Historia

Chłopi mieli choinkę wiszącą nad stołem. Stojącą importowaliśmy od Niemców

Światła na choince symbolizują narodziny Pana Jezusa, chronią dom i odganiają złe moce. Ale ta ochrona to pewnie z czasów podłaźniczki, kiedy to magia, z ducha pogańska, chrystianizowała się przez wieki. Przed lampkami ledowymi świeciły żarowki, a przed nimi świeczki. Jak kto pamięta z dzieciństwa, to był nastrój niezastąpiony. A komu w Wigilię spłonęły firanki w oknie, ten nie zapomni tego do końca życia.

Dni pomiędzy 6 a 24 grudnia to czas pomiędzy dwoma wizytami w domach tego, kto – bardziej w dziecięcej wyobraźni – jest korpulentnym, starszym panem ubranym na czerwono. Oczywiście w sklepach i w reklamach nie ma żadnej przerwy, on cały czas tam jest. Nazywamy go świętym mikołajem. Ale jaki z niego święty? Na tyle nieświęty, że reguły pisowni pozwalają pisać go małą literą. Rzeczywiście, z rozmodlonymi postaciami, często ze wzrokiem zwróconym ku niebiosom i rękami złożonymi do modlitwy – jak najczęściej przedstawia wielu świętych ikonografia – ten krasnolicy wyrośnięty krasnal nie ma nic wspólnego.

Taki ktoś przynoszący prezenty został wymyślony w XIX wieku, a nazwano go świętym mikołajem, bo rzeczywisty święty o takim imieniu był biskupem w IV wieku i zasłynął dobroczynnością. Mira, gdzie Mikołaj był biskupem, leży w Azji Mniejszej, na terenie dzisiejszej Turcji, a sam święty z racji geograficznego położenia jego diecezji – wschodnie cesarstwo rzymskie – cieszy się kultem w Kościele prawosławnym. Choć za jego czasów żadnego prawosławia ani katolicyzmu nie było. Był jeden Kościół podzielony nie doktrynalnie, a administracyjnie, jak cesarstwo rzymskie, na Wschodni i Zachodni.
Od lewej rosyjska ikona św. Mikołaja – centralny portret otoczony jest 18 scenami z jego życia. Obok „Święty Mikołaj z Lipna”, ikona z 1294 r. wykonana przez Aleksa Pietrowa – w zbiorach Państwowego Skansenu Historii i Architektury Kremla Nowogrodzkiego. Fot. Ann Ronan Pictures/Print Collector oraz Fine Art Images/Heritage Images – Getty Images
Kiedy w średniowieczu Azję Mniejszą zajęli muzułmanie, wierni przetransportowali relikwie świętego Mikołaja do Bari we Włoszech, gdzie są do dziś i jego sława dobroczyńcy, który nocami wrzucał woreczki z pieniędzmi biednym pannom potrzebującym posagu, rozpowszechniła się w Kościele Zachodnim, już katolickim. Ale żadnych reniferów, pierników, prezentów i rózeg dla dzieci i żadnego „Ho, ho, ho!” jeszcze nie było.

Co pija dobroczyńca G.I. Joe?

Tradycja takiego elfa, skrzata lub dorosłego brodacza przybywającego z daleka z prezentami dla dzieci jest dopiero dziewiętnastowieczna i rozpowszechniła się w krajach anglosaskich, Niderlandach i Skandynawii. Święty mikołaj, którego znamy, jest anglosaski. Jego pierwowzór pojawił się w wierszu Clementa Moore’a „Visit from St. Nikolas” w 1823 roku i był to wtedy elf w miniaturowych saniach zaprzężonych w renifery. Po raz drugi korpulentny, brodaty i przynoszący prezenty żołnierzom Unii w czasach wojny secesyjnej w USA weteran, przypominający nam znanego, ale bez czapki z pomponem, ozdobił stronę tytułową świątecznego magazynu „Harper’s” w 1863 roku.

