Rozmowy

Jakiego modelu Polski potrzebujemy?

Po wejściu Polski do NATO i Unii Europejskiej straciliśmy z oczu strategiczne cele, do których dążymy. Musimy od nowa ustalić, co powinniśmy jako kraj osiągnąć. Musimy również zmienić myślenie o gospodarce i patriotyzmie gospodarczym – mówi Remigiusz Kopoczek, prezes Kongresu 590. Piąta edycja forum gospodarczego miała rozpocząć się 21 października, ale z powodu pandemii została przełożona na wiosnę 2021 roku.

TYGODNIK TVP: Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi od lat prowadzi akcję „Polska Smakuje”. Ale nawet zachodnie koncerny spożywcze reklamują się naszym patriotyzmem narodowym, czego przykładem jest hasło „Kupuj, co polskie”. Każdy dziś mówi o odpowiedzialnych zakupach. Jak naprawdę wygląda nasz patriotyzm gospodarczy i na jakim – realnym – jest on poziomie?

REMIGIUSZ KOPOCZEK:
Niestety jest on na bardzo wczesnym etapie. Gdy na ulicy zapytamy przypadkowego przechodnia, co oznacza dla niego patriotyzm gospodarczy, to odpowie, że kupowanie polskich produktów. A to dopiero pierwszy krok w budowaniu świadomości. O wiele ważniejsza jest solidarność pomiędzy konsumentami i przedsiębiorcami, ale także między samymi przedsiębiorcami. W taki sposób, by tworzyć trwałe relacje wzmacniające zarówno dużych, jak i małych. Korzystne jest na przykład, żeby duży podmiot zlecał usługi i działania lokalnym firmom i instytucjom. Polski potentat powinien na dostawców czy podwykonawców wybierać polskie przedsiębiorstwa. Tylko wówczas każdy z nich będzie rósł w siłę, a podatki będą zostawały na lokalnym rynku, wspierając lokalnego konsumenta. Z kolei ten konsument będzie mógł kupić więcej produktów produkowanych przez potentata. Koło się zamyka.

Zapytałem o realny poziom naszej świadomości patriotycznej, bo wspomniany w pierwszym pytaniu dyskont sprzedaje hasłem „Kupuj, co polskie” popularny na świecie napój gazowany, chociaż on polski nie jest. Zastanawiam się, czy jest to szczególny rodzaj bezczelności, czy po prostu zachodnie koncerny zdają sobie sprawę z naszego braku elementarnej wiedzy?

Każdy konsument jest na innym etapie świadomości. Dlatego, by ułatwić mu wybór, powstają specjalne aplikacje. Dzięki zeskanowaniu lub wpisaniu nazwy produktu jesteśmy w stanie sprawdzić, czy i w jakiej formie dany koncern jest zaangażowany w sprawy polskie, jaka jest struktura jego udziałów, jakich ma poddostawców, podwykonawców, skąd bierze surowce, gdzie płaci podatki.
Ser koryciński z czarnuszką na stoisku akcji „Polska Smakuje” podczas spotkania „Szlakiem dobrych praktyk – PROW 2014-2020 oraz systemy jakości żywności” w siedzibie Ministerstwa Rolnictwa w Warszawie, grudzień 2019. Fot. PAP/Paweł Supernak
I wierzy pan, że ludzie robią zakupy ze smartfonem w ręku, by przypadkiem od Niemca czegoś nie kupić?

Oczywiście nie robimy tego na co dzień, ale przykład znanego napoju pokazuje, że możemy to bardzo łatwo zweryfikować. I mamy do tego narzędzia. Wspomniane działanie jest rzecz jasna bardzo nieeleganckie ze strony albo producenta, albo dystrybutora. Pytanie, czy zrobiono to świadomie, czy może była to jedynie nadgorliwość kogoś w dziale marketingu? Faktem jest, że na Zachodzie taka sytuacja nigdy by nie zaistniała i nie mogła mieć miejsca.

My rozmawiamy o rozpoznawalności producentów i produktów, a tymczasem problem wiedzy ekonomicznej Polaków jest głębszy: według badań BioStatu tylko 20 proc. wie, ile naprawdę wynoszą koszty zatrudnienia na umowę o pracę. Czterech na pięciu rodaków nie wie, ile naprawdę zarabia...

