Historia

Dar Stalina, czyli jak z polskiego Wilna zrobił się litewski Vilnius

Litwini zaczęli świętować. Na ulice miast wyległy tłumy. Politycy, tak z lewa, jak i z prawa, prześcigali się w peanach na cześć ZSRR. Fabionas Kemesis ze Związku Wyzwolenia Wilna głosił: „19 lat cierpieliśmy z powodu utraty Wilna. Nasz wschodni sąsiad – Wielka Rosja – po czasowym przejęciu z rąk okupanta naszej stolicy i Kraju Wileńskiego, zwrócił je nam!”. Choć w Wilnie dominowali Polacy, litewskie społeczeństwo wyobrażało sobie Wileńszczyznę jako krainę cierpiętniczą, której mieszkańcy marzą o połączeniu się z Litwą.

Klimat polityczny między Warszawą a Kownem był, przez niemal całe Dwudzistolecie Międzywojenne, tak gęsty, że można go kroić nawet nie nożem, a siekierą. Nie zmieniła tego nawet spektakularna interwencja Józefa Piłsudskiego w grudniu 1927 roku w Genewie, gdy na sesji Ligi Narodów uderzając pięścią w stół, Marszałek zadał litewskiemu premierowi pytanie: „Pokój czy wojna?”. Augustinas Voldemaras odpowiedział, że pokój, ale stan zimnej wojny między sąsiadami potrwa jeszcze 11 lat.

Powodów było kilka, ale na plan pierwszy wysuwało się Wilno, stanowiące dla Litwinów rodzaj raju utraconego.

Czy to w prasie, czy w radiu, czy w programach szkolnych – wszędzie na Litwie dominował przekaz o mieście jako odwiecznej stolicy, podstępnie zagrabionej przez Polaków. Społeczeństwo demonstrowało ten pogląd na co dzień i od święta, a szczególnie 9 października, tj. w rocznicę tzw. buntu Żeligowskiego. Litwini ochrzcili ten dzień „wspomnieniem wiarołomnego zajęcia Wilna przez Polaków”, organizując rokrocznie szeroko zakrojone obchody żałoby narodowej.

Wspólnota zagrożenia

Przełomem we wzajemnych relacjach – krótkotrwałym i ograniczonym głównie do sfery polityki – stało się ultimatum z marca 1938. Polacy co prawda przymusili Litwinów do nawiązania stosunków dyplomatycznych, ale pierwsze lody zostały przełamane. Wkrótce Warszawa i Kowno jeszcze bardziej się do siebie zbliżyły, ale, niestety, myliłby się ten, kto postrzegałby to zbliżenie w kategoriach przyjaźni. Oba kraje połączyła wspólnota zagrożenia ze strony III Rzeszy.

Jesień 1938 przyniosła aneksję Kraju Sudeckiego, ale Adolf Hitler nie zamierzał na tym poprzestać. Na kolejne cele obrał Okręg Kłajpedy i Wolne Miasto Gdańsk – jedyna różnica polegała na tym, że Kłajpedę zamierzał Litwie po prostu odebrać, a zajęcie WMG miało stanowić wstęp do sojuszu z Polską, zwieńczonego wspólnym atakiem na ZSRR.
Naczelny wódz Litwy Stasys Rastikis zdawał sobie sprawę z rosnącego niebezpieczeństwa i 10 marca 1939 odwiedził polskiego attaché wojskowego w Kownie Leona Mitkiewicza. Podczas rozmowy padła z jego ust oferta porozumienia wojskowego, wymierzonego w Rzeszę. Sęk w tym, że kilkanaście dni później propozycja była jedynie wspomnieniem – Litwa skapitulowała przed żądaniami Hitlera i Niemcy bezkrwawo zajęli kolejne terytorium.

Sanacja tymczasem powiedziała kanclerzowi Rzeszy „nie”, a w odpowiedzi Führer nakazał Wehrmachtowi przygotowania do wojny z Polską i rozpętał kampanię dyplomatyczną na rzecz wciągnięcia Litwy w swoją orbitę. Polskie władze nie zamierzały czekać, aż Kowno – dobrowolnie bądź pod przymusem – zaprzęgnie się do niemieckiego rydwanu i podjęły zdecydowaną kontrakcję.

