Rozmowy

Buntował oazową młodzież przeciwko „życiu żaby”. Teolog wyzwolenia od reżimu i pokus

Ksiądz Jerzy Popiełuszko zasłynął jako duszpasterz Solidarności, ksiądz Franciszek Blachnicki jako duszpasterz młodzieży. Nigdy się nie spotkali, nie poznali. Łączy ich heroiczna wiara w Boga, wierność Kościołowi, odwaga w wyznawaniu wiary i nieugiętość wobec komunistycznego systemu totalitarnego – mówi ksiądz Marek Sędek, moderator generalny Ruchu Światło-Życie.

W październiku tego roku szczątki księdza Franciszka Blachnickiego, spoczywające w krypcie kościoła w Krościenku nad Dunajcem, zostały ekshumowane z powodu postępowania prowadzonego przez Instytut Pamięci Narodowej. Biegli chcą zweryfikować okoliczności jego śmierci. Według IPN był on, obok ks. Jerzego Popiełuszki, jednym z duchownych najbardziej prześladowanych przez komunistów i istnieje podejrzenie, że został otruty.

Kapłan zmarł 27 lutego 1987 roku. W 1995 r. rozpoczął się jego proces beatyfikacyjny. W 2015 r. papież Franciszek wydał dekret o heroiczności jego cnót. Od tego czasu jest określany w Kościele katolickim jako „Czcigodny Sługa Boży”. Wierni czekają na jego beatyfikację.

Do sierpnia przyszłego roku w Krościenku trwają obchody stulecia urodzin ks. Blachnickiego, założyciela i duchowego ojca ruchu oazowego. Duchowny był też między innymi inicjatorem Krucjaty Wstrzemięźliwości, założycielem Krucjaty Wyzwolenia Człowieka, Chrześcijańskiej Służby Wyzwolenia Narodu, Międzynarodowego Centrum Ewangelizacji Światło-Życie w Carlsbergu.
Grób sługi Bożego Franciszka Blachnickiego w krypcie kościoła pw. Dobrego Pasterza w Krościenku nad Dunajcem. Napis na grobie: „Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo...” (J 12,24).Fot. wspólnota Ruchu Światło-Życie
TYGODNIK TVP: Kościół katolicki przeżywa dziś jeden z największych kryzysów. Kapłani są podzieleni. Ludzie masowo odchodzą od Kościoła. Czy ksiądz Franciszek Blachnicki byłby potrzebny na te trudne czasy?

KS. MAREK SĘDEK:
Czekamy więc z utęsknieniem na takich proroków, jakim był ksiądz Blachnicki. Był on nam jednak dany na tamten moment. Czy by się odnalazł w obecnej rzeczywistości, tego nikt z nas nie wie. Ale na pewno tacy wizjonerzy są teraz konieczni, żeby uzdrowić sytuację w Kościele. Tacy, którzy będą potrafili zinterpretować to, co się dzieje i wskazać rozwiązanie. To jest cecha proroków.

Aby przetrwać ten kryzys, potrzebujemy ludzi świętych, którzy będą zmieniać ten świat. Pociągną za sobą innych.

Niepokoi księdza bunt młodych ludzi, którzy z Kościołem nie chcą mieć nic wspólnego?

Są bardzo zagubieni. Mają zupełnie inne podejście do świata niż my. Nasuwa mi się jedno zdanie, które gdzieś przeczytałem: „Przyszedł czarodziej smartfon i ukradł nam dzieci”. Media, technologia wywarły niesamowity wpływ na ich poglądy, mentalność, sposób życia. Jak z nimi rozmawiać, jak im głosić Ewangelię, przyciągnąć do Kościoła – to obecnie nasze wielkie wyzwanie. Nikt jeszcze nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi. Ja takiego pomysłu nie mam. Tego na pewno nie zrobi się z dnia na dzień.

