Historia

Dzieciństwo między warsztatem a synagogą. Jaki był mały Jezus?

Apokryfy dzieciństwo Jezusa ubarwiają, aż nadto. Jezus miał, według nich, wskrzeszać ptaszki, ale i ludzi, uśmiercać kolegów, którzy przez nieuwagę Go potrącili (tak, tak – takie obrazy także znajdują się w apokryfach), a także pomagać sobie cudownymi mocami w rozmaitych sytuacjach swojego życia.

Wielka betonowa bazylika, która tak zachwyciła Pawła VI, kryje w sobie niewielką grotę. To tam miała rozegrać się najważniejsza rozmowa w historii świata. Obok jest niewielki, uroczy kościółek, który ma być wzniesiony w miejscu, w którym warsztat miał mieć św. Józef. A po kamieniach przed bazyliką mógł biegać mały Jezus.

Nazaret dziś to miasto średniej wielkości, w znaczącym stopniu arabskie (określane nawet stolicą arabskiej Galilei), choć nie tylko. Aby tam dojechać, w normalnych, niecovidowych czasach, trzeba swoje odstać w korku. Poza piątkiem i sobotą (dniami wolnymi od pracy dla wyznawców islamu i judaizmu) w zasadzie zawsze są tam korki. Potem idzie się między straganami i hotelami pod górkę. Z boku mijamy wielki arabski targ, niewielkie, ukryte meczety i świątynie chrześcijańskie, a w tle toczy się normalne życie, którego pielgrzymi często nie dostrzegają.

Dla nich są bowiem sklepiki, w których kupują pamiątki albo bijące po oczach setkami kolorów arabskie przyprawy, albo piją kawe i jedzą słodkie do nieprzytomności ciastka. Zapachy także są intensywne. I dźwięki. Ludzie krzyczą, czasem jakby z bardzo bliska słychać nadawany z głośników śpiew muezina, ale przebija się zwłaszcza nachalne: „One dolar, one dolar, jeden dolar, dziesięć złotych. Tu różańce” albo „Piwo, cola, woda, tylko dwa dolara”. Normalne odgłosy takiego miasta.

Brama, przez którą wchodzi się do bazyliki, zmienia nastrój. Z jednej strony figura Niepokalanej, za którą w fontannie płynie woda, z drugiej –ściana z różnymi wizerunkami Matki Bożej, a naprzeciwko potężna Bazylika Zwiastowania z napisem: „To tu Słowo Ciałem się stało”.

Ogrom, nowoczesność, modernizm świątyni nie wszystkim muszą się podobać, ale gdy już wejdziemy do środka, grota Zwiastowania zachwyca każdego. Kamienna kaplica, cisza modlitwy i świadomość, że tu, w tym miejscu wydarzyło się to, co najważniejsze w historii świata.

Małżonkowie: dziewczyna i dojrzały mężczyzna

Jak w tamtym czasie wyglądał Nazaret? Niewiele o tym wiemy. Wykopaliska archeologiczne ukazują nam głównie pochówki z I wieku. Ale na podstawie wciąż prowadzonych badań, także nad stanowiskiem nazywanym „domem Zbawiciela”, możemy powiedzieć, że było to miasteczko, którego mieszkańcy zdecydowanie odrzucali rzymską kulturę i trwali wiernie przy zwyczajach i tradycjach żydowskich. A nie było to wcale takie typowe, bo Galilea była uznawana raczej za miejsce, w którym zachodził proces mieszania się tradycji, i której mieszkańcy nie słynęli z głębokiej pobożności.
Tu żyła – zaślubiona sobie para – Józef i Maryja. Zaślubiny – co wyjaśnia Benedykt XVI w fundamentalnym dziele „Jezus z Nazaretu” – „ugruntowywały już prawny związek obojga partnerów, tak że Maryję można było zwać małżonką Józefa, mimo iż nie dopełniono jeszcze aktu przyjęcia Jej do domu, które inaugurowało wspólnotę małżeńską. Jako zaślubiona kobieta żyła jeszcze w domu rodziców i pozostawała pod patria postestas. Rok później następowało przyjęcie do domu, czyli zawarcie małżeństwa”.

