Felietony

Szydzą z prezydenta, nazywając go nieudacznikiem. A kiedyś z nim wiązali wielkie nadzieje

Trump w poprzedniej kampanii przebąkiwał, że gdyby Rosja zaatakowała należące do NATO państwa bałtyckie, to amerykańscy żołnierze nie będą za nie przelewać krwi. A potem wzmacniał wschodnią flankę Sojuszu Północnoatlantyckiego.

Donald Trump wywołuje olbrzymie emocje nie tylko w USA. Można się o tym przekonać choćby śledząc w internecie reakcje na doniesienia z Ameryki dotyczące przebiegu wyborów prezydenckich. Tak jest w przypadku wypowiedzi niektórych polskich polityków. Wydawałoby się, że powinni oni wobec głowy obcego mocarstwa zachowywać dyplomatyczny umiar. Tymczasem jedni wyrażają entuzjazm dla Trumpa, a inni nie szczędzą gospodarzowi Białego Domu obelżywych epitetów.

Wśród oskarżeń, które od czterech lat padają pod adresem prezydenta USA, jest i to, że cieszy się on poparciem Kremla. W Polsce taki zarzut ma szczególną siłę rażenia – dla osoby publicznej nie ma nic gorszego niż zostać okrzykniętym „ruskim agentem”. Z uwagi na dramatyczną przeszłość i obecną trudną sytuację międzynarodową, państwo rosyjskie uchodzi nad Wisłą za odwiecznego, śmiertelnego wroga.

Nic zatem dziwnego, że w Polsce lewicowe i liberalne środowiska, dla których Trump jest wręcz ikoną złowieszczego populizmu, eksploatują temat domniemanych związków prezydenta Ameryki z Kremlem. A mają na co się powoływać, ponieważ za politykiem tym ciągnie się pewna niewyjaśniona kłopotliwa sprawa.

Chodzi o to, czy i w jakim stopniu w 2016 roku Rosjanie podjęli zakulisowe działania mające na celu zwycięstwo Trumpa w ówczesnej rywalizacji o prezydenturę USA. Rzecz w tym, że jeśli doszło do takiej ingerencji, to można ją traktować zarówno jako próbę okazania pomocy kandydatowi Partii Republikańskiej, jak i – zakładając, że operacja zostałaby prędzej czy później ujawniona – jako złożenie mu „pocałunku śmierci”.
Matrioszki z wizerunkami Donalda Trumpa i Władimira Putina w sklepie z pamiątkami w Moskwie. Fot. Mikhail Pochuyev\TASS via Getty Images
Teraz zaś – kiedy czołowe amerykańskie stacje telewizyjne ogłosiły, że w tegorocznym wyścigu do Białego Domu górą okazał się Joe Biden – wątek stosunków amerykańsko-rosyjskich wrócił. Dlaczego? Trump nie uznał zwycięstwa Bidena stwierdzając, że doszło do mnóstwa fałszerstw w głosowaniu i trzeba będzie to rozstrzygnąć na drodze sądowej.

W Rosji w prokremlowskich mediach od razu odezwali się komentatorzy, którzy tę sytuację za oceanem uznali z satysfakcją za objaw upadku amerykańskiej demokracji. A polscy antagoniści Trumpa zinterpretowali owe rosyjskie głosy jako wyraz poparcia dla niego.

Czy mają rację? To prawda, że gdy cztery lata temu Trump ubiegał się o prezydenturę USA, uchodził za polityka, z którym ekipa Władimira Putina wiąże nadzieje. Przyczyniły się do tego choćby wielokrotnie składane deklaracje miliardera, że chce naprawić stosunki amerykańsko-rosyjskie. Poza tym Trump szokował zapowiedziami izolacjonistycznej polityki – na przykład przebąkiwał o tym, że gdyby Rosja zaatakowała należące bądź co bądź do NATO państwa bałtyckie, to amerykańscy żołnierze nie będą za nie przelewać krwi.

Rzecz w tym, że kiedy kandydat Partii Republikańskiej zasiadł w Białym Domu, bynajmniej nie obrał kursu, który byłby w smak Kremlowi. Takie ruchy, jak wzmocnienie wschodniej flanki NATO, odbierane były przez moskiewski establishment jako akty wrogości wobec Federacji Rosyjskiej.

Znamienne, że w jednym z sondaży przeprowadzonych w Rosji jeszcze przed tegorocznymi wyborami prezydenckimi w USA, dwie trzecie respondentów stwierdziło, że wynik tej rywalizacji nie ma znaczenia dla amerykańskiej polityki wobec ich kraju. Obecnie zaś prokremlowskie media nie kryją rozczarowania minionym czteroleciem w relacjach Moskwy z Waszyngtonem (choć pojawiają się też opinie, z których wynika, że w porównaniu z Bidenem Trump to mniejsze zło).

W wywiadzie udzielonym „Komsomolskiej Prawdzie”, dyrektor Instytutu USA i Kanady Rosyjskiej Akademii Nauk Walerij Garbuzow powiedział, że postawienie przez Kreml na Trumpa w roku 2016 okazało się wielką pomyłką. Jego zdaniem, rosyjscy prominenci dali się uwieźć słowom amerykańskiego polityka. Według Garbuzowa, Trump łączył prorosyjską retorykę z praktyką sankcji skierowanych przeciw Federacji Rosyjskiej, co powinno było moskiewskie elity otrzeźwić.

Rekiny były niezadowolone. Jak wielkie korporacje zniszczyły Donalda Trumpa

Stacje telewizyjne pokazywały listy z nazwiskami Republikanów, którzy ociągali się z powinszowaniami dla Bidena, aby wywrzeć na nich presję i zmusić do uznania porażki prezydenta.

zobacz więcej
Z kolei w jednym z wydań programu „60 minut” na kanale Rossija-1, dyskutanci w studiu wręcz z prezydenta USA kpili. Wytykali mu, że zapowiadał zaprzyjaźnienie się z ich krajem, lecz ostatecznie tego nie zrobił, więc – dawali do zrozumienia – nie ma co go żałować, iż teraz, po wyborach, ma problemy z amerykańską machiną polityczno-medialną.

Jest zatem coś, co łączy opozycyjne wobec Trumpa amerykańskie media (oraz tych Polaków, którzy kupują ich narrację) z prokremlowskimi ośrodkami opiniotwórczymi w Rosji. To szyderstwo z prezydenta USA jako nieudacznika. Ta wspólnota antytrumpowskich namiętności – niezależnie od tego, jakie jest ich podłoże – o czymś świadczy. Ów polityk dał się we znaki – z różnych powodów – zarówno lewicowym i liberalnym kręgom w Ameryce, jak i Kremlowi.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Manekin z fryzurą Donalda Trumpa w witrynie salonu perukarskiego w Petersburgu, 8 listopada 2020. Fot. Fot. Valya Egorshin/NurPhoto via Getty Images
Zobacz więcej
Felietony Poprzednie wydanie
Koguty
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
Debata
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
Kapłan to nie kawaler na wydaniu
Gdy porzuci powołanie dla kobiety, popkultura przedstawia go jako romantycznego bohatera. Męża porzucającego żonę też?
Felietony wydanie 10.09.2021 – 17.09.2021
Oblicza politycznej niepoprawności
Wystawa bez cenzury.
Felietony wydanie 10.09.2021 – 17.09.2021
Koniec lata
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.