Cywilizacja

Były milicjant, dziś reinkarnacja Jezusa. Jego wyznawcy, dawni komuniści, uwierzyli w UFO

Sąd Rejonowy w Nowosybirsku orzekł właśnie – 28 grudnia 2020 – o skonfiskowaniu majątku Jezusa i apostołów, w tym dwóch skuterów śnieżnych, daczy i znacznej ilości waluty obcej. Sam Zbawiciel czeka jeszcze w areszcie na proces, który ma rozpocząć się w połowie stycznia, ale los wspólnoty jest już chyba przesądzony.

Mowa oczywiście o Siergieju Aleksandrowiczu Toropie, który w maju 1991 ogłosił się najpierw prorokiem, a następnie „reinkarnacją Jezusa Chrystusa” o imieniu Wissarion i założył wspólnotę wyznaniową ulokowaną w „wiosce ekologicznej” na Syberii Wschodniej, w pobliżu Krasnojarska.

Przez bez mała trzydzieści lat wszystko szło doskonale. Bo też Cerkiew Ostatniego Testamentu (taką ostatecznie nazwę przybrała wspólnota ćwierć wieku temu – początkowo Wissarion głosił „Jedyną religię całej Ziemi”, w czerwcu 1994 roku zarejestrował zaś „Wspólnotę jednej dla wszystkich wiary”) nie zaliczała się do apokaliptycznych i totalnych sekt, ukrywających się przed światem i wrogich mu, co zwykle prowadzi albo do izolacji, albo do konfrontacji.

Wissarionowcy płacili podatki i korzystali z – kulawej, to inna rzecz – miejscowej infrastruktury, głównie prądu (baterie słoneczne, które wspólnota wychwala jako ekologiczne, mają niewystarczającą wydajność na Syberii). Ba, większość dochodów pochodziła z wyrębu puszczy i sprzedaży cennego drewna limbowego z tajgi. I może właśnie o to drewno poszło.
Zbawiciel i jego rzecznik prasowy. Wissarion podczas spaceru z Wadimem Redkinem w Żarowsku na Syberii, lipiec 2020. Fot. Alexander Ryumin\TASS via Getty Images
O co poszło, do końca nie wiadomo: czy o nielegalny wyrąb drewna, czy o to, że łapówki zań spływały nie do tej kieszeni. A może o to, że ktoś źle potraktował dziennikarzy, albo o zeznanie Olgi Klimowej, mieszkanki wioski wissarionowców, która poskarżyła się na wyłudzenie od niej 7 tys. dolarów? A może jednak – jak podejrzewa większość dziennikarzy – decyzję o likwidacji Cerkwi Ostatniego Testamentu podjęto znacznie wyżej i niezależnie od lokalnych łapówek i wymuszeń?

Ewangelista-perkusista

Bo przecież raz i drugi nad wspólnotą zbierały się już chmury. To znaleziono w wiosce niepełnoletnią uciekinierkę z dobrego, nomenklaturowego domu w Moskwie, to jakiejś sędziwej wyznawczyni dieta wegańska, której ściśle przestrzegano w pierwszych latach, nie posłużyła na tyle, że zmarła z wycieńczenia.

Ale zawsze udawało się te kwestie jakoś załagodzić – aż do 22 września 2020 roku, kiedy to komandosi Federalnej Służby Bezpieczeństwa wkroczyli do „Miasta Słońca”, zatrzymując Siergieja Toropa i jego dwóch najbliższych współpracowników – Wadima Redkina i Władimira Wiedernikowa.

Wadim jest prawą ręką Wissariona niemal od pierwszych dni: były muzyk rockowy (perkusista grupy „Łaskowyj maj”, czyli „Maj sprzyjający amorom”) mógłby zostać przyrównany do ewangelisty: to spod jego ręki wyszły podstawowe, kanoniczne pisma, stylizowane na Nowy Testament: wielotomowy „Ostatni Testament”, „Przykazania Wissariona”, „Nauki Wissariona” a także kroniki, opisujące wędrówki apostolskie… Zarzuty postawiono całej trójce surowe i wieloznaczne: wywieranie nacisków psychologicznych, sprawstwo lub współudział w uszczerbku na zdrowiu, przekroczenie zasad funkcjonowania wspólnoty religijnej, ale oprócz tego – wymuszanie środków finansowych, korupcja i łapówkarstwo. Adwokat Władimir Riachowski w rozmowie z dziennikarzami „Niezawisimoj Gaziety” odniósł się sceptycznie do większości z tych zarzutów:

– Wywieranie nacisku psychologicznego? Tak można zakwalifikować każdą próbę ewangelizacji. Współudział w uszczerbkach na zdrowiu? Widać, że nie jest to poważny zarzut, bo mówiono by wówczas wprost o morderstwie. Powiedzmy sobie szczerze, na obrzeżach każdej żywej wspólnoty religijnej pojawiają się ludzie, powiedzmy, niestabilni psychicznie. Czy liderzy wspólnoty są wprost odpowiedzialni za ich stan?

