Cywilizacja

Nic już się nie da naprawić. Detrans, czyli nieoczekiwana zmiana płci

Z opowieści tych, którzy wrócili do dawnej płci, wyłania się nieciekawy obraz lekarzy i terapeutów jako ludzi często bez żadnych oporów namawiających do zmiany. Nie zadają oni sobie trudu, by wniknąć w niuanse stanu duchowego pacjenta. Twierdzą, że zmiana płci to remedium na trudności wieku młodzieńczego.

– W psychologii bardzo silna jest dziś tendencja wspierania transseksualizmu i praw transseksualistów. Dlatego jest mi tak trudno – mówi Elan Anthony, czterdziestoparoletni Amerykanin, który jako 19-latek poddał się operacji zmiany płci. Przez 20 lat funkcjonował jako kobieta. Czy nią był? Oczywiście, że nie. Gdyby czuł, że naprawdę dobrze mu w kobiecej skórze, nie zdecydowałby się na to, by odwrócić przeprowadzone zmiany i znowu stać się mężczyzną.

Nie jest w tym odosobniony. Wolność wyboru płci, o jakiej głośno krzyczą bojownicy o postęp obyczajowy, w niejednym wypadku okazuje się zwodnicza. Nie przynosi uspokojenia ani tak mocno oczekiwanego szczęścia, nie oznacza też wyzwolenia z krępujących okowów. Wtedy ratunkiem staje się powrót do stanu sprzed przemiany. Choć nie wszystko da się odwrócić. Są takie sfery, w których nic już się nie da naprawić.

– Mam trudności w kontaktach z ludźmi, zarówno z mężczyznami, jak kobietami. Nigdy nie będę mógł mieć dzieci – nie zostanę biologicznym ojcem. Bardzo nad tym boleję. Ciągle też nie mogę odzyskać równowagi hormonalnej – Elan Anthony podsumował fatalne skutki w rozmowie z brytyjskim dziennikiem „Guardian”. Ale próbuje ułożyć sobie życie. Studiuje psychologię, by móc pomagać ludziom, którzy przeszli przez to samo, co on.

Nowa sytuacja wymaga nowej terminologii. Tak pojawiło się, a nawet już zadomowiło w języku określenie „detransition”, oznaczające porzucenie płci z wyboru i powrót do dawnej – płci z urodzenia. Język polski nie jest równie plastyczny jak angielski, ale stwierdzenie, że transseksualiści, czyli osoby „trans”, jak się je krótko nazywa, mogą stać się „detrans”, nie kryje w sobie żadnych niejasności. Doskonale wiadomo, o co chodzi.
Oficjalna flaga transgenderowych aktywistów pojawia się na demonstarcjach w różnych miejscach świata. Nie mogło jej zabraknąć we francuskiej Tuluzie. Fot. Alain Pitton/NurPhoto via Getty Images
Zjawisko jest na tyle wyraźne – no i ciekawe, oczywiście – że od pewnego czasu dostrzegają je media, również te, które mocno sprzyjają nowinkom obyczajowym. Przyjrzyjmy się zatem paru historiom z życia wziętym, opisanym przez BBC oraz brytyjskie dzienniki „Guardian”, „Daily Telegraph” i „Daily Mail”. Bohaterami, poza wspomnianym Elanem Anthonym, są Angielki Keira Bell i Debbie oraz Belgijka Ellie i Niemka Nele (nazwisk trzech ostatnich nie ujawniono).

Największe z kłamstw

Gdy czyta się relacje ludzi detrans, trudno oprzeć się wrażeniu, że do miejsca, w którym się znaleźli, doprowadziły ich nie tylko zaburzenia natury duchowej i problemy w kontaktach społecznych, ale także moda. Opisała ją amerykańska dziennikarka Abigail Shrier w niedawno wydanej (i omówionej już przez Tygodnik TVP, nr 153) książce pt. „Irreversible Damage: The transgender Craze Seducing Our Daughters” („Nieodwracalne szkody: Transgenderowy szał uwodzi nasze córki”).

