Cywilizacja

Puste trumny i barany. Teorie, którymi koronasceptycy tłumaczą sobie czas pandemii

Edyta Górniak i jej opowieści o scenkach odgrywanych w szpitalach przez statystów czy groźnej sieci 5G, to wierzchołek góry lodowej. Karetki na sygnale mają jeździć puste, a kryzys epidemiologiczny i polityczny w Polsce ma być efektem bitwy o kontrole nad złożami tytanu na Suwalszczyźnie. Podejrzane okazały się nawet formularze linii lotniczych. Ci, którzy uważają, że pandemia to fałsz, nie przestają w mnożeniu teorii mających wyjaśnić otaczającą nas rzeczywistość.

– Paranoja z tą pandemią – utyskuje właścicielka małego punktu handlowego z pasmanterią w Warszawie. Widziałyśmy się już wiosną, kiedy przez Polskę i Europę przechodziła pierwsza fala zachorowań na COVID-19 i wtedy zapoznała mnie z wieloma spiskowymi teoriami na temat koronawirusa, które przyswoiła dzięki filmom na YouTube. Jednak nawet teraz, mimo tak wielu zachorowań i śmierci utrzymuje, że pandemia to ściema.

– Przecież ulicą obok pani sklepu nieustannie pędzą karetki na sygnale do naszego szpitala, w którym jest oddział covidowy – zagajam.

– Właśnie! Karetkom sygnał czterokrotnie zgłośnili, żeby wywołać w nas panikę, a przecież one puste po ulicach jeżdżą – kontratakuje.

Zaskoczona teorią o podkręconych sygnałach jeżdżących na pusto karetek podejrzewam, że musi to być pomysł autorski. Wrzucam hasło w internetową wyszukiwarkę i okazuje się, że takie i wiele innych zaskakujących wytłumaczeń otaczającej nas covidowej rzeczywistości już w sieci krąży i ma się dobrze.

„Kłamią za pieniądze”

Z teorią o karetkach jeżdżących na pusto zmagał się niedawno Poznań. Wszystko za sprawą pracownika jednej z budów w okolicy szpitala im. Józefa Strusia, gdzie leczeni są pacjenci z COVID-19. Z miejsca swojej pracy miał doskonały widok na jedno z wejść do szpitala. Nagrał i opublikował w mediach społecznościowych film, który miał udowadniać, że pandemii nie ma, bo z podjeżdżających karetek nie wynoszono pacjentów. Na wideo było widać dwa ambulanse na podjeździe. Ekipa jednego z nich weszła do szpitala. „Obok pracuję i widzę dobrze z dachu, jak cały dzień jeżdżą karetki na sygnale lecz puste” – napisał autor filmu w komentarzu. „Wysiadają, papierosek i do szpitala na kawę chyba?” – pytał dodając, że personel medyczny kłamie o pandemii, bo dostaje za to pieniądze. Film zdobył sporą popularność w sieci, został udostępniony przez kilkanaście tysięcy osób.
Karetka przed wojewódzkim Szpitalem Specjalistycznym im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego w Lublinie, listopad 2020. Fot. PAP/Wojtek Jargiło
Jak się jednak okazało, karetki z pacjentami covidowymi podjeżdżają do tego poznańskiego szpitala z zupełnie innej strony – estakadą na SOR znajdujący się z innej strony placówki lub do innego budynku z oddziałem zakaźnym. Jan Sawicz, zastępca dyrektora, musiał tłumaczyć mediom, że główne wejście do szpitala służy m.in. pacjentom korzystającym z POZ i poradni specjalistycznych, a także karetkom transportującym do szpitala krew, osocze oraz dostawcom środków ochronnych.

Jak jest w Warszawie? – Karetki nie jeżdżą po mieście puste, to bzdura. Jedyna sytuacja, w której karetka może jechać pusta jest wtedy, kiedy po przetransportowaniu pacjenta z COVID-19 zespół musi zdezynfekować siebie i ambulans zanim pojedzie do kolejnego pacjenta – mówi Lucjan Kadej, zastępca dyrektora ds. technicznych Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego „Meditrans” w Warszawie.


