Kultura

Dla pielgrzymów, kupców, szpiegów i ...

Na Woronicza Dzidziuś Górkiewicz wystawia gestapowców powstańcom, z pobliskiej zajezdni ruszają w Warszawę tramwajarze u Wandy Melcer (też mokotowianka!), chowają się tam bandyci z kryminałów Jarosława Klejnockiego, ale i klasyka PRL – Zygmunta Zaydler-Zborowskiego. Znalazło się tu miejsce i na Pole Mokotowskie, na Park Dreszera, na Ksawerów, ale też na Czerską, Mordor i Galmok.

Angielska aliteracja „armchair adventure” oznaczająca przygody, jakie można przeżyć, siedząc wygodnie w fotelu jest równie świetna, co nieprzekładalna. Szereg polskich przymiarek, od „fotelowych fantazji” po „okrakiem na otomanie”, prowadzi nas w stronę chybionych skojarzeń, bo nie o erotykę (erotykę na etażerce?) chodzi w tej frazie – nie przede wszystkim przynajmniej – lecz o paradoksalną możliwość przeżywania w zagłębieniu fotela przygód, jak powiedziałby sprzedawca sprzętu sportowego, outdoorowych. Przede wszystkim – wędrówek.

Można oczywiście, wsparłszy się na podłokietniku, szarżować gońcem na szachownicy, można licytować w pokera lub pokonywać smoka w grze RPG. Nic jednak nie da się porównać z rozpiętością doznań, jakie daje nam brnięcie przez śniegi Antarktydy, przez żwir Sahary, podciąganie się na klamrze wbitej w szczelinę uskoku, gdy tymczasem w rzeczywistości jedynym metalowym elementem, na którym zawisł nasz los, są tapicerskie sprężyny trzeszczące lekko, gdy sięgamy po filiżankę.

Zaczęło się od Dionizego Wędrowniczka

W podobny sposób czytano przez stulecia najpierw klasyczne itineraria, z czasem zaś również literaturę bardziej użytkową, czyli przewodniki. Co rozpoczął w czasach Hadriana aleksandryjczyk Dionisius Periegetes (Wędrowniczek), rozwijało się przez stulecia: zestawy konkretnych rad dotyczących widoków, zakwaterowania, potraw i innych uciech, przestróg przed owadami i zaleceń w kwestii pamiątek cenione były jednakowo przez pielgrzymów, kupców i szpiegów.


Dopiero jednak w pięknym wieku XIX za rywalizację na tym polu zabrali się na serio Karl Baedeker („Rheinreise von Mainz bis Cöln; ein Handbuch für Schnellreisende”, Kolonia, 1828) i John Murray („A Hand-book for Travellers on the Continent”, Londyn, 1838), z jak najlepszym zresztą skutkiem. Badacz temperamentów narodowych i kultury romantyzmu mógłby się zastanowić, na ile przypadkowy, na ile zaś znamienny był fakt, że Anglik najpierw zaczął publikować przewodniki po Europie i po Grecji, Niemiec zaś – po Nadrenii i Szwajcarii.
Czy turyści epoki wiktoriańskiej podziwiający kolumny Karnaku korzystali z publikacji pana Murray'a czy Baedekera? Fot. Henry Guttmann Collection/Hulton Archive/Getty Images
Większość jednak nie zaprzątała tym sobie głowy, gromadząc przez kolejne dekady poradniki Cooka i Berlitza, National Geographic i Michelina. Do dziś na najwyższych półkach księgarń trwa rywalizacja serii Fodor’s i Lonely Planet, Let’s Go i Rough Guides – oraz ich tysięcznych przekładów na języki narodowe, uzupełnionych o przewodniki po lokalnych górach, jaskiniach, muzeach, winnicach, portach, pałacach i toaletach.

Spacerkiem po Patriarszych Prudach

W drugiej połowie XX wieku ewolucja lektur dla entuzjastów podróży fotelowych dokonała kolejnego zwrotu, zapętlając się przy tym w elegancki kształt ósemki: swoją szansę na poczytanie dostali ci, którzy lubią-czytać-o zwiedzaniu-miejsc-o-których-czytali-przedtem. To dla nich powstały „literary guides”: dla wszystkich, dla których literatura jest bardziej realna niż życie, a jeśli nie bardziej realna, to przynajmniej równie ważna. Dla tych, którzy bawiąc przejazdem w Lubece, chcą koniecznie przejść trasę, którą spieszyła na wagary Tonia Buddenbrook, trafiwszy do Moskwy maszerują, nie wiedzieć czemu, na Patriarsze Prudy, a wylądowawszy w Nowym Jorku, pierwszą taksówkę biorą na Manhattan, bo w końcu tamtędy chodziły dziewczyny z opowiadań Salingera…

