Cywilizacja

Noszą go studentki i milionerki. Najbardziej demokratyczny strój świata

Szalona kariera nadeszła w szalonych latach 20. XX wieku. W 1925 roku Coco Chanel wystąpiła w beżowym dżersejowym kardiganie obszytym lamówkami, założonym do plisowanej, sięgającej tuż za kolano spódnicy. Dzianinowy żakiet Mademoiselle, choć uszyty z taniego, roboczego dżerseju kosztował nieprzyzwoicie słono.

Proszę Was – nie lekceważcie danych dostarczanych za pośrednictwem wynalazku pana Fahrenheita, udoskonalego przez pana Celsjusza. Się ochładza, bo ocieplenie klimatu nie zniwelowało do końca sezonowych przeobrażeń. A zadbanie o dogrzanie ciała to priorytet.

Nie chodzi o działanie dośrodkowe (to ostateczność), lecz otulinę zewnętrzną, zapewniającą dobrostan członkom i całemu jestestwu. A nie ma materii równie skutecznej w zakresie termoizolacji jak wełna. Wie o tym każda owca oraz inne ubrane w wełnę własnej produkcji zwierzaki.

Nie uszkodzicie ekosystemu, jeśli podbierzecie różnym kudłaczon nadmiar ich sierści. Skoro ten proceder trwa od ponad czterech tysięcy lat i owce, wielbłądy, lamy, kozy ani króliki (oraz inni dostrczyciele wełny) nie składają zażaleń ani nie doznają traumy z powodu uszczuplania ich okrywy włosowej, to widać tak ma być. Stoi nawet za tym prawo – konkretnie, kodeks Hammurabiego (1730 p.n.e.), w którym to znajdujemy wzmianki o wełnie.

Jak każde włókno, także to wełniane przerabia się na tekstylia na różne sposoby. Dziś chcę zwrócić oczy czytelników na oczka. Dzianinowe.

Dzierganie ma przeszłość

W przeciwieństwie do tkanin (tu podstawą są osnowa i wątek, a wykonanie na krosnach) – tekstyliów płaskich, dzianinowe struktury budowane są z jednej nitki. Tak jak podstawową komórką społeczną jest rodzina, tak bazą dzianin jest oczko, a raczej – rzędy i kolumny oczek. A oczko raz mikroskopijne, innym razem mierzone nawet w decymetrach. Czasem szyk zwarty, kiedy indziej ażurowy. W każdy przypadku technika „dziania” gwarantuje elastyczność i rozciagliwość we wszystkich kierunkach, plus przewiewność, co gdy trzeba grzeje, gdy trzeba – ziębi.

Jak zwykle, gdy odskrobać wierzchnią warstwę zjawiska, wyłaniają się połaci historii, nawet prehistorii. Podobno już przed paleolitem…

Ale kto wybada, kiedy naprawdę. Nasz praprzodek polował i łowił, a że już był sapiens, to kombinował, jak żywinę podejść. Wtedy stworzył sieci, w które ryba czy mniejszy zwierz się wplątywał, a człowiek wyplątywał. Pierwsze sieci wyrabiano z lian, rzemieni, zwierzęcych ścięgien. Nie były to dzianiny subtelne i nie wyobrażano sobie, że przełożą się kiedyś na przyodziewek.
W starożytności na wojenne potrzeby wynaleziono innego krewniaka dzianiny – kolczugę. Koszulkę niezbyt miłą ciału, bo wykonaną z kilkunastu tysięcy drobnych stalowych kółek, zespawanych tak, by tworzyły półelastyczą tunikę, często zintegrowaną z kapturem i rękawicami. Waga takiej zbroi kolczej (inna nazwa kolczugi) dochodziła nieraz do kilkunastu kilogramów, co wraz z innymi akcesoriami wojennymi już na wstępie eliminowało słabeuszy. Taki stroik, choć modelowano go wedle indywidualnych potrzeb, nie ułatwiał wojom aktywności podczas bitwy, za to chronił ich przed bezpośrednimi atakami przeciwnika.