Smetona nakazuje neutralność

Środkiem do zapewnienia sobie neutralności Litwy w potencjalnym konflikcie polsko-niemieckim stał się m.in. majowy pobyt generała Rastikisa w Polsce. Litewski wódz naczelny został przyjęty z wszelkimi honorami – na Dworcu Głównym w Warszawie przywitał go Edward Rydz-Śmigły, a harmonogram wizyty objął również spotkania z ministrem spraw zagranicznych Józefem Beckiem i prezydentem Ignacym Mościckim. Do tego złożenie wieńca na Grobie Nieznanego Żołnierza, podczas którego zagrano litewski hymn, a Polacy zgromadzeni wokół placu Piłsudskiego chórem wiwatowali: „Niech żyje Litwa!”.

Polacy przeciw Litwinom. Zapomniane powstanie w Sejnach

Do miasta przyjechał litewski premier. Podjudzał miejscową ludność, nie przebierając w słowach, wzywał do wypędzenia Polaków za pomocą siekier czy wideł.

zobacz więcej
Rastikis zwiedził Centralny Okręg Przemysłowy, a polskich dziennikarzy poinformował, że „rozmowy, które […] przeprowadziłem z tutejszymi mężami stanu, przekonały mnie jeszcze raz o szczerości sympatii polskich pod względem Litwy”.

Słowa wzniosłe, ale czy w godzinie próby przełożą się na czyny i Rastikis nie przepuści Wehrmachtu przez swoje ziemie do Polski? – to pytanie przed 1 września zadawał sobie attaché Mitkiewicz. Pytanie tym aktualniejsze, że Litwa nie pozostała do końca obojętna na zabiegi Rzeszy i 20 maja 1939 zawarła z nią nową umowę handlową.

W myśl układu wartość wymiany towarów na linii Berlin-Kowno miała wzrosnąć ze 117 do niemal 300 milionów litów, a tym samym objąć 75% eksportu i 86% importu Litwy! Niemniej, na pytanie o neutralność sąsiada Polacy odpowiedzieli sobie pozytywnie i w trzeciej dekadzie sierpnia dowództwo nakazało marsz na zachód dywizjom piechoty i brygadom kawalerii strzegącym litewskiej granicy. Na miejscu pozostały jedynie jednostki zapasowe. Czas pokazał, że była to dobra decyzja, choć nie obyło się bez momentów niepokoju.

Owe momenty to naciski Niemców – tuż przed wybuchem wojny poseł Niemiec w Kownie, Erich Zechlin, wypytywał tamtejszych polityków o ewentualne zamiary skoncentrowania litewskich oddziałów przy granicy z Rzeczpospolitą. Do takiej koncentracji na przełomie sierpnia i września rzeczywiście doszło, ale nadgraniczne siły zostały ustawione defensywnie. Litwa przyjęła postawę neutralną, co 1 września 1939 r. potwierdził specjalnym aktem prezydent Antanas Smetona.
Prezydent Antanas Smetona (10.08.1874-09.01.1944). Fot. ullstein bild via Getty Images
Mimo to, w niektórych litewskich kręgach politycznych i wojskowych nadał trwała dyskusja pd tytułem „wkraczamy na Wileńszczyznę bądź przepuszczamy Wehrmacht” (zwolennikami wojny z Polską byli podobno premier i minister spraw wojskowych). Kategoryczne sprzeciwy Smetony i Rastikisa zamknęły dyskusję i na nic zdały się intrygi posła litewskiego w Berlinie, Kazysa Škirpy (zapewniał Niemców, że „przepędzi bandy Żeligowskiego ze stolicy Litwy”). Z odmową spotkał się też attaché wojskowy Rzeszy, Emil Just, który 13 września przekonywał Rastikisa, że jeśli Litwini ruszą na Wilno, mogą liczyć na wsparcie Luftwaffe.

