Cywilizacja

Francja sterroryzowana. Czy to już wojna?

Społeczeństwo francuskie, choć wystraszone, oswoiło się z terroryzmem, a także z nieskutecznością państwa. Składane po każdym zamachu deklaracje, iż Francja nie dopuści do nowych aktów terroru, pozostają w sferze pobożnych życzeń.

Francja wyrusza na wojnę – wojnę z islamskim ekstremizmem i terroryzmem. Deklaracje, jak to zazwyczaj bywa przed rozpoczęciem działań wojennych, są gromkie, buńczuczne i pełne wiary w sukces. Tak by ci, do których są skierowane, wiedzieli, że tym razem to naprawdę nie przelewki.

Kim są owi „ci”? Przede wszystkim oczywiście islamscy radykałowie, którzy mają drżeć przed siłą potężnego państwa francuskiego. Francja nie pozwoli, by jej obywatele byli atakowani we własnym kraju i nie czuli się w nim bezpiecznie. – To druga strona powinna się bać – tak, wprost i bez ogródek, mówił prezydent Emmanuel Macron po serii zamachów, jakie w październiku miały miejsce w Paryżu i jego okolicach, w Nicei i w Lyonie.

Ale wśród adresatów tego przesłania jest też po trosze prawica i jej wyborcy. Zjednoczenie Narodowe (Rassemblement National, RN), bo taką nazwę nosi obecnie dawny Front Narodowy Jean-Marie Le Pena, powstały jako partia antyimigracyjna, przestrzegająca nie tyle przed działaniami ekstremistów (w latach 70., gdy została założona, problem właściwie jeszcze nie istniał), ile przed napływem imigrantów w ogóle. Nigdy, z wielu powodów, nie zdołała sięgnąć po władzę, ale nigdy też nie straciła poparcia wśród zwykłych Francuzów, bo to oni na własnej skórze odczuwają skutki obecności przybyszów z innych kultur.

Zbliżanie się wyborów prezydenckich, które mają się odbyć wiosną 2022 roku, powoduje, że Emmanuel Macron nie może sobie pozwolić na lekceważenie nastrojów panujących wśród wyborców prawicy. Na domiar złego on i Marine Le Pen, przywódczyni RN w sondażach mają w tej chwili takie samo około 25-procentowe poparcie. Pani Marine ma w dodatku wszelkie widoki na zwycięstwo w pierwszej turze, choć w drugiej obecnego prezydenta raczej nie zdoła pokonać.

Terror w separatystycznej szacie

Określenia „wojna domowa” w odniesieniu do tego, co dzieje się obecnie we Francji, użył jak dotąd jedynie minister spraw wewnętrznych Gerald Darmanin, przez obserwatorów uważany za radykała i jastrzębia. Ale chociaż sam Macron unika tego słowa, taki, dość oczywisty wniosek nasuwa sie po analizie licznych jego deklaracji z ostatnich tygodni – oświadczeń wygłaszanych po kolejnych aktach terroru, wypowiedzi dla londyńskiego dziennika „Financial Times”, wywiadu dla katarskiej telewizji al-Dżazira.
Samuelowi Paty'emu sprawca ściął głowę. Śmierć 47-letniego nauczyciela wstrząsnęła Francuzami. Fot. EPA/PAP
Najważniejsze, bo o charakterze programowym było jednak wystąpienie w podparyskiej miejscowości Les Mureaux, gdzie 2 października prezydent zaprezentował założenia ustawy o zwalczaniu separatyzmu, która formalnie ma być przedstawiona 9 grudnia.

Tylko dlaczego islamski ekstremizm został uznany za formę separatyzmu? To niewątpliwie zagadka, nie tyle lingwistyczna zresztą, ile polityczna. Można się domyślać, że Macron celowo posłużył się określeniem „islamski separatyzm”, bo choć niezbyt trafne, jest ono oględne i umiarkowane. Brzmi niekonfrontacyjnie – i o to zapewne chodziło. Taki zabieg słowny łagodzi przesłanie.

