Historia

Żadnych rozmów nie będzie. Ukraińcy oddadzą, co zechcą

W maju Bierut z premierem Osóbką-Morawskim i ówczesnym ministrem kultury i sztuki polecieli do Moskwy. Jeszcze tego samego dnia zostali przyjęci przez Stalina, któremu towarzyszył Chruszczow. Lista spraw do omówienia była długa. Kiedy przyszło do Ossolineum i Panoramy Racławickiej, Chruszczow ostro zaproponował zniszczenie Panoramy, ponieważ przedstawia walkę Polaków z Rosjanami.

„Umieranie polskich Kresów zaczęło się tuż po rozbiorach, kiedy wschodnie ziemie Rzeczypospolitej dostały się Austrii i Rosji. Wtedy jeszcze nikt nie używał nazwy »Kresy«, bo obszary te stanowiły trzon Pierwszej Rzeczypospolitej. Dopiero w połowie XIX wieku poeta Wincenty Pol nazwał je tak w poemacie Mohort. Słowem tym określił odległe pogranicze” – piszą Agnieszka Rybak i Anna Smółka w swojej drugiej już poświęconej tej tematyce książce „Kresy. Ars Moriendi”, wydanej nakładem Wydawnictwa Literackiego.

Jej lektura dla tych, którzy stamtąd pochodzą i dla ich potomków będzie wielkim, może nawet traumatycznym przeżyciem. Innym dostarczy ogromnej, nie pozbawionej emocji wiedzy o ludziach, rodzinach, domach, instytucjach, książkach, a nawet koniach czy obrazach. Autorki pokazują rodzonego brata pierwszego polskiego prezydenta Gabriela Narutowicza, który opowiedział się za niepodległą Litwą i wymordowaną wielkoziemiańską rodzinę Skirmuntów na Polesiu. Opisują tragiczny koniec kresowego Drzymały, który postanowił zostać w swoim domu na Wileńszczyźnie po II wojnie światowej. Śledzą dzieje największych polskich książnic, Biblioteki Baworowskich i Ossolineum – publikujemy fragment rozdziału poświęconego tej właśnie historii.
Agnieszka Rybak, Anna Smółka „Kresy. Ars Moriendi”, Wydawnictwo Literackie
Sprawą dóbr kultury pozostawionych poza nowymi granicami kraju interesowało się środowisko naukowców w całej Polsce. Najważniejszą obok uczelni placówką naukową była Polska Akademia Umiejętności, na fali stalinizacji na początku lat pięćdziesiątych pozbawiona de facto możliwości działania (jej majątek, zbiory, placówki itp. przekazano Polskiej Akademii Nauk).

Zachowała się jedna z wersji memoriału PAU w sprawie zabytków kultury na wschodzie z października 1945 roku. Uczeni napisali tam między innymi: „Szczególna wartość polskiego mienia, znajdującego się na wschód od granicy Rzeczypospolitej, polega nie tylko na tym, że utraciliśmy osiemdziesiąt procent zbiorów i bibliotek porównanych ze stanem z 1939 roku, ale przede wszystkim na tym, że zbiory te powstały i rozwijały się przeważnie w XIX wieku tylko i wyłącznie pod kątem widzenia polskiej nauki, sztuki i kultury – dla niej stworzone, jej tylko mogą naprawdę służyć”. [95]

Memoriał przygotowywano w związku z wizytą u Bieruta (działacz komunistyczny, w tamtym czasie prezydent KRN, potem prezydent RP – przyp. red.) w tej sprawie. Doszło do niej w grudniu 1945 roku. Bierut przyjął ich chłodno – prawdopodobnie przeczuwał, że niewiele da się zrobić. Zagadywał już bez rezultatu w Moskwie o Ossolineum w grudniu 1944 roku, potem w kwietniu 1945 roku w czasie podpisywania razem z Gomułką traktatu o przyjaźni. Naciski szły nawet z urzędów; zarówno w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, jak i w resortach kultury i sztuki oraz oświaty co chwilę ktoś szykował jakieś memoriały, propozycje procedur odzyskiwania zbiorów etc. Bibliotekę Baworowskich ukazywano razem z Ossolineum jako niezbędną dla polskiej nauki i kultury.

Słońce, które leczy. Zaleszczyki - jak rodził się mit kurortu

Władze II RP uznały, że podróże po kraju będą integrować naród, który dopiero co wyzwolił się spod trzech zaborów.

zobacz więcej
W mieszkaniu Stanisława Lorentza (w latach 1935–1982 dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie – przyp. red.) przy Muzeum Narodowym odbywały się nieformalne narady z udziałem polskiego ambasadora w Moskwie. Omawiano różne strategie rozmów z Moskwą i rozmów z Kijowem, który teoretycznie mógł sam podjąć decyzję w tej sprawie.