Światowa kariera nie nastąpiłaby zapewne, gdyby nie koncern Coca-Cola. W 1930 roku colę po raz pierwszy rozlano do butelek, aby można ją było przechowywać w lodówkach. Do tej pory coca-cola była reklamowana jako napój zdrowotny i sprzedawana z dystrybutorów, a nawet początkowo rozlewana tylko w aptekach. Jako, że zdrowotność czarnego, musującego napoju nie była potwierdzona, a zawarta w nim kokaina budziła zrozumiałe zastrzeżenia konsumentów, zaczęto reklamować napój jako wyłącznie orzeźwiający. Taki powinien być z lodówki i bez kokainy, z której zrezygnowano, kofeina została.

Latem coca-cola w butelkach sprzedawała się dobrze z przyczyn – można powiedzieć – naturalnych, ale jak skłonić do jej picia zimą? Tutaj ten mikołaj, którego znamy, okazał się niezastąpiony. W 1931 roku powstał pierwszy przedstawiający go rysunek, autorstwa Huddona Sundbloma, ostatni w 1964.

„Śledziki”, szary karp i mężczyzna w kożuchu. Święta w II RP

Boże Narodzenie przed II wojną światową bywało baśniowe.

zobacz więcej
Na tych rysunkach święty mikołaj przywozi prezenty z koła podbiegunowego saniami zaprzężonymi w renifery, ma czerwony obramowany białym futrem kubrak i czerwone spodnie, długą białą brodę i policzki tak rumiane, że można nabrać podejrzeń, iż pija nie tylko coca-colę. A tę pija służbowo. Rysunki przedstawiają go, gdy właśnie ma przerwę w rozdawaniu prezentów i delektuje się colą. Raz w szklance, raz w butelce, innym razem zagląda do lodówki, naturalnie pełnej coli. Z czasem zaczął towarzyszyć mikołajowi elf – chłopiec z kapslem jako czapeczką.

W rozsławieniu świętego mikołaja pomógł Wielki Kryzys. Właściciele powierzchni reklamowych przy drogach i na ścianach domów woleli udostępnić je za darmo, niż gdyby miały straszyć pustką. Skorzystała Coca-Cola. Po kryzysie miliony Amerykanów już mikołaja znały.

Do Europy zdążył trafić przed wojną jako jedna z mód zza Oceanu, ale na dobre zadomowił się wraz z amerykańskimi żołnierzami, którym towarzyszył podczas drugiej wojny światowej. Święty mikołaj jako dobroczyńca G.I. Joes ma specjalny rysunek tego samego autora, co inne w służbie Coca-Coli.

Po wojnie większość U.S. Army wróciła za Ocean, a Coca-Cola już została w Europie i wraz z koncernem święty mikołaj. Gdy się zbliża Boże Narodzenie jest wszędzie, na plakatach, na ciężarówkach rozwożących coca-colę, w reklamach filmowych, a w sklepach już w końcu listopada. Przynosi drobne prezenty w dzień św. Mikołaja, 6 grudnia, i te najbardziej oczekiwane w Wigilię – już kilku pokoleniom.

Nie jest prawdziwy pogląd, że jowialny obły staruszek podbił Polskę wraz z kapitalizmem. W PRL też był, miał tylko mniejsze możliwości, a zastąpienie go przez władze w latach pięćdziesiątych Dziadkiem Mrozem (ros. Died Moroz) nie powiodło się. Importowany z Sojuza i podejrzewany o członkostwo w Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego nie budził zaufania tym bardziej, że na różnych akademiach noworocznych (nie świątecznych przecież) przynosił dzieciom prezenty ponoć od samego Józefa Stalina.
Ci, których coraz bardziej drażni postępująca komercjalizacja Bożego Narodzenia remedium na jej symbol – świętego mikołaja – widzieliby w powrocie do kultu świętego Mikołaja. Jednak nie ma za bardzo do czego wracać, bo prawdziwy święty nigdy nie pełnił takiej roli, jak jowialny staruszek Coca-Coli. Opowieść, że grzeczne dziecko dostało coś od świętego Mikołaja, nie wytrzyma konkurencji z przebranym dziadkiem, a przebierać się za biskupa jakoś nie wypada. Małe dzieci wierzą w świętego mikołaja i piszą do niego listy do Rovaniemi w Laponii. Widzą go wszędzie, to zapewne istnieje i nawet dziadkowie i wujkowie nie muszą się przebierać. Sprawa wydaje się przegrana, chyba, że kiedyś, jakiś inny koncern...