Trudno mimo to pojąć, jak można stawiać znak równości między ludźmi, którzy są we Francji kilka, kilkanaście, najwyżej kilkadziesiąt lat a przedstawicielami nacji, które żyją tu od niepamiętnych czasów. Korsykanie, Bretończycy i Baskowie nie tylko są od wieków u siebie, ale mają korzenie sięgające głębiej nawet niż korzenie Francuzów, dalekich potomków rzymskich osadników, urzędników i legionistów. Jedyny grzech, jaki popełniają Korsykanie, Bretończycy etc. (czy też raczej popełniali, bo w ostatnich latach na tym polu wyraźnie nastąpiło uspokojenie) to dążenie do secesji. Na to rząd francuski, podobnie jak rządy innych państw zmagających się z podobnym problemem – Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Belgii – w żadnym razie nie może przystać.

Francja ulega muzułmanom. O czym nie wolno głośno mówić

Organizacje LGBT walczące z seksizmem i homofobią, siedziały cicho, gdy nastolatce grożono gwałtem i gdy wyzywano ją od „brudnych lesbijek”.

zobacz więcej
Jedynym, co rzeczywiście łączy islamistów z separatystami jest metoda działania: akty terroru – choć na skalę, której nie da się porównać. Terroryzm islamski – to truizm – jest po stokroć groźniejszy niż wszystko, co w przeszłości robili nawet separatyści korsykańscy, najbardziej aktywni. W Bretanii także dochodziło do zamachów, ale nieczęsto i nie na wielką skalę, a terror baskijski wymierzony był przede wszystkim w Hiszpanię. Działania Basków francuskich sprowadzały się do udzielania pomocy i organizowania zaplecza bojowego dla pobratymców z Hiszpanii.

Makabryczna czara goryczy

Terroryzm islamski poraża nie tylko skalą (że przypomnimy 2800 ofiar zamachu na World Trade Center w Nowym Jorku), ale także formą i rozmiarami okrucieństwa. Choć wspomniane zamachy z października nie spowodowały zbyt wielu ofiar (czworo zabitych, parę osób rannych), jeden z nich sprawił, że Francja zamarła. To prawda, że dżihadyści z Syrii czy Libii przyzwyczaili świat do tego, że ofierze można obciąć głowę. Ale w Europie?

Tymczasem tak właśnie zginął Samuel Paty, nauczyciel z położonej niedaleko Paryża miejscowości Conflans-Sainte-Honorine. Zginął, bo naukę wolności słowa zilustrował karykaturami Mahometa. Zabójca Paty’ego był imigrantem z Czeczenii, jego rodzina uzyskala we Francji azyl, którego wcześniej – uwaga, uwaga! – odmówiono jej w Polsce. Bardzo, jak widać, rozważnie.

Sprawcy ostatnich aktów terroru wywodzili się z różnych krajów. Jednego z zamachów dokonał Tunezyjczyk (w bazylice Notre Dame w Nicei zabił nożem trzy osoby), innego imigrant z Pakistanu (zaatakował w dawnej redakcji tygodnika „Charlie Hebdo” w Paryżu). Nie znali się. Łączył ich tylko islam. To samo zresztą dotyczy autorów innych, bardziej dramatycznych zamachów, których widownią była Francja w ostatnich latach.

Okazuje się, że od 2012 roku dokonano tu 36 aktów terroru. Prym wiedzie seria zamachów w Paryżu z 13 listopada 2015 roku (130 zabitych), którego 5. rocznica obchodzona jest bardzo solennie i oficjalnie, zamach z lipca 2016 roku na Promenade des Anglais w Nicei (86) i zamach na redakcję satyrycznego magazynu „Charlie Hebdo” w styczniu 2015 roku (12). Terroryści atakowali wszędzie: od Rouen na północy przez Lyon w centrum kraju i Strasburg na wschodzie po Niceę i Tuluzę na południu.
Makabryczna śmierć Samuela Paty’ego przepełniła czarę goryczy. Na ulice francuskich miast, także Marsylii, wyszły tysiące ludzi. Fot. Denis Thaust/SOPA Images/LightRocket via Getty Images
Społeczeństwo francuskie, choć wystraszone, oswoiło się z tym, co może się zdarzyć, a w gruncie rzeczy także z nieskutecznością państwa. Składane po każdym zamachu deklaracje, iż państwo nie dopuści do nowych aktów terroru, pozostają w sferze pobożnych życzeń, jeśli ich wagę mierzyć skutecznością. Wzrost poparcia dla Frontu Narodowego nie wziął się z niczego. Ma konkretne przyczyny: obawy zwykłych ludzi.