Gościnni jak Litwini

Oczywiście Smetona nie kierował się miłością do Polski – już po nawiązaniu relacji dyplomatycznych z Warszawą oświadczył współpracownikom, że „polskiego posła jako głowa państwa mogę przyjąć jedynie na Zamku Giedymina w Wilnie”. Dodajmy słowa premiera Jonasa Černiusa z września, iż „Wilno jest okupowane przez Polskę i pod względem prawnym oraz etnicznym należy do Litwy”, a będziemy mieli pełniejszy obraz sposobu myślenia kowieńskich elit. O ich neutralności przesądziły interesy, zwłaszcza obawa, że przyłączenie się do Niemiec będzie w dłuższej perspektywie równoznaczne z utratą suwerenności.

Narutavičius i Narutowicz. Dwaj bracia, dwie kultury. Życie obu zakończył strzał

Ich starania na rzecz zgody między Polską i Litwą okazały się daremne.

zobacz więcej
Litwini mieli rację o tyle, o ile zgodnie z pierwotnymi ustaleniami paktu Ribbentrop-Mołotow Litwa weszła do niemieckiej strefy wpływów. Dopiero 28 września 1939 roku totalitarne reżimy ustaliły, że kraj przypadnie Sowietom...

Tymczasem 17 września Armia Czerwona zaatakowała Rzeczpospolitą i przed decydentami w Kownie stanęło widmo zalania kraju przez tysiące polskich uchodźców, zarówno cywilnych, jak i wojskowych. W związku z tym, jeszcze tego samego dnia Litwini zamknęli granicę z Polską – na szczęście na krótko.

Na napływ Polaków nie musieli długo czekać – w nocy 18/19 września przed pogranicznikami stanęły pierwsze grupy cywilów, żołnierzy i policjantów. Ostatecznie, na Litwę przybyło ok. 14 tys. wojskowych i dwa tysiące osób cywilnych, w tym Aleksandra Piłsudska z córkami i były premier Aleksander Prystor.

Przyjmując uchodźców, Litwini generalnie stanęli na wysokości zadania – dla polskich żołnierzy podstawiono przy punktach granicznych pociągi, ciężarówki i autobusy, transportujące ich do miejsc internowania. W drodze Polacy mogli liczyć na gorące posiłki i kilkukrotny nocleg.
Sowiecka agresja na Polskę rozwiązała Litwinom ręce. Litewskie czołgi w drodze na Wilno. Fot. By Unspecified - http://www.kam.lt/images/thumbnail/?id=11300;w=984;h=504;, GFDL, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=8258241
Co więcej, Litwa wyraziła zgodę na przylot z Warszawy samolotu wojskowego „Sum”. Nie była to byle jaka maszyna, a bombowiec porwany wcześniej z Rumunii, którym wysłannik Rydza-Śmigłego, major Edmund Galinat przywiózł do stolicy rozkaz utworzenia podziemnej organizacji zbrojnej. Takie były początki Służby Zwycięstwu Polski, poprzedniczki Armii Krajowej...

Litwini zatroszczyli się o los cywilów – Litewski Czerwony Krzyż ogłosił poświęconą im zbiórkę, pozyskując rzeczy o wartości 73 000 litów (odzież, pościel, żywność, książki itd.).

Raj utracony i odzyskany

Pomoc pomocą, ale o ile w wypadku wojny polsko-niemieckiej Litwini zachowali neutralność, o tyle po agresji ZSRR uznali, że rozwiązały im się ręce. Polski rząd i wódz naczelny internowani w Rumunii, Wojsko Polskie w rozsypce – z perspektywy Kowna trudno było wyobrazić sobie lepszy moment na zajęcie Wileńszczyzny.

Na razie co prawda nad Wilią stacjonowała Armia Czerwona, ale Sowieci jeszcze we wrześniu poinformowali Smetonę, że „w zasadzie zamierzają przekazać Wilno i Wileńszczyznę Litwie”. Za realizację tej obietnicy Litwini byli gotowi zgodzić się na wiele, nawet na krasnoarmiejców w swoich granicach.

