Felietony

Między pandemią a targowicą. Proroctwa na Nowy Rok

Targowiczanie walczyli o praworządność. Wszak Konstytucja 3 Maja została wprowadzona nie do końca praworządnie.

W mediach do niedawna był zwyczaj podsumowania roku, właśnie pod koniec mijającego lub na początku następnego. Pokusa zrobienia czegoś podobnego ustępuje szybko. W 2020 było jedno wydarzenie, czy też zjawisko, przytłaczające wszystko inne do tego stopnia, że w zestawieniu zdominowałoby pozostałe. Były, owszem, wydarzenia polityczne w Europie i na świecie, ale wszystkie w pandemii, z pandemią w tle lub z powodu pandemii. Nic i nikt nie mógł abstrahować od COVID-19, a koniec roku przynosi jedynie pewne nadzieje związane ze szczepieniami, ale przecież nie rozstanie z zarazą.

Zamiast podsumowywać można przewidywać. Proroctwa dla świata to zbyt pretensjonalne, ale dla Polski – czemu nie? Na gospodarce znają się nieliczni, pozostawmy to im. Na polityce i kulturze oraz medycynie znają się wszyscy. Jako, że o medycynie pisze się i mówi codziennie w ilościach do niedawna nie znanych, zostawmy i medycynę.

W życiu politycznym i – co za tym idzie – medialnym w przyszłym roku karierę powinno zrobić słowo: „targowica”. Targowicą już się okładali w Polsce wszyscy, ale na razie nieśmiało i bez energii. Przewiduję dużo okazji do używania tego epitetu.
"Wieszanie zdrajców", obraz Jana Piotra Norblina z 1794 roku pokazujący symboliczne wieszanie portretów przywódców Konfederacji Targowickiej w Warszawie. Fot. Universal History Archive/Universal Images Group via Getty Images
Targowica to nazwa miasteczka w dobrach Szczęsnego Potockiego na dzisiejszej Ukrainie, gdzie 14 maja 1792 roku przeciwnicy Konstytucji 3 Maja ogłosili manifest zrywający z jej dorobkiem i przywracający dawny ustrój państwa. Kontrrewolucyjny zapał kilkunastu magnatów był możliwy, bo wraz z „malkontentami”, jak ich zwano w kraju, granicę przekroczyła też 97 tysięczna, sprawdzona właśnie w wojnie z Turcją, armia rosyjska. Targowica dość szybko zaczęła symbolizować zdradę kraju. W XIX wieku targowica i zdrada stały się w polszczyźnie synonimami.

Dlaczego najprawdopodobniej targowica będzie używana jako określenie pejoratywnie nazywające działania pewnych grup i osób? Dlatego, że będą okazje dla niektórych rodaków, aby zachowywać się po targowicku na europejskich salonach.

Bardzo niedawno temu zakończyły się ważne europejskie obrady na tematy finansów. Dla Polski będzie dużo pieniędzy w ramach normalnego siedmioletniego budżetu i też dużo na zniwelowanie skutków pandemii. Te drugie dużo, to gwarantowana pożyczka, gdzie w spłacaniu ma być „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Jak na tym wyjdziemy – czas pokaże. Nie o to jednak chodzi.

Sukces negocjacyjny polegać miał na tym, że w rozporządzeniu przyznającym środki finansowe sławetna praworządność ma dotyczyć tylko niewłaściwego wydawania przyznawanych funduszy, Taką decyzję zawarto w konkluzjach, a nie wpisano do rozporządzenia, czyli nie ma ona skutków prawnych. Jest to coś w rodzaju deklaracji intencji postępowania organów Unii z krajami członkowskimi.

Praworządność stała się bardziej konkretna, ale tylko w konkluzjach. Poza tym procedury zakręcania kurka z pieniędzmi wobec nawet podejrzenia o malwersacje znacznie się skomplikowały i wydłużyły, co też jakoś broni przed powrotem tej praworządności wieloznacznej, właściwie bez desygnatu, za to dla europejskiej lewicy, czyli dla większości polityków Zachodu, silnie nacechowanej emocjonalnie.

