Felietony

Czy pandemia się skończy do jesieni 2021? Czy wróci w 2022 roku? I czy może być zbawienna?

Na jakiś czas świadomość zagrożeń wzrośnie i przygotowania do następnego razu będą zainicjowane. Diagnostyka molekularna przestanie być dziwną nowinką, a stanie się rutyną. Wzmocnione zostaną globalnie służby sanitarno-epidemiologiczne. Nadal obowiązywać będzie dystans społeczny i maski oraz czyste ręce, nadal ogłaszane będą lokalne kwarantanny. Jeśli koronawirus wróci zimą/wiosną 2022 w nowej odsłonie (czego nikt nie wyklucza), to... Covidowe wróżenie z fusów na nowy rok, czyli jak wirus nam uporządkuje życie.

W swoim filmie „2001: Odyseja Kosmiczna” Stanley Kubrick już 20 lat temu wystrzelił nas w kosmos na pokładach wygodnych, transplanetarnych promów z drink barem bez ograniczeń, ubranych w obcisłe kombinezony w kolorach pastelowo-pogodnych. Tak to można było przewidywać w latach 60. Widać dokoła, że w żaden kosmos nikt nie lata, no może poza tymi, których tam wkrótce ma wysłać w ramach własnej inicjatywy Elon Musk – jego SpaceX miała rok 2020 naznaczony sukcesem, bowiem jako pierwsza firma prywatna wysłała ludzi na orbitę i Międzynarodową Stację Kosmiczną. Jednak jednocześnie z tym geniuszem nowych technologii wyszli masowo ze szkół ludzie, którzy np. twierdzą, że wirusy nie istnieją, a szczepionki to „zuo”.

Po roku 2020, który swym przebiegiem przypominał spadanie ze schodów ruchomych w Umeda Sky w Osace, nadchodzi 2021. Jeśli mamy szczęście, a Opatrzność nas wesprze, będzie przypominał próby pozbierania się, szybkiego rozmasowania poobijanych mięśni, ponastawiania wywichniętych stawów i wspinaczki pod górę po owych schodach ruchomych. W kierunku przeciwnym, do naturalnego kierunku ich ruchu.
Obserwatorium w Umeda Sky Building, z którego, z wysokości 170 metrów można oglądać panoramę Osaki. Platforma widokowa to most łączący dwie wieże budynku. Można stąd zobaczyć także wyspę Awaji. Fot. Prisma by Dukas/Universal Images Group via Getty Images
Mówię to od marca, ale powtórzę raz jeszcze: kto nie rozwiąże tu biologii, nie rozwiąże też ekonomii, ani w sumie niczego, co doznało szwanku, gdy lecieliśmy na łeb na szyję po tych schodach niżej i niżej, w oczach mając przepaść. Pandemia nas przeczołgała. Na Ukrainie dalej wojna (który to już rok?), pełzająca rewolucja na Białorusi, konflikt o Górski Karabach, zmiana warty w USA, Chińczycy … wszędzie Chińczycy. Okazało się, że niewidoczny wirus wykończył niespodziewanie prezydenta pewnego mocarstwa, a jednocześnie wyniósł do chyba dośmiertnych rządów zupełnie anonimową dla świata, bardzo młodą panią premier wyspy na Antypodach. Virus rulez!

Świat przypominający dalmatyńczyka…

Ja jednak nie znam się na polityce, tylko jestem tu „panią od przyrody”, no, może trochę sięgnę i po ekonomię. Zanim powiem, jakie przewidywania na odroczenie po raz kolejny końca świata dają ci, którzy nie zdołali przewidzieć roku 2020 w całej jego krasie (np. redaktorzy „Economista”) zaznaczę, że gdy piszę te słowa właśnie pierwsze pół miliona ludzi zostało zaszczepionych przeciw COVID-19 w Wielkiej Brytanii. Gdy tymczasem dwa tygodnie wcześniej pojawił się, również na Wyspach, nowy wariant SARS-CoV-2, jeszcze bardziej zakaźny od poprzedniego. Jakby ten poprzedni nie był już 3-4 razy bardziej zakaźny od grypy. W tym momencie mamy też ponad 80 milionów przypadków, a niemal 2 mln ludzi zmarło na COVID-19 od początku pandemii.

