Cywilizacja

Kliki homoseksualne w Kościele są jak kolonia pasożytów

Trudno jest duchowo normalnie rozwijać się ludziom, którzy już w seminarium permanentnie żyją w grzechach śmiertelnych, szczycąc się na przykład tym, że zdążyli mieć kilkudziesięciu partnerów seksualnych. Dla takich osób chrześcijaństwo, łaska i wyższe wartości stają się raczej jakąś abstrakcją, jakąś oficjalną ideologią Kościoła, którą oni, jako jego funkcjonariusze, muszą głosić, ale w którą sami nie bardzo wierzą.

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa AA publikujemy fragment książki księdza Dariusza Oko „Lawendowa mafia. Z papieżami i biskupami przeciwko homoklikom w Kościele”.

Na pilną potrzebę wnikliwego podjęcia tematu homoseksualnych społeczności w Kościele wskazuje szczególnie papież Franciszek, mówiąc o obecnym w nim homoseksualnym lobby oraz wielokrotnie przestrzegając przed wyświęcaniem na kapłanów mężczyzn o skłonnościach homoseksualnych.

Papież Franciszek jest dobrze zorientowany w problemie olbrzymiej liczby duchownych homoseksualnych i wyraźnie podtrzymuje w tej kwestii nauczanie Kościoła oraz surowo takich duchownych napomina. Stwierdza:

Miałem tu biskupa, który mi ze zgorszeniem opowiadał, że w pewnym momencie się zorientował, iż w jego diecezji – bardzo dużej zresztą – jest wielu homoseksualnych księży. (…) To rzeczywistość, której nie możemy negować. Wśród osób konsekrowanych też nie brakowało podobnych przypadków. (…) W życiu konsekrowanym i kapłańskim na tego rodzaju afekty nie ma miejsca.

Dlatego Kościół zaleca, by osób o zakorzenionej tendencji homoseksualnej nie przyjmować do posługi kapłańskiej ani do zgromadzeń zakonnych. Posługa kapłańska i życie konsekrowane nie są dla nich. Homoseksualnych księży, zakonników i zakonnice należy zdecydowanie nakłaniać do pełnego przeżywania celibatu, a przede wszystkim do tego, by byli w najwyższym stopniu odpowiedzialni i starali się nie gorszyć nigdy ani swoich wspólnot, ani świętego, wiernego ludu Boga, prowadząc podwójne życie. Lepiej, by porzucili posługę czy życie konsekrowane niż wiedli podwójne życie.


(Papież Franciszek w rozmowie z Fernando Prado CMF, „Siła powołania. O życiu konsekrowanym i poprawie relacji w Kościele”, Poznań 2018, s. 97-98)

Natomiast o homoseksualnym lobby działającym w Watykanie mówi w ślad za papieżem także kardynał Oscar Maradiaga z Hondurasu, jeden z najbliższych współpracowników i przyjaciół Franciszka, koordynator Komisji Kardynalskiej (aktualnie) sześciu kardynałów, którzy doradzają papieżowi w zarządzaniu Kościołem oraz w reformie Kurii Watykańskiej. Kardynał Maradiaga na pytanie: „Czy istnieje gejowskie stowarzyszenie w Watykanie?” odpowiedział:

Nie tylko to, ale Ojciec święty sam powiedział, że takie „lobby” w tym sensie istnieje. Ojciec święty stara się powoli oczyszczać tę sytuację.

(„Kardinal Maradiaga bestätigt Existenz einer „Homo-Lobby“ im Vatikan”, https://katholisches. info/2016/01/13/kardinal-maradiaga-bestaetigt-homo-lobby-im-vatikan/, 13.01.2016)
W roku 2019 Kongregacja Nauki Wiary wydaliła kardynała Theodore’a McCarricka ze stanu kapłańskiego. Hierarcha został uznany winnym molestowania seksualnego nieletnich i dorosłych. Fot. Chip Somodevilla/Getty Images
Jest to też zgodne z wcześniejszymi wypowiedziami papieża Benedykta XVI oraz z jego ostatnim stwierdzeniem o istnieniu homoseksualnych klik w seminariach. Stwierdził on mianowicie, że w okresie posoborowym

