Kultura

Mit Johna Lennona. Buntownik, idealista… hipokryta

„Wyobraź sobie, że nie ma własności...”. Te słowa piosenki napisał posiadacz pałacu z siedmioma sypialniami. Słynny beatles został zastrzelony 40 lat temu.

8 grudnia 1980 r. John był w dobrym nastroju. Rano poszedł do fryzjera, by wystylizować się na Teddy Boy’a z lat 50. Czekała go sesja fotograficzna dla magazynu „Rolling Stone”. Trzy dni wcześniej w wywiadzie dla amerykańskiego dwutygodnika powiedział, cytując tytuły swoich piosenek: „Dajmy szansę pokojowi. Nie strzelajmy do ludzi w imię pokoju. Wszystko, czego potrzebujemy to miłość. Wierzę w to.”

O jedenastej do apartamentu w Dakota House dotarła fotografka Annie Leibovitz. W trakcie zdjęć postanowiła zrobić ujęcie nagich Johna i Yoko. Pomysł nie był przypadkowy, gdyż dwanaście lat wcześniej naga para widniała na okładce „Rolling Stone’a”. Japonka odmówiła, więc fotografka wykonała polaroidem kadr, na którym ubraną żonę obejmuje i całuje nagi, zwinięty w embrion mąż. – Dokładnie uchwyciłeś nasz związek – skomentowała nowe zdjęcie Yoko Ono.
Ręce i podpis Anny Leibovitz, autorki słynnego zdjęcia Johna Lennona i Yoko Ono. Fot. Logan Fazio/Getty Images
Pojawiło się 22 stycznia 1981 r. na okładce magazynu, który zawierał wspomniany wywiad z Johnem. W 2005 r. American Society of Magazine Editors uznało tę okładkę za najlepszą, jaka ukazała się na amerykańskim rynku w ciągu ostatnich czterdziestu lat.

Biłem kobiety. Dlatego jestem rzecznikiem pokoju”

Według niedawnych badań Brytyjczycy uznają Szekspira i Beatlesów za kluczowe elementy swojej tożsamości narodowej. Wielka Czwórka dokonała w latach 60. kulturowego i obyczajowego przewrotu kopernikańskiego. Zrobili go, o czym często zapominamy, dwudziestolatkowie.

Najbardziej wygadanym i błyskotliwym z nich był John Lennon. Jego wypowiedzi cytował cały świat, a jednocześnie niektóre z nich bulwersowały opinię publiczną do tego stopnia, że wywoływały zamieszki uliczne.

Kiedy amerykański magazyn „Date Book” zacytował w lipcu 1966 r. jego wypowiedź: „Jesteśmy dzisiaj popularniejsi od Jezusa. Nie wiem, co pierwsze minie – rock and roll czy chrześcijaństwo. Jezus był w porządku, ale jego uczniowie to prostaki. Wypaczyli jego naukę i dlatego nie ma ona dla mnie znaczenia”, doszło do palenia płyt Beatlesów na ulicach.

Innym „genialnym” pomysłem Lennona była sugestia, by wśród postaci na okładce płyty „Sierżant Pieprz” pojawili się Mahatma Gandhi, Adolf Hitler i Jezus. Pomysł nie został zaaprobowany przez pozostałych członków zespołu.

John Lennon był rozchwiany emocjonalnie, na co miało wpływ jego traumatyczne dzieciństwo. Ojciec, Alfred opuścił go, kiedy John miał pięć lat. Wychowywała go sroga ciotka Mimi, gdyż matka, Julia koiła smutki z innymi mężczyznami. Przyszły beatles wierzył, że rodzicielka w końcu zabierze go do siebie, ale ta zginęła w wypadku samochodowym zanim osiągnął pełnoletność.

W wieku 22 lat Lennon miał już żonę Cynthię Powell i syna Juliana. – Byłem okrutny dla mojej kobiety, a emocjonalnie bezduszny wobec innych kobiet. Byłem damskim bokserem. Nie umiałem się wyrazić, więc biłem. Walczyłem z mężczyznami, a biłem kobiety. Dlatego teraz jestem zagorzałym rzecznikiem pokoju – tłumaczył po latach w jednym z wywiadów.