Komuniści mieli na głowie referendum w czerwcu 1946 roku, będące testem ich wpływów w Polsce. Zaczęli grę ze środowiskami naukowymi. Chodziło nie tyle o wzbudzenie sympatii do rządu, ile o zmniejszenie antypatii, o czym szczerze poinformowali Kreml w poufnym raporcie wiosną 1946 roku. Najgorętsze ich zabiegi i działania propagandowe w sprawie utraconych dóbr kultury przypadają na maj i czerwiec 1946 roku.

Rozgrabienie Ossolineum

W maju Bierut z premierem Osóbką-Morawskim i ówczesnym ministrem kultury i sztuki polecieli do Moskwy. Jeszcze tego samego dnia zostali przyjęci przez Stalina, któremu towarzyszył Chruszczow (w tym czasie premier Ukraińskiej SRR – przyp. red.). Lista spraw do omówienia była długa. Kiedy przyszło do Ossolineum i Panoramy Racławickiej, Chruszczow ostro zaproponował zniszczenie Panoramy, ponieważ przedstawia walkę Polaków z Rosjanami. Włączył się Stalin i jak każdy szef, który lubi zaskakiwać podwładnych, powiedział, dając prztyczka w nos Chruszczowowi, że to polski skarb narodowy i trzeba ją oddać.

Co do reszty nic nie uzyskano, w tym nawet powołania polsko-ukraińskiej komisji do spraw przygotowania zwrotu polskich zbiorów. Po powrocie Bierut mówił prasie, że Ossolineum i Panorama wrócą do Polski.
W czerwcu do Kijowa pojechał Jakub Berman (jedna z najważniejszych osób w PPR, a potem PZPR – przy. red) z polską delegacją. Rozmowy zakończyły się komunikatami prasowymi o planach przekazania przez stronę ukraińską polskich skarbów kultury i Panoramy. Do Polski miała przyjechać w tej sprawie ukraińska delegacja.

Organ Polskiej Partii Robotniczej „Głos Ludu” nazwał obawy o los wschodnich bibliotek i zbiorów sztuki „fałszywym alarmem i nikczemnym kłamstwem” [96] służącym reakcyjnemu podziemiu. Referendum odbyło się 30 czerwca. Wypadło dla komunistów źle.

Zaczęło się czekanie na ukraińską delegację. Nawet resort kultury i sztuki był przekonany, że dojdzie do negocjacji, w których wyniku powstanie ostateczna lista rewindykowanych kolekcji. We wszystkich roboczych materiałach Biblioteka Baworowskich widniała jako kolekcja do zwrotu w całości.

Tymczasem gdy Ukraińcy przyjechali w drugiej połowie lipca, od razu stało się jasne, że żadnych rozmów nie będzie. Dadzą, co zechcą.

Gębarowicz (Mieczysław Gębarowicz, profesor historii sztuki, dyrektor Ossolineum we Lwowie – przyp. red.) wiedział o tym od dawna i już w liście 29 września 1945 roku ostrzegał Mańkowskiego (Tadeusz Mańkowski, prawnik, historyk sztuki, pracownik Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie – przyp. red.): „Piszę dziś ze ściśniętym sercem, gdyż zapowiedziane rozgrabienie Ossolineum zaczyna wchodzić w stadium realizacji. Wydziela się książki. Dziś wróciły pierwsze wykazy starodruków po ocenzurowaniu. Horrendum. Wykreśla się wszelkie druki lwowskie, wileńskie, brzeskie itd., na przykład akt abdykacji Stanisława Augusta z 1795 (zdaje się, że nastąpił w Grodnie) i wszystkie polonica zawarte w drukach obcych” [97].

Ani „tylko nasze”, ani „tylko wasze” – wspólne dobra Rzeczypospolitej na Białorusi i Ukrainie

Takie obiekty, jak zamki Radziwiłłów, są ważne dla historii dwu, a nawet trzech narodów. Białorusini, choć może mniej to okazują niż Ukraińcy, ale też mają kłopot z polską częścią swojej historii.

zobacz więcej
Ułamek polskiego dziedzictwa

„Dar”, jak nazwali Sowieci podlegający zwrotowi ułamek polskiego dziedzictwa we Lwowie, dotarł do Polski bez katalogów i w dwóch ratach – w 1946 roku i w marcu 1947 roku. Od czasu, kiedy Gębarowicz pisał do Mańkowskiego „ze ściśniętym sercem”, Ukraińcy dołożyli kilka oczywistych poloników. Nie zmieniło to faktu, że do kraju trafił ułamek tego, co pozostało we Lwowie – z Lwowskiego Muzeum Historycznego (skupiającego przedwojenne zbiory Muzeum Narodowego im. Króla Jana III oraz kilku innych przedwojennych muzeów) 1 procent, z Lwowskiej Galerii Obrazów 3,4 procent, z Muzeum Przemysłu Artystycznego 0,3 procent, z Ossolineum około 25 procent z działów bibliotecznych, natomiast prawie nic ze zbiorów sztuki, numizmatów i pamiątek historycznych.

