Rozmowy

Bp Piotr Jarecki: Dewiacje w Kościele? A w szkole, na uniwersytetach, w teatrze, wśród dziennikarzy, nie ma takich problemów?

To źle świadczy o środowisku Kościoła, że nie ma woli, siły, zdolności do samooczyszczenia, tylko musi przyjść coś z zewnątrz. Wymusić, zachęcić, zmobilizować. Choć w imię prawdy trzeba także stwierdzić, że niektóre środowiska wewnątrz Kościoła bardzo zdecydowanie zajęły się tym bolesnym problemem – mówi biskup pomocniczy warszawski.

Prezentujemy fragment książki „Obudzić proroków. Rozmowy o Kościele, polityce i życiu w prawdzie”, wywiadu rzeki jakiego bp Piotr Jarecki udzielił Tomaszowi Krzyżakowi, opublikowanego nakładem wydawnictwa WAM.

TOMASZ KRZYŻAK: Kościołem w Polsce wstrząsnął skandal w diecezji kaliskiej. Najpierw film braci Sekielskich, wystąpienie arcybiskupa Wojciecha Polaka do papieża o zbadanie sprawy, odsunięcie biskupa Edwarda Janiaka i ustanowienie administratora apostolskiego. Reakcja Watykanu była zdecydowana, a w Polsce biskupi milczeli. Zastanawiam się dlaczego.

BP PIOTR JARECKI:
Ze wstydu, smutku, zażenowania, przygnębienia. Różnymi słowami można to opisać.

Tylko tyle?

A co więcej można powiedzieć? Przecież wszyscy wiemy, że to się nie powinno nigdy zdarzyć. Każdy wie, że to jest sytuacja trudna i przygnębiająca, która kładzie się cieniem na Kościele. Osoby zranione zostały zostawione sami sobie, nieraz może nie dawano im wiary. Bardziej interesował nas los księdza, jego „wyprostowanie moralne”. I co? Okazuje się, że tych wstydliwych problemów, o których mniej lub więcej wiedzieliśmy, nie potrafiliśmy załatwić we własnym gronie albo staraliśmy się to załatwić, stosując złe metody.

Czy homolobby kryło księży pedofilów?

Tylko ujawnienie nieformalnych struktur i twarde przestrzeganie zakazu święcenia gejów, jaki wydał Benedykt XVI, może realnie oczyścić Kościół ze skandali seksualnych.

zobacz więcej
Dopiero gdy świat się tym zajął, to przymuszeni zaczęliśmy się za to brać. To źle świadczy o środowisku Kościoła, że nie ma woli, siły, zdolności do samooczyszczenia, tylko musi przyjść coś z zewnątrz. Wymusić, zachęcić, zmobilizować. Choć w imię prawdy trzeba także stwierdzić, że niektóre środowiska wewnątrz Kościoła bardzo zdecydowanie zajęły się tym bolesnym problemem. Temat jest złożony.

Źle świadczy o środowisku, od którego oczekuje się więcej.

Tak, o środowisku, które powinno stać na straży ideału, a nie potrafiło sobie poradzić z brakiem prawości moralnej w swoich szeregach. Grzech w Kościele jest obecny. Czasem księża, biskupi upadają jeszcze niżej niż ludzie świeccy, choć tak być nie powinno. Trzeba to sobie otwarcie mówić.

Ale mnie dużo bardziej od tych upadków boli to, że nie potrafiliśmy się tym zająć. Że była jakaś bagatelizacja tego problemu. Wierzyliśmy w nawrócenie człowieka, dawaliśmy mu kolejną szansę, ale nic poza tym.

Z drugiej strony, kiedy głębiej zastanowimy się nad problemem relacji Kościoła do świata, to dojdziemy do przekonania, że pomoc idzie w obu kierunkach. Nie tylko Kościół ma pomagać światu w kształtowaniu rzeczywistości na miarę godności człowieka, ale także świat nieraz pomaga Kościołowi zawrócić ze złej drogi i powrócić do ideału Chrystusowego. Przecież Duch Święty działa też w świecie.

Teraz się to zmieni?

Gdy to już jest tak nagłośnione, to zmienić się musi. Nie widzę innej drogi. To nagłośnienie uświadamia także ludziom wewnątrz Kościoła tragizm zagubienia moralnego. Metoda jest jedna: wykorzeniać zło, żeby ludzie widzieli, że się za to wzięliśmy. Kiedy nie dajemy przykładu, wpływamy na tych, którzy się w wierze zawahali.

