Cywilizacja

Eksplozja popularności konserwatywnego Twittera. Odmienne stany wiadomości

„Nie mogę znieść już cenzury na Twitterze” – napisała prezenterka Fox News, zachęcając swoich fanów do przejścia z Twittera na Parlera (gdy piszę te słowa ma już 1,6 mln fanów). Na Parlerze Donald Trump nie ma jeszcze aktywnego konta, ale domenę ponoć już zarezerwowano. Są za to jego dzieci: Ivanka (dołączyła 12 listopada, obecnie 452 tys. śledzących) oraz Donald junior (104 tys.).

Przez trzy tygodnie od wyborczej nocy w Ameryce formuje się nowy medialny porządek. Po raz pierwszy od pięciu lat (licząc z prawyborami) Amerykanie nie otrzymują codziennej dawki nieustającego telewizyjnego serialu pt. „Prezydent Donald Trump”. Lokator Białego Domu, który 20 stycznia 2021 roku dołączy do niezbyt chlubnego grona prezydentów jednej kadencji, niemal zniknął z pola widzenia, ograniczając się właściwie do wpisów na ulubionym komunikatorze Twitter.

Miliony jego zwolenników – a według ostatnich wyników głosowały na niego 74 miliony obywateli, o dziesięć więcej niż w 2016 r. (przy 80 milionach oddanych na rywala, Joe Bidena) – mają tymczasem dylemat: skąd czerpać wiedzę o nowej rzeczywistości bez prezydenta Trumpa w Waszyngtonie? Jakich mediów społecznościowych używać?

Na naszych oczach rodzi się być może alternatywny system informacji dla konserwatywnych wyborców, którzy dotąd wiedzę czerpali z 24-godzinnej informacyjnej stacji telewizyjnej Fox News oraz z wpisów na Twitterze i medialnych wrzutek samego Trumpa, transmitowanych na żywo przez stacje telewizyjne z szacunku dla instytucji prezydenta USA.


W założeniach Parler (nazwa pochodzi o francuskiego czasownika parler – konwersować, rozmawiać) ma być ulepszonym Twitterem, bez politycznie poprawnego kaftana, jaki w ramach walki z „fałszywymi treściami” nakłada na użytkowników firma z ultralewicowego San Francisco.

Na początku był Twitter

Tego samego Twittera, który stał się dla Donalda Trumpa informacyjną katapultą w walce o Biały Dom, przyczyniając się walnie do jego wyborczego zwycięstwa w 2016 r.

Kandydat, a następnie prezydent Trump doskonale wyczuł siłę komunikatora, pozwalającego mu nie tylko porozumiewać się z wyborcami ponad głowami mediów głównego nurtu (w 80-90 proc. mu nieprzychylnych), ale wręcz narzucać tematy i narracje w narodowej debacie. Ogłaszając się „Hemingwayem w 280 znakach”, obecny prezydent wykorzystywał Twitter do walki z mediami (przezywanymi przez niego „fake news”), czasami wypuszczając po kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt komunikatów dziennie, co w powiązaniu z nieustanną obecnością w telewizyjnych newsach, dawało gwarancję, że głos Trumpa będzie w Ameryce usłyszany.
Donalda Trumpa na Twitterze śledzi niemal 88 milionów użytkowników. Fot. Omar Marques/SOPA Images/LightRocket via Getty Images
Ale im bliżej było kolejnych wyborów, tym bardziej stawało się jasne, że Twitter obstawił już zwycięstwo Joe Bidena. Najpierw, jeszcze w trakcie kampanii, przy wpisach Trumpa pojawiły się ostrzeżenia, że mogą być nieprawdziwe. Jednak śrubę dokręcono w dniu wyborów i w następnych dobach, gdy właściwie wszystkie wpisy obecnego prezydenta USA miały etykietę „te informacje o wyborczych oszustwach są wątpliwe”, aby po kliknięciu otrzymać całą gamę informacji, że – zdaniem specjalistów – wybory były sprawiedliwe i bezpieczne.

