Cywilizacja

Uzależnienie od hazardu to śmiertelna choroba

„Kiedyś, jednej nocy, wygrałem kupę pieniędzy. Podnieciłem się i powiedziałem sobie, że od tej pory będę wygrywał. Wszyscy mówili mi, że ta wygrana to moje największe nieszczęście. Nie posłuchałem ich i zaczęły się problemy” – opowiadał w jednym w wywiadów piłkarz Kamil Grosicki. Straty szły w setki tysięcy złotych. Jego rodzice musieli sprzedać swoje mieszkanie, by spłacić długi syna.

Aneta miała 12 lat, gdy jej ojciec wyjechał na kilkuletnie saksy do Niemiec. W rodzinnym domu było ich sześcioro. Oprócz Anety, trójka rodzeństwa i bezrobotna matka. I permanentna bieda. Czasami brakowało nawet na chleb.

Życie na po-PGR-owskiej wsi w przededniu wejścia do Unii Europejskiej nie było usłane różami. Wysyłane z Reichu euro było jedynym źródłem utrzymania. Ale Aneta niesamowicie tęskniła za swoim tatą. Przez wiele lat matka regularnie obstawiała kupony totolotka, mówiąc córce, że jeśli wygrają, to ojciec już nie będzie musiał pracować i wróci na stałe do Polski. Początkowo sensem życia Anety stała się wygrana. Nie dla pieniędzy. Dla ojca. Niestety w dorosłym życiu, sensem życia Anety stała się gra. Matka – nieświadomie – uzależniła córkę od hazardu.

Ten ckliwy – wydawałoby się na pierwszy rzut oka – początek mógłby być dobrym zalążkiem scenariusza filmowego. Gdyby nie fakt, że jest prawdziwą historią, a Aneta była jedną z pacjentek Ośrodka Leczenia Uzależnień „Terapia Nałęczów” w Uniszowicach.

Danuta Muszyńska, kierowniczka Funduszu Rozwiązywania Problemów Hazardowych szacuje, że już nawet jeden procent społeczeństwa może być uzależniony od gier losowych. I trend jest wzrostowy. Muszyńska mówi „może być”, bo dokładnych badań tego problemu w naszym kraju nie ma.
Nawet niewinna zdrapka może uzależnić. Fot. PAP/Grzegorz Jakubowski
Zjawisko jest niezauważane przez opinię publiczną, a przez to i przez polityków. W powszechnej świadomości obstawienie zakładów bukmacherskich czy kupowanie zdrapek to niewinna zabawa. Nie zdajemy sobie sprawy, że uzależnienie od hazardu może być gorsze w skutkach niż alkoholizm czy narkomania.

O tym, że w ogóle nie jesteśmy przygotowani do walki z narastającym problem, niech świadczy fakt, że w Polsce nie ma ani jednej kliniki, która byłaby poświęcona wyłącznie leczeniu patologicznych hazardzistów. Pandemia koronawirusa tylko sytuację pogarsza. Bo skoro chorzy na nowotwory nie mogą dostać się do specjalisty, to kto będzie się przejmował uzależnionymi od ruletki.

Śmiertelna choroba

- Gdy 10 lat temu powoływaliśmy Fundusz do życia to świadomość społeczna problemu była praktycznie zerowa – opowiada w rozmowie z Tygodnikiem TVP Muszyńska. - Wówczas nie mieliśmy nic. Żadnej wiedzy, żadnych badań, publikacji naukowych. Nie znaliśmy chociażby skali zjawiska. Dzisiaj, dzięki naszej wytężonej pracy jest o niebo lepiej.

Rzeczywiście, najnowsze badanie CBOS-u pokazuje, że obecnie 25 proc. Polaków uważa uzależnienie od hazardu za zagrażające życiu. To wciąż mało, ale zdecydowanie lepiej niż chociażby dekadę temu.