Pakt o wzajemnej pomocy, który zawarli 10 października z Sowietami, przewidywał nie tylko wcielenie Wileńszczyzny do Litwy, ale także utworzenie na litewskim terytorium radzieckich baz wojskowych (z 20 tys. żołnierzy).

Sowietyzacja w ratach. Jak Związek Radziecki zniewolił kraje nadbałtyckie

„Inaczej mogłoby z wami stać się to, co z Polską” – pochwalił rozsądek Estończyków Józef Stalin, gdy w 1939 r. podpisali z Sowietami porozumienie o wzajemnej pomocy, naciskani groźbą agresji Armii Czerwonej.

zobacz więcej
Czy Smetona i jego ministrowie zdawali sobie sprawę, że w ten sposób szykują pogrzeb swojej niepodległości? Być może, ale nie mieli specjalnego pola manewru – skorzy niedawno do antypolskiego sojuszu Niemcy tym razem byli głusi na prośby o współpracę (trzymając się ustaleń z ZSRR), a poza tym Józef Stalin przynosił im w darze Wilno.

Układ wszedł więc w życie, a polskiemu przedstawicielstwu w Kownie pozostał protest i pakowanie manatek – 14 października poseł Franciszek Charwat opuścił placówkę.

Litwini natomiast zaczęli świętować: na ulice miast wyległy tłumy, czasem kilku, a czasem kilkudziesięciotysięczne (jak w Kownie), politycy, tak z lewa, jak i z prawa, prześcigali się w peanach na cześć ZSRR. Fabionas Kemesis ze Związku Wyzwolenia Wilna głosił: „19 lat cierpieliśmy z powodu utraty Wilna. Nasz wschodni sąsiad – Wielka Rosja – po czasowym przejęciu z rąk okupanta naszej stolicy i Kraju Wileńskiego, zwrócił je nam!”.

Lata propagandy zrobiły swoje i choć w Wilnie dominowali Polacy (322 tysiące wobec 227 tysięcy innych nacji, w tym zaledwie 31 tysięcy Litwinów), litewskie społeczeństwo wyobrażało sobie Wileńszczyznę jako krainę cierpiętniczą, której mieszkańcy marzą o połączeniu się z Litwą.

Rządzący? Mieli świadomość przewagi polskiego żywiołu nad Wilią, ale decyzję o postępowaniu wobec Polaków odłożyli na później. Na razie skupili się na aneksji regionu – do Wilna posłano delegatów cywilnych i wojskowych, a na powitanie armii litewskiej zwieziono do miasta młodzież z całej Litwy. Wreszcie, 28 października żołnierze wkroczyli na wileńskie ulice, napotykając bramy triumfalne przygotowane przez mniejszość litewską.

Program przyjacielskich gestów

Reakcją Polaków na obce mundury była obojętność (np. arcybiskup Romuald Jałbrzykowski zakazał bicia w dzwony z okazji wejścia Litwinów), którą początkowo władze litewskie starały się zmienić w przychylność.
28 października 1939 żołnierze litewscy wkroczyli na wileńskie ulice. Fot. By Unspecified http://www.kam.lt/images/thumbnail/?id=11299;w=984;h=504;, GFDL, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=8258069
Przykłady? Zgoda na uroczystości na cmentarzu na Rossie z okazji Zaduszek – przy grobie z sercem Piłsudskiego i mogiłach polskich żołnierzy zebrało się ok. 20 tys. osób składających kwiaty i śpiewających patriotyczne pieśni. Litwini zezwolili też na obchody Święta Niepodległości (z zastrzeżeniem ich organizacji w przestrzeni zamkniętej) – w szkołach i na Uniwersytecie Stefana Batorego odbyły się akademie, w kościołach uroczyste msze, a Teatr na Pohulance wystawił spektakl pt. „Reytan”.

Mało? W porównaniu z 11 listopada w Generalnej Guberni (w Krakowie wykrycie domu z patriotycznym plakatem oznaczało rozstrzelanie jednego domownika) i na ziemiach wcielonych do ZSRR (organizatora obchodów w obozie w Starobielsku, Stanisława Kwolka, skazano na 8 lat łagru) niebo a ziemia.

