Rozmowy

Zbudował średniowieczny zamek w XXI wieku. Tam, gdzie Bolko rozbił wojska wnuka Czyngis-chana

Kopyta konia Nogaja, dowódcy wojsk mongolskich, tratowały Ziemię Sądecką. Wojska tatarskie poniosły klęskę pod Starym Sączem. W tamtym czasie naprawdę aż roiło się w dolinie rzeki Białej od grodów warownych, stąd nazwy miejscowości: Gródek, Stróżna, Podegrodzie czy Stróże. A już dużo wcześniej życie tutaj tętniło, o czym świadczą liczne znaleziska, choćby skarby odkryte w okolicach Grybowa – opowiada Krzysztof Broński, pomysłodawca, architekt, budowniczy zamku „Stara Baśń” w małopolskim Grybowie, autor książki stylizowanej na średniowieczne rękopisy „Stara Baśń. Legenda grodu Bolka Gniewnego”.

Ten pasjonat historii od ponad 20 lat buduje rekonstrukcję średniowiecznego grodu warownego. Według legendy, gród został założony przez Bolka zwanego Gniewnym, który w trakcie trzeciej, wielkiej ekspansji mongolskiej na ziemie polskie w 1287 r. powstrzymał najazd wojsk mongolsko-tatarskich, dowodzonych przez Nogaja.

TYGODNIK TVP: Jest pan wielkim marzycielem.

KRZYSZTOF BROŃSKI:
Każdy z nas ma ukryte marzenia, ale nie każdy ma chęć i determinację, aby je spełniać. Swoimi działaniami chcę więc pokazać, że można realizować pragnienia, wymaga to jednak ogromnego samozaparcia, wkładu pracy, no i czasu.

Historią fascynowałem się od najmłodszych lat. Wyobraźnia ciągnęła mnie zwłaszcza do średniowiecza. Ciągle myślałem o tym, jak wyglądało życie w tamtych czasach. Aż postanowiłem je odtworzyć w swoim zamku.

Dlaczego? Któryś filozof powiedział, że nasze życie zależy od pozornie drobnych przypadków. Miałem wiele spotkań, które ukierunkowały moje plany. Na przykład będąc w podróży biznesowej na Krymie (mój przyjaciel chciał budować hotel nad Morzem Czarnym), zwiedzaliśmy stolicę Chanatu Krymskiego Bakczysaraj oraz średniowieczne miasto-twierdzę Czufut-Kale i leżący w pobliżu Uspieński Monastyr, klasztor Zaśnięcia Matki Bożej wykuty w skale w VIII wieku przez greckich katolików.

Zdziwiony, obserwowałem nadjeżdżające kolejno autokary, sznur turystów i pielgrzymów mozolnie wspinających się na wzgórze, na którego szczycie były wysokie schody i wejście do tegoż monastyru. Skałę pokrywały różne malowidła sprzed wieków. Patrzyłem na to i w głowie dźwięczało mi pytanie: jak się komuś chciało ponieść taki wysiłek i to wszystko stworzyć? A równolegle miałem świadomość, że dzięki temu po tylu wiekach ludzie dalej chcą to podziwiać.

To pytanie – „jak się komuś chciało?” – zadawałem sobie w wielu miejscach, podróżując po świecie i powoli rodziło się postanowienie, aby w oparciu o bogatą historię ziemi, z której pochodzę, stworzyć coś niezapomnianego, co rozsławi region, podniesie jego rangę i przyczyni się do rozwoju.
Do tych marzeń dołożyło się odnalezienie korzeni mojego rodu. Poszukiwania doprowadziły mnie do Florencji, Łęczycy, a nawet na obecną Białoruś – natknąłem się tu na historię gałęzi wschodniej rodu Brońskich z Kresów, opisaną w książce „The Bronski House” (Philip Mardsen z Kornwalii), i poprzez nią odnalazłem również ślady rodu z okresu wczesnego średniowiecza w Szkocji. Tak z marzeń, historii naszej ziemi, własnych korzeni, tęsknoty do świata prostszego, powstała ponadczasowa inicjatywa „Rekonstrukcja grodu warownego Stara Baśń w Grybowie, założonego przez Bolka, zwanego Gniewnym”. Choć w nazwie jest słowo „baśń”, to gród jest realny i tu można zanurzyć się w mrokach historii, spróbować zrozumieć znaczenie upływającego czasu. Stąd motto nad główną bramą: „Czas jest cieniem”.