Mglista praworządność służyła do tej pory do dyscyplinowania państw, które stoją na stanowisku, że Unia Europejska to związek suwerennych państw, a nie superpaństwo europejskie. Praworządność jako narzędzie ma być okiełznana na dwa lata. Tyle mniej więcej należy czekać na wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, do którego Polska zaskarżyła możliwość łączenia wypłat funduszy unijnych z nieokreśloną praworządnością w państwach członkowskich.

Spokój na dwa lata – tyle ugrała Polska. Więcej się nie dało, bo trzeba byłoby przewrócić stolik. Tymczasem jedna z Komisarzy Europejskich już zadeklarowała, że od nowego roku „Unia zajmie się Polską i Węgrami”. Konkluzja do rozporządzenia wynegocjowana przez Polskę i Węgry nie zrobiła na niej żadnego wrażenia. Podobnie na przewodniczącej Rady Europejskiej Ursuli von der Leyen, która „nie spocznie w wysiłkach na rzecz budowy Unii równości”, co m.in. oznacza, że nie spocznie dopóki we wszystkich krajach Unii pary homoseksualne nie będą mogły adoptować dzieci.

Państwo zabite przez równość i demokrację

Stanisław August Poniatowski górował nad słynnym Giacomo Casanovą, który w pamiętnikach przyznaje się do stu metres. Królowi Stasiowi historycy liczą mocno ponad trzysta.

zobacz więcej
W superpaństwie UE walka o demokrację liberalną, czyli dającą mniejszości przynajmniej „miękką” władzę nad większością, zaostrza się wraz z postępem integracji. Czy brak możliwości takiej adopcji oznacza możliwość wstrzymania funduszy unijnych? O tym się na razie nie mówi, czekamy dwa lata na wyrok TSUE, no i niemalże przed chwilą była konkluzja do rozporządzenia budżetowego. A ta demokracja, o która walka się zaostrza to prawa śladowych procentowo mniejszości, głównie seksualnych, także rasowych, do przejęcia edukacji i kultury większości, zmiany tradycji i całego imaginarium Europejczyków po to, by nie czuć się wśród nich dyskryminowanym. Nie spoczną dopóki tolerancja nie będzie synonimem uwielbienia.

Praworządność rozumiana zgodnie z nowym znaczeniem tolerancji to narzędzie do likwidacji suwerenności w najdelikatniejszych obszarach światopoglądu i kultury.

No dobrze, a co z targowicą?

W historii nic się dokładnie nie powtarza, ale niektóre podobieństwa bywają uderzające. Podobno „Historia magistra vitae est”. Nie jest, nikogo jeszcze niczego nie nauczyła. Targowiczanie niemile się zdziwili przed drugim rozbiorem. Przecież nie tego chcieli. Chcieli powrotu bezwładnego państwa praktycznie nie rządzonego, podzielonego realnie, na latyfundia magnackie. Nie odbywały się sejmy, bo każdy można było zerwać, nie było wojska, bo nie było podatków. Wielmoże prowadzili każdy swoja politykę zagraniczną w oparciu o siłę swoich pieniędzy i prywatnych armii. Rzeczpospolita upadła formalnie w 1795 roku, ale tego państwa już nie było od początku wojny północnej, a na pewno od Sejmu Niemego w 1717 roku. Rosyjska armia instalowała w ramach „wolnej” elekcji królów z dynastii saskiej, a ich oponenta, Stanisława Leszczyńskiego, wojsko szwedzkie. Stanisława Augusta Poniatowskiego, który w czasie Sejmu Wielkiego stanął na czele obozu reform, intronizowali też Rosjanie.