Nie wiem, czy obecny kryzys potrwa długo czy krótko, o to trzeba spytać Pana Boga. Ale wiem, że w takiej sytuacji trzeba być cierpliwym. Takim był ksiądz Franciszek Blachnicki, który rozwijał ruch oazowy przez wiele lat, zanim ten nabrał takiego kształtu, jaki mamy współcześnie.

Co w nauczaniu, czy która z myśli księdza Blachnickiego są najbardziej aktualne?

Zacytuję to, co napisał w swoim testamencie: „Gdyby Pan Bóg pozwolił mi jeszcze żyć, to chciałbym ukazywać pośród współczesnego świata piękno Kościoła, który jest sakramentem, czyli znakiem i narzędziem jedności ludzi z Bogiem i między sobą. Kościół jest znakiem nadziei nawet dla ludzi zbuntowanych, którzy na początku go odrzucają, są źli na jego różnych przedstawicieli. Ale tu jest bardzo ważne aby nie spisywać go na straty, bo Pan Jezus nie ma innego pomysłu dla świata, jak właśnie zbawianie ludzi w Kościele”.


Czy ksiądz ma jakieś osobiste wspomnienie związane z ks. Franciszkiem Blachnickim?

Miałem okazję słuchać jego konferencji podczas Kongregacji Odpowiedzialnych Ruchu Światło-Życie w Częstochowie. To był człowiek, który miał wizję. Ujęło mnie, że umiał trafnie określić problemy i pokazać sposoby na ich rozwiązanie. Tezy, które stawiał, były bardzo odważne i wynikały z głębokich przemyśleń.

Pokazywał na czym polega istota działania Kościoła i duszpasterstwa. To przede wszystkim wsparcie człowieka w rozwijaniu jego osobistej relacji z Bogiem. Odnowa Kościoła miała iść zatem w kierunku tworzenia małych wspólnot, w których ludzie się spotykają i razem zastanawiają się nad Słowem Bożym. Modlitwa, wymiana myśli miały przemieniać ich życie.

Franciszek Blachnicki w latach młodzieńczych przeżył okres buntu i odejścia od Boga. Dopiero doświadczenie II wojny światowej, gdy przebywał w celi śmierci, doprowadziło go do nawrócenia i w dalszej kolejności – pójścia drogą kapłańską.

Ksiądz Franciszek Blachnicki urodził się 24 marca 1921 r. w Rybniku w wielodzietnej rodzinie, jako siódme dziecko pielęgniarza Józefa Blachnickiego i Marii z domu Miller. W dzieciństwie – jak wspominał w swoich pamiętnikach – doświadczył szczególnej opieki Opatrzności Bożej. Podczas powstania śląskiego jego rodzinę nagle ewakuowano z domu, a on w nim pozostał, sam, będąc zaledwie kilkutygodniowym niemowlęciem. Na szczęście jeden z powstańców wrócił po dziecko i przekazał je matce. Potem, podczas zabawy, Franciszek wpadł do studni. Został uratowany przez sąsiada i spędził kilka tygodni w szpitalu.

Jednak pisał, że w latach swej młodości określał siebie jako osobę niewierzącą, do realizacji jego planów Bóg nie był mu potrzebny. Przed wojną, ucząc się w Państwowym Gimnazjum Męskim im. Jana Opolskiego w Tarnowskich Górach, dokąd przeprowadziła się jego rodzina, był harcerzem. Chciał swoje życie skupić na pomaganiu innym, ale był przekonany, że sam sobie z tym poradzi.

