Cywilizacja

Czy tylko księża są nieszczęśliwi, zranieni, skrzywdzeni przez media? Biedny katolik patrzy na Kościół

Dlaczego tylko „Strajk kobiet” był przygotowany do akcji? A tak zwana „nasza strona”? Przecież katolicy świeccy działali w tej sprawie od dawna. To oni zebrali 830 tysięcy podpisów pod projektem ustawy „Zatrzymać aborcję” zamrożonym przez Sejm poprzedniej kadencji. A co wtedy robili księża? Biskupi? Czy zalecili ten temat do niedzielnych kazań? Wrzucili go na swoje strony internetowe, portale, tweety?

– Nasz ksiądz nigdy nie powie, żeby osobno ustawić się do Komunii udzielanej na rękę, a osobno – do ust! A przecież pomieszanie tych porządków to bardzo skuteczny sposób na przekazywanie wirusa – mówi młoda lekarka, parafianka ważnej stołecznej parafii. – Ale ksiądz całkowicie ignoruje nasze głosy. Przecież nie tylko on jest Kościołem – konstatuje z rozgoryczeniem.

– Poszedłem do księdza, bo jestem wirusologiem i wiem, o czym mówię w temacie pandemii – opowiada z kolei profesor, który wprawdzie nie jest postacią telewizyjną, ale też nie jest w parafii anonimowy i sądził, że będzie od razu wysłuchany. – Ksiądz patrzył na mnie jak na jakiegoś bojówkarza, który maluje po ścianach. Przypomniałem więc, że był u nas po kolędzie i że jestem ojcem ministrantów, wskazałem których i dopiero wtedy zaczął ze mną rozmawiać. Ale i tak nic z tego nie wynikło. Jak było, tak jest. Są msze, na których nawet nie ma zapowiedzi, że w ogóle będzie udzielana komunia na rękę. Przestaliśmy więc chodzić do naszego kościoła i chodzimy gdzie indziej – dodaje.

Jeśli w pierwszej, wiosennej, fazie pandemii nie byliśmy w żaden sposób przygotowani do sytuacji, która na nas spadła dosłownie jak grom z jasnego nieba, to teraz już tak mówić nie można. Teraz naprawdę nikt nie może udawać, że nie wie, co się stało: tu na Covid-19 umarł jeden proboszcz, tam inny, tu zamknięto klasztor na kwarantannę, tam cały kościół.

– Byłam w swoim kościele kilka dni po pogrzebie proboszcza i ze zgrozą patrzyłam, jak księża idą do konfesjonału bez maseczki, jak idą z tacą bez maseczki. Poszłam potem upomnieć się o to do zakrystii, ale mieli mnie w nosie – opowiada młoda dziennikarka.

Takie przykłady można mnożyć, dlatego trzeba przytoczyć i inne: kościołów, gdzie za każdym razem przypomina się o zaleceniu, aby przyjmować Komunię świętą na rękę, a nawet dodatkowe płyny dezynfekcyjne umieszczone są w miejscu, gdzie zaczyna się formować kolejka komunijna.


Ale ponieważ nie o pandemię tu chodzi, poprzestanę tylko na tej małej adnotacji, aby oddać sprawiedliwość.

Chodzi bowiem nie o koronawirusa i nie o spór komunijny, ale o zwyczajnych wiernych Kościoła, czyli o świeckich. Chodzi – mówiąc oficjalnie – o Lud Boży, bo to on wraz ze swymi duchownymi, księżmi i biskupami tworzy Kościół. Dziś jednak tenże lud często jest pozbawiony poczucia współtworzenia Kościoła. Nie jest dla duchownych podmiotem, nie jest nawet partnerem.

Kim jest lud wierny?

„Czy wy wiecie, że jesteście Kościołem?” – śpiewają dzieci w radosnej piosence, która ma w nie wlać świadomość wspólnoty. Czy wy wiecie? Otóż dzieci może wiedzą, ale czy na pewno wiedzą to księża, a zwłaszcza biskupi?
Wierni chronią kościół św. Krzyża przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie przed dewastacją uczestników marszów proaborcyjnych. Fot. PAP/Wojciech Olkuśnik
– Coraz częściej mam wrażenie, że tylko oni uważają się za Kościół, a nas, świeckich za ludek, który ma słuchać i nie dyskutować – mówi doświadczona publicystka, pracownica jednej z instytucji katolickich. – Owszem – podkreśla – kwestie doktrynalne czy liturgiczne dyskusji nie podlegaja, ale społeczne, edukacyjne czy dotyczące życia parafialnego?