Co wiadomo o tych dwojgu? Z samego Pisma Świętego niewiele. Maryja była dziewczynką, mogła mieć 12, 13, 14 albo 15 lat. W takim wieku wydawano wówczas dziewczęta za mąż. Tradycja sugeruje, że mogła wychowywać się przy świątyni w Jerozolimie, gdzie – co nie było typowe – nauczyła się czytać. To dlatego Archanioł, gdy przybył do izby w Nazarecie, miał ją zastać przy czytaniu proroctw proroka Izajasza.

Czy złożyła już ślub dziewictwa? Wielu świętych tak uważa, uznając, że Jej pytanie skierowane do archanioł Gabriela: „Jak to się stanie, skoro nie znam męża”, odnosi się do tej właśnie decyzji. Nie ma o tym jednak informacji wprost.

O Józefie Pismo Święte mówi tylko tyle, że był „człowiekiem sprawiedliwym”. W tamtym języku znaczy to jednak zdecydowanie więcej niż obecnie. To określenie zawiera w sobie całe bogactwo słowa „święty”; to ktoś, kto żyje zgodnie z tym, czego wymaga Prawo, czego wymaga od człowieka Bóg.

Czternaście pokoleń Izraela i cztery poganki. Rodowód Jezusa Chrystusa

Ks. prof. Waldemar Chrostowski: Jezus, prawdziwy Bóg, jest również prawdziwym człowiekiem, będącym skarbem Izraela (św. Mateusz) i ludzkości (św. Łukasz).

zobacz więcej
Józef z zawodu był cieślą, ale oznaczało to – zdaniem wielu współczesnych biblistów – że zajmował się konstrukcją drewnianych elementów domów mieszkalnych. Jeśli tak było w rzeczywistości, to jego życie było nieustanną wędrówką: od jednego miejsca pracy do drugiego, gdzie powstawały nowe domostwa. A warsztat, na którego miejscu ma się wznosić kościół św. Józefa w Nazarecie, był raczej miejscem przechowywania narzędzi i odpoczynku, niż pracy.

Ile lat miał Józef? Tu tradycja wschodnia i zachodnia rozmijają się. Wielu prawosławnych teologów, odwołując się do pewnej części apokryfów i tradycji wschodniej, sugeruje, że Józef był starcem (biorąc pod uwagę tamtejsze realia, mogło to oznaczać, że miał lat 40 czy 50), któremu powierzono Matkę Pana pod opiekę; wcześniej miał już żonę, a z nią dzieci (to właśnie o tych dzieciach ma mówić Ewangelia, że są „braćmi Jezusa”).

Zachód widzi św. Józefa jako zdecydowanie młodszego (a w czasach najnowszych, przynajmniej od czasów Leona XIII jako po prostu młodego), odważnego człowieka, który – jak wskazuje francuski dominikanin o. Raymond Léopold Bruckbereger w swoich „Dziejach Jezusa Chrystusa” – wraz ze swoją narzeczoną zdecydował się na dozgonną czystość.

Z Ewangelii nie wynika, która z tych wersji jest prawdziwa, ale możemy powiedzieć, że z pewnością Józef musiał być starszy od Maryi (tak po prostu wówczas było), ale na tyle młody, by mieć siły do ucieczki do Egiptu, a po 12 latach na wyruszenie z Maryją i swoim synem na pielgrzymkę do Jerozolimy. Starcem więc raczej nie był. Wiemy też jednak także, że Józef umiera przed rozpoczęciem publicznej działalności Jezusa, co znowu wskazywać może na jego dużo bardziej zaawansowany niż Maryi wiek.

Dziadkowie: Anna i Joachim z Nazaretu

Gdzieś między kamieniami Nazaretu pojawiają się inne postacie, czyli rodzice Maryi, w których domu dojść miało do Zwiastowania. Kamienna kaplica, grota otoczona obecnie potężną bazyliką, to miejsce, gdzie miała się wychowywać Maryja.
Św. Jaochim obejmujący św. Annę. Fragment mozaiki z monastyru Kykkos na Cyprze. Fot. Godong/Universal Images Group via Getty Images
O rodzicach Maryi Pismo Święte milczy, więcej „informacji” (cudzysłów jest istotny, bo niekiedy trudno je traktować poważnie) podają apokryfy.

