Historia

Rozbite podziemie i cesarz Wałęsa

Rok po wprowadzeniu stanu wojennego na biurku Wojciecha Jaruzelskiego wylądował tajny raport, sporządzony po zebraniu kierownictwa Służby Bezpieczeństwa. Szef Biura Studiów SB podczas narady oceniał, że Lecha Wałęsa jest zagrożeniem: „Opętany manią nadprzyrodzonego posłannictwa i mesjanizmu wywodzącego się z rzekomych przodków cesarzy rzymskich (do takich przekonań doszedł w odosobnieniu), ma nadzieję odegrania historycznej roli politycznej. Wcale to mu nie przeszkadza skupiać się nad sprawami doczesnymi. W szczególności interesuje go sprawa zebrania po świecie dolarów z przyznanych mu nagród”.

Oficjalna propaganda kreśliła wówczas obraz wprowadzania stabilizacji i porządku. Władzom w pierwszych tygodniach stanu wojennego udało się siłowo spacyfikować społeczeństwo. Były niestety ofiary śmiertelne, aresztowania, pobicia. Spacyfikowano w ten sposób ogromny ruch społeczny Solidarności, ale z drugiej strony pojawił się inny przeciwnik – podziemie. Konspiracja, niejawne działania, druk bibuły to były nowe okoliczności, z którymi miała się zmierzyć Służba Bezpieczeństwa. W tym celu utworzono m.in. Biuro Studiów SB.

Tajemnicza narada

W styczniu 1983 r. w najważniejszych gabinetach na ul. Rakowieckiej panował spory ruch. Szykowano naradę wojewódzkich szefów SB i dyrektorów najważniejszych pionów operacyjnych. Planowano podsumować dotychczasowe osiągnięcia w zwalczaniu podziemia, ustalić priorytety. Sytuacja pozostawała dynamiczna. SB nie udało się rozbić podziemia, a od kwietnia 1982 r. istniała Tymczasowa Komisja Koordynacyjna NSZZ „Solidarność” (TKK) – nadająca kierunek działań podziemiu w całym kraju – a w terenie działały Regionalne Komisje Wykonawcze. To był główny problem, z którym należało się jak najszybciej rozprawić.
Generał Wojciech Jaruzelski podczas narady z aktywem partyjnym. Zdjęcie z lat 1980-1982. Fot. Keystone / Getty Images
Początkiem lutego 1983 r. na biurku gen. Wojciecha Jaruzelskiego wylądował 16-stronnicowy dokument adresowany jedynie do niego. Opracował go zespół analityków z różnych komórek SB. Autorzy wymieniali w nim pozytywne ich zdaniem zjawiska, jakimi było zmniejszenie się w kolportażu materiałów drugiego obiegu, brak strajków po wprowadzonych podwyżkach cen (pomimo dużego niezadowolenia społecznego) oraz ujawnianie się kolejnych działaczy podziemia. Przestrzegali następnie Jaruzelskiego, że choć sytuacja w kraju się poprawia, to dalej występują niebezpieczne zjawiska. Zaliczono do nich: brak pozytywnej reakcji społeczeństwa na zawieszenie stanu wojennego oraz „zamęt umysłowy, pomieszanie pojęć, zaskakujące przewartościowania i konstatacje” – jak to zgrabnie ujęto. Autorzy stwierdzali wprost, że młode pokolenie obywateli PRL przestało wierzyć w system, o ile w ogóle wcześniej w niego wierzyło.

Szukając przyczyn takiego stanu rzeczy, analitycy nie pozostawiali złudzeń (chociaż wprost tego nie pisali), że winny jest… sam system PRL. Była to analiza tak krytyczna, że publikacji jej fragmentów nie odmówiłyby wydawnictwa drugiego obiegu. W raporcie narzekano na „złodziejstwo, kombinatorstwo, nadużywanie stanowisk, klikowość, nepotyzm”. Autorów dziwiło, że podziemiu udaje się wygrywać walkę o rząd dusz. Stwierdzano gorzko: „w takim klimacie bezideowości, przy braku gruntownej wiedzy obywateli o historii własnego kraju i narodu, przeciwnikowi politycznemu, szermującemu hasłami narodowymi, odwołującemu się do symboli narodowych, udaje się nadal w dużym stopniu narzucać fałszywy obraz patrioty, patriotyzmu, godności obywatelskiej: »uciekinier« urasta do symbolu bohatera politycznego; sabotaż, terror psychiczny i fizyczny – to »chwalebna działalność podziemna«, a sojusznik władzy w walce o odnowę życia politycznego to »kolaborant«”.

