Felietony

Od katolicyzmu, przez okultyzm i masonerię, do Tradycji Pierwotnej

Steve Bannon, były doradca Donalda Tumpa. Rene Guénon, francuski muzułmanin, wyznawca tradycjonalizmu integralnego. Aleksander Dugin, rosyjski staroobrzędowiec na usługach Kremla. Olavo de Carvalho, były astrolog, szara eminencja brazylijskiego rządu. Co ich łączy?

O Stevie Bannonie zrobiło się głośno ponad cztery lata temu, gdy był doradcą Donalda Trumpa podczas ówczesnej prezydenckiej kampanii wyborczej w USA. To właśnie ów kontrowersyjny publicysta amerykański, były redaktor naczelny serwisu Breitbart News, stał za ostrym, wyrazistym przekazem kandydata Partii Republikańskiej do Białego Domu.

Trump wygrał wybory szermując politycznie niepoprawną retoryką. Choć była ona nie do zniesienia nawet dla części Republikanów, to jednak korespondowała z obawami tych szerokich warstw społeczeństwa amerykańskiego, które stały się ofiarą globalizacji.

Miliarder jawnie głosił nacjonalizm ekonomiczny (wskazując jako głównego wroga USA rosnące w gospodarczą siłę komunistyczne Chiny), straszył niebezpieczeństwem ze strony muzułmanów, postulował zastopowanie nielegalnej imigracji z Meksyku.

Taką strategię Bannon – już jako doradca w nowej administracji prezydenckiej – suflował Trumpowi do sierpnia 2017 roku. Wtedy bowiem, wskutek tarć między różnymi środowiskami w Białym Domu, pożegnał się z prezydentem (został zdymisjonowany). Od niedawna zaś ma kłopoty z wymiarem sprawiedliwości, który zarzucił mu przywłaszczenie pieniędzy z funduszu gromadzącego środki na budowę muru wzdłuż granicy amerykańsko-meksykańskiej.
Aleksander Dugin. Fot. Wikimedia/ Fars News Agency, CC BY 4.0
Po rozstaniu z Trumpem Bannon bynajmniej nie zawiesił aktywności politycznej. Przed zaplanowanymi na rok 2019 wyborami do Parlamentu Europejskiego, były spin doctor prezydenta USA postawił przed sobą ambitny cel powołania na Starym Kontynencie koalicji złożonej z ugrupowań nacjonalistycznych i populistycznych, stanowiących twardą opozycję wobec formacji establishmentowych.

Prowadził w tej sprawie negocjacje między innymi z Brytyjczykiem Nigelem Farage’em, politykami francuskiego Zjednoczenia Narodowego, włoskiej Ligi czy węgierskiego Fideszu. Ostatecznie z nowego politycznego projektu wyszły nici.

Nie miał zrozumienia dla dziwactw

Bannon zasłynął głównie z tego, że ubrał w program polityczny gniewne nastroje amerykańskiego białego ludu, które wyniosły do prezydentury Trumpa. Ale jest też mniej znane i – na pierwszy rzut oka zaskakujące – oblicze stratega. Odsłaniają je choćby dwaj amerykańscy publicyści: Joshua Green oraz Benjamin Teitelbaum. Chodzi o fascynację Bannona myślą Rene Guénona.

Rzecz w tym, że do byłego doradcy prezydenta USA przylgnęła etykietka ideologa populizmu i islamofoba. Tymczasem Guénon był orędownikiem elitaryzmu i muzułmaninem. 7 stycznia 2021 roku mija 70. rocznica śmierci tego francuskiego myśliciela. Nadarza się zatem okazja, by przybliżyć jego sylwetkę i się zastanowić nad tym, w jakim stopniu wpłynął on swoimi koncepcjami na Bannona. Guénon urodził się w roku 1886 w rodzinie katolickiej. W młodości jednak zainteresował się okultyzmem – modnym wówczas w Europie zjawiskiem wśród bohemy artystycznej i intelektualistów. Obracał się w kręgach masonerii. Ostatecznie jednak sposób, w jaki ludzie Zachodu podchodzą do rozmaitych prądów ezoteryzmu, bardzo go rozczarował.

