Cywilizacja

Samotni, nieszczęśliwi, spragnieni relacji. COVID-19 robi z nami straszne rzeczy

Nawet najzdrowsi emocjonalnie i psychicznie ludzie są na głodzie interakcji. Żywią się namiastkami związków, okruchami kontaktów, surogatami dotyku, resztkami spadającymi ze stołu życia wspólnotowego…

Towarzystwo innych ludzi prawem, nie towarem – tak zdają się mówić najnowsze badania uczonych z Massachusetts Institute of Technology (MIT) w amerykańskim Cambridge, pod kierunkiem neurolog Livii Tomovej. Ich praca na łamach „Nature Neuroscience” z końca listopada 2020 r. ma prosty do zrozumienia tytuł: „Jednorazowa, ostra izolacja społeczna wywołuje powiązane ze śródmózgowiem reakcje łaknienia, przypominające głód”. Innymi słowy: nie żyjemy społecznie, nie funkcjonujemy towarzysko, nie szukamy kontaktu – fizycznego i emocjonalnego – z innymi JEDYNIE dla przyjemności. To jedna z najelementarniejszych potrzeb naszego organizmu – od jego zarania w łonie matki i okołourodzeniowo, przez pierwsze pół roku życia. Równie podstawowa jak zaspokajanie głodu.

Nie będę tu przywoływać głębokiej argumentacji psychologów rozwojowych na temat synchronizacji matka-dziecko, powstającej właśnie dzięki kontaktowi, np. czułemu dotykowi skóry do skóry. Niech wystarczy podsumowanie:– wbrew temu, co twierdził Freud, więź między matką a niemowlęciem nie powstaje dlatego, że matka daje jeść, ale dlatego, że zaspokaja dziecku potrzebę bliskości.

A COVID-19 robi z nami straszne rzeczy w tej właśnie sferze życia, gdyż obecnie możemy z nim walczyć jedynie za pomocą dystansu społecznego i masek. Jak to ujmuje ewangeliczny Jezus w jednej ze swych apokaliptycznych wizji: „Będą poróżnieni ojciec z synem, a syn z ojcem, matka z córką, a córka z matką, teściowa ze swą synową, a synowa z teściową.” (Łukasz 12:53, za Biblią Warszawską). Kontakt nie gwarantuje jedności. Jednak brak kontaktu prowadzi do burzenia jedności, która istniała. Często do zaniku więzi.
Choć nie mamy innego wyjścia, działanie na głodzie relacji nie jest zdrowe. Nie chodzi wyłącznie o tradycje i wieczerzę wigilijną, którą w tym roku przeżyjemy w naprawdę najbliższym gronie. Chodzi o zdrowie psychiczne i fizyczne. Na zdjęciu klienci w maskach, trzymający dystans społeczny, stoją w kolejce do centrum handlowego w Berlinie, tuż przed lockdwonem. Fot. Liesa Johannssen-Koppitz/Bloomberg przez Getty Images
Natomiast po wynikach innych psychologicznych badań – tym razem na temat związków między pandemią COVID-19 a osobowością i publikowanych m.in. na łamach „Personality and Individual Differences” – widać, że ludzie mają bardzo różne nastawienie do innych. Jedni mniej, inni bardziej antyspołeczne, jedni bardziej, inni mniej empatyczne. I to się odbija na ich stosunku do obostrzeń sanitarnych wszelkiej maści, od maseczek i mycia rąk, po dystans społeczny.

Innymi słowy: są wśród nas ludzie, których psychologia kliniczna uznałaby za osoby cierpiące na aspołeczne zaburzenie osobowości. Ci, choć na co dzień raczej żyją w izolacji od innych ludzi, to teraz będą im się w kolejce do kasy kłaść na plecy, będą chuchać i pluć w twarz nawet z mównicy sejmowej tylko po to, aby właśnie okazać swoją antyspołeczność. Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy może być zaburzony kontakt sensoryczny i społeczny z innymi we wczesnym dzieciństwie.

Wigilia na głodzie

Dziś zatem zaczynamy de facto funkcjonować na poważnym głodzie relacji. I choć nie mamy innego wyjścia, zdrowe to nie jest. Nie chodzi wyłącznie – choć łzy mi stoją w oczach, gdy to piszę – o wieczerzę wigilijną, którą każdy w tym roku przeżyje w najbliższym, naprawdę najbliższym gronie, czyli np. mój 5-letni syn bez dziadka i babć. Nie chodzi tylko o incydenty i tradycje, które muszą ulec zmianie w tym roku (i bodaj tylko raz, ale na razie nikt tego nie obiecał, żaden wirusolog ani epidemiolog). Chodzi o zdrowie psychiczne i fizyczne nas wszystkich, bowiem głód innych, choć jest zjawiskiem emocjonalnym, psychicznym, to funkcjonuje w nas i wpływa na nas jak najbardziej somatycznie.

