Cywilizacja

Najbardziej męska ozdoba. Bywa numerowana i wskazuje członków elitarnego ugrupowania

W 1827 roku w Paryżu ukazał się anonimowo opublikowany podręcznik „Sztuka wiązania krawata w szesnastu lekcjach”. Zawarte tam wskazówki pomagały opanować 32 sposoby motania pod brodą rozmaitych węzłów. Kto był autorem? Plotkowano, że sam Honoré Balzac, w owym czasie bankrut, usiłował podreperować swój budżet…

Tegoroczne Boże Narodzenie na pewno nie będzie tym najbardziej wystawnym, tłumnym, na bogato rodzinnym. Nie będzie też poprzedzone mnóstwem półtowarzyskich, a bardziej biznesowych spotkań zwanych śledziem, choinką czy opłatkiem.

To oznacza, że panowie i panie nie będą na ubraniowym musiku. Raczej mało kto zatroszczy się o tradycyjną bożonarodzeniową elegancję: dla dam i dzieci stroje czerwono-zielono-białe z charakterystycznymi motywami, dla mężczyzn i młodzieńców garnitury z białymi koszulami plus obowiązkowo krawat bądź mucha. Mam jednak nadzieje, że pomimo pandemii święta skłonią nas do większego ubraniowego zdyscyplinowania, niż to było przez ostatnie miesiące.

I z pewnością niejeden pan znajdzie pod choinką… tak, tak, ten wąski jedwabny przedmiot! Przecież tatuś na pewno się ucieszy! A dziadkowi nic nie sprawi takiej frajdy, jak jeszcze jeden obiekt do kolekcji!

Jeszcze kilka lat temu statystyki podawały, że 80 procent krawatów kupują panie. Oczywiście w prezencie dla swych wybranków. Może to świadczyć o braku wyobraźni, ale może też ukrywać się w tym darze pewna intencja: że dama chce wziąć swojego mężczyznę na smyczkę; że chce go przytrzymać, okiełznać, do siebie przywiązać.

Etykieta zwisu

Angielski rzeczownik „tie” pochodzi od czasownika „to tie” – wiązać, zawiązywać, upinać.
Prawdziwy samiec alfa pogardza kawałkiem jedwabiu okręconym wokół szyi. Obnasza nagą klatę, jak choćby Iggy Pop (na zdjęciu w 1969 roku) czy Mick Jagger. Fot. Leee Black Childers/Redferns
Jak by nie było, chodzi o skrępowanie… Dlatego prawdziwy samiec alfa pogardza kawałkiem jedwabiu okręconym wokół szyi. Obnasza nagą klatę, manifestując w ten sposób nieustanną seksualną gotowość. Zjawisko występuje ze szczególną intensywnością wśród gwiazd estrady. Choćby Iggy Pop – od kilku dekad pojawia się na scenie lub na zdjęciach tylko w dżinsach. Mick Jagger, jeśli nie zrzuca koszuli w trakcie występu, to przynajmniej rozpina ją do pasa. A pamiętacie podkoszulkowy image „buntowników bez powodu” z końca lat 50. XX wieku? A hippisów? Według nich krawat był symbolem pogardzanego establishmentu. Z kolei dyskotekowi uwodziciele z lat 70. – jak John Travolta – przywdziewali opinające sylwetkę golfy lub rozpięte pod szyją koszule. Natomiast raperzy, zwłaszcza ciemnoskórzy, rozmiłowani są w złocie – na szyi i na koncie.

Są jednak sytuacje, kiedy najpiękniejszy nawet łańcuch nie zastąpi… zwisu. Znaczy, zwisu męskiego ozdobnego, jak w PRL-u przechrzczono krawat. Nawet najbardziej zatwardziały rockman przywdzieje stosowny strój, gdy przyjdzie mu odbierać z rąk królowej tytuł „sir”.

No właśnie – nieśmiertelny dress code, kontynuacja tradycji brytyjskiej, obowiązuje także w naszym kraju. Nie tylko w wyższych sferach, również w kręgach biznesowych. Wzmianka na zaproszeniu, że wymagany jest black tie oznacza, że panowie mają założyć smoking, a panie – długie suknie. Na szczęście, dzisiejszy designerski look dopuszcza mnóstwo wariacji na temat „black tie”.

