Felietony

Od lewackiej obsesji do chuligańskiej bezkarności. Jak się czuje w tym folklorze zwykły patriota?

Masowe używanie ognia, huku i dymu 11 listopada to nie jest estetyka obywateli świętujących Niepodległą, ale estetyka symbolicznej dominacji kiboli nad całym wydarzeniem. To oni zawłaszczyli wizerunkowo Marsz Niepodległości.

Było już tak dobrze, ostatnie cztery Marsze Niepodległości przebiegały bez bijatyk aż tu – ni stąd, ni zowąd – ostatni zapisał się w pamięci nie gorzej, niż wspomniana ostatnio w Tygodniku TVP, pamiętna bitwa pod „Cepelią”. Tym razem bez żadnych podejrzeń, na policję ruszyli raczej prawdziwi chuligani, co pokazuje dobitnie piętnastominutowy film z ronda de Gaule'a, udostępniony przez MSW.

Zawsze i wszędzie…

Wygląda na to, że prowokacje nie były potrzebne, napastników sprowokował sam widok funkcjonariuszy. Na czele stanęli kibice, którzy mają nie załatwione porachunki z policją, o czym świadczy zaśpiew znany ze stadionów: „Zawsze i wszędzie policja jeb,,,a będzie”., a słyszany na filmie MSW. Posądzanie idących z tym śpiewem na ustach do boju 11 listopada o bycie nacjonalistami, narodowcami, czy skrajną prawicą jest złym rozpoznaniem rzeczywistości lub złą wolą wobec Ruchu Narodowego.

To są tacy kibice piłkarscy, dla których celem jest pobicie kibiców innej drużyny, zaczynają tak wcześnie, jak się da i wspomnienia z samych meczy mają mgliste. To, że przez cztery lata wyczyny takich osób nie zdominowały Marszu Niepodległości należy tłumaczyć brakiem prowokacji policyjnych wobec idących w Marszu po zmianie władzy w kraju. Przez te lata wystarczyło im odpalanie petard i snucie nad sobą dymu n trasie przemarszu.

A to, że teraz zwyciężyła niepohamowana chęć rozróby tłumaczy się pandemią i związaną z nią likwidacją normalnego życia społecznego (w tym także zamknięciem stadionów dla kibiców). Nie wiem, czy to wystarczające tłumaczenie, ale niech tak będzie.
Uczestnik Marszu Niepodległości w klubowych barwach na rondzie de Gaulle'a w Warszawie 11 listopada 2020. Fot. PAP/Wojciech Olkuśnik
Towarzystwo musiało być ostro nagrzane, czy też – inaczej mówiąc – zmotywowane, bo wypatrzyło nienawistną policję głęboko w bramie przy Empiku. Ktoś, kto by się tak pilnie nie rozglądał po prostu poszedłby dalej.

Organizatorzy Marszu, Stowarzyszenie Marsz Niepodległości składające się z środowisk narodowych bierze w obronę swoich sojuszników podkreślając, że policja prowokacyjnie pojawiła się w pełnym rynsztunku do rozpędzania tłumów. Nie wiadomo czemu ma narodowcom służyć nadstawianie piersi za kiboli, „Zawsze i wszędzie...”, to nie ich pieśń, a stosunek do – bądź co bądź – państwa wyrażany takim zaśpiewem nigdy nie był ich tradycją.

Idee narodowców są bardziej wysublimowane i obejmują więcej aspektów rzeczywistości społecznej, niż tylko przemożna chęć jeb...a policji. Na co im ten sojusz? Zwłaszcza, że po krótkiej i gwałtownej potyczce pod Empikiem sojusznicy spalili racami drewnianą futrynę okienną w jednym z mieszkań na trasie.

Pod Stadionem Narodowym był bałagan i rozpędzanie przez policję wszystkich, nawet tych, którzy chcieli odjechać pociągiem do centrum i dziennikarzy.

11 listopada 2020 roku świętowano w Warszawie Dzień Chuligana i nie zmienia tego żadne oświadczenia i przemówienia, specjalne narady rządzących i wołania o dymisję ze strony opozycji. Taka jest natura mediów, że pokazują to, co zwraca uwagę, a bijatyki zwracają ją jak najbardziej.

Tym razem właściwie nie było innych kadrów, bo część Marszu została zmotoryzowana, a samochody jeden za drugim to widowiskowo zwykły korek. Przed laty, gdy były rozróby, to na marginesie Marszu. Większość spokojnie szła z flagami i z uśmiechem.

Tym razem zachowania, niegdyś incydentalne, wysunęły się na czoło przekazu, były samym Marszem, jego rzeczywistym obrazem i nie potrzebna tu była żadna złośliwość, czy uprzedzenia mediów. Marsz Niepodległości wrócił do swojej folklorystycznej prehistorii.