Po zaprzysiężeniu prezydenta-elekta Bidena, Trump straci resztki ochrony przysługującej mu jako prezydentowi i prawdopodobnie albo zostanie wyrzucony z Twittera, albo sam odejdzie, a razem z nim jego co twardsi jego zwolennicy.

Z dala od Krzemowej Doliny

Jak inwestorzy notowanego na nowojorskiej giełdzie Twittera przyjmą do wiadomości fakt, że firma pozbywa się prawdziwego generatora ruchu w sieci, który dociera do 88 milionów śledzących go użytkowników, zobaczymy. Zyskać za to może Parler.

Na Parlerze Donald Trump nie ma jeszcze aktywnego konta, ale domenę ponoć już zarezerwowano. Są za to jego dzieci: Ivanka (dołączyła 12 listopada, obecnie 452 tys. śledzących) oraz Donald junior (104 tys., ale ostatni wpis z przedwyborczego września), które do przechodzenia z Twittera na Parlera gorąco zachęcają.

Cancel culture. Twitterowe wyroki i medialna cenzura

Dziennikarze symetryści muszą odejść.

zobacz więcej
Parler, założony w 2018 r. jako libertariańska alternatywa Twittera już zyskał na Trumpie i związanych z jego imieniem wojnach kulturowych, a zwłaszcza bitwą o wolność słowa.

Pierwsza fala przejść z Twittera miała miejsce wiosną i latem, gdy pojawiło się coraz więcej prób cenzurowania treści pod hasłem walki z „mową nienawiści” oraz wyborczą „dezinformacją”. Następnie, gdy Twitter stanął po stronie Bidena i próbował zablokować konto nowojorskiej bulwarówki „New York Post”, która opublikowała rewelacje o związkach syna Bidena, Huntera z oligarchami z Rosji, Ukrainy i Chin. Jednak eksplozja popularności Parlera nastąpiła po dniu wyborów prezydenckich: w ciągu kilku dosłownie dni liczba użytkowników podwoiła się do 10 milionów, a aplikacja na telefon komórkowy z miejsca 1023. na liście najczęściej ściąganych w sklepie Apple, wspięła się na pierwsze miejsce.

Wszystko to dobrze wróży Johnowi Matze, 27-letniemu założycielowi firmy, której siedziba znajduje się w Henderson w stanie Newada, symbolicznie w pewnym oddaleniu od Krzemowej Doliny z superlewicowej Kalifornii. Cieszy się pewnie grono konserwatywnych inwestorów, do których należy m.in. Rebekah Mercer, dziedziczka fortuny po ojcu Robercie (mistrzu agresywnych inwestycji giełdowych), znana ze swoich konserwatywnych poglądów i bliskich związków z Trumpem.

Najważniejsze dla rozwoju firmy jest jednak stale zwiększające się grono użytkowników będących medialnymi gwiazdami. Jest tu na przykład Maria Bartiromo, zwana „Honey Money”, znana prezenterka Fox News oraz Fox Business News (i zdeklarowana fanka Trumpa). „Nie mogę znieść już cenzury na Twitterze” – napisała, zachęcając swoich fanów do przejścia z Twittera na Parlera właśnie (gdy piszę te słowa ma już 1,6 mln fanów).
Maria Bartiromo, zwana „Honey Money”, prezenterka Fox News jest gwiazdą Parlera. Fot. Roy Rochlin/Getty Images
Są inne gwiazdy Fox News – Sean Hannity (4,2 mln fanów) i Tucker Carlson (2,5 mln). Jest też Mark Levin, znany konserwatywny komentator radiowy, wyróżniający się prawniczym wykształceniem, który napisał na Twitterze do swoich 2,8 mln fanów: „Spieszcie się i zacznijcie mnie śledzić na Parlerze. Bądźcie tam ze mną, bo być może nie zostanę na Twitterze i Facebooku, jeśli będą mnie wciąż cenzurować” (3,9 mln śledzących na Parlerze).