Projektując i budując gród opierał się pan na szkicach historycznych, czy od początku była to po prostu pana wizja?

Gdy w 1999 roku kupiłem teren w Grybowie, pomysł był jeszcze w powijakach. Początkowo myślałem o stworzeniu w tym miejscu jakiegoś centrum kultury czy muzeum, gdzie można by było pokazać skrawek historii, ale też rodzinne zbiory, które ja i moja rodzina gromadziliśmy przez pokolenia. Rozważałem również zabudowę mieszkaniową. Bardzo mocne było też parcie sieci handlowych na przeznaczenie terenu pod centrum handlowe. Gdybym wybrał którąś z tych koncepcji, ominęło by mnie wiele problemów, z którymi borykałem się przez te lata i borykam cały czas, a na pewno nie miałbym problemów finansowych, jakie są obecnie w końcowej fazie realizacji projektu. Przekonałem się też jak wielu ludzi potrafi bezinteresownie przeszkadzać, na szczęście wielu też bezinteresownie pomaga.

Ostatecznym impulsem do decyzji o budowie grodu było poznanie przeze mnie podróżnika Piotra, wielkiego pasjonata i znawcy historii mongolskiej. Podczas naszych spotkań wspominał historię najazdów tatarsko-mongolskich na polskie ziemie, a szczególnie trzeci, wielki najazd w 1287 r. W rozmowach pojawiał się też wątek wielkiego skarbu mongolskiego, utraconego przez najeźdźców podczas ekspansji na nasze tereny. Były to haracze, łupy zdobyte na podbijanych ludach i ziemiach. Zwłaszcza ta informacja rozgrzała moją wyobraźnię do czerwoności.

Ani „tylko nasze”, ani „tylko wasze” – wspólne dobra Rzeczypospolitej na Białorusi i Ukrainie

Takie obiekty, jak zamki Radziwiłłów, są ważne dla historii dwu, a nawet trzech narodów. Białorusini, choć może mniej to okazują niż Ukraińcy, ale też mają kłopot z polską częścią swojej historii.

zobacz więcej
Tak ostatecznie wyklarował się pomysł, że będzie to gród warowny, a kanwą historyczną obiektu będą najazdy mongolskie na te ziemie. Pracując nad projektem opierałem się częściowo na dawnych rycinach, częściowo kierowałem się swoją intuicją. Miałem wrażenie, że wiem jak on mógł wyglądać, tak jakbym żył w tamtych czasach.

Podczas budowy postanowiłem użyć więcej cegły i kamienia, a mniej drewna. Chodziło mi o większą trwałość obiektu. To rzecz jasna odbiega od pierwowzoru, bo jak wiadomo, ówczesne konstrukcje były w całości drewniane, dlatego wiele z nich nie przetrwało do naszych czasów.

Rozpocząłem od gromadzenia materiałów, robienia szkiców i tworzenia planów. Był to żmudny proces, który z resztą trwa do dziś, bowiem musiałem poświęcić mnóstwo czasu na poszukiwanie materiałów (głównie z rozbiórek historycznych obiektów w kraju i zagranicą), aby w miarę wiernie odtworzyć tego typu obiekt.

Najpierw powstawał mur obronny. Założenie było takie, że prace, jeżeli będą trwały nieprzerwanie, zostaną ukończone w rok. Gdy ułożyłem własnoręcznie cztery narożne kamienie, a zajęło mi to cały dzień , zrozumiałem, jak wielkie wyzwanie przede mną. Choć prace trwały dniami i nocami, sam mur obronny został ukończony dopiero po dwóch latach. Potem kontynuowałem budowę rekonstrukcji krok po kroku. Gród stawał się coraz większy, a w projekt zaczęło się angażować coraz więcej osób.