Trudno mieć jednak pretensje do analityków z poważnych czasopism, że nie przewidzieli skórki od banana na szczycie stromego eskalatora, gdy siedzieli w grudniu 2019 roku w tabelach wzrostu gospodarczego i długu publicznego. To były solidne dane. Dziś przychodzi im wróżyć z fusów, bo nikt nie wie, komu się uda najwcześniej wstać, otrzepać i podjąć wspinaczkę po schodach pod prąd. W 2021 nomen omen gramy z przyszłością w oczko i z wypiekami czekamy, co nam przyniosą kolejne dobierane do ręki karty.

Samotni, nieszczęśliwi, spragnieni relacji. COVID-19 robi z nami straszne rzeczy

Kontakt nie gwarantuje jedności. Jednak brak kontaktu prowadzi do burzenia jedności, która istniała. Często do zaniku więzi.

zobacz więcej
W 2020 walczyliśmy o maseczki i respiratory – a ścieżki dostaw tych deficytowych towarów to była walka wywiadów wyposażonych na lotniskach w broń automatyczną. I jedne kraje porywały drugim samoloty z dostawami, a „deep state” wyłaziło na czołówki prasowe, choć powinno siedzieć głęboko ukryte, co kosztowało polityczny żywot niejednego ministra. Teraz obserwujemy, jak to ujmuje na łamach „The Economist” redaktor Tom Standage, dyplomację szczepionkową. Premierów rządów stających podczas konferencji prasowych na mównicach tej samej wysokości, co lokalni dyrektorzy globalnych koncernów farmaceutycznych. Walce wewnątrz i między państwami o dający nadzieję na „nową normalność” zastrzyk będzie towarzyszyć równie globalne szaleństwo proepidemików. Podobno z kandydatów na mocarstwa tylko Indie nie mają ruchów antyszczepionkowych – to się nazywa atut! Mają też własny preparat i dość swobodny dostęp do szczepionki Oxford/AstraZeneca, w której powstaniu uczestniczyły. Brazylia na przykład nie może tego o sobie powiedzieć (tu na ręku same blotki, ale za to muskuły wyprężone).

Świat ekonomicznie łaciaty do tej pory, ale dużymi plamami – tak jak krowa holenderka, teraz zacznie przypominać raczej wzór znajdowany na dalmatyńczykach. Wysepki lokalnego ożywienia gospodarczego i wysepki lokalnych wybuchów epidemii, wraz z ich lockdownami. Falowanie i spadanie – jak w piosence Maanamu. Nie ma już „rządowych” pieniędzy na podtrzymywanie wzrostu, bo muszą się znaleźć na pomoc bezrobotnym. Przepaść między silnymi i słabymi firmami będzie się powiększać.

Ład światowy – przynajmniej taki, jaki był nam znany i chwiał się, ale trzymał się jak pijany płotu zwanego wzrostem gospodarczym – runął na naszych oczach i teraz rozgrywać na zewnątrz będą jedynie ci, którzy poradzili sobie z epidemią. Oczywiście próby łatania starego porządku widać gołym okiem, tylko że, jak poucza Dobra Księga, nikt nie przyszywa nowej łaty do starego ubrania, bo ona je podrze. Napięcia między mocarstwem schodzącym i wschodzącym będą tylko coraz większe. A biznes będzie obszarem bezpardonowej walki geopolitycznej – jak w XIX wieku.