Dementuje jakoby sygnał ambulansów miał być teraz głośniejszy. – Głośność sygnału w ambulansach jest ustawiona przez producentów na poziomie 108 decybeli i kierowca nie ma nawet fizycznej możliwości, żeby go zmienić. Może wybrać jedynie rodzaj sygnału. Zgłośnić sygnał mogliby tylko producenci, ale na to by się nie zgodzili, bo ta kwestia jest regulowana normami europejskimi. Wyjazdów do pacjentów mamy wielokrotnie więcej niż przed pandemią. Może to dlatego niektórym się wydaje, że teraz karetki słychać szczególnie głośno? – zastanawia się dyrektor Kadej, odpowiadając na teorie właścicielki sklepu pasmanteryjnego.

Edyta i statyści

Teoria o podkręconych sygnałach w pustych karetkach to i tak nic. W ubiegłym tygodniu media obiegły słowa Edyty Górniak o tym, że w szpitalach leżą statyści. „Ile jest filmów, gdzie odważni ludzie jadą i kręcą, jak szpitale są puste. Albo są gdzieś scenki odgrywane, są zatrudnieni statyści ubierani w kostiumy. Wiecie ile jest takich filmów z całego świata?” – pytała Górniak podczas dwugodzinnego monologu na żywo prowadzonego na Instagramie.

Od Edyty Górniak do Woody'ego Harrelsona. Celebryci roznoszą fake newsy

Wymyślony koronawirus, niebezpieczne szczepionki, groźna sieć 5G…

zobacz więcej
Gwiazda już wcześniej dała się poznać jako koronasceptyczka. Ogłosiła na przykład, że maseczki są „potwornie niezdrowe”. Według niej, nosząc je „wdychamy własne spaliny”. „Tak się zastanawiam, co to za wirus, że zabija go mydło, ale żaden lek go nie zwalczy. Może zamiast czekać na szczepionkę, warto zjeść kawałek mydła?” – pisała w mediach społecznościowych.

Po wypowiedzi o statystach spadła na nią lawina krytyki m.in. ze strony kolegów z show biznesu. Do jej stwierdzeń odnieśli się Gosia Andrzejewicz, Magda Gessler, Szymon Majewski czy Piotr Bałtroczyk. Donatan pochwalił się tym, że obejrzał cały live Górniak. „Jako cyniczny złośliwiec chciałem jak zwykle napisać coś uszczypliwego... ale no... pierwszy raz nie wiem co. Nic nie przychodzi mi do głowy... Pomożecie? Nie mogę przecież się do tego nie odnieść. Najlepszy komentarz zostanie nagrodzony odznaką płaskiej ziemi” – skomentował, też w mediach społecznościowych.

Górniak odpowiedział nawet ciężko przechodzący COVID-19 poseł PiS Jerzy Polaczek. Z kolei lekarz i były szef GIS Marek Posobkiewicz, który po zakażeniu koronawirusem zamiast opiekować się pacjentami, sam potrzebował pomocy na oddziale covidowym, nagrał w szpitalu cover najsłynniejszej piosenki Edyty Górniak. „Ja nie jestem statystą/ powiem rzecz oczywistą/ dosyć mam głupich tez, głupich tez/ których wokół tak dużo jest” – śpiewał na nagraniu ze szpitala Posobkiewicz.

W odwecie Górniak nazwała krytyków „baranami”. Stwierdziła, że padła ofiarą „medialnej manipulacji”. Na obronę artystki można powiedzieć to, że wśród wielu stwierdzeń znalazła się także uwaga o tym, że ludzie chorują i umierają. Konto na Instagramie Górniak zamknęła już dla osób postronnych.