Drzewo Życia z szatańskim symbolem

Drobne prezenty dzieci znajdują w mikołajki, 6 grudnia, pod poduszką. Te naprawdę warte uwagi są dla wszystkich pod choinką. Choinka tak wrosła w Boże Narodzenie, że chyba była z nami od zawsze. Naprawdę to na przełomie XVIII i XIX wieku poznały ją miasta zaboru pruskiego, w tym Warszawa. Przyszła z pruskimi urzędnikami z Niemiec, gdzie zakorzeniła się już w XVI wieku.

Bardzo szybko zaakceptowało choinkę polskie mieszczaństwo, a arystokracja podpatrzoną w Warszawie tradycję pruską przeniosła do swoich wiejskich rezydencji. Wśród chłopów, którzy w czym mogli, naśladowali szlachtę, choinka przyjmowała się półtora wieku. Może dlatego tak długo, że mieli swoją. Stara, wiejska, jeszcze pogańska tradycja kazała dekorować wnętrza chałup podłaźniczką.

Podłaźniczka, znana od zawsze na południu Polski, była szczytem jodły lub świerku powieszonym nad stołem albo w drzwiach czubem na dół – czyli od Niemców importowaliśmy nie samą choinkę, a choinkę stojącą. Nasza wisząca była dekorowana jabłkami, słodyczami i łańcuchami z orzechów, tak samo, jak pierwsze choinki stojące. Jeszce pogańska podłaźniczka była związana ze świętem godów, czyli przesileniem zimowym, kiedy stary rok spotyka się z nowym.

Zielone pomarańcze i „noworoczna choinka”. Jak PRL chciał obejść święta

– Komuniści starali się Bożego Narodzenia nie nagłaśniać, ale ich nie ignorowano. W gazetach można było spotkać napis Wesołych Świąt. Tylko nie wiadomo było, jakich? – wspomina dr Andrzej Zawistowski z IPN.

zobacz więcej
Polscy chłopi zastąpili podłaźniczkę choinką dopiero w okresie międzywojennym. Podłaźniczka utrzymała się tak długo, bo jej symbolika idealnie pasowała do Bożego Narodzenia. Drzewko iglaste symbolizuje życie, które się zawsze odradza – igły są zawsze zielone i nie opadają jesienią. Odradzające się życie to Chrystus i do Niego nawiązywała chrześcijańska już podłaźniczka i jej następczyni, choinka.

Sama choinka, mimo że źródła historyczne widzą ją po raz pierwszy w Alzacji w XVI wieku, pełniła już rolę Drzewa Życia w średniowiecznych misteriach – z uwagi na symbolikę swego koloru i na legendę, że Krzyż Święty zrobiono właśnie z tego drzewa, czyli Drzewa Wiadomości Dobrego i Złego. Biblijne konotacje trwały przez wieki, bo jabłka z choinek, zastąpione później bombkami, wyraźnie do tego drzewa nawiązują.

Choinka, lansowana wśród ewangelików przez Marcina Lutra, przeniknęła z Niemiec dość późno. We Francji po raz pierwszy udekorowała nią Wersal Maria Leszczyńska, żona Ludwika XV, która mieszkała kilkanaście lat w Alzacji. Ale na wejście do szerszego użytku musiała choinka tam poczekać – jak wszędzie w Europie, poza Niemcami – do XIX wieku. W Anglii pojawiła się na dworze królowej Wiktorii za sprawą męża, księcia sasko-koburskiego Alberta.