w różnych seminariach powstały kliki homoseksualne, które działały mniej lub bardziej otwarcie i znacząco zmieniły klimat w seminariach. (…) Jeden z biskupów, który wcześniej był rektorem seminarium, zorganizował pokaz filmów pornograficznych dla kleryków, rzekomo z zamiarem uodpornienia ich w ten sposób na zachowania przeciwne wierze. (…) Być może warto wspomnieć, że w niejednym seminarium studenci przyłapani na czytaniu moich książek byli uważani za niezdolnych do kapłaństwa. Moje książki były ukrywane, jak zła literatura, i czytane jedynie pod ławką. Wizytacja, która się odbyła [w Stanach Zjednoczonych], nie przyniosła nowych spostrzeżeń, najwidoczniej dlatego, że różne siły połączyły się, by ukryć prawdziwą sytuację. Zlecono drugą wizytację i przyniosła ona znacznie więcej spostrzeżeń, ale generalnie nie osiągnęła jakichkolwiek rezultatów.

(Benedykt XVI, papież senior, List o przyczynach kryzysu Kościoła, Kraków 2019, s. 22-24)

Skąd tylu homoseksualistów pośród duchownych?

To pytanie można postawić na początku omawiania problemu homoklik w Kościele, bo też zadawane jest ono przez wiele osób, które dowiadują się o rozmiarach problemu. Przecież zgodnie z nauczaniem Kościoła i jego prawem, w ogóle nie powinno ich być, a już na pewno od czasów jasnej watykańskiej instrukcji z roku 2005, kategorycznie zakazującej święcenia mężczyzn o skłonnościach homoseksualnych, a także następnych tego rodzaju dokumentów.

Otóż tak wielka liczba homoseksualistów w seminariach wielu krajów i każdego kontynentu wynika szczególnie z tego, że długo były one miejscem ucieczki i schronienia dla mężczyzn ze środowisk religijnych, którzy odkrywali w sobie skłonności homoseksualne. Dobrze wiedzieli, że w swoim środowisku, szczególnie na prowincji, na terenach wiejskich (ale przez długi czas także wielkomiejskich), nie będzie to w ich otoczeniu akceptowane, albo przynajmniej nie będzie wzbudzać entuzjazmu, a z pewnością będzie w życiu poważnym utrudnieniem.

W tej sytuacji dla wielu najlepszym wyjściem wydawało się pójście do seminarium kapłańskiego albo nowicjatu zakonnego. Wtedy ich zasadnicza niezdolność do małżeństwa nagle w oczach otoczenia stawała się wielką ofiarą dla Królestwa Niebieskiego. Jednak w ten sposób już na początku ich duchowej drogi znajdowało się oszustwo i zafałszowanie – zwłaszcza jeśli to była ich zasadnicza motywacja.

Problem Kościoła to homoseksualizm, nie pedofilia

Są diecezje, w których kapłaństwo zostało zdominowane przez gejów, a heteroseksualni klerycy są eliminowani już na poziomie seminarium.

zobacz więcej
To bardzo dwuznaczna i krucha, ponieważ fałszywa podstawa życia – kapłaństwo jako sposób na ukrycie problemów ze swoimi skłonnościami seksualnymi, kapłaństwo bardziej jako poddanie się pokusie nieustannego oszukiwania w nadziei na bardziej wygodne życie, niż pójście za głosem autentycznego powołania.

Kiedy tacy mężczyźni wybierali kapłaństwo czy zakon, mieli na ogół zagwarantowaną przynależność do społecznego establishmentu oraz przeróżne związane z tym prestiżowe i materialne korzyści. Jednak nawet kiedy mieli szczere, autentyczne postanowienie zachowania ślubu czystości i celibatu, o wiele rzadziej im się to udawało i udaje. Przecież z jednej strony od początku mieli podejrzaną i słabszą albo wprost fałszywą, niesłuszną motywację, zaś z drugiej strony w seminarium natrafiali na podobnych do siebie kandydatów, którzy mieli podobne seksualne pragnienia.

A to wszystko wyglądało tak, jakby w jednym nowicjacie w sąsiednich celach albo nawet tych samych pokojach umieszczono razem młodych nowicjuszy zakonnych i młode nowicjuszki zakonne, młodych mężczyzn i młode kobiety, śpiących na sąsiednich łóżkach. Czegoś takiego nie robi się nawet w świeckich akademikach. Kościół, znając dobrze ludzką naturę, nigdy czegoś podobnego nie dopuszczał, nie godził się na takie wymieszanie, obowiązywała i obowiązuje klauzura, rozdział płci.