Lasy zamknięte przez 5G

W swojej dwugodzinnej audycji piosenkarka sporo czasu poświeciła sieci 5G, która jest bohaterem wielu teorii spiskowych. Budowaniem masztów 5G w lasach tłumaczono jedno z wiosennych obostrzeń w związku z COVID-19 – zakaz wstępu do lasów.
Teorie spiskowe dotyczące koronawirusa
„ZAKAZ WSTĘPU DO LASU Rozszyfrowany! To dopiero prawdziwa Polska petarda! Zakaz wchodzenia do lasów. Nadajnik sieci komórkowej 5G udaje drzewo. Na Roztoczu stanęła pierwsza taka antena w Polsce” – alarmował post rozpowszechniany na Facebooku, do którego dołączono zdjęcie masztu ucharakteryzowanego na drzewo. Informacja zaczęła szybko krążyć w mediach, a na leśników padło podejrzenie o udział w potajemnym stawianiu masztów telefonii komórkowej. Sprawę wyjaśnił #FakeHunter, czyli projekt PAP, w ramach którego demaskowane są fake newsy. Okazało się, że antena ze zdjęcia została postawiona przed pandemią – w 2019 roku.

Wiele zadziwiających wyjaśnień dla obecnej sytuacji można znaleźć pod hasztagiem #plandemia, często używanym przez koronasceptyków. Tak też trafiam na post tarocistki z Katowic – Evy Budgusaim. „Pod Waszym nosem zamykają granice, budują polowe szpitale koncentracyjne, szkolą wojsko, dewastują prawo, niszczą gospodarkę, edukację, sztukę. Niszczą odporność populacji, gwałcą wszystkie prawa człowieka” – pisze tarocistka. „Wielu ludzi pyta »To o co tutaj chodzi?«” – dodaje, i spieszy z wyjaśnieniem, że to objaw walki o kontrolę nad złożami w Suwałkach. „Zasobność – 1 500 000 000 ton rudy (1,5 mld ton). Wartość samego tytanu to 355 000 000 000 dolarów USA (355 mld $). Całkowita wartość złoża przekracza 1 000 000 000 000 USD (bilion dolarów‼)” – wylicza. Post doczekał się prawie 5 tys. udostępnień i setek wspierających komentarzy.

Krążące informacje o tym, że ludzie w rzeczywistości na COVID-19 nie umierają, a pokazywane w mediach trumny są puste, trudno zliczyć. W sierpniu karierę nad Wisłą robił post o tym, że brazylijscy parlamentarzyści włamali się do nieukończonego szpitala, który miał mieć pod opieką 5 tys. pacjentów. Mieli zobaczyć opuszczony szpital i puste trumny. „Oczy na świecie otwierają się coraz szerzej. Tylko w Polsce lemingi nadal wierzą w to, co usłyszą w telewizji” – grzmiał autor posta. Okrasił go też zdjęciem, na którym widać kilka otwartych pustych trumien. Według autora, parlamentarzyści spodziewali się zobaczyć w nich ciała ofiar COVID-19.

Breloczki, bryłki, piramidki. Co nas ochroni przed 5G?

Biznes „anty 5G”, bazujący na ludzkich lękach i naiwności, kwitnie.

zobacz więcej
Sprawę zbadał serwis AFP Sprawdzam. Okazało się, że historia, choć zmyślona, była rozpowszechniana także w języku angielskim i francuskim. Legendę zapoczątkował fragment filmu z wizyty brazylijskiego parlamentarzysty w powstającym szpitalu covidowym. Nie włamał się do niego w poszukiwaniu 5 tys. chorych, ale sprawdzał, dlaczego opóźnia się powstanie tymczasowej placówki. Z 200 zaplanowanych łóżek oddano do użytku tylko 40. Okazało się też, że zdjęcie dołączone do posta pochodzi z zasobów AFP, a zrobiono je w styczniu 2013 r. w Santa Maria w Brazylii, gdzie w pożarze klubu nocnego zginęło wiele osób. Trumny ze zdjęcia były puste, ponieważ rodziny identyfikowały tragicznie zmarłych krewnych.

AFP Sprawdzam pod lupę wzięło też doniesienia o tym, że pandemię zaplanowano już w 2018 r. Dowodem na to miał być wypełniany przez podróżnych formularz o nazwie „Deklaracja pasażera dla celów ochrony zdrowia publicznego w związku z COVID-19”. Na wrzuconej do sieci fotografii pokazano, że w dolnym rogu formularza widnieje data 23 lutego 2018 r. Jak się okazuje, nie jest to jednak data druku formularza, a data zatwierdzenia przez Polskę wzoru karty lokalizacyjnej, stosowanej przez przewoźników lotniczych w czasie różnych epidemii. W związku z tym, że w ostatnich latach świat zmagał się z wirusami SARS, MERS czy Ebola, potrzebne było stworzenie ujednoliconej karty. Pracowano nad jej wzorem w ramach Organizacji Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego (ICAO).