Kontrmanifestacja w pasiakach

Historię Marszu Niepodległości powszechnie liczy się od 2010 roku. Niektórzy liczą od 2011, bo wtedy powstało Stowarzyszenie. Prehistoria folklorystyczna zaczyna się od roku 2007. Krótkie marsze i manifestacje odbywały w Warszawie. 11 listopada ujawniały się kilkusetosobowe grupy ONR -u wsparte polskimi skinheadami wzorującymi się na brytyjskim „Blood & Honour”, neopoganami wskrzeszającymi przedwojenną „Zadrugę” i podobnymi tworami politycznymi na prawo od ściany. Skini wywrzaskiwali białą dumę i supremację, co w jednolitym rasowo społeczeństwie nie mogło być niczym innym, jak folklorem politycznym bezmyślnie imitującym skrajnie prawicowe ruchy na Zachodzie.

Tej skrajności przeciwstawiała się na ulicach inna skrajność, lewicowa – grupki antyfaszystowskie szukające wytrwale w Polsce neonazistów. „Neo” w ich retoryce sugerowało, że był kiedyś w Rzeczpospolitej jakiś Nationalsozialismus a ci krótko ostrzyżeni młodzieńcy to kontynuatorzy.

Wyhodowano sporo wściekłych z nienawiści mutantów

Zostałem dokooptowany do grupy neomarksistów. Będę paprotką na parapecie – mówi plakacista Wojciech Korkuć.

zobacz więcej
Co prawda było coś na rzeczy, zdarzały się wśród tych prawicowców gesty prawicą, po których w III Rzeszy krzyczało się: „Sieg Heil” lub „Heil Hitler”, cóż z tego, że oni krzyczeli: „Czołem Wielkiej Polsce”.

„Salut rzymski” używany przed wojną przez ruchy narodowe w wielu państwach został całkowicie skompromitowany przez zbrodnie hitlerowskie i kojarzy się jednoznacznie.

Właśnie w 2010 roku zadymy uliczne miały być ucywilizowane. Głównego organizatora dotychczasowych manifestacji, ONR, wsparła Młodzież Wszechpolska, a także kilka osobistości i środowisk znanych na prawicy, a nie kojarzących się radykalnie.

Ustalono trasę przemarszu od placu Zamkowego do Placu na Rozdrożu pod pomnik Romana Dmowskiego, Krakowskim Przedmieściem i Nowym Światem. Organizatorzy zakazali używania „salutu rzymskiego” i haseł mogących się kojarzyć z różnymi odmianami faszyzmu.

Na placu Zamkowym takich transparentów rzeczywiście nie widziano i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie lewica, która postanowiła, że „Faszyzm nie przejdzie”. Jak oni wykrywają tych faszystów, a nawet neonazistów w każdym kto rozwinie biało – czerwoną?

Kontrmanifestacja stanęła na wysokości ulicy Miodowej i gwizdała na gwizdkach rozdanych przez swoją ulubioną gazetę. Na chodniku najbliżej szykującego się do przejścia Marszu Niepodległości usiadło ok. trzydzieścioro ludzi ubranych w obozowe pasiaki. Tym samym 11 listopada zyskał psychodeliczny akcent.

Zagwizdane, czy też wygwizdane wspomnienie Zagłady – faszyzm nie przejdzie po ciałach ocalonych. Jacy naziści, takie ofiary.

Organizatorem happeningu pasiastych był znany z wielu działań artystycznych w przestrzeni miejskiej Paweł Althamer. On sam przyznaje, że poszerzał swoja artystyczną wrażliwość przy pomocy LSD.

Nie wiadomo, czy akurat wtedy, ale trzeba mieć specyficznie wyostrzoną percepcję, żeby w tłumie spokojnych demonstrantów, w taki dzień, jak 11 listopada, zobaczyć oddział Totenkopfverbande. Wielu widzom wydarzenia poczucie zażenowania towarzyszyło długi czas.

A sam pierwszy Marsz Niepodległości został skierowany przez policję na Powiśle, aby na Rozdroże wyjść w okolicach Łazienek. Wycieńczone ofiary obozów koncentracyjnych zdołały wyprzedzić Marsz i zrobić nową blokadę na Powiślu. Marsz jakoś ich wyminął z pomocą policji i doszedł pod pomnik Dmowskiego. Zatrzymano 35 awanturujących się osób. Przeważnie kontrmanifestantów.

Sabaty neonazistów

W następnych latach były obowiązkowe bijatyki, podpalenia prowokowane i spontaniczne. Chuliganeria przyczepiona do obozu narodowego znajdowała przeciwników w „antyfaszystach”, aż do 2020 roku, kiedy w roli kontrmanifestantów wystąpiła policja, samą swoją obecnością skupiając ich agresję i nie potrzeba tu było żadnych „antyfaszystów”.