…i zamknięty w bańkach

Puste trumny i barany. Teorie, którymi koronasceptycy tłumaczą sobie czas pandemii

„Zamykają granice, budują polowe szpitale koncentracyjne, szkolą wojsko, niszczą odporność populacji, gwałcą wszystkie prawa człowieka….”

zobacz więcej
Świat realny się pozamyka, a taki już był otwarty, „ładny, amerykancki” – jak by to ujął Kazimierz Pawlak z „Samych swoich”. Granice są na powrót pilnowane i będą pilnowane coraz mocniej – tym razem bardziej za pomocą szybkich testów molekularnych, niż wojsk ochrony. Turystyka to pieśń przeszłości. Martwa będzie wymiana kulturalna i tzw. wymiana studentów, czyli studenci zagraniczni, z których żyły uniwersytety. Owe skarbnice nauki, których tak bardzo by nam było teraz potrzeba, już zbierają ciosy. A wszystko przez ten internet. Skoro mogę studiować za niekoniecznie bardzo duże pieniądze, przez internet na Oksfordzie, to po co mam za porównywalne pieniądze (koszt utrzymania) studiować stacjonarnie na Uniwersytecie Warszawskim?

Gdy świat realny się pozamykał, wirtualny się pozornie otworzył. I zarabia jak nikt inny na tym kryzysie. Problem w tym, że przy tym zaostrzył cenzurę i przepływ informacji. Umacnianie się kilku konkurujących ze sobą mediów społecznościowych wcisnęło nas w zaczarowane kręgi, do których nie przenikają wieści spoza naszego własnego kręgu. Całkowite zamknięcie użytkowników w bańkach informacyjnych stało się faktem. Niechciane informacje, choćby najprawdziwsze, o ile w ogóle się ukażą, to nas nie znajdą. Może to i lepiej dla nadwyrężonej pandemią psychiki, ale dla podejmowania mądrych decyzji życiowych – znacznie gorzej. Aczkolwiek jak patrzę na „źródła” kowido- i wakcynosceptyczne, „szerowane” na rożnych kanałach „niezależnych telewizji” i „niezależnych mediów”, to poziom ich rakotwórczości dla mózgu sprawia, że może lepiej się z nimi nie stykać? W żadnym mądrym wyborze bowiem nie są w stanie nikomu pomóc.

No i to jest raj dla tzw. hakerów demokracji, w tym organizatorów demokracji bezpośredniej w sieci. „Nie ma dnia bez petycji od rana, nie ma szansy ucieczki na out, trzeba łykać to masło maślane… - przypomina się tekst Andrzeja Mogielnickiego w „Vademecum skauta”. Detoks od internetu jest bowiem iluzoryczny, skoro jedynymi miejscami i kanałami, gdzie się intensywnie „kołczuje” na ten temat, jest sieć.
Plakaty w Glasgow promujące noszenie maseczek, przedstawiające znane obrazy przerobione pod kątem koronawirusa. Wywieszono je w Szkocji po ogłoszeniu surowych ograniczeń, które w związku z pandemią wprowadzono w Wielkiej Brytanii w grudniu i styczniu. Fot. Andrew Milligan / PA Images via Getty Images
Pandemia pokazała również – i ten proces będzie się pogłębiał – że nienawiść, która zazwyczaj w zadżumionej Europie obracała się przeciwko Żydom, a w cholerycznej Azji przeciwko „białym diabłom”, tym razem dość powszechnie buzuje w stronę absolutnie każdej władzy. Może wyrośliśmy z prymitywnego trybalizmu? To byłby jakiś plus tej całej sytuacji.

Inne możliwe plusy – czyli gdzie pandemia może jednak być zbawienna? Cóż, przypomina to nieco sytuację człowieka, który poobijał się na tych schodach ruchomych, jak z nich spadł. W związku z czym po pierwsze przestał się bardzo ruszać i uciekać do przodu, a po drugie poszedł wreszcie do lekarza i okazało się, że ma raka. I trzeba się owym nowotworem zająć. Czy nam się to podoba, czy nie, fakty są takie, że katastrofa klimatyczna jest realnym zagrożeniem. I warto ruszyć głową, aby np. uruchomić niskoemisyjne projekty w energetyce, np. elektrowni jądrowych. Kryzys jest czasem, kiedy należy inwestować, a nie spekulować nadwyżkami. Najlepszym do tego czasem.