W tym przede wszystkim cała pana rodzina.

Budowa grodu pochłaniały coraz więcej czasu. Najstarsza córka Karolina zaczęła więc pomagać w prowadzeniu przedsiębiorstwa, a starszy syn Bartek od najmłodszych lat każdą chwilę spędzał ze mną na budowie, czasami przejmując samodzielnie prowadzenie prac. Nawet po skończeniu studiów na AGH w Krakowie, dwa lata poświęcił na pomaganie mi przy tworzeniu projektu.

Okazał się jednym z najlepszych cieśli i kamieniarzy w zespole. Było mi go żal, kiedy patrzyłem na jego spracowane ręce. Miał większe żyły od moich. Może dlatego został dwukrotnym mistrzem Polski w sztukach walki (śmiech). Obecnie buduje samoloty i taksówki powietrzne dla międzynarodowych koncernów. Z dumą mówi, że praca przy „Starej Baśni” przystosowała go do trudnych wyzwań w jego zawodzie.
Najmłodszy syn Jacek również pomagał nam w budowie już będąc nastolatkiem i gdy teraz wspomina te czasy, to śmieje się, że permanentny remont trwał wokół niego odkąd tylko pamięta, cały czas. Pomagał mi głównie w wakacje. Praca była ciężka, więc nieraz mówił, że nie może się doczekać powrotu do szkoły (śmiech).

Żona natomiast zajmuje się szyciem strojów na podstawie średniowiecznych wzorów, zarówno dla dorosłych, jak i dzieci. Ale odkryła też w sobie talent malarski – wszystkie malowidła i ryciny wzorowane na średniowiecznych, które można u nas zobaczyć, są jej autorstwa.

Mało kto wie, że w epoce średniowiecza ten region kwitł i tętnił życiem. Leżał na jednym z sześciu handlowych traktów królewskich, tak zwanych winnych, prowadzących od Bałtyku w stronę Rusi i Węgier. Miasto Grybów było zamożne, bogaciło się między innymi na handlu węgierskim winem. Z tego też powodu było wielokrotnie grabione.

Chciałem właśnie przybliżyć lokalnym mieszkańcom i turystom ten nieznany wątek historyczny. W regionie było w tamtych czasach sporo grodów warownych. Świadczą o tym choćby takie nazwy miejscowości, jak Gródek, Stróżna, Podegrodzie czy Stróże. Służyły przede wszystkim celom obronnym, broniły tych ziem przed atakami wrogów. Historia związana z moim zamkiem nawiązuje konkretnie do najazdów mongolskich na tereny polskie. W XIII wieku imperium mongolskie zajmowało tereny od Dalekiego Wschodu aż po wschodnią Europę. Było to jedno z dwóch największych obszarowo państw w dziejach nowożytnych.

Mongołowie, Tatarzy to ludy koczowniczo-paster¬skie, żyjące na obszarze dzisiejszej Mongo¬lii, Mandżurii i południowej Syberii. Temudżyn, czyli Czyngis-chan zjednoczył plemio¬na mongolskie i podbił wszy¬stkie ludy zamieszkujące południową Syberię, Chorezm, północne Chiny. W 1223 r. wojska, pod wodzą jego wnuka Batu-chana, dotarły nad Morze Azowskie, gdzie nad Kałką pobiły książąt ruskich. Przed śmiercią Czyngis-chan podzielił swoje państwo między synów. Potomkowie kontynuowali jego podboje. W latach 50. i 60. XIII wieku opanowali Iran, Mezopotamię i Syrię (Hulagu) oraz całe Chiny (Kubilaj).
Najazdy na ziemie polskie rozpoczęły się wkrótce po opanowaniu Rusi przez Mongołów (1238–40). Pierwszy najazd miał miejsce w 1241 roku. Zapoczątkowało go wtargnięcie oddziału zwiadowczego, który m.in. zdobył Sandomierz i pokonał rycerstwo krakowsko-sandomierskie. Na przełomie marca i kwietnia prawe skrzydło wojsk tatarskich (główne siły pod wodzą Batu-chana uderzyły na Węgry) wtargnęło na nasze tereny i po sukcesach pod Szydłowcem, Chmielnikiem i Opolem zadało wojskom polskim, dowodzonym przez Henryka Pobożnego, klęskę pod Legnicą. Potem Tatarzy zawrócili na Węgry w celu połączenia się z głównymi siłami. Drugi najazd był zimą, w latach 1259–60. Tatarzy zdobyli wtedy m.in. Sandomierz i Kraków. Trzeci najazd miał miejsce w latach 1287–88, kiedy to wojska tatarskie operowały w dwóch grupach: pierwsza przez Lublin i Sandomierz dotarła do Gór Świętokrzyskich, gdzie została pokonana przez Leszka Czarnego; druga doszła pod Kraków oraz na Podhale i poniosła klęskę pod Starym Sączem, rozgromiona przez Polaków i przybyłe im na pomoc wojska węgierskie.