W Polsce faktycznie brakuje edukacji finansowej z prawdziwego zdarzenia. Powinna zaczynać się już w szkole podstawowej. W szkole średniej funkcjonuje co prawda coś, co nazywa się podstawami przedsiębiorczości, ale nikt nie traktuje tego poważnie. Dzisiaj nie mamy tzw. obycia finansowego. Jeśli w dzieciństwie nie poznamy podstaw ekonomii, to jesteśmy bezradni w świecie dorosłym.

A przecież finanse i gospodarka to nie jest wąska dziedzina maklerów. Ona otacza na co dzień nas wszystkich. Od rana do nocy. Przecież przynajmniej 80 proc. z nas musi wziąć kredyt mieszkaniowy. Umiejętność policzenia jego kosztów jest podstawą naszego funkcjonowania, bo spłacać go będziemy przez połowę swojego życia. I jego cena znacząco wpływa na nasz domowy budżet.

No właśnie. Gdy pytam swoich znajomych, ile kosztował ich kredyt, to nie umieją mi odpowiedzieć. Oni wiedzą, ile wynosi miesięczna rata. Nie zdają sobie sprawy, że za zaciągnięcie tego kredytu kupili dwa mieszkania. Jedno dla siebie, drugie dla banku.

Edukacja ekonomiczna powinna być przedmiotem szkolnym o szczególnym znaczeniu. Dokładnie takim, jak matematyka czy język polski. To znaczy takim, z powodu którego można nie zdać do następnej klasy. Przedmiotem nauczanym przez profesjonalistów, a nie nauczycieli bez wyrobionego pensum godzinowego.

Arabowie mają ropę, Polska ma mleko. Biznes w mniejszym mieście

W co drugim powiecie są spółdzielnie mleczarskie o przychodach wyższych niż budżet miasta.

zobacz więcej
Wyobraża pan sobie ekonomistę, który skończył SGH i idzie użerać się z młodzieżą do zawodówki za 2,5 tys. zł miesięcznie?

Tak, jest to problem. Ale podobna sytuacja jest z każdym innym specjalistą wysokiej klasy. Przecież kończąc chemię, biologię czy informatykę mamy o wiele wyżej płatne ścieżki kariery. A mimo wszystko te przedmioty są w szkole prowadzone. Lepszy byłby nawet przeciętny ekonomista w szkole niż jego brak. Rolą państwa jest zapewnienie odpowiedniego finansowania szkolnictwa. Przecież prywatny przedsiębiorca nie będzie uczył dorosłych ludzi podstaw ekonomii.

Mamy więc brak podstawowej wiedzy. Nie nadrabiamy jej w dorosłym życiu. Mamy przyczyny, więc mamy też skutki w postaci braku postaw patriotyzmu gospodarczego. Skoro od 30 lat nie wychodzi nam jego propagowanie, to wierzy pan, że kiedyś doczekamy się postaw takich, jak u naszych zachodnich sąsiadów?

To jest cel Kongresu 590. Pokazujemy, czym jest kompleksowe podejście do patriotyzmu gospodarczego. Od strony konsumenta, przedsiębiorcy i instytucji publicznych. Pamiętajmy, że edukacja jest procesem. Nie zmienimy świadomości Polaków jednym pstryknięciem palca. My zaczynamy od szczytu piramidy, czyli osób, wydawałoby się, najbardziej uświadomionych. Razem z nimi chcemy schodzić coraz niżej.

Tu chciałbym wrzucić kamyczek do ogródka naszych przedsiębiorców: może polscy konsumenci nie czują więzi z polskimi pracodawcami ze względu na ich podejście do pracowników? Zagraniczne firmy płacą średnio o 20 proc. więcej, a dyrektorzy zarabiają tam dwa razy tyle. To dane Sedlak&Sedlak.

Wolałbym nie generalizować, bo akurat w branży, z której ja się wywodzę (branża gamingowa, produkcja gier), wcale nie ma to miejsca. Zdaję sobie jednak sprawę, że polskie firmy są nadal słabsze od ich zachodnich odpowiedników. Często więc nie jest to brak chęci, a po prostu brak możliwości.
Nazwa Kongresu 590 pochodzi od prefiksu kodu kreskowego, którym oznaczane są towary wytwarzane bądź dystrybuowane przez polskie przedsiębiorstwa. Na zdjęciu Kongres 590 w Centrum Wystawienniczo–Kongresowym w Jasionce k. Rzeszowa w 2017 roku. Fot. PAP/Darek Delmanowicz
A może to po prostu typowo „januszowe” podejście. Niech pracownik zachrzania na minimalnej krajowej, a ja będę jeździł nowym porsche i pływał najnowszym jachtem na Malediwach.