Levin to ważny głos na konserwatywnym rynku idei. Ostatnio napisał kolejną książkę „Nie-wolność prasy” („Unfreedom of the Press”) będącą swoistym oskarżeniem przedstawicieli mediów głównego nurtu, które same niszczą wolność słowa poprzez „samocenzurowanie, myślenie stadne, stronniczość przez pomijanie, a także przekazywanie własnych opinii, propagandę, pseudowydarzenia oraz jawne kłamstwa maskowane jako informacje”.

Rekiny były niezadowolone. Jak wielkie korporacje zniszczyły Donalda Trumpa

Stacje telewizyjne pokazywały listy z nazwiskami Republikanów, którzy ociągali się z powinszowaniami dla Bidena, aby wywrzeć na nich presję i zmusić do uznania porażki prezydenta.

zobacz więcej
Na razie w przypadku większości gwiazd ucieczka na Parlera nie wiąże się z paleniem mostów na innych platformach społecznościowych. To raczej poszerzenia pola oddziaływania i kontaktu z odbiorcami.

Na Parlerze generalnie dominuje klientela konserwatywno-prawicowa, zmęczona „tyranią firm Big Tech”, które pod pozorem walki z dezinformacją, wprowadzają w istocie cenzurę treści, które nie są spójne z obowiązującą w Ameryce polityczną poprawnością.

Tymczasem platforma reklamuje się jako „światowa agora idei”, gdzie głosi się dowolne treści. „Mów swobodnie i wyrażaj, kim jesteś w sposób wolny, bez obawy, że zostaniesz usunięty z platformy za swoje poglądy. Stykaj się z prawdziwymi ludźmi, a nie botami. Parler jest dla ludzi, nastawiony na utrzymanie prywatności, dostarcza narzędzi, abyś sam mógł zarządzać tu swoim doświadczeniem” – zachęca komunikator, wyraźnie próbując się odróżnić od najpopularniejszych mediów społecznościowych, coraz bardziej stawiających na kontrolę treści.

Pytanie, jak Parler zamierza zarabiać pieniądze. Giganty mediów społecznościowych takie jak Facebook (będący też właścicielem Instagramu) czy Twitter w zamian za dostęp do platformy wykorzystują wiedzę na temat każdego kroku użytkownika i monetyzują ją, sprzedając reklamodawcom albo tym, którzy chcą o nas więcej wiedzieć.
Print screen strony głównej komunikatora Parler.
„Facebook i Twitter wykorzystują ludzi od nich uzależnionych do zdobywania od nich informacji” – mówił ostatnio w jednym z wywiadów Matze. Generalnie treści w na Parlerze nie są cenzurowane, poza przypadkami nawoływania do przemocy, twardej pornografii i spamowania. Parler nie używa algorytmów do podsuwania treści (wyświetlają się one chronologicznie, bez „wspomagania”) oraz zbiera minimum informacji o użytkownikach, więc nie za bardzo ma czym handlować. Bo na dostępie do wolnego słowa i wolnej treści, zarobić się nie da.

Konserwatywny YouTube też zyskuje

Jednak Parler to nie wszystko. Kampania wyborcza, a zwłaszcza promowane przez sztab Trumpa doniesienia o wyborczych oszustwach, przekierowały konserwatywnych wyborców do alternatywnych wobec mediów głównego nurtu oraz Facebooka i Twittera źródeł wiadomości. Po wyborach o połowę – do 90 mln wejść na miesiąc – wzrosła oglądalność filmików na serwisie Rumble, uważanym za konserwatywną alternatywę do YouTube. Wyborcy Trumpa ruszyli także do znanych od lat platform społecznościowych Gab czy MeWe. Bardzo zyskały dwie, obecne w sieciach kablowych, konserwatywne stacje informacyjne: Newsmax oraz One America News Network (OANN).

Milcząca większość dostała głos

Fox News czuje presję konkurencji. Nie CNN jednak, lecz MSNBC, która stała się medium tożsamościowym Amerykanów o lewicowych poglądach.

zobacz więcej
Spektakularny sukces odniosła zwłaszcza ta pierwsza: jej wieczór wyborczy oglądały trzy miliony widzów – oglądalność stawiająca ją w jednym rzędzie z takimi gigantami kablówek jak CNN czy MSNBC. Co jest szczególnie ważne, gdyż dla przyszłości politycznej Trumpa (już teraz mówi się, że może wystartować ponownie na prezydenta w 2024 r.) najważniejsza jest właśnie nadająca non-stop, 24 godziny na dobę, telewizja.