Nadziei na łagodny kurs władz wobec Polaków dostarczały też warunki internowania żołnierzy WP – w większości trafili do domków w miejscowościach letniskowych, ale Litwini starali się przystosować pomieszczenia do nadchodzącej zimy (ocieplanie ścian, piecyki żelazne). Wyżywienie? Jak pisał jeden z „gości”, „śniadania to biała kawa, chleb z masłem, nierzadko kiełbasa. Obiady smaczne, przeważnie są z mięsem”.

Żołnierze mogli się przy tym swobodnie poruszać – podróże do miasta po zakupy czy wizyty w kościołach (msze odprawiali polscy kapelani) stanowiły stały element obozowego życia. Ponadto, litewskie dowództwo przez jakiś czas patrzyło przez palce na ucieczki Polaków, czemu sprzyjały spore odległości między strażami.

Z dokumentów wynika, że utrzymanie obozów kosztowało Litwinów 5,5 miliona litów (stan na 16 stycznia 1940), ale warto dodać, że sami przejęli mienie Wojska Polskiego o wartości blisko 2 milionów (konie, samochody, motocykle, broń itd.). Niestety, z czasem relacje internujących i internowanych się pogorszyły, głównie wskutek nacisków litewskich na powroty żołnierzy do domów.

Któż nie chciałby wrócić do siebie? – zapyta ktoś. Jeśli jednak powrót np. do Generalnej Guberni mógł oznaczać aresztowanie lub deportację, nie dziwi, że Litwini spotkali się ze sprzeciwem. Doszło nawet do aresztowania grupy opornych oficerów i osadzenia ich w forcie twierdzy kowieńskiej...

W międzyczasie nastąpiła zmiana taktyki Kowna wobec Polaków z Wilna – celem strategicznym niezmiennie pozostawała ich lituanizacja, ale program powolnych kroków i przyjacielskich gestów wobec wileńskiej większości zastąpiło dążenie do konfrontacji. Rządowa prasa otwarcie oskarżyła Polaków o separatyzm: „Polonia wileńska otrzymała dyrektywy z »góry« i marzy, że […] Wilno stanie się kolebką Wielkiej Polski”.

Wilno litewskie jest i basta!

Symbolem postępującej lituanizacji Wileńszczyzny stały się kolejne ustawy i rozporządzenia – sporo złego narobiła zwłaszcza ustawa o obywatelstwie jej mieszkańców, uchwalona pod koniec listopada. Akt skonstruowano tak, że ponad 100 tysięcy Polaków mieszkających w Wilnie, pracujących tu, posyłających dzieci do szkoły itd., uznano za „obcokrajowców”.
Litewskie wojska w Wilnie. Fot. Michael Nicholson/Corbis via Getty Images
Miało to praktyczne konsekwencje, które wskazywał „Kurier Wileński”: „Ustawodawstwo litewskie nie pozwala obcokrajowcom prowadzić księgarń, trudnić się szoferką, posiadać koncesji na sprzedaż alkoholu. Obcokrajowcy nie posiadają prawa praktyki lekarskiej, nie mogą prowadzić aptek […] Nie mogą pracować w urzędach państwowych i samorządowych”.

Wileński apartheid? Mocne, ale adekwatne słowa – wkrótce na bruk trafiło 506 pracowników samorządu, 2354 kolejarzy, spośród 200 geometrów pozwolenie na pracę otrzymało 70 itp. Bezrobocie wśród Polaków gwałtownie rosło, do tego stopnia, że część robotników bez litewskiego paszportu zgłosiła się po zatrudnienie do podwileńskich baz Armii Czerwonej.

W jeszcze gorszej sytuacji postawiono, zaliczonych do osobnej kategorii, uchodźców-cywili, którym umożliwiono jedynie pracę w rolnictwie i leśnictwie.

