Cywilizacja

„Biohack yourself”. Świat X-Menów to nasza przyszłość

Serge Faguet, milioner z Doliny Krzemowej: „Mam 32 lata i wydałem 200 tys. USD na biohacking. Stałem się spokojniejszy, szczuplejszy, ekstrawertyczny, zdrowszy i szczęśliwszy. […] Także bardziej inteligentny, ze zwiększonym popędem seksualnym, który ładnie współgrał z nowo odkrytą łatwością w podrywaniu dziewczyn”. Eksperymenty pozwalające na posiadanie nadludzkich mocy.

Zmarły nieco ponad rok temu, a znany wszystkim żyjącym w końcówce PRL-u Adam Słodowy, to był jedyny guru polskiej sceny DIY (do it yourself), czyli „Zrób to sam!”. Dziś na YouTube i innych tego typu serwisach namnożyło się mistrzyń i mistrzów pokazywania wszystkiego: jak wyczyścić pompę centralnego ogrzewania lub usmażyć domowe pączki, albo i zrobić ze starych mebli tapicerskich zupełnie nowe. O dobrego fachowca ciężko i nie jest tani, zatem wszelkie poradniki i strony DIY są bardzo popularne.

Kto by się jednak spodziewał, że wśród tysięcy materiałów rosnącą lawinowo popularnością będą się cieszyć te z zakresu biohackingu, czyli „wszystkiego, czego potrzebujesz, aby zadbać o swoje zdrowie, zwiększyć efektywność i podnieść wydajność swojego umysłu” – jak to zgrabnie ujmuje strona internetowa „polskiego instytutu biohackingu”, założonego przez nie uczonych, ale doświadczonych.


Bo w biohackingu już tak jest, że zasadniczo każdy jego promotor – czy lepiej powiedzieć: wyznawca – „większość terapii, które poleca, testuje sam na sobie, by oprócz teorii mieć też praktyczne doświadczenie w ich stosowaniu. Dotyczy to zarówno różnego rodzaju diet, treningów, medytacji, morsowania, ale także suplementacji, często w większych dawkach”. [1]

Sama natura i sok z buraka oraz CRISP-R

Gdyby chodziło tylko o to, żeby „postawić na polifenole, korzystać z zimna, jeść tłuszcze i zmienić swoją sypialnię w świątynię snu”, jak radzi jeden z oficjalnych guru amerykańskiego biohackingu David Asprey, to można spróbować. Poranna gimnastyka, modlitwa czy medytacja, dobrze zbilansowane posiłki, wysypianie się, hartowanie i rozumna suplementacja na podstawie analizy biochemicznej płynów ustrojowych, takich jak krew czy mocz, jeszcze nikogo nie przyprawiło o choroby, a wielu poprawia się od tego samopoczucie. Oczywiście, gdy osiągamy poziom 50-100 różnych suplementów dziennie, robi się bardzo niebezpiecznie.

Czy aby uprawiać na ten temat „kołczing” trzeba mieć jakieś realne szkoły? „Nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera” – i jest w tym powiedzeniu wiele mądrości stosownej dla dzisiejszych czasów i karier. Cóż, nikt lepiej się na czymś nie zna niż pasjonata tego czegoś. Nie będę tu zatem występować w obronie „kasty wykształciuchów” w zakresie nauk przyrodniczych, do której sama należę. Zwłaszcza w czasach, gdy osoby nieodróżniające wirusa od bakterii, a DNA od RNA znają się na szczepieniach najbardziej ze wszystkich i wzbudzają zaufanie ogółu, zamiast odrzucenia.

Ryzykujemy życie, by stać się nadludźmi. Czy da się wytrenować bycie icemanem?

Nie da się wykluczyć, że umysł lodowego szamana Wima Hofa nakazuje mózgowi ignorować zimno.

zobacz więcej
Z pewnością żadne, a już tym bardziej gruntowne wykształcenie specjalistyczne „z okolic medycyny” nie jest niezbędne, aby osiągnąć popularność w DIY biohacking networkingu, czyli budowaniu społeczności fanów biohackingu, którzy będą jednocześnie wspaniałymi klientami naszego sklepu internetowego z suplementami i gadżetami do „wzmacniania umysłu” (jak specjalne okulary blokujące niebieskie światło, aby nie zaburzać produkcji melatoniny i lepiej spać, czy specjalne magnetostymulatory, noszone na głowie niczym zestawy głośnomówiące do telefonii komórkowej).