Udowodniły to pierwsze godziny powyborczej gorączki i postawa stacji Fox News, która pomimo oporów Trumpa i jego sztabu orzekła przed innymi, uważanymi za lewicujące stacjami CNN czy MSNBC, że w Arizonie wygrał Biden (co ostatecznie okazało się prawdą). Wywołało to ostrą reakcję superfanów obecnego prezydenta.

Stacja będąca perłą w koronie medialnego koncernu stworzonego przez Ruperta Murdocha, już wcześniej starała się dystansować się wobec Trumpa. Ale to właśnie sprawa Arizony, za którą poszły pełne złości tweety prezydenta spowodowały, że jego najtwardsi zwolennicy zaczęli także Fox News zaliczać do przemysłu „fake news”, posuwając się do bojkotu stacji. Zarzuty, moim zdaniem absurdalne, ale z konsumentami wiadomości rzadko da się racjonalnie dyskutować i rankingi oglądalności zdecydowanie poszły w dół.

Fox News poszedł zatem śladem Drudgereport.com, konserwatywnego generatora tekstów, który w wyraźny sposób dystansował się w ostatnich miesiącach wobec Trumpa. Jego twórca i właściciel, Matt Drudge zasłynął w czasach prezydentury Billa Clintona nagłośnieniem afery z Moniką Lewinsky w roli głównej; jest on również libertarianinem z wyjątkiem – jak sam o sobie mówił – „aborcji i podatków” i przez ostatnie dwadzieścia lat był ulubieńcem konserwatystów wszelkiej maści, dając linki do artykułów i opatrując je mistrzowskimi tytułami i nagłówkami. Teraz jednak brak bezkrytycznej wiary w polityczny geniusz Trumpa przyczynił się do spadku popularności serwisu.

TrumpTV?

Warto pamiętać, że Trump to wielki telewizyjny showmen, a przede wszystkim mistrz telewizyjnego marketingu, który największą sławę zyskał jako autor i gość programu „The Apprentice”. Rywalizowali tam uczestnicy mający pomysł na biznes, a Trump eliminował na poszczególnych etapach teatralnym „You’re fired!” (zwalniam cię). Od 2004 do 2017 pokazano 15 sezonów programu, którego w szczytowym momencie oglądało nawet kilkanaście milionów widzów, a rekordowe show aż 28 mln. Trump, który dzięki show zarobił ponad 200 mln dolarów, stał się rozpoznawalny w całym kraju.
„You’re fired!” - mówił Donald Trump w swoim show. Powtórzyli to jego przeciwnicy przy urnach i w czasie powyborczych demonstracji. Fot. Erik McGregor/LightRocket via Getty Images
Niektórzy twierdzą, że kampania prezydencka, rozpoczęta zjazdem ze schodów w czerwcu 2015 r. , była kontynuacją telewizyjnego show w nowym formacie, który – przez nieoczekiwane przez głównego bohatera zwycięstwo w listopadzie 2016 r. – przedłużył się o kolejne cztery sezony.

Każdy dzień prezydentury stanowił nowy odcinek reality show. Teraz, twierdzi publicysta „New York Timesa” James Poniewozik, wyborcy skasowali ten reality show. Napisał Poniewoznik: „W czasie wiecu w Pensylwanii w październiku, Trump powiedział, że głos na Bidena, będzie głosem na nudę. Wskazując na dziennikarzy, powiedział: Spójrzcie na te kamery. Gdybyście mieli Przysypiającego Joe, nikt nigdy już nie zainteresowałby się polityką!”. W dniu wyborów, 3 listopada, większość wyborców odpowiedziała: Mamy to traktować jak obietnicę?”