Adwokata szczególnie rozbawił akapit aktu oskarżenia, w którym Wissarionowi – rzeczywiście, długowłosemu, brodatemu, zawsze uśmiechającemu się łagodnie i chodzącemu w lnianej, luźnej szacie - zarzuca się „wykorzystywanie zewnętrznego podobieństwa do Jezusa Chrystusa”:

– Można powinszować prokuratorowi, który dysponuje wiarygodnym wizerunkiem Chrystusa i jest w stanie orzekać o stopniu Jego podobieństwa z oskarżonym – komentuje Riachowski.

Idź i nie jedz mięsa więcej

Forrest Gump idzie obalić Putina

Historia z szamanem to niewątpliwie jakaś postać rosyjskiego zjawiska jurodiwstwa, „świętego szaleństwa”.

zobacz więcej
Co udało się spisać Redkinowi przez lata posługi u boku Wissariona? Doktryna Cerkwi Ostatniego Testamentu jest wyjątkowo mało spójna nawet na nowe ruchy religijne – począwszy już od „aktu założycielskiego”, zaskakującego z punktu widzenia samej spójności doktryny chrześcijańskiej, niezależnie od osobistego do niej stosunku: jak Chrystus, którego Zmartwychwstanie jest rdzeniem chrześcijaństwa, mógłby zostać „reinkarnowany”? Czy to znaczy, że od momentu Ukrzyżowania do rozpoczęcia misji przez ślusarza Toropa nie żył, czy też, że w przeszłości miały miejsce inne reinkarnacje? Strach pytać.

Badacze podkreślają, że przekaz WIssariona jest z punktu religioznawstwa nie tyle herezją – wychodzącą od prawd wiary chrześcijańskiej, choć istotnie odbiegającą od nauczania poszczególnych Kościołów – co synkretycznym połączeniem wątków, tropów i narracji pochodzących z różnych religii (zwykle w dość „rozwodnionej” postaci), przekazów popkulturowych oraz szeregu doktryn czy światopoglądów trudnych do zaklasyfikowania jako religijne – od wegetarianizmu czy głębokiej ekologii po wiarę w UFO; wszystko to zaś podlane jest ciepłym, coachowym sosem zachęt do „wyrzeczenia się złych emocji”.

Religioznawcy są nawet w stanie rozpoznać trzy zasadnicze „warstwy” doktryny. Pierwsza to elementy wzięte z wielkich religii Księgi (przekonanie o istnieniu jedynego Boga, ważność osoby Chrystusa i – w mniejszej mierze – Proroków oraz Marii), z buddyzmu i hinduizmu (reinkarnacja, wielość światów, duże przywiązanie do oczyszczenia przez jogę i motywowanego etycznie weganizmu).

Druga warstwa to składowe wzięte z klasyków XIX- i XX-wiecznej teozofii: jak nie Helena Bławatska to Gurdżijew, jak nie Nikołaj Rerich to Annie Besant i wyznawcy Izydy.

Trzeci – to ciekawość wszelkich zjawisk paranormalnych, ze szczególnym uwzględnieniem parapsychologii i możliwości pojawiania się na Ziemi kosmitów.

Co bardzo znaczące (i dość typowe dla ewolucji sekt, które nie stawiają na pogłębiający się konflikt ze światem) – nauczanie Wissariona łagodniało i rozmywało się. Jak komentuje jeden z rosyjskich dziennikarzy, od lat zajmujący się wissarionowcami, przed laty można ich było wziąć za apokaliptyków, wyglądających Dnia Sądu i przemienienia, żywiących się wyłącznie roślinami i odrzucających pieniądz.