Pozostały we Lwowie Biblioteka Uniwersytecka, Muzeum Dzieduszyckich ze zbiorami przyrodniczymi i biblioteką (w ramach usuwania śladów jego polskości zniszczono całe archiwum, a bibliotekę wywieziono na przemiał), Biblioteka Baworowskich, zbiory Pawlikowskich, Archiwum Państwowe utworzone na bazie archiwum namiestnictwa, bogate zbiory kartograficzne z Książnicy-Atlas, zasobna biblioteka lwowskiego Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i wiele innych.

Po otrzymaniu ostatniego „daru” w wielu środowiskach tliła się nadzieja na dalszy ciąg. Na przykład w kwietniu 1947 roku miesięcznik „Przyjaźń” podał wiadomość, że Biblioteka Baworowskich powróci do kraju. Znowu naradzano się, pisano pisma, zastanawiano się, w jaki jeszcze sposób można skłonić Moskwę i Kijów do oddania czegokolwiek.
W roku 1948 stało się jasne, że nie ma na to żadnych nadziei. Symbolem stała się sprawa kilkuset chopinianów przekazanych przed wojną przez twórczynię tej kolekcji Muzeum Narodowemu im. Króla Jana III we Lwowie. W 1949 roku przypadała setna rocznica śmierci kompozytora i Ministerstwo Kultury i Sztuki liczyło, że będzie ją hucznie obchodzić, pokazując lwowskie eksponaty. Zapały te ostudziła polska ambasada w Moskwie słowami: „Nie ma żadnych szans” [98].

53 skrzynie jadą na wschód

Wkrótce się okazało, że może być jeszcze gorzej. Wywiezione ze Lwowa na Śląsk w 1944 roku zbiory, w tym najcenniejsze rzeczy z Biblioteki Baworowskich, Niemcy porzucili w Adelsdorf (dziś Zagrodno) na Śląsku w „stosunkowo czystych i suchych stajniach w adelińskim majątku” [99] – jak napisali potem dwaj pracownicy Ossolineum w książce wydanej na stupięćdziesięciolecie Zakładu. „Na olbrzymie paki natknęło się wypierające Niemców wojsko” [100] – dodali enigmatycznie, bo w roku 1970 roku lepiej było nie podawać szczegółów zdobywania Adelsdorf przez Armię Czerwoną.
Więcej detali wyłania się z listu Stefana Inglota (ekonomista, prawcownik Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie – przyp. red.) do Gębarowicza. „Skrzynie z rękopisami i starymi drukami, będące ostatnio w Adelinie, w części odnalazły się. Stan okropny. Zniszczenie w 35–40 procentach. Wszystkie skrzynie (za wyjątkiem trzynastej) porozbijane, głównie w poszukiwaniu za monetami. Zaledwie jedną złotą monetę znaleziono, trochę srebrnych porozrzucanych, reszta rozkradziona. Dyplomy [dokumenty] porozrzucane – robiono z nich klozet.” [101]

Ktoś poinformował o znalezisku Warszawę i w stajniach pojawili się pracownicy Biblioteki Narodowej. Zaczęli pośpiesznie wywozić skrzynie do stolicy. Przyjechali też przedstawiciele Biblioteki Jagiellońskiej i zabrali część rzeczy do Krakowa. W skrzyniach ze stajni były też zbiory biblioteki Uniwersytetu Jana Kazimierza.


W grudniu 1947 ZSRR wystąpił do Polski z żądaniem zwrotu tych ostatnich. Powiało grozą, bo Gębarowicz z kolegami pakowali tam najcenniejsze polonika i dotąd wydawało się, że to, co już do kraju dojechało, jest bezpieczne. Nawet komuniści byli niezadowoleni, bo w jakim świetle stawiało ich to wobec środowiska naukowego? Zaczęło się pisanie pism i gra na zwłokę. Nic to nie dało.

Pod koniec lutego 1949 roku z magazynów Biblioteki Narodowej wyruszyły pięćdziesiąt trzy skrzynie, zawierające zbiory lwowskiej biblioteki uniwersyteckiej, które kiedyś w nowym gmachu na Mochnackiego 5 uczył się rozstawiać młody Rudolf Kotula. Trafiły na dziedziniec ambasady ZSRR i stamtąd pojechały na wschód. W dokumentach zachowały się wzmianki o szykowanych dalszych zwrotach. Czy do nich doszło, nie wiadomo.