I jeśli będziemy dalej ukrywać problemy czy zbyt opieszale działać, to coraz więcej ludzi będzie odchodzić z Kościoła. My musimy dawać przykład. Innej drogi niż nawrócenie nie ma. Miłosierdzie Boga ma zawsze związek z nawróceniem. Jest to bowiem uprzedzająca ludzkie nawrócenie Boża wola przebaczenia.

Trochę już się zmieniło. Jako biskupi powołaliście nawet fundację, która ma pomagać skrzywdzonym. A jednak głosy krytyczne nie milkną. Niektórzy twierdzą — i nie jest ich mało — że to zastosowanie odpowiedzialności zbiorowej, stygmatyzowanie wszystkich księży, przyklejanie im łatki z napisem: „pedofil”.

To, co powiem, wielu księży i niektórych biskupów uznać może za kontrowersyjne: jako ludzie autentycznie wierzący, nie powinniśmy udawać, że nic się nie stało. Kościół powinien pomagać nawet tym, którzy zostali skrzywdzeni przez osoby spoza naszego środowiska — wszystkim, bez wyjątków. Ma iść szeroko, kierować się tym, co nazywamy opcją preferencyjną, czy nawet fundamentalną, na rzecz ubogich.
"Obudzić proroków. Rozmowy o Kościele, polityce i życiu w prawdzie". Wywiad rzeka Tomasza Krzyżaka z bp. Piotrem Jareckim, wyd. WAM 2020
Człowiek skrzywdzony niewątpliwie jest ubogi, nawet bardziej niż ci, którzy cierpią niedostatek. Jest zraniony, poturbowany, nieufny wobec Kościoła i jego przedstawicieli. Dlatego jeśli powstała fundacja, która ma pomóc tym ludziom, to bardzo dobrze. Głosy krytyczne będą zawsze.

Niektórzy ludzie Kościoła powtarzają, że skoro niczego złego nie zrobili, to dlaczego mają łożyć na pomoc dla skrzywdzonych. Wiele mówimy o miłości, ale w praktyce różnie z tym bywa. Tymczasem chęć wsparcia człowieka, który tego potrzebuje w sposób szczególny, powinna wynikać z naszej wiary.

Niektórzy mówią: dobrze, powinniśmy pomóc, ale środków na takie działania nie możemy szukać w kieszeniach księży i nie musi to być składka proporcjonalna do liczby duchownych. I tak wracamy do kwestii mentalności.

Szkoda, że krytycy nie dostrzegają tego, że to może być pierwszy krok wielkiej zmiany. Może też z czasem uda się znaleźć inne sposoby finansowania tego przedsięwzięcia. Choć można dyskutować, czy to kryterium, o którym pan mówi, jest dobre czy złe. Przyjmijmy, że składka będzie liczona według liczby wierzących w parafiach.

Ale co to oznacza: wierzący? Ilu jest ochrzczonych, a ilu praktykuje? Stawiając takie pytania, rozmieniamy się na drobne. Poza tym nie oszukujmy się, kościelne pieniądze to dobrowolne ofiary tych, którzy chodzą na msze. Trzeba to wyraźnie powiedzieć.

Oczywiście, problem pedofilii nie dotyczy tylko Kościoła, to też trzeba mówić. Ale różnym krytykom w naszej wspólnocie radziłbym jednak, by spojrzeli na sprawę nieco inaczej. Nie udajemy, że nic się nie stało, tak, to jest nasz wewnątrzkościelny kłopot, także społeczny i kulturowy. Ale my robimy pierwszy krok, wprowadzamy specjalne procedury ochrony dzieci i młodzieży, uruchamiamy program pomocowy. Niewykluczone, że inne środowiska pójdą naszym śladem i wyciągając wnioski z naszych błędów, znajdą nieco prostszą ścieżkę.

Przez długi czas Kościół udawał jednak, że nic się nie dzieje.

Nie tylko Kościół. Wiele osób zwraca na to uwagę, to rodzaj obrony. Kiedy zajmowałem się konwencją stambulską, eksperci przysyłali mi dane, z których wynikało, że najwięcej różnego rodzaju dewiacji jest w rodzinach, wśród bliskich. I szczerze mówiąc, w ogóle nie mówimy o tym, jak ten problem rozwiązać. Podobnie jest ze szkołami, uniwersytetami, z teatrami. A w środowisku dziennikarskim nie ma takich problemów?

Podejrzewam, że są.

A mówi się wyłącznie o Kościele.