W apokryficznej Ewangelii pseudo-Mateusza możemy przeczytać zatem, że Joachim był człowiekiem sprawiedliwym, hodował owce i ze wszystkiego, co miał, jedną trzecią oddawał na sieroty, wdowy i ubogich, jedną trzecią na świątynię w Jerozolimie i jej sługi, a z reszty żył sam wraz z rodziną.

Jego jedynym problemem (ten motyw powraca w wielu miejscach, także Pisma Świętego) było to, że ze swoją żoną Anną nie ma dziecka. Z tego powodu wypędzono go nawet kiedyś ze świątyni. Gdy zapłakany wracał do domu, miał ukazać mu się anioł, który zapewnił go, że jego żona już niebawem urodzi dziecko. „Ona zaś będzie świątynią Boga i Duch Święty spocznie na niej, będzie błogosławiona ponad wszystkimi świętymi niewiastami” – miał powiedzieć mu anioł.

Opowieść ta – pochodząca z pierwszej połowy VII wieku – nie jest jednak szczególnie wiarygodna, zwłaszcza że jest w istocie przeniesieniem motywów ewangelicznych na czas wcześniejszy. Niezależnie jednak od tego, co o niej myślimy, jedno możemy powiedzieć z dużą dozą pewności: Jezus wzrastał w miejscu, z którego pochodzili także Jego dziadkowie.

Wśród wyrzutków społecznych i pogan

Porzućmy na moment Nazaret (okoliczności związane z poczęciem i reakcją na nie św. Józefa opisałem w innym tekście dla Tygodnika TVP) i przenieśmy się w inny region Ziemi Świętej, nieopodal Jerozolimy. To tam, w maleńkiej wówczas i nieznaczącej wiosce Betlejem przyszedł na świat Jezus.

Milczący opiekun Jezusa. Najpiękniejszy wzór męskości

Na pierwszy rzut oka Ewangelia niewiele o Józefie opowiada. Tak jednak nie jest, trzeba tylko umieć czytać teksty.

zobacz więcej
Łukasz Ewangelista wyjaśnia, że małżonkowie przybyli tam, by dać się spisać w ramach spisu powszechnego zarządzonego przez Cezara. „Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie” (Łk 2,6-7) – czytamy w Ewangelii.

I choć obraz straszliwych gospodarzy, którzy wyrzucają biedną rodzinę Józefa z gospody, jest bardzo zakorzeniony w naszej polskiej (i nie tylko) tradycji, choć z sentymentem pielęgnujemy takie myślenie, to trzeba je nieco skorygować.

Rodząca kobieta była – w tamtym kontekście kulturowym – nieczysta, każdy, kto miał z nią kontakt (nie wspominając już o jej krwi), stawał się także nieczysty. Widząc więc rodzącą kobietę, żaden gospodarz nie mógł jej przyjąć do swojego domu czy gospody. Tym bardziej że nie mieli osobnych izb: na dole wszyscy razem jedli i rozmawiali, a na górze, na jednej przestrzeni – spali.

Gdzie więc miała rodzić Maryja? I czy także z jej perspektywy rodzenie pośród ludzi miałoby być komfortowe? Stajenka (nazwa kojarzy nam się z jakimś szałasem, ale tak nie było, mieliśmy raczej do czynienia z grotą, w której było ciepło i w miarę intymnie) gwarantowała spokój.

Mateusz, Żyd ma świadomość, jak to wyglądało naprawdę, dlatego w swojej opowieści o narodzinach Pana na tym elemencie w ogóle się nie zatrzymuje, jednak już Łukasz, Grek wyraźnie kładzie na to akcent, jakby nie do końca rozumiał kontekst sytuacji.

Ciepło groty, w której się wówczas Maryja i Józef znaleźli, odczuwa się także dzisiaj, gdy czasem po kilkudziesięciu minutach stania w kolejce w Bazylice Narodzenia Pańskiego, dociera się do Groty Narodzenia i dotyka kamienia, na którym leżeć miał Jezus. Okopcone ściany, ikony, zwisające z sufitu lampiony przesłaniają tamten świat, ale pozwalają uświadomić sobie, że i wtedy – w grudniową noc, gdy nawet w Palestynie jest zimno – musiało być tam ciepło i przytulnie.
Ciepło groty, w której urodził się Chrystus czuje się także dziś. Fot. Maher Attar/Sygma via Getty Images
Polska tradycja lukruje natomiast inną historię – opowieść o pastuszkach czuwających w nocy, by przybyć do Pana na wezwanie anioła. Oczywiście niewiele ma to wszystko wspólnego z rzeczywistością.