Trzy pomniki ze Lwowa

Za to w 1950 roku przyjechały do Polski trzy pomniki: Aleksandra Fredry, Jana III Sobieskiego i Kornela Ujejskiego. Adama Mickiewicza Moskwa kazała zostawić we Lwowie. Wszyscy trzej wylądowali w parku w Wilanowie, gdzie istniało składowisko kłopotliwych dla rządu PRL monumentów i tablic, w większości z Kresów. Dramaturg, król (budowniczy pałacu w Wilanowie) i poeta zostali zwolnieni dopiero w wyniku przemian politycznych w 1956 roku.
W lipcu tego roku Fredrę uroczyście postawiono we Wrocławiu na rynku (w czasie kampanii napoleońskiej przejeżdżał przez to miasto) na miejscu, gdzie dawniej rezydował król Prus Fryderyk Wilhelm III (jego pomnik zniszczyli Polacy w 1945 roku).

W grudniu, kiedy wszyscy mieszkańcy uganiali się w poszukiwaniu świątecznego karpia, bez najmniejszej ceremonii ustawiono Ujejskiego przy Bramie Portowej w Szczecinie.

Najdłużej na nowe locum czekał Jan III Sobieski. Nie miał szczęścia do pomników: na lwowskim – wzorowanym na warszawskim z 1787 roku – koń jest o wiele za mały w stosunku do jeźdźca i król wygląda jakby jechał na kucu. Dopiero w czerwcu 1965 roku ulokowano go z pompą na Targu Drzewnym w Gdańsku, ale bez oryginalnych tablic (frontalna miała napis: Królowi Janowi III miasto Lwów).

– Agnieszka Rybak, Anna Smółka

Agnieszka Rybak , dziennikarka, nauczycielka, absolwentka filologii polskiej na UW, pracowała m.in. w „Polityce”, „Rzeczpospolitej”, „Newsweeku”, „Do Rzeczy”. Autorka wywiadów rzek z Ludwikiem Dornem i Pawłem Dangelem.

Anna Smółka jest absolwentką Wydziału Historii Uniwersytetu Warszawskiego, autorką książki „Między wolnością a pokojem. Zarys historii Ruchu »Wolność i Pokój«”. Pracowała dla wielu instytucji kultury, w latach 2012–2016 była doradczynią prezesa Instytutu Pamięci Narodowej.


TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



Publikacja za zgodą wydawcy, tytuł i śródtytuły od redakcji.
Przypisy:

95 M. Matwijów, Walka o lwowskie dobra kultury w latach 1945–1948, Wrocław 1996, s. 213.
96 Tamże, s. 472.
97 M. Markowska, Między Lwowem a Wrocławiem, s. 19.
98 M. Matwijów, Walka o lwowskie dobra kultury, s. 154.
99 W. Jankowemy, J. Okopień, Zawsze pod kopułą. 150 lat Ossolineum, Warszawa 1970, s. 162.
100 Tamże.
101 M. Markowska, Między Lwowem a Wrocławiem, s. 20.

Zdjęcie główne: Fragment "Panoramy Racławickiej" w czasie zabiegów konserwtorskich w 1999 roku. Fot. PAP/ADAM HAWAŁEJ
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Słyszałem przez wiatr wołanie o pomoc… Tragedia na Masherbrumie
Przemek i Marek leżeli na śnieżnym zboczu. Bez asekuracji, idąc przodem do stoku z czekanem i młotkiem, doszedłem do nich. Byli zamarznięci.
Historia Najnowsze wydanie
Musieli udowadniać swoją wrogość do „faszystowskiej” Polski
Prasa donosiła o parafianach, którzy prosili papieża, żeby zakazał księżom zajmować się polityką
Historia Poprzednie wydanie
Jak Lenin kupował sznurek od Zachodu
Chińczycy nie byli pierwsi. Przed nimi tego samego spróbowali Sowieci.
Historia wydanie 13.11.2020 – 20.11.2020
Paniska z Kujaw. Pierwszy, neolityczny podział społeczny
Świat jest podzielony na bogatych i biednych już od 6,6 tys. lat – dowodzi polskie cmentarzysko.
Historia wydanie 6.11.2020 – 13.11.2020
Jak Niemcy przygotowali zamknięcie getta
W Warszawie przed wojną Dzielnica Północna była „naturalnie” zasiedlona przez Żydów. Niemcy musieli ją tylko ogrodzić i pilnować.