Wszyscy, którzy coś znaczyli politycznie, byli na stałym żołdzie ambasad sąsiednich krajów, a najdłuższą listę płac znaleziono podczas powstania kościuszkowskiego w ambasadzie rosyjskiej, bo to był faktycznie rosyjski protektorat. Targowiczanie, którym akt konfederacji podyktował rosyjski generał w Petersburgu 27 kwietnia 1792 roku, przysięgali zachować całość ziem Rzeczypospolitej w podniosłym tonie, że „ani piędzi” nie oddadzą. Ale najpierw musieli pokonać króla „uzurpatora” i Polskę zmienianą od roku przez Konstytucję 3 Maja. Poprzez uniwersały generalności konfederacji przywracali urządzenia ustrojowe sprzed Konstytucji, zabierali majątki jej działaczom i namawiali do przystąpienia do konfederacji, do której szlachta bez przymusu wojskowego Rosji przystępować nie chciała. Dopiero akces króla, gdy monarcha zdecydowanie przedwcześnie uznał nieźle prowadzona wojnę obronną za przegraną, zmienił sytuację na korzyść konfederatów targowickich.
Insurekcja kościuszkowska na obrazie Józefa Chełmońskiego, "Modlitwa przed bitwą" z roku 1906. Fot. Wikimedia
Zdrajcy ojczyzny, po co owijać w bawełnę, zebrali się w Grodnie i zwycięscy czekali na dyrektywy Katarzyny II. Gdy od Zachodu wkroczyły wojska pruskie, targowiczanie, którzy przejęli już kontrolę nad częścią wojsk Rzeczypospolitej próbowali je skierować przeciwko Prusakom. Fryderyk Wilhelm II to agresor, a Katarzyna II, to gwarantka wolności. Okazało się, że na ruchy wojsk polskich w ich własnym kraju potrzeba zgody rosyjskich dowódców. Co do całości ziem Rzeczypospolitej gwarantka miała własne plany i nastąpił drugi rozbiór Polski.

Zestaw praw wydanych po drugim rozbiorze (1773) zostawił z Konstytucji 3 Maja prawa polityczne dla mieszczan. Reszta była przywrócona z czasów przed Konstytucją. Co ciekawe, była tam gwarancja całości ziem okrojonej Rzeczypospolitej. Za dwa lata doszło do trzeciego rozbioru i Polska suwerenna zniknęła z map na 123 lata.

Czy targowiczanie tego chcieli? Oczywiście, że nie. Myśleli, że Katarzyna wyświadczy im grzeczność i zrobi porządek z zamachem na „złotą wolność” jakim, ich zdaniem, była Konstytucja 3 Maja. I będzie jak dawniej. Ambasador rosyjski będzie ważniejszy od króla i szarogęsząc się w Warszawie będzie zapobiegał skłonnościom Stanisława Augusta do „tyranii”. Do ich włości przecież nie zaglądał. Nierządna Rzeczpospolita była w interesie gwarantującej ten nierząd Rosji, co się zgadzało z interesami panów braci w dworach i pałacach. Targowiczanie innej Polski nie znali i nie chcieli znać. Skończyło się, że po trzech latach od podpisania aktu konfederacji w Petersburgu, a ogłoszenia w Targowicy żadnej Polski już nie było.

Szczęsny Potocki w liście do Seweryna Rzewuskiego, innego targowiczanina, napisał po trzecim rozbiorze „ja już jestem Rosjaninem na zawsze”. Wolał obcą autokrację od swojej monarchii konstytucyjnej. Inni znani z kart historii konfederacji targowickiej magnaci zajęli się pomnażaniem majątków i zabieganiem o ordery, przeważnie na dworze w Petersburgu. Byli też tacy, co wyemigrowali, bo to nie tak miało być – Rzeczpospolita (po pierwszym rozbiorze) miała pozostać cała i niepodzielna, a Katarzynie powinny wystarczyć strzeliste akty wiernopoddańczego lizusostwa, jakich jej Konfederacja nie skąpiła.