Mężczyźnie i kobiecie, mieszkającym razem bez ślubu, zasadniczo nie udziela się rozgrzeszenia, bo traktuje się to jako życie w bliskiej okazji do ciężkiego grzechu, do którego prawie na pewno w tej sytuacji, prędzej czy później, wielokrotnie dojdzie. Jednak w przypadku kandydatów o takich skłonnościach to właśnie jest czymś podobnym do zniesienia klauzury i całkowitego wymieszania osób o przeciwnej płci. Jest to nawet sytuacja dużo gorsza, ponieważ kobiety nawet w takich sytuacjach bardziej niż mężczyźni rozumieją i cenią duchowy oraz uczuciowy wymiar miłości i dlatego są zwykle bardziej powściągliwe i hamują mężczyzn.

Natomiast tutaj mamy naprzeciw siebie dwóch mężczyzn pragnących się męską pożądliwością, czyli na ogół bardziej nastawioną na zmysłowość i trudniejszą do opanowania. Dlatego trzeba sobie zdawać sprawę, że jeśli dwóch młodych gejów będzie mieszkać i nocować w jednym pokoju, to prawdopodobieństwo, iż dojdzie między nimi do współżycia seksualnego, jest o wiele większe, niż w przypadku młodego mężczyzny i młodej kobiety w takiej samej sytuacji.
Arcybiskup Rembert Weakland OSB po przejściu na emeryturę powiedział w wywiadzie, że będąc duchownym utrzymywał stosunki homoseksualne z wieloma partnerami. Fot. Steve Liss/The LIFE Images Collection via Getty Images
Tak to wygląda – i jest oczywiste, do czego w wielu wypadkach musi to prowadzić i jakie konsekwencje musi to mieć dla całego zakonnego czy kapłańskiego życia. Jeżeli zasadniczą przyczyną pójścia do seminarium czy nowicjatu jest chęć ukrycia swojej skłonności homoseksualnej, to, po pierwsze, można mieć wielkie wątpliwości co do tego, ile w ogóle jest warte takie powołanie, a po drugie, należy oczekiwać, że w otoczeniu ludzi o takich samych skłonnościach te inklinacje raczej tylko jeszcze się wzmocnią i doprowadzą do czynów.

Tym gorzej jest oczywiście wówczas, gdy członkami takich klik są także sami przełożeni seminarium oraz wykładowcy. To jeszcze bardziej wzmacnia procesy degradacji. W dodatku, kiedy tacy mężczyźni zostaną wyświęceni na kapłanów (a potem nieraz także na biskupów, a nawet staną się kardynałami), będą w takie życie wciągać młodzieńców, a potem, jako swoich partnerów, wysyłać ich do seminariów, promować i chronić, aby nie spotkały ich żadne trudności czy nieprzyjemności. To są ludzkie zależności, to jest mechanizm, który musi prowadzić do wielu wykroczeń i grzechów, do wielu ludzkich krzywd, a potem do wielu skandali i kompromitacji Kościoła.

Nie trzeba nawet znać aktualnych doniesień medialnych, wystarczy znać ten mechanizm, by z góry wiedzieć, co musi się dziać w Kościele, jakie niegodziwości i tragedie muszą mieć w nim miejsce, gdy homoseksualiści zaczynają być masowo przyjmowani do seminariów i nowicjatów, a co gorsza, gdy zaczynają w nich dominować, a potem, w konsekwencji, dominować w całym Kościele.

Droga homoseksualnej degradacji

Trudno jest duchowo normalnie rozwijać się ludziom, którzy już w seminarium permanentnie żyją w grzechach śmiertelnych, którzy już w tym czasie szczycą się na przykład tym, że zdążyli mieć kilkudziesięciu partnerów seksualnych. Dla takich ludzi chrześcijaństwo, łaska i wyższe wartości stają się raczej jakąś abstrakcją, jakąś oficjalną ideologią Kościoła, którą oni, jako jego funkcjonariusze, muszą głosić, ale w którą sami nie bardzo wierzą (podobnie jak choćby funkcjonariusze późnego komunizmu w Europie Wschodniej). Tak naprawdę chodzi im o to, co niższe, co materialne i zmysłowe, chodzi im o luksus, o wygodę, o dominację, o władzę i karierę, a często także o nieustanną rozpustę.
Arcybiskup Józef Wesołowski oskarżony został o seksualne wykorzystywanie nieletnich oraz posiadanie dziecięcej pornografii. Fot. PAP/ EPA/ORLANDO
Oni raczej nie będą dążyć do pracy wśród najbiedniejszych albo na terenach misyjnych, będą uciekać od zadań trudnych i bardziej wymagających. Nie będą w stanie zaryzykować czegoś więcej, na przykład w sferze publicznej czy medialnej zdecydowanie przeciwstawić się wrogom Chrystusa lub Kościoła. Zamiast tego będą dążyć raczej do szczytów władzy kościelnej, które, po ich osiągnięciu, uczynią nie tyle szczytami duchowości i pokornej służby, co raczej szczytami pychy i obłudy, szczytami bogactwa i luksusu, szczytami rozwiązłości i zakłamania. Tak będą uprawiać antyewangelię i dawać antyświadectwo w czystej postaci. Będą jak oficerowie, którzy przeszli na żołd śmiertelnie wrogiej armii.