Ile dni człowiek może nie jeść posiłków? Jakieś dwa tygodnie. A żywić się jakimś minimum, bez pełnej gamy witamin, minerałów, białka, tłuszczów czy węglowodanów, pokarmem niekompletnym, dietą niezbilansowaną prawidłowo? Czasem latami, ale nie jest od tego zdrowy, tylko chory. Nawet w najwyżej uprzemysłowionych, najbogatszych krajach świata ludzie funkcjonalnie głodują (czyli kalorii nawet jedzą dość, ale nic ponadto). Na naszej planecie niedożywiona jest jedna trzecia ludności.

Nie wolno zabierać noworodków matkom zakażonym COVID-19

Mleko chorych kobiet ma przeciwciała skierowane na SASR-CoV-2, więc działa ochronnie na dzieci.

zobacz więcej
Dziś, dzięki badaniom neurobiologów i psychologów z MIT okazuje się, że obecna sytuacja nawet najzdrowszych emocjonalnie i psychicznie ludzi dosłownie głodzi relacyjnie. Żywią się namiastkami związków, okruchami kontaktów, surogatami dotyku, resztkami spadającymi ze stołu życia wspólnotowego.

Aby zatem ustalić, czy ludzie przymusowo oddzieleni od innych, od siebie nawzajem, pragną interakcji społecznych, Livia Tomova, neurobiolog poznawcza z MIT, i jej współpracownicy przeprowadzili badanie, w którym przetestowali 40-osobową grupę na czczo przez 10 godzin. Pod koniec dnia głodnym badanym pokazano „food-pornowe” zdjęcia, np. pizzy i ciasta czekoladowego, jednocześnie skanując im mózg. W drugiej rundzie eksperymentów badanym nie wolno było wchodzić w interakcje społeczne – pozbawieni byli osobistego lub wirtualnego kontaktu z ludźmi, ponownie przez dziesięć godzin. Następnie pokazano im zdjęcia ludzi np. spotykających się, przytulających czy uprawiających sport zespołowo – w tym czasie znów skanowano ich mózgi.

Skany ujawniły, że ta sama część mózgu ożywiła się w odpowiedzi na jedzenie i spotkania towarzyskie. Badano zatem każdorazowo tzw. łaknienie/pragnienie wywołane bodźcem wyodrębnionym [1].

Jak wyjaśniają sami uczeni: „Po izolacji ludzie czuli się samotni i spragnieni interakcji społecznych. Pewne szczególne regiony śródmózgowia wykazywały selektywną aktywację na bodźce pokarmowe po poście i na bodźce społeczne – po izolacji. Obserwowaliśmy korelację tych odpowiedzi z głębokim pragnieniem zgłaszanym przez samych pacjentów. Z kolei regiony prążkowia i korowe reagowały różnie na głód jedzenia vs pragnienie interakcji społecznych. Podczas sesji deprywacji (niezaspokajania potrzeby) odkryliśmy, że zawęża ona i koncentruje odpowiedzi motywacyjne mózgu na tym właśnie, do czego nie było dostępu. Nasze wyniki potwierdzają intuicyjny pogląd, że ostra izolacja powoduje głód społeczny, podobnie jak całkowite ograniczenie jedzenia powoduje głód”.
Ta sama część mózgu ożywia się w odpowiedzi na jedzenie i spotkania towarzyskie.Jak wyjaśniają sami uczeni: po izolacji ludzie czuli się samotni i spragnieni interakcji społecznych. Tak samo, jak po głodówce łaknęli pożywienia. Na zdjęciu starsza kobieta w Krakowie, podczas pandemii koronawirusa, karmi gołębie. Listopad 2020 r. Fot. Beata Zawrzel/NurPhoto via Getty Images
Sygnał do „centrum motywacji”

Kluczowe w obserwacjach za pomocą rezonansu magnetycznego okazały się dwa najistotniejsze rejony dopaminergiczne w śródmózgowiu. Po pierwsze tzw. pole brzuszne nakrywki (inaczej pole Tsaia, VTA), wysyłające włókna dopaminergiczne do wszystkich struktur układu limbicznego [2]. Czyli tego, który reguluje niektóre stany i zachowania emocjonalne takie, jak strach, zadowolenie, przyjemność, euforia, uniesienie. Po drugie, tzw. istota czarna. Jest to duże, ciemne skupisko neuronów zabarwionych przez melaninę, które składa się z dwóch części – siatkowatej i zbitej . Komórki te syntetyzują dopaminę i biorą udział m.in. w koordynacji ruchowej i kontroli produkcji neuroprzekaźnika GABA (kwasu gamma-aminomasłowego).