Makabryczna śmierć Samuela Paty’ego przepełniła jednak, jak się wydaje, czarę goryczy. Może dlatego, że zabito go w tak straszny sposób? Dlatego, że sprawcą był człowiek młody, w dodatku przebywający we Francji legalnie, na podstawie przyznanego azylu? Albo też dlatego, że tym razem – niestety po fakcie – czarno na białym widać, jak wokół nauczyciela zaciskała się sieć współdziałających ze sobą islamskich radykałów?


Wiadomo na przykład, że przeciwko Samuelowi Paty wystąpił imam z meczetu w Pantin, podmiejskiej dzielnicy Paryża. Meczet, decyzją ministra Darmanina, został w związku z tym na pół roku zamknięty, ale jak wiele taki krok może zmienić? I czy w ogóle cokolwiek da się jeszcze zmienić?

Imamowie, fundacje i szkoły

„Islamski separatyzm” sprawia wrażenie terminu z kategorii poprawnej nowomowy. Umieszczenie go w kontekście zmagań z separatystami, czyli czegoś, z czym Francuzi są dobrze obeznani, ma zapewne zdusić w zarodku oskarżenia o dyskryminowanie muzułmanów i rasizm. Ale jeśli walka z ekstremizmem ma zostać uwieńczona powodzeniem, prowadzący ją powinni uodpornić się na tego rodzaju sugestie. W przeciwnym razie zamiast walczyć z tym, z czym mają walczyć, będą koncentrować się na odpieraniu urojonych zarzutów, z fatalnym skutkiem dla sprawy. Nawet jeśli Emmanuel Macron ujmuje islamski separatyzm w kategoriach dzielenia państwa, nie brzmi to zbyt przekonująco.

Kim jest Francuz, który broni Polaków?

– Od dwudziestu lat przyjmujemy ustawy, które tworzą oficjalną wersję francuskiej historii, a teraz dajemy lekcję Polsce? – pytał retorycznie Éric Zemmour.

zobacz więcej
Przedstawiony przez prezydenta plan działań, które ma obejmować ustawa antyseparatystyczna, sprowadza się do trzech podstawowych punktów. Pierwszy dotyczy imamów, którzy nie będą mogli być kształceni za granicą ani kierowani do Francji przez inne kraje. Drugi wyklucza, by wsparcie finansowe państwa mogły otrzymywać te organizacje, stowarzyszenia czy fundacje, które nie respektują wartości republiki, takich jak między innymi fundamentalna zasada świeckości i rozdziału państwa i religii. Z tym zaś wiąże się punkt trzeci: zakaz nauki poza oficjalnym systemem edukacji.

Dlaczego? Chodzi o to, by muzułmańskie dzieci nie pobierały nauki w domu czy w szkołach przy meczetach, w ten sposób bowiem zbyt często nasiąkają nienawiścią do państwa, które je przygarnęło, i do obowiązujących w nim zasad. Władze francuskie nie byłyby jednak sobą, gdyby tego rodzaju rozwiązań nie ubrały w formę powszechnego zakazu edukacji domowej. W ten sposób odsuwa się – oczywiste przecież i w zupełności zrozumiałe – podejrzenia, że przepisy są wymierzone w wyznawców islamu.

Władze podążają zatem tą samą drogą, na jaką weszły przed 20 laty, gdy stanęły wobec pytania, jak zakazać muzułmańskim uczennicom noszenia chust i zarazem nie spowodować wybuchu oburzenia i protestów. Najprościej było zakazać obecności w szkole wszelkich symboli religijnych – krzyży, gwiazdy Dawida, jarmułek i chust. I tak właśnie się stało.

Matka wszystkich błędów

Wszystkie obecne plany mają w tle cel nadrzędny, jakim jest integracja społeczności muzułmańskiej. Czy jednak jest to jeszcze możliwe? Być może jest już za późno, zwłaszcza wobec trudności, jakie rodzi skala zjawiska.