Tak, jak podczas poprzednich najazdów, atak Mongołów wiązał się z wielkimi spustoszeniami, grabieżą i dezorganizacją kraju. Szacuje się, że Tatarzy mogli uprowadzić w niewolę nawet kilka tysięcy osób.

Według legendy, gród warowny „Stara Baśń” został założony przez Bolka zwanego Gniewnym, który rozbił w tym miejscu wojska praprawnuka Czyngis-chana w trakcie trzeciej ekspansji mongolskiej na Europę. Czy jest w tym jakieś ziarnko prawdy?

Jak już wcześniej wspomniałem, w trakcie trzeciego najazdu na ziemie polskie w 1287 roku tatarskie czambuły rzeczywiście plądrowały nasze okolice. Kopyta konia Nogaja, dowódcy wojsk mongolskich, tratowały Ziemię Sądecką. Trudno to sobie dzisiaj wyobrazić, ale w tamtym czasie naprawdę aż roiło się w dolinie rzeki Białej od grodów warownych. A już dużo wcześniej życie tutaj tętniło, o czym świadczą liczne znaleziska, choćby odkryty w okolicach Grybowa skarb: monety rzymskie oraz figurka z brązu, pochodzące z III – IV stulecia naszej ery, czy też brązowa siekierka odkopana kilka lat temu w Kąclowej, w pobliżu „Starej Baśni”, datowana na lata 1050 – 950 przed narodzeniem Chrystusa. Jest to unikat w skali całego kraju.
Chciałem zatem pokazać, że Grybów odegrał też niebagatelną rolę w historii dziejów naszego kraju. Aby jednak odciąć od mojego projektu dociekania malkontentów, połączyłem fakty z baśniami i legendami związanymi z tym miejscem. Dlatego historię tu opowiedzianą nie możemy nazwać wierną kopią wydarzeń sprzed 800 lat.

W każdej legendzie jest oczywiście ziarnko prawdy. Tajemnicze tunele, które odkryła na moim terenie powódź w 2010 roku i nad rekonstrukcją których wciąż pracujemy, mogą świadczyć o tym, że na którejś z okolicznych gór znajdował się w przeszłości gród obronny i to były jego tajne przejścia. Jeszcze nie wszystkie fakty chcemy ujawniać, wciąż jesteśmy na etapie budowy. A zainteresowanych historią Bolka odsyłam do mojej książki „Stara Baśń. Legenda grodu Bolka Gniewnego”.

Czyli to miejsce ma bardziej bawić zwiedzających niż ich edukować?

Mottem przewodnim tego miejsca jest „Stara Baśń” – inny wymiar wyobraźni, miejsce, w którym echa z pradawnych czasów dźwięczą do dziś. Ponieważ trudno sobie obecnie wyobrazić życie naszych przodków, żywe lekcje historii pozwalają nam przenieść się na chwilę w czasie. Przeplatanie historii baśniowymi opowieściami z elementami zabawy, ma dodatkowo pobudzić wyobraźnię gości, szczególnie dzieci. Każdy może spróbować swoich sił w strzelaniu z łuku, przebrać się za rycerza czy księżniczkę, wyrobić swój własny podpłomyk i poczuć się jak w średniowiecznym grodzie.