Niestety, biohacking nie zatrzymuje się tam, gdzie pan czy pani z siłowni sprzedaje witaminę D3+K2 czy wyciąg z buraka lub aloesu w ładnej buteleczce, stosownie kosztowne do owej urody. To jest zwykły swojski i – do momentu uzależnienia – bezpieczny i zdrowy fitness. Tak jak zabieg mikrodermabrazji w gabinecie kosmetycznym, który może odmłodzić nam skórę i nie jest żadną operacją plastyczną, zwłaszcza zaś przeprowadzaną w garażu we własnym zakresie.

Biohacking zaś dziś musi być w USA – a dokładnie w stanie Kalifornia – regulowany legislacyjnie wtedy, gdy ktoś sobie sam chce poedytować geny! [2]. Uwaga: nie pomedytować, a poedytować. Kupić zestaw do metody CRISP-R/Cas9, zamówić stosowny, specyficzny dla konkretnego naszego genu starter, zamieszać i ową mieszankę sobie wstrzykiwać w miejsca dowolne w ilościach niehomeopatycznych. Wprawdzie takie zwykłe mRNA nam się nie wbudowuje w genomy, ale DNA już bywa, że istotnie, zwłaszcza jeśli się je ładnie zaadresuje w „kopercie” CRISP-R, żeby doszło gdzie trzeba i zrobiło co trzeba.

Ledwo co przyznano w 2020 roku Nobla z medycyny za CRISP-R/Cas9 właśnie – i to szybciutko, wziąwszy pod uwagę, że rzecz sama ma dopiero 10 lat – a już domorośli bioinżynierowie sobie samym podniosą wydajność komórek mięśniowych za pomocą tej przełomowej metody. Albo poprawią zdolność skóry do regeneracji. No, przynajmniej próbują. O sukcesach wielu nie słyszałam, ale to bywa nielegalne, więc niekoniecznie ktoś się tym chwali, chyba że na swoim kanale komunikacji z fanami.
Tim Cannon, dziś 41-latek z USA nazywany cyborgiem, w 2013 roku wszczepił sobie pod skórę przedramienia (bez udziału lekarzy) czujnik biometryczny Circadia, który wysyłał dane z jego ciała do urządzenia z systemem Android. Był ładowany indukcyjne. Po kilku miesiącach został usunięty, Cannon pracuje nad nowszą wersją chipa. Biohaker wszczepił też sobie m.in. magnesy w palce czy diody LEDi. Fot. printscreen z konta YT Motherboard https://www.youtube.com/watch?v=clIiP1H3Opw&feature=youtu.be
Czasem owi spece od biohackingu mają nawet stosowne wykształcenie fachowe – i jest na osobną dyskusję, co psychicznie dzieje się z uczonym, który prowadzi eksperyment na sobie samym. Takie fakty są znane z historii medycyny i co najmniej raz zakończyły się Noblem. W 2005 roku dla Australijczyka Barry Marshalla, który to w desperacji, że nikt nie chce uwierzyć jego wynikom badań na gryzoniach, iż Helicobacter pylori wywołuje chorobę wrzodową żołądka, sam wypił kulturę tej bakterii i się rozchorował, a następnie wyleczył antybiotykiem.

Bądź jak chłopaki i dziewczyny z Krzemowej Doliny

W biohackingu jednak nie chodzi o tego typu desperację uczonego-pioniera. Tu chodzi raczej o autentyczne hakerstwo. Takie, jakie dotyka nas czasem poprzez nasze komputery czy telefony komórkowe i inne terminale podłączone do internetu. Tym razem chodzi o coś znacznie nam droższego, niż dane – o nasze własne ciała.

