Felietony

Czerwona płyta z mrocznych lat

W tekście piosenki „Misiowie puszyści” padają jedynie powtarzające się słowa: „Szewc zabija szewca / bum tarara bum tarara”, a w warstwie obrazkowej trudno dopatrzyć się jakichś politycznych treści. Jednak wideoklip pojawił się na antenie PRL-owskiej telewizji tylko raz, po czym cenzura go zdjęła, uniemożliwiając dalsze emisje.

Od wprowadzenia stanu wojennego minęło w niedzielę 39 lat. Rocznica ta zbiegła się z wieścią o śmierci Dariusza Malinowskiego, wokalisty i basisty grupy Siekiera. Prawdopodobnie w oczach zdecydowanej większości czytelników Tygodnika TVP jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Co bowiem może łączyć ważne wydarzenie historyczne z twórczością jakiegoś, wydawałoby się niszowego, zespołu rockowego?

Marek Horodniczy, dziennikarz znany widzom TVP Kultura między innymi jako prowadzący na tej antenie program Scena Muzyczna, ujął rzecz bardzo lapidarnie. W swoim wpisie na Facebooku wyznał, że choć legendarny album Siekiery „Nowa Aleksandria” został wydany w roku 1986, to zawsze kojarzył mu się z duszną atmosferą stanu wojennego (w bezpośredniej rozmowie dodał, że dla niego – w 1981 pięciolatka – owa atmosfera stanowi jedno z pierwotnych wspomnień jego życia). I chyba nie jest to wrażenie odosobnione.

Historia Siekiery sięga roku 1983. Grupa powstała w Puławach. Żeby się czegoś więcej o początkach tego jedynego w swoim rodzaju przedsięwzięciu dowiedzieć, warto zajrzeć do autobiograficznej książki Tomasza Budzyńskiego „Soul Side Story” (2011). Autor jest dziś rozpoznawalny głównie jako wokalista grup Armia oraz 2 Tm 2,3. Ale ponad 35 lat temu występował w Siekierze.
„Nowa Aleksandria”, Siekiera 1986. Fot. arch
Budzyński był wówczas absolwentem liceum plastycznego w Nałęczowie. Miał też za sobą przerwane po pierwszym roku studia z historii sztuki na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.

W swojej autobiografii pisze: „Myślałem o tym, aby założyć kapelę z kolegami, z którymi siedziałem na ławce pod blokiem, byli to Sex i Borys [takie ksywy]. Spotkaliśmy się w domu u wysokiego rudego chłopaka, który grał na basie. Gitary podłączaliśmy sobie do radia. Borys grał na krześle, a ja śpiewałem bez mikrofonu. Ćwiczyliśmy numer Joy Division »Transmission«. Któregoś dnia wpadł do mnie Sex z [Tomaszem] Adamskim, mówiąc, że w domu kultury »Mozaika« odbywa się przegląd miejscowych kapel rockowych. Poszliśmy i na schodach wpadliśmy na pomysł, aby dla jaj założyć zespół i zgłosić się do konkursu (…) Na poczekaniu wymyśliłem nazwę – »Siekiera«”.

Ostatecznie Budzyński i jego kompani w lokalnym konkursie nic nie osiągnęli. Ale bynajmniej to ich nie zraziło. Choć Sex (gitara basowa) i Borys (perkusja) po rozmaitych awanturach opuścili grupę, to znaleźli się ich następcy. Tymczasem Budzyński jako wokalista był frontmanem zespołu, a teksty i muzyka stanowiły dzieło Adamskiego. To głównie oni dwaj kształtowali ówczesne oblicze Siekiery. Grupa z Puław grała wtedy punk rock (zaczynała zresztą od coverów czołówki tego nurtu: UK Subs, Discharge czy The Exploited). Słuchając kawałków Siekiery z tamtego czasu – chwilami trudno wychwycić jakąkolwiek melodię. Był to jeden wielki przeraźliwy łomot.