Mentalność naszych prezesów się zmienia. Takie zachowania nie są powszechnie akceptowalne w środowisku. Trzeba analizować każdy przypadek indywidualnie, ale wiadomo, że kluczem jest klasa człowieka. Proszę mi wierzyć, że coraz częściej jest dokładnie odwrotnie. Polscy przedsiębiorcy idą w stronę rozwoju Społecznej Odpowiedzialności Biznesu – CSR. I chcą wspierać lokalne inicjatywy.

A może CSR to tylko kolejne działania wizerunkowe specjalistów od marketingu? Mające niewiele wspólnego z realną pomocą, za to świetnie pozycjonujące firmę w mediach…

A dlaczego przedsiębiorcy mają nie chwalić się niesioną pomocą? Jeśli realnie robią coś dobrego, to nie wymagajmy od nich, by byli anonimowymi altruistami. Nawet nie powinni milczeć. Przecież im więcej się o tym mówi, tym większe szanse, że ich konkurencja też zaangażuje się społecznie.

Mówił pan również o kooperacji na linii „duża firma – lokalna firma”, jako przykładzie patriotyzmu gospodarczego. Tylko to również nie działa u nas tak, jak na Zachodzie. W Niemczech światowy gigant farmaceutyczny jest w stanie zlecić produkcję opakowań malutkiemu sąsiadowi. Wynająć firmę sprzątającą od pani Helgi. Robić owocowe piątki dla pracowników z jabłkami z pobliskich sadów. U nas bardzo często jedynym kryterium jest cena.

Zauważyłem, że to również już się zmienia. Jeszcze kilkanaście lat temu zgodziłbym się z pana tezami w pełni. Dzisiaj widać chęć szukania współpracy lokalnej. Ale niezwykle ważna jest też odpowiednia jakość świadczonych usług.

Dlatego jeszcze raz podkreślam: nasz Kongres 590 ma również za zadanie zmieniać myślenie wielkich o maluczkich. Pokazać, jak ważny jest lokalny ekosystem gospodarczy. Jeśli dasz dziś zarobić swojemu sąsiadowi, to on jutro da zarobić tobie. Jeśli pomożesz sąsiadowi stworzyć z małej firmy firmę średnią – to jest to również twój olbrzymi sukces. Dobrym przykładem jest niemiecki futbol. Tam zagraniczny piłkarz musi być przynajmniej dwa razy lepszy, żeby zająć miejsce niemieckiego zawodnika w pierwszym składzie. W biznesie wymagajmy dokładnie tego samego.

Jak zarobić na Białorusi. Polski biznes w państwie Łukaszenki

To kraj fantastycznie uporządkowany, nie ma tam szarej strefy, jak na Ukrainie czy w Rosji – mówią inwestorzy.

zobacz więcej
Wspomniał pan o branży, z której się wywodzi. Branża gamingowa świetnie rozwija się w Polsce, ale dlatego, że ponad 90 procent jej „produkcji” idzie na eksport. Tworząc produkt, od razu myśli się o nim globalnie. Duża część polskiej gospodarki wcale tak nie myśli. Upajają się regionalnym sukcesem. Boją się działać szerzej.

Eksport jest niezwykle potrzebny naszej gospodarce, bo ściąga gotówkę z zewnątrz. Ale nie możemy wymagać, by każdy był eksporterem. Nie wylewajmy dziecka z kąpielą.

Rzeczywiście, ok. 97 proc. rynku gier jest poza Polską, dlatego producenci szukają pieniędzy gdzie indziej. Ale mogę również podać przykład z Niemiec: są tam firmy, które wyspecjalizowały się w niszy symulatorów farm, tworzą specyficzne gry wyłącznie na rynek niemiecki i nie chcą tego zmieniać, bo to im wystarcza. Każdy indywidualnie musi ocenić, czy nadaje się na podbój zagranicy.

Naszym problemem jest fakt, że jesteśmy średnim rynkiem. Holandia była zbyt mała, więc musiała postawić na handel zagraniczny. USA są z kolei tak duże, że potężna część firm może pozwolić sobie na bycie „lokalnymi”. Największy problem jest zawsze ze „średniakami”. Wiadomo jednak, że rozsądny przedsiębiorca musi mieć plan działania minimum na dekadę do przodu.