Cóż zresztą miałoby jeszcze takim duchownym pomóc, co miałoby ich nawrócić i uratować, skoro codziennie obcują z rzeczami najświętszymi – przede wszystkim z łaską, z sakramentami oraz Słowem Bożym, a zarazem depczą ich sens i wartość, tak bardzo deprawując i zatwardzając swoje sumienia, tak nieustannie pławiąc się w najcięższych grzechach?

Zamiast starać się o nawrócenie, będą raczej coraz bardziej starać się o zamaskowanie swoich grzechów, a także o wciągnięcie w nie innych. Wobec jednych będą to czynić przy pomocy pokusy, wobec innych przy pomocy groźby, także dopuszczając się oczywistych przestępstw, za które, według prawa świeckiego, powinni trafić na wiele lat do więzienia.

To właśnie z powodu takiej postawy duchowej owi duchowni z reguły nigdy za nic nie przepraszają, nie przyznają się do winy, nie pokutują. Raczej uciekają w jakiejś absurdalne usprawiedliwienia. Nawet jeżeli ich winy staną się jak najbardziej oczywiste i publicznie znane. Widać, że ich serca należą do najbardziej skamieniałych i zatwardziałych, najtrudniejszych do nawrócenia. Raczej nie powinno tu się żywić jakichś złudzeń.

Problem jest naprawdę ogromny, ponieważ na podstawie opublikowanej literatury oraz innych dostępnych mi danych, między innymi z kręgów tajnych służb, można szacować, że na przykład w Stanach Zjednoczonych około 40 proc. księży i do 50 proc. biskupów ma takie skłonności, z czego nawet połowa z nich w pewnych okresach swojego życia jest aktywna homoseksualnie – podobnie, jak to czynił ich wielki patron, „wzór”, promotor i obrońca, kardynał Theodore McCarrick czy arcybiskup Rembert Weakland OSB.
Arcybiskup Juliusz Paetz złożył w roku 2002 rezygnację z obowiązków metropolity poznańskiego po upublicznieniu zarzutów pod jego adresem o molestowanie seksualne kleryków. Fot. PAP/Bogdan Borowiak
Kapłaństwo katolickie coraz bardziej zasłużenie zyskuje tam miano gay profession, a wszyscy duchowni geje znani ze skandali, które wywołali, stanowią jedynie wierzchołek góry lodowej. Jest to tym łatwiejsze do ustalenia, że w Stanach Zjednoczonych Federalne Biuro Śledcze (FBI), czyli najpotężniejsza agencja wywiadowcza państwa, rutynowo zajmuje się obserwacją osób duchownych ze względu na ich aktualne lub potencjalne znaczenie społeczne. W Ameryce Południowej, w Watykanie, a także w szeregu innych krajów Europy bywa niestety bardzo podobnie, a nawet jeszcze gorzej.

Natomiast najgorszą opinię pod tym względem mają służby dyplomatyczne Watykanu. Jest tak zwłaszcza dlatego, że praca w nuncjaturach rozrzuconych w różnych krajach świata daje szczególną okazję łatwiejszego do ukrycia swobodnego życia homoseksualnego. Tak było choćby w przypadku włoskiego księdza Battisty Ricca, który podczas swojej pracy w nuncjaturze w Urugwaju stał się znany z niesłychanie rozpustnego, orgiastycznego życia homoseksualnego, doprowadzając nim do niesłychanego skandalu. Nie przeszkodziło mu to w wielkiej karierze w Kościele. Dzisiaj jest jedną z najważniejszych osób w Watykanie, odpowiedzialnym za Bank Watykański oraz dyrektorem Domu św. Marty, czyli watykańskiego hotelu dla biskupów i kardynałów. Homomafia potrafiła go bardzo skutecznie obronić i promować.

