Historia

Nie wiadomo, ilu ich było ani jak się nazywali. Tajemnicze postaci z opowieści o narodzeniu Chrystusa

Kto sprezentował małemu Jezusowi złoto, kadzidło i mirrę? Pierwotny Kościół już samo określenie „magowie” traktował negatywnie, a magię uznawał za pochodzącą od szatana. Dlatego biblijnych „magów” z czasem zastąpiono królami. A w średniowieczu „ustalono” nawet herby władców, którzy mieli przybyć do Betlejem.

Bazylika Narodzenia Pańskiego w Betlejem – kamienny budynek, do którego wchodzi się niewielkimi drzwiami, tak by nie mógł do środka wjechać jeździec na koniu. Zazwyczaj przez główną nawę ciągnie się kolejka ludzi stojących do betlejemskiej groty, w której – wedle bardzo starej, bo sięgającej drugiego wieku tradycji – narodzić się miał Jezus. O grocie tej pisał już w połowie II wieku Justyn Męczennik, a Orygenes – mieszkający wówczas w Palestynie – w napisanej w 247 roku apologii „Przeciw Celsusowi” – nie tylko wspomina o tym, że grotę tę odwiedzają chrześcijanie, ale również, że znają ją nawet ci, którzy w Jezusa Chrystusa nie wierzą.

Kilkadziesiąt lat później zatem, gdy do Betlejem przybyła matka cesarza Konstantyna, tradycja dotycząca miejsca narodzin Jezusa była już dobrze utwierdzona. Nie jest zatem zaskoczeniem, że to właśnie tam została wybudowana (obok najważniejszej na Golgocie i drugiej na Górze Oliwnej) bazylika. Jej poświęcenie nastąpiło prawdopodobnie w 328 roku, jeszcze w obecności Heleny, a już kilka lat później pielgrzym z Bordeaux wspominał, że w Betlejem z rozkazu Konstantyna „została wzniesiona bazylika”.

Od samego początku w miejscu tym czczono – 6 stycznia – Epifanię Narodzenia Pańskiego, łącząc je z pamiątką Chrztu Chrystusa w Jordanie (oba te wydarzenia miały nastąpić tego samego dnia, tyle że innego roku), a z czasem – to już w okresie późniejszym – z wizytą magów. Dopiero w Rzymie rozdzielono oba te święta i przeniesiono celebrację samego Bożego Narodzenia na 25 grudnia.
Grota w Bazylice Narodzenia Pańskiego w Betlejem. Ryc. z XIX wieku. Fot. Universal History Archive/Universal Images Group via Getty Images
Uroczystość Objawienia Pańskiego zaczęła – z czasem – upamiętniać przede wszystkim odwiedziny mędrców ze Wschodu w betlejemskiej Grocie. Święto to, wraz z postaciami, których wizytę upamiętnia, obrosło zaś przez wieki ogromną symboliką i wieloma zwyczajami.

Trzej mędrców czy dwunastu magów

Ewangelia św. Mateusza, a to jest jedyne źródło biblijne, z jakiego czerpiemy wiedzę o Mędrcach, którzy przybyli do Jezusa, jest niezwykle lakoniczna (Mt 2, 1-12). Czego możemy się z niej o nich dowiedzieć? Otóż tylko tyle, że gdy Jezus urodził się w Betlejem, to do Jerozolimy, za czasów panowania króla Heroda przybyli ze Wschodu mágoi, czyli literalnie rzecz ujmując, Magowie.

Swoje kroki na początku skierowali oni do Jerozolimy, gdzie zaczęli szukać odpowiedzi na pytanie: „Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon”. Herod, gdy dowiedział się o tym, zebrał arcykapłanów i uczonych w Piśmie, aby od nich poznać odpowiedź, gdzie ma narodzić się Mesjasz, a oni w księdze Micheasza odnaleźli odpowiedź. „W Betlejem judzkim, bo tak napisał Prorok: A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela”.

Herod skierował więc tam mędrców, a oni ruszyli do nieodległego Betlejem. „A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię”. Dalej mamy już tylko wzmiankę o tym, że „weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę”. Do siebie zaś wrócili inną drogą.

Co wynika z tego opisu? W sumie niewiele. Nie wiemy, ilu było magów, a różne tradycje udzielają na to pytanie różnych odpowiedzi. W Kościele syriackim uznaje się, że było ich dwunastu, w malarstwie katakumbowym przedstawia się dwóch lub czterech mędrców, a w niektórych ewangeliach apokryficznych mówi się o dziesięciu magach, którym towarzyszyło jednak aż tysiąc dwustu żołnierzy.