Okazuje się, że niebezpiecznej modzie na bycie trans ulegają młode kobiety, zwłaszcza z dobrych rodzin i szczególnie studentki. Nigdy wcześniej, jak zapewniają ich rodziny, nie wykazywały one żadnych chęci, by przemienić się w mężczyzn. Dlaczego więc teraz tego chcą? Czyżby uległy zbiorowej histerii?

Czy zaburzenie tożsamości płciowej jest zaraźliwe? Transgenderowy szał na uczelniach

W poprzedniej dekadzie w USA były tylko dwie kliniki zmiany płci, a obecnie jest ich aż 65.

zobacz więcej
Wspólny mianownik stanowi również niefrasobliwość lekarzy i terapeutów. Z opowieści tych, którzy wrócili do swej dawnej płci, wyłania się nieciekawy obraz ludzi często bez żadnych oporów namawiających do zmiany. Ludzi, którzy nie zadają sobie trudu, by wniknąć w niuanse stanu duchowego pacjenta. Twierdzą, że zmiana płci to remedium na trudności wieku młodzieńczego, i może nawet w to wierzą. W dodatku wielu zapewnia, że jeżeli zmiana płci nie pomoże, cały proces z powodzeniem da się cofnąć, bo jest on w pełni odwracalny.

– Kiedy poszłam do terapeuty, tak sobie luźno myślałam, że być może jestem trans. Ale on od razu zaczął zwracać się do mnie jak do mężczyzny i używać męskich zaimków. Powiedział, że to jasne jak słońce, iż jestem transseksualistką. I że co do nikogo nie miał takiej pewności, jak wobec mnie – opowiada Nele.

Z jej partnerką Ellie (partnerką w wydaniu męskim i damskim – o czym dalej) było podobnie. Ellie, która jako dziecko nie miała żadnych problemów, w okresie dojrzewania popadła w stan rozchwiania. W owym czasie była pod wrażeniem oglądanych na serwisie YouTube mężczyzn trans, którzy nie robili tajemnicy z tego, że stali się mężczyznami dzięki kuracji testosteronem. Byli piękni i silni i Ellie uznała, że powinna pójść w ich ślady. Ale miała tylko 16 lat i bez zgody rodziców nic nie mogła zrobić.

– Pierwszy lekarz – opowiada dzisiaj – powiedział, że powinnam poczekać. Uznałam, że to przejaw transfobii, i znalazłam innego. Ten drugi był nastawiony pozytywnie, no i powiedział, że wszystkie skutki terapii trans da się odwrócić. To jest największe z wielkich kłamstw. Dobrze wiedziałam, że tak nie jest i że temu lekarzowi nie można ufać. Ale byłam szczęśliwa, że tak to ujął, bo dzięki temu moi rodzice się zgodzili.

Na zawsze męski głos

Nie tylko Ellie ma to lekarzom za złe. W Londynie właśnie zapadł werdykt w sprawie, jaką klinice Tavistock and Portman NHS Trust wytoczyły dwie kobiety: 23-letnia Keira Bell, która zmieniła płeć na męską, ale rozpoczęła już procedurę powrotu do dawnej, oraz anonimowa kobieta znana jako Mrs A. Jej 16-letnia autystyczna córka została zakwalifikowana do terapii. Obie domagały się, by w klinice zaprzestano blokowania procesu dojrzewania u dzieci, które umyśliły sobie, że muszą zmienić płeć. Powinno to być dopuszczalne tylko w absolutnie wyjątkowych przypadkach i wyłącznie za zgodą sądu.

Tavistock to największa w Wielkiej Brytanii klinika zajmująca się tzw. dysforią płciową, czyli rozbieżnością między płcią biologiczną a tym, jak postrzega ją sam zainteresowany. Prowadzi terapię i zabiegi. Jest zarazem jedyną tego typu placówką, która przeprowadza terapie u osób poniżej 18. roku życia.