Wydaje się, że komentator ma rację, pisząc, że „Biden pozwolił Ameryce odzyskać oddech od głównodowodzącego celebryty, który wyssał z powietrza cały kulturowy tlen”. Może na końcu okazało się, że pięć i pół roku (licząc z prawyborami) codziennego reality show to jednak za dużo. Zwłaszcza w obliczu wciąż szalejącej pandemii odpowiedzialnej za śmierć ćwierć miliona Amerykanów.

O czym nie wolno fantazjować. Nawet w „Nowej Fantastyce”

„Przepraszamy. Byliśmy nie dość uważni i nasz błąd dotknął wielu osób” – oświadczyła redakcja pisma.

zobacz więcej
Wyniki do Kongresu, gdzie Republikanie utrzymali przewagę w Senacie, a nawet zyskali w Izbie Reprezentantów, pokazują, że wyborcy zaakceptowali program Partii Republikańskiej (realizowany przecież pod wodzą Trumpa), odrzucając samego Trumpa.

Jednak stworzenie przez obecnego prezydenta po wyprowadzce z Białego Domu TrumpTV jako „nowego Fox News” nie będzie łatwe bez zaplecza finansowego (wbrew mitom, sam Trump nie dysponuje funduszami wymaganymi dla takiej inwestycji). Poza tym byłoby czasochłonne, choćby ze względu na konieczność rozbudowania sieci dystrybucji w naziemnych kablówkach. I bez gwarancji sukcesu, ponieważ ludzie rezygnują z dostępu do kablówek.

Oprócz kanału internetowego oferującego streaming na żywo (za miesięcznym abonamentem w wysokości 5-10 dolarów), alternatywą może być przejęcie już istniejącego medium. Newsmax byłby idealny (od kilku lat „na kablu” dostępny dla 70 mln widzów), ale szefostwo nie chce oddać stacji, oferując na razie Trumpowi jedynie własne show.

Być może Trump spróbuje przejąć mniejszą stację, OANN, co też nie gwarantuje sukcesu, zwłaszcza że szefostwo Fox News już zapowiedziało, iż „kocha konkurencję”. Czytaj – nie zamierza bez walki oddać Trumpowi konserwatywnego widza, nad którego wyobraźnią panuje od ćwierćwiecza.

Na razie, alternatywny, konserwatywny medialny ekosystem „po Trumpie” jest w powijakach. Dość powiedzieć, że łączne zasięgi nie przekraczają jednego procenta ruchu, jaki generują Twitter (330 milionów użytkowników, z czego 145 milionów używa go codziennie) czy grupa Facebook (2,7 mld użytkowników na całym świecie). Pytanie, czy to się zmieni, gdy Donald Trump już jako zwykły obywatel rozpocznie aktywną promocję platform i mediów alternatywnych wobec – jak je nazywa – „fake news” i „Big Tech”. Kulturowa bałkanizacja przestrzeni publicznej będzie się pogłębiać, a alternatywne „bańki informacyjne” rosnąć obok siebie. Witamy w odmiennych stanach wiadomości.

– Jeremi Zaborowski z Chicago

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Ivanka Trump, córka i doradczyni prezydenta USA aktywnie wspierała go w kampanii wyborczej. Fot. Daniel Acker/Bloomberg via Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Jak Francja wykradła dzieci Reunionu. „Mają nie być zbyt czarne”
Niektóre matki traciły córki i synów jedynie dlatego, że paliły papierosy.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Ryzykujemy życie, by stać się nadludźmi
Nie da się wykluczyć, że umysł lodowego szamana Wima Hofa nakazuje mózgowi ignorować zimno.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Uzależnienie od hazardu to śmiertelna choroba
Hazardziście trudniej jest pozostać w abstynencji niż np. alkoholikowi.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Cios w ulubieńca liberalnych elit. Pierwszy dzień prezydenta
Czy Republikanie będą w stanie zapobiec radykalnemu zwrotowi na lewo?
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Straszna szczepionka RNA, której boimy się bardziej niż COVID-19
Jeśli sobie nie poradzi, to będziemy mogli powiedzieć: witajcie w XVII wieku!