Wtedy pasterze to byli ludzie wykluczeni ze społeczeństwa, pozostający na marginesie, często uciekający z różnych powodów od odpowiedzialności za czyny z niezbyt chwalebnej przeszłości. Anioł przychodzi więc nie do ludzi pobożnych, dobrych, zaangażowanych, nie do tych, którzy zachowują Prawo, ale do wyrzutków społecznych i to ich zaprasza do tego, by byli pierwszymi świadkami Objawienia Bożego.
Ich droga do Pana też wcale nie jest prosta. Podróż między Betlejem a Bajt Sahur, w którym pasterze – według starej tradycji chrześcijańskiej mieli pilnować stad – autokarem zajmuje kwadrans. Taksówką za dziesięć dolarów można tam dojechać trochę szybciej. Gdy jednak ten dystans trzeba pokonać pieszo, i to nie po jasno oświetlonych drogach aglomeracji Betlejem, ale przedzierając się przez góry i chaszcze, musi to zająć więcej czasu.

A jednak anielskie pieśni musiały wstrząsnąć tymi niereligijnymi ludźmi tak bardzo, że porzucićli stada i ruszyli w trudną i męczącą drogę.

Innymi świadkami pierwszego Objawienia się Boga w Jezusie Chrystusie byli poganie. Trzej (w sumie nigdzie w Piśmie Świętym nie ma wskazania, że było ich rzeczywiście trzech) Królowie z naszych szopek byli w istocie kapłanami, magami, a może astrologami, a to oznacza, że z judaizmem nie mieli nic wspólnego. Byli poganami, przedstawicielami – dziś tak byśmy powiedzieli – innych religii, a także nauki. „Mamy prawo powiedzieć, że przedstawiają oni zmierzanie różnych religii do Chrystusa oraz samoprzekraczanie nauki ze względu na Niego” – wskazywał Benedykt XVI.


Zostawiając ten temat do osobnego rozpatrzenia, warto tylko zauważyć, że jako pierwszym Bóg objawił się wyrzutkom społecznym i poganom, a nie najbardziej pobożnym z Izraela. Dlaczego? Być może dlatego, że owo objawienie jest czymś innym niż oczekiwane przyjście Mesjasza i Zbawiciela.

Żydzi w tamtym czasie oczekiwali przyjścia wyzwoliciela, mocarza, który pobije Rzymian i ustanowi potężne królestwo Izraela. A oto miał się im objawić Bóg jako płaczące niemowlę, jako ktoś, kogo trzeba przewijać, przytulać; jako ktoś całkowicie bezsilny.

„Jeżeli Bóg jest z nami jako dziecko, z pewnością jest z nami jako Ten, który domaga się naszej czułości i współczucia, ale czyni to przez swoją natarczywą obecność, bez wstydu i zahamowań, płacząc i ściskając nas za rękę. Jest Bogiem, który – według niezapomnianych słów św. Augustyna – gwałtowanie, głośno płacząc, przedziera się przez naszą głuchotę. Ten płacz jest niepokojący, ponieważ nie rozumiemy, czego dziecko od nas chce. Coś je boli? Jest głodne? Pragnie towarzystwa? Dziecko może oznajmiać swoje potrzeby jedynie płaczem, my zaś musimy uzbroić się w cierpliwość i czekać, aż uda się nam dojść przyczyny” – opisuje spotkanie z Dzieciątkiem Jezus anglikański teolog, obecnie już emerytowany arcybiskup Cantenbury Rowan Williams.
Świadkami pierwszego Objawienia się Boga w Jezusie Chrystusie byli poganie: magowie, mędrcy czy astrolodzy. Obraz pędzla Andrei Mantegna (1431–1506) „Pokłon trzech króli”. Fot. VCG Wilson/Corbis via Getty Images
I właśnie takiego Boga Wcielonego zobaczyli i pasterze, i Mędrcy. Nie umiał mówić ani zrobić wokół siebie niczego. Gdyby było inaczej, nie byłby prawdziwie człowiekiem, nie rozwijałby się, nie uczył. Jego cielesność i człowieczeństwo byłoby pozorne.