Nikt ich nam jeszcze wprawdzie nie porywa, aczkolwiek transfuzje „młodej krwi” są jedną z częściej stosowanych, choć nietanich metod podnoszenia własnej wydajności psycho-somatycznej przez osobników marzących o życiu długim, żeby nie powiedzieć wiecznym. A skoro badania nad starzeniem się pokazują, że życie małego obłego robaka można wydłużyć pięciokrotnie, to dlaczego nie powalczyć? Chodzi często – i mnie osobiście to trwoży – o coś znacznie gorszego od takiego nowoczesnego wampiryzmu. Mianowicie o zastosowanie na sobie naukowych nowinek wypróbowanych do tej pory jedynie na komórkach, prostych organizmach, jak drożdże czy nicień Caenorhabditis elegant. O robienie bioinżynierii we własnym garażu.

To rozum, tylko sztuczny. Bardziej inteligentny, czy tylko udający ludzki? Bać się go, zniewalać, może traktować jak człowieka?

W jednym zadaniu potrafi być mistrzem. Ale daleko mu do ogólnej inteligencji dwuletniego dziecka.

zobacz więcej
Podobno pierwsze komputery osobiste też montowano po garażach różnych dzisiejszych miliarderów, i Krzemowa Dolina zna wiele takich DIY karier w elektronice i informatyce. Nie dziwi mnie zatem wcale, że to właśnie tam biohacking powstał i przeżywa swe najważniejsze przekształcenia. Społecznie, jest to ruch demokratyczny tyleż samo, co zabawa rozmaitych elit, w tym naukowych, w Pana Boga u siebie w garażu.

Rewolucja biohackingowa to dosłownie demokratyzacja nauki – próba jej wprowadzenia do gospodarstw domowych. Zamiast nią straszyć, w czym celują niektórzy naprawdę słabi nauczyciele przedmiotów przyrodniczych i nieodpowiedzialni dziennikarze, ma być to próba umożliwienia obywatelom bezpośredniego doświadczenia biologii. To wizja dekonstrukcji wiedzy i udostępnienia jej wszystkim. Eksperymenty przeprowadzone w tych „domowych” czy „społecznych/wspólnotowych” laboratoriach mogą dotyczyć inżynierii genetycznej, np. rośliny zaczynają się świecić w ciemności, manipuluje się bakteriami, aby wytwarzały jakieś bezcenne białko, którym się będziemy odżywiać wraz z tym stworzonym przez nas probiotykiem, drukuje protezy ciała na drukarkach 3D, karmi się grzyby taką pożywką, aby dało się z ich plech robić meble.

„Te małe laboratoria społecznościowe działają bez wsparcia uniwersytetów, a każdy obywatel może być częścią społeczności” – czyż to nie brzmi pięknie? Co najmniej jak mikro-browar w bloku czy pędzenie domowego wina. Te jednak eksperymenty „są prowadzone w szerszym celu, jakim jest stworzenie postludzkiego (ang. transhuman) świata zaawansowanej ludzkości, z nadludzkimi zdolnościami”. [3] Świat X-Menów to nasza przyszłość, obawiam się.
Biohacking. Modyfikowanie biologii ludzkiego ciała, 15.01.2021
W erze biologii syntetycznej, niezłej jakości sekwencji genomu do zrobienia za ok. 1000 dolarów i wielorazowego kitu do edytowania genów za kolejne tyle samo, gdy aparat do PCR się zrobił relatywnie tani (używany, niewyszukany można mieć już za 2 tys. USD), jakaś wirówka za kolejny tysiąc, jakaś lodówko-zamrażarka i cieplarka i tak – nie bacząc zupełnie na własne bezpieczeństwo – możemy się wyposażyć za skromna sumę 10 tys. dolarów we wszystko, co zasadniczo niezbędne w dalszej działalności. To jest absolutnie wykonalne i prawnie możliwe sobie umeblować taki garaż i nabyć legalnie niezbędne na starcie informacje.

Samooptymalizacja i „będziecie jako bogowie”

Poczucie kontroli nad własną fizjologią ma wartość w czasach, gdy świat zewnętrzny może wydawać się niekontrolowany. Dokoła biohackingu pojawiają się zatem tak poważne pojęcia, jak „cyborg”. Aczkolwiek dziś elektroniczny implant w mózgu umożliwiający widzenie, implant ślimakowy przywracający słuch, czy specjalny system stworzony przez zespół Elona Muska, a pomagający ludziom z porażeniem czterokończynowym sterować za pomocą własnego mózgu robotem symulującym ich ręce – to zaczyna być realność.