Ściślej: przeprowadzała do teraz – bo sąd podzielił stanowisko wnioskodawczyń i zakazał tego rodzaju praktyk wobec dzieci do 16. roku życia. Jest niemożliwe, orzekł, by były one w stanie pojąć ryzyko związane z przyjmowaniem środków blokujących dojrzewanie i ocenić długofalowe tego konsekwencje. Nie są zatem kompetentne do podejmowania decyzji.
Londyńska Trans Pride odbyła się we wrześniu pod hasłem m.in. uznania osób niebinarnych. Fot. Wiktor Szymanowicz/NurPhoto via Getty Images
Sytuacja jest alarmująca, bo liczba takich spraw – jak wynika z dokumentów przedstawionych sądowi przez ich adwokata – w ostatnich latach rosła lawinowo: z 97 przypadków w 2009 roku do 2590 w 2018 roku. To wzrost 25-krotny!

Istnienie placówki takiej jak Tavistock to prawdziwy skandal narodowy, efekt poprawności politycznej, urojeń, głupoty i bezduszności – tak werdykt sądu komentuje tygodnik „The Spectator”. I dodaje: „To, co spotyka dzieci – w tej durnej klinice, ale także w szkołach, gdzie dzień w dzień radykalne organizacje i zidioceni nauczyciele sączą dzieciom propagandę pro-trans – stanowi sedno tej odmiany wojny kulturowej”.

Keira Bell sama przez to przeszła. – Nie potrafię nawet wyrazić, jak strasznie żałuję swej decyzji. Podjęłam ją pochopnie, jako kilkunastoletnia dziewczyna. Chciałam, jak wiele osób w tym wieku, nabrać wiary w siebie, a zrobiłam coś, czego negatywne skutki już zawsze będę odczuwać – mówiła przed sądem. I dodała, że „dzieci nie są w stanie ocenić, jakie następstwa, i to na całe życie, mieć będzie przyjmowanie środków blokujących dojrzewanie i hormonów płci przeciwnej”.

Ona sama zaczęła przyjmować testosteron, gdy miała 16 lat. Później poddała się zabiegowi mastektomii. Chociaż po kilku latach, gdy już zdała sobie sprawę z popełnionych błędów, odstawiła testosteron i rozpoczęła proces powrotu do własnej płci, wie, że niektóre zmiany są nieodwracalne. Jak napisała na stronie internetowej, na której prowadzi zbiórkę na pokrycie kosztów procesu: „Mój umysł był w stanie takiego zamętu, że nie mogłam należycie ocenić, jak destrukcyjna okaże się zmiana płci. Następstwa terapii – niski głos, zarost na twarzy, brak piersi – zostaną ze mną na zawsze”.

Podróż do wiary w siebie

Debbie to zupełnie inny przypadek. Operacji zmiany płci poddała się, gdy miała już 44 lata. Przeszła kurację hormonalną, amputację piersi i operację utworzenia penisa, który został uformowany ze skóry przedramienia. Dzięki temu na 17 lat stała się mężczyzną o imieniu Lee, z brodą i o bardzo męskim wyglądzie.

We współczesnym świecie wydaje się obojętne czy uprawiamy seks z żoną, czy z własnym psem

Wojna przeciw porządkowi. Od Rousseau, przez KGB, po LGBT. „Teoria spiskowa” prof. Aleksandra Nalaskowskiego.

zobacz więcej
– To był błąd, jakiego nigdy nie powinnam była popełnić. Jak teraz zdołam wrócić do dawnej Debbie, takiej, jaką byłam, gdy moje ciało jest tak bardzo okaleczone? – pytała zrozpaczona w rozmowie z dziennikarką Newsnight, sztandarowego programu telewizji BBC. Dlaczego zdecydowała się na zmianę? Jak teraz, po latach, sądzi, chciała chyba uciec od traumatycznych wspomnień z dzieciństwa, gdy doświadczyła molestowania seksualnego. Sądziła, że jako mężczyzna nabierze pewności siebie. – Już wtedy myślałam, że wyruszam w podróż, by stać się kimś zupełnie odmiennym. Sądziłam, że zostawię za sobą pełną traum i urazów kobietę, jaką wówczas byłam – mówi teraz.

