Felietony

Feminizm zdjął z mężczyzn odpowiedzialność

Prawo do aborcji czy antykoncepcja w zasięgu ręki przetarły szlak oddzielaniu seksu od prokreacji. A korzyść w tym dostrzegło mnóstwo mężczyzn szukających przelotnych związków z kobietami bez takich konsekwencji, jak ciąża.

Po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w kwestii prawa do aborcji eugenicznej słychać tu i ówdzie, że w Polsce podniósł się bunt kobiet. Oto – jak donoszą rozmaite media – na ulice polskich miast wyszła w swojej licznej reprezentacji płeć piękna, żeby upomnieć się o należne jej swobody obywatelskie.

Prawo do aborcji (nie tylko eugenicznej, generalnie bez ograniczeń) to sztandarowy postulat ruchów feministycznych oraz sprzyjających im środowisk lewicowych i liberalnych. W skrócie ich narracja brzmi następująco: kobieta jest właścicielką swojej macicy i nikomu nic do tego, co z nią robi. Nienarodzone dziecko zaś – wbrew temu, co twierdzą orędownicy opcji pro life – to nie człowiek, lecz „zlepek komórek”. Dlatego nie ma mowy o jego podmiotowości.

Ktoś może jednak przytomnie zauważyć, że w sytuacji, w której poczęte jest nowe życie ludzkie, coś do powiedzenia powinien mieć oprócz matki jeszcze ojciec. Jego człowieczeństwa nikt nie poddaje w wątpliwość, więc w takich okolicznościach również i jemu przysługuje głos. Zwolennicy opcji pro-choice jednak kontrargumentują, że to na kobiecie spoczywają trudy ciąży. Tak więc – wnioskują oni – tylko jej wolno decydować o tym, czy dziecko urodzić czy się płodu pozbyć.
Demonstracja przeciw projektowi ustawy ograniczającemu swobodę aborcji w Polsce. Rok 2016, Warszawa. Fot. Anna Ferensowicz/Pacific Press/LightRocket via Getty Images
Skądinąd dezawuowanie roli ojca jest charakterystyczne dla narracji feministek i ich sojuszników. Wpisuje się ono w wizję świata, w której mężczyźni na przestrzeni dziejów uciskali kobiety – często degradując ich tożsamość płciową do funkcji rozrodczych – i dopiero XX-wieczne zdobycze postępu przerwały to pasmo cierpień. Oto bowiem dzięki ruchom emancypacyjnym nastąpiły istotne zmiany cywilizacyjne. Doprowadziły one do tego, że patriarchat zadrżał w posadach – panie wybiły się na samodzielność zrzucając z siebie jarzmo represyjnej władzy samców. Teraz mogą się one cieszyć wolnością wybierając, jak chcą żyć.

Czy jednak tak jest rzeczywiście? A może to tylko złudzenie wywołane ideologicznymi przekazami, które dominują odkąd lewicowcy i liberałowie przeprowadzili w krajach zachodnich zwycięski marsz przez instytucje? Żeby odpowiedzieć na te pytania, warto zastanowić się nad tym, w czyim interesie jest realizacja tak zwanych praw reprodukcyjnych, którymi obóz pro choice uzasadnia swoje roszczenia dotyczące szerokiej dostępności do aborcji i antykoncepcji. Tradycyjny model rodziny nakładał na męża brzemię odpowiedzialności za żonę i ich wspólne potomstwo. Rzecz jasna z takim obrazem przeszłości można polemizować wskazując, że przedstawia on wyidealizowany obraz świata sprzed rewolucji obyczajowych, które przeorały społeczeństwa w XX stuleciu. Przecież w minionych czasach, mimo powszechnie obowiązujących rygorów moralnych, zdradzanie żon przez mężów było na porządku dziennym. Rozprawianie o dawnym poczuciu odpowiedzialności panów zatem nie ma sensu.

Rzecz w tym, że właśnie wspomniane wyżej dalekie od wzorów zachowania mężczyzn świadczą o tym, iż feminizm okazał się przez wielu z nich czymś pożądanym. Na ów mechanizm psychologiczny zwrócili uwagę z różnych światopoglądowych perspektyw amerykański publicysta Dinesh D’Souza i francuski pisarz Michel Houellebecq.

Znamienne, że pierwszy z nich to twardy konserwatysta, drugi zaś – abnegat, który mentalnie został ukształtowany przez hipisowską kontrkulturę, choć się później nią rozczarował i zaczął ją w swojej twórczości demaskować.

D’Souza jest autorem wydanej w roku 2007 książki „The Enemy at Home. The Cultural Left and Its Responsibility for 9/11” (niegdyś jej fragmenty po polsku ukazały się na łamach magazynu „Europa” – weekendowego dodatku do „Dziennika”).

Kim są panie, które każą wszystkim „wypier…”? Przewodnik po polskim feminizmie

Przyszłość polityki czy gwiazdy jednego sezonu?

zobacz więcej
Pada w niej teza, że feminizm od swojego zarania cieszył się cichym poparciem wielu mężczyzn. Zwietrzyli oni bowiem w nim szansę… na to, żeby się samemu wyemancypować względem tradycyjnego porządku społecznego. Uznali, że dzięki realizacji wysuwanych przez feministki postulatów – takich, jak ekonomiczne i społeczne usamodzielnienie się kobiet – mogliby zdjąć z siebie odpowiedzialność za rodzinę.

Podobny tok myślenia odnajdujemy w eseju Houellebecqa „Drugie stadium ludzkości” z roku 1998 (tekst ten po polsku ukazał się w jego książce „Interwencje 2”). Według autora, takie zdobycze feminizmu, jak prawo do aborcji czy antykoncepcja w zasięgu ręki, przetarły szlak oddzielaniu seksu od prokreacji. A korzyść w tym dostrzegło mnóstwo mężczyzn szukających przelotnych związków z kobietami bez takich konsekwencji, jak ciąża.

Dlatego jeśli dziś możemy przeczytać czy usłyszeć, że protesty przeciw wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego są nie tylko wystąpieniami kobiet, to jest to prawda. Tak, wielu mężczyzn w Polsce opowiada się za prawem do aborcji. Dlatego, że to nie oni przechodzą przez koszmar, jakim jest usuwanie ciąży.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: 30 października 2020, mężczyzna na wiecu proaborcyjnym w Warszawie. Fot. Krystian Dobuszynski/NurPhoto via Getty Images
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Czy Kościół nam narzuca kodeks moralnego zamordyzmu?
To nie wypełnianie religijnego Prawa, lecz łaska Boża zbawia człowieka. Może on ją przyjąć lub odrzucić.
Felietony Najnowsze wydanie
Być
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Dystans
Satyra Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Z czego się śmieją autorytety z Facebooka?
Każdy ma prawo być sobą w swojej wiosce i w swoim miasteczku, i ma prawo stanowić o życiu tej społeczności.
Felietony Poprzednie wydanie
Dlaczego Niemcom wolno więcej? Bo mają lepszą „kulturę”?
Germański nacjonalizm pod maską praworządności.