Czy stała za tym jakaś koncepcja artystyczna, idea? Budzyński w swojej książce zwraca uwagę, że na początku lat 80. przeważająca część polskiej sceny punkrockowej zaczęła serwować lewacki przekaz, który docierał do PRL rozmaitymi kanałami z USA. Wiele zespołów demonstrowało wrogość wobec chrześcijaństwa oraz będących u władzy w Ameryce Republikanów (szwarccharakterem był prezydent Ronald Reagan). Tymczasem Budzyński nie pojmował negatywnego stosunku anarchistów zza oceanu do postaci Jezusa, którego postrzegał wówczas jako zasługującego na ich uznanie radykała.

I tak puławski band poszedł własną oryginalną ścieżką. W „Soul Side Story” czytamy: „Teksty Siekiery kompletnie różniły się od tych wytycznych [z USA], a nawet skandalicznie nie podejmowały problemu zła tkwiącego w Ronaldzie Reaganie. Dla nas straszniejszy był swojski pies Burek. Pojawiały się karły, zwierzęta i różne surrealistyczne stwory, jak na przykład sierściotłuki, a także zwykły prosty lud. Wojna toczyła się, a i owszem, ale tuż za wiejskim płotem, a nie w Sydney czy Salwadorze. Jak już coś płonęło, to raczej pobliska Końskowola. Wszystko to bardziej przypominało rysunki Witkacego, którego twórczość Adamski wielbił, albo obrazy Boscha niż punkowe fanziny. Adamski porównuje to wszystko do samomasochistycznego teatru absurdu. Ja się z tym całkowicie zgadzam”.

Punk rock. Ostatnia rewolucja w świecie dobrobytu

Krytyka rządów sprzed 1979 roku, która utorowała Margaret Thatcher drogę do władzy, współbrzmiała z głosami muzyków punkowych.

zobacz więcej
W roku 1984 Siekiera zakwalifikowała się na odbywający się w sierpniu Festiwal Muzyków Rockowych w Jarocinie. Tam zrobiła furorę stając się jednym z laureatów imprezy i dostając w nagrodę wzmacniacz firmy Labsound.

Punkrockowy etap w dziejach zespołu dobiegał jednak końca. Parę miesięcy później Budzyński się z Siekierą rozstał i odszedł do Armii. W grupie pojawili się nowi muzycy, a Malinowski przejął funkcję wokalisty pozostając zarazem basistą. Rola Adamskiego zaś się nie zmieniła.

Instrumentarium Siekiery zostało wzbogacone o instrumenty klawiszowe. Jej styl ewoluował w kierunku nowej fali (new wave) – nurtu rocka cechującego się melancholijnymi i mrocznymi brzmieniami z wyeksponowaną rolą sekcji rytmicznej, czyli gitary basowej i perkusji. Odpowiedni klimat nowym kawałkom grupy nadawał charakterystyczny, emanujący niepokojem, głos Malinowskiego. One zaś zdradzały wpływ takich zespołów jak Killing Joke, Dead Can Dance, PIL (Public Image Limited) czy DAF (Deutsch Amerikanische Freundschaft) – co zresztą przyznawał sam Adamski.

Ów repertuar można było usłyszeć na koncertach grupy, lecz nie tylko. W roku 1985 ukazał się singiel z dwoma utworami Siekiery. Nakręcony został też jej wideoklip „Misiowie puszyści”, który pojawił się na antenie PRL-owskiej telewizji tylko raz, po czym cenzura go zdjęła uniemożliwiając jego dalsze emisje. Za scenerię wideoklipu posłużyła między innymi rzeźnia. W tekście padają jedynie powtarzające się słowa: „Szewc zabija szewca / bum tarara bum tarara”, natomiast w warstwie obrazkowej trudno dopatrzyć się jakichś politycznych treści.

Na swój pierwszy album Siekiera musiała czekać do końcówki roku 1986. Wtedy właśnie światło dzienne ujrzała „Nowa Aleksandria” (tytuł ten to nazwa Puław z okresu, w którym owo miasto położone było w zaborze rosyjskim). I mimo że płyta ta okazała się wielkim wydarzeniem w środowisku polskiego rocka alternatywnego, to krótko po jej wydaniu puławski zespół zaprzestał aktywności.