Wreszcie, wprawdzie są takie nacje, co – jak pisał Jan Kochanowski – „i przed szkodą, i po szkodzie głupie”, ale niewątpliwie pandemia przywróciła rangę ekspertów w takich ignorowanych często dziedzinach, jak zdrowie publiczne. Jako jedyni mogą dziś bowiem zrzędzić: „A nie mówiłem?”. Jak po każdym kataklizmie, przynajmniej na jakiś czas świadomość zagrożeń wzrośnie i przygotowania do następnego razu, który mógłby nadejść, będą zainicjowane. Czy motywacji starczy rządzącym na długo? Na pewno diagnostyka molekularna przestanie być dziwną nowinką, a stanie się rutyną i wzmocnione zostaną globalnie służby sanitarno-epidemiologiczne.

„Nowa normalność” odmieniana przez wszystkie przypadki już jest i nie spodziewałabym się jakiejś głęboko innej. Nawet jeśli jakimś cudem (działanie szczepionki, którą ludzie przyjmą masowo, opamiętanie wariatów spod znaku „plandemii” i inne zasadniczo cudowne zdarzenia) pandemia się skończy do jesieni 2021. Co jest najbardziej optymistycznym wariantem obliczonym przez uczonych. Nadal obowiązywać będzie dystans społeczny i maski oraz czyste ręce, nadal ogłaszane będą lokalne kwarantanny. To nieuniknione. Jeśli koronawirus nie wróci zimą/wiosną 2022 w nowej odsłonie (czego nikt nie wyklucza, np. dlatego, że SARS-CoV-2 ma rezerwuary u zwierząt hodowlanych), to będziemy mieli to na ten czas za sobą.

Być może w roku 2021 przeżyjemy te wszystkie sprawy i rzeczy, które odwołano w 2020. Olimpiady, mistrzostwa i puchary, sezony operowe i teatralne, premiery filmowe, wernisaże i rauty, beatyfikacje i festiwale. Czy poczujemy się dzięki temu, jakby pandemii w ogóle nie było? Nie sądzę. Czy tak się stanie? Trochę wątpię, biorąc pod uwagę skalę kryzysu i nasze funkcjonowanie w oparciu o tzw. piramidę Maslowa: istnieje w nas sekwencja potrzeb, które zaspokajamy od tych najbardziej elementarnych, fizjologicznych, poprzez zagwarantowanie sobie bezpieczeństwa, poczucia miłości (przynależności) i szacunku, aż po samorealizację. Jeden mały wirus, a strącił bardzo wielu z nas na samo dno tej piramidy. Co tu zatem mówić o przywracaniu imprez, które znajdują się na samym jej szczycie.

– Magdalena Kawalec-Segond

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



Źródła:


https://www.economist.com/the-world-ahead/2020/11/17/what-to-expect-in-year-two-of-the-pandemic
https://www.economist.com/the-world-ahead/2020/11/16/ten-trends-to-watch-in-the-coming-year
Zdjęcie główne: Demonstranci w grudniu 2020 w Meksyku - przebrani za mikołaje i biblijnych mędrców, którzy przybyli do stajenki oddać hołd Jezusowi - protestujący przeciwko rządowi Andresa Manuela Lopeza Obradora z powodu gospodarczych skutków pandemii COVID-19 i wzrostu bezrobocia. Fot. Victor de la Cruz / Eyepix Group / Barcroft Media via Getty Images
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Bitwa na memy i fake newsy
Czy na Twitterze króluje „śmiechtywizm”?
Felietony Najnowsze wydanie
Małe białe postaci na ulicach polskich miast
Dla większego bezpieczeństwa duchowego.
Felietony Najnowsze wydanie
9 laurów dla Tygodnika TVP! Nasi autorzy obsypani nagrodami SDP
Laudacje dla autorów naszego portalu.
Felietony Najnowsze wydanie
Szarzy zjadacze mięsa
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Praca. Komentarz Piotra Młodożeńca w Tygodniku
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.