są niebezpieczne i można zginąć – i tyle. Wyprawy narodowe składają się przynajmniej z zawodowców. Komercyjne – z ludzi, którzy mają kasę. Fot. #GorzkowskaInPostK2Winter/Handout via Reuters/Forum
Brytyjska wyprawa liczyła grubo ponad 300 osób. Na K2 wystartowały cztery wyprawy jednocześnie, w sumie grubo ponad dwustu ludzi. Oczywiście wliczając tragarzy, którzy noszą majdany i Szerpów, którzy poręczują górę.

Wspinaczka na Everest miała podreperować prestiż brytyjskiego imperium, więc ono miało w tym interes. A wspinaczka na K-2 jest eventem reklamowym, który ma się przełożyć na zyski sponsorów, więc inwestorzy mają w tym interes.

Himalaiści zostali obsadzeni w rolach klientów agencji i firm, gdyż impreza ma charakter komercyjny z mieszanym profilem kadrowym. Biorą w niej udział fachowcy najwyższej klasy, jak choćby Nirmal „Nims” Purja ( 14 ośmiotysięczników w 189 dni; 37-letni Nepalczyk, były Gurkha i żołnierz Special Boat Service – elitarnej jednostki sił specjalnych Królewskiej Marynarki Wojennej Wielkiej Brytanii).

Są osoby o nazwiskach znanych w świecie, jak Muhammad Ali Sadpara, syn Muhammada Alego, razem z wnukiem słynnego boksera Sajidem Ali. Są wspinacze z różnych krajów – z Bułgarii, Finlandii Hiszpanii, Słowenii.

W tym projekcie brała też udział dwójka Polaków – Magdalena Gorzkowska i Waldemar Kowalewski. Używam czasu przeszłego, ponieważ Kowalewski z powodu przepukliny musiał się wycofać zanim zaczął wspinaczkę.

Polacy ruszyli z wyprawą zorganizowaną przez agencję Seven Summits Trek, która obejmuje blisko 60 osób. Kowalewski za swoje pieniądze, z odrębną umową o pracę przy poręczowaniu góry i zakładaniu obozów.

Gorzkowska to była lekkoatletka. Jej udział w tym przedsięwzięciu działa jak ostroga i na media, i na środowisko. Media wyczuwają sensację i tak to prezentują. A polscy himalaiści mają powód, żeby się wkurzać i nie bardzo potrafią to ukryć.

Dla doświadczonych wspinaczy Gorzkowska to jakaś kosmitka, której życzą sukcesu i w który nie wierzą. Trzy ośmiotysięczniki, które zdobyła w krótkiej karierze himalaistki, nie są dla nich przekonującym argumentem.

Zaginęła w strefie śmierci. Tragiczny los Wandy Rutkiewicz

Do historii weszła 16 października 1978 roku, gdy jako pierwsza Europejka i trzecia kobieta zdobyła Mount Everest.

zobacz więcej
Magda stanęła na Mount Everest’cie, na Makalu i na Mansalu. Wchodziła na szczyty bez tlenu, ale wracała z użyciem butli. Drogę poręczowali Szerpowie. Zatem ze sportowego punktu widzenia, doświadczenia Polski są niezbyt imponujące.

Gorzkowska zna górę K2 z opowieści. Nie lekceważy zagrożeń, ale wierzy, że da radę. Weterani Himalajów uważają, że wiara to mało. O wiele za mało. Marcin Miotk czy Ryszard Pawłowski starannie dobierają słowa w ocenach tego pomysłu.

Nie znaczy to wcale, że są mu przychylni. Nie deprecjonują Magdy wprost. Nie padają określenia typu „tupet” czy „ignorancja”. Oceny mają formę troski, zresztą uzasadnionej. Za to Miotk bez skrupułów wyżywa się na kolegach.

W jednym z wywiadów powiedział: – Uważam, że polskie środowisko wysokogórskie to Himalaje hipokryzji – każdy z doświadczonych polskich himalaistów wie, że wyprawa Magdy to mrzonka, jednak nikt nie zabiera w tym temacie głosu.

Pawłowski też tak uważa, chociaż przyznał, że nie miał odwagi, aby powiedzieć to publicznie. Pomijając konwenanse jest tak: gdyby Gorzkowska zdobyła K2, padłby pewien mit. Legenda wysokogórskiej elity mocno by przybladła.