W 1938 roku, wysłany na Dywizyjny Kurs Podchorążych Rezerwy w Katowicach, rozpoczął służbę wojskową. Brał udział w kampanii wrześniowej 1939 roku – został wzięty do niewoli, z której uciekł i wrócił do Tarnowskich Gór. Działał w konspiracji. Aresztowany przez Gestapo, 26 czerwca 1940 r. został wywieziony do Auschwitz. Był jednym z pierwszych więźniów tego niemieckiego obozu koncentracyjnego, nadano mu numer 1201.
Do obozu zagłady Auschwitrz trafił 12 dni po pierwszym transporcie. Miał 19 lat. Na zdjęciu karta obozowa więźnia KL Auschwitz numer 1201 Franciszka Blachnickiego. Fot. KL Auschwitz-Birkenau Museum http://base.auschwitz.org/wiezien.php?lang=pl&ok=osoba&id_osoba=32779, Domena publiczna
Pierwszy masowy transport do KL Auschwitz miał miejsce 14 czerwca, czyli zaledwie 12 dni wcześniej, i tę datę uważa się za rozpoczęcie funkcjonowania obozu. Na początku przywożono więźniów politycznych, wtedy – 728 z więzienia w Tarnowie, otrzymali numery do 758. Potem, 20 czerwca, z Wiśnicza Nowego i Montelupich 313 osób, głównie inteligencji krakowskiej. A od 22 czerwca do 6 lipca w sześciu transportach więźniów ze Śląska i Zagłębia. Mieli numery od 1071 do 1342. Przyszły ksiądz Blachnicki był wśród nich i przeżył.

Spędził w Auschwitz 14 miesięcy, w tym dziewięć w karnej kompanii, w bloku numer 13 oraz prawie miesiąc w bunkrze – tym samym, w którym potem zginął o. Maksymilian Kolbe.

W 1941 roku Franciszek Blachnicki został przewieziony z Auschwitz do aresztu śledczego w Katowicach. W marcu 1942 roku za działalność konspiracyjną przeciw hitlerowskiej Rzeszy skazano go na karę śmierci przez ścięcie.

Przez 135 dni oczekiwał w celi śmierci na wykonanie wyroku. Wtedy zaczęła się jego wewnętrzna przemiana. Możemy przeczytać w jego wspomnieniach: „Patrzyłem, jak umierali więźniowie. Umierali jak zwierzęta. Żadnego majestatu śmierci, żadnego piękna. To było takie straszne upodlenie człowieka. Czy zatem w człowieku może być coś więcej? Czy człowiek ma duszę? Wtedy właśnie załamało się ostatecznie wszystko – cała ta naiwna młodzieńcza filozofia, światopogląd, wiara w ideały”.

W celi otrzymał łaskę nawrócenia. Opisał, że czuł, jakby ktoś w jego duszy przekręcił kontakt z energią elektryczną i nagle zalało ją światło. Zaczął chodzić po celi i powtarzać jedno słowo: „wierzę”. Odczuł głęboko miłość Bożą. Zrozumiał wtedy, że człowiek nie jest sam w swojej drodze życiowej i od tego czasu – jak sam napisał pod koniec życia – nigdy nie miał żadnych wątpliwości w wierze. Nie miał też żadnych pasji, głębszych zainteresowań poza życiem duchowym.

Dlaczego akurat ja przeżyłem Auschwitz? – zastanawiał się Witold Pilecki

Proszę sobie wyobrazić, że siedzi pani w pokoju pełnym ludzi i nagle pada pytanie: „Kto chce jechać do obozu koncentracyjnego?”. I pani podnosi rękę - mówi brytyjski autor.

zobacz więcej
Franciszek Blachnicki został ostatecznie przez hitlerowców ułaskawiony, a karę śmierci zamieniono mu na 10 lat więzienia, które miał odbyć już po zakończeniu wojny. Do tego czasu miał przebywać w obozach pracy – i tak było: aż do 17 kwietnia 1945 roku, kiedy to został uwolniony przez armię amerykańską, trzymano go w hitlerowskich obozach i więzieniach w Raciborzu, Rawiczu, Börgermoor, Zwickau i Lengenfeldzie, czyli KL Flossenbürg.