Podobnie było w przypadku polskiego hierarchy (pochodzącego z mojej Archidiecezji Krakowskiej), księdza arcybiskupa Józefa Wesołowskiego, nuncjusza na Dominikanie, który stał się znany z szukania seksualnych przygód z biednymi młodzieńcami tego kraju. Jak widać, także watykańscy dyplomaci dopuszczają się przestępstw w krajach, w których pracują.

Gdy tego rodzaju dyplomata obejmuje nową placówkę, uczciwi biskupi mówią: „musimy chronić przed nim chłopców i kleryków.” To bardzo smutne świadectwo. W ten sposób Kościół zamienia się w swoje przeciwieństwo, a największy wpływ na pracę Episkopatu oraz na mianowanie nowych biskupów zaczynają mieć osoby, które działają wbrew podstawowemu nauczaniu oraz normom antropologicznym i moralnym Kościoła.

Jednak umieszczanie tego typu ludzi na kluczowych miejscach w Kościele powoduje, że homomafia może się tym łatwiej multiplikować, odnawiać i ekspandować. Może biskupstwa i inne odpowiedzialne funkcje traktować jak łup, który tylko im albo przede wszystkim im się należy. To oznacza, że na najwyższe stanowiska w Kościele zostają promowani ludzie, którzy właśnie najmniej do tego się nadają. A wtedy im wyżej w Kościele, tym gorzej. Wtedy w wielu jego wysokich kręgach tacy duchowni mogą stanowić nawet większość. Wtedy na samych szczytach Kościoła zaczyna panować potworna obłuda i zakłamanie, wtedy Kościół zaczynać gnić od samej głowy, samego swojego „mózgu”.

Czy homolobby kryło księży pedofilów?

Tylko ujawnienie nieformalnych struktur i twarde przestrzeganie zakazu święcenia gejów, jaki wydał Benedykt XVI, może realnie oczyścić Kościół ze skandali seksualnych.

zobacz więcej
Właśnie dlatego nawet jeśli jakiś przypadek homoseksualnych nadużyć zostanie zgłoszony do nuncjusza lub Watykanu, jego wyjaśnienia nie powinno się oczekiwać przed upływem stu lat, czyli nigdy (chyba że za sprawę zabiorą się dziennikarze czy prokuratorzy świeccy). Materiały dowodowe „zaginą” albo zostaną wprost zniszczone, w razie czego można jeszcze zasłonić wszystko „tajemnicą papieską”, instrumentem nadużywanym do zakrywania poważnych przestępstw.

Trudno o większe samozaparcie i bardziej fatalne w skutkach dążenie do samozniszczenia Kościoła. Nie tylko w wymiarze doczesnym, ale przede wszystkim wiecznym. Tacy najwyżej postawieni duchowni zaczynają zagrażać sprawie najświętszej, najważniejszej – zbawieniu wiecznemu siebie samych oraz całych rzesz ludzi im powierzonych oraz wszystkich innych, na których mają jakikolwiek wpływ. Zaiste, prawdziwe dzieło Judasza i dzieło Kaina.

Dzieje się tak pomimo faktu, iż tego rodzaju duchowni często o wiele bardziej zasługują na miejsce w więzieniu niż na szczytach Kościoła. Na miejsce w więzieniu zasłużył zwłaszcza kardynał Theodore McCarrick. Nie tylko za molestowanie i gwałty na chłopcach, ale także za seryjne molestowanie i gwałty na klerykach. Ileż złamanych albo zdeprawowanych powołań ma on na sumieniu! Przecież w analogicznych przypadkach – na przykład gdyby jakiś generał seryjnie molestował i gwałcił studentki wyższej szkoły wojskowej, która mu podlega – sprawca takich przestępstw resztę życia spędziłby w więzieniu.

W Kościele taki arcypasterz co najwyżej zostaje odsunięty na wcześniejszą emeryturę, żyjąc w arcyluksusowych warunkach. A do tego zasadniczo dochodzi dopiero wtedy, gdy jego przestępstwa ujawnią dziennikarze i prokuratorzy, gdy już nawet kościelne homolobby nie jest w stanie go obronić i utrzymać na stanowisku.

