Kultura

400 iniekcji i prześwietlenie. Pacjentka z Jasnej Góry

Zastrzyki czy wlewki? Wosk czy klej? Jak podtrzymać „zdrowie” tej jedynej w swoim rodzaju pacjentki? Chodzi bowiem o kondycję obrazu Matki Bożej z Jasnej Góry obecnego tam od 1382 roku. Jego „naczelnym lekarzem” jest od ponad czterdziestu lat profesor Wojciech Kurpik, niegdyś rektor warszawskiej ASP, wybitny znawca częstochowskiej Madonny.

Profesor (rocznik 1931), kiedy został zaproszony do zespołu opiekującego się obrazem, miał już za sobą lata pracy i studiów nad ikonami – i nad drewnem – zwłaszcza w Pracowni Konserwatorskiej Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku. Od początku próbował działać jak człowiek renesansu: po maturze w warszawskim liceum fotograficznym poszedł na ASP, gdzie studiował konserwację malarstwa i rzeźby polichromowanej, zrobił jeszcze magisterium z konserwacji zabytków na UMK w Toruniu, ale doktorat – z drewna – obronił w SGGW. Z ikonami pracował nie tylko na Podkarpaciu, ale też w słowackim Bardejowie. A w latach 1968-1969 wraz z wieloma innymi polskimi i światowymi konserwatorami ratował we Florencji zabytki zniszczone w słynnej powodzi w 1966 roku, gdy wylała rzeka Arno.

A potem był rok 1979 i zaproszenie na Jasną Górę, bo najważniejszy dla Polaków święty obraz jest w stanie wymagającym natychmiastowej pomocy.

Sejf niewidoczny dla pielgrzymów

Jego historia nigdy nie była łatwa, a już w XX wieku szczególnie: w 1909 roku obraz został brutalnie okradziony z klejnotów („Bezceremonialnie wyrwano precjoza stanowiące ozdoby galonów i mankietów, niszcząc przy tym otaczające je malowidło, skradziono perłową sukienkę z XVIII wieku, a także korony ofiarowane przez papieża Klemensa XI w 1717 roku” – opisuje prof. Kurpik), a w 1910 roku obraz umieszczono w – niewidocznym dla pielgrzymów – sejfie zainstalowanym z tyłu, co wymagało wprowadzenia stalowych konstrukcji i przebudowy zaplecza ołtarza. Czy prowadząc te prace, chroniono obraz, zasłaniając go choćby przed kurzem i pyłem?

W 1925 roku – po raz pierwszy od napraw wykonanych przed 500 laty pod patronatem Władysława Jagiełły – podjęto rozległe badania konserwatorskie i prace nad zabezpieczeniem Czarnej Madonny. Można założyć, że do wojny ikona została dobrze przygotowana.
Wojciech Kurpik. Piękne Sacrum
Bo przez cały okres II wojny światowej obraz pozostawał w ukryciu! „Przez pierwsze tygodnie, nim przygotowano właściwe schronienie, obraz przebywał w skrytce, gdzie panowała podwyższona wilgotność, co zakłóciło równowagę higroskopijną w drewnie podłoża, które rozszerzając się, a po przeniesieniu w inne suche miejsce kurcząc, osłabiło strukturę i przyczepność pokrywającej go zaprawy z malowidłem” – pisze profesor w niezwykłej księdze „Częstochowska Hodegetria” (wyd. Paulinianum” ). Niezwykłej, bo obejmującej zagadnienia nie tylko z historii sztuki i sztuki konserwacji. I przez to wciągającej nie tylko miłośników Jasnogórskiej Matki Bożej. Profesor opisuje wszystkie kolejne działania, nie tylko swoje, ale i swoich poprzedników i na tym nie poprzestaje, o czym w drugiej części opowieści.

Pleśń żywiła się na kleju

W każdym razie w roku 1979 sytuacja nie jest dobra: powrót obrazu w 1945 roku do ołtarza i klimatu kaplicy wywołał reakcję drewna. Wyjęty ze skrytki obraz był pokryty pleśnią. „Oczywiście, szybko ją usunięto” – opowiadał Wojciech Kurpik w 2017 roku na łamach „Rzeczpospolitej” – „Ale wcześniej pleśń żywiła się na kleju, który stanowi spoiwo kredowej zaprawy pod farbą i łączy płótno z deską. Próbowano to ratować woskiem, ale pozostawał on głównie na powierzchni obrazu, nie był w stanie wniknąć głęboko w strukturę”.