Rozbijanie podziemia

Znacznie ciekawsze jest jednak to, czego Jaruzelskiemu kierownictwo SB nie przekazało.

Superagent? Szpieg sowiecki? A może zachodnioniemiecki? Niezrównoważony maniak? Kim był esbek, który inwigilował Solidarność?

Na zlecenie SB nawiązywał kontakty z Bujakiem, Gwiazdą, Lisem i Modzelewskim.

zobacz więcej
Styczniowa narada obfitowała w wymienianie konkretnych osiągnieć. Sukcesów w postaci kombinacji operacyjnych, aresztowań ukrywających się działaczy, pozyskiwania agentury i wprowadzania kadrowych funkcjonariuszy SB do podziemia. Zamiast tego Jaruzelski otrzymał same ogólniki. Nie przedstawiono mu danych dotyczących podziemia. Karmiono go informacjami, że warszawskie podziemie ma ambicje przywódcze, a silne grupy istnieją także we Wrocławiu i Gdańsku. Nie poruszano tematu TKK czy politycznego znaczenia niedawno zwolnionego z internowania Lecha Wałęsy.

Zupełnie inaczej wyglądało to na naradzie SB. Osiągnięciami przechwalał się zwłaszcza pułkownik Władysław Kuca. Dostał on do swojej dyspozycji najlepszych funkcjonariuszy z innych pionów, duże środki finansowe i możliwości operacyjne niedostępne dla innych jednostek SB. Omawiając cele i działalność Biura Studiów, przechwalał się m.in. wpuszczaniem w obieg preparowanych numerów „Tygodnika Mazowsze”, zamieszczaniem fałszywych oświadczeń, czy utworzeniem fikcyjnej struktury podziemnej (Międzyregionalnej Komisji Obrony NSZZ „Solidarność” – MKO), poprzez którą chciano dotrzeć do ukrywających się liderów podziemia i zneutralizować Tymczasową Komisję Koordynacyjną NSZZ „S”.

Z kolei wiceszef MSW, gen. Władysław Ciastoń, podsumowując zebranie mówił o rozbiciu w czasie stanu wojennego 753 organizacji i grup oraz likwidacji wielu regionalnych kierownictw Solidarności. Za największy sukces uważał niedopuszczenie przez SB do powstania centralnej struktury podziemia, zdolnej do organizacji akcji protestacyjnej w całym kraju. Tutaj jednak nieco koloryzował.

Chwaląc się sukcesami płk. Kuca przyznawał, że „styl pracy jednostki [Biura Studiów] odbiega i będzie odbiegać od schematów i sztywnych reguł”. Musiało to wywoływać kontrowersje, zwłaszcza w komendach wojewódzkich, które nie były przyzwyczajone do niekonwencjonalnych działań.
Pułkownik zachwalał te komendy wojewódzkie, w których stosowano jego zalecenia w walce z podziemiem. Wskazywał, że jednostki SB w „Szczecinie, Bielsku-Białej, Lublinie, Toruniu, Poznaniu, Wrocławiu, częściowo Gdańsku poważnie rozbiły bądź zlikwidowały regionalne ośrodki podziemia, zdezorganizowały lub opanowały kontrolę nad kanałami łączności, skonfiskowały poważne ilości bazy techniczno-poligraficznej, punktów kolportażu”.

Kuca mówiąc to mógł się podeprzeć konkretnymi osiągnięciami. W tym czasie SB aresztowało – przy pomocy Wojskowej Służby Wewnętrznej – m.in. ukrywających się Władysława Frasyniuka i Piotra Bednarza. Esbecy wprowadzili w obieg szereg ulotek i fałszywe numery „Tygodnika Mazowsze”. Wedle oceny inspiratorów, działalność ta „przynosi pożądane rezultaty także w dłuższym przedziale czasowym, albowiem skłóca lub różnicuje działaczy podziemia, wbija klin między nich a niektóre skupiska społeczne, (…) umiejętnie spreparowany i naśladowany dokument wywoływał u niektórych wpływowych działaczy podziemia wściekłość i załamanie, a także bezradność”.