Przychodzi niedowiarek do lekarza

Tych kilka krążących w sieci tez, to zaledwie krople w morzu. Można w nim wręcz utonąć. Doktor Michał Sutkowski z Kolegium Lekarzy Rodzinnych opowiada, że wyznawcy spiskowych teorii dzielą się nimi także w gabinetach lekarskich. – Co robię w takiej sytuacji? Po chwili teatralnego milczenia cytuję Bogusława Lindę. „Nie chce mi się z wami gadać” – mówię. I tyle. Niczego nie komentuję, bo przekonałem się, że to nie ma sensu. Jeśli lekarz w takiej sytuacji nie przytaknie, nie mrugnie z uznaniem, od razu staje się wrogiem. W twarz pacjent mu tego nie powie, ale w Internecie leje się straszliwy hejt. Nie wszyscy lekarze są na niego odporni – mówi dr Sutkowski.
– Jako młody człowiek walczyłem z cenzurą tak, jak tylko mogłem. Dzisiaj, kiedy patrzę na to, co ludzie głoszą i wypisują w Internecie na temat epidemii, to jak Boga kocham jestem za cenzurą. Państwo ze swoim autorytetem i jego instytucje powinny stanąć na straży porządku prawnego. Przecież żaden z lekarzy i epidemiologów nie będzie pozywał tysięcy piszących nieprawdę internautów. Na końcu te fałszywe teorie szkodzą nam wszystkim. Z jednej strony mamy głupoty wypisywane w sieci, a z drugiej realne tragedie. Owszem, pandemia w końcu się skończy, chodzi jednak o to, jakim kosztem – wskazuje medyk z Kolegium Lekarzy Rodzinnych. A tym, którzy bezkrytycznie wierzą w to, co przeczytają w sieci, przypomina słynne zdanie Stanisława Lema: „Dopóki nie skorzystałem z internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów”.

– Mnożące się teorie spiskowe wcale mnie nie dziwią. Taka jest natura człowieka. Stale adaptujemy się do środowiska, w którym żyjemy, a to wymaga od nas interpretacji różnych zjawisk. Musimy je sobie jakoś wyjaśnić, by móc robić plany, myśleć o przyszłości – komentuje dr Teresa Sikora, psycholog z Uniwersytetu Śląskiego.

– W takiej sytuacji w jakiej się znaleźliśmy nikt nie chce czekać na ustalenia naukowców poprzedzone mozolną, długotrwałą pracą, badaniami klinicznymi na dużej grupie osób. Potrzebujemy szybkich odpowiedzi, bo życie dzieje się „teraz”. Koronawirus jest nieznany, budzi strach. Podobnie jak sieć 5G, o której głośno zrobiło się tuż przed pandemią. Próbujemy więc łączyć te dwa nieznane nam fenomeny i szukamy między nimi zależności przyczynowo-skutkowej. A jeśli coraz częściej słyszany odgłos karetek wywołuje w nas stres, tłumaczymy to sobie tym, że to głośność syreny zwiększono czterokrotnie. Taka interpretacja na wiele osób zadziała uspakajająco. Powtarzają sobie, że nie zachorują, bo to wszystko nieprawda, karetki mają nas tylko nastraszyć. A że czterokrotnie głośniejszy sygnał karetki – czyli jakieś 400 decybeli – mógłby nas zabić? Nie wszyscy mają wiedzę z wielu dziedzin, dlatego wyciągają niepoprawne wnioski. Tym bardziej, jeśli – za sprawą medialnej dostępności – korzystają z opinii celebrytów niebędących specjalistami w danej dziedzinie – wyjaśnia dr Teresa Sikora.

Epidemia bezsilności. W jaki sposób koronawirus tak łatwo zdobył świat?