„Pierwszą decyzją komisji było zaniechanie dotychczasowych wzmocnień zaprawy przy pomocy wosku i zastąpienie go środkiem dyspersyjnym, który zastosowany do zastrzyków, poza klejeniem luźnych cząstek zaprawy, jednocześnie czyni je elastycznymi, pozwalając na ich ułożenie bez wykruszeń, powstających zawsze, gdy zaprawa pozostaje sztywna, co ma miejsce przy wosku” – pisze prof. Kurpik w swoim dziele.

Kiedy sztuka rymowała się z religią

Ci, którzy stanęli murem w sprzeciwie wobec „komuchów”, po transformacji zostali wymienieni na „modniejszych”, bardziej europejskich, kosmopolitycznych.

zobacz więcej
Przyszła pora na emulsje, wykoncypowane i wypróbowane przez Wojciecha Kurpika jeszcze podczas ratowania ikon w Sanoku. „Zdecydowano się na zastosowanie środka umożliwiającego dość dobre związanie porozdzielanych warstw malarskiej i płótna z drewnem podłoża, a mianowicie dyspersji wodnej polioctanu winylu” – wyjaśnia skromnie pan profesor, nie wchodząc w tajniki swoich odkryć. „Środek ten, choć znany już wówczas od wielu lat, wciąż budził obiekcje z powodu negatywnych cech, jakimi obarczone były jego gotowe produkty fabryczne. Cechy te można było w znacznym zakresie zneutralizować, stosując odpowiednie dodatki lub modyfikując proces sporządzania dyspersji”.

Inaczej mówiąc: używano emulsji polioctanu winylu przygotowanej specjalnie według receptury Wojciecha Kurpika, sporządzonej w Pracowni Konserwatorskiej Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku i stosowanej od lat 60. do konserwacji i zabezpieczania ikon. „Wielka liczba dokonanych tam z pozytywnym rezultatem zabiegów” – pisze prof. Kurpik – oraz możliwość kontrolowania wyników przez ponad dwadzieścia lat upoważniała także i w tym wypadku do użycia omawianego środka”.


– Profesor jest po prostu wybitnym miłośnikiem swojego zawodu i wybitnym specjalistą – podkreśla Kamilla Pereta, Główny Konserwator i Kierownik Działu Konserwacji w Muzeum Łazienki Królewskie w Warszawie. – Był recenzentem mojej pracy magisterskiej i była to jego ostatnia, przed oficjalną emeryturą, recenzja. Ale nie był to koniec naszych kontaktów, bo na jego pomoc w zawodowych wyzwaniach można zawsze liczyć. Kiedyś spędzałam wakacje nad trudną konserwacją zniszczonego ważnego obrazu i to właśnie profesor – a dowiedział się o moim zleceniu przypadkowo – podsuwał mi pomysły kolejnych kroków ratunkowych, obmyślał nowe mieszanki i dodawał otuchy – wspomina.

Chirurgiczne zabiegi

Ale wracajmy na Jasną Górę, gdzie „przy końcu lat 80. sytuacja awaryjna warstw malarskich należała już do przeszłości”. Wojciech Kurpik i Jerzy Kozłowski, konserwator z Muzeum Narodowego w Warszawie „wykonali ponad 400 iniekcji wiążących spękane i rozwarstwione partie malowidła”. „To były iście chirurgiczne zabiegi” – wspominał profesor.
Trzeba jeszcze dodać, że powierzchnie wymagające interwencji były i niewielkie, i całkiem spore: do kilkudziesięciu centymetrów kwadratowych.

A przecież nie były to jedyne prace, jakie podejmował na Jasnej Górze zarówno prof. Wojciech Kurpik, jak i inni członkowie Komisji Konserwatorskiej Cudownego Obrazu. Włączono program izolacji termicznej chroniącej obraz metalowej kabiny przed wilgocią, pojawiło się szkło pancerne od strony lica obrazu, uszczelniono stropy pod kabiną – tam, gdzie pielgrzymi obchodzą obraz na kolanach.

Warto też sięgnąć do książki pana profesora, aby poczytać o szczególnych działaniach na rzecz bezpieczeństwa obrazu.

W dodatku Matka Boska została zabrana na prześwietlenie! Wprawdzie nigdzie nie wyjechała, bo rentgen przyjechał do niej – byli to specjaliści z Wydziału Konserwacji Dzieł Sztuki ASP w Krakowie – ale pacjentką była. Obraz był też badany promieniami podczerwonymi i na różne inne sposoby.

To pozwoliło na rozbudowane dociekania historyczne i artystyczne: co jeszcze było namalowane pod sławnym wizerunkiem, jakie naprawdę rany skaleczyły obraz – czy od noża, czy od strzały, jak śpiewamy w pieśniach jasnogórskich – i jakie jeszcze ozdoby były na nim umieszczone.