Żal mi Kowalewskiego, bo chłop jest zadziorny, niekonwencjonalny, ma swoje zdanie i nikomu łapy nie liże. Już z tych powodów budzi moją sympatię i zapewne też dlatego nie jest ulubieńcem środowiska.

Chociaż ma na koncie 5 ośmiotysięczników, mir u naszych ma taki, jakby chodził po skałkach w Pieninach. Facet jest normalny aż do bólu. W każdym razie zanim wyjdzie w góry, bo tam wszystkich obowiązuje skala odchylenia.

Któregoś razu dostał szału, gdy koleżka z Ameryki powiadomił go radośnie, że wziął kredyt na wyprawę, dlatego musi wrócić żywy, inaczej żona i dzieciaki utoną w długach. Taki egoizm nie zmieścił się panu Waldkowi w głowie.

On zabezpieczył byt rodziny przed wyjazdem w Himalaje, bo nigdy nie wiadomo, jak będzie. K2 to cmentarzysko. Góra jest tak piękna jak śmiertelnie niebezpieczna. Kowalewski nie ukrywał, że boi się jak nigdy w życiu, choć latem był już na tym szczycie.
Himalaiści nie należą do tajnej sekty samobójców, chociaż świadomie utrudniają sobie życie i przeżycie. Dlaczego? Gorzkowska jeszcze kilka lat temu biegała w sztafecie 4x400 metrów i zdobyła srebrny medal na halowych mistrzostwach świata. Teraz zbierze udział w wyprawie, w trakcie której podejmie próbę zimowego wejścia na K2, niezdobyty dotąd zimą ośmiotysięcznik. Tu na konferencji zapowiadającej wyprawę, Chorzów 14 grudnia 2020.Fot. PAP/Hanna Bardo
Kolegę z Ameryki potraktował słowem grubym, co niekoniecznie musiało dotrzeć. Po pierwsze kolega już zagrał w górską ruletkę losami rodziny. Po drugie miał przed sobą wspinaczkę, co go mentalnie i emocjonalnie pochłaniało.

Zwyczajne troski i zachowania Kowalewskiego mogą wyglądać na prowokację w gronie skupionym na bohaterskich dokonaniach oraz ideach. Może nawet uchodzą za niepoprawne, choć on jest jednym z nich i robi to, co oni, tyle że po swojemu.

Pielgrzymki po śmierć

Współczesny himalaizm przekroczył próg aberracji. Na Mount Everest maszerują dziś całe pielgrzymki. Na podejściu kłębią się tłumy. Wielu pielgrzymuje po śmierć. Do tej pory na Evereście zginęło ponad 200 osób. Nie pomaga poręczowanie, nie pomagają butle z tlenem, nie pomaga wsparcie Szerpów. Na wysokości 8700 metrów ludzki organizm zaczyna umierać. Organy wewnętrzne przestają działać: nerki, żołądek, wątroba. Na końcu wysiadają płuca.

Ludzie płacą duże pieniądze za własną śmierć. Udział w wyprawie kosztuje 70 tysięcy dolarów. Samo pozwolenie – 11 000 USD. Trzeba płacić za miejsce w namiocie, za jedzenie, gotowanie i Szerpę. I tego się obecnie nie przeskoczy.

Na którejś z wypraw Kowalewski oznajmił organizatorom, że nie potrzebuje Szerpy do pomocy. Wtedy usłyszał: – W porządku, idź sam, ale za niego musisz zapłacić 20 tysięcy USD. On będzie leżał w namiocie, a ty będziesz się wspinał.


Komercjalizacja wspinaczki wysokogórskiej przesłoniła zdrowy rozsądek, obniżyła standardy bezpieczeństwa. Uczestnik podpisuje papierek, że jest zdrowy i ma doświadczenie. Ponadto, że wie, że góry są niebezpieczne i można zginąć – i tyle.

Wyprawy narodowe składają się przynajmniej z zawodowców. Komercyjne – z ludzi, którzy mają kasę. Albo własne pieniądze, albo pozyskane od sponsorów. Sponsorem Gorzkowskiej jest InPost – Paczkomaty, kurier.

Himalaizm nieuchronnie wkręcany jest w tryby szołbiznesu, jak cały sport wyczynowy. Są sprzedawcy i są nabywcy. Góry sprzedają Nepalczycy. Klientelą jest reszta świata. Jest nawet pomysł, żeby Koronę Himalajów rozszerzyć do 20 szczytów.