Kolejnym pojęciem, które się tu pojawia, jest transhumanizm. Ale i tu znowu… technologię CRISP-R/Cas9 z sukcesem zastosowano kilkanaście miesięcy temu eksperymentalnie w terapii trzech pacjentów cierpiących na anemię sierpowatą, w tym matki czwórki dzieci. Tą samą technologią i w podobny sposób prowadzi się tzw. immunoterapię nowotworów krwi u tysięcy pacjentów na całym świecie. Jakaś pula ich komórek jest transgeniczna i dzięki temu dzisiaj żyją. I to jest naukowy mainstream, a nie garaż.

Co nam może odrosnąć – czyli o naturze i cudach regeneracji

Musimy poszukać w sobie ukrytego płaza.

zobacz więcej
Z psychologicznego punktu widzenia (choć samo zjawisko dopiero jest „macane” przez nauki zajmujące się naszym psyche) motywacje mogą tu być różne, ale… No jednak nie chodzi o ratowanie sobie życia, bo człowiek terminalnie chory nie ma już sił na eksperymenty na sobie samym, zwłaszcza takie, których przeprowadzenia odmawiają mu lekarze-specjaliści. Rzadko też spotyka się z pewnością uczonych tak stęsknionych za własną zmarłą żoną, że aż klonują ją w garażu, niczym nieodżałowanej pamięci Peter O’Toole w filmie „Stwórca”.

Tu chodzi realnie o udoskonalenie siebie. O „poprawę na lepsze” w miarę zdrowego, w miarę sprawnego i w miarę inteligentnego. O „wyciśnięcie maksa” z organizmu, a jednocześnie niezapłacenie za to haraczu w zdrowiu. Upić się życiem, ale kaca nie mieć – oto marzenie Doriana Graya z powieści Oscara Wilde’a, wielu przed nim i wielu po nim, jak widać. W eksperymentach bio-inżynieryjnych czy bio-medycznych na sobie samym jest też nieco z zachowań młodzieńczych, ryzykanckich, ordalicznych, o których pisałam już wcześniej.

Świat postnaukowy będzie dziwny

Naukowo, biohaking to wciąż szara strefa, rodzaj pseudonauki z lepszym marketingiem. Osiągnięcia, twierdzenia i teorie propagowane przez biohakerów często spotykają się ze sceptycyzmem. Oczywistym jest, że laboratoria garażowe są po prostu niebezpieczne dla otoczenia, stanowią strefy ryzyka, „naukowcy” nie są przeszkoleni, a niektórzy nawet nie mają żadnego wykształcenia. Jednak ruch biohackingu zyskał na popularności, przekształcając się z hobby w poważną próbę zrozumienia i manipulowania biologią.

Po pierwsze i nadal częstsze – biologią otoczenia, co pozwala ludziom zaspokoić ciekawość i zanurzyć się w eksperymentach. Tu królują bakterie, drożdże, grzyby plechowe, rośliny doniczkowe etc. Ale także eksperymenty na ludziach (sobie samym lub ochotnikach), ograniczające się do narządów zewnętrznych lub rozwijania aktywności mózgu poprzez żywność tzw. funkcjonalną, typu „super-foods” („kuloodporna” kawa, olej kokosowy, quinoa, orkisz etc., zresztą kolejne mody na kolejną „funkcjonalną żywność” przychodzą i odchodzą, tak że to, co działało cuda w zeszłym sezonie, dziś jest o mało co chorobotwórcze).
Natomiast biohakerstwo zanurzone w transhumanizmie (Grinding Culture– kultura zmielenia), to eksperymenty połączenia ludzkiego ciała i technologii, pozwalające jednostkom na posiadanie nadludzkich mocy. Na przykład inż. Kevin Warwick, wicekanclerz na Uniwersytecie w Coventry w Wielkiej Brytanii, jest pionierem Projektu Cyborg i przeprowadza eksperymenty na sobie. W jego ciele od 1998 roku znajduje się implant elektroniczny, pozwalający mu za pomocą komputera odbierającego bodźce z jego ciała zdalnie otwierać drzwi, włączać światła czy kuchenkę mikrofalową itp. Kolejny implant wsadzony w krtań i Warwick stwierdził, że doświadczył „telepatii magnetycznej”. Oznajmił, że może zrozumieć, co robi jego żona, a nawet zrozumieć niektóre z jej emocji bez kontaktu z nią. W trzecim etapie swoich eksperymentów Warwick był w stanie kontrolować swoimi myślami ramię robota.