Jednak nie wszystko wyglądało dla SB tak kolorowo, jak naświetlał to pułkownik Kuca. Cześciową porażką okazała się utworzona we wrześniu 1982 r., z inspiracji służb, wspomniana MKO. Poza tajnymi współpracownikami SB, składała się także z autentycznych konspiratorów. Utworzenie MKO było największą tajną operacją SB w stanie wojennym. W styczniu 1983 r. Kuca mówił, że w ramach MKO działało trzech członków Prezydium Komisji Krajowej, trzech członków Komisji Krajowej rozbitej Solidarności oraz szereg aktywistów z szestnastu województw (wówczas w PRL było 49 województw), których wspierało dalszych 180 osób.

Pomimo odczytywania dokumentów MKO m.in. w Radiu Wolna Europa i podejmowaniu pewnych kontaktów z przedstawicielami TKK, struktura ta od początku nie cieszyła się jednak pełną wiarygodnością. Wielu działaczy podziemia podchodziło z dystansem m.in. do publikowanego przez MKO wydawnictwa „Bez dyktatu”. Pisma o doskonałej jakości, jak na warunki konspiracyjnego druku, ale z kontrowersyjnymi tekstami, wzywającymi do porozumienia z reżimem gen. Jaruzelskiego. Finalnie działacze MKO ujawnili się po lipcowej amnestii w 1983 r., która okazała się totalną porażką władz. Wcześniej członkowie MKO byli główną siłą podziemia, negującą potrzebę strajku generalnego. SB – poprzez MKO – nie udało się także zrealizować głównego celu, dla którego ją utworzyli, tj. rozbicia i aresztowania liderów TKK.

„Cesarz” Wałęsa

Jaruzel wyje melancholijnie

Internowani gotowali „czaj”, tak mocny, że działający niemal narkotycznie. Kawę zaparzali w zakręcanych i opatulanych swetrami słoikach, żeby była mocniejsza.

zobacz więcej
Podczas narady szef Biura Studiów oceniał, że zwolniony z internowania w listopadzie 1982 r. Lecha Wałęsa wciąż jest zagrożeniem. Kuca zauważał, że jego postępowanie „jest jak i uprzednio bardzo chwiejne, zależnie kto i jak go nakręci, (…) z jednej strony czyni różne pogróżki pod adresem rządu, z drugiej zaś widzi się nadal w roli partnera do negocjacji. (…) Opętany manią nadprzyrodzonego posłannictwa i mesjanizmu wywodzącego się z rzekomych przodków cesarzy rzymskich (do takich przekonań doszedł w odosobnieniu), ma nadzieję odegrania historycznej roli politycznej. Wcale to mu nie przeszkadza skupiać się nad sprawami doczesnymi. W szczególności interesuje go sprawa zebrania po świecie dolarów z przyznanych mu nagród”.

Pobrzmiewały w tej wypowiedzi płk. Kucy echa nagranej przez SB we wrześniu 1982 r. rozmowy Lecha Wałęsy z jego bratem Stanisławem. Pułkownik mówił o niej w ścisłej tajemnicy. Rozmowa ujrzała światło dzienne dopiero kilka miesięcy później, kiedy to telewizja – z inspiracji SB – wyemitowała program pt. „Pieniądze”. Zapewne owo nagranie miał na myśli Kuca, gdy mówił, że Biuro Studiów posiada znacznie mocniejsze pozycje niż te wykorzystane przez propagandę w roku wcześniejszym. Przyznawał bez ogródek: „wykorzystanie ich w propagandzie masowej uzależniamy od rozwoju sytuacji, a także od zachowania »bohaterów«. Jeśli będą podnosić głowę, jątrzyć i podjudzać przeciw władzy i socjalizmowi, obnażymy publicznie ich autentyczne oblicze”. We wrześniu 1983 r. kierownictwo MSW uznało, że Wałęsa zaczął „podjudzać” i wówczas je upubliczniło.