Bo wbrew pozorom, ta choroba może prowadzić do śmierci. – Ostatnią fazą uzależnienia są właśnie myśli samobójcze, które mogą zostać zrealizowane – tłumaczy Małgorzata Kornacka, psycholog uzależnień. – Zwłaszcza, gdy człowiek zdaje sobie sprawę, że przegrał swój majątek, rodzinę i własne życie.


O śmierć otarł się Szymon Bartnicki, były dziennikarz „Piłki Nożnej” i oficjalnego kanału PZPN „Łączy nas piłka”. W szponach bukmacherów żył przez 10 lat. Przegrywał wszystko, co zarobił. Kiedy kończyły się pieniądze, brał kredyty. W końcu nawet w „chwilówkach” przestano pożyczać mu pieniądze. Gdy zaczął od piłkarzy kadry, zwolniono go z pracy.

„Uzależnienie od gry odebrało mi chęć do życia. Wpadłem przez to w takie kłopoty, że chciałem wskoczyć pod rozpędzony autobus. Chciałem popełnić samobójstwo” – mówił w jednym z wywiadów.

Uzależniony może być jednak zagrożeniem nie tylko dla siebie, ale również dla otoczenia. Do tragicznego zdarzenia spowodowanego hazardem doszło dekadę temu w Warszawie. 22-letni Piotr M. z Ursynowa zamordował pracownika salonu z automatami do gier. Z ustaleń policjantów wynikało, że motywem zbrodni były długi względem salonu i jednoczesna chęć dalszej gry.

Jak rozpoznać nałogowca?

Patologiczne granie jest uzależnieniem behawioralnym. Czyli częstym powtarzaniem określonej czynności prowadzącej do wytworzenia w organizmie uczucia euforii. Wszyscy eksperci podkreślają, że nałogowiec nie gra dla wygranej. On gra dla samej gry.
Rok 2018. Pomocnik piłkarskiej reprezentacji Polski Kamil Grosicki. Fot. PAP/Leszek Szymański
Chociaż pierwsza wysoka wygrana może być początkiem końca. Tak wyglądało to w przypadku Kamila Grosickiego, który w ciągu miesiąca potrafił przegrać cztery miesięczne wynagrodzenia. A ponieważ w tamtym czasie był podstawowym piłkarzem Legii Warszawa, straty szły w setki tysięcy złotych. Jego rodzice musieli sprzedać swoje mieszkanie, by spłacić długi syna.

„Kiedyś, jednej nocy, wygrałem kupę pieniędzy. Podnieciłem się i powiedziałem sobie, że od tej pory będę wygrywał. Wszyscy mówili mi, że ta wygrana to moje największe nieszczęście. Nie posłuchałem ich i zaczęły się problemy” – opowiadał Grosicki.

Piłkarz zdał sobie sprawę z nałogu i wyjechał na odwyk. W trakcie trwającego sezonu piłkarskiego. Terapia pomogła, a Grosicki zrobił imponującą karierę. Tyle że trafił w odpowiednim momencie na odpowiednie osoby. Zdiagnozowano u niego chorobę i w porę wyciągnięto pomocną dłoń.

Jak roztrwonić setki milionów dolarów? Bankructwa to nieodłączny element sportu

Rekordzistą jest Mike Tyson, który przepuścił aż 400 milionów dolarów.

zobacz więcej
– Jeżeli u pacjenta wystąpiły w ostatnim roku od diagnozy przynajmniej 3 z 6 objawów to należy bezzwłocznie udać się na terapię – informuje Kornacka.

Jakie to objawy?

Na początku uczucie narastającej potrzeby zagrania. Tzw. głód gry, który jest podobny do głodu alkoholowego u pijącego. Charakteryzuje się stanami niepokoju i nadpobudliwości.

Później jest upośledzenie kontroli. Zaciera się poczucie czasu. Coraz więcej spędzamy go przy graniu. Coraz wyższe obstawiamy stawki.