Jeśli jednak na druczku widnieje inskrypcja „white tie” – nie ma żartów. Chodzi o frak, do którego założenie krawata – to wtopa. Tym razem musi być biała mucha (bow tie – co można przetłumaczyć jako związany węzeł) uszyta z takiej samej białej piki, z jakiej winna być kamizelka. Zawiązana na koszuli o wysokim kołnierzyku z odchylonymi rożkami.

Noszą go studentki i milionerki. Najbardziej demokratyczny strój świata

Niezbyt drogie dzianiny fantastycznie pasowały nowoczesnym, wyzwolonym dziewczynom.

zobacz więcej
A co by się stało, gdyby ktoś uparł się założyć „jaskółczy ogon” (frak) tam, gdzie wystarczy black tie? Cóż, zostałby uznany za… kelnera. To kolejny pomysł angielskiej arystokracji – ubierać służbę bardziej elegancko od ludzi „z towarzystwa”. A gdy gości obowiązują fraki? Wtedy służba ubiera „tylko” smokingi.

Biała frakowa mucha nie ma prawa siadać przy smokingach, garniturach nieformalnych ani marynarkach sportowych. W pierwszym przypadku – owad jest jedwabny i czarny; w dwóch pozostałych – kolorystyczne i fakturowe rozwiązania zależą od smaku nosiciela.

Mowa krawatowa

Zwisy mają swoją arystokrację: to stuprocentowo jedwabny „seven-fold”. Na taki krawat potrzeba – bagatela! – tyle tkaniny, co na damską bluzkę. Kwadratowy kupon luksusowego, ręcznie tkanego jedwabiu składa się – zgodnie z nazwą – siedmiokrotnie; ręcznie się przeszywa i wykończa. Wymaga to niebywałego kunsztu i oczywiście odpowiednio kosztuje. Takie cuda są numerowane i z każdego wzoru wykonuje się najwyżej kilkadziesiąt sztuk. Jeśli spotka się dwóch dżentelmenów w identycznych „sevenach” (choć szansa na to niewielka), to inaczej niż dwie damy w takich samych kreacjach: nie poczują do siebie ansy. Przeciwnie! Uważają się za członków elitarnego ugrupowania.

A propos – tradycja angielska nakazuje noszenie odpowiednio paskowanych krawatów uczniom elitarnych szkół, klubów sportowych, towarzystw. Krawatowy kod przestrzegany jest z całą surowością. Nieupoważnionym klubowy tie surowo zabroniony!

To rozwiązanie zapożyczone z pola bitwy. Dawniej wojska brytyjskie (i nie tylko brytyjskie) przywdziewały mundury w różnych barwach, przypisanych każdemu regimentowi. Ten kolorystyczny kod ułatwiał wrogowi oszacowanie sił przeciwnika, więc kolorystykę mundurów ujednolicono – zamiast tego wprowadzono tzw. krawaty pułkowe, które wkrótce zaczęli naśladować cywile.
Obecnie ktoś pretendujący do wielkiego świata powinien orientować się w setkach krawatowych szyfrów. Dla dyplomaty – konieczna nauka. Jeśli tego nie opanuje, może skompromitować się jak Herbert Blankenhom, ambasador niemiecki w Londynie. Ledwo mianowany, przyleciał do Anglii pod krawatem w barwach… Eton College, czego nie był świadom. A na płycie Heathrow czekała nań brytyjska delegacja pod wodzą prawdziwego etończyka. Sytuację w ostatniej chwili uratował pewien przytomny pracownik ambasady, zakrywając nowemu pryncypałowi niefortunny „zwis” szalikiem. Bo ubierając barwy Eton, a nie będąc do tego uprawnionym, ambasador byłby spalony.

Drzewo rodowe zwisu

Krawat miał dwa źródła – ludowe i militarne. Najpierw był kwadratowym lub trójkątnym pałatkiem; potem przeobraził się w halsztuk, następnie – w długi, mierzący około dwóch metrów prostokąt z delikatnych tkanin, który z czasem wyszczuplał i uległ skroceniu.

Chusty zamotane na szyjach nosili rzymscy legioniści, chłopi, rewolucjoniści, apasze, kowboje… Taka chusta nie służyła elegancji, lecz miała praktyczne znaczenie: chroniła przed zimnem, służyła do ocierania potu w upalny czas, w razie potrzeby zastępowała ręcznik, temblak, nakrycie głowy. W wersji salonowej chusta przeobraziła się w halsztuk (o czym będzie za chwilę). Podczas Wielkiej Rewolucji Francuskiej obywatele przewracający do góry nogami dawny porządek manifestowali swą gniewną postawę chustą zawiązaną wysoko, aż na podbródku.