Natomiast bez tego zewnętrznego nacisku Kościół na ogół nie radzi sobie z takimi homoseksualnymi bestiami. Zachowuje się jak sparaliżowany wobec oczywistego zła w swoich własnych szeregach, wobec oczywistego zaprzeczenia swojego nauczania, wobec oczywistej autokompromitacji i samozniszczenia. Bo tak potężne są jego kliki homoseksualne, dbające nade wszystko o nietykalność swoich członków. Dzięki temu im wyżej oni stoją, tym bardziej czują się bezkarni.

Pasożytowanie na Kościele

W ten sposób Kościół paraliżuje jego wewnętrzna homomafia, która jak kolonia pasożytów dba przede wszystkim o siebie, a nie o nosiciela, kosztem którego żyje. Tylko jej istnienie może wyjaśnić, dlaczego tacy duchowni mogą piastować aż tak wysokie stanowiska i prawie zawsze pozostawać aż tak bezkarni. A takich ludzi jest w Kościele cały legion.
Ksiądz Dariusz Oko „Lawendowa mafia. Z papieżami i biskupami przeciwko homoklikom w Kościele”, Wydawnictwo AA, Kraków 2020
Trzeba jednak dobrze rozumieć, co oznacza to dla nich samych oraz dla całego Kościoła, jakie procesy zaczynają w nich i w nim zachodzić. To jest niezwykle ważne, a dotąd nie było wystarczająco przedmiotem namysłu ani teologów, ani duszpasterzy. Dla nich samych oznacza to postępujący proces duchowego samozniszczenia, proces coraz większej moralnej degrengolady. Życie zanurzone w grzechu staje się dla nich normą, a zwykła przyzwoitość – co najwyżej naiwnością i głupotą.

Każdy człowiek, także kapłan, jeśli chce, może sobie zracjonalizować każde zło, może dorobić usprawiedliwiającą teorię do każdego swojego grzechu. Jednak w ten sposób jeszcze bardziej zmniejsza swoje szanse na nawrócenie, bo wtedy w ogóle, u samego korzenia neguje jego potrzebę. Niezależnie od tego rodzaju teorii tacy duchowni ciągle dobrze zdają sobie sprawę, jak bardzo ich postępowanie jest sprzeczne z nauczaniem Kościoła oraz z tym, co sami głoszą lub przynajmniej powinni głosić. Wiedzą, że nawet częściowe ujawnienie rozmiaru tego rozdźwięku grozi im utratą ich pozycji oraz rozmaitych korzyści z tego płynących.

Dlatego za wszelką cenę starają się ukryć prawdę o sobie pod maską pobożnych mów i gestów – bez względu na to, jak w ich przypadku byłyby one sztuczne i martwe. Zapadają na typową chorobę zawodową duchownych – hipokryzję, coraz bardziej żyją jak typowi, wzorcowi obłudnicy i faryzeusze.

Z tego powodu łatwo stają się też „ślepymi przewodnikami ślepych” (Mt 15, 14), bo wiedząc, ile im samym można wypomnieć i zarzucić, unikają jasnego przedstawiania wiernym wymagań Ewangelii i nauczania Kościoła.

– ksiądz Dariusz Oko
kapłan archidiecezji krakowskiej, doktor habilitowany filozofii, profesor Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II, kierownik Katedry Kultury Wydziału Filozoficznego tej uczelni, wieloletni duszpasterz studentów i służby zdrowia


TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

12.10.2020
Zdjęcie główne: Kardynał Theodore McCarrick wita papieża Franciszka w Katedrze św. Mateusza Apostoła w Waszyngtonie, 23 września 2015 r. Fot. Jonathan Newton-Pool/Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Bill Gates chciał zasłonić Słońce. Dziś spada jego gwiazda
Twórca Microsoftu miał obsesję na tle Nagrody Nobla. Na liście zaszczytów i tytułów brakowało mu tego trofeum.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Chodzą za nami agenci KGB
Wspomnienia korespondenta polskiej gazety z kraju Łukaszenki.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Rewolucjoniści szaleją na najlepszych uniwersytetach
Władze Wielkiej Brytanii planują zacząć walczyć z ograniczaniem wolności słowa na uczelniach.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Demokracja w stanie grzechu śmiertelnego
Apostazja stała się podstawową zasadą polityki.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
EURO – turniej rozgrywany w przerwie meczu o Superligę
Nie ma lepszego sposobu odwracania uwagi od mętnych i pokrętnych sprawek piłeczki kopanej, jak porządnie haratnąć w gałę.