Po zakończeniu II wojny światowej wrócił do Tarnowskich Gór. Przyjechał 20 lipca 1945 roku, a już 6 sierpnia wstąpił do Śląskiego Seminarium Duchownego w Krakowie. Święcenia kapłańskie otrzymał 25 czerwca 1950 roku z rąk biskupa Stanisława Adamskiego w Kościele Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Katowicach. Pracował jako wikariusz w kilku parafiach na Śląsku. W czasie wysiedleń biskupów śląskich w latach 1954-1956 uczestniczył w pracach tajnej Kurii biskupiej w Katowicach i w organizowaniu ich powrotu do diecezji. Pracował też m.in. w redakcji tygodnika katolickiego „Gość Niedzielny”.

Po wojnie, już jako kapłan, rozpoczął pracę z młodzieżą, tworząc ruch oazowy, i walczył między innymi z alkoholizmem. Napotkał duży opór komunistycznych władz i bezpieki, które chciały mieć monopol na wychowanie młodego pokolenia.

Ksiądz Franciszek Blachnicki bardzo poważnie podszedł do wezwań nowenny przed 1000. rocznicą chrztu Polski, którą zainicjował kardynał Stefan Wyszyński, a która obejmowała między innymi postulat budowania trzeźwej Polski. Wielką Nowennę odprawiano przez dziewięć kolejnych lat od 1957 do 1966 roku, kiedy to w Częstochowie na Jasnej Górze odbyły się główne uroczystości milenium. W tekście Ślubów Jasnogórskich znalazło się także ogólnonarodowe przyrzeczenie walki z nałogiem pijaństwa, bowiem pod koniec lat 50. ubiegłego wieku roczne spożycie alkoholu w Polsce wynosiło 6-7 litrów czystego spirytusu na głowę każdego mieszkańca.

W 1957 r. ks. Blachnicki zainicjował więc Krucjatę Trzeźwości. W niej widział czynnik wychowawczy – przede wszystkim element pracy nad sobą, opieranie się pokusom, umiejętność wyrzekania się picia alkoholu. Później doszła do tego walka o czystość i akcja została przemianowana na Krucjatę Wstrzemięźliwości, która przybrała charakter ruchu odnowy religijno-moralnej, opartego na duchowości o. Maksymiliana Kolbego. To nie było przypadkowe – w 1957 roku po raz pierwszy została zalegalizowana w Polsce możliwość dokonania aborcji.
28.02.2019
W zainicjowany ruch społeczny zaangażowało się ponad 100 tysięcy ludzi świeckich i tysiąc kapłanów. Władzy komunistycznej się to nie podobało i już w 1960 r. go zlikwidowała. W odpowiedzi ks. Franciszek napisał „Memoriał w sprawie likwidacji Krucjaty Wstrzemięźliwości”, wysłany do centralnych władz państwowych i kościelnych oraz mediów. Pisał o prześladowaniu Kościoła katolickiego w Polsce i sugerował, że państwo występuje przeciwko narodowi. W marcu 1961 r. został aresztowany pod zarzutem wydawania nielegalnych druków oraz „rozpowszechniania fałszywych wiadomości” i osadzony w tym samym areszcie w Katowicach, w którym podczas okupacji przeżył nawrócenie. Skazano go na 13 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 3 lata.

W 1979 roku, w ramach przygotowań do pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski, powrócił do idei walki z alkoholizmem oraz innymi uzależnieniami. Ojciec Święty podczas jednej ze swoich audiencji apelował, by Polacy przeciwstawiali się wszystkiemu, co uwłacza ich godności, co zagraża egzystencji ich narodu, narusza przestrzeń ich wolności.

W swoich wystąpieniach ks. Blachnicki również krytykował odważnie działania władz PRL. Nie zgadzał się na manipulacje polityczne. Mówił, że chrześcijanin nie może tego popierać, nie może być obojętny na bezprawie.


Jakie są jej głównie założenia?

Poprzednie Krucjaty były pierwowzorem Krucjaty Wyzwolenia Człowieka. To przede wszystkim zobowiązanie do abstynencji od alkoholu, wolność od palenia papierosów czy używania narkotyków i oczywiście czystość w sferze seksualnej. Jak długo miało to trwać, zależało od każdego biorącego w niej udział człowieka z osobna. Uczestnicy Krucjaty praktykują też post, modlitwę i jałmużnę.