Kolczugi trzymały się jeszcze na męskich torsach mocno, kiedy oczka zeszły do dołu. W znacznie subtelniejszej formie.

Nogi w awangardzie

Wieki średnie, jak wiadomo, były burzliwe. Jednak wojny – wojnami, a na dworach i w miastach życie biegło innym trybem. Moda gotycka sprawiła, że płeć brzydsza prezentowała się znacznie bardziej seksi, niż ta rzekomo ładniejsza, ale – wedle wymagań obyczaju – skromniejsza. Chłopaki zaś, ubrani w krótkie kaftany dbali o atrakcyjny wygląd kończyn dolnych. Były one bowiem widoczne w całej ich okazałości – z pupą włącznie.

Kobiety wyzwoliły się z jedwabiu, małolaty – z garniturów. Co kryzysy dają modzie?

Gdy w 1935 roku „Vogue” prezentuje zdjęcia dwóch mieszkanek Manhattanu ubranych jak kowbojki, denim zaczyna się wspinać na modowy szczyt.

zobacz więcej
Dolną część męskiego ciała obsługiwał tzw. pończosznik. Od jego kunsztu zależało, czy elegant miał dobrze opięte nogi, wyeksponowane mięśnie. Znano już krój ze skosu, sprawiający, że tkaniny (nawet sukno) układały się lepiej, stawały niemal elastyczne.

Od XIV stulecia na chłopięcych nogach zajarzyło ostrymi kolorami. Ba, oślepiło – bo zgodnie z zasadą mi-partie (pół na pół), często zakładano pończochy w kontrastowych barwach; niekiedy jedna tkanina była gładka, inna w pasy. A że spod krótkiej kaftano-bluzy (zwanej doublet) wystawałyby genitalia, z przodu doszywano trójkątną pochewkę. Z czasem ten dyskretny fragment uwydatniono; watowane woreczki na „skarby” urosły do rozmiarów pokaźnego saczka. Oto antenat późniejszych kalesonów.

Odtąd pończochy opinały męskie uda i łydki jak druga skóra. Nierzadko przechodziły płynnie w ciżmy o długich, zadartych noskach. W ten sposób przedłużone optycznie nogi nadawały sylwetce lekkości i dziewczęcego wdzięku. Pozwalały kokietować, jak wiele epok później dziewczynom w mini.

Ale prawdziwą rewolucją stało się wynalezienie trykotów. Czy ktoś z czytelników wyobraża sobie żmudę dziergania pończoch z jedwabnej, cienkiej jak włos nitki? Atak kiedyś było.

W Anglii w 1527 roku ruszyły pierwsze maszyny dziewiarskie. Jednak wyrobione tam jedwabne pończochy kosztowały majątek. Chłopi i mieszczanie nadal musieli zadowalać się tymi szytymi z lnu bądź wełny.

Wielkim fanem trykotów okazał się Henryk II, pierwszy znany nosiciel dzianinowych pończoch. Z niego wzięli przykład inni królowie oraz arystokracja. Renesansowy dwór lansował szlachetną biel. Takie właśnie śnieżne pończochy noszą na portretach najwięksi „dandysi” epoki renesansu – Henryk VIII przedstawiony przez Hansa Holbeina, Henryk II według Francoisa Cloueta, „Młodzieniec wśród róż” (nieznany z nazwiska kochanek Elżbiety I) Nicholasa Hilliarda.


Maszyny dziewiarskie ulepszył niejaki William Lee, pastor, który zbił majątek na królewskiej (męskiej?) próżności: w 1589 roku wyprawił się do Francji i na potrzeby króla Henryka IV wdrożył pończoszniczą produkcję w Rouen, która następnie przeniesiona została pod Paryż, na obrzeża Lasku Bulońskiego. Manufaktura funkcjonowała jeszcze długo, przeradzając się w prawdziwą szkołę dziewiarstwa. Ta zaś otrzymywała dotacje z królewskiej szkatuły, której na pończosznicze cele nie zawahał się uszczuplać Jean-Baptiste Colbert, minister Ludwika XIV.