Właściwie gwarantka i protektorka ich zdradziła z Prusami i później także z Austrią. Gorzka pigułka do przełykania w Wiedniu a następnie już tylko w Dreźnie. A zapowiadało się tak dobrze, Katarzyna latami trzymała w szachu tego Ciołka, którego nie mogli szanować, bo to on był królem, a nie ja – myślał każdy z wielkich polskich panów. Ta mentalność przedstawiona przez Henryka Sienkiewicza w „Potopie” w zwierzeniach Bogusława Radziwiłła przed Kmicicem była psychologicznym produktem ustroju Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Dziś – ponoć – idzie o praworządność. Targowiczanie też walczyli o praworządność, czyli o nierządność w majestacie ówczesnego prawa. Konstytucja 3 Maja została wprowadzona rzeczywiście nie do końca praworządnie, choć potwierdzona na sejmikach prowincjonalnych, czyli w ówczesnym referendum.

Polak mały ogląda wieszanie zdrajców

Krzysztof Zwoliński: 27 kwietnia minęło dokładnie 226 lat od ustanowienia konfederacji targowickiej. Miewa ona swoich obrońców i w naszych czasach.

zobacz więcej
Sfery dworskie w Petersburgu początkowo bez entuzjazmu odnosiły się do przywracania praworządności w Rzeczypospolitej. Przybyłych do stolicy Rosji opozycyjnych wobec Konstytucji i króla otwarcie nazywano zdrajcami i pogardzano nimi. Jak pisał do Stanisława Augusta poseł polski w Petersburgu, Augustyn Deboli: „Nikomu publiczność obficiej nie dawała imienia zdrajców, niż tym ichmościom” i dalej: „pospólstwo nawet na rynku o nich rozmawia i nazywa ich zdrajcami”. Przydałby się współczesny Deboli, który by coś podsłuchał na brukselskich korytarzach.

W historii nic dwa razy się nie zdarza, nie ma prostych odwzorowań. Sposób powołania Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, czy Krajowej Rady Sądownictwa to nie wprowadzenie pod obrady Sejmu Wielkiego Konstytucji 3 Maja. Żadna z pań zarządzających strukturami UE nie jest Katarzyną II, choć jedna z nich ma portret carycy w gabinecie. A Unia Europejska nie jest zaborczym państwem. Nie potrzeba już obcych wojsk, aby przeprowadzić w Polsce obce interesy, tym razem nie rosyjskie. Jedno pozostaje niezmienne. Służenie obcym zamierzeniom i obcej dominacji dla własnych korzyści musi się kojarzyć z targowicą.

***

Był kiedyś taki dziennikarz, Franciszek Walicki, który w walce z rock and rollem w socjalistycznej Polsce rzucił hasło : „Polska młodzież śpiewa polskie piosenki” . Nie wiadomo, czy ktoś rzucił hasło: „Czarni aktorzy grają białe postaci” na neomarksistowskim rynku popkultury europejskiej i amerykańskiej, ale ono działa. Pod koniec roku rozeszła się wiadomość, że czarna aktorka zagra Annę Boleyn w trzyodcinkowym miniserialu angielskim. Anna Boleyn była żoną Henryka VIII, królową Anglii i Irlandii i na pewno nie była czarna. Jakaś fantazyjna królowa w nibykrólestwie mogłaby być czarna, ale to przecież konkretna osoba, postać historyczna. Taka obsada wywołała zdumienie w mediach społecznościowych chociaż i sporo aprobaty, bo trzeba rugować białych, szczególnie mężczyzn, ale to nie ten przypadek, z ich tradycyjnych pozycji. Następny etap tolerancji represywnej.

W Stanach Zjednoczonych wyszykowano serial „Bridgertonowie”, gdzie w arystokratów angielskich pierwszej połowy XIX wieku wcieliło się kilku murzyńskich aktorów. Arystokracja angielska w czasach „Dumy i uprzedzenia” częściowo czarna, to brak nie tylko realizmu, ale i zdrowego rozsądku. Poza tym takie podejście jest właśnie protekcjonalne wobec Murzynów. Niedługo zagrają w całej „białej” klasyce w ramach rekompensaty za wieki niewolnictwa i wszelkich prześladowań.