Zamek posiada zwodzony most i jest otoczony murami o wysokości czterech metrów. Połączone są w system fortyfikacji dwiema wieżami. Jest tu baszta księżniczek. Według legendy, zamykano w niej krnąbrną niewiastę, która nie chciała wyjść za mąż za mężczyznę wybranego jej przez ojca. Musiała w baszcie zostać, dopóki nie zmieniła zdania. Ja dołożyłem do tego dalszą opowieść: księżniczka wiedziała o istnieniu tajemniczych tuneli i podczas swojego pobytu w wieży przekopała swoim grzebieniem, czy innym elementem biżuterii, przejście do podziemnych korytarzy. I tam spotykała się z wybrankiem swojego serca.

Smok wawelski istniał naprawdę. Zapraszamy tam, gdzie mieszkają bestie

Dwunożny potwór wgryzał się w ofiarę, z apetytem kruszył i zjadał jej kości.

zobacz więcej
Drugą basztę grodu nazwałem smoczą. Ze względu na najmłodszych, w grodzie rozpanoszyła się bowiem rodzina smoków. Kolekcja liczy ich już ponad dwieście, zaś najważniejsze to Grynbos i dowódca straży grodu Straszomir. Grynbos mierzy ponad siedem metrów, jego cielsko składa się z ponad 2700 stalowych łusek wykutych ręcznie. Nazwa smoka, wyłoniona w konkursie dla dzieci, wiąże się ściśle z historią miasta Grybowa. Zostało założone w 1340 roku przez Kazimierza Wielkiego, a jego pierwotna nazwa brzmiała Grynberg, co znaczyło zielona góra. Stąd Grynbos, w wolnym tłumaczeniu: Zielony Grybowski Boss. Zwiedzający mają wyzwanie odnalezienia jak największej liczby członków smoczej rodziny, ukrytych w zakamarkach grodu, a w nagrodę dla zwycięzcy Grynbos będzie zionął z wieży kilkumetrowym ogniem.

Na ścianie grodu umieściłem herby rodów, które brały udział w walce z Mongołami. We wnętrzu są typowe zamkowe komnaty. Duża część zbiorów, która jest na co dzień dostępna dla zwiedzających, to repliki średniowiecznych strojów czy broni. Organizujemy tu turnieje rycerskie i łucznicze.

No i tymi wszystkimi działaniami zachęcamy gości do zainteresowania się naszym regionem.

Zamek jest cały czas w rozbudowie. Co jeszcze ma pan w planach?

Jest takie mądre powiedzenie: człowiek planuje, Pan Bóg się śmieje. Na pewno mogę stwierdzić, że po 20 latach dochodzę do połowy projektu, a co jeszcze uda się osiągnąć – czas pokaże.

Trwają prace architektoniczne nad główną wieżą, tzw. stołpem. Marzę, by w przyszłym roku zorganizować międzynarodowy plener rzeźbiarski, który na stałe wpisałby się w kalendarz imprez kulturalnych zamku „Stara Baśń”. Może uda się jeszcze zorganizować coroczne, główne wydarzenie pt. „Obrona ziem sądeckich przed ordami mongolskimi” – spektakl historyczny połączony z wieloma atrakcjami.

Chciałby pan żyć w średniowieczu?

Mam takie przekonanie, że dawniej żyło się dużo prościej i szczęśliwiej. Ludzie bardziej słuchali natury i kierowali się jej prawami. Żyli w większych grupach, więc byli mniej samotni.
Teraz w dobie naszej cywilizacji mamy dostępne wszelkie techniki, jakie sobie wymarzymy, ale jednym z powszechniejszych zjawisk jest samotność i brak czasu. Szybkie komputery, samoloty, samochody miały przynieść wiele udogodnień, które sprawią, że nie będziemy musieli się tak spieszyć, lecz to nie pomogło. Jesteśmy pogubieni w tym zwariowanym tempie życia. I coraz bardziej sfrustrowani i zestresowani.