Dziś „Miasto Słońca” można by wziąć za wioskę założoną przez entuzjastów ekologii, czy może raczej – zdrowego stylu życia: domy stoją, panele chłoną wątłe światło słoneczne, mieszkańcy pracują w tartaku i kupują słodycze w miejscowej kooperatywie. Dnia Sądu nikt tak bardzo nie wygląda, bo przecież trzeba jeszcze przedtem okopać róże, ocieplić ściany przed zimą…
Wissarion oczekuje na przesłuchanie w sądowej celi w Nowosybirsku. Wrzesień 2020. Fot. Kirill Kukhmar\TASS via Getty Images
W ślad za mięknięciem doktryny przyszło i rozluźnienie zasad organizujących wspólnotę. Mniej rygorystycznie niż dawniej przestrzega się zasady przekazywania (w naturze lub pieniądzach) dziesięciny, mniej jest zebrań poszczególnych wiosek, mniej nabożeństw, podczas których nauczał Wissarion. Zmienił się profil demograficzny wspólnoty – jest w niej wyraźna nadreprezentacja młodych kobiet, które ściągają pod Krasnojarsk, by znaleźć szczęście. To zaś wymusiło zgodę starszyzny na związki jednego mężczyzny z dwoma kobietami: „trójkątów” jest wśród wyznawców już ponad sto.

Przede wszystkim – doszło jednak do odtworzenia rozwarstwienia społecznego. Jędrzej Morawiecki, polski slawista, socjolog i reporter, najwybitniejszy chyba badacz wissarionowców (gdyby jego praca o syberyjskiej sekcie została w swoim czasie przełożona na angielski, trafiłaby do światowego obiegu naukowego) już w połowie pierwszej dekady XXI wieku pisał o „odtwarzaniu stratyfikacji społecznej ze Świata – elita jest uprzywilejowana pod względem komunikacyjnym (dostęp do ikony centralnej i możliwość wyjazdów na zewnątrz) oraz żywieniowym i lokalowym”.

W 12 lat później zarówno „oswojenie codzienności” (możliwość „urlopów” i wyjazdów do rodziny w Rosji europejskiej, normalny obieg pieniądza, „import” dóbr materialnych) jak powstanie „kasty” i jej przywiązanie do luksusu są jeszcze wyraźniejsze.

Więc może jednak limby…

Poszlaki są: starszyzna wspólnoty była blisko związana z członkiem władz regionalnych Dmitrijem Masłodudowym, którego w połowie września, na tydzień przed zatrzymaniem Wissariona, aresztowanego za przyjmowanie wielomilionowych łapówek i nielegalną sprzedaż drewna, które wyznawcy Cerkwi rąbią, aż miło.

Na początku grudnia w krasnojarskim sądzie arbitrażowym udowodniono naruszenie prawa przy arendowaniu lasów wspólnocie. Wissarionowcy wymieniani są w kontekście rozmaitych przetargów – a to na budowę małej architektury w Krasnojarsku, a to budowania na lewo łaźni czy nawet jednorodzinnych dworków dębowych. Ale czy za błat [wykorzystanie dojść, znajomości – red.] przy budowie pawilonu można aresztować inkarnację Chrystusa?

Część obserwatorów jest zdania, że to jednak pretekst, że na wissarionowców szukano haka od dłuższego czasu. Ale dlaczego? „Po przyjęciu «lex Jarowaja» pojawiła się tendencja do postrzegania każdej aktywności religijnej jako potencjalnie niebezpiecznej” – wyjaśnił dziennikarce „Niezawisimoj” prof. Roman Łunkin, stojący na czele Centrum Badań nad Religiami RAN.

Zaś „prawo Jarowej” nazwano tak od nazwiska pomysłodawczyni, rosyjskiej prawniczki, polityk i wicemarszałek Dumy, która jeszcze w 2016 przeforsowała pakiet ustaw określonych jako „antyterrorystyczne”, choć można je rzecz jasna wykorzystać również do zwiększania kontroli społecznej.

Ale czy Cerkiew Ostatniego Testamentu naprawdę kiedykolwiek wymknęła się spod kontroli?

Pułkownik i protektor

Czy „boży szaleńcy” poprowadzą Rosję do demokracji?

Akceptowali pijaństwo, bluźnierstwo i seksualne wyuzdanie. Chodzili po ulicach nago. Cudownie uleczali i zabijali.

zobacz więcej
Wśród osób ciekawych współczesnej Rosji, a zarazem będących jak najgorszego zdania o intencjach, potędze i talentach manipulatorskich jej służb specjalnych często spotkać się można z przekonaniem, że wspólnota wissarionowców została stworzona przez KGB lub jej następców. Przesłanek po temu nie brakuje, począwszy od tego, że Siergiej Torop rozpoczynał karierę jako milicjant drogówki.