I tutaj dochodzimy do tematu przewodniego Kongresu 590: Polska 2030. Co chcemy sobie powiedzieć?

Sytuacja covidowa zmieniła wszystkie założenia, które były do tej pory przygotowywane przez państwo polskie w długiej perspektywie. Zamknęły się całe sektory gospodarki. Inne z kolei wystrzeliły. Wywróciło się wszystko, co planowaliśmy.

Przede wszystkim jednak chcę zaakcentować najważniejsze: po wejściu Polski do NATO i Unii Europejskiej straciliśmy z widoku dalekosiężne cele, do których dążymy. Budowa dróg czy nawet centrów komunikacyjnych nie jest celem samym w sobie. To środek do realizacji pewnej szerszej idei. Musimy ją sobie zdefiniować, jasno przedstawić.

Patriotyzm gospodarczy, o którym rozmawiamy, także nie jest celem samym w sobie. Dzięki jego propagowaniu mamy dojść w pewne wyznaczone miejsce. Jasno określona wizja przyszłości i miejsca Polski w świecie to temat naszego Kongresu 590.


Mocne słowa...

Na naszym Kongresie padają wyłącznie takie (śmiech). Mówiąc jednak poważnie: musimy połączyć trzy obszary, które w naszym kraju dzisiaj funkcjonują oddzielnie. To gospodarka, nauka z kulturą i potrzeby społeczne. Razem powinny pracować jak dobrze naoliwiona maszyna. Tymczasem tak nie jest.

Do tego dochodzi demografia. Doskonale wiemy, ilu nas jest. Ilu nas będzie. Ilu z nas skończy, jakie szkoły. Jak będzie wyglądał rynek pracy, rynek emerytalny. I teraz pytanie: jak na wszystkie związane z tym wyzwania będziemy reagować gospodarczo i społecznie? Jak w tym wszystkim odnajdzie się sfera naukowa?

I tutaj dochodzimy do dużej polityki: jakiego modelu Polski potrzebujemy? Wszystkie debaty organizowane podczas Kongresu 590 mają służyć temu, by odnaleźć konsensus.

Spoczęliśmy na laurach?

Z punktu widzenia inwestycyjnego – nie. Postęp jest widoczny. Ale brakuje nam jasno postawionych wyzwań, szczytów, które chcemy zdobyć. My te szczyty pokażemy na Kongresie 590. Dlatego – i nie tylko dlatego – warto do nas zawitać.

– rozmawiał Karol Wasilewski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Budowa dróg czy nawet centrów komunikacyjnych nie jest celem samym w sobie. To środek do realizacji szerszej idei. Musimy ją sobie zdefiniować, do czego dążymy - mówi Remigiusz Kopoczek, prezes Kongresu 590. Na zdjęciu budowa kanału żeglugowego na Mierzei Wiślanej w Skowronkach. Przekop ma połączyć drogą morską Zalew Wiślany z Zatoką Gdańską, skrócić szlak morski na Bałtyku i uniezaleznić polską żeglugę od Obwodu Rosyjskiegi w Kaliningradzie. Fot. PAP/Adam Warżawa
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Kości nigdy nie kłamią, czyli opowieści z sarmackiej krypty
Bolszewicy w 1920 roku, przechodząc przez Kresy pootwierali trumny metalowe tamtejszych rodów jak konserwy, ostrymi narzędziami.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Druga gruba kreska III RP
Czyli jeżeli ktoś nakradł, to w interesie publicznym leży przyklepanie tej kradzieży? Najwyraźniej tak.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Być jak Szalony Koń, który pobił białego generała
Indianie niechętnie przyjmują białych w swoich rezerwatach. Wciąż mają uraz.
Rozmowy wydanie 16.10.2020 – 23.10.2020
Bóg lubi narwańców
Dominikanin: Było pół godziny nerwów, „wyrzygania się” Bogu – i poczułem Jego działanie.
Rozmowy wydanie 16.10.2020 – 23.10.2020
Przed nami fala śmierci. Konieczny będzie lockdown
Robert Tekieli: Namawiają do wysadzania budynków rządowych. Udają wariatów, ale chodzi im o wywołanie katastrofy.