Trzecim element to syndrom odstawienia. U alkoholika często towarzyszy temu ból fizyczny, a u gracza psychiczny. Obniżenie nastroju, dół, wyrzuty sumienia. Zarówno w przypadku pijącego, jak i grającego klasycznym sposobem na poprawę nastroju jest klin. W pierwszym wypadku może to być setka wódki. W drugim próba odegrania się w kasynie.

Zmiana tolerancji jest czwartym objawem. Widać, że gramy już bez przerwy. Każdą wolną chwilę poświęcamy na hazard. Nie obchodzą nas już stawiane sumy. Są większe mimo naszych zdolności finansowych.

Utrata wszelkich innych zainteresowań jest już przed samym końcem. Nic poza grą nie sprawia nam przyjemności. Rezygnujemy z podstawowych obszarów życia i jakichkolwiek innych atrakcji. Dochodzi do sytuacji, że gracz śpi na ławce przed kasynem, czekając na jego otwarcie. To syndrom zespołu amotywacyjnego.

Ostatnim etapem jest granie pomimo świadomości zagrożenia. Wówczas utraciliśmy już kontrolę nad swoim życiem. Doskonale wiemy, że to co robimy prowadzi nas do zagłady, a mimo wszystko gramy. Oszukujemy swoich najbliższych, by spędzić czas przy grze.

Do takiego stopnia doszedł inny znany dziennikarz, śp. Grzegorz Miecugow. Pewnego razu wracał z Krakowa do Warszawy. Z pociągu zadzwonił do rodziny, oszukując ich, że pociąg ma potężne opóźnienie, gdyż przejechał człowieka. Oczywiście żadnego opóźnienia i wypadku nie było, a redaktor był w stolicy punktualnie. Dzięki temu zaoszczędzony czas spędził w kasynie.

Pogubieni ludzie

– Z tego nałogu da się wyjść. Potrzebna jest determinacja i chęć przezwyciężenia. Tylko hazardziście trudniej jest pozostać w abstynencji niż np. alkoholikowi – uważa Kornacka. – Tu wystarczy dostęp do internetu, by połączyć się z dowolną platformą czy e-kasynem i znów zacząć grać – tłumaczy.

I to internet, według Kornackiej, jest dziś największym zagrożeniem.

3,5 roku temu rząd wprowadził ustawę antyhazardową. W praktyce likwidowała ona całą branżę „jednorękich bandytów” i przekazywała monopol na grę stacjonarną dla Totalizatora Sportowego. Wprowadzając jednocześnie szereg obostrzeń. W tym m.in. ewidencjonowanie graczy (łącznie z podaniem pełnych danych osobowych) czy limit możliwej przegranej w lokalu. Wszystko w imię odpowiedzialnej gry i walki z nałogiem. W praktyce duża część osób przeniosła się właśnie do świata online. Gdzie nikt ich nie widzi.
Czy do kasyna idzie się dla prestiżu i blichtru? Na zdjęciu znane aktorki Julianne Moore, Kristen Stewart i Lily-Rose Depp w paryskim Grand Palais. Fot.Catwalking/Getty Images
– Nie jesteśmy w stanie policzyć wszystkich chorych – dodaje Kornacka.

Nie wiadomo też dokładnie, jaki hazard uprawiają Polacy. Badania CBOS mówią, że najczęściej gramy w gry Totalizatora Sportowego (27,4 proc.), później są zdrapki (16,3 proc.), a loterie i konkursy SMS to zaledwie 6,3 proc. rodaków. Na automatach gra 3,8 proc.

Tylko te badania nie mówią nic o zakładach bukmacherskich, e-kasynach czy nawet grach komputerowych online, które oparte są na losowości, a które również są płatne. – To podejście do hazardu jeszcze z lat 90. ubiegłego wieku – zaznacza Kornacka.

Kiedyś bowiem uważało się, że hazardziści to ludzie o zaniżonej własnej wartości. Ci z dużych miast szli do kasyna dla prestiżu i blichtru. Ci z małych miejscowości do bud z automatami, by się pokazać w lokalnej społeczności. Albo z nudów, bo to jedyna rozrywka w okolicy. Dzisiaj już wiadomo, że ma to podłoże biologiczne i wynika z naturalnych predyspozycji i genów. Chociaż oczywiście środowisko, w którym się wychowujemy ma na to równie duży wpływ.