Jeden wymiar Krucjaty to nasza ofiara. Pan Bóg oczekuje jej od tych, którzy walczą z nałogami. A drugi wymiar to dawanie świadectwa nowej kultury, czyli złamanie tak zwanego towarzyskiego przymusu picia. Co szczególnie jest trudne dla alkoholików, którzy chcą skutecznie zerwać z nałogiem. Wypicie choć jednego kieliszka może być dla nich zgubne, więc potrzebni są tacy, którzy się takiemu powszechnemu obyczajowi przeciwstawią i pokażą, że można dobrze spędzić ze sobą czas bez alkoholu.

„Świat pandemii” dla wielu rodzin może być błogosławieństwem

Oczywiście komunia duchowa to nie to samo, co sakramentalna, ale jest tymczasowym rozwiązaniem. Teraz warto wzbudzać i rozpalać w sobie jej głód, aby w przyszłości jej przyjmowanie fizyczne było bardziej świadome.

zobacz więcej
W ten sposób zrodził się pomysł organizowania w Polsce wesel bezalkoholowych?

Tak. Sam bywałem na takich weselach i goście świetnie się bawili bez picia jakichkolwiek alkoholowych trunków. W ramach Krucjaty proponujemy udział w imprezie weselnych wodzirejów, którzy aranżują zabawę. Goście weselni bowiem nie umieją sobie wyobrazić pierwszego tańca bez wypicia pierwszego kieliszka na odwagę (śmiech). Wodzireje mają na to sposoby, np. po posiłku zapraszają poszczególne osoby na środek sali na sesję zdjęciową– najpierw państwa młodych z rodzicami, potem dalszą rodzinę. Wtedy panna młoda zachęca pozostałych do tańca i tak, niepostrzeżenie, wszyscy zaczynają pląsać w takt muzyki.

Wróćmy do działalności księdza Franciszka Blachnickiego. Duchowny skupił się na rozwoju ruchu oazowego. Przyciągał młodzież z różnych środowisk. Często młodzi ludzie przeżywali na takich rekolekcjach nawrócenie i wracali do swoich domów z zupełnie innym obrazem Kościoła i chrześcijaństwa.

W latach 50. ubiegłego wieku kapłani mogli odprawiać mszę świętą, udzielać sakramentów i właściwie tylko tyle – nie mogli nic więcej. Nie było kościelnych wspólnot, stowarzyszeń, ponieważ zostały rozwiązane przez komunistów. Ksiądz Blachnicki nie zrażał się tym i postanowił zaangażować młodzież do działania w parafii poprzez zespoły liturgiczne – rozpoczął tworzenie ruchu młodych katolików, który później zaczął być określany jako „oazowy”. W 1954 r. zorganizował pierwsze rekolekcje „Oazy Dzieci Bożych”. W ten sposób chciał ich wyrwać z codziennej rutyny.

Zastosował w ten sposób tak zwaną metodę zapobiegawczą św. Jana Bosko, który mówił, że jeżeli chcemy silniej oddziaływać na młodych ludzi, to nie wystarczą kazania, tylko trzeba im towarzyszyć cały czas w ich życiu. Poprzez naukę, pracę, zabawę. Będąc z nimi przez cały dzień, można było im przekazywać nowy model życia, ukierunkowany na rozwijanie osobistej relacji z Bogiem.
Ksiądz Blachnicki mówił do młodzieży, że trzeba się zbuntować przeciw takiemu życiu, które przypomina zwyczaje żab. Chodzi o to, że często chrześcijanie żyją na co dzień w grzechu ciężkim, daleko od Boga i tylko co jakiś czas przeżywają rekolekcje, których kulminacją jest spowiedź i komunia święta. Później jednak wracają do starych grzechów. Tak zachowują się żaby, które na co dzień żyją w błocie. Co jakiś czas wychylają głowę w stronę pięknego świata i potem z powrotem nurkują w błoto. Według księdza stan łaski uświęcającej jest takim wynurzeniem się na chwilę z błota grzechu. Trzeba się zatem przeciwstawić takiej koncepcji życia chrześcijańskiego. U podstaw musi być nierozerwalna, stała przyjaźń z Jezusem.