Śródmózgowie jest znane jako „centrum motywacji”, gdyż wytwarza właśnie dopaminę, substancję chemiczną, którą można by nazwać „hormonem nagrody”. W obu zaś sytuacjach (10-godzinnego głodu lub izolacji) neurony w istocie czarnej śródmózgowia i okolicy nakrywkowej brzusznej uaktywniały się w odpowiedzi na obrazy skojarzone z zaspokojeniem głodu pokarmu i głodu drugiego człowieka. Uczestnicy opowiadali również, jak się czuli podczas tego doświadczenia. Po dniu postu zauważyli, że czują się nieswojo i mają intensywne pragnienie jedzenia. Po izolacji społecznej czuli się samotni, nieszczęśliwi i tęsknili do jakiejkolwiek interakcji.

Badanie z MIT jest niezłym empirycznym potwierdzeniem hipotezy, że samotność działa jak sygnał. Gdy brakuje nam pokarmu, tak samo gdy brakuje nam „drugiego”, brakuje towarzystwa, nasz mózg konstatuje, że ten brak jest bardzo istotny dla życia i zaczyna działać w kierunku likwidacji owego braku. Samotni czujemy się bardzo źle. I rzecz nie dotyczy jedynie izolacji długotrwałej, ale nawet tak krótkiej, jak 10 godzin. Że bez śniadania i obiadu będziemy wieczorem przy kolacji głodni, to wiemy. Ale że jeśli od rana jesteśmy sami, to wieczorem już będziemy samotni, to by nam chyba tak odruchowo do głowy samo nie przyszło. A jednak… Tomograf zdaje się nie kłamać.

Jak COVID-19 obnaża naukę

Do listy tych, którym nie wierzą już w ani jedno słowo, ludzie dołączyli naukowców.

zobacz więcej
Autorzy w komentarzach do swoich wyników, np. udzielonych czasopismu „Cosmos”, uważają te badania za niezmiernie istotne i wymagające kontynuacji w dobie pandemii COVID-19. Gdy wielu z nas zostało przez wirusa (nie, nie przez dowolną władzę, ale przez samolubny, replikujący się w naszych komórkach i wyniszczający je element genetyczny rozprzestrzeniający się drogą kropelkową) zmuszonych do izolacji, a osoby starsze – do długotrwałej autoizolacji. Bo jednak instynkt samozachowawczy, czymkolwiek jest, jest w nas silny, póki życie się w nas choćby tli.

„Jeśli nawet jeden dzień bycia w izolacji sprawia, iż nasz mózg odpowiada tak silnie i w tych miejscach, jakby organizm był głodny, to znaczy, że jest bardzo wrażliwy na odczucie osamotnienia” – podkreślają naukowcy z MIT. I dodają: „Poprzednie badania wskazywały, że samotność wybrana dobrowolnie i świadomie, celowo (np. autentyczny eremityzm) może mieć bardzo dobry wpływ na samopoczucie. Dziś jednak mamy w sprawie naszego udania się »w miejsce pustynne« niewielki wybór. I dla wielu z nas to doświadczenie może być bardzo uciążliwe i szkodliwe”.

Świat wyspiarzy

Obecny kryzys ma poważny wymiar socjalny i psychologiczny i NIKT tego nie ukrywa. Po prostu znajdujemy się w tej sytuacji, w jakiej był ojciec Zdrówko w „Jasminum” Jana Jakuba Kolskiego, gdy musiał wybrać, czy upuścić posąg świętego, zbić jajko, czy nadepnąć mrówkę. – Wszystkiego się nie da uratować! – zawołał. To że czujemy się podczas COVID-19 znacznie bardziej osamotnieni to fakt odnotowywany we wszelkich badaniach.