W XIX stuleciu – wieku wynalazków i przemysłu, produkcja trykotów wreszcie została zautomatyzowana. W 1861 roku wynaleziono maszynę dziewiarską do seryjnego wyrobu dzianin. I wkrótce obleczono nimi całą ludzką sylwetkę.

Podprowadzony z wojny

Armia napoleońska podbiłaby świat, gdyby nie… zimno. Nad tym, jak podnieść morale wojska w starciu z niskimi temperaturami, zadumał się niejeden przywódca. Sukces odniósł dopiero James Thomas Brudenell (1797 – 1868), siódmy hrabia Cardigan, który chcąc pomóc swym żołnierzom walczącym na wojnie krymskiej (1853-56), ubrał ich w długie, wydziergane z czystej wełny żakiety, założone pod mundurowe kurty. Wzór ściągnął od rybaków, marynarzy i pracowników doków, którzy już od co najmniej dwóch wieków nosili takie okrycia. Cardigan miał niezły pomysł, ale nie przewidział, że klimat Krymu okaże się zdecydowanie za ciepły na wielowarstwowe okrycia.
James Thomas Brudenell (1797 – 1868), siódmy hrabia Cardigan. Fot. Hulton Archive/Getty Images
Na pewien czas dzianinowy docieplacz został więc porzucony, acz niezupełnie: używali go farmerzy i fani „nowoczesnych” sportów typu golf czy łyżwiarstwo, zaś około 1900 roku kardigan stał się „mundurkiem” drużyny baseballu przy Uniwersytecie Harvarda.

Jednak szalona kariera nadeszła dopiero w szalonych latach 20. XX wieku. W 1925 roku Coco Chanel wystąpiła w beżowym dżersejowym kardiganie obszytym lamówkami, założonym do plisowanej, sięgającej tuż za kolano spódnicy. Sweterek miał po bokach dwie kieszonki, a dopełniały go eleganckie „biżuteryjne” guziki oraz sznury sztucznych pereł. Dzianinowy żakiet Mademoiselle, choć uszyty z taniego, roboczego dżerseju kosztował nieprzyzwoicie słono. Ale co tam, za markowy design trzeba płacić – uznała pierwsza dama mody. I tak zostało.

Świat w stylu vintage. Czyli rewia mody z second handu

Mamy kryzys estetyki. Skarpetki do sandałów okropne, gdy włoży je sąsiad, ale gdy pokaże je na wybiegu Prada, czemu nie?

zobacz więcej
Ale to nie Coco umieściła swoje logo na widocznej stroni dżerseju. Na ten pomysł wpadł Jean Patou (1887 – 1936), pionier odzieży sportrowej, która niczego nie udawała poza tym, do czego była przeznaczona – czyli do ćwiczeń cielesnych. W połowie lat 20. XX wieku ktoś, kto chciał być modny i pretendował do elity – ten „się sportował”. Narty, pływanie, tenis, golf, rower, automobil, nawet samolot – do tych przyjemności trzeba było zakładać stosowny przyodziewek. Patou zaprojektował sweter z wrobionymi maszynowo literami „JP” w miejscu, gdzie w tradycyjnej marynarce znajdowała się kieszonka na poszetkę.

Królowe oczek

Kto właściwie zasługuje na miano króla/królowej dzianiny? Przez stulecia sweter był przyodziewkiem rybaków oraz marynarzy i nikomu nie śniło się, żeby wprowadzać pullowery (z grubej, szorstkiej wełny) na salony. Aż tu nagle…

Niejaka Elsa Schiaparelli (1890 – 1973), Włoszka, która „wymierzyła Paryżowi policzek”, jak uważał Yves Saint Laurent – za co paryscy snobi ja pokochali. W 1927 roku zaistniała na rynku kolekcja sweterków (zwanych dżampersami) dla pań. To była rewelacja, zarazem żart: w przody tych dzianin wrobione były imitacje kołnierzów, krawatek, kokard – zamiast realnych kołnierzyków i innych ozdób, noszony dodatkowo.