Dla himalaisty śmierć w górach nie jest najpiękniejsza ani wymarzona

Jurek Kukuczka nie musiał jechać na tę wyprawę, bo zdobył już wszystkie ośmiotysięczniki. Ale on nie wyobrażał sobie życia bez gór – wspomina himalaista Walenty Fiut.

zobacz więcej
Pomysł jest wybitnie handlowy. Więcej szczytów do zdobycia, więcej klientów w kolejkach na górę. Więcej diamentów w koronie, więcej pieniędzy w bankach organizatorów wypraw. Proste jak konstrukcja czekana.

Niestety coraz bardziej niebezpieczne. Zamożni turyści, także z Polski, pchają się od razu w Himalaje. Kiedyś droga była dłuższa. Najpierw Tatry, potem Alpy, na końcu Himalaje. Dzisiaj ludzie zapomnieli, że Alpy w ogóle istnieją.

Teraz najpierw wycieczka na Giewont, zaraz potem Mount Everest. Trochę upraszczam, ale świadomie. Żadnej góry się nie przeskoczy. Wiedzy i doświadczenia nie zastąpi wypasiony sprzęt ani Szerpowie. Choć i to nie daje gwarancji przeżycia.

W Himalajach i Karakorum zginęło, jak na razie, ponad 1000 osób, w tym wielu tzw. turystów. Czarna statystyka szybko się powiększa i będzie rosła. Śmiercionośny fan wygląda na jakieś szaleństwo. Ale spokojnie, to tylko biznes.

Instynkt przeżycia

Najgroźniejsza góra świata jest aktualnie w stanie oblężenia. Przynajmniej kilkadziesiąt osób chce zdobyć K2 zimą. Samo wejście na szczyt byłoby wyczynem. Ale dokonaniem historycznym byłoby wejście na szczyt jako pierwszy albo pierwsza.

Raczej niełatwo będzie to ułożyć sensownie i względnie bezpiecznie. Nie można dopuścić do wyścigu na rympał, bo zagrożenia są zbyt poważne. Ale w czterech zespołach są soliści. Ambicje buzują, a im wyżej, tym gorzej z logicznym myśleniem.

Nirmal „Nims” Purja wydaje się najbardziej nieobliczalny. Nepalczyk dość późno zabrał się za wspinanie, lecz błyskawicznie odrobił zaległości. „Łyknął” Koronę Himalajów w tempie sprinterskim. Jednak ten facet chodzi z tlenem.

Często dolatuje helikopterem do obozów. Wkurza tym elity wysokogórskie. Na samą myśl, że Purja mógłby być pierwszy na K2 wnosząc tam butle z tlenem, dostają furii, bo to dzisiaj jest niesportowe, niewyczynowe, po prostu ściema.
Góry często sprowadzają normy etyczne do pierwotnego instynktu przeżycia. Kiedy dwóch staje na szczycie, nie ma gwarancji, że obaj wrócą żywi. Strefę śmierci trzeba opuścić w piętnaście, dwadzieścia minut. Nie da się z partnerem na plecach. W takich razach ma się do wyboru dwie opcje. Ratować przyjaciela i umrzeć razem z nim, czy ratować tylko siebie? A potem trzeba żyć ze świadomością, że zostawiło się kumpla w górach na pewną śmierć. Fot. #GorzkowskaInPostK2Winter/Handout via Reuters/Forum
Jakie szanse na sukces ma nasza wysokogórska lekkoatletka? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba zdefiniować pojęcie sukcesu konkretnie w jej przypadku. Myślę, że ma szansę wejść wysoko. Czy na szczyt i czy jako pierwsza, szczerze wątpię.

Przed wyjazdem do Karakorum Magda publicznie meldowała, że wykonała ciężkie treningi, poprawiając wszystkie dawne wyniki w biegach. Przyznam, że jej wypowiedź wybitnie mnie rozczuliła. Kondycja będzie potrzebna, ale specjalna.

Wytrzymałość szybkościowa, bo taką się buduje do biegania na 400 metrów, raczej się nie przyda. Zresztą wydolność organizmu to tylko jeden z elementów przygotowań. Decydująca jest psychika, która pozwala na przetrwanie.

W tym także przetrwanie w grupie. Zespół wspinaczkowy nie jest monolitem. Dwóch się dogada, dwunastu rzadko, a 70 nie ma szans. Podrażnione ambicje, różnice umiejętności, decyzje kierownictwa wyprawy – wszystko to wpływa na atmosferę.