Czy to oznacza, że z samotności można tak umrzeć, jak z głodu? No nie po 10 godzinach, ale po tygodniach, miesiącach? To że długotrwała przymusowa izolacja (np. więzienia) to nie jest nic zdrowego dla organizmu, wiadomo było od dawna. Że dotyka nas na poziomie neuronalnym i kognitywnym nawet krótkotrwałe odosobnienie – jest nowością. Podobnie jak dość dokładne umiejscowienie tego poczucia w konkretnym obszarze mózgu.
Czy z samotności można tak umrzeć, jak z głodu? Brytyjczycy kilka lat temu powołali minister ds. samotności uznając, że to „śmiertelna choroba” najbardziej dotykająca mieszkańców Wysp. Co dzieje się teraz, przy przymusowej izolacji? Na zdjęciu plakat organizacji charytatywnej o nazwie Ark of Hope Foundation (Fundacja Arka Nadziei) w Staffordshire, który nawołuje do kontaktu osoby samotne i zagubione. Październik 2020 r. Fot. Nathan Stirk/Getty Images
„Nikt nie jest samotną wyspą” – jak podkreślił pisarz i poeta ks. Thomas Merton. Co najgłębiej na kontynencie europejskim odczuwają ponoć – nomen omen – wyspiarze. Samotność doskwierała nam już na długo przed pandemią COVID-19 i bez rozprzestrzeniającego się po świecie SARS-CoV-2, a w Wielkiej Brytanii ma nawet od 2018 roku swojego ministra, odpowiedzialnego za walkę ze zjawiskiem osamotnienia Wyspiarzy.

Jak donosił wtedy „New York Times”: „Badania wykazały, że Wielka Brytania ma poważny problem z samotnością. Według raportu Komisji Jo Coxa [3] ds. Samotności z 2017 r., ponad dziewięć milionów ludzi w tym kraju czuje się często lub zawsze samotnych. Ta kwestia skłoniła w środę premier Theresę May do powołania ministra ds. samotności”. Oczywiście Brexit sprawił (statystycznie, to zbadano stosownym sondażem), że 50-latkowie i starsi czują się nawet bardziej samotni, niż przed Brexitem! [4]

Minister ds. samotności została Tracey Crouch, brytyjska sekretarz ds. sportu i społeczeństwa obywatelskiego. – Dla zbyt wielu ludzi samotność jest smutną rzeczywistością współczesnego życia – powiedziała wtedy premier May w specjalnym oświadczeniu. – Chcę zmierzyć się z tym wyzwaniem dla naszego społeczeństwa i dla nas wszystkich, abyśmy podjęli działania w celu rozwiązania problemu samotności doświadczanej przez osoby starsze, opiekunów, tych, którzy stracili bliskich – ludzi, którzy nie mają z kim rozmawiać ani dzielić się swoimi przemyśleniami i doświadczeniami – dodała.

I istotnie, wedle wszelkich danych, także tych z uruchomionej w internecie strony kampanii rządowej, mającej przeciwdziałać temu zjawisku [5], samotność była wówczas uznawana za „śmiertelną chorobę” najbardziej dotykającą Brytyjczyków (wskazywano na jej korelacje z samobójstwami, chorobami wieńcowymi, depresją, nowotworami etc.). Czy strukturalna walka z nią za pośrednictwem internetu to dobry pomysł, czy raczej działanie z pogranicza absurdu i groteski, której nie powstydziliby się „chłopcy” z Latającego Cyrku Monty Pythona?

Nowe zaburzenie w czasach pandemii: lęk przed odcięciem od lajków

Czy można zachować psychiczną równowagę, gdy zarówno nauka, czas wolny, jak i kontakty z rówieśnikami są on line?

zobacz więcej
Nie tylko nasze zdrowie fizyczne czy zdrowie publiczne, ale także nasze życie wewnętrzne jest dotknięte pandemią COVID-19. Powtarzam to, ale to nie jest łatwa informacja: kto tu nie rozwiąże biologii, nie rozwiąże krachu ekonomii, problemów życia społecznego, edukacji, nauki…

Aspekty psychologiczne związane z pierwszą od 100 lat globalną epidemią są rozliczne i jeszcze długo będą materiałem do obserwacji i analiz z zakresu psychologii. Sam wirus – m.in. atakując u wielu swych ofiar układ nerwowy – prowadzi u rekonwalescentów do głębokiego osłabienia procesów kognitywnych, notorycznych bólów głowy, poczucia „zamglonego umysłu”, a w dodatku bywają oni napiętnowywani społecznie, niczym trędowaci.

Zjawiska załamania nerwowego, przygnębienia już ocierającego się o kliniczną depresję, stany lękowe – to wszystko towarzyszy pandemii od początku. Staje się również przedmiotem badań specjalistów, którzy próbują, choć to w warunkach obostrzeń sanitarnych wcale nieproste, pomóc coraz liczniejszym potrzebującym.