Tak myślę, że każdy z nas w głębi duszy tęskni za prostotą. Zwiedzający zamek szybko się uspokajają, na przykład kiedy patrzą w rozpalony ogień. Dlatego cieszę się, że mogłem stworzyć świat, w którym mogą się poczuć choć przez chwilę szczęśliwi jak dzieci. Kto przekroczy próg grodu mówi, że czuje się tutaj wyjątkowo dobrze i chce tu wrócić.

Czyli promuje pan nie tylko swoją małą ojczyznę, ale cały kraj.

Polska flaga cały czas powiewa na zamku, jestem patriotą. Chcę pokazać, że jako Polacy jesteśmy kreatywni i pracowici. Takie działania dają też nadzieję lokalnej społeczności, że można coś sensownego zrobić w regionach, w których niewiele się dzieje. I mają zatrzymać tu młodych ludzi, którzy często uciekają do wielkich miast. Wokół takich projektów można przecież stworzyć całą infrastrukturę gospodarczą, żeby region się rozwijał i dawał miejsca pracy. Liczę, że kiedyś tak tu będzie. Na teraz staramy się być trampoliną dla artystów, naukowców, którzy mają się gdzie spotkać, zaprezentować swoje dokonania, zainspirować siebie do dalszej pracy.

Jestem dumny, że to miejsce przyciąga nie tylko Polaków, ale też obcokrajowców. Gród odwiedzili już między innymi Niemcy, Amerykanie czy Rosjanie. Kiedy słyszą, że na tych ziemiach została zatrzymana potęga rodu Czyngis-chana, szeroko otwierają oczy i chylą przed nami czoła. Na znanej platformie turystycznej Tripadvisor, w kategorii atrakcji Polski jesteśmy plasowani na 6. miejscu i dostaliśmy wyróżnienie Travellers’ Choice 2020.

Podczas pracy nad tym przedsięwzięciem były zarówno wzloty, jak i upadki, chwile zwątpienia. 20 lat krwi i potu – czyli pewne piętno. Ale teraz mam poczucie dumy, że udało mi się osiągnąć coś, co na pierwszy rzut oka wydawało się niemożliwe. Budzę się, patrzę przez okno i pytam sam siebie: jaki szaleniec to zbudował? (śmiech). I takie pozytywne szaleństwo mi odpowiada.

– rozmawiała Monika Chrobak, dziennikarka Polskiego Radia

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Rekonstrukcje w grodzie „Stara Baśń” w Grybowie. Na zdjęciu członkowie Sądeckiego Rycerstwa Zakonu Księżnej Kingi ze Starego Sącza, składający pokłon władcy podczas zaślubin Mieszka z Dobrawą. Fot. Nextfoto.pl, archiwum Stowarzyszenia Stara Baśń
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Dzikie zwierzęta otoczyły nas w tajdze syberyjskiej, a w Iranie...
Ida Nowakowska: Powierzam swoje życie Panu Bogu i Jego decyzjom.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Jak przebrać wołowinę za sarninę. Tajniki dawnej polskiej kuchni
Ptaki uznawano za mięso lepsze z tego powodu, że to zwierzęta będące bliżej nieba - nawet, jeśli są nielotami.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Kozioł ofiarny wygnany z cyfrowej wspólnoty
Blokując profile odchodzącego prezydenta USA portale społecznościowe chciały się przypodobać nowej władzy.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Disneyland z podgrodziami? Kraków powinien być czymś więcej
Hostel dla osób LGBT i radykalna feministka na stanowisku prezydenckiego pełnomocnika zamiast wizji rozwoju miasta.
Rozmowy wydanie 1.01.2021 – 8.01.2021
To nie jest mój wróg, to przeciwnik, szanujemy się
Ostatnia rozmowa z Wojciechem Borowikiem, prezesem Stowarzyszenia Wolnego Słowa, który zmarł 21 grudnia 2020 roku.