I to może jest sedno związków profesora Wojciecha Kurpika z Matką Boską w jej Jasnogórskim Wizerunku: że nie poprzestał na samej tylko pracy konserwatorskiej, ale oddał obrazowi wszystkie swoje możliwości i umiejętności.

Nie dałoby się jej kupić za żadne sumy czy przywileje. Pani od El Greca

Nie skarżyła się na niegodziwości, których doświadczyła. Poczynając od największych przykrości, których nie oszczędzono jej i Hannie Sygietyńskiej, podając w wątpliwość wartość ich odkrycia.

zobacz więcej
– W tym przydatku nie można mówić o usłudze konserwatora. To, co robi pan profesor, to jest wielka posługa – mówi Kamilla Pereta, główna konserwator Lazienek Królewskich. – Profesor oddał Matce Boskiej z Jasnej Góry wszystkie swoje siły i umiejętności.

Posag Jadwigi

Prof. Kurpik podjął też poszukiwania – niemal detektywistyczne – dotyczące pochodzenia obrazu i jego skomplikowanych dziejów. Bo choć wszyscy wiedzą, że obraz znajduje się na Jasnej Górze od 1382 roku, to związane z tym dokumenty z czasów księcia Władysława Opolczyka pozwalają na różne możliwości interpretacyjne. Profesor Kurpik je podjął i obszernie w swoim dziele przedstawił.

Wystąpił z tezą, że obraz przywiózł do Polski nie ów książę, jak przez wieki utrzymywano, ale przyjechał on w wyposażeniu młodziutkiej Jadwigi Andegaweńskiej, koronowanej na króla Polski, dziś naszej świętej Jadwigi. Owszem, książę zawiózł obraz na Jasną Górę i tam zatroszczył się o jego byt, ale to nie on był ofiarodawcą.

Profesor Kurpik zapraszając do konsultacji historyków i łacinników, przełożył i przeanalizował raz jeszcze znane dokumenty – zwłaszcza przechowywany na Jasnej Górze rękopis „Translatio tabulae” z 1384 roku – i przedstawił swoją wersję: obraz sprowadziła na swój dwór Elżbieta Łokietkówna, matka węgierskiego króla Ludwika Wielkiego i babcia „naszej” Jadwigi. W swoim testamencie – objaśnia profesor Kurpik – zapisała w 1380 roku, że obraz Matki Bożej namalowany własnoręcznie przez św. Łukasza, pokryty złotem i srebrem, ofiaruje swojej synowej Elżbiecie Bośniaczce, matce królowej Jadwigi. A mama, jak to mama, chciała córeczkę wysyłaną na królewską misję do Polski, wyposażyć w to, co miała najlepszego i najważniejszego – wnioskuje prof. Kurpik – czyli w święty obraz, w którego cudowną opiekę wierzyła.
Wojciech Kurpik „Częstochowska Hodegetria”, wyd. Paulinianum, rok 2020
Tak jak i my wszyscy, którzy do dzisiaj na Jasną Góre pielgrzymujemy. Teraz, w czas pandemii, kiedy codziennie TVP transmituje Mszę świętą z kaplicy Cudownego Obrazu i każdy może tam się przenieść, można z nową wiedzą popatrzeć w niezwykłe oblicze. I docenić dzieło życia sędziwego profesora.

– Barbara Sulek-Kowalska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Kaplica Matki Boskiej Częstochowskiej. Fot. Philippe Giraud/Corbis via Getty Images
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Brytania rozwydrzonych i brutalnych możnych
Mordy, egzekucje i gwałty są na porządku dziennym. Na drogach grasują bandyci. Nowa powieść Kena Folletta szturmuje szczyty list bestsellerów.
Kultura Najnowsze wydanie
Mistrz kung-fu i cza-czy. Przyjaciel Polańskiego. Bruce Lee
Uczył reżysera samoobrony, a ten rewanżował mu się nauką jazdy na nartach. „Wejście smoka” miało premierę już po śmierci mistrza, „a producenci, którzy tak długo traktowali go z pogardą, zgarniali miliony” – wspominał Polański.
Kultura Poprzednie wydanie
Wróg judaizmu, wielbiciel kobiet. Woody niczego nie żałuje
Podziwia Szymborską i ujawnia szczegóły wizyty w rezydencji Polańskiego na Lazurowym Wybrzeżu.
Kultura wydanie 13.11.2020 – 20.11.2020
Mord pośród malin zaskakująco żywotny
To jest świat prawdziwie odjechany, gdzie śmiech miesza się z przerażeniem.
Kultura wydanie 30.10.2020 – 6.11.2020
W Narodowym: o strasznym łańcuchu pokoleń
Piotr Zaremba: Czy przywoływanie klasycznego już scenariusza filmowego Ingmara Bergmana ma sens dziś – w obliczu pandemii, która niszczy wszystkim życie?