W roku 2011 dawni słuchacze Siekiery musieli przeżyć nie lada zaskoczenie. Adamski bowiem użył jej nazwy do swojego autorskiego projektu. Chodzi o album „Ballady na koniec świata”. Tytuł płyty mógł sugerować, że zawarte są na niej kawałki wyrażające w jakiś sposób nastroje apokaliptyczne.

Ale „Ballady na koniec świata” z Siekierą lat 80. nie mają nic wspólnego. To chwilami istna „kraina łagodności”, która dla uszu przywiązanych do punk rocka i nowej fali może stanowić obciach. Pozostaje więc ten album interpretować po prostu w kategoriach artystycznej prowokacji Adamskiego. Ot, postanowił on przekroczyć kolejną granicę – tym razem zakpić sobie z osób, które w przeszłości gromadziły się na koncertach Siekiery.
Kadr z wideoklipu „Misiowie puszyści”, zespół Siekiera 1985. Od lewej: Paweł Młynarczyk, Dariusz Malinowski, Zbigniew Musiński, Tomasz Adamski. Fot. printscreen
Warto także nadmienić, że Adamski dał się poznać nie tylko jako gitarzysta komponujący muzykę i piszący do niej teksty. Artysta publikował w rozmaitych czasopismach poezje. W roku 2005 ukazała się nakładem Lampy i Iskry Bożej (wydawnictwa znanego warszawskiego krytyka literackiego, Pawła Dunin-Wąsowicza) książka „Za czarną szybą”, zawierająca wybór prozy poetyckiej oraz wierszy Adamskiego. Mnoży się w tych utworach od nonsensu i dziwacznego czarnego humoru, czyli tego wszystkiego, co jest również obecne w tekstach Siekiery – zarówno w jej wydaniu punkrockowym, jak i nowofalowym.

Natomiast znamienne, że w warstwie graficznej okładka „Za czarną szybą” jest identyczna, jak słynna czerwona okładka „Nowej Aleksandrii” – albumu, który ma status zjawiska kultowego. Przynajmniej 15 lat temu Adamski kierował się chyba przeświadczeniem, że coś, co przypomina tę płytę, może mieć walor promocyjny.

A „Nowa Aleksandria” okazała się ważnym albumem w kręgach alternatywnego rocka w skali nie tylko krajowej. Tytułowy kawałek – o „ludziach idących tam za bramą jeszcze sennych”, o „naszych domach pośród nocy obok fabryk” – został nagrany też choćby przez dwie grupy spoza Polski: Varsovie z Francji oraz Nietzsche and The Wagners z Niemiec.

Nowa fala była rzecz jasna produktem importowanym z krajów anglosaskich. Niemniej w Polsce nabrała lokalnego kolorytu. Czerwona płyta pozostaje artystycznym świadectwem tego, w jakiej duchowej i mentalnej kondycji była pewna część młodego pokolenia w PRL lat 80. Posępna aura unosząca się nad tamtą dekadą udzielała się ludziom w różny sposób. Dlatego „Nowa Aleksandria” może budzić obecnie skojarzenia ze stanem wojennym.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Kadr z teledysku „Misiowie puszyści”, zespół Siekiera 1985. Fot. printscreen
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Bitwa na memy i fake newsy
Czy na Twitterze króluje „śmiechtywizm”?
Felietony Najnowsze wydanie
Małe białe postaci na ulicach polskich miast
Dla większego bezpieczeństwa duchowego.
Felietony Najnowsze wydanie
9 laurów dla Tygodnika TVP! Nasi autorzy obsypani nagrodami SDP
Laudacje dla autorów naszego portalu.
Felietony Najnowsze wydanie
Szarzy zjadacze mięsa
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Praca. Komentarz Piotra Młodożeńca w Tygodniku
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.