Zachód – dość szybko przyjął, że było ich trzech, bo trzy były dary – „złoto, kadzidło i mirra”. Orygenes liczbę tę wiąże z trzema aniołami (przypomnijmy, że ten biblijny obraz związany jest także z ikoną Trójcy Świętej), którzy przybyli do Izaaka (Rdz 26, 27-29), a Augustyn liczbę tę wprost już wiąże z osobami Trójcy Świętej. Od tego momentu – przynajmniej na Zachodzie – liczba ta nie jest już dyskutowana, choć – warto mieć tego świadomość – w żaden sposób nie wynika ona z Pisma Świętego.

Kacper, Melchior i Baltazar czy Tanisuran, Malik i Siseb

Dzieciństwo między warsztatem a synagogą. Jaki był mały Jezus?

Święta Rodzina prowadziła zwyczajne, żydowskie życie.

zobacz więcej
Jeśli nie wiemy, ilu ich było, to tym bardziej nie wiemy, jak mieli na imię. Po raz pierwszy ich imiona występują w pochodzącym z VI wieku zapisie „Excerpta latina barbari” i tam magowie nazywają się Bethisarea, Melchior i Gathaspa. Mniej więcej w tym samym czasie na mozaice z San Apollinare Nuovo w Rawennie pojawiają się bardziej znajome imiona: Balthasar, Melchior i Casper. Etiopowie jednak – a ich tradycja jest nawet starsza niż łacińska – uważają, że trzej magowie nosili zupełnie inne imiona, a mianowicie: Tanisuran, Malik i Siseb.

Na tym jednak nie koniec wątpliwości. Tak jak nie wiemy, ilu ich było, jakie nosili imiona, tak nie jest dla nas także jasne, skąd przybyli. Określenie „ze Wschodu” od wieków odnoszono do różnych krain geograficznych. Justyn Męczennik i Tertulian uznawali, że przybyli oni z Arabii, ale jak wskazuje ks. Marek Starowieyski we wprowadzeniach do Ewangelii apokryficznych, nic nie wiadomo o tym, by akurat tam byli jacykolwiek magowie; Orygenes i Klemens Aleksandryjski sugerują Persję, a Maksym z Turynu wspomina a o tym, że mogli oni pochodzić z Chaldei, która od wieków uchodziła za ojczyznę astrologów.

Astrologowie, królowie czy słudzy demonów

I wreszcie najważniejsze, kim oni w istocie byli? To, że nie byli królami, jak to często śpiewamy, jest pewne, tłumaczenie „mędrcami” też nie oddaje istoty problemu. Ewangelia określa ich bowiem zupełnie jednoznacznie mianem mágoi, czyli właśnie magami. W języku greckim terminem tym określano zarówno członków kasty kapłańskiej, jak i astrologów, wróżbitów i czarowników, teoretyków nadprzyrodzonej wiedzy i mocy, ale także oszustów i uwodzicieli. Jest zatem z czego wybierać.

Benedykt XVI w swojej opowieści o dzieciństwie Jezusa wskazuje, że – przynajmniej jego zdaniem – najbardziej prawdopodobnym znaczeniem terminu magowie w tym kontekście – pozostaje uznanie, że nawet jeśli magowie nie należeli do perskiej kasty kapłańskiej, to byli spadkobiercami „wiedzy religijnej, która tam powstała i ciągle jeszcze istniała”. „Wiedeński astronom Konradin Ferrari d’Occhieppo wykazał, że w Babilonie, które było niegdyś centrum astronomii, przetrwała jeszcze mała, stopniowo wymierająca grupa astronomów (…) Gęsto zapisane pismem klinowym gliniane tabliczki z obliczeniami astronomicznymi (…) są tego niezbitym dowodem” – wskazuje Benedykt XVI.