I przypomina, że kiedy pojawiły się doniesienia o rozpasaniu seksualnym niektórych księży i tuszowaniu ich występków przez biskupów – pierwsze od osiemnastu lat, kiedy to opinia publiczna została zszokowana sprawą abp. Julisza Paetza, a jeszcze bardziej tym, że nic z niej nie wynikło, bo bracia w biskupstwie dalej zapraszali na swoje uroczystości byłego poznańskiego metropolitę jak gdyby nigdy nic – otóż kiedy pojawiły się te doniesienia, to nie było księży, którzy by chcieli o tym rozmawiać z parafianami. I którzy zwróciliby się do swoich świeckich ze słowem wyjaśnienia, może i niepokoju, ale na pewno pocieszenia, którego ci potrzebowali nie mniej niż duchowni.

– Tymczasem okazało się, że tylko księża są „biedni”, zranieni, skrzywdzeni przez media, rzadziej przez swoich braci w kapłaństwie i tylko oni potrzebują pocieszenia – mówi publicystka.

Kliki homoseksualne w Kościele są jak kolonia pasożytów

Niektórzy biskupi bardziej zasługują na miejsce w więzieniu niż na zaszczytne awanse.

zobacz więcej
Kiedy dwaj niestrudzeni w swych apelach o odnowę moralną stanu kapłańskiego księża, jezuita Józef Augustyn i ks.Tadeusz Isakowicz-Zaleski alarmowali – już po sprawie abp.Paetza – opinię publiczną o „lawendowej mafii” w kościele, inni księża masowo uciekali od tematu, a już na pewno nie podejmowali go w obecności swoich „owieczek” – jakkolwiek stosowanie tego biblijnego porównania może się teraz wydawać ironiczne. I kiedy piszę o ucieczce od tematu, to nie mam na myśli wymiany czczych plotek, nikczemnych pomówień, sensacyjnych konfabulacji. Nie, chodzi o trudne, ale oparte na wspólnej nadziei i wierze, rozmowy. A tych zabrakło. Chodzi o pytania, których nie zadawano i odpowiedzi, które nie padły. Rzucana przez duchownych teza, że to wewnętrzne tematy Kościoła, domaga się dopowiedzenia, kto w takim razie jest Kościołem.

– Nie mogę już o tym słuchać – wołał pewien ksiądz, kiedy świeccy współpracownicy prosili go o wyjaśnienie, jak to możliwe, że w diecezjalnej radzie kapłańskiej znaleźli się duchowni, o których nawet ptaki ćwierkały, że prowadzą homoseksualny tryb życia. – Nie jestem w stanie o tym rozmawiać, proszę mnie nie dręczyć – mówił.

Jeśli jeszcze głębiej cofniemy się w czasie, to dotkniemy sprawy lustracji – oczywiście, niezałatwionej. Właśnie jej niezałatwienie pociąga za sobą możliwości wyciągania starych przypadków niemoralnego prowadzenia, którymi niegdyś szantażowano tego czy innego duchownego. O tamtej sprawie też księża ze świeckimi nie rozmawiali, bo… to nie ich sprawy. A czyje? To są przecież sprawy Kościoła!

Dziś młodzieży, tej wciąż jeszcze zaangażowanej w różne wspólnoty, duszpasterstwa i grupy, zabagnione sprawy lustracji nie interesują, nazwiska „umoczonych” starców często nic im nie mówią: Gulbinowicz? Paetz? Kto to jest? Ale to nie znaczy, że nie mają innych trudnych spraw, o których się z nimi w Kościele nie rozmawia.