Można przyjąć, że jego wyrastające z osobistego doświadczenia opinie wyprzedzały o co najmniej kilka dekad krytykę formułowaną pod adresem New Age. Surowo oceniał próby importu na grunt europejski buddyzmu, hinduizmu i innych egzotycznych religii proponujących mistyczne ścieżki samodoskonalenia.

Nie miał zrozumienia dla różnych dziwactw, które dostrzegał w takich inicjatywach, jak Towarzystwo Teozoficzne. Był przekonany, że umysłowość zachodnia została tak przeorana przez świecki dyskurs nowoczesności, że szukając na powrót sacrum może tylko błądzić.

W tej sytuacji Guénon postanowił porzucić Europę. W roku 1930 zamieszkał w Egipcie. Jednak dużo wcześniej – bo już w roku 1912 – przeszedł na islam, tyle że ponoć wcale nie dlatego, że uwierzył w objawienia opisane w Koranie.

Dzieje świata mają charakter cykliczny

Francuzowi chodziło o to, żeby zostać wtajemniczonym nie do jakiegoś kolejnego kółka spirytystów, lecz do szkoły duchowego rozwoju legitymującej się solidnym rodowodem. W oczach Guénona warunek ten spełnił zakon Shadhili Tariqua i do niego właśnie on przystąpił (otrzymując nowe imię: Abd al-Wâhid Yahyâ). Bractwo to, korzeniami tkwiące w sufizmie – mistycznym, niezależnym od nauczania teologów, nurcie w łonie sunnickiego mahometanizmu - zostało założone w XIII wieku.

Chce zostać Sorosem prawicy. Czy rozpali konserwatywną rewoltę w Europie?

Niech was nazywają rasistami, ksenofobami, kimkolwiek. Noście te obelgi niczym odznaczenia! – wzywa Steve Bannon, były współpracownik Donalda Trumpa.

zobacz więcej
Myśl Guénona nie jest jednak łączona z islamem, lecz z synkretycznym pakietem rozmaitych doktryn określanym jako tradycjonalizm integralny. Pojęcia tego nie wolno mylić z tradycjonalizmem katolickim – oznaczającym między innymi przywiązanie do liturgii Kościoła katolickiego sprzed Soboru Watykańskiego II.

Tradycjonalizm integralny zakłada istnienie odwiecznej Tradycji Pierwotnej, która w wyniku kataklizmów dziejowych uległa rozproszeniu. Jej elementy znalazły się w różnych religiach. Te zaś pełnią funkcję wyłącznie pośrednika między Tradycją Pierwotną a profanum.

W swoich rozważaniach historiozoficznych Guénon inspirował się hinduizmem. Twierdził, że dzieje świata mają charakter cykliczny. Każdy cykl (Manwantara) zaczyna się od rozkwitu, a kończy się upadkiem, po którym następuje przesilenie.

Teraz – zdaniem Guénona – żyjemy w erze ciemności (w Kali-judze). Rozpoczęła się ona – uważał myśliciel – w VI wieku przed narodzeniem Chrystusa, kiedy w wielu krajach doszło do spektakularnych rewolucji – między innymi w Chinach wyodrębniły się taoizm i konfucjanizm, w Persji narodził się zaratusztrianizm, a w Indiach dał o sobie znać Budda.

Fakty te Guénon interpretował jako bunt przeciw prawdziwym autorytetom i oddalanie się od Tradycji Pierwotnej, której z kolei obecność – przynajmniej w cząstkowej postaci – odkrywał w sufizmie (stąd przystąpienie do zakonu Shadhili Tariqua), wedancie (jednej z gałęzi hinduizmu) czy średniowiecznym katolicyzmie.

Zachód w kryzysie

Jednak dla Steve’a Bannona najbardziej istotnym wątkiem w koncepcjach francuskiego myśliciela pozostaje chyba diagnoza postawiona cywilizacji europejskiej. Guénon wskazywał, że Zachód znajduje się w kryzysie, którego źródeł należy upatrywać w tym, co się działo w XIV stuleciu – w takich wydarzeniach, jak choćby unicestwienie zakonu templariuszy.

Według Francuza, to wtedy w Europie ruszyły procesy zwiastujące to, co w jego mniemaniu okazało się katastrofą: rozpad systemu feudalnego i kształtowanie się nowoczesnych narodów.