No właśnie. Wartość tej branży liczy się w milionach, na Amazonie znaleźć można wskazówki, jak iść tropem paryskich kryminałów i powieści latynoamerykańskich, przewodników po literackiej Wenecji są ze trzy tuziny (w każdym z nich uchyla panamy Gustav von Aschenbach), a znawcy nowszych gatunków literackich zaobserwowali już pewnie opowiadanie o kimś, kto spaceruje po mieście N. z książeczką opisującą przygody wcześniejszych bohaterów literackich wędrujących po mieście N., co byłoby postmodernistycznym odpowiednikiem zawiązania z ósemki węzła bosmańskiego.

Kto pojawia się na Woronicza?

W Polsce jednak brakowało do tej pory systemowego podejścia do sprawy, drogowskazów dla wszystkich okulałych, jedną nogą ugrzęzłych w fikcji. Owszem, w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu nr 4 wmurowano tablicę upamiętniającą dom Stanisława Wokulskiego, kilku dziennikom i agencjom eventowym udało się wydrukować fajne, jednorazowe spacerowniki, prowadzące nas śladami „Złego” Leopolda Tyrmanda czy „Morfiny” Szczepana Twardocha, a kto kocha poznańską Jeżycjadę Małgorzaty Musierowicz, ma do wyboru aż dwa tytuły, które pozwolą wypatrzeć łączkę przy Teatralce, kwiaciarnię Florek i willę pana Paszkieta.

Nie jest to jednak, przyznajmy, wiele, i kto chciałby powędrować na przykład tropami Antka z „Madame” Antoniego Libery, skazany był na klikaninę między e-bookiem a Google Maps. Przynajmniej do chwili, kiedy na scenę (i na mapę) wkroczył człowiek stu profesji: krytyk i publicysta, wydawca i muzyk, bibliofil i biblioman, a przytem warszawiak: Paweł Dunin-Wąsowicz.

Sylwia z Gibalaka

Wiesz, co zrobiono takiemu, co donosił? Obcięto nogi. Nożem. A potem zacisnęli drutem i po sprawie.

zobacz więcej
Na razie ukazały się trzy przewodniki warszawskie jego autorstwa: Żoliborski (2017), Praski (2018) i Mokotowski (2019). Sądząc z niektórych zdjęć, zamieszczanych na Facebooku, i stacji metra, na których udaje się czasem spotkać autora wraz z jego rowerem, można spodziewać się w najbliższym czasie również Ochockiego (nie Juliana, kuzyna Izabeli Łęckiej i znanego bohatera literackiego, lecz ochockiego – czyli opisującego klin między Żwirkami a torami na Radom): nie jest to jednak w żadnym razie wiadomość pewna, jedynie spekulacja.

Wszystkie trzy wolne są od ścisłych rygorów: króluje w nich fikcja, widma, bohaterowie z atramentem w tętnicach, znalazło się tam jednak miejsce i dla pisarzy, którzy związani byli z konkretną dzielnicą, zaplatali w niej supły swoich szlaków, pili, pisali. Nie ma Pragi bez Mirona Białoszewskiego, nie ma Żoliborza bez Jarosława Abramowa-Newerly’ego, nie ma Mokotowa bez Władysława Broniewskiego, więc ich całkiem realne M-3, parki na spacer z psem i wyszynki też się w tych książkach znalazły.

We wszystkich trzech autor z wielkopańską dezynwolturą wybiera, zamiast człapania ulica-po-ulicy, interesujące go „węzły” topograficzne, mikrorejony, niekoniecznie pokrywające się z Miejskim Systemem Informacji: w przewodniku mokotowskim znalazło się więc miejsce na Pole, na Park Dreszera, na Ksawerów, ale też na Czerską, Mordor i Galmok: to mi geografia III RP!