Znacznie istotniejszy jest jednak fakt, że Cerkiew Ostatniego Testamentu była na wielu etapach i szczeblach wspierana przez wojsko, milicję i administrację: jedni sprzedawali im tanio baterie słoneczne, drudzy użyczali sal na spotkania i nagłośnienia, trzeci ochoczo oddawali ziemię w arendę, a emerytowany pułkownik KGB w latach 1991-1994 był osobistym kierowcą Wissariona.

No i niebłahy fakt, że swoje proroctwa eks-milicjant zaczął głosić 18 sierpnia 1991 roku, czyli w dniu puczu Janajewa: dla zwiększenia zamieszania? Dla odwrócenia uwagi? Podejrzliwym Polakom, z których wielu pamięta jeszcze wielkiego syna narodu gruzińskiego Józefa Wissarionowicza, źle kojarzy się nawet imię proroka, chociaż to chyba zbyt pochopne skojarzenie: od czasów XVIII-wiecznego serbskiego mnicha, męczennika za wiarę z rąk austriackich, imię to popularne jest zarówno wśród prawosławnych świeckich, jak duchownych.

Trudno jednak nie zadać pytania, czemu taki „montaż” miałby służyć, prócz pozyskania na lewo kilku kubików limby. Przez ćwierćwiecze swego istnienia Cerkiew Ostatniego Testamentu zdołała przyciągnąć do siebie, w zależności od szacunków, od kilkunastu do 20 tysięcy wiernych: większość odstąpiła od niej, w wioskach założonych przez wissarionowców mieszka kilka tysięcy osób. Nie jest to znacząca siła społeczna ani polityczna.

Mimo, że wspólnota chlubi się wyznawcami z Białorusi, Mołdawii, Bułgarii a nawet Niemiec, mimo stworzenia „parafii” wissarionowców w Kazachstanie i na Łotwie trudno uznać ją za konia trojańskiego, służącego rosyjskiej penetracji. Trudno też, przynajmniej na podstawie obecnych ustaleń, uznać Cerkiew za skuteczną pralnię pieniędzy: w rezultacie wspomnianych na wstępie przeszukań i konfiskat uzyskano dobra na sumę 8 mln rubli, czyli ok. 400 tys. złotych. Tyle to oligarcha KGB-owskiej proweniencji wydaje na dobre śniadanie – i to bez szampana.

Matecznik sekt

Niewykluczone, że Cerkiew Ostatniego Testamentu powstała w sposób w znacznej mierze organiczny. Owszem, służby mogły w niej widzieć przydatne narzędzie operacyjne lub służące infiltracji na ograniczoną skalę; szczególnie w chaosie lat 90. wszelkie w miarę stabilne struktury społeczne, którymi można było łatwo manipulować, miały ogromną wartość.
Zwraca uwagę fakt, że Wissariona, mimo umiejętności przemawiania do tysięcy i ściągnięcia w głąb tajgi setek wiernych, trudno uznać za rzeczywistego, charyzmatycznego przywódcę: Jędrzej Morawiecki już w latach 90. pisał o nim jak o „ikonie wykorzystywanej przez rzeczywisty ośrodek władzy”, świadkowie wrześniowego zatrzymania i pierwszej rozprawy sądowej mówią o jego braku pewności siebie, wręcz zagubieniu.

A jednocześnie za autentycznością Cerkwi Ostatniego Testamentu (chociaż ktoś bardzo podejrzliwy mógłby w tym dostrzec dowód na doskonałość „montażu”) przemawia jej podobieństwo do dziesiątków wcześniejszych ruchów religijnych w Rosji. Ruch wissarionowców jest ze swego, nomen omen, ducha, zarazem bardzo rosyjski – i bardzo radziecki.

Że Rosja nowożytna była prawdziwym matecznikiem herezji i sekt, przy którym bledną starożytna Syria, Langwedocja albigensów czy Nadrenia epoki reformacji, wiadomo od dawna. Staroobrzędowcy, chłyści, skopcy, duchoborcy, mołokanie, riabinowcy, bezpopowcy, joannici – dziesiątki ruchów o najosobliwszych doktrynach i obrzędach, których wspólnym mianownikiem była z jednej strony – niezłomność przekonań i gotowość do męczeństwa, z drugiej zaś – surowość władz, ogniem i mieczem, a już w najlepszym razie katorgą i kazamatami.