W 1963 roku ks. Franciszek rozpoczął prowadzenie rekolekcji oazowych w Krościenku nad Dunajcem. Trwały 15 dni i były stopniowo dostosowywane do różnych grup młodzieży, dorosłych i całych rodzin. Praca formacyjna zapoczątkowana w oazie rekolekcyjnej była później, w ciągu roku, kontynuowana w małej grupie w parafii. I w ten sposób przybrało to charakter ruchu formacyjnego, który obejmował codzienne życie młodych ludzi. Nazywał się Ruchem Żywego Kościoła. W 1976 roku przybrał nazwę Ruch Światło –Życie i wówczas powstał program, który mamy do dzisiaj.

W połowie lat 70. w „Oazy” zaangażowanych było ok. 20 tysięcy młodych katolików. Działalność duszpasterska księdza spotkała się z szykanami ze strony władz komunistycznych. Czasem zdarzało się, że również z niechęcią niektórych biskupów czy księży, którzy nie byli otwarci na tego typu nowości w Kościele, lub byli na usługach komunistycznych służb specjalnych.

Bronił go natomiast sam kardynał Karol Wojtyła, który popierał ruch oazowy. Na tej kanwie wyrosła później idea organizowania Światowych Dni Młodzieży.

Ksiądz Karol Wojtyła miał również nowatorskie spojrzenie na duszpasterstwo młodzieży. Zainteresowany działalnością Blachnickiego, przyjechał do Krościenka zobaczyć, jak to wygląda w praktyce. Zachowało się nawet ich wspólne zdjęcie na Górze Błyszcz nad Tylmanową, gdzie zorganizowano Dni Wspólnoty Ruchu Światło-Życie. Była tam uroczysta Eucharystia i też między innymi godzina świadectwa.
Pantomima młodzieży uczestniczącej w Miesięcznej Szkole Animatora, przed Eucharystią na szczycie Błyszcz w Beskidzie Sądeckim (rok 2017). To tu 16 sierpnia 1972 roku kard. Karol Wojtyła uczestniczył wraz z ok. 700 wiernymi w oazowym dniu wspólnoty Ruchu Światło-Życie ks. Franciszka Blachnickiego. Jan Paweł II wspominał ten dzień w 1999 roku w Watykanie, podczas spotkania z góralami z Tylmanowej, więc Podhalańczycy zbudowali w tym miejscu kaplicę i popiersie papieża. Fot. Centrum Ruchu Światło-Życie
Karol Wojtyła bardzo lubił nieformalne, bezpośrednie spotkania z młodymi ludźmi i wielogodzinne rozmowy. Spędzał z młodymi swój wolny czas. Zabierał ich na górskie wędrówki, czy na kajaki. To zainspirowało go do tego, by podczas swojego pontyfikatu na Stolicy Piotrowej organizować takie spotkania na całym świecie – czyli właśnie Dni Młodzieży.

Papież Jan Paweł II do końca był zwolennikiem i sympatykiem działań księdza Blachnickiego. Był jego wielkim orędownikiem, gdy księdza szykanowały władze komunistyczne.