We wszystkich też przewodnikach Dunin-Wąsowicz nierównie więcej chyba miejsca, niż wynikałoby z rangi tych dzieł czy bodaj ich liczebności, poświęca swym ulubionym gatunkom: pulp fiction ostatniego ćwierćwiecza, czyli kryminałom, horrorom, orbitovscianom i tekstom walczących o uznanie lokalnych załóg punkowych. Ale nie znaczy to, że nie została oddana sprawiedliwość wszystkim staroświeckim nosicielom tużurka i brody jak łopata. Ba, nawet wierszokleta, bez którego nie może się obyć żadna notka o „obrazie Warszawy w literaturze”, czyli Adam Jarzębski, ten od „Gościńca, czyli krótkiego opisania Warszawy” z 1643 roku też się, jeśli mnie pamięć nie myli, pojawił. A jeśli nie, to pojawi się, w przewodniku staromiejskim.
Kto chciałby powędrować na przykład tropami Antka z „Madame”? Plac Wilsona na warszawskim Żoliborzu. Fot. PAP/Tomasz Gzell
Pamięć może mylić, bo trzy wydane już „Przewodniki..” to świadectwo wytrwałej i rzetelnej roboty, jedno z tych dzieł, które kojarzą nam się z wiekiem XIX, kiedy jeden polihistor załatwiał to, nad czym dziś biedzą się instytuty. Lista cytowanych w bibliografii pozycji z roku na rok jest dłuższa: strach pomyśleć, ile stron zajmie w ostatnim.

Trudno utrzymać do końca żartobliwy ton wobec rozmiarów tej pracy; tym bardziej, jeśli wziąć pod uwagę, jak bardzo takie zestawienie atramentowych bohaterów wyrywa nasze myślenie o przeszłości z przyzwyczajeń, kolein, plemienności.

Któż nie pojawia się na – cóż, miejsce publikacji tego tekstu zobowiązuje – Woronicza? Paweł Dunin-Wąsowicz wypatrzył tam bohaterów poematu heroikomicznego Doroty Masłowskiej i powstańczych opowiadań Stefana Stawińskiego (bardzo „mokotowski” autor!). Dzidziuś Górkiewicz wystawia na Woronicza gestapowców powstańcom, z pobliskiej zajezdni ruszają w Warszawę tramwajarze u Wandy Melcer (też mokotowianka!), chowają się tam bandyci z kryminałów Jarosława Klejnockiego, ale i klasyka PRL – Zygmunta Zaydler-Zborowskiego; na Woronicza 17 usiłują robić karierę bohaterowie Aleksandra Ścibora-Rylskiego, Mariusza Ziomeckiego, Andrzeja Horubały i Katarzyny Grocholi…

Co za miks nazwisk, których nie spotka się obok siebie na żadnym party, w żadnej antologii – chyba, że u Dunin-Wąsowicza. Literatura polska naprawdę jest jedna. I całe szczęście.

– Wojciech Stanisławski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Na razie ukazały się trzy przewodniki warszawskie.
Paweł Dunin-Wąsowicz , „Żoliborski przewodnik literacki”, Lampa i Iskra Boża, 2017; „Praski przewodnik literacki”, Fundacja Hereditas, 2018; „Mokotowski przewodnik literacki”, Fundacja Hereditas, 2019
Zdjęcie główne: Muzeum neonów w Warszawie. Fot. Tomasz Filipek/Pexels
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Brytania rozwydrzonych i brutalnych możnych
Mordy, egzekucje i gwałty są na porządku dziennym. Na drogach grasują bandyci. Nowa powieść Kena Folletta szturmuje szczyty list bestsellerów.
Kultura Najnowsze wydanie
Mistrz kung-fu i cza-czy. Przyjaciel Polańskiego. Bruce Lee
Uczył reżysera samoobrony, a ten rewanżował mu się nauką jazdy na nartach. „Wejście smoka” miało premierę już po śmierci mistrza, „a producenci, którzy tak długo traktowali go z pogardą, zgarniali miliony” – wspominał Polański.
Kultura Poprzednie wydanie
Wróg judaizmu, wielbiciel kobiet. Woody niczego nie żałuje
Podziwia Szymborską i ujawnia szczegóły wizyty w rezydencji Polańskiego na Lazurowym Wybrzeżu.
Kultura wydanie 13.11.2020 – 20.11.2020
Mord pośród malin zaskakująco żywotny
To jest świat prawdziwie odjechany, gdzie śmiech miesza się z przerażeniem.
Kultura wydanie 30.10.2020 – 6.11.2020
W Narodowym: o strasznym łańcuchu pokoleń
Piotr Zaremba: Czy przywoływanie klasycznego już scenariusza filmowego Ingmara Bergmana ma sens dziś – w obliczu pandemii, która niszczy wszystkim życie?