Dla Guénona wzorcem zbiorowości była sięgająca głęboko czasów starożytnych organiczna struktura społeczeństw indoeuropejskich (aryjskich). W nich zaś występowały cztery – by posłużyć się terminologią zaczerpniętą z sanskrytu – warny (warstwy): bramini (kapłani), kszatrijowie (wojownicy), wajśjowie (kupcy i rzemieślnicy), siudrowie (niewolnicy, rolnicy, służba).

To właśnie ów hierarchiczny podział społeczny stał się w Indiach podstawą systemu kastowego. Ale Guénon dostrzegał starożytną strukturę społeczeństw indoeuropejskich również w średniowiecznym europejskim systemie feudalnym. I konstatował, że od XIV wieku zaczęły ją rozkładać tendencje egalitarne i materialistyczne.

W efekcie duchowieństwo oraz szlachta straciły swoje znaczenie na rzecz mieszczaństwa oraz innych niższych grup społecznych. Reformacja i renesansowy humanizm zapoczątkowały dominację w Europie indywidualistycznych i progresywistycznych prądów, będących zaprzeczeniem Tradycji Pierwotnej.
Rene Guénon. Fot. Wikimedia
Nacjonalizm jako narzędzie tymczasowe

Benjamin Teitelbaum słusznie zwraca uwagą na pewną kwestię, która pozornie dzieli Guénona i Bannona. Chodzi o stosunek do nacjonalizmów. Guénon traktował je jako przejaw nowoczesnego, demokratycznego umasowienia społeczeństw, czyli coś negatywnego. Tymczasem Bannon wyłuskuje z nacjonalizmów to, co uważa za pozytywne – opór wobec globalizacji jako czynnika glajszaltującego ludzkość.

Zdaniem Teitelbauma za tą rozbieżnością kryje się fakt, iż były doradca prezydenta USA używa nacjonalizmu jedynie jako tymczasowego środka, niezbędnego na bieżącym etapie historii. Bo rzeczywiście, według Bannona, na razie w walce z siłami globalistycznymi orężem jest „kontrola granic, waluty oraz militarnej i narodowej tożsamości”.

Jeśli się jednak siłom Tradycji Pierwotnej uda pokonać tego wroga, nacjonalizmy jako u swojego zarania demokratyczny projekt staną się obciążeniem i trzeba będzie je odrzucić na rzecz przednowoczesnego modelu społeczeństwa hierarchicznego.

Jak odnotowuje Joshua Green, przyszły spin doctor Donalda Trumpa przyswajał koncepcje Guénona, gdy jako młody człowiek służył w marynarce wojennej. To był w życiu Bannona okres poszukiwań duchowych. Zanim trafił na książki Francuza praktykował buddyzm zen. Później jednak powrócił do tradycjonalizmu katolickiego, w którym zresztą był wychowany (pochodzi z rodziny o irlandzkich korzeniach).

Czy myśl Guénona mogłaby być płaszczyzną łączącą Bannona z jakimiś politykami? Amerykański publicysta Rod Dreher sugeruje, że zwolennikiem tradycjonalizmu integralnego jest brytyjski następca tronu, książę Walii Karol. Nic jednak nie wiadomo o tym, by Bannon skierował swoje kroki w jego kierunku. Skądinąd trzeba przyznać, że w brytyjskim ustroju politycznym rola rodziny królewskiej jest w dużym stopniu reprezentacyjna i symboliczna.

Spotkanie z „jurodiwym”

Natomiast na koncepcje Guénona Bannon powołał się podejmując kontakty z dwoma myślicielami, których uznał za wpływowe politycznie osoby w swoich krajach. Chodzi o Rosjanina Aleksandra Dugina oraz Brazylijczyka Olavo de Carvalho. Obydwaj oni upowszechniali teorie francuskiego myśliciela.

Dugin, będąc członkiem wspólnoty staroobrzędowców, zaadaptował tradycjonalizm integralny do swojej koncepcji neoeurazjanizmu. Zakłada ona, że Rosja jest nie tyle krajem, ile wielonarodowościową cywilizacją, która stoi na straży Tradycji Pierwotnej, odrzuconej przez pogrążony w materializmie Zachód.

W świetle neoeurazjanizmu istotny składnik rosyjskiej tożsamości stanowi dziedzictwo Złotej Ordy. Jeśli chodzi o geopolitykę, Dugin optuje za budowaniem antyzachodniego – a przede wszystkim antyamerykańskiego – bloku łączącego Rosję z Chinami, Iranem i Turcją.