Żydowski chłopiec

Maleńki Jezus był jednak nie tylko w pełni człowiekiem, ale także w pełni Żydem. I dlatego podlegał wszystkim przepisom prawa.

Ósmego dnia został obrzezany i nadawo mu imię Jezus (Łk 2, 21). Jak mogła wyglądać ta uroczystość? Z ówczesnej tradycji żydowskiej wiemy, że odbywała się w domu lub synagodze (w tym przypadku prawdopodobnie w żłóbku) i, według rabinów, uczestniczył w niej sam Eliasz.

Chłopca wnoszono na rękach, a zebrani (nie wiemy, kto to mógł być, ale może pasterze) wypowiadali błogosławieństwo: „Błogosławiony Jezus, który przychodzi, błogosławiony Eliasz Jego obrońca”. Po modlitwie życzono dziecku dobrego życia. Ten moment był kluczowy dla dziecka, bowiem wprowadzał je do wspólnoty Izraela, czynił synem przymierza.

To żydowskie wychowanie potwierdza i umacnia kolejny akt. Jezus jest pierworodnym synem Maryi, a to oznacza, że po upływie dni jej oczyszczenia (zgodnie z prawem żydowskim) on sam musi być ofiarowany w świątyni, a w ofierze za niego złożona być miała para gołąbków (co uświadamia nam, że Józef i Maryja nie byli ludźmi zamożnymi). Od pierwszych dni życia Jezus był więc kształtowany na religijnego Żyda.

Życie płodowe Pana Jezusa

Kościół potępił twierdzenia Orygenesa, jakoby dusza Chrystusa istniała przed jego poczęciem czy ciało było najpierw ukształtowane, a dopiero później połączone z duszą.

zobacz więcej
Po tych dniach rodzina chciała zapewne wrócić do Nazaretu, ale… Herod dowiedział się, że w Betlejem pojawił się król żydowski. Anioł doradza więc Józefowi ucieczkę do Egiptu. „Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę, i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić” – nakazał Anioł. „On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał aż do śmierci Heroda” (Mt 2,13-15) – opisuje św. Mateusz.

Ten suchy język uzupełniany jest przez Tradycję. Matka Boża miała spędzić ostatnią noc przed ucieczką w grocie, która stała się Grotą Mleczną, gdy na ścianę upadła kropla mleka, jakim Maryja karmiła Jezusa. Grota ta, z rzeczywiście białymi ścianami, poszerzona i przekształcona w kaplicę, znajduje się nieopodal Bazyliki Narodzenia, i od wieków przyciąga zarówno chrześcijan, jak i muzułmanów, którzy modlą się w niej o upragnione dziecko.

Droga do Egiptu musiała być uciążliwa, szczególnie z maleńkim dzieckiem, ale o tym Ewangelia św. Mateusza milczy. Apokryfy za to pełne są opisów dzikich zwierząt, a nawet smoków, które klękają przed Jezusem i oddają mu hołd. Gdy Maryja jest głodna, a owoce palmy, pod którą spoczywa, wiszą za wysoko, Jezus leżący na brzuchu Matki miał do nich wołać: „Pochyl się drzewo i posil swoimi owocami moją matkę”. I tak się stało. Gdy było za gorąco, Jezus miał sprawić, że drogę, którą normalnie pokonywało się w trzydzieści dni, Święta Rodzina pokonała w jeden, a wreszcie w samym już Egipcie hołd oddać Mu miał zarządca pogańskiej świątyni.

Oczywiście to tylko piękne, ale niewiele mające wspólnego z prawdą, opowieści.

W Egipcie pełno było wspólnot żydowskich, w każdej posługiwano się językiem aramejskim, i wszędzie taki rzemieślnik jak św. Józef mógł znaleźć pracę i dom. Życie Świętej Rodziny prawdopodobnie niewiele różniło się od tego, jakie zostawili w Palestynie. Synagoga pewnie była w pobliżu, Józef pracował, a Maryja zajmowała się dzieckiem.