Bardzo podobną drogę przeszedł Elan Anthony, Amerykanin ze stanu Ohio. W jego wypadku ową traumą, której skutków doświadczał przez lata, było nękanie przez kolegów. Był na samym dole hierarchii koleżeńskiej, a to przełożyło się na niskie poczucie własnej wartości. Był inteligentny, nie miał problemów z nauką, ale jako chłopiec fizycznie słaby stanowił łatwy cel dla innych. – Uznano mnie za kompletną ofiarę i bardzo mi dokuczano. Zawsze byłem na dnie, dlatego już jako sześciolatek myślałem sobie, że lepiej by mi było, gdybym był dziewczynką. Ale gdy zacząłem dorastać, dziewczęta bardzo mnie pociągały, więc obraz samego siebie był w moim przypadku bardzo pomieszany – wspominał.
Przed rokiem bezpłciowa toaleta powstała w budynku Royal Festival Hall w Londynie. Fot. Jim Dyson/Getty Images
Elan, przeświadczony, że jest gorszy od innych mężczyzn, zaczął przemyśliwać o zmianie płci. Terapeuta, do którego udał się podczas studiów, również był za tym. Nie wiedział jednak wszystkiego. – Nie powiedziałem mu nic o nękaniu, bo nie sądziłem, że może to mieć znaczenie dla moich problemów ze sobą, a on nie zadawał żadnych głębszych pytań. Wszystko wyglądało mniej więcej tak – ja mówiłem: „Tym jestem, a tym chcę być”, a oni na to odpowiadali „No to świetnie”, i już po dwóch sesjach dostałem pierwszą dawkę hormonów. Coś takiego nie powinno mieć miejsca.

Rodzice Elana byli temu przeciwni. – Zdaję sobie sprawę, ile zmartwień im przysporzyłem. Zwłaszcza matce, która nigdy nie zaakceptowała tego, co zrobiłem, bo nigdy nie wierzyla w to, że mogę stać się kobietą. Gdy rozpocząłem proces detrans, trudno mi było jej o tym powiedzieć, bo w ten sposób poniekąd przyznałem, że miała rację – mówi Elan.


Po latach pojął, że uciekł w kobiecość dlatego, że czuł się niepewnie w roli mężczyzny. I to był początek drogi powrotnej. Teraz, jako psycholog, chciałby pomagać innym, którzy są w podobnej sytuacji. Wie, że to niełatwe. W dodatku trudno nie dostrzegać paradoksalnej zmiany: o ile w czasie, gdy przechodził metamorfozę, transseksualistom było trudno, teraz nie doświadczają żadnych przeszkód. Przeciwnie, zmiana płci jest nawet dobrze widziana. Za to powrót do dawnej? Co to, to nie.

Trans w wersji podwójnej

„Od niej do niego – i z powrotem do niej” – tak portal BBC News zatytułował długą, pełną szczegółów opowieść o drodze, jaką przebyły Belgijka Ellie i Niemka Nele. Opisywał ją z pełnym entuzjazmem, bez obowiązkowej niechęci do detrans, o której mówi Elan Anthony. Jak to możliwe? Powód nietrudno odgadnąć. BBC, która od dawna promuje zmiany obyczajowe, odnotowując z uznaniem najdrobniejsze ich przejawy nawet w najodleglejszych i najmniej ważnych zakątkach świata, ma po temu ważki powód: Ellie i Nele to para jednopłciowa. Zarówno wtedy, gdy żyły jako mężczyźni, jak teraz, gdy są razem jako kobiety po transseksualnych przejściach.