Niepoprawny politycznie antykomunista, wróg aborcji i LGBT pogrąża lewicę

W kapitanie rezerwy jego zwolennicy widzą szeryfa, który rozprawi się z korupcją, kryzysem, przestępczością i przywróci tradycyjne wartości.

zobacz więcej
Co w takim razie zamierzał osiągnąć Bannon spotykając się z rosyjskim myślicielem? Żywiąc nadzieję na to, że Dugin ma dostęp do uszu kremlowskich decydentów, chciał go pozyskać dla realizacji swojego projektu nowej architektury świata, w ramach której Rosja stałaby się sojusznikiem USA przeciw Chinom. Amerykanin argumentował, że Państwo Środka jako główny beneficjent globalizacji bezwzględnie ją forsuje, za nic mając wszelkie wartości bliskie tradycjonalistom integralnym.

Do porozumienia między Bannonem a Duginem jednak nie doszło. Rosjanin pozostał na antyamerykańskich i prochińskich pozycjach. Skądinąd wypada po raz kolejny zdementować – krążącą również w amerykańskich mediach – informację, że myśliciel ten jest doradcą Władimira Putina.

Kreml po prostu wykorzystuje Dugina jako „jurodiwego”, który – gdy zachodzi potrzeba – sieje ferment i mówi to, na wygłaszanie czego prominentne osoby nie mogą sobie pozwolić. Natomiast nie brak też opinii, że sam neoeurazjanizm został wymyślony u zmierzchu okresu sowieckiego na Łubiance – jako ideologiczna alternatywa dla bankrutującego komunizmu.

Brazylijski łącznik

Na nawiązanie współpracy Bannon liczył także w przypadku Olavo de Carvalho. Brazylijski myśliciel zajmował się w przeszłości astrologią. Myśl Guénona zgłębiał należąc do sufickiego zakonu, który założył inny czołowy przedstawiciel tradycjonalizmu integralnego – szwajcarski filozof, malarz i poeta, Frithjof Schuon. Potem jednak de Carvalho wrócił na łono Kościoła katolickiego. Niemniej nadal się inspiruje teoriami Guénona. Obecnie zaś mieszka w USA (zresztą w rodzinnym stanie Bannona – Wirginii).

W wizji Brazylijczyka występują trzy siły, które mają aspiracje globalistyczne, i są wrogie chrześcijaństwu (zarówno katolikom, jak i protestantom), Żydom (w diasporze i Izraelu) oraz amerykańskiemu białemu ludowi. Pierwsza to międzynarodowa neoliberalna finansjera, druga – rosyjsko-chiński blok łączący byłych funkcjonariuszy KGB z pekińskimi komunistami, wreszcie trzecia – fundamentaliści muzułmańscy, którym marzy się światowy kalifat. Ośrodki te między sobą rywalizują, choć bywa i tak, że ich interesy się zbiegają.

Gdy w roku 2019 prezydentem Brazylii został prawicowy polityk Jair Bolsonaro (nazywany „tropikalnym Trumpem”), de Carvalho otrzymał propozycję objęcia którejś z posad rządowych, ale jej nie przyjął. Uchodzi natomiast za szarą eminencję ekipy sprawującej teraz władzę w tym kraju. A Benjamin Teitelbaum wskazuje, że w administracji Bolsonaro szefem dyplomacji został Ernesto Araujo, który opowiada się za kursem antychińskim i… jest uczniem de Carvalho, znakomicie zorientowanym w kwestiach podejmowanych przez tradycjonalistów integralnych.

Czy można zatem przyjąć, że na odcinku brazylijskim przedsięwzięcie Bannona się powiodło? Obecność w administracji Bolsonaro takich ludzi jak Araujo skłaniałoby do odpowiedzi twierdzącej. A jednak nie można też pominąć faktu, że de Carvalho w odróżnieniu od Amerykanina pozbawiony jest złudzeń wobec putinowskiej Rosji.
Przyjęcie w ambasadzie Brazylii w Waszyngtonie w marcu 2019. Z lewej przemawia ambasador Sérgio Amaral. W brązowym garniturze Olavo de Carvalho, na prawo od niego prezydent Brazylii Jair Bolsonaro, na lewo szef dyplomacji brazylijskiej Ernesto Araujo. Fot. Wikimedia/ Alan Santos - Flickr, CC BY 2.0
Tym, co wyróżnia brazylijskiego myśliciela – skądinąd toczącego już w roku 2011 spory z Duginem – na tle wielu konserwatywnych intelektualistów zachodnich, okazuje się przeświadczenie, że postsowieckie elity polityczne są przeżarte dziedzictwem realnego komunizmu i z żadnym tradycjonalizmem nie mają nic wspólnego.