To wyjaśnienie, bardzo współczesne, było jednak trudne do zaakceptowania w kontekście pierwotnego Kościoła, który już samo określenie „magowie” traktował negatywnie, a magię uznawał za pochodzącą od szatana. W takiej sytuacji stopniowo zachodziło przekształcenie „magów” w królów, które związane było z dość swobodną, alegoryczną interpretacją Pisma Świętego. „Królowie Tarszisz i wysp przyniosą dary, królowie Szeby i Saby złożą daninę. I oddadzą mu pokłon wszyscy królowie, wszystkie narody będą mu służyły” (Ps 72, 10-11) – woła Psalmista, a tradycja stopniowo zastępowała obraz magów, bardziej akceptowalnym obrazem królów. Tertulian mówił o tym jeszcze dość ostrożnie, ale już Cezary z Arles uznał to za oczywiste, a w średniowieczu „ustalono” nawet herby władców, którzy mieli przybyć do Jezusa.
Orszak Trzech Króli w Toruniu 6 stycznia 2020. Fot. PAP/Tytus Żmijewski
Zanim jednak do tego doszło radzono sobie z faktem magicznej profesji mędrców inaczej. I tak Orygenes w „Przeciw Celsusowi” uznaje, że magowie, którzy przybyli do Jezusa zajmowali się rzeczywiście demoniczną, nieakceptowalną z chrześcijańskiego punktu widzenia magię, ale… gdy narodził się Jezus „demony wówczas osłabły i stały się bezsilne, ich czary rozpadły się, a ich moc została rozbita”.

Magowie, którzy później przybyli do Jezusa, nie mogli więc nadal uprawiać astrologii czy czarów – jak sugeruje Orygenes – „szukali więc przyczyny swoich niepowodzeń, a domyślali się, że jest ona bardzo ważna, i ujrzawszy znak Boży na niebie zapragnęli dowiedzieć się, co on oznaczał”. Udali się więc do Judei w poszukiwaniu kogoś, kto jest większy od demonów i jest wielkim królem (tylko takich bowiem przepowiadały gwiazdy), a gdy dotarli już do Betlejem pokłonili się owemu dziecięciu, jako Bóstwu (jak sami je mogli rozumieć) i człowiekowi.

„Złoto podarowali Mu jako królowi, mirrę jako istocie śmiertelnej, kadzidło jako Bogu” – podsumowuje Orygenes. Ta piękna historia uświadamia, że chrześcijanie od początku mieli problem z magami, ale także uświadamia, skąd wzięło się ich przekształcenie w królów.

Koniunkcja planet, supernowa czy kometa Halleya

I wreszcie kwestia gwiazdy. O niej także wiemy niewiele. Ani świadectwa patrystyczne, ani historii astronomii nie dostarcza twardych dowodów na to, czym ona była. Orygenes stwierdza, że nie była ona z pewnością „gwiazdą zwyczajną”, ale była czymś nowym, co sygnalizuje niezwyczajne zjawiska. Problem z nią, zarówno dla niego, jak i dla innych Ojców Kościoła, związany był jednak z tym, że gwiazdami kierowali się astrologowie, a astrologia uznawana była w Kościele – i to od samego początku – za zło.

Jak zatem pogodzić ze sobą zło astrologii z tym, że to właśnie jej metody zaprowadziły magów do Jezusa? Tertulian sugerował, że odpowiedz jest prosta: astrologia stała się zła dopiero po narodzinach Jezusa, wcześniej zaś taka nie była. Inni – o czym przypomina ks. Marek Starowieyski – podkreślali, że choć astrologia była zła, to magowie uznali swój grzech i przybyli do Jezusa.

Gwiazdka za Żelazną Bramą

Podszedłem do malucha, zaprosił mnie do środka. Usiadłem. On w łapie miał butelkę piwa. Podał mi bez słowa, pociągnąłem. – Codziennie tu tak sam siedzę i piję dwa Łódzkie Mocne.

zobacz więcej
Problemem pochodzenia gwiazdy betlejemskiej zajmowali się także nowożytni uczeni. Już Jan Kepler sugerował, że w okresie narodzin Jezusa doszło do koniunkcji Jowisza, Saturna i Marsa. Za jego czasów zjawisko to związane zostało jeszcze w wybuchem supernowej, i uczony uznał, że podobnie musiało być wówczas.

Inny uczony Friedrich Wiesler odnalazł natomiast na chińskich tablicach chronologicznych inny zapis, zgodnie z którym właśnie na przełomie epok pojawić się miała szczególnie jasna gwiazda. Wspomniany już Ferrari d’Occhieppo uważał natomiast, że wybuchu supernowej wówczas nie było, ale koniunkcja Jowisza i Saturna mogła nakłonić perskich uczonych do rozpoczęcia poszukiwań nadzwyczajnych wydarzeń.