Klasówka z polnych duchów? Neopoganie jak katolicy

Będą mogli prowadzić zajęcia z religii w szkołach państwowych i udzielać ślubów. Mogą też liczyć na ulgi podatkowe oraz przyznanie czasu antenowego w telewizji.

zobacz więcej
Zmiana objęła też sferę symboliczną – do maja 1940 blisko 500 wileńskich ulic otrzymało nowe, zlituanizowane nazwy. O takich drobiazgach, jak nakaz zapisywania po litewsku adresów na listach i paczkach nie warto nawet wspominać.

Nauczycielka zrywa orła

Warto za to zatrzymać się na chwilę przy oświacie, którą władze potraktowały jako poligon doświadczalny. Jedna strona medalu to masowe kursy języka dla dorosłych, przeważnie przymusowe. Tak było z kolejarzami – tym, którzy utrzymali pracę, polecono rozpoczęcie nauki, a znajomość litewskiego miał co miesiąc sprawdzać przełożony. Druga to brutalna lituanizacja szkół, obejmująca placówki średnie, zawodowe oraz podstawówki.

Scenariusz we wszystkich typach szkół był podobny – masowe zwolnienia polskich nauczycieli (do maja 1940 wymówienia otrzymało 583 pedagogów), sprowadzenie na ich miejsce Litwinów oraz zmiany w programie szkolnym. Od tej pory wileńscy uczniowie mieli intensywnie uczyć się litewskiego (do 6 godzin tygodniowo), a także historii i geografii Litwy, pełnych antypolskich akcentów. Naukę polskiego ograniczono niemal do zera, a klasowe ściany zostały pozbawione polskich godeł i wizerunków Piłsudskiego czy Mościckiego. „Nierzadko nauczycielka sama wobec dzieci zrywa orła ze ściany i rzuca na ziemię. W innym miejscu portrety każe rzucić do pieca”.

Wisienką na torcie stała się likwidacja Uniwersytetu Stefana Batorego w grudniu 1939 roku. Poprzedziła ją nagonka na uczelnię w prasie – rządowy „Lietuvos Aidas” pisał na przykład, że USB „stanowi ekspozyturę polskiej myśli państwowej”.

Usunięcie owej „ekspozytury” powierzono Ignasowi Končiusowi, który przejął funkcję rektora z rąk Stefana Ehrenkreutza. Litwini zamknęli uczelnię 15 grudnia, choć dzień wcześniej polscy studenci uczestniczyli w kolokwiach i wykładach (dominującą tematyką były dzieje USB), a nazajutrz, wraz z profesorami, pożegnali alma mater uroczystą mszą. Na do widzenia Končius nakazał Polakom opuszczenie akademików do 1 stycznia.

Gdzie dwóch się bije...

Jaka była odpowiedź Polaków na szykany ze strony litewskiej? Skupili się na sobie, a dokładniej na rozwijaniu legalnego życia kulturalnego – dotyczyło to zarówno internowanych żołnierzy (teatrzyk amatorski „Nasz Teatr” w Kalwarii, chór w Połądze, obozowe gazety), jak i cywilów (Teatr na Pohulance, teatr muzyczny „Lutnia” i inne placówki, w których występowały takie gwiazdy jak Hanka Ordonówna czy Ludwik Sempoliński).

W tej materii Litwini wykazywali się względnym liberalizmem, ale i tak część Polaków zaczęła konspirować. Mowa o podziemnych partiach politycznych, od PPS po endecję, oraz Okręgu Wileńskim Służby Zwycięstwu Polski (później ZWZ i AK) – na jego czele stanął pułkownik Nikodem Sulik.
Litwini nie cieszyli się długo. W czerwcu 1940 roku do Wilna wkroczyli Sowieci. Fot. Fine Art Images/Heritage Images/Getty Images
Nie sposób jednak pominąć inicjatyw dowodzących, że polsko-litewski dialog był mimo wszystko możliwy. Weźmy sytuację z 25 kwietnia 1940, gdy nacjonaliści litewscy dokonali nalotu na teatr „Lutnia” i zdemolowali część wyposażenia. Związek Literatów Litewskich oświadczył wówczas, iż „jest wypadkiem zasługującym na potępienie ze strony wszystkich ludzi szlachetnych, a w pierwszym rzędzie przez samych Litwinów, najście zorganizowanej grupy na […] ognisko ich [tj. Polaków] kultury narodowej”. Podobnych przykładów znaleźlibyśmy więcej.