Wielu transhumanistycznych hakerów wybiera magnesy umieszczane pod opuszkami palców. Te podkładki pozwalają użytkownikom podnosić magnetyczne przedmioty, takie jak spinacze do papieru. Implanty takie pozwalają również odczytywać pola magnetyczne. Jednak magnesy nie są trwałe – rozmagnesowują się i już po X-Manie. Na razie zaś cuda regeneracji nie dotyczą elementów nieludzkich w cyborgach, choć w samej biologii to nowa wielka strefa badań.

Jak kontrolować pragnienie kontrolowania własnej biologii?

Na YouTube pojawiły się liczne filmiki o biohackingu [2], ale sposób jej powszechnego/krajowego regulowania i monitorowania to zupełnie inne wyzwanie. Edycja genów CRISP-R pozwala na stosunkowo precyzyjne zmiany w genomie komórek istot żywych, w tym ludzi.

Biopolityka. Czy życie ludzkie to zasoby państwa? Takie same jak węgiel?

W czasach koronawirusa wróciło pytanie, czy dobro społeczeństwa jest warte więcej niż życie pojedynczego człowieka.

zobacz więcej
Oczywiście, by zmienić zapis we wszystkich komórkach, trzeba zadziałać na etapie komórek rozrodczych lub zygoty. Ale by to zrobić w jakiejś grupie komórek, zasadniczo wystarczy mieć tyle szczęścia, by wprowadzić stosowny, dobrze zaprojektowany zestaw CRISP-R do komórek i by on zadziałał. Jeśli mogę coś zrobić (technicznie), a oporów moralnych czy lęków brak i pieniędzy jest dość, to właściwe co ma powstrzymać próbujących?

Już w 2018 roku dziennik „The Guardian” krzyczał nagłówkiem „Ekstremalny biohacking: guru nowych technologii, który wydał 250 000 dolarów, próbując żyć wiecznie. Serge Faguet, milioner z Doliny Krzemowej, uważa, że pigułki, zastrzyki i implanty zmienią go w nadczłowieka. Czy mogłyby? Serge Faguet ma nadzieję »żyć miliony lat i badać inne planety«”. Oczywiście są i cele bliższe, których realizację sam Faquet tak naświetla w swoim tekście na łamach strony dedykowanej gikom technologii „Hacker Noon”: „Mam 32 lata i wydałem 200 tys. USD na biohacking. Stałem się spokojniejszy, szczuplejszy, ekstrawertyczny, zdrowszy i szczęśliwszy. […] Także bardziej inteligentny, ze zwiększonym popędem seksualnym, który ładnie współgrał z nowo odkrytą łatwością w podrywaniu dziewczyn”. [5]

Problem moim zdaniem w tym, że laicy zaczytani w literaturze naukowej bywają:
a) niezdolni do odsiewania ziaren od plew (bo nawet w najlepszych czasopismach naukowych bywają drukowane nie fakty, a artefakty oraz istnieje brak wyczucia u prostych zjadaczy chleba, co to „warunki sztuczne”, in vitro czy hipoteza, i że jak coś działa na rybce danio pręgowany, to niekoniecznie będzie działać na człowieku, a może mocno zaszkodzić );
b) niezdolni krytycznie porównywać te nowo opublikowane dane ze wszystkim, co wcześniej wydarzyło się naukowo na dany temat. Ludzie są bardzo złożonymi systemami, co nie zawsze bywa w pełni rozumiane przez laików, zachwyconych naukowymi osiągnięciami.
Biohacker Live Show z ekstremalnym biohakerem i dyrektorem generalnym Mirror AI Sergem Faguetem (35 lat). Faguet wcześniej założył Ostrovok, największą rosyjską internetową firmę turystyczną, i TokBox, firmę komunikacji wideo B2B. Pracował również w Google, studiował w Cornell i Stanford GSB. Fot. printscreen z konta YT Biohaker Summit https://www.youtube.com/watch?v=tJZKgcoiil8&feature=youtu.be
Wspomniane wcześniej ostrzeżenia na etykiecie zestawów do CRISP-R mogą być próbą ograniczenia entuzjazmu i sprowokowania myśli: „Postępuj ostrożnie”. Gdy jednak konsumenci dostrzegą możliwość wypróbowania eksperymentalnego leku lub ulepszenia jakiegoś pożądanego aspektu swojego ciała lub umysłu, niektórzy mogą być skłonni do podjęcia ryzyka. Jak napisano w raporcie stanowiącym podstawę kalifornijskiej ustawy: „Duża część problemu polega na tym, że nasza zdolność do manipulowania DNA wyprzedza naszą zdolność do jego prawdziwego zrozumienia”. Psychologia i etyka też tu nie nadąża, to co mówić o legislacji?