„Bridgertonowie” akurat są napisani współcześnie, ale inne dzieła, w których należy się spodziewać coraz więcej Murzynów powstały w konkretnych czasach. To po pierwsze, a po drugie czarnoskórzy nic nie napisali, nie skomponowali i nie namalowali z tego, co my cenimy, przynajmniej do początków XX wieku. Brzmi to bardzo nieładnie, ale oddaje prawdę historyczną. Jeszcze mniej ładne, wbrew dobrym chęciom, którymi wiadomo co jest wybrukowane, jest wciskanie czarnych w „białe” stroje historyczne, konwencje społeczne, zwyczaje i mentalność.
W Stanach Zjednoczonych wyszykowano serial „Bridgertonowie”, gdzie w arystokratów angielskich pierwszej połowy XIX wieku wcieliło się kilku murzyńskich aktorów. Fot. materiały prasowe/ Liam Daniel/ Netflix
Ale cóż, parowóz dziejów odczepił wagon z klasa robotniczą i doczepia inne. Trzeba nadążać i to lepiej wcześniej, niż później. Na co czekamy? Kto pierwszy, Cześnik, czy Rejent? A może Podstolina? No nie, była nie za mądra („Bo ja rzadko kiedy myślę, za to jestem chyża w dziele”) i interesowna, czarna aktorka grać takiej postaci nie może. Kordian? Gustaw – Konrad? Czy może „Kościuszko pod Racławicami”? Tu wyobraźnia może pogalopować. Może jednak Papkin? A Pan Jowialski?

Tylko takie podejście do klasyki może przezwyciężyć wstręt do niej twórców teatralnych uprawiających tzw. sztukę krytyczną. Że też Jan Klata wystawiając „Trylogię” o tym nie pomyślał. Wspomnianej sztuki Anczyca „Kościuszko pod Racławicami” się nie gra i słusznie – straszna ramota, ale z czarnym Naczelnikiem triumfowałaby na scenach i festiwalach.

Kto się spóźnia jest epigonem i nie zwraca na siebie uwagi, więc lepiej się spieszyć i wskoczyć do tego pociągu, gdyż trend może być wzrostowy już w 2021 roku.

Jednak, kto się pospieszył, jest wprawdzie prekursorem, ale też może utonąć w niepamięci. W 1973 roku znana śpiewaczka wtedy już zajmująca się reżyserią, Maria Fołtyn wystawiła w Hawanie „Halkę” Stanisława Moniuszki z czarną śpiewaczką w roli tytułowej. Nie dlatego, że na Kubie brakuje białych (na przykład wybitni w innej dziedzinie Fidel Castro i Ernesto Che Guevara), ale aby wzmocnić wymowę dzieła i konflikt klasowy – szlachcic, chłopka podkreślić rasowym – Janusz był biały i ktoś taki do rewolucji na Kubie nigdy nie poślubił by czarnej Halki. Maria Foltyn wystawiła „Halkę” w Hawanie w czasach, gdy w kinie hollywoodzkim jeszcze nie obowiązywało bezwzględnie, że z dwóch policjantów, partnerów w pracy, to ten czarny jest mądrzejszy, bardziej odpowiedzialny i sympatyczniejszy. Jak widać Polka potrafi, tylko kto o tym pamięta?

– Krzysztof Zwoliński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Katarzyna II Wielka na znaczku Poczty Rosyjskiej z 2011 roku. Fot. Wikimedia
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Czy Kościuszko da nam przykład, jak robić filmy mamy?
Najmniejszy przejaw antynazistowskiego oporu doczekał się w Niemczech swojej opowieści. Dobrych Niemców mamy też w „Pianiście” Polańskiego czy „Liście Schindlera” Spielberga.
Felietony Najnowsze wydanie
Otwórzcie drzwi kościołów
Złodzieje byli, są i będą. A świątynie są po to, aby ludzie tam mogli wejść w każdej chwili.
Felietony Najnowsze wydanie
Pochodzenie
Andrzej Krauze komentuje dla Tygodnika TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Na ulicach
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Tylko prawica bezobjawowa może istnieć w nowym świecie lewicy
Lewicowy radykał w roli bezstronnego badacza „faszystów”.