Czy problemem jest to, że na ulicach nie widać masowych zgonów i nie kręcą się tam lekarze w strojach z ptasiopodobną maską?

zobacz więcej
Ekspert z bronią palną

Sęk jednak w tym, że koronasceptycy powołują się nie tylko na celebrytów, ale i na naukowców oraz lekarzy z Polski i zagranicy. Na jednym z koronasceptycznych profili na Facebooku czytam o „odważnym” lekarzu Thomasie Binderze. Ten szwajcarski kardiolog jest przeciwnikiem noszenia maseczek w przestrzeni publicznej. To jednak nie wszystko. Postawił tezę, że druga fala pandemii jest efektem powszechnego ich noszenia. Binder krytykuje także testy na COVID-19. „To test jest chorobą, a nie wirus! Przez całe moje życie nigdy nie testowaliśmy żadnego wirusa przeziębienia, z wyjątkiem przypadków, gdy potrzebna była specyficzna terapia” – pisze na Twitterze i atakuje niemieckiego wirusologa Christiana Drostena, nazywając go „uczniem czarownika”. „Jego test znikąd wywrócił wszystko do góry nogami” – uważa Binder.

W szwajcarskich mediach zasłynął jednak nie tylko za sprawą kontrowersyjnych opinii. W kwietniu został zatrzymany przez policję i skierowany do szpitala psychiatrycznego. Policja kantonu Argowia wyjaśniała, że lekarz w mediach społecznościowych nawoływał do użycia broni w związku z globalnym zamachem stanu, dla którego koronawirus, według niego, ma być przykrywką. Policja dostała też informację, że Binder jest niestabilny psychicznie i posiada broń. Dlatego też funkcjonariusze postanowili wkroczyć do jego mieszkania.

– Widać czasem weryfikacja tego, czy ekspert ma dyplom lekarski, nie wystarczy. Trzeba wziąć pod uwagę także inne istotne czynniki. Tylko kto z nas ma czas prowadzić śledztwo na temat występującego w roli eksperta zagranicznego lekarza? Jesteśmy wręcz zalewani informacjami, wielu z nas nie ma umiejętności ich filtrowania. To ważna umiejętność, której trzeba się uczyć – zwraca uwagę dr Sikora. Zachęca do tego, by nie ignorować osób wierzących w różnego rodzaju teorie spiskowe: – Spróbujmy zrozumieć, skąd biorą się ich przekonania. Zamiast obrzucać ich epitetami, zaproponujmy sprawdzone źródło informacji, zachęćmy do przeczytania rzetelnego materiału. Pamiętajmy, że korzystając ze współczesnych mediów jesteśmy zamknięci w swego rodzaju bańce. Internet podsuwa nam do przeczytania materiały zbieżne z naszym światopoglądem. Nie jesteśmy więc w pełni poinformowani.

– Agnieszka Niewińska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Protest koronasceptyków w Krakowie, pod hasłem "Zatrzymać plandemię", przeciw noszeniu maseczek oraz innym ograniczeniom wprowadzonym w czasie epidemii COVO-19. Wrzesień 2020. Fot. PAP/Łukasz Gągulski
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Lew, Archanioł i odwieczny tryzub. Ukraina szuka herbu
Na obrazoburczym rysunku anioł stoi w dresach i z butelką piwa pod tarczą z napisem „Obmin waljut”.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Geniusz, demon i „Ręka Boga”, którą Diego Maradona upokorzył sam...
Czy Diego stał się ikoną właśnie przez swoją pogruchotaną, ludzką naturę? Czy jest ikoną przez to, że tyle w nim było zła, głupoty, które przenikały się z talentem?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Ubrali nas w bezkształtne namioty. Rewolucja japońskiej gwardii
Długo przed nimi w Europie pojawiło się kimono.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Handel dziećmi, bronią i prochami. Ciemna strona sieci
Przestępcy i terroryści od dawna komunikują się via Dark Web.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Eksplozja popularności konserwatywnego Twittera
Na Parlerze konta mają dzieci Trumpa: Ivanka (dołączyła 12 listopada, obecnie 452 tys. śledzących) oraz Donald junior (104 tys.).