Niemniej, stan napięcia między Polakami i Litwinami utrzymywał się nieustannie, kilka razy dochodząc do granicy wrzenia. Tak było w marcu 1940 roku wskutek akcji litewskiej policji bezpieczeństwa – sauguma wydała w ręce gestapo 30 polskich konspiratorów z Wilna. W połowie maja miasto stało się areną starć i wydawało się, że lada moment nastąpi rozlew krwi na znacznie szerszą skalę niż dotychczas.

… tam Sowiet korzysta

Litwini długo nie nacieszyli się Wilnem, bo do gry znowu wkroczyli Sowieci – Stalin uznał, że sukcesy Hitlera na froncie zachodnim to idealny czas na wcielenie republik bałtyckich do Kraju Rad.
Zaczęło się od oskarżenia litewskich żołnierzy o upojenie alkoholem kilku czerwonoarmistów i namówienie ich do dezercji – szef sowieckiego MSZ Wiaczesław Mołotow zasugerował na Kremlu ambasadorowi Litwy, aby „jego rząd podjął niezbędne kroki dla powstrzymania takich prowokacji”. Potem wypadki potoczyły się szybko: 9 czerwca 1940 roku Mołotow zarzucił Litwinom spiskowanie z Łotyszami i Estończykami przeciw ZSRR, a 14 czerwca postawił Smetonie ultimatum – 2 rzekomo antysowieckich ministrów ma zostać aresztowanych, rząd zrekonstruowany na bardziej lewicowy, a Litwa przyjąć bliżej nieokreśloną liczbę żołnierzy Armii Czerwonej. Nazajutrz 200 tysięce krasnoarmiejców przekroczyło granicę...

Gdyby historia dała nam, Polakom i Litwinom, więcej czasu, to być może obu narodom udałoby się okiełznać nacjonalizmy i dojść do porozumienia. Ale tymczasem Polacy, Litwini i inni wilnianie musieli zapoznać się z sowiecką „sprawiedliwością”. Taką szansę dostał na przykład wtedy mieszkaniec Wilna, a później premier Izraela Menachem Begin, którego aresztowano we wrześniu 1940. Gdy zapytał oficera NKWD o zasadność zatrzymania, usłyszał, że „paragraf 58, z którego was oskarżamy, dotyczy każdego na całym świecie. Kwestia tylko w tym, kiedy ktoś taki znajdzie się u nas”.

– Tomasz Czapla

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



Cytaty w tekście pochodzą z publikacji “Stosunki polsko-litewskie 1921-1939" i „Litwa, a sprawy polskie 1939-1940" Piotra Łossowskiego, „Pakt diabłów. Sojusz Hitlera i Stalina” Rogera Moorhouse’a oraz „1939. Ostatni rok pokoju, pierwszy rok wojny” Janusza Osicy, Andrzeja Sowy i Pawła Wieczorkiewicza.
Zdjęcie główne: Litewscy żołnierze wkraczają do Wilna w październiku 1939 roku. Fot. Lithuanian Special Archives
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Syberyjski Rockefeller. Polski milioner w Rosji
Produkował dla Rosjan setki tysięcy wiader spirytusu.
Historia Najnowsze wydanie
Freie Stadt Danzig. Niebezpieczna nostalgia nad Motławą
Ulice były wolne dla brunatnych batalionów.
Historia Najnowsze wydanie
Tłum szturmował samoloty, statki i barki. Amerykańska hańba
To moralna porażka Stanów Zjednoczonych – donosił prezydentowi Fordowi Henry Kissinger.
Historia Poprzednie wydanie
Dekalog dobrego człowieka
Społeczna Krucjata Miłości miała doprowadzić do powstania „nowych ludzi plemienia”.
Historia Poprzednie wydanie
Przestudiowałem „Kapitał” trzy razy
„Inteligencja nasza nieraz, nieświadomie może, przygotowuje grunt dla komunizmu, a sobie szafot” – pisał w 1938 roku ks. Wyszyński.