Świat w stylu vintage. Czyli rewia mody z second handu

Mamy kryzys estetyki. Skarpetki do sandałów okropne, gdy włoży je sąsiad, ale gdy pokaże je na wybiegu Prada, czemu nie?

zobacz więcej
Ta buntowniczo-rewolucyjna wymowa chust przetrwała w różnych kulturach do dziś. Pałatki „znaczące” z charakterystycznym deseniem noszą nie tylko prowodyrzy, także sympatycy rozmaitych poglądów. Wystarczy przypomnieć arabskie kefije, motane na głowie i szyi przez Laurence’a z Arabii, bandany noszone przez Che Guevarę, a teraz – przez ortodoksyjnych żydów; arafatki narzucane przez arabskich bojowników, ale też przez przedstawicieli różnych subkultur.

Wróćmy jednak do wysmuklonego krewniaka chusty – czyli krawata. On sam i jego nazwa pochodzą z Chorwacji. Pojawiła się w XVII-wiecznej Francji wraz z najemnym chorwackim wojskiem, wspierającym Ludwika XIII i kardynała Richelieu. Oficerowie tych regimentów nosili pod szyją charakterystyczne tekstylne ozdoby, utkane z cienkiego lnu i jedwabiu w jaskrawych kolorach. W Paryżu spodobał się ten chorwacki „szalik” (zwany też chorwackim karkiem). Francuzi przyswoili sobie nie tylko pomysł, modę, także słowo – bowiem „cravate” to nic innego, jak zniekształcony wyraz „Croate”.

Na pamiątkę tego modowego przeszczepu w Chorwacji do dziś fetowany jest Dzień Krawata (18 października).

Pod koniec XVII stulecia narodziła się nowa moda: długi koronkowy lub batystowy prostokąt, niedbale zamotany i skręcony w linę, z końcami przeciągniętymi przez dziurkę od guzika przy kaftanie. Ten wariant nosił nazwę krawata à la Steinkerque – na pamiątkę bitwy, którą armia Ludwika XIV stoczyła tam z Ligą Augsburską (w 1692 roku). Zaskoczeni Francuzi nie mieli czasu zawiązać elegancko krawatów; w pospiechu potraktowali je w opisany powyżej sposób. I zwyciężyli.


Tu ciekawostka – rzecz wylansowała… kobieta. Panna Le Rochois, artystka Opery Paryskiej, wystąpiła w roli Tetydy, nosząc – do sukni – niedbale zawiązany krawat. I to ją zaczęli naśladować panowie.

Na koniec słowo o muszce. Przyleciała pod męskie podbródki około 1720 roku, kiedy nastała moda przytrzymywania białego halsztuka czarną kokardą.

Piękny, lecz niewypłacalny

Na pomysł „białego krawata” i wielu innych rozwiązań kultywowanych do dziś w męskim przyodziewku wpadł niejaki George „Beau” (czyli Piękny) Brummel. Luksusowy dandys, który przehulał majątek na ciuchy. Nie był arystokratą, lecz uczył się w słynnej Eton College (założonym w 1440 roku) – szkoły, która otwiera drzwi do niejednego salonu. Brummela wprowadził do wyższych sfer książę Walii, późniejszy król Jerzy IV. Przez dwie dekady „Piękny” dyktował modę w Londynie i Paryżu. Cechowały go „pełen pasji umiar i dystynkcja w ubiorze”.
Jego dbałość o wygląd i styl zaczynały się od… higieny osobistej: codziennie mył się i czyścił zęby (nowość w tamtej epoce). Zrezygnował z peruki, obciął włosy a la starożytni Rzymianie.

Dobieranie elementów kreacji, fryzury i stylizacja zabierały mu około pięciu godzin dziennie. To on wprowadził do męskiej mody ciemne, dopasowane stroje; spodnie na długość nóg; do tego frak i kontrastująca w kolorze kamizelka – zestaw, który z czasem przeobraził się w garnitur. To Beau twierdził, że polerowanie butów szampanem nadaje skórze najpiękniejszy połysk. Wreszcie, to on pojawił się kiedyś na wyścigach konnych ubrany w boty z białymi wyłogami i biały krawat. Wkrótce stało się to jego znakiem markowym: śnieżnobiały, wykrochmalony pasek batystu, wiązany pod szyją na rozmaite sposoby.