Cisza o aborcji

W niedzielę po ogłoszeniu wyroku TK w sprawie tzw. aborcji eugenicznej i po pierwszych dniach zorganizowanej i umiejętnie podsycanej furii młodzieżowych brygad na ulicach, zadzwonił do mnie bardzo katolicki czterdziestolatek, ojciec rodziny z trójką dzieci (15, 13 i 7 lat). Oboje z żoną wychowani w dobrych duszpasterstwach, pochodzący z tak zwanych porządnych, konserwatywnych rodzin. Powiedział, że robi sondę wśród krewnych i przyjaciół: czy na dzisiejszej mszy, w której uczestniczyłaś – internetowej czy realnej – była jakakolwiek wzmianka o aborcji: że jest złem ostatecznym, że jest przerywaniem życia dziecka i kiedy ostatnio taka wzmianka była. Usłyszawszy odpowiedź negatywną – że mowy nie było ani teraz, ani od bardzo dawna, powiedział z nieukrywaną złością: i znowu księża zachowali się jak ostatnie fujary, zmarnowali taką okazję! Kiedy wreszcie zaczną o tym mówić?!
Uczestniczki protestu pod hasłem "Na Warszawę!".. Od 22 października w całej Polsce trwają protesty przeciw zaostrzeniu prawa aborcyjnego zorganizowane przez feministyczną organizację "Strajk kobiet". Fot. PAP/Radek Pietruszka
Kiedy próbowałam coś mętnie wyjaśniać, że „przecież”, że „jednak”, przypomniał mi, że od czasu poprzednich zmian w ustawie tzw. aborcyjnej minęło ponad dwadzieścia pięć lat! – Przez ten czas wyrosło nowe pokolenie, któremu nikt nie mówił o złu aborcji, o tym, że to jest życie dziecka – wyrzucił z siebie. A kiedy próbowałam odwołać się do szkolnej katechezy, po prostu mnie wyśmiał. – W szkole na religii nikt nie mówił o takich sprawach ani za moich czasów, ani za czasów moich dzieci. Gdyby nie dom, nigdzie by się o tym nie dowiedziały – stwierdził.

Spróbowałam zweryfikować jego ostry osąd wśród innych znajomych z dziećmi w wieku szkolnym. Nie musiałam daleko szukać. – Żadne z naszych dzieci nie przyniosło przez ostatnie lata z religii żadnych informacji czy komentarzy na temat zła aborcji, czy w ogóle aborcji – powiedziała przyjaciółka, mama sześciorga dzieci w wieku od lat 7 do 21: rodzina katolicka na wszystkie strony, rodzice mocno zaangażowani w życie kościelnych wspólnot. – Jeśli cokolwiek na ten temat było mówione, to tylko w domu albo na naszych wspólnotowych wyjazdach, w świeckim zresztą gronie – dodała.

Odrzuciliśmy przesłanie Jana Pawła II, a zabraliśmy się za jedzenie papieskich kremówek

Polskiemu, laickiemu inteligentowi trudno jest dostrzec w papieżu „jednego z nas” – mówi socjolog Michał Łuczewski.

zobacz więcej
Tego głosu świeckich księża też nie słuchają. Wśród katolickich publicystów bardzo szybko wypłynął temat braku wiedzy o złu aborcji, braku w ogóle tematu aborcji w szkolnym wychowaniu i na kazaniach w kościele. A stąd braku przygotowania tych ogromnych tłumów młodych ludzi do przyjęcia wyroku TK.

„Ogłoszenie werdyktu przez Trybunał Konstytucyjny w sprawie tzw. aborcji eugenicznej wielu z nas zaskoczyło. Nie powinno; na pewno nie powinno zaskoczyć osób kompetentnych, które wiedziały, kiedy to nastąpi i jak będzie brzmiał ten werdykt. Powinny one wiedzieć również, że wzbudzi on protesty w zmęczonym pandemią, niepewnym jutra, niedoinformowanym i podzielonym politycznie społeczeństwie” – napisał o. Jarosław Kupczak, dominikanin na portalu „Teologia Polityczna”. „Można odnieść wrażenie, że tylko »Strajk kobiet« był przygotowany na dzień ogłoszenia werdyktu trybunału Konstytucyjnego; zamieszki wybuchły prawie natychmiast i zupełnie »spontanicznie« – dodał .

Ano właśnie! Dlaczego tylko „Strajk kobiet”? A tak zwana „nasza strona” ? Przecież katolicy świeccy działali w tej sprawie od dawna, to oni zebrali 830 tysięcy podpisów pod projektem ustawy „Zatrzymać aborcję” zamrożonym przez Sejm poprzedniej kadencji. A co wtedy robili księża? Biskupi? Czy zalecili ten temat do niedzielnych kazań? Wrzucili ten temat na swoje strony internetowe, portale i tweety? Czy podjęli pracę nad tematem dziecka niechcianego, dziecka chorego od urodzenia, rodziny wymagającej pomocy? Czy naciskali na „swoich” – to znaczy przyklejonych do kościelnych dostojników – posłów, senatorów czy ministrów, aby nie odkładali w nieskończoność ustaw, które miały regulować pomoc dla rodzin z dziećmi chorymi czy niepełnosprawnymi?

Teraz sytuacja jest jeszcze trudniejsza.