Jednak pomimo tych wydarzeń każdego roku szedł coraz liczniejszy Marsz Niepodległości złożony z normalnych, nie agresywnych patriotów. Ludzi, który ten dzień uznawali za ważne święto, a którym nie wystarczała uroczysta zmiana warty pod Grobem Nieznanego Żołnierza.
W 2010 roku 11 listopada zyskał psychodeliczny akcent. Lewica postanowiła, że „Faszyzm nie przejdzie”, założyła obozowe pasiaki i usiłowała zablokować Marsz. Jak oni wykrywają tych faszystów w każdym, kto rozwinie biało-czerwoną? Fot. PAP/Jacek Turczyk
Marsz przez swój oddolny charakter i spontaniczność był zarazem łagodnie opozycyjny. Szli tam wszyscy ci, którzy nie wierzyli w szczerość patriotyzmu uroczystości oficjalnych, organizowanych przez wtedy rządzących. Oczywistą opozycją było Stowarzyszenie Marsz Niepodległości, które organizowało wydarzenie, ale to nie narodowcy wypełniali ulice.

Z całym szacunkiem, przy liczbach 60 a nawet do 100 tysięcy – nie ma w Warszawie tylu narodowców, a w marszach miejscowi dominowali nad przyjezdnymi.

Marsze Niepodległości w latach 2015-19 były spokojne i nie wymagały działań policyjnych oddziałów prewencji. Rosła natomiast ich złowroga sława na Zachodzie. To o jednym z tych marszy mówił europoseł Guy Verhofstadt w Parlamencie Europejskim, że zgromadził „60 tysięcy faszystów”, a „The Idependent” nazwał warszawski Marsz Niepodległości „największym zgromadzeniem faszystów we współczesnej Europie”.

Verhofstadtowi nie pasował jeden transparent kojarzący się z „białą siłą” w sześćdziesięciotysięcznym marszu, po jakimś czasie zresztą schowany na żądanie organizatorów. Im było spokojniej, tym zagraniczna opinia była gorsza. Należy się spodziewać, że to iż w Polsce 11 listopada odbywają się sabaty faszystów i neonazistów wie już każdy stażysta w redakcjach na zachodzie Europy. A tu jeszcze w tym roku taki prezent.

Marsze w spokojnych latach szły mostem Poniatowskiego, co pozwala na obejrzenie jednym ujęciem tysięcy ludzi. Estetyka jak na niepilnowanym stadionie. Systematycznie odpalane race i gęsty dym snujący się nad tłumem. Bywały i pochodnie i mniejsza z tym, z z czym się to komu kojarzy, ale wszystko nie najlepiej wygląda.

Tak masowe używanie ognia, huku i dymu to nie jest estetyka obywateli świętujących Niepodległą tylko estetyka chuligańskiej dominacji symbolicznej nad całym wydarzeniem. Kibole zawłaszczyli wizerunkowo Marsz Niepodległości, nawet nie musieli rozrabiać i tak się czuli u siebie.

Jak się czuje w tym folklorze zwykły patriota? Nikt nie pytał, ale chyba myśli, że to cena za aktywne świętowanie. Alternatywą jest telewizja i przemówienia, odznaczenia i Grób Nieznanego Żołnierza. Wszystko szacowne i potrzebne, ale wyzbyte spontaniczności i nie wywołujące prawdziwych emocji.

Marsz Niepodległości i Strajk Kobiet. Policyjny slalom między skrajnościami

Nie wiadomo kto i w jakiej sytuacji musi przestrzegać prawa, a kto nie musi.

zobacz więcej
Co dalej z pochodem?

Trudno powiedzieć, co zrobić, by Narodowy Dzień Niepodległości nie wyglądał jak Dzień Chuligana. Oczywiście, państwo może organizować marsze z władzami i wojskiem, ale to już nie będzie to, co się niekiedy udawało na Marszu Niepodległości – spontaniczny radosny pochód, zwłaszcza, gdy z miejsca, w którym się jest, nie widać stadionowych harcowników.

Ostatni Marsz popsuło kilkadziesiąt osób, nie odizolowanych w porę i nie spacyfikowanych. Musi być jakaś przestrzeń do zagospodarowania pomiędzy skrajnościami, kiedy to grupy chuliganów skupiają cała uwagę i dla obserwatorów – co nie dziwi – są Marszem oraz wrażliwymi „antyfaszystami”, którzy gwiżdżą na polską flagę i wypatrują na niej cienia swastyki.

Marsze Niepodległości chodzące każdego 11 listopada od 2010 roku chyba wyczerpały swoją formułę. Już pierwszy w 2010 roku zdominowała lewacka obsesja, ostatni – chuligańska bezkarność.

– Krzysztof Zwoliński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: 11 listopada 2020 w Warszawie. Fot. Aleksander Kalka/NurPhoto via Getty Images
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Czy Kościół nam narzuca kodeks moralnego zamordyzmu?
To nie wypełnianie religijnego Prawa, lecz łaska Boża zbawia człowieka. Może on ją przyjąć lub odrzucić.
Felietony Najnowsze wydanie
Być
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Dystans
Satyra Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Z czego się śmieją autorytety z Facebooka?
Każdy ma prawo być sobą w swojej wiosce i w swoim miasteczku, i ma prawo stanowić o życiu tej społeczności.
Felietony Poprzednie wydanie
Dlaczego Niemcom wolno więcej? Bo mają lepszą „kulturę”?
Germański nacjonalizm pod maską praworządności.