Z Elsą ścigała się Coco (Chanel), która upierała się, że to jej należy się palma pierwszeństwa: w 1913 roku wystąpiła w męskim kardiganie na plaży w Normandii. Niewątpliwie to Chanel zastosowała tani, bieliźniano-wojskowy dżersej jako surowiec do szycia kostiumów, które ubogacała biżuterią (często kosztowną – w jej przypadku były to sznury pereł od księcia Westmister) lub ich pasmanteryjną namiastką.

Jednak prawdziwą królową oczek ukrzyknięto Sonię Rykiel (1930 – 2016), francuską projektantkę mody, aktorkę, pisarkę i osobę, która stworzyła styl nazwany (przez nią) dé-mode (nie-moda). To nie była tylko projektantka, także, może przede wszystktim, kreatorka stylu życia kilku pokoleń, głównie pań.

Zaczęło się od tego, że gdy była w ciąży z pierwszym dzieckiem, wydziergała sobie sweterek. Czarny. Wkrótce potem kopie tego ciuszka pojawiły się w sprzedaży i podbiły Paryż, następnie świat. Były lata 60., dziewczyny zaczęły nosić kolorowe rajstopy, mini, ciuchy elastyczne i podkreślające swobodę ruchów. A w ogóle wszystkie chciały wyglądać jak Twiggy, Jane Birkin lub Jane Shrimpton.
Niezbyt drogie dzianiny marki Rykiel fantastycznie pasowały nowoczesnym, wyzwolonym dziewczynom. Sweterki „biednego chłopczyka”, jakby skurczone w praniu, w poziome paski, jednak o wyrafinowanym zestawie kolorystycznym, stały się znakiem rozpoznawczym tej marki. Gdy w dodatku trykoty Rykiel zaczęły nosić topowe aktorki jak Brigitte Bardot, Catherine Deneuve, Audrey Hepburn (to ona wykupiła w domu handlowym Lanze wszystkie kolory! ) – to wiadomo było, że sukces.

Naczelnym zamysłem Soni Rykiel była wygoda. To sprawiło, że jej dzianiny zaczęły nosić ubogie studentki i milionerki. Nie bez powodu produkcje spod znaku Rykiel bywają określane jako najbardziej demokratyczna moda świata.

To ja Was proszę: w nadchodzące sezony bądźcie modni/niemodni, retro lub tylko praktyczni – i noście oczka. Dwa na dwa czy bardziej skomplikowane. Warstwowo lub tak, by było miękko i ciepluchno. Pamiętajcie o armii Napoleona…

– Monika Małkowska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Wełniany sweter w geometryczne wzory dobrze się prezentuje na paryskiej ulica w maju 2020 roku. Fot. Edward Berthelot/Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Od milionera do zera. Czyli: czego nie życzymy Idze Świątek
Polska tenisistka na kortach zarobiła już grubo ponad 10 mln złotych. Ale musi pamiętać, że większość gwiazd sportu bankrutuje krótko po zakończeniu kariery.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Kim są panie, które każą „wypier…”? Mapa polskiego feminizmu
Przyszłość polityki czy gwiazdy jednego sezonu?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Wojna siedemdziesięciolatków. Czy o wyniku zdecydują „wstydliwi”?
Już wiadomo, kto przez najbliższe 4 lata będzie lokatorem Białego Domu: biały mężczyzna o w podeszłym wieku o jasnych włosach.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Nowe zaburzenie w czasach pandemii: lęk przed odcięciem od lajków
Czy można zachować psychiczną równowagę, gdy zarówno nauka, czas wolny, jak i kontakty z rówieśnikami są on line?
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Zrozumiały strach lekarzy. I jego możliwe tragiczne skutki
Dlaczego medycy „dezerterują” w czasie pandemii?