Mówienie o jednej drużynie to nawijanie makaronu na uszy. Żeby skleić jakąkolwiek drużynę z solistów, potrzeba lat. Im więcej gwiazd, tym trudniej to zrobić. A między bazą a pierwszym czy drugim obozem nie da się tego dokonać.

Napięcia narastają wraz ze zmęczeniem i wysokością. Mogą i często mają wpływ na wynik. Przy takiej liczbie osób, które chcą tego samego, kłótnie są nieuniknione. Podobnie jak nieprzemyślane decyzje: mam was gdzieś, idę sam!

Góry często sprowadzają normy etyczne do pierwotnego instynktu przeżycia. Kiedy dwóch staje na szczycie, nie ma gwarancji, że obaj wrócą żywi. Strefę śmierci trzeba opuścić w piętnaście, dwadzieścia minut. Nie da się z partnerem na plecach.

W takich razach ma się do wyboru dwie opcje. Ratować przyjaciela i umrzeć razem z nim, czy ratować tylko siebie? A potem trzeba żyć ze świadomością, że zostawiło się kumpla w górach na pewną śmierć.

Słyszałem przez wiatr wołanie o pomoc… Tragedia na Masherbrumie

Przemek i Marek leżeli na śnieżnym zboczu. Bez asekuracji, idąc przodem do stoku z czekanem i młotkiem, doszedłem do nich. Byli zamarznięci.

zobacz więcej
Magda nie ma takich doświadczeń i oby nigdy nie miała. Jako kobieta raczej nie może liczyć na szczególne traktowanie, ponieważ w Himalajach każdy musi liczyć na siebie, a na Szerpów czy kolegów tylko do pewnej granicy: głównie – wysokości.

Góra wyznaczy cenę

Wspinaczka wysokogórska zmienia się tak samo, jak zmienił się sport. Uduchowiony idealizm wypiera komercja. Wejścia zimowe, wejścia bez tlenu, rekordy szybkości, wytyczanie nowych szlaków zwiększają trudności, zainteresowanie, na końcu zyski.

Rzecz jasna wzrasta skala zagrożeń i chyba tak ma być, bo zła wiadomość, to dobra wiadomość. Śmierć w Himalajach świetnie się sprzedaje. Przykro o tym mówić, ale tak jest. Na torach F1 jest coraz bezpieczniej. W Himalajach wręcz przeciwnie.

Między rokiem 1939 a 2020 w Karakorum i Himalajach zginęło 60 polskich wspinaczy. Zimowe igrzyska pod K2 nie będą wycieczką. Chyba, że góra ludzi wypłoszy. Szerpowie musieli zejść z 7000 m, bo nie dało się poręczować przez wiatr i mróz.

Każdego dnia media informują o sytuacji w Karakorum. Emocje stopniowo rosną jak przed każdą głośną imprezą sportową. Jeszcze starter nie wystrzelił. Jeszcze Magda i pozostali czekają w blokach. Ale w końcu ten wyścig się zacznie.

Czy ktoś go wygra, czy będzie klapa, tego nie wiadomo. O tym zdecyduje góra. Może komuś pozwoli oglądać świat ze szczytu. Może zgodzi się na kilku gości. Ale warunki ustali ona. I ona wyznaczy cenę. To jedno nie zmienia się w Himalajach.

– Marek Jóźwik

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Himalaje, odc. 1
Zdjęcie główne: Magdalena Gorzkowska poczas zimowej wyprawy na górę K2 w Pakistanie. Fot. #GorzkowskaInPostK2Winter/Handout via Reuters/Forum
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Jak Francja wykradła dzieci Reunionu. „Mają nie być zbyt czarne”
Niektóre matki traciły córki i synów jedynie dlatego, że paliły papierosy.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Ryzykujemy życie, by stać się nadludźmi
Nie da się wykluczyć, że umysł lodowego szamana Wima Hofa nakazuje mózgowi ignorować zimno.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Uzależnienie od hazardu to śmiertelna choroba
Hazardziście trudniej jest pozostać w abstynencji niż np. alkoholikowi.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Cios w ulubieńca liberalnych elit. Pierwszy dzień prezydenta
Czy Republikanie będą w stanie zapobiec radykalnemu zwrotowi na lewo?
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Straszna szczepionka RNA, której boimy się bardziej niż COVID-19
Jeśli sobie nie poradzi, to będziemy mogli powiedzieć: witajcie w XVII wieku!