Brak wiedzy jest źródłem wielu problemów, z którymi borykamy się dziś. Jej nadmiar bez podstaw też nie jest bezpieczny, jak widać. I nie jestem tu obrońcą korporacji biologów molekularnych przed specami od DIY (w średniowieczu by ich zwano partaczami). Mam wrażenie bycia w tym miejscu po prostu humanistą, choć z wykształcenia jestem biologiem.

– Magdalena Kawalec-Segond

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



Przypisy:

[1] https://biohackinginstytut.pl/

[2] W czerwcu 2019 r. Kalifornia uchwaliła pierwsze w Stanach Zjednoczonych prawo dotyczące „biohakowania”, czyli praktyki samodzielnego edytowania genów. Od stycznia 2020 r. nielegalna jest sprzedaż zestawów do edycji genów CRISP-R bez ostrzeżeń, że ich samodzielne podawanie nie jest bezpieczne. To słaby sygnał, iż prawodawcy zaczynają borykać się z faktem, że konsumenci mogą eksperymentować z technologiami edycji genów bez formalnego szkolenia naukowego i poza licencjonowanymi laboratoriami. (https://horizons.gc.ca/en/2020/02/11/the-first-us-law-targeting-biohacking/)

[3] https://www.medlife.com/blog/benefits-risk-biohacking-revolution/

[4] Filmy dokumentalne: „Meet a biohacker” ABC Science (https://www.youtube.com/watch?v=xwYfsknlWHI (spotkanie z człowiekiem w T-shercie „STOP aging or die trying” – przestań się starzeć lub umrzyj próbując) czy VPRO telewizji duńskiej „Hack your DNA with CRISPR” https://www.youtube.com/watch?v=EH4DmsNiZ3U – sprzed dwóch lat, gdzie występują m.in. zeszłoroczne „krispowe” noblistki z chemii Emmanuelle Charpentier i Jennifer A. Doudna.

[5] https://www.theguardian.com/science/2018/sep/21/extreme-biohacking-tech-guru-who-spent-250000-trying-to-live-for-ever-serge-faguet
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czy potomkowie chłopów nadal jęczą pod butem panów?
Warto się zdecydować, czy polski lud niósł ze sobą błogosławione egzorcyzmowanie kultury szlacheckiej czy naganną brutalność.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Geny kreatywności. Co nas różni od szympansa i neandertalczyka?
Stał się być może bardziej kreatywny w swoich prapraprawnukach. W nas.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Sto lat podzielonej Irlandii. Czy skutkiem brexitu będzie terror?
Partie katolickie odrzuciły propozycję udziału w zespole przygotowującym obchody rocznicy.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Otworzyli albumy i pudła ze starymi gazetami, odkryli rodzinne...
Miałam nadzieję, że nowi mieszkańcy zobaczą, że to miejsce ma swoje życie, swoją tożsamość i historię, z której można być dumnym – mówi autorka wystawy.
Cywilizacja wydanie 23.04.2021 – 30.04.2021
Panie i panowie w sporcie. A co z transseksualistami?
Organizm mężczyzny, bez względu na to kim się on czuje, i jakie wybrał sobie imię, będzie produkował określone dawki testosteronu.