Hierarchowie Kościoła początkowo sarkali na pogańskie – pomimo biblijnych legend – podglebie nowej tradycji, ale sporadycznie i niezbyt energicznie. Choinki wypełniły szybko wnętrza każdej świątyni chrześcijańskiej.

W XIX wieku, przed wojną i nawet jeszcze dość długo po wojnie, przynajmniej część ozdób choinkowych robiono w domach ręcznie. Szczególnie łańcuchy, symbol szatańskiego węża i zniewolenia grzechem. W Polsce dodatkowo w czasach zaborów był to symbol niewoli. Dochodziły do tego różne stroiki, aniołki i gwiazda na szczycie, nawiązująca do Gwiazdy Betlejemskiej. Oprócz ozdób własnego wyrobu, w czasach przed bombkami choinkę dekorowały także orzechy zawijane w sreberka – nieść miały dobrobyt i siłę – oraz różne słodycze.
Choinka z ozdobami, wieniec świąteczny, skrzaty stylizowane na mikołaje - ulica w Mediolaie, grudzień 2020. Władze Włoch zakazały podróży i pasterki w Boże Narodzenie oraz przemieszczania się w okresie noworocznym z powodu rosnącej liczby ofiar śmiertelnych koronawirusa. Fot. Pier Marco Tacca / Getty Images
Światła na choince symbolizują narodziny Pana Jezusa, chronią dom i odganiają złe moce, ale ta ochrona to pewnie z czasów podłaźniczki, kiedy to magia, z ducha pogańska, chrystianizowała się przez wieki. Przed lampkami ledowymi świeciły żarowki, a przed nimi świeczki. Jak kto pamięta z dzieciństwa, to był nastrój niezastąpiony. A komu w Wigilię spłonęły firanki w oknie, ten nie zapomni tego do końca życia.

Choinki widywane są w oknach mieszkań, instytucji i sklepach prawie od początku grudnia, a niektóre znikają dopiero przed Wielkim Tygodniem. Tradycja jednak mówi o stawianiu i ubieraniu choinki 24 grudnia w Wigilię, trzymaniu do Trzech Króli, a jeżeli się za bardzo nie sypie, to do Matki Bożej Gromnicznej.

Siła Hollywood i zakazane szopki

Wszyscy widywaliśmy przez lata w amerykańskich filmach dziejących się w czasie Bożego Narodzenia obowiązkowe wieńce z iglastych gałązek na drzwiach domów. Wieńce te miały często cztery świece, to symbol czterech niedziel Adwentu i zapalane powinny być kolejno, w każdą z niedziel inna. Wraz z walentynkami, Halloween i tym staruszkiem Coca-Coli, zwanym w ojczyźnie Santa Clausem, przybył i do nas wieniec adwentowy na drzwiach. Chociaż trzeba zaznaczyć, że Santa Claus był pierwszy, widziany tu i ówdzie jeszcze przed wojną.

Jako znak zwycięstwa, siły, znaczenia wieniec był znany w starożytności greckiej i rzymskiej. U starożytnych Germanów symbolizował przesilenie zimowe, u Słowian – niewinność. Z Bożym Narodzeniem związał go jeden z pastorów niemieckich w XIX wieku.

Wieniec bywał pod sufitem, niekiedy jako drewniane koło, na stole – tu często z pięcioma świecami, piątą zapalano 25 grudnia – i na drzwiach. Za sprawcę pojawienia się wieńca adwentowego w Polsce – bez świec to wieniec świąteczny – uznać należy Hollywood.

Bożonarodzeniowy Neapol i jego szopki. Religia, zabawa i polityka

W szopkach, jak w lustrze, odbija się życie codzienne neapolitańczyków.

zobacz więcej
Od zaborczych Niemiec wzięliśmy stojącą choinkę, a wieniec na drzwiach jest widywany od niedawna i nie sposób go nie łączyć z inwazją amerykańskiego kina po nastaniu u nas kapitalizmu. Polacy, którzy nie mają domów, wieszają wieńce na drzwiach mieszkań w blokach, co jest jednym z dowodów na siłę Fabryki Snów w budzeniu pragnień i tworzeniu trendów.