W dość, powiedzmy, dziwacznej drodze, jaką przebyły (w międzyczasie Ellie, nie bardzo wiedząc, kim chce być, definiowała się na przykład jako istota panseksualna), jest wiele punktów wspólnych: obie zaczęły brać testosteron jako kilkunastolatki; obie mają za sobą mastektomię; obie nie wpasowały się dobrze w rolę mężczyzny, choć przedtem obie nie miały pewności, czy chcą być kobietami; obie nie potrafiły ułożyć sobie życia osobistego.

W dziedzinie seksu mogę z wami wszystko

Chciałoby się na siły piekielne zrzucić całą winę za to, co się stało pod figurą Chrystusa, ale się nie da.

zobacz więcej
– Wcale nie miałam ochoty uchodzić za stuprocentowego, heteroseksualnego mężczyznę – zwierzała się Ellie. – Dlatego przyszło mi do głowy, że jeśli zwiążę się z mężczyzną trans, może znajdę w nim kogoś, kto mnie zrozumie, kto będzie dla mnie bliski, a jednocześnie pociągający. I tak się stało! – mówiła.

Tym kimś okazała się Nele. Zamieszkały razem. I wtedy okazało się, że obie cierpią na przypadłości, które są ubocznym skutkiem długotrwałego przyjmowania testosteronu. Lekarstwem miał być krem zawierający estrogen. Ale nie działał. – I wtedy pomyślałam: mam faszerować się hormonami, gdy wcale nie muszę? Przecież estrogen może wytworzyć moje własne ciało! – wspomina Nele.

W ich przypadku czynnikiem decydującym okazały się więc po prostu niemiłe zmiany biologiczne. Obie odstawiły testosteron i tak zaczęły proces detrans. – Ale z początku bardzo się bałam – zdradza Ellie. – Nie wiedziałam, jak to będzie, gdy skończę z hormonami i wrócę do swej dawnej postaci. Nie znałam swego ciała, bo przecież tak wcześnie zmieniłam płeć.

A Nele dodaje: – Myśl o powrocie do bycia kobietą była trudna, bo zmieniłam płeć po to właśnie, by uciec przed związanymi z tym problemami. Teraz będę musiała zmierzyć się ze sprawami, z którymi niegdyś nie byłam w stanie się uporać.

Płeć utajona

Problemy z własną płcią można ujmować na różne sposoby – na przykład pisząc sztukę o życiu Jezusa, w której On sam jest kobietą. Tak postąpiła transseksualistka Jo Clifford, autorka sztuki „The Gospel According to Jezus, the Queen of Heaven” (Ewangelia według Jezus, królowej niebios). Pani Clifford wyjaśnia, że nikogo oczywiście nie chciała obrazić, a już na pewno nie Kościół i religię, bo sama jest osobą wierzącą i praktykującą. Pragnie tylko zwrócić uwagę na istnienie problemu: – Chcę bardzo mocno podkreślić, że Jezus taki, jaki wyłania się z wszystkich Ewangelii, nigdy nie krytykowałby ani nie poniżał ludzi takich jak ja.

Popularna amerykańska modelka Emily Ratajkowski, choć nader chętnie prezentuje światu swe walory kobiece, w oczywisty sposób związane z płcią, dowodzi z kolei, że istnienie płci do pewnego momentu można i nawet należy ignorować. Jak długo? W wypadku dziecka, którego się właśnie spodziewa, będzie to trwać do chwili, gdy ukończy ono 18 lat. Dopiero wtedy – jak zapewnia na łamach miesięcznika „Vogue” – pani Ratajkowski zamierza się dowiedzieć, czy urodziła i wychowywała chłopca, czy może dziewczynkę. Jak tego dokona? O tym milczy.
Emily Ratajkowski na reklamie prezentuje wdzięki niezaprzeczalnie kobiece. Fot. fupp/Bauer-Griffin/GC Images
Nie jest w tej kwestii prekursorem. Być może, poza oczywistym dążeniem do szokowania i idącego za tym rozgłosu, zainspirowała ją pewna szwedzka rodzina, która już ponad dziesięć lat temu ogłosiła, że będzie wychowywać swe dziecko jako istotę bezpłciową. Jego rodzice nie chcą, by dziecko, o „neutralnym płciowo” imieniu Pop, zostało wtłoczone w stereotypowe ramy ról dziewcząt lub chłopców. Czy osiągnęli cel? Nie sposób się tego dowiedzieć, bo zainteresowanie eksperymentem wychowawczym wygasło szybko i informacji brak.