Porażka publicysty

Natomiast cytowany przez Joshuę Greena brytyjski historyk Mark Sedgwick uważa, że Bannon inspirując się Guénonem poszedł w ślady innego tradycjonalisty integralnego – Juliusa Evoli. Ten młodszy o kilkanaście lat od Francuza włoski myśliciel, poeta i malarz nie zamknął się, tak jak on, w jakimś zakonie, lecz podjął działalność polityczną.

Zamierzał swoimi ideami wpłynąć na Benita Mussoliniego, a potem – Adolfa Hitlera. Krytykował faszyzm i nazizm z prawej flanki. Występował między innymi przeciw biologicznemu rasizmowi, który uważał za koncepcję materialistyczną i nowoczesną. Chciał, żeby w Europie zostało zbudowane neopogańskie imperium – tyle że rządzone przez arystokrację ducha, a nie motywowany nacjonalizmem plebs. Rzecz jasna nic z tego nie wyszło.

Oczywiście jeśli coś łączy Bannona z Evolą, to bynajmniej nie flirt z faszystami czy tym bardziej nazistami. Amerykański publicysta zaangażował się w politykę w warunkach demokratycznej republiki prezydenckiej, a nie dyktatury.

W roku 2017 potępił białych suprematystów, którzy zorganizowali głośną bulwersującą demonstrację w Charlottesville. W swoich wypowiedziach przestrzegał przed dżihadyzmem jako „islamskim faszyzmem”. Natomiast postanowił, podobnie jak Evola, uczynić z tradycjonalizmu integralnego program polityczny. I przegrał.

Za jego porażkę można też uznać wydarzenia 2020 roku. Pandemia COVID-19 okazała się ciosem dla administracji Donalda Trumpa. Gdyby nie napięcia społeczne wywołane zarazą, można śmiało przypuszczać, że wciąż jeszcze obecny lokator Białego Domu nie musiałby się szykować do wyprowadzki.

Tymczasem w blokach startowych stoi już Joe Biden, któremu chyba daleko do jakiegokolwiek nacjonalizmu. A i chińscy komuniści mogą odczuwać satysfakcję, że polityk oskarżający ich o globalistyczny podbój ekonomiczny, traci władzę.

Chciałoby się Bannonowi przynajmniej w jednej sprawie przyznać rację. Twierdzi on, że dziś na Zachodzie depozytariuszem cnót, które w średniowiecznej Europie promowały elity, są warstwy ludowe. Rzecz w tym, że takie ujęcie problemu zakrawa na chłopomańskie uproszczenie. A jeśli tak, to nie jest ono właściwą receptą na duchowe oraz moralne rozbrojenie narodów przez globalistów.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Źródła:

Joshua Green „Inside the secret, strange origins of Steve Bannon’s nationalist fantasia”
Benjamin Teitelbaum „The rise of the traditionalists: how a mystical doctrine is reshaping the right”
Benjamin Teitelbaum „Covid-19 Is the Crisis Radical »Traditionalists« Have Been Waiting For”
Rod Dreher „The Mystical Steve Bannon”
Rod Dreher „Philosopher Prince”
03.09.2017
Zdjęcie główne: Steve Bannon w sierpniu 2020 w Nowym Jorku. Fot. Mark Kauzlarich/Bloomberg via Getty Images
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Bitwa na memy i fake newsy
Czy na Twitterze króluje „śmiechtywizm”?
Felietony Najnowsze wydanie
Małe białe postaci na ulicach polskich miast
Dla większego bezpieczeństwa duchowego.
Felietony Najnowsze wydanie
9 laurów dla Tygodnika TVP! Nasi autorzy obsypani nagrodami SDP
Laudacje dla autorów naszego portalu.
Felietony Najnowsze wydanie
Szarzy zjadacze mięsa
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Praca. Komentarz Piotra Młodożeńca w Tygodniku
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.