Ksiądz Franciszek Blachnicki swoją działalność duszpasterską prowadził aż do śmierci. W ostatnich latach swojego życia już na emigracji, bowiem w czasie, gdy wprowadzono stan wojenny w Polsce, przebywał na zachodzie Europy. Nie mógł wrócić do kraju, bo trafiłby do więzienia – prowadzono przeciwko niemu śledztwo i był poszukiwany listem gończym. W 1982 r. osiadł więc w ośrodku polskim „Marianum” w Carlsbergu w Republice Federalnej Niemiec. Stworzył tam Chrześcijańską Służbę Wyzwolenia Narodu oraz Międzynarodowe Centrum Ewangelizacji Światło-Życie. Tam zmarł 27 lutego 1987 roku. 1 kwietnia 2000 jego szczątki doczesne zostały przeniesione do Krościenka.

Szczątki księdza Blachnickiego, spoczywające w krypcie krościeńskiego kościoła, zostały ekshumowane 13 października tego roku na potrzeby postępowania prowadzonego przez Instytut Pamięci Narodowej. Dzięki badaniom biegli chcą zweryfikować okoliczności śmierci duchownego. Są podejrzenia, że mógł zostać otruty przez tajnych współpracowników komunistycznej Służby Bezpieczeństwa. Był inwigilowany przez TW „Panna” i TW „Yon”, którzy na zlecenie XI Wydziału (zwalczanie dywersji ideologicznej) i Departamentu I MSW (część SB zajmująca się wywiadem) mieli rozbijać środowiska Solidarności w RFN i działać na szkodę ruchu ChSWN. Wierzy ksiądz w taką wersję wydarzeń?

O jego otrucie podejrzewa się jego najbliższych współpracowników – małżeństwo Jolantę i Andrzeja Gontarczyków, którzy przybyli do Carlsbergu jako opozycjoniści emigrujący z Polski. W rzeczywistości byli agentami wywiadu PRL. Jest to możliwie, ale ja osobiście mam wątpliwości, czy tak rzeczywiście było. Nie wolno nam, jako osobom wierzącym, oskarżać kogoś bez orzeczenia winy. Zrobili dużo złego, ale nie mamy dowodów, że stoją za morderstwem. To są tylko poszlaki.

Pogrzeby specjalnej troski. Księża interesujący dla SB za życia i po śmierci

Grób ks. Jerzego Popiełuszki był obserwowany do 1989 r., a jego okolica „operacyjnie zabezpieczana”.

zobacz więcej
Trzeba jednak przyznać, że ksiądz Blachnicki był niewygodny dla władz komunistycznych. Jako znana postać był zapraszany do Radia Wolna Europa czy Radia Watykańskiego. Nigdy nie bał się mówić, co myśli na temat władzy komunistycznej, co tak naprawdę dzieje się w Polsce. W latach 80. proponował katolicką „teologię wyzwolenia”, głównie w kwestiach zaangażowania społecznego i politycznego, która miała inspirować do pokojowego wyzwolenia państw spod panowania reżimów komunistycznych. Władze PRL wydały za nim wspomniany list gończy, który był w mocy jeszcze kilka lat po jego śmierci, bo śledztwo umorzono dopiero w 1992 roku.

Ale jego nagła śmierć musiała być dla niektórych zaskoczeniem?

Trochę tak, trochę nie.

Ksiądz Blachnicki był ostrzegany, że Gontarczykowie mogą być szpiegami, którzy działają na jego niekorzyść. Ale nie bardzo chciał w to wierzyć. Kiedy z Solidarności Walczącej przyjechał specjalny goniec i przekazał mu kserokopię dokumentów potwierdzającą, że tak jest, odbył z nimi rozmowę konfrontacyjną. To było w dniu jego śmierci. Po obiedzie poszedł odpocząć, niedługo potem zaczął się dusić i zmarł. Oficjalna wersja mówi, że przyczyną jego zgonu był zator płuc. Jaka jest prawda, nie wiemy. To był schorowany, starszy człowiek, który miał za sobą wojnę, obozy koncentracyjne. Był leczony na cukrzycę, miał z tego powodu odciętego palca. Zaczynał też ślepnąć.