W podobnym, choć nie tak radykalnym kierunku poszła dyrekcja sztokholmskiego przedszkola Egalia, reklamującego się jako „neutralne pod względem płci”. Nie ma w nim podziału zabawek na zabawki dla chłopców i dla dziewcząt, stroje są dowolne, a książki nie mogą zawierać stereotypowych genderowo postaci – co przełożone na zwykły język oznacza, że na przykład historii Kopciuszka i księcia dzieci poznać nie mogą. Nie używa się tu także form męskich ani żeńskich, tylko ogólnych, neutralnych, takich jak „przyjaciele”. Egalia nie tylko ma się dobrze, ale znajduje naśladowców. Powstałe niedawno w Sztokholmie przedszkole Nikolaigarden zorganizowano na takich samych zasadach.

Skoro jednak tożsamość płciowa sprawia tyle kłopotów, może najlepiej zapomnieć o wszelkich odmianach, odnogach, wariantach i genderowych subtelnościach i po prostu trzymać się tego, co przynosi natura? Brytyjski dziennik „The Daily Telegraph”, nie bez delikatnego natrząsania się, cytował niedawno opinię specjalistów, którzy doliczyli się aż 99 rodzajów płci! Nie da się tego ogarnąć nawet przy bardzo pojemnej wyobraźni.

I niekoniecznie trzeba. Wiosną węgierski parlament ogromną większością głosów, 134:56, przyjął ustawę, która uniemożliwia dokonywanie zmiany płci w dokumentach. „Zważywszy, że całkowita zmiana płci biologicznej jest niemożliwa, należy wprowadzić do przepisów prawa zastrzeżenie, iż niemożliwa jest również zmiana płci w świadectwach urodzenia, ślubu i zgonu” – mówi uzasadnienie. Nie wszyscy przecież potrzebują prawie stu odmian płci. Dwie doskonale wystarczą.

– Teresa Stylińska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Czerwiec 2020 roku. Transgenderowi aktywiści demonstrowali w Londynie w ramach akcji protestacyjnej BLM sprzeciwiając się domniemanym planom rządu, których celem miałoby być utrudnianie zmiany płci. Fot. Wiktor Szymanowicz/NurPhoto via Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Ostatni taki książę
Większość Brytyjczyków nie zna świata bez Elżbiety II, z Filipem u boku.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Czy inteligencji można się „nauczyć”? I czy mierzą ją testy IQ?
Tracimy średnio ok. 7 punktów IQ na pokolenie.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Wyzysk mieszkaniowy czy wolny rynek?
Chyba jeszcze nigdy mieszkania w Polsce nie były tak drogie.
Cywilizacja wydanie 2.04.2021 – 9.04.2021
„Podżegali do nienawiści”… modlitwą
Łukaszenko na Białorusi toleruje tylko „jego Polaków”. Jemu posłusznych. Inni są wrogami.
Cywilizacja wydanie 2.04.2021 – 9.04.2021
Greckie marmury, afrykańskie brązy, indyjski diament
Zwracanie zabytków, które trafiły do Europy w czasach kolonialnych, jest trudniejsze niż usuwanie nazwisk fundatorów kolekcji, którzy zbili majątek na pracy niewolników.