Surowość? Niekoniecznie jednak i nie zawsze. Władze carskie nieraz dokonywały zmiany frontu, dostrzegając w zintegrowanej zbiorowości wyznawców potencjał polityczny, czasem wręcz podporę tronu. Najbardziej znany przypadek tego rodzaju to losy skopców, sekty uważającej samokastrację za warunek zbawienia, którzy cieszyli się szczególnymi względami w początku XIX wieku, przez kilka lat panowania Aleksandra I. Na mniejszą skalę jednak carowie, choć tak związani z Cerkwią, obdarzali swoją przychylnością również inne formacje.

Po części wiąże się to z faktem, że w prawosławiu, wobec innej struktury kościoła, trudniej jest mówić o „herezji”, jako o odstępstwie od Magisterium. To z kolei sprawia, że przystąpienie do nowego ruchu religijnego postrzegane było i jest jako posunięcie mniej radykalne niż – przynajmniej w ciągu ostatnich 150 lat – w Polsce, gdzie żywe było przekonanie o „polskości Kościoła”, z którego jeśli odchodzi się, to częściej w stronę bezwyznaniowości niż innej wspólnoty.

Towarzysze mistycy

Równie dobrze znany jest fenomen występowania w schyłkowym Związku Sowieckim obfitości ruchów ezoterycznych i mistycznych, fascynacja psychotroniką i ufologią. Brzmi to aż zbyt topornie, jak natrętnie podsuwana ilustracja społeczna do znanego aforyzmu Chestertona „Kiedy człowiek przestaje wierzyć w Boga, może uwierzyć we wszystko” – ale co robić, jeśli było tak rzeczywiście?

Viktor Orbán ogląda bezgłowe zwłoki kozła

Premier na tropie pokrewieństwa Węgrów z koczowniczymi ludami Azji Środkowej.

zobacz więcej
Przełom lat 80. i 90. był dla większości mieszkańców ZSRS wstrząsem politycznym, ekonomicznym – ale i duchowym: w miejsce coraz mniej przekonującej propagandy pojawiła się pustka, której słaba organizacyjnie i wątła duchowo cerkiew nie była w stanie wypełnić – tym bardziej, że jej nauczanie i liturgia były słabo zrozumiałe dla wydziedziczonych pokoleń. Stąd ogromna popularność sekt, joginów, szkół i organizacji zajmujących się parapsychologią – wszyscy, którzy oferowali ład duchowy w nieskomplikowanej, łatwej do przyswojenia postaci.

Taka oferta duchowa była szczególnie atrakcyjna dla osób wyjątkowo boleśnie pozbawionych oparcia – a jednocześnie z racji przekonań mających najdalej do cerkwi i jej obrzędów. I to by się zgadzało… Nawet z popularnego podręczniku religioznawstwa Timoszuka i Fiedotowoj z roku 2011 można dowiedzieć się, że wśród wissarionowców wyraźna jest nadreprezentacja dawnych funkcjonariuszy KPZR i Komsomołu oraz byłych wojskowych.

Znaleźli spokój, odzyskali kierunek. I gdzie oni się teraz, po skonfiskowaniu skutera śnieżnego Zbawiciela, podzieją?

– Bohdan Miś

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Przy pisaniu tekstu wykorzystałem pracę Jędrzeja Morawieckiego „Syberyjska sekta wissarionowców jako fenomen społeczno-religijny”, Wydawnictwo Naukowe Semper, Warszawa, 2010
Zdjęcie główne: Siergiej Torop czyli Wissarion w lipcu 2020 w Żarowsku (500 km na południowy wschód od Krasnojarska) na Syberii. Fot. Alexander Ryumin\TASS via Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Jak Francja wykradła dzieci Reunionu. „Mają nie być zbyt czarne”
Niektóre matki traciły córki i synów jedynie dlatego, że paliły papierosy.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Ryzykujemy życie, by stać się nadludźmi
Nie da się wykluczyć, że umysł lodowego szamana Wima Hofa nakazuje mózgowi ignorować zimno.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Uzależnienie od hazardu to śmiertelna choroba
Hazardziście trudniej jest pozostać w abstynencji niż np. alkoholikowi.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Cios w ulubieńca liberalnych elit. Pierwszy dzień prezydenta
Czy Republikanie będą w stanie zapobiec radykalnemu zwrotowi na lewo?
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Straszna szczepionka RNA, której boimy się bardziej niż COVID-19
Jeśli sobie nie poradzi, to będziemy mogli powiedzieć: witajcie w XVII wieku!