W Egipcie nie spędzili zresztą dużo czasu. Daniel Rops szacuje, że do ojczyzny wrócili między ósmym a osiemnastym miesiącem życia Jezusa.
Warsztat św. Józefa na fragmencie tryptyku „Zwiastowanie” pędzla holenderskiego malarza Roberta Campina i jego uczniów (1425-1428). Fot. VCG Wilson/Corbis via Getty Images
Po powrocie do Nazaretu Święta Rodzina prowadziła zwyczajne, żydowskie życie. Jezus od św. Józefa uczył się modlitw i czytania, pomagał mu w warsztacie i prawdopodobnie wędrował z nim pomagając przy budowach, Maryja pracowała w domu.

Jaki był to dom? Liczył zapewne jedną izbę, „w powietrzu – jak obrazowo opisuje to Daniel-Rops – unosi się słodkawy zapach oliwy; dym wydobywa się często jedynie przez drzwi; wieczorem gliniana lampa umieszczona na żelaznym świeczniku lub na kamieniu wyrastającym z muru rzucała mdłe światło”. Dom był prawdopodobnie częściowo wydrążony w wapiennym podglebiu.

Nieopodal była synagoga, gdzie ojciec z synem, gdy ten wyszedł już spod opieki matki, modlili się i czytali Pismo. Jezus, jak każdy żydowski chłopiec, uroczyście obchodził dzień, w którym po raz pierwszy czytał Torę w synagodze, i gdy został przekazany pod opiekę ojcu.

Gdy siedząc na schodach między bazyliką w Nazarecie a kościółkiem św. Józefa, przymkniemy oczy, możemy wyobrazić sobie biegającego tam żydowskiego wyrostka w raczej ubogich szatach, który bawi się z kolegami i ciężko pracuje – w tamtych czasach dzieciństwo kończyło się o wiele wcześniej niż dziś.
Apokryfy ten obraz ubarwiają, aż nadto. Jezus miał, według nich, wskrzeszać ptaszki, ale i ludzi, uśmiercać kolegów, którzy przez nieuwagę Go potrącili (tak, tak – takie obrazy także znajdują się w apokryfach), a także pomagać sobie cudownymi mocami w rozmaitych sytuacjach swojego życia.

Nie muszę chyba dodwać, że obrazy te są sprzeczne z opisami ewangelistów.

Św. Jan wskazuje na przykład zupełnie jasno, że pierwszym cudem, jaki Jezus uczynił, był ten w Kanie Galilejskiej. Scena kuszenia Jezusa na pustyni pokazuje zaś, że Jezus zdecydowanie odrzuca choćby sugestię, że może uczynić cud, by cokolwiek sobie ułatwić, pomóc czy zrobić na kimś wrażenie. Cuda w Ewangeliach mają tylko jeden cel: są potwierdzeniem mesjańskiego posłannictwa Jezusa i Jego prawdziwej natury.

Jezus rósł, rozwijał się, ale nic nie wskazuje na to, by czynił wówczas jakiekolwiek cuda. Co zresztą pięknie opisuje św. Łukasz, krótko podsumowując tamten czas życia Pana: „Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim” (Łk 2.40) – napisał ewangelista.

Bóg i pełny człowiek

Ostatnim momentem Ewangelii, w którym spotkać możemy Jezusa dziecko, jest opowieść o zagubieniu Go podczas pielgrzymki Jego rodziców do Jerozolimy.

Jak każda pobożna rodzina Józef z Maryją co roku – nie ulega wątpliwości, że wraz z synem – udawali się do Jerozolimy, by tam świętować Paschę. Gdy Jezus miał dwanaście lat – czyli był na etapie przejścia spod opieki matki pod opiekę ojca – także udali się do Świętego Miasta.
"Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni". Ilustracja z Ewangelii św. Łukasza według rysunku francuskiego malarza Jamesa Tissot ( 1836- 1902). Fot. Culture Club/Getty Images
„Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: «Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie». Lecz On im odpowiedział: «Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?» Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział” (Łk 2,43-50) – opisuje tamte wydarzenia św. Łukasz.