– Magdalena Kawalec-Segond

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



Autorka dziękuje dr. hab. Robertowi Kubie Filipkowskiemu z Instytutu Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej im. Mirosława Mossakowskiego PAN w Warszawie za krytyczną rewizję tekstu

Przypisy:

[1]. Sama metoda była w istocie bardziej skomplikowana. Po pierwsze, osoby zostały poddane badaniu przesiewowemu pod kątem ich powiązań społecznych (mierzonych rozmiarem sieci społecznościowej i samooceną samotności). Każdy uczestnik (n = 40) przeszedł następnie trzy sesje eksperymentalne: głodówkę, stan wyjściowy i izolację (liczba badanych, których poddano tym sesjom w różnej kolejności była taka sama), a następnie skan MR z następującym określeniem stopnia łaknienia/pragnienia wywołanego bodźcem wyodrębnionym (tzw. zadanie CIC). A w dniu stanowiącym odniesienie uczestnicy przeszli również zadanie lokalizatora funkcjonalnego.

W zadaniu CIC uczestnicy widzieli wskazówki dotyczące kontaktów społecznych, pożywienia i kontrolne, przedstawiające kwiaty. Po każdym bloku wskazówek (pokazującym trzy obrazy), uczestnicy oceniali zgłaszany przez siebie głód społeczny (po blokach społecznych), głód pokarmowy (po blokadach pokarmowych) i jak bardzo podobały im się zdjęcia kwiatów (po blokach kontrolnych). W zadaniu lokalizatora funkcjonalnego uczestnicy zapamiętali zestaw pięciu obrazów przed skanowaniem (cztery różne zestawy obrazów zostały zrównoważone między uczestnikami). Bezpośrednio przed zadaniem lokalizatora uczestnikom ponownie pokazywano zapamiętane obrazki. Podczas zadania uczestnicy widzieli jedno z zapamiętanych obrazków lub nowe zdjęcie, a nagrodą za prawidłową odpowiedź „znane-nieznane” była niewielka gratyfikacja pieniężna – niczym wygrana w konkursie wiedzy.

[2] VTA jest jednym z dwóch największych regionów dopaminergicznych mózgu (drugim jest istota czarna). Włókna neuronów dopaminergicznych opuszczają VTA kilkoma różnymi ścieżkami i przemieszczają się w mózgu. Dwa z najbardziej znanych szlaków to szlaki mezokortykalne i mezolimbiczne. Ścieżka mezokortykalna przebiega od VTA do rozległych obszarów kory mózgowej i kontrolujących różnorodne zjawiska, w tym motywację, emocje i funkcje wykonawcze. Szlak mezolimbiczny biegnie od VTA do kilku struktur limbicznych; największa projekcja dotyczy jądra półleżącego. Szlak mezolimbiczny również pełni różnorodne funkcje, ale jest najlepiej znany ze swojej roli w przetwarzaniu nagradzających bodźców.

[3] O ustaleniach komisji Coxa 2017 roku można poczytać tu: https://www.independent.co.uk/life-style/health-and-families/loneliness-lethal-condition-therapy-psychology-cox-commission-ons-health-a8311781.html.

[4]. https://www.theneweuropean.co.uk/top-stories/brexit-cited-as-a-reason-for-increase-in-loneliness-for-over-50s-1-6441397

[5]. https://www.campaigntoendloneliness.org/the-facts-on-loneliness]

Źródła:

https://www.nature.com/articles/s41593-020-00742-z

https://cosmosmagazine.com/health/body-and-mind/social-connection-is-something-we-crave

https://cosmosmagazine.com/health/body-and-mind/social-connection-is-something-we-crave

https://www.nytimes.com/2018/01/17/world/europe/uk-britain-loneliness.html

https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0191886920305377
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Trzeba rozmawiać. Tylko czy to wciąż możliwe?
Cóż, chciałem tylko opisać okradzionych romantyków…
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Polski „doktor fizyki z bratem” obalają Einsteina. Czyli naukowo...
Uczony mówi rzeczy trudne. Pseudonauka wskazuje, na kogo zwalić winę.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czy brodacze lepiej się rozmnażają?
Drwal – to dziś wzorzec z Sèvres męskości.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Francuskie marzenia o oświeconym islamie
Emmanuel Macron między poprawnością polityczną a „islamofobią”.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
„Wnuczek” zatrudnia taksówkarza
Jedna podniosła koszulkę i starszemu panu pokazała piersi. Druga obszukiwała jego szafki.