Yoko tak ważna jak Paul i Dylan razem wzięci

„Stosunki między Johnem Lennonem i Paulem McCartney’em są do dziś przedmiotem niezliczonych badań i analiz. Komentarzy i sporów wszystkich historyków i biografów The Beatles” – napisał pisarz Hunter Davies. „Ich przyjaźń, wzajemna miłość, współpraca zawsze podszyta była elementami rywalizacji, współzawodnictwa, zazdrości. (…) John uważał, że Paul jest zbyt gładki, powierzchowny, czarujący i wygadany. Paul z kolei był zdania, że John bywa brutalny, okrutny, niesprawiedliwy. Prawda jest taka, że John potrafił być taki jak Paul, i vice versa.”

Jak uliczni zadymiarze, lewaccy bojówkarze, narkomani i seksualni fanatycy zawładnęli naszą wyobraźnią

Pokój, miłość, równość. Mity maja '68 podważa Konrad Kołodziejski.

zobacz więcej
Do otwartych sprzeczek między muzykami doszło, gdy w orbicie Wielkiej Czwórki pojawiła się Japonka Yoko Ono. Lennon poznał ją w listopadzie 1966 r., ale zaiskrzyło między nimi dopiero półtora roku później. Kiedy to nastąpiło, w życiu Lennona doszło do eksplozji twórczej i emocjonalnej.

John został zdominowany, a raczej „zaczarowany” przez żeński pierwiastek, którego szukał od urodzenia. Matki-przewodniczki? Kochanki-intelektualistki? Osiem lat starsza od niego Yoko, była gruntownie wykształconą artystką awangardową, a do tego już dwukrotnie zamężną.

– Yoko pokazała mi rzeczy, o których przedtem nie miałem pojęcia, tylko dlatego, że otaczała mnie taka, a nie inna rzeczywistość – tłumaczył John w wywiadzie dla „Rolling Stone’a” w 1971 r. – Z egocentrykami jest ten problem, że nie poświęcają zbyt wiele uwagi temu, co robią inni. Oceniam ludzi tylko pod kątem tego, czy są dla mnie zagrożeniem, czy też nie. Yoko jest dla mnie równie ważna jak Paul i Dylan razem wzięci. Nie sądzę, żeby przed śmiercią doczekała się biedaczka uznania.

Yoko Ono wprowadziła w szeregach Beatlesów nieprawdopodobne zamieszanie, jej obecność irytowała pozostałych członków zespołu. Przesiadywała w studiu podczas sesji nagraniowych do „Białego Albumu”, przy czym John konsultował z nią wszystkie decyzje. Co więcej, na album trafił eksperymentalny kolaż dźwiękowy „Revolution 9”, który John stworzył pod wyraźnym wpływem partnerki.

W maju 1968 r. para zarejestrowała nagranie, które zawierało mieszankę rozmów, domowych hałasów, muzyki i pisków Ono. Płyta „Dwie dziewice” ukazała się tydzień po premierze „The White Album” i wywołała szok. Nie ze względu na zawartość dźwiękową, tej nie dało się słuchać, lecz na okładkę. John i Yoko widnieli na niej nago.

Jesteśmy gotowi być błaznami świata

Lennon, znudzony wizerunkiem gwiazdy rocka, pod wpływem Yoko zmienił się nie do poznania. Otworzył się na wszelakie eksperymenty artystyczne, studiował I Ching, uzależnił od heroiny… i oddalał się od Beatlesów. We wrześniu 1969 r. ogłosił współpracownikom, że odchodzi z zespołu. Obiecał o tym nie informować mediów, gdyż właśnie ukazał się album „Abbey Road”, a zespół renegocjował kontrakt płytowy z koncernem EMI.

W kwietniu następnego roku Paul McCartney jako pierwszy ogłosił publicznie opuszczenie The Beatles i tydzień później wydał debiutancki album solowy. Ta dość błaha płyta rozeszła się w dwumilionowym nakładzie. Lennon był wściekły, że dał się ubiec rywalowi. – Wiele osób wiedziało o moim odejściu, ale byłem na tyle głupi, że nie zrobiłem tego, co Paul, nie wykorzystałem tego, żeby sprzedać płytę – komentował.
Yoko Ono, John Lennon i Paul McCartney w lipcu 1968 na londyńskiej premierze filmu "Yellow Submarine". Fot. Cummings Archives/Redferns
Ambicjonalne rozgrywki między liderami Wielkiej Czwórki nie mogły przysłonić faktu, że już od dwóch lat Lennon funkcjonował w mediach poza grupą i to jako jeden z przywódców walki o pokój na świecie. Inna sprawa, że jego „artystyczne” akcje przedstawiano w mediach jako wybryki rozkapryszonego gwiazdora i jego ekscentrycznej partnerki.