Tradycją bożonarodzeniową jest także szopka. Historia Świętej Rodziny ukazywana poprzez figury postaci będących przy Narodzinach, żywe obrazy aż do inscenizacji, w które wplatano nawet elementy ludowego humoru i różne aktualia dość luźno związane z narodzeniem Jezusa.

Za twórcę szopki uważa się świętego Franciszka z Asyżu, założyciela zakonu franciszkanów, który rzeczywiście w roku 1223 w miejscowości Greccio we Włoszech przedstawił pierwszy żywy obraz przedstawiający Józefa, Maryję i Dzieciątko w żłobie oraz zwierzęta. Ale już w roku 320 w Betlejem w jednej z grot przy Bazylice Narodzenia umieszczony został marmurowy żłobek, a jeszcze w tym samym wieku dodano figury Rodziców i Dzieciątka. Szopka została przeniesiona do Rzymu, gdzie została stałym elementem liturgii Bożego Narodzenia na długo przed św. Franciszkiem. Na pewno szopki w świecie chrześcijańskim rozpropagowali franciszkanie. Szopka szła z nimi wszędzie i do Polski dotarła już w XIII wieku.

Szopki widywane w kościołach były początkowo nieruchome. Franciszkanie i bernardyni zaczęli stosować marionetki, które odgrywały historię narodzin, spisku Heroda i pokłon Trzech Króli. W średniowieczu w całej Europie rozpowszechniły się trupy aktorskie dające przedstawienia o narodzeniu, Herodzie i Trzech Królach. Grywano na miejskich placach, przed kościołami, chodząc od domu do domu (kolędnicy) i w bogatych domach i pałacach.

Jako że z czasem było w szopkach i widowiskach jasełkowych coraz mniej sacrum, a więcej profanum, Kościół zakazał w XVIII wieku szopek w świątyniach. Po zdyscyplinowaniu – wróciły i dziś w większości są to wyobrażenia miejsca narodzenia z postacią Dzieciątka i Rodzicami oraz pasterzami i zwierzętami. Jeżeli pojawiają się aluzje do współczesności społecznej i politycznej, to symbolicznie, ale bywało, że dobitnie.
W PRL, w czasie stanu wojennego i w latach osiemdziesiątych było wiele szopek z symbolami solidarnościowymi i wolnościowymi. Nierzadkie i dziś są odniesienia do historii Polski, czy zagadnień Kościołowi bliskich i ważnych w aktualnej katechezie. Naprawdę to szopka i pochodzące od niej widowiska niedługo mówiły wyłącznie o samym narodzeniu Jezusa i najściślej związanych z nim okolicznościach.

Ściśle za to trzyma się Narodzenia Pańskiego szopka krakowska. Poza Świętą Rodziną, nieświęte tam są tylko figurki Smoka Wawelskiego i Lajkonika. Krakowscy i podkrakowscy murarze w XIX wieku szukali zarobku w zimę, poza sezonem budowlanym. Szopki krakowskie mówią, w jakim miejscu powinien się urodzić Pan Jezus. A są to wyobrażenia wielkich, bogato zdobionych architektonicznie kościołów, coś co łączy Bazylikę Mariacką z Kaplicą Zygmuntowską na Wawelu. Są to obiekty połyskliwie błyszczące, które mogły się przyśnić ambitnemu cukiernikowi w sam raz na jarmark, gdzie były szopki sprzedawane. Obecnie są jednym z symboli miasta.

Trzech Króli czy C+M+B

W Trzech Króli, czyli 6 stycznia, poświęconą kredą przyniesioną z kościoła wierni zapisują na drzwiach swoich mieszkań: K+M+B i aktualny rok. To imiona Kacper, Melchior i Baltazar, trzech mędrców – Biblia mówi o magach – ze Wschodu, którzy wiedzieni światłem gwiazdy betlejemskiej przybyli do Groty Narodzenia, by oddać hołd Jezusowi. Przyjęło się, że było ich trzech, choć najstarsze wzmianki wspominają o 60 pielgrzymach prawdopodobnie z Persji, gdzie panujący zoroastrianizm przewidywał nadejście wysłannika światła i dobra, który pokona zło, podobnie jak judaizm przewiduje przyjście Mesjasza.