Jest jeszcze trzecia możliwość, o której także wspominają uczeni, a mianowicie kometa. Paradoksalnie o takim wyjaśnieniu może mówić także Orygenes, gdy wskazuje, że gwiazda, która ukazała się magom, „należała do tego gatunku ciał niebieskich, które niekiedy się pojawiają jak meteory z kształtu podobne do warkocza, belki, brody czy beczki”. Współcześnie mówi się raczej o tym, że mogła to być kometa Halleya, która miała pojawić się na krótko przed narodzinami Jezusa. Jedynym problemem z tym wyjaśnieniem jest to, że… w tamtym kontekście kulturowym pojawienie się komety (tego rodzaju zjawiska) zwiastowało raczej wydarzenia negatywne, a nie narodziny króla.

Świadkowie objawienia

Na koniec trudno nie zadać pytania, co oznacza krótka, ale tak bogata w symbolikę, opowieść św. Mateusza? Odpowiedź jest prosta, a pięknie wyraża ją Benedykt XVI. Magowie, mędrcy „symbolizują – jego zdaniem – wewnętrzną dynamikę samoprzekraczania granic religijnych, która jest poszukiwaniem prawdy, poszukiwaniem prawdziwego Boga, i stąd także filozofią w pierwotnym tego słowa znaczeniu”.

Ludzkie poszukiwanie Boga – choć zawsze ograniczone – doprowadzić nas nie tylko może do odkrycia Jego istnienia, o czym przypomina Sobór Watykański I, ale jeśli pozostaje otwarte na działanie łaski może nas doprowadzić do spotkania z Jezusem. Ale Benedykt XVI idzie jeszcze dalej i wskazuje, że mędrcy i królowie „przedstawiają zmierzanie różnych religii do Chrystusa oraz samoprzekraczanie nauki ze względu na Niego”. Gwiazda zaś uświadamia, że natura prowadzi nas ku Bogu. „To bowiem, co o Bogu można poznać, jawne jest wśród nich, gdyż Bóg im to ujawnił. Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty – wiekuista Jego potęga oraz bóstwo – stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła” (Rz 1,19-20) – wskazywał św. Paweł w Liście do Rzymian. A myśl tę – już bezpośrednio w odniesieniu do gwiazdy betlejemskiej – rozwijał Benedykt XVI: „język stworzenia dostarcza wielorakich wskazówek, budzi w człowieku przeczucie stwórcy”.

Ewangelista uświadamia nam jednak, że to nie wystarczy. Gwiazda i przeczucia doprowadziły magów do Jerozolimy, a później musieli oni zadać pytanie ówczesnym teologom, znawcom Objawienia. I dopiero oni wskazali na Betlejem. „Wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy” – wskazuje Jan Paweł II.

Ale kluczowym dla Epifanii pozostaje jeszcze, co innego. Otóż tego dnia, także za sprawą magów czy królów, uświadamiamy sobie, że „wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna” (Hbr 1, 1-2). A ten objawił się po raz pierwszy właśnie w Betlejem. Jednymi z pierwszych świadków tego objawienia byli magowie. Niezależnie od tego, ilu ich było i jak się nazywali.

– Tomasz P. Terlikowski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Magowie adorujący Dzieciątko, witraż. Fot. Paul Almasy/Corbis/VCG via Getty Images
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Jak pomogliśmy wygrać II wojnę światową. Polscy geniusze techniki
Polski wynalazca wygrał proces i wywalczył ogromne odszkodowanie za bezprawne wykorzystanie opatentowanego przez niego peryskopu.
Historia Najnowsze wydanie
Francja rozbita. Wielka ewakuacja polskich żołnierzy
Sikorski wierzył we Francję ślepo i bezgranicznie.
Historia Najnowsze wydanie
PRL miał być drugim Kuwejtem. Ropa w Karlinie
To był największy pożar szybu naftowego w Europie.
Historia Poprzednie wydanie
Zieloni powstańcy, zielony gaz
Tuchaczewski pokonał „bandytów” bronią chemiczną, egzekucjami, głodem, obozami koncentracyjnymi dla dzieci (matki wyły, by dopuszczono je do trzylatków).
Historia Poprzednie wydanie
Brytyjczycy uważali ich za psychopatów. Rozprawa była bezwzględna
Żadna rewolta nie budziła takiego przerażenia jak Mau Mau.