I w momencie, gdy historia tej najważniejszej męskiej ozdoby zaczyna się rozkręcać, jej pomysłodawca zaczyna tracić grunt pod nogami. W 1816 roku 38-letni Brummel musi opuścić Wyspy w obawie przed wierzycielami; 24 lata później umiera we Francji w szpitalu dla psychicznie chorych bez grosza przy duszy. Demencja, syfilis i bieda – czy może być gorszy koniec dla arbitra elegancji?

Balzac o wiązaniu

Niechlubne zejście Brummela nie zaszkodziło karierze krawata. Jego wiązanie stało się sztuką dla wtajemniczonych. Dekadę po rejteradzie rozrzutnego Anglika do Francji (w 1827 roku), w Paryżu ukazał się anonimowo opublikowany podręcznik „Sztuka wiązania krawata w szesnastu lekcjach”. Zawarte tam wskazówki pomagały opanować 32 sposoby motania pod brodą rozmaitych węzłów. Kto był autorem? Plotkowano, że sam Honoré Balzac, w owym czasie bankrut, usiłował podreperować swój budżet…

Biusty znowu wyrywają się na wolność

Im biustonosze stawały się doskonalsze konstrukcyjnie i materiałowo, tym więcej zarzutów im przedstawiano.

zobacz więcej
Od pokoleń umiejętność wykonania krawatowego supła stała się swoistym egzaminem dojrzałości. Nic dziwnego, że trzeba się tego uczyć: najpopularniejszych metod jest kilkanaście. Do tego dochodzą problemy – jaki kształt, długość, szerokość; jaki deseń; z czym łączyć. Podobnie skomplikowaną sztuką jest wiązanie muszki, której różne formy (motyl, diament, nietoperz) podpowiadają rodzaj węzła.

A materiał? Chyba nie ma takiego surowca, z którego by nie wykonano krawata/muchy. Fowista Maurice de Vlaminck nosił praktyczną drewnianą krawatkę – mógł co dzień przemalowywać ją na kolor pasujący do stroju lub humoru.

Na żeńską stronę

Przez kilka stuleci podszyjne wiązadło stanowiło atrybut prawdziwej męskości. Pod koniec XIX wieku do krawatu dorwały się sufrażystki. Założyły go do „praktycznej” koszulowej bluzki pozbawionego wdzięku żakietu, noszonego z paskudną aseksualną spódnicą. Jeśli do tego dodać druciane, okrągłe okularki, to całość nie wypadała powabnie… Tak więc pierwsze próby adaptacji „zwisu” do damskiej szafy trudno uznać za udane.

Do czasu. Bo kiedy Marlena Dietrich, Greta Garbo, Katharine Hepburn ubrały krawat czy muchę, świat męski jęknął z zachwytu.

W 1966 roku Yves Saint Laurent pokazał na wybiegu modelki w damskich smokingach. Dopełniały je fontazie, krawaty, muchy. Rewolucja!

Od tej pory płeć piękna zaczęła igrać z naszyjnymi wiązadłami. Niektóre uczyniły z tego swój znak rozpoznawczy – jak Diane Keaton w filmach Woody’ego Allena.

Ekstremalna wersja „zwisu”, to krawat zamiast. Zamiast bielizny, biżuterii, koszuli. Jako jedyny element noszony pod damskim żakietem. No, ale na to trzeba mieć cielesne warunki. Oraz odwagę.

– Monika Małkowska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: W Paryżu spodobał się ten chorwacki „szalik”. Francuzi przyswoili sobie nie tylko pomysł, także słowo – bowiem „cravate” to nic innego, jak zniekształcony wyraz „Croate”. Fot. Travis Long/Raleigh News & Observer/Tribune News Service via Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Jak Francja wykradła dzieci Reunionu. „Mają nie być zbyt czarne”
Niektóre matki traciły córki i synów jedynie dlatego, że paliły papierosy.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Ryzykujemy życie, by stać się nadludźmi
Nie da się wykluczyć, że umysł lodowego szamana Wima Hofa nakazuje mózgowi ignorować zimno.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Uzależnienie od hazardu to śmiertelna choroba
Hazardziście trudniej jest pozostać w abstynencji niż np. alkoholikowi.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Cios w ulubieńca liberalnych elit. Pierwszy dzień prezydenta
Czy Republikanie będą w stanie zapobiec radykalnemu zwrotowi na lewo?
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Straszna szczepionka RNA, której boimy się bardziej niż COVID-19
Jeśli sobie nie poradzi, to będziemy mogli powiedzieć: witajcie w XVII wieku!