Nie ma kontrowersji w uczczeniu wydarzenia, są dotyczące treści napisu. Przed Soborem Watykańskim II modlitwa przy święceniu kredy wymieniała Kacpra, Melchiora i Baltazara. Po Soborze już ich w niej nie ma. Jest tendencja, by pisać skrót od Christus Mansionem Benedicat (Niech Chrystus pobłogosławi ten dom), czyli C+M+B. I coraz częściej taki napis pojawia się na drzwiach polskich domów.
W tym roku w styczniu wierni napiszą na drzwiach swych domów: K+M+B 2020. To symbolizuje Trzech Króli - Kacpra, Melchiora i Baltazara - którzy przybyli do stajenki oddać hołd Jezusowi. Na zdjęciu demonstranci w grudniu 2020 w Meksyku, przebrani za biblijnych mędrców – protest przeciwko rządowi Andresa Manuela Lopeza Obradora z powodu gospodarczych skutków pandemii COVID-19 i wzrostu bezrobocia. Fot. Victor de la Cruz / Eyepix Group / Barcroft Media via Getty Images
K+M+B niektórzy ścierali po okresie bożonarodzeniowym, niektórzy nie. Reguł nie było, ale jeżeli C+M+B, to napis powinien być stały, bo pragnienie bożego błogosławieństwa nie jest ograniczone czasem, jeżeli zaś K+M+B, to chyba w okolicach Matki Bożej Gromnicznej czas się z nim pożegnać, podobnie jak z choinką. Powyższe jest amatorskim wywodem teologicznym autora i nie ma nic wspólnego z Magisterium. A Magisterium, o ile wiadomo, nie stawia tej – może nie najważniejszej – kwestii jasno.

Z Bożym Narodzeniem wiąże się też jemioła u sufitu, pod którą trzeba się całować, ale to –jak również co grubsze żarty kolędników – nie jest zbyt sakralne. Podobnie jak wszędobylski Santa Claus, szał zakupów, a nawet tak zwana magia Świąt (magia, wiadomo) z ciepłem rodzinnym, domem pachnącym wypiekami, igliwiem i pomarańczami. Jednak jeżeli się pamięta o przyczynie tej bieganiny i tego nastroju, to chyba nic nie szkodzi.

– Krzysztof Zwoliński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Wśród chłopów choinka przyjmowała się aż półtora wieku. Może dlatego tak długo, że mieli swoją. Stara, wiejska, jeszcze pogańska tradycja kazała dekorować wnętrza chałup podłaźniczką. Znana od zawsze na południu Polski, była szczytem jodły lub świerku powieszonym nad stołem albo w drzwiach czubem na dół. Na zdjęciu izba bogatego chłopa, przygotowana do wieczerzy wigilijnej – skansen w Toruniu. Fot. Daniel Pach / Forum
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Historia niezłomności i kolaboracji aktorów od czasów okupacji
Chłopcy z konspiracji strzygli i chłostali zdrajców podczas spektaklu, na oczach publiczności.
Historia Najnowsze wydanie
Totalna inwigilacja
Czy żyliśmy w Ubekistanie? Nasza rodzina na pewno.
Historia Poprzednie wydanie
„Podobno są jatki, gdzie z ludzi robią kiełbasy”. Mięso w PRL-u
Skazano za nie na śmierć. Było powodem strajków w 1970, 1976 i lipcu 1980 roku.
Historia Poprzednie wydanie
Kołacz Kaufmana. Polska miała sięgać aż po Ren
To był plan zagłady Niemiec: rozbiór ziem i sterylizacja 48 milionów ludzi.
Historia wydanie 19.02.2021 – 26.02.2021
Na odsiecz Finom! Wojna zimowa a sprawa polska
Gdyby Helsinki czekały na pomoc aliantów, zostałyby na lodzie.