Kiedy Jan Paweł II dowiedział się o jego śmierci, to wystosował taki oto telegram:

„Watykan 28.02.1987. Bóg powołał do siebie księdza profesora Franciszka Blachnickiego i śmierć ta napełniła smutkiem wiele ludzkich serc i środowisk. Odszedł gorliwy apostoł nawrócenia i wewnętrznej odnowy człowieka, wielki duszpasterz młodzieży. Z jego inspiracji zrodził się specyficzny kształt życia oazowego na polskiej ziemi. Swoje liczne talenty, umysł i serce, jak i szczególny charyzmat, jakim obdarzył go Bóg, oddał sprawie budowy Królestwa Bożego. Budował je modlitwą, apostolstwem, cierpieniem – i budował je z taką determinacją, że słusznie myślimy o nim jako o gwałtowniku tego Królestwa. Dziękujemy Bogu za wszelkie dobro, jakie stało się udziałem ludzi przez niego. Modlimy się gorąco o pełnię światła i życia dla jego duszy. Kontynuatorom jego dzieła, współpracownikom, rodzinie, przyjaciołom i uczestnikom pogrzebu z serca błogosławię. Jan Paweł II papież”.
25.06.2020
Niedługo po jego śmierci rozpoczął się proces beatyfikacyjny. Heroiczność cnót Sługi Bożego ks. Blachnickiego została już uznana przez papieża Franciszka. Dla księdza to był niezwykły człowiek?

Proces beatyfikacyjny się już zakończył. Teraz czekamy na cud za jego wstawiennictwem, bo taki warunek stawia Kościół. Gdyby się okazało, że rzeczywiście został otruty i byłoby to zakwalifikowane jako śmierć męczeńska, to wtedy mógłby być beatyfikowany bez cudu. Dla mnie osobiście to niewątpliwie był człowiek święty. Zarówno jego życie, jak i nauczanie predysponują go do wyniesienia na ołtarze.

Według IPN duchowny, obok ks. Jerzego Popiełuszki, był jednym z księży najbardziej prześladowanych przez komunistów. Czy coś szczególnie łączy obu kapłanów?

IPN dokumentuje opór Kościoła przeciwko władzy totalitarnej. I taki punkt spojrzenia może sugerować, że są to postacie podobne. Jednak ich sposób działania był inny. Ksiądz Jerzy Popiełuszko zasłynął jako duszpasterz Solidarności, ksiądz Franciszek Blachnicki jako duszpasterz młodzieży. Nigdy się nie spotkali, nie poznali. To, co ich zapewne łączy, to heroiczna wiara w Boga, wierność Kościołowi, odwaga w wyznawaniu wiary i nieugiętość wobec komunistycznego systemu totalitarnego.

– rozmawiała Monika Chrobak, dziennikarka Polskiego Radia

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Polacy zostali sprowadzeni do roli siły roboczej
Kiedy 4 tysiące kilometrów od kraju, na zabitych wsiach zobaczy się ludzi przywiązanych do polskości i wiary katolickiej, to coś człowieka porusza.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Zbudował średniowieczny zamek w XXI wieku
Powódź odkryła na tym terenie tajemnicze tunele. Czy były tajnymi przejściami z grodu obronnego? O warownych tradycjach regionu świadczą nazwy miejscowości: Gródek, Stróżna, Podegrodzie czy Stróże.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Nikt nie wiedział, kto się kryje za jego pseudonimem. Nawet...
Śmierć pisarza w raporcie SB podsumowano stwierdzeniem: „zaniechanie wrogiej działalności”.
Rozmowy wydanie 13.11.2020 – 20.11.2020
Wyhodowano sporo wściekłych z nienawiści mutantów
Zostałem dokooptowany do grupy neomarksistów. Będę paprotką na parapecie – mówi plakacista Wojciech Korkuć.
Rozmowy wydanie 13.11.2020 – 20.11.2020
Czy jego powieść odnajdzie się w archiwach KGB?
Już w gimnazjum dzielił się z kolegami rysunkami o tematyce masochistycznej – mówi autorka biografii Brunona Schulza.