Francja ma największą społeczność muzułmańską w Europie – blisko 6 mln. Specjaliści wieszczą, że w nie tak bardzo odległej przyszłości (najwięksi pesymiści mówią o perspektywie zaledwie 40 lat) muzułmanie staną się większością. W rodzinach muzułmańskich rodzi się bowiem znacznie więcej dzieci – ok. 3,5 na kobietę, zależnie od szacunków, podczas gdy wskaźnik przypadający na statystyczną Francuzkę to 1,4. Na to nakłada się nieustanny napływ imigrantów – około 400 tys. rocznie. W 2019 roku wydano ponad 276 tys. decyzji o przyznaniu azylu i zezwoleń na pobyt. Pozostali to imigranci nielegalni.
Po śmierci nauczyciela zamknięto na pół roku meczet w Pantin, w którym podżegano przeciwko ofierze. Fot. Kiran Ridley/Getty Images
Dynamikę zmian na tym polu szacuje się między innymi na podstawie imion nadawanych noworodkom, dzieci są bowiem wpisywane do rejestrów stanu cywilnego niezależnie od tego, jaki status mają ich rodzice. Okazuje się, że imiona arabskie bądź muzułmańskie otrzymuje ponad 21 proc. dzieci! W 1969 roku było to zaledwie 2,6 proc., zmiana jest więc ogromna. A są też miejsca, w których Francuzi już są w mniejszości, takie jak departament Seine-et-Marne, gdzie nadawane dzieciom imiona muzułmańskie stanowią ponad połowę. Czy ma to być gorzki zwiastun przyszłości?

Dziennikarz i pisarz Eric Zemmour uważa, że jednym z największych błędów, jakie w polityce imigracyjnej popełniają władze francuskie, jest zgoda na przyjmowanie dzieci i młodzieży, docierających do Francji bez opieki dorosłych. To niepełnoletni imigranci, mówił niedawno w telewizji informacyjnej CNews, są głównym rozsadnikiem przestępczości i terroru. Dlatego wszystkich należałoby czym prędzej deportować. Nie wydaje się jednak, by władze francuskie były gotowe na tak radykalny krok.

Podobnie jak na położenie kresu praktyce łączenia rodzin, która – strawestujmy znane powiedzenie – jest na tym polu „matką wszystkich błędów”. Imigrant, który sprowadzi rodzinę, z reguły nie wraca do własnego kraju, nawet jeśli mógłby tam wykorzystać zdobyte umiejętności i środki z pożytkiem dla siebie i innych. W dodatku zgoda na sprowadzanie rodzin nazbyt często oznacza także konieczność przymknięcia oka na często praktykowaną poligamię. W swoim czasie we Francji próbowano z nią walczyć, okazało się to jednak bardzo trudne, bo druga żona z reguły uzyskuje zezwolenie na przyjazd jako siostra pierwszej żony czy kuzynka mężczyzny. A konsekwencje dla demografii i dla budżetu państwa (zasiłki dla niepracujących kobiet i dla gromadki dzieci!) są aż nadto oczywiste.

Imiona arabskie lub muzułmańskie otrzymuje we Francji ponad 21 proc. dzieci. W 1969 roku było to zaledwie 2,6 proc.

Czy wszystko to da się jeszcze odwrócić? Szanse są chyba nikłe. Nawet jeśli Francuska Rada Muzułmanów nie sprzeciwia się planom rządu, trudno ocenić, co będzie, gdy dojdzie do wcielania programu w życie. Zresztą Emmanuel Macron, po ostatnich swych deklaracjach krytykowany za to, że rzekomo „piętnuje muzułmanów”, gorliwie zapewniał, że nie i że we Francji na coś takiego nie ma miejsca.

Jako szef państwa Macron nie może pewnie mówić inaczej. By jednak skutecznie odwrócić złe trendy, trzeba wykazać się determinacją i nie zważać na wymogi poprawności – nawet jeśli pociąga to za sobą zarzut dyskryminacji i rasizmu.

– Teresa Stylińska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Policja wzmocniła ochronę, gdy 29 października w bazylice Notre Dame w Nicei zamordowane zostały trzy osoby. Sprawca, który miał wznosić okrzyki: Allahu akbar ( Bóg jest wielki), był tunezyjskim imigrantem. Fot. IAN LANGSDON/EPA/PAP
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Trzeba rozmawiać. Tylko czy to wciąż możliwe?
Cóż, chciałem tylko opisać okradzionych romantyków…
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Polski „doktor fizyki z bratem” obalają Einsteina. Czyli naukowo...
Uczony mówi rzeczy trudne. Pseudonauka wskazuje, na kogo zwalić winę.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czy brodacze lepiej się rozmnażają?
Drwal – to dziś wzorzec z Sèvres męskości.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Francuskie marzenia o oświeconym islamie
Emmanuel Macron między poprawnością polityczną a „islamofobią”.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
„Wnuczek” zatrudnia taksówkarza
Jedna podniosła koszulkę i starszemu panu pokazała piersi. Druga obszukiwała jego szafki.