W czerwcu 1968 r. John i Yoko rozesłali żołędzie do światowych przywódców, prosząc o zasadzenie ich w imię pokoju. Miesiąc później na wystawie prac plastycznych Lennona, wypuścili trzysta sześćdziesiąt pięć baloników z przesłaniami muzyka.

20 marcu następnego roku para wzięła dyskretny ślub na Gibraltarze, po czym pięć dni później w amsterdamskim Hiltonie rozpoczęła akcję „Bad-In for Peace”. W imię pokoju na świecie małżonkowie spędzili tydzień w łóżku, udzielając wywiadów. – Yoko i ja jesteśmy gotowi być błaznami świata, jeśli w ten sposób zrobimy coś dobrego – oświadczył beatles.

Happening powtórzono dwa miesiące później w montrealskim The Queen Elizabeth Hotel. Tam też zarejestrowano piosenkę „Give Peace A Chance”, która stała się hymnem pokojowych manifestacji.

W listopadzie 1969 r. John zawiadomił premiera brytyjskiego rządu Harolda Wilsona, że odsyła swój Order Imperium Brytyjskiego. W liście wyjaśniał, że robi to „w proteście przeciwko zaangażowaniu Wielkiej Brytanii w sprawę Nigeria-Biafra, naszemu poparciu dla Amerykanów w Wietnamie i temu, że „Cold Turkey” [singel Lennona – G.B.] spada na listach przebojów.” W grudniu w dziesięciu metropoliach para zamieściła billboardy z napisem „Wojna się skończyła! Jeśli chcesz”.

Beatlesi są tylko mitem

Na początku 1970 r. do rąk Lennona trafiła książka amerykańskiego psychologa Arthura Janova, „The Primal Sream” („Krzyk Pierwotny”). Według autora źródłem wszystkich nerwic jest niedostatek rodzicielskiej miłości w dzieciństwie, a elementem uzdrowienia wykrzyczenie bólu w stronę nieobecnych rodziców.

Po czterotygodniowej terapii przeprowadzonej przez dr. Janova, John zaczął pisać nowe piosenki. 11 grudnia ukazały się dwie płyty o tytule „Plastic Ono Band” i prawie identycznych okładkach. Jedną firmował John, a drugą oczywiście Yoko.

Lennon nagrał wybitną płytę, na której rozprawia się z traumami i własnym gwiazdorstwem. Centralnym utworem jest „God” zwany też wielkim oświadczeniem. Utwór rozpoczyna się słowami: „Bóg jest pojęciem, według którego mierzymy nasze cierpienie” po czym John wylicza postacie i koncepcje religijno-światopoglądowe, w które przestał wierzyć lub raczej od których przestał być uzależniony.

„Na końcu byli Beatlesi” – tłumaczył – „bo nie wierzę w mity, a Beatlesi są tylko jeszcze jednym takim mitem. (…) Sen się skończył, a ja sam muszę się zając tak zwaną rzeczywistością.” To była dramatyczna, a zarazem majestatyczna abdykacja lidera grupy uosabiającej marzenia dekady lat 60.

Po Oscarach czas na poprawność muzyczną

Dziejowa „sprawiedliwość” dotknęła przede wszystkim Beatlesów.

zobacz więcej
Płyta otrzymała doskonałe recenzje, ale była bardziej podziwiana niż słuchana. Świadczy o tym jej sprzedaż, która w Stanach Zjednoczonych wyniosła zaledwie pół miliona egzemplarzy. Miesiąc wcześniej „cichy beatles”, George Harrison wydał potrójny album „All Things Must Pass”, który zajmował szczyt amerykańskiej listy przez siedem tygodni i rozszedł się w sześciomilionowym nakładzie. Lennon czuł się niedoceniony.

Do tego Harrison zamiast pozerskich pokojowych gestów zorganizował 1 sierpnia 1971 r. pierwszą, muzyczną imprezę charytatywną. W nowojorskiej hali Madison Square Garden odbył się Koncert dla Bangladeszu, w którym wzięli udział m.in. Bob Dylan, Eric Clapton i Ringo Starr. John przyjął zaproszenie, ale na dwa dni przed datą koncertu, w szale po kłótni z Yoko, której występu nie przewidziano, opuścił Nowy Jork.

Druga solowa płyta Lennona, „Imagine”, okazała się artystycznym i komercyjnym sukcesem. Był to w 1971 r. trzeci najpopularniejszy album w Ameryce. Tytułowa piosenka do dziś jest hymnem pokoju na całym świecie.

Jeśli wczytamy się w tekst, to okaże się, że zawiera wiele „niebezpiecznych” idei. Podważa status quo znanego nam świata i to jego najbardziej fundamentalnych aspektów. „Wyobraź sobie, że nie ma nieba… Wyobraź sobie, że nie ma krajów… Wyobraź sobie, że nie ma własności… I religii też”.

Piosenka była tak popularna, że tylko nieliczni podkreślali, że napisał ją człowiek, który był właścicielem malowanego na zamówienie Rolls Royce'a oraz gregoriańskiej posiadłości o powierzchni 70 akrów, na której stał pałac z siedmioma sypialniami. Tylko hipokryta mógł jednocześnie gloryfikować życie bez majątków.

Początek artystycznego samobójstwa

W następnym roku Lennon znów stał się obiektem drwin, a to za sprawą kolejnej płyty podpisanej wspólnie z Yoko „Some Time In New York City”. Małżeństwo stanęło w obronie lewicujących radykałów (John Sinclair, Angela Davis), kobiet i Irlandczyków, a przeciw policyjnej i państwowej przemocy.

Bardzo pięknie, tyle że jak to ujął w miażdżącej recenzji Stephen Holden z „Rolling Stone’a”: „Piosenki są okropne, melodie płytkie, a słowa układają się w niechlujne rymowanki.” Podsumowując, recenzent uznał album za „początek artystycznego samobójstwa”.

Zamiast otrzeźwieć John z znaczkiem z podobizną Mao Zedonga paradował na antywojennych manifestacjach, kokietował trockistowskie organizacje i obracał się w kręgach politycznych radykałów w rodzaju Jerry’ego Rubina i Boby’ego Seale’a, przywódcy Czarnych Panter. „Some Time…” osiągnął w USA mizerny nakład 300 tys. egzemplarzy.

W trakcie nagrywania płyty „Mind Games” doszło do separacji między Johnem i Yoko. Japonka przywołała osobistą asystentkę pary, amerykańską Chinkę May Pang, i zasugerowała, by ta nawiązała fizyczną relację z Johnem. – On cię bardzo lubi – tłumaczyła Yoko. Kontraktowa para posłusznie wyjechała do Los Angeles.
Muzeum Johna Lennona w Saitamie w Japonii, 8 grudnia 2006, 26 rocznica śmierci muzyka. Fot. Junko Kimura/Getty Images
W życiu eksbeatlesa rozpoczął się tzw. stracony weekend, który rozciągnął się na osiemnaście miesięcy. Z bojownika o pokój na świecie błyskawicznie i bez oporów przeistoczył się w moczymordę upadlającą się z celebrytami.

W styczniu 1975 r. Yoko postanowiła dać szansę mężowi. Gwiazdor musiał jednak porzucić alkohol, papierosy i zostać wegetarianinem. Jednocześnie Ono przejęła kontrolę nad aktywami małżonków. 9 października urodził się Sean Lennon.

Wydane w trakcie „straconego weekendu” albumy („Mind Games”, „Walls and Bridges”, „Rock ‘n’ Roll”) cieszyły się zainteresowaniem słuchaczy, ale nie przyniosły epokowych piosenek.

Po urodzeniu syna Lennon zdecydował, że nadszedł czas, aby żyć jak nie-celebryta. Była to, jak sam określił, „deklaracja świadomego domostwa”. Pięcioletni okres muzycznej emerytury potraktował jako kolejny etap w dekonstrukcji własnego mitu eksbeatlesa.

9 października 1980 roku, Lennon świętował swoje 40. urodziny z Yoko Ono i pięcioletnim Seanem, który również tego samego dnia obchodził urodziny. Ono zaskoczyła męża i syna napisanymi na niebie, nad Central Parkiem życzeniami: „Wszystkiego najlepszego Johnie i Seanie - Kochająca Yoko”. 17 listopada małżeństwo wydało wspólny album „Double Fantasy”. Mimo wielkiego zainteresowania nie został entuzjastycznie przyjęty przez krytyków. Zarzucono mu tradycyjne brzmienie (Lennon podczas emerytury przegapił punk i nową falę) oraz wysłodzone teksty idealizujące pożycie małżeńskie. W Wielkiej Brytanii album dotarł do 14. miejsca, a następnie spadł na 46. Za oceanem osiągnął 11. pozycję.

Rewolwer Charter Arms .38 Special

O 22:50 Lennon i Ono wrócili do Dakota House ze studia Record Plant, gdzie pracowali nad nową piosenką „Walking on Thin Ice”. Po wyjściu z limuzyny Lennon nawiązał kontakt wzrokowy z mężczyzną, któremu jedenaście godzin wcześniej złożył autograf na albumie „Double Fantasy”. 25-letni Mark Chapman wyciągnął rewolwer kaliber 38 i oddał pięć strzałów w stronę muzyka.

Lennonowi udało się wtoczyć do budynku, gdzie padł na korytarzu, rozsypując kasety, które przywiózł ze studia. Przerażona Ono wbiegła do budynku, krzycząc: „John został postrzelony!” Muzyka błyskawicznie przewieziono do pobliskiego szpitala Roosevelt Hospital, gdzie o 23.15 lekarze oznajmili, że zmarł.

W następnym tygodniu album „Double Fantasy” wskoczył na szczyt listy Billboardu, gdzie pozostał przez osiem tygodni. W Wielkiej Brytanii dotarł najpierw do drugiego miejsca, a po siedmiu tygodniach na top. W święta piosenka „(Just Like) Starting Over” dominowała po obu stronach Atlantyku.

Dziesiątego stycznia numerem 1. na Wyspach była „Imagine”. Pozostała na szczycie przez miesiąc, po czym najpopularniejszym przebojem została „Woman”, nowy singel Lennona. 14 marca jego utwór „Jealous Guy”, tyle że w wykonaniu zespołu Roxy Music, święci triumf na liście. Pod koniec roku „Double Fantasy” otrzymuje nagrodę Grammy jako płyta roku.

Czarny, którego Murzyni odrzucili jak białego. Żeby odejść z wojska przekonał lekarza, że ma „skłonności homoseksualne”

18 września mija 50. rocznica śmierci Jimiego Hendriksa.

zobacz więcej
Święty popkultury

Mit Johna Lennona jest wciąż użyteczny. Miliony ludzi na całym świeci definiuje przez niego siebie i idealizuje swoją generację. W czasach ogólnego hejtu i braku wspólnych wartości zastrzelony przez szaleńca muzyk-idealista doskonale pasuje do roli świętego popkultury. A do tego piosenki Beatlesów i „Imagine” wciąż brzmią przepięknie.

Wydana 13 listopada 2000 roku składanka „1”, zawierająca największe przeboje Beatlesów, sprzedała się w nakładzie 31 mln egzemplarzy. Był to najpopularniejszy album pierwszego dziesięciolecia XXI w. w Ameryce. By nie burzyć mitu, nie zauważa się, że po ukazaniu się w 1973 roku albumu „Band On The Run” Paula McCartney’a żaden z członków Wielkiej Czwórki nie nagrał już płyty mogącej mierzyć się z dokonaniami dawnego zespołu.

– Grzegorz Brzozowicz

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


P.S. W 2003 roku egzemplarz albumu „Double Fantasy”, który Lennon podpisał Chapmanowi został sprzedany na aukcji za 525 tysięcy dolarów.
Zdjęcie główne: John Lennon w sierpniu 1980 na Times Square w Nowym Jorku przed studiem The Hit Factory, w którym nagrywał płytę "Double Fantasy". Fot. Vinnie Zuffante/Michael Ochs Archives/Getty Images
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Przyśpieszony kurs przemian obyczajowych
„Teściowie” są znakomici. „The End” zjada własny ogon. „Czarna owca” jest gdzieś pośrodku.
Kultura Poprzednie wydanie
Człowiek, który wymyślił piekło
700 lat po śmierci Dantego świat czci jego geniusz, ale podąża w kierunku dokładnie przeciwnym, niż wskazywał włoski poeta.
Kultura Poprzednie wydanie
Francuzi opłakują w Belmondo swoją niegdysiejszą wielkość
Żyje jeszcze drugi francuski idol: Alain Delon, ale z nim mają relację o wiele mniej kumpelską.
Kultura Poprzednie wydanie
Co Gołas czytał z mankietów i czym popijał nalewkę o poranku?
Wielu pamięta go z filmów, wszyscy – z kabaretowej piosenki „W Polskę idziemy”.
Kultura Poprzednie wydanie
Nici z demokracji
Ile godzin musiała spędzić z igłą w ręku, żeby zaprotestować przeciw temu, co dzieje się w jej ojczyźnie?