Z wielu powodów ten opis jest kluczowy. Po pierwsze, po raz kolejny uświadamia on głęboko żydowski charakter życia Świętej Rodziny. Po drugie pokazuje, jak kształtowała się świadomość samego Jezusa i Jego bliskich. Po trzecie wreszcie, pokazuje zwyczajność życia Jezusa, Maryi i Józefa.
Zacznijmy od tego trzeciego elementu. Wielu rodziców, szczególnie współczesnych, może nie zrozumieć, jak można było zgubić dziecko. Odpowiedź tkwi tymczasem w specyfice tamtego wędrowania, gdy mężczyźni i kobiety wędrowali osobno. Dwunastoletni Jezus był w wieku, który pozwalał mu przebywać zarówno z ojcem, jak i z matką. Wydaje się więc prawdopodobne, że ojciec uważał, iż dziecko idzie z matką, a matka, że z ojcem. Noclegi wprawdzie były wspólne, ale Jezus mógł także wędrować z rówieśnikami. I dopiero po jakimś czasie rodzice rzeczywiście się zaniepokoili.

Ich niepokój pokazuje zaś, że Jezus – choć mieli oni świadomość Jego wybrania – był w ich oczach dzieckiem, a nie cudotwórcą, który jednym dotknięciem (jak chcą apokryfy) może zniszczyć czy zabić drugiego, zagrażającego mu człowieka. Po drugie zarówno opis rozmów z nauczycielami (co wskazuje, że był już po Bar Micwie), jak i odpowiedzi udzielonej Maryi pokazują, że Jezus miał już także ludzką świadomość tego, kim jest.

Trudno jednak nie zadać pytania, jak przed ludzką świadomością Jezusa ujawniała się Boska natura Jego samego? Wydaje się, że pewną odpowiedzią są rozważania Jacques’a Maritaina, który dowodzi, iż świadomość własnej Boskiej Natury ujawniała się Jezusowi stopniowo, jakby prześwietlając półprzezroczystą zasłonę wewnątrz bosko-ludzkiej natury Chrystusa. Jezus jako człowiek uczył się mówić, myśleć, czytać Torę, jako Bóg był zaś Stwórcą i Panem tego wszystkiego. Gdyby jednak nie rozwijał się on, nie uczył, nie zmieniał, wówczas nie można by o nim powiedzieć, że był w pełni człowiekiem. Bez znajomości języka, bez posługiwania się rozumem (czego Jezus jako człowiek musiał się uczyć) nie ma możliwości ujawnienia się Bóstwa w umyśle Jezusa Chrystusa.

Kolejne lata, wiek nastoletni to już czas – wedle tamtych kryteriów – dorastania. Wtedy Jezus już na pewno towarzyszył Józefowi w pracy, studiował Torę, a w końcu obserwował śmierć swojego przybranego ojca. Ale to temat na inny tekst.

– Tomasz P. Terlikowski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Ukryte życie Jezusa
Zdjęcie główne: Fragment dzieła dłuta Luki della Robbia (1400 – 1482), „Madonna z Dzieciątkiem”, prawdopodobnie z 1475 roku. Fot. Sepia Times/Universal Images Group via Getty Images
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Od „Pomożecie?” po „Chcesz cukierka, idź do Gierka”
Zamożność władzy budziła złą krew, ale w stanie wojennym pojawiły się napisy na murach: „Wracaj Edek do koryta, lepszy złodziej, niż bandyta”.
Historia Najnowsze wydanie
Jak wykończyć opozycję i wygrać wybory
Gomułka rzucił hasło: „dobić faszystów z PSL”. Jego słowa potraktowano dosłownie.
Historia Najnowsze wydanie
W lagrze Krystyna nr 32.293
„Nie lubię opowiadać o swoich przeżyciach, ale nie chcę milczeć” – zapisała w zeszycie w szeroką linię.
Historia Poprzednie wydanie
Tolek Banan w sidłach SB
Zmarł nagle, w dziwnych okolicznościach. Miał 25 lat, zagrał w kultowym serialu i mógł prowadzić życie wirażki. A był patriotą, opozycjonistą, skromnym i wrażliwym chłopakiem.
Historia wydanie 1.01.2021 – 8.01.2021
Socjalistyczny król, meduza i żabie oczko. Tak bawiono się w PRL
Na stolikach gościła galaretka z nóżek wieprzowych. Krążył żart, że podają tylko nóżki, bo całą resztę świni wyeksportowano do ZSRR.