Obraz malowany przez esbeków podczas styczniowej narady przedstawiał pesymistycznie sytuację podziemia. Tropiący je esbecy uważali, że jest ono prawie całkowicie rozbite, niezdolne do szeroko zakrojonych działań, takich jak strajk generalny, i brak mu silnego, ogólnopolskiego kierownictwa. Do tego dochodziła sytuacja agenturalnej penetracji niektórych struktur opozycyjnych, ich kanałów łączności…
Kryzys bydgoski, marzec 1981. Lech Wałęsa (z prawej) i jego brat Stanisław Wałęsa podczas przerwy w obradach z rządem. Fot. Chris Niedenthal / Forum
Nie można jednak z tego wyciągać wniosku, że esbecy mieli wszystko pod kontrolą. Przez rok – a to były ich priorytety – nie potrafili rozbić TKK, czy aresztować liderów podziemia, takich jak Zbigniew Bujak, Józef Pinior, Kornel Morawiecki, Władysław Hardek czy Eugeniusz Szumiejko. Gry operacyjne Biura Studiów SB – głównie z powodu zniszczenia dokumentacji tej jednostki – wciąż pozostają najbardziej tajemniczym i emocjonującym elementem funkcjonowania podziemia lat 80. XX wieku.

Styczniowe wystąpienie płk. Kucy dokłada kilka kolejnych puzzli do tej mocno dziurawej układanki, a „cesarz” Wałęsa jawi się na tym tle jeszcze bardziej niejednoznacznie. Penetracja agenturalna konspiracji solidarnościowej obrosła przez lata w mity, które zręcznie podsycali sami esbecy. Z Czesławem Kiszczakiem na czele. To nikt inny jak Kiszczak przez długie lata w III RP przekonywał, że jego podwładni mieli rozpracowane całe podziemie. Była to jednak ocena nie tyle prostacka w swej rozciągłości, co w dużej mierze nieprawdziwa.

Stało się to widoczne w przeddzień transformacji ustrojowej, gdy szefowie najważniejszych pionów operacyjnych SB stwierdzali wprost, że w wielu organizacjach opozycyjnych, zwłaszcza tych radykalnie antykomunistycznych, mają problem z ulokowaniem agentury, a nawet ustaleniem tożsamości wielu aktywistów. Jednak zanim do tego doszło, podziemie było zwalczane przez SB jeszcze przez kilka lat. A skutek tego bywał bardzo różnorodny: od spektakularnych sukcesów po wstydliwe porażki.

– Grzegorz Wołk

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Arłamów, 15.11.1982. Lech Wałęsa w dniu zwolnienia z internowania w ośrodku wypoczynkowym Urzędu Rady Ministrów w Arłamowie, zbudowanym na terenie 11 wsi, zwanym państwem arłamowskim, o kryptonimie W-2. Było to ulubione miejsce premiera Piotra Jaroszewicza, potem Edward Gierek zapraszał tu na polowania komunistycznych dygnitarzy (m.in. Leonida Breżniewa, Ericha Honeckera). Wałęsę przebywał tam od maja 1982 r., wcześniej był w ośrodkach rządowych w Chylicach i Otwocku Wielkim. Fot. PAP/Ireneusz Radkiewicz
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Historia niezłomności i kolaboracji aktorów od czasów okupacji
Chłopcy z konspiracji strzygli i chłostali zdrajców podczas spektaklu, na oczach publiczności.
Historia Najnowsze wydanie
Totalna inwigilacja
Czy żyliśmy w Ubekistanie? Nasza rodzina na pewno.
Historia Poprzednie wydanie
„Podobno są jatki, gdzie z ludzi robią kiełbasy”. Mięso w PRL-u
Skazano za nie na śmierć. Było powodem strajków w 1970, 1976 i lipcu 1980 roku.
Historia Poprzednie wydanie
Kołacz Kaufmana. Polska miała sięgać aż po Ren
To był plan zagłady Niemiec: rozbiór ziem i sterylizacja 48 milionów ludzi.
Historia wydanie 19.02.2021 – 26.02.2021
Na odsiecz Finom! Wojna zimowa a sprawa polska
Gdyby Helsinki czekały na pomoc aliantów, zostałyby na lodzie.