Niestety w Polsce nie ma ani jednego miejsca, które leczy wyłącznie uzależnienie od hazardu. Szereg ośrodków – prywatnych i dofinansowanych z NFZ – to multi-instytucje. Pod jednym dachem są więc narkomani, alkoholicy i właśnie hazardziści. – To jedna z przyczyn, która zniechęca do leczenia – uważa Muszyńska. – Ci ludzie woleliby być w otoczeniu „swoich”. Odstraszają ich osoby, które np. ostatnie 5 lat spędziły na zażywaniu heroiny.

Drugim problemem jest cena. Prywatna placówka to miesięczny koszt od 8 do nawet 12 tys. zł. Przy czym minimalna terapia, która może w jakiś sposób nam pomóc to okres 3 miesięcy. I, o ile znanych piłkarzy czy dziennikarzy na to stać, to pracownika dyskontu już niekoniecznie.

Tym bardziej, że po wyjściu z placówki należy nadal kontynuować leczenie w formie ambulatoryjnej. Czyli przychodząc do psychologa 2-3 razy w tygodniu. Przez nawet 2 lata. A przecież to choroba jak każda inna. Wiąże się więc z możliwością nawrotów.

Po co gramy? Po co uczymy tego dzieci? I czym się różni pasja od uzależnienia?

Nauczone zabawy w chowanego, szczury z Berlina rezygnowały na chwilę z kiziania-miziania po brzuchu, by grać dalej. Czy zrezygnowałyby dla gry z pokarmu lub snu?

zobacz więcej
Istnieje oczywiście sieć ośrodków publicznych, ale one również są bardzo ogólne. I tam dużo częściej trafiają uzależnieni od alkoholu czy narkotyków z rodzin patologicznych.

Dlatego pierwszym krokiem, który powinna zrobić osoba, która chce się leczyć, powinno być skontaktowanie się z grupą anonimowych hazardzistów z własnych okolic. To ludzie dużo bardziej doświadczeni w terapii, znający możliwości poszczególnych placówek w regionie. Oni doradzą chociażby w sprawie odpowiedniego specjalisty.

Bagatelizowanie problemu i tłumaczenie się brakiem pieniędzy na terapię jest najgorszym z wyjść. Ostatecznie cena za niepodjęcie leczenia i tak wyjdzie nam dużo wyższa.

– Na koniec mam tylko apel do rodzin: Pomóżcie swoim bliskim, nie odwracajcie się od nich. Oni nie robią tego z powodów egoistycznych. Po prostu stracili kontrolę nad sobą. A z mojego kilkunastoletniego doświadczenia wiem, że są to bardzo wrażliwi i fantastyczni ludzie. Ludzie, którzy po prostu się pogubili – mówi Kornacka.

– Karol Wasilewski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Ustawa antyhazardową miała zlikwidować branżę „jednorękich bandytów”, przekazując monopol na grę stacjonarną dla Totalizatora Sportowego, Fot. PAP/Marcin Bielecki
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Trzeba rozmawiać. Tylko czy to wciąż możliwe?
Cóż, chciałem tylko opisać okradzionych romantyków…
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Polski „doktor fizyki z bratem” obalają Einsteina. Czyli naukowo...
Uczony mówi rzeczy trudne. Pseudonauka wskazuje, na kogo zwalić winę.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czy brodacze lepiej się rozmnażają?
Drwal – to dziś wzorzec z Sèvres męskości.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Francuskie marzenia o oświeconym islamie
Emmanuel Macron między poprawnością polityczną a „islamofobią”.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
„Wnuczek” zatrudnia taksówkarza
Jedna podniosła koszulkę i starszemu panu pokazała piersi. Druga obszukiwała jego szafki.