Zamknięte kościoły

Inna moja rozmówczyni ze zdumieniem, ale i z przykrością, odebrała list swego biskupa do diecezjan, w którym hierarcha „z całego serca” dziękował w kontekście „doświadczenia ostatnich dni wzmożonej epidemii, licznych protestów ulicznych, bardzo niepokojących zachowań i dokonywanych dewastacji” wszystkim duchownym, osobom życia konsekrowanego oraz – na końcu i jakby mimochodem – świeckim diecezjanom za wiele okazywanego dobra. – Przecież duchowni przerażeni siedzieli zamknięci na plebaniach – denerwuje się rozmówczyni. – A do obrony kościołów przed dewastacjami stanęli właśnie świeccy. Dlaczego to nie od nich zaczyna się podziękowanie, tylko od duchownych, od których świeccy nie mogli się doprosić posługi?!
Na wieść o śmierci Jana Pawła II warszawiacy palili świeczki i modlili się przez całą noc z 2 na 3 kwietnia 2005 roku. Fot. Wojtek Rzazewski/Bloomberg via Getty Images
Kiedy wzburzona opowiadała mi o swoim doświadczeniu, mnie przed oczami stanęły sceny z 2 kwietnia 2005 roku, zaraz po komunikacie o śmierci papieża Jana Pawła II, który zmarł o 21.37. Ludzie oderwali się wtedy od telewizorów i gnani jedną myślą gromadzili się tłumnie przed kościołami – zamkniętymi na głucho. Szturmowali drzwi plebanii i nie odchodzili, bo wtedy chcieli być we wspólnocie Kościoła i chcieli modlitwy. Trzeba było kołatania i przekonywania, żeby księża przyszli i odprawili msze.

Kogo się trzymać?

Utytułowani intelektualiści zastanawiają się, czy jeszcze trwamy w katolickim systemie wartości, czy już się on załamał, czy młodzież całkiem odwróciła się od – nie, nie od Kościoła, ale od religii w ogóle etc.

Znam wielu ludzi, którzy nie wchodząc w takie rozważania, codziennie z wiara odmawiają różaniec i to bez żadnych spektakularnych akcji. Zgnębiona kolejnym wystąpieniem kardynała, który lawiruje i kręci, idę na mszę, gdzie młody ksiądz w krótkim kazaniu otwartym tekstem pociesza wszystkich strapionych sytuacją. Więc jednak można; dzięki, księże Marcinie! A w radiowej Mszy Świętej słyszę krzepiące – i bez fałszywego optymizmu – kazanie cudownie wprost wiarygodnego ojca Jacka Salija, który mówi: Trzymajmy się Pana Jezusa.

Sytuacja wiernych świeckich Kościoła katolickiego w Polsce jest raczej nieciekawa, może nawet chwilami dramatyczna, choć zapewne lepiej byłoby nie używać mocnych słów. Na ludzi spadają coraz to nowe psychiczne ciężary, a pomocy i duchowego wsparcia nie bardzo widać. Ale przecież nikt nie mówił, że będzie łatwo, że ucieknie się do starego wyjaśnienia, zanim przejdę do konstruktywnego – a jakże – zakończenia. Chrześcijanin przecież nie może być pesymistą!

Przecież gdyby nie pani dr Wanda Półtawska, sprawa abp.Paetza nie ujrzałaby światła dziennego. Gdyby nie jeden z posłów, sprawa aborcji eugenicznej nie trafiłaby do Trybunału Konstytucyjnego. Trzeciego przykładu nie podam, na pewno czytelnik sam znajdzie go w swoim otoczeniu. Albo sam pójdzie w ich ślady, bo innego wyjścia nie ma.

– Barbara Sułek-Kowalska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Do obrony kościołów przed dewastacjami pierwsi stanęli świeccy, także z organizacji narodowych, jak ci obrońcy krakowskiej świątyni. Fot. Omar Marques/Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Lew, Archanioł i odwieczny tryzub. Ukraina szuka herbu
Na obrazoburczym rysunku anioł stoi w dresach i z butelką piwa pod tarczą z napisem „Obmin waljut”.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Geniusz, demon i „Ręka Boga”, którą Diego Maradona upokorzył sam...
Czy Diego stał się ikoną właśnie przez swoją pogruchotaną, ludzką naturę? Czy jest ikoną przez to, że tyle w nim było zła, głupoty, które przenikały się z talentem?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Ubrali nas w bezkształtne namioty. Rewolucja japońskiej gwardii
Długo przed nimi w Europie pojawiło się kimono.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Handel dziećmi, bronią i prochami. Ciemna strona sieci
Przestępcy i terroryści od dawna komunikują się via Dark Web.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Eksplozja popularności konserwatywnego Twittera
Na Parlerze konta mają dzieci Trumpa: Ivanka (dołączyła 12 listopada, obecnie 452 tys. śledzących) oraz Donald junior (104 tys.).