Teraz to ksiądz przyjmuje taktykę obronną. Oczywiście, że w naszym środowisku też znajdują się pedofile, tyle tylko, że my nie jesteśmy tak zinstytucjonalizowani jak Kościół.

Problem Kościoła to homoseksualizm, nie pedofilia

Są diecezje, w których kapłaństwo zostało zdominowane przez gejów, a heteroseksualni klerycy są eliminowani już na poziomie seminarium.

zobacz więcej
To prawda.

Bo problem nie polega wcale na tym, że wśród duchownych jest więcej pedofilów niż w innych środowiskach, lecz na tym, że będąc instytucją hierarchiczną, Kościół miał — wciąż ma — duże możliwości ukrywania faktów. Dziennikarza pedofila nie przeniesie się z redakcji do redakcji, tak jak księży między parafiami.

Osobiście nigdy się z taką praktyką nie spotkałem. Ale to, że coś takiego było, jest faktem — w końcu nie raz i nie dwa o tym pisano i to stwierdzono. To były praktyki naganne, nigdy nie powinny mieć miejsca. Dlaczego tak postępowano? Może próbowano wszystko naprawić wewnątrz Kościoła, ufając w nawrócenie grzesznika. Wydaje mi się, że mogło to wynikać także z tego, że słabością, zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i zbiorowym, nikt się nie szczyci.

Jeżeli ktoś w rodzinie popadł w nałóg czy popełnił przestępstwo, to bliscy nie idą do gazet ani do telewizji, nie krzyczą o tym na rynku. Starają się sprawę załatwić w swoim gronie. Problem polega na tym, że nas nie było z różnych względów na to stać. Tego egzaminu nie zdaliśmy!

– rozmawiał Tomasz Krzyżak

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Ks. Piotr Jarecki jest doktorem nauk społecznych i biskupem pomocniczym warszawskim. Wcześniej był m.in. referentem w sekretariacie prymasa Polski oraz wykładowcą nauk społecznych w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym św. Jana Chrzciciela i na Papieskim Wydziale Teologicznym w Warszawie, pełnił też funkcję zastępcy sekretarza generalnego Konferencji Episkopatu Polski. W październiku 2012 po spowodowaniu wypadku pod wpływem alkoholu został skazany na 6 miesięcy pozbawienia wolności z zawieszeniem na dwa lata oraz na kary finansowe. Po wyroku Stolica Apostolska zawiesiła go w funkcjach biskupich. W marcu 2015 tymczasowo podjął obowiązki biskupa pomocniczego, a w listopadzie 2015 został przywrócony do pracy w archidiecezji i ponownie objął urząd wikariusza generalnego.

Tomasz Krzyżak jest dziennikarzem, publicystą i redaktorem „Rzeczpospolitej”. Zajmuje się sprawami Kościoła. Wcześniej pracował m.in. w „Życiu Warszawy”, tygodnikach „Wprost” i „Ozon”. Oprócz wywiadu rzeki z bp. Piotrem Jareckim opublikował biografie ludzi Kościoła: „Kolbe - Historia życia św. Maksymiliana” (2011 – nagroda „Feniks” Stowarzyszenia Wydawców), „Nie mam nic do stracenia - biografia abp. Józefa Michalika" (2015) i „Wanda Półtawska - biografia z charakterem" (2017). Jest laureatem Nagrody Dziennikarskiej „Ślad” im. bp. Jana Chrapka (2019).
Zdjęcie główne: Demonstracja przeciw pedofilii w Kościele przed pomnikiem ks. Henryka Jankowskiego w Gdańsku w grudniu 2018. Fot. Michal Fludra/NurPhoto via Getty Images
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Półkopek był srebrny, tymf mało warty, a złotym płacimy od 1924
Bank Polski powstał jako instytucja prywatna, niezależna od administracji państwowej. Historia pieniądza i bankowości.
Rozmowy Najnowsze wydanie
U nas inwencja reżysera sprowadza się do wywołania skandalu
Antoni Libera: Wielka literatura nie polega na choćby najcelniejszej myśli czy prognozie. Polega na pięknie.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Alergie wypełniły niszę zwolnioną przez choroby zakaźne
To cena płacona za „westernizację” modelu życia. Nie mamy gdzie nauczyć się, „kto swój, a kto wróg”.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Czym cap odstraszał zarazę?
Wszystko leczyło laudanum, czyli opium zmieszane z winem w wersji dla kobiet, lub z wódką – dla panów.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Modlą się ze mną łąki. W góralskiej gwarze
Co jest najlepsze na uroki? I czym jest pijowecka, madziar, albo śtajerek?