Felietony

Czy Kościół nam narzuca kodeks moralnego zamordyzmu?

Chrześcijańscy męczennicy umierali za wiarę nie w imię nakazów i zakazów, lecz miłując Boga i bliźnich, dla zbawienia, nie tylko swojego, lecz także swoich prześladowców. Podejmowali taki wybór kierując się sumieniem.

Jednym z często dziś wysuwanych oskarżeń pod adresem Kościoła katolickiego jest zarzut, iż instytucja ta narzuca ludziom swoje nauczanie i tym samym odbiera im wolność.

W tym kontekście na uwagę zasługuje opublikowany niedawno na Facebooku wpis jezuity, ojca Dariusza Piórkowskiego. W notce tej duchowny odsłania psychologiczne mechanizmy niechęci czy wręcz współczesnej wrogości wobec Kościoła. W tym celu sięga po język psychoanalizy w wydaniu jej twórcy – Zygmunta Freuda.

Zdaniem ojca Piórkowskiego, bunt przeciw biskupom i księżom, którego przejawy dają o sobie znać teraz w Polsce, spowodowany jest tym, że wiele osób ma wypaczony obraz chrześcijaństwa. Wydaje im się, że Kościół chce ich zakuć w kajdany moralnych rygorów. Żeby wyjaśnić, w czym rzecz, trzeba jednak wpierw zagłębić się w terminologię Freuda.

W koncepcji austriackiego psychiatry pojawia się pojęcie „superego” (w spolszczonej wersji nazywane „nadświadomością”). Oznacza ono ważny element osobowości ludzkiej, kształtujący się w wyniku pewnego rodzaju tresury. Chodzi o kary i nagrody, których rodzice używają wobec dziecka jako narzędzi wychowawczych. Tym samym w ludzkiej psychice utrwalane są nakazy i zakazy.
Sigmund Freud, twórca psychoanalizy. Fot. Sigmund Freud Copyrights/ullstein bild via Getty Images
Efekt? Dorosły człowiek w kwestiach moralnych i religijnych kieruje się – rzecz jasna nieświadomie – rachunkiem zysków i strat. Próbuje zaspokoić superego, które w jego psychice pełni funkcję żandarma rozliczającego go z uczynków dobrych i złych. Jednocześnie zachowanie takie obliczone jest na emocjonalne gratyfikacje, a te można uzyskać z zewnątrz.

W rezultacie wywiązywanie się z rozmaitych powinności wobec Boga i bliźnich bywa kompulsywnym aktem żebraniny u otoczenia o pozytywne bodźce. Za taką postawą kryje się przeświadczenie, że na akceptację czy wręcz miłość trzeba sobie zasłużyć.

Czy zatem superego jest jakąś ukrytą patologią psychiki ludzkiej? Bynajmniej. Ojciec Piórkowski wskazuje, że człowiek dorastając musi przejść przez etap procesów socjalizacyjnych, których owocem jest superego. Szkopuł w tym – dodaje – że wielu ludzi postępuje tak, jak by ich rozwój na tej fazie miał się skończyć. A przecież – sugeruje rekolekcjonista – miarą duchowej i psychicznej dojrzałości dorosłego człowieka jest wykształcenie się w nim sumienia, dzięki któremu odróżnia się świadomie dobro od zła, natomiast wybory moralne podejmowane są w wolności, a nie z przymusu (choćby i wewnętrznego, na przykład o podłożu neurotycznym).

Skąd zatem bierze się bunt przeciw biskupom? Ludzie, którzy go wszczynają – twierdzi ojciec Piórkowski – chcą się wyzwolić z ograniczeń superego, które mylnie utożsamiają z autorytetem Kościoła. Duchowny zaś przypomina, że chrześcijanin powinien postępować w zgodzie sumieniem.

Jak zatem odróżnić je od superego? Ojciec Piórkowski precyzuje: sumienie jest niezbędne do tego, żebyśmy się uczyli kochać siebie, Boga, bliźnich, natomiast superego musztruje nas, co w efekcie powoduje, że upominamy się o to, abyśmy byli kochani i zaakceptowani.

„Kierując się sumieniem – czytamy w notce – nie zawsze będę akceptowany, chwalony, a często doświadczę odrzucenia. To część dojrzałości ludzkiej i chrześcijańskiej. Wielu ludzi zamęcza się nie wyrzutami sumienia, a wyrzutami superego, lecz myślą, że to głos od Boga. Stąd wyobrażenia o surowym Bogu, czyhającym na potknięcie, którego trzeba potem jakoś ułagodzić. To nie Bóg. To superego”.

I tak biskupi oraz księża jawią się w oczach ludzi, którzy ich kontestują, widzialnymi przedstawicielami wewnętrznej instancji, która się odzywa w każdym dorosłym człowieku. Chodzi właśnie o superego.

Stres nie ma znaczenia. Jesteśmy ofiarami klątwy rzuconej przez psychologów

Terapia pokryzysowa jest nieskuteczna, a nawet szkodliwa. Intensywne mielenie traumatycznych wydarzeń nie pozwala emocjom wygasnąć, lecz przeciwnie: utrwala je – mówi psycholog Tomasz Witkowski.

zobacz więcej
Wniosek, jaki ze swoich rozważań wysnuwa ojciec Piórkowski, jest taki, że w człowieku walczą dwie przeciwstawne tendencje, które są przejawem niedojrzałości. Jedna z nich to dążenie do podporządkowania się superego (skutkujące konformizmem), druga zaś – bunt przeciw nakazom i zakazom, błędnie utożsamianym z Bogiem. Tymczasem – podsumowuje duchowny – chodzi o to, żeby dobro oraz inne wartości zostały w człowieku uwewnętrznione i – w konsekwencji – ich wybór nie zależał od indywidualnie odnoszonych korzyści, lecz wynikał z tego, co podpowiada sumienie.

Spostrzeżenia ojca Piórkowskiego są trafne i bardzo przenikliwe. Ponadto mogą one dowodzić fascynacji rekolekcjonisty psychologią. A w fascynacji tej tkwi pewna pułapka. Czy ojciec Piórkowski w nią wpadł? Mam nadzieję, że nie.

O jaką pułapkę chodzi? Chodzi o pokusę naturalizacji chrześcijaństwa.

Religia i nauka nie muszą się wykluczać. Wręcz odwrotnie – mogą one być wzajemnie komplementarne, co podkreślał choćby w encyklice „Fides et ratio” święty Jan Paweł II.

Rzecz jednak w tym, że żyjemy w czasach, w których naukę się mocno przecenia. Bywa ona wręcz przedmiotem quasi-religijnego kultu. To przypadek choćby psychologii.

Co do chrześcijaństwa – podejmowane są wysiłki, żeby je zdegradować. Bywa ono interpretowane – w wariancie mu wrogim – jako rygorystyczna etyka lub – w wariancie mu pozornie przyjaznym – jako psychoterapia. Objawienie zaś traktuje się jak przesąd będący reliktem mrocznej przeszłości. Problemów poruszonych przez ojca Piórkowskiego nie odkrył Freud. Znane one już były świętemu Pawłowi z Tarsu, który o psychoanalizie nie miał pojęcia, bo przecież – żyjąc blisko dwa tysiąclecia przed jej narodzinami – nie mógł go mieć. A jednak w listach pasterskich Apostoła Narodów można znaleźć treści antycypujące wiedzę Freuda na temat ludzkiej natury.

Nie ma tam nic o superego, ale jest mowa o Prawie. Stanowi ono zbiór rytualnych przepisów, które obowiązują Żydów (nie trzeba dodawać, że religijnych, bo innych wtedy nie było). Ale – jak czytamy w listach świętego Pawła – to nie wypełnianie Prawa zbawia człowieka, lecz łaska Boża. Może on ją przyjąć lub odrzucić.

Listy Apostoła Narodów powstawały w okresie wyodrębnianie się chrześcijaństwa z religii mojżeszowej w I wieku. Tyle że ich przekaz wykracza poza ów kontekst historyczny. Dla świętego Pawła Prawo to nie tylko obowiązujący Żydów kodeks religijny, ale patrząc szerzej – uniwersalnie – nakazy i zakazy, od przestrzegania których chrześcijanin uzależnia swoje zbawienie.

Jak to rozumieć? Czy chrześcijaństwo unieważniło Prawo? Tylko w tym wymiarze, w którym Żydzi zachowywali odrębność od innych ludów (między innymi rytuał obrzezania czy koszerność kuchni). Natomiast reszta – w tym dekalog – pozostała.
Renesansowy obraz przedstawiający św. Pawła z Tarsu. Fot. Geoffrey Clements/Corbis/VCG via Getty Images
O co zatem chodzi Apostołowi Narodów, kiedy w listach przeciwstawia Prawu łaskę Bożą? O to, żeby nie traktować dekalogu jak zbioru zadań do wykonania (a tak go postrzegają – jak kodeks moralnego zamordyzmu – antykościelni buntownicy), lecz dostrzegać w nim obietnicę zbawienia, złożoną przez Stwórcę grzesznikom. Natomiast jeśli ktoś uważa, że przestrzega przykazań Bożych i nie potrzebuje ciągłej poprawy, to w swojej pysze odrzuca łaskę Bożą.

Męczennicy Kościoła – jak chrześcijanie w starożytnym Rzymie – umierali za wiarę nie w imię nakazów i zakazów (Prawa w szerokim rozumieniu tego słowa), lecz – miłując Boga i bliźnich – dla zbawienia – nie tylko swojego, lecz także swoich prześladowców. Podejmowali taki wybór kierując się sumieniem.

A mogli przecież wyprzeć się Boga, i zostać przy życiu. A jednak wybierali inną drogą, dając zarazem świadectwo, że w odróżnieniu od współczesnych antykościelnych buntowników, byli ludźmi wolnymi.

Ich postawa okazała się rewolucyjna. Tak więc to chrześcijaństwo było największym przewrotem w dziejach świata. I to posługa świętego Pawła miała w tym istotny udział.

Natomiast psychoanaliza na tle rozmaitych hagiografii jawi się jako teoretyzowanie mieszczuchów, którym się wydaje, że cierpienia da się uniknąć kupując sobie seanse psychoterapeutyczne.

Można z psychoanalizy czerpać użytek, żeby zsekularyzowanym umysłom pewne sprawy rozjaśnić. Ale objawienia ona nie zastąpi.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Ogólnopolski Strajk Kobiet 23 marca 2018 przed siedzibą Domu Arcybiskupów Warszawskich. Fot. PAP/Rafał Guz
Zobacz więcej
Felietony Poprzednie wydanie
Kwaśnych nie pijemy! Kiedy powinniśmy jednak za flaszkę zapłacić?
Kiedy i czy w ogóle dyskutujemy z sommelierem.
Felietony Poprzednie wydanie
100 tysięcy
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
Podzamcze
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
Żyd w służbie „faszystów”. Jak Miedwiediew pogardza Zełenskim
Zdaniem byłego prezydenta Rosji, Zachód traktuje Ukrainę gorzej niż Związek Sowiecki swoich satelitów z Układu Warszawskiego.
Felietony wydanie 8.10.2021 – 15.10.2021
Wygodny kostium